Brak zaręczyn - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony Poprzednia 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 66 do 130 z 150 ]

66

Odp: Brak zaręczyn
Bert44 napisał/a:

Moi znajomi mowia: bo ten papier nic nie daje a jak cos nic nie daje to po co sie tym zajmowac.

To kłamstwo i manipulacja.
Gdyby ten papier nic im nie ZABIERAŁ to bez wahania zrobiliby swojej kobiecie przyjemność.
Jeśli papier coś zabiera to również coś daje.

Zobacz podobne tematy :

67

Odp: Brak zaręczyn
nikitaa napisał/a:
Bert44 napisał/a:

Moi znajomi mowia: bo ten papier nic nie daje a jak cos nic nie daje to po co sie tym zajmowac.

To kłamstwo i manipulacja.
Gdyby ten papier nic im nie ZABIERAŁ to bez wahania zrobiliby swojej kobiecie przyjemność.
Jeśli papier coś zabiera to również coś daje.

Tak, dla mężczyzn to problem, bo nie chcą zobowiązań. To wiem, za to ciekawi mnie stanowisko kobiet.

68

Odp: Brak zaręczyn

Nie zawsze ślub wynika z dziwnej presji u kobiety "bo koleżanki są po ślubie, bo mama pyta" itd.
W moim przypadku po zaręczynach zupełnie został odpuszczony temat ślubu. Dopiero po 4 latach bycia razem doszliśmy do wniosku że czas coś z tym zrobić bo:
- ciągle trzeba było tłumaczyć kurierom kim dla siebie jesteśmy, czasami podpisując się musiałam dodać w nawiasie że narzeczona, w dziwny sposób było to upokarzające;
- w szpitalu był problem by wejść; owszem w końcu mnie wpuścili, ale było marudzenie, narzekanie że "inne nazwisko, to nie rodzina";
- ułatwiłoby nam to w przyszłości jakieś wzięcie kredytu dla małżeństw;
- mogliśmy prowadzić wspólne konto w banku czy na Allegro;
i parę innych.
Po prostu małżeństwo ułatwia wiele rzeczy w kwestii czysto ekonomicznej, część ludzi chyba o tym zapomina.

69

Odp: Brak zaręczyn
SamotnaWilczyca napisał/a:

Możecie mi wyjaśnić, dziewczyny? O co właściwie chodzi? Po co tak sobie komplikować życie? Ja rozumie, ludzie są niewierzący, nie chcą ślubu kościelnego, ale jeśli chodzi o cywilny, dlaczego to taki problem?

Dla mnie małżeństwo to poważna umowa cywilno-prawna i wiąże się z naprawdę ogromną dozą zaufania - ślepego wręcz w niektórych aspektach, w moim przekonaniu.

Człowiek od zawarcia małżeństwa odpowiada np. za długi małżonka nabyte w trakcie trwania małżeństwa (tak wiem, że są intercyzy), może być w razie rozwodu zobligowany do alimentów na rzecz byłego małżonka, jeśli ten w wyniku rozwodu pozostanie w niedostatku.

Nie będę wspominać jak w większości wyglądają w Polsce rozwody i że niestety ludzie najczęściej rozstają się w atmosferze wzajemnej nienawiści i rozwód jest często polem do zrobienia małżonkowi na złość.

Jak widzę rozstajace się pary z konkubinatu jakoś dogadanie się kto co zabiera i jak będą wyglądać kontakty z dziećmi idzie im łatwiej - ale to bańka, w której jestem ja, może to wcale nie jest jakaś zasada.

Ogólnie dostrzegam spadek w jakości relacji i spadek w satysfakcji z relacji moich znajomych, którzy wzięli ślub. W moim odczuciu tylko jedna para jest uber zadowolona, ale oni pochodzą z bardzo wierzących rodzin, więc brak ślubu nie był tutaj opcją.

Może to jest fałszywy obraz świata, ale podobnie myśli mój partner - że małżeństwo pogarsza związek i chęć dbania o relację i staje się bardziej... No takim biznesowym układem, oboje się napatrzyliśmy na niezbyt szczęśliwe małżeństwa naszych rodziców (u moich jest lekka poprawa od jakiegoś czasu) czy małżeństwa rodziców naszych rówieśników, które najczęściej trwają już tylko bo osobno sie finansowo nie utrzymają albo rozpadły się z hukiem jak dzieci osiągnęły pełnoletność.

Co więcej, z zasady małżeństwo miało być czymś trwałym, na całe życie - w ciągu życia trochę poznałam naturę ludzką, w tym swoją, nie mogę dziś z ręką na sercu powiedzieć, że nigdy się z moim partnerem nie rozstanę, nie lubię składać deklaracji, których mogłabym nie być w stanie dotrzymać.

I tutaj nie chodzi absolutnie o brak zaufania czy miłości do mojego partnera - on jest jedyną osobą, z którą mogłabym kiedyś ten ślub wziąć bez większych obaw - po prostu małżeństwo w takiej formie jak funkcjonuje prawnie jest moim zdaniem do reformy, bo opiera się na zasadach życia społecznego, które obowiązywały kiedyś i powoli ulegają zmianie.

Poza tym załatwienie tematów majątkowych czy innych w konkubinacie to nie jest jakaś straszna komplikacja, a moim zdaniem niejako zmusza ludzi do podjęcia dyskusji o ważnych aspektach życia, które często nie są podejmowane w małżeństwach, bo ślub formalnie je załatwia.

70

Odp: Brak zaręczyn
Bert44 napisał/a:
SamotnaWilczyca napisał/a:
Shoggies napisał/a:

Małżeństwo zabezpiecza też kilka życiowych kwestii, o których trzeba myśleć osobno w przypadku związku nieformalnego - co do zasady uwzględnia wspólnotę majątkową (chyba, że jest intercyza), ustala kwestię dziedziczenia majątku na wypadek śmierci męża/żony (konkubent/konkubina mogą dziedziczyć tylko jeśli jest to wskazane w testamencie, dodatkowo muszą zapłacić podatek i wypłacić zachowek ustawowym "dziedzicom" majątku), porządkuje kwestię ojcostwa jak pojawią się dzieci (do momentu uznania dzieci przez ojca lub ustalenia ojcostwa sądownie dzieci należą do matki), daje dostęp do dokumentacji medycznej żony/męża itp.

Istotka6 napisał/a:

Kwestie finansowe, prawne, medyczne czy też z dziećmi, wszystko da się obejść, tylko potrzebne jest nieco więcej wysiłku.

Możecie mi wyjaśnić, dziewczyny? O co właściwie chodzi? Po co tak sobie komplikować życie? Ja rozumie, ludzie są niewierzący, nie chcą ślubu kościelnego, ale jeśli chodzi o cywilny, dlaczego to taki problem?

Nie dziewczyna ale powiem co mi sie wydaje. Przyczyny? Latwiej sie ze zwiazku wykrecic w razie czego, niektorzy uwazaja ze sady są raczej stronnicze (w razie w), niektorzy uwazaja ze magiczne "tak" powoduje rozluznienie atmosfery i ludzie przestaną sie starać o związek, pewnie jeszcze kilka. Moi znajomi mowia: bo ten papier nic nie daje a jak cos nic nie daje to po co sie tym zajmowac.

No właśnie, skoro mi na nic to potrzebne, to po co brać ślub? Bez sensu. Nigdy nie wiadomo jak będzie, łatwiej się rozstać w razie czego, bez kłótni czyje co jest, bez sądów, bez stresu. Czyli po prostu nie potrzebuję,po drugie jest to późniejsza komplikacja. Nikita napisała, że jest to manipulacja - to zależy. Ja jestem w stanie wziąć gdyby partnerowi zależało, bo papier dosłownie nic nie znaczy, tylko może komplikować później, ale byłabym w stanie się poświęcić w imię miłości smile

71

Odp: Brak zaręczyn
Shoggies napisał/a:
SamotnaWilczyca napisał/a:

Możecie mi wyjaśnić, dziewczyny? O co właściwie chodzi? Po co tak sobie komplikować życie? Ja rozumie, ludzie są niewierzący, nie chcą ślubu kościelnego, ale jeśli chodzi o cywilny, dlaczego to taki problem?

Dla mnie małżeństwo to poważna umowa cywilno-prawna i wiąże się z naprawdę ogromną dozą zaufania - ślepego wręcz w niektórych aspektach, w moim przekonaniu.

Człowiek od zawarcia małżeństwa odpowiada np. za długi małżonka nabyte w trakcie trwania małżeństwa (tak wiem, że są intercyzy), może być w razie rozwodu zobligowany do alimentów na rzecz byłego małżonka, jeśli ten w wyniku rozwodu pozostanie w niedostatku.

Nie będę wspominać jak w większości wyglądają w Polsce rozwody i że niestety ludzie najczęściej rozstają się w atmosferze wzajemnej nienawiści i rozwód jest często polem do zrobienia małżonkowi na złość.

Jak widzę rozstajace się pary z konkubinatu jakoś dogadanie się kto co zabiera i jak będą wyglądać kontakty z dziećmi idzie im łatwiej - ale to bańka, w której jestem ja, może to wcale nie jest jakaś zasada.

Ogólnie dostrzegam spadek w jakości relacji i spadek w satysfakcji z relacji moich znajomych, którzy wzięli ślub. W moim odczuciu tylko jedna para jest uber zadowolona, ale oni pochodzą z bardzo wierzących rodzin, więc brak ślubu nie był tutaj opcją.

Może to jest fałszywy obraz świata, ale podobnie myśli mój partner - że małżeństwo pogarsza związek i chęć dbania o relację i staje się bardziej... No takim biznesowym układem, oboje się napatrzyliśmy na niezbyt szczęśliwe małżeństwa naszych rodziców (u moich jest lekka poprawa od jakiegoś czasu) czy małżeństwa rodziców naszych rówieśników, które najczęściej trwają już tylko bo osobno sie finansowo nie utrzymają albo rozpadły się z hukiem jak dzieci osiągnęły pełnoletność.

Co więcej, z zasady małżeństwo miało być czymś trwałym, na całe życie - w ciągu życia trochę poznałam naturę ludzką, w tym swoją, nie mogę dziś z ręką na sercu powiedzieć, że nigdy się z moim partnerem nie rozstanę, nie lubię składać deklaracji, których mogłabym nie być w stanie dotrzymać.

I tutaj nie chodzi absolutnie o brak zaufania czy miłości do mojego partnera - on jest jedyną osobą, z którą mogłabym kiedyś ten ślub wziąć bez większych obaw - po prostu małżeństwo w takiej formie jak funkcjonuje prawnie jest moim zdaniem do reformy, bo opiera się na zasadach życia społecznego, które obowiązywały kiedyś i powoli ulegają zmianie.

Poza tym załatwienie tematów majątkowych czy innych w konkubinacie to nie jest jakaś straszna komplikacja, a moim zdaniem niejako zmusza ludzi do podjęcia dyskusji o ważnych aspektach życia, które często nie są podejmowane w małżeństwach, bo ślub formalnie je załatwia.

Ja skłaniam się ku temu, że w małżeństwie ludzie się starają o związek bo muszą (ceregiela z rozwodem, szkoda wesela i kasy na to wydanej, bo rodzina itp), a jak nie ma ślubu, to starają się, bo chcą  wink oczywiście wiadomo, że jest różnie, to tylko moja luźna myśl na zasadzie "wydaje mi się" smile

72

Odp: Brak zaręczyn
SamotnaWilczyca napisał/a:
nikitaa napisał/a:
Bert44 napisał/a:

Moi znajomi mowia: bo ten papier nic nie daje a jak cos nic nie daje to po co sie tym zajmowac.

To kłamstwo i manipulacja.
Gdyby ten papier nic im nie ZABIERAŁ to bez wahania zrobiliby swojej kobiecie przyjemność.
Jeśli papier coś zabiera to również coś daje.

Tak, dla mężczyzn to problem, bo nie chcą zobowiązań. To wiem, za to ciekawi mnie stanowisko kobiet.

Moim zdaniem istotna jest sytuacja zawodowa i materialno-mieszkaniowa kobiety, bo to ona najmocniej wpływa na decyzję o zawarciu małżeństwa.
Jeśli kobieta ma własne mieszkanie i dobrą pracę z niezłym wynagrodzeniem, to nie ma parcia na związek. Nie musi szukać wspólnika do interesu życia, co najwyżej towarzysza zabawy i przyjemności, który ewentualnie wesprze ją w trudnych momentach.

Z pewnością inna jest sytuacja dziewczyny, która szuka ucieczki od własnej sytuacji życiowej i chłopak/partner ma jej tą ucieczkę do lepszego świata umożliwić. Nie mówię, że ona chce jechać na jego plecach, raczej chce drugiego wiosłowego do swojej łodzi życia, żeby dopłynąć do bezpiecznej przystani.
Jak się nie ma bezpiecznego domu rodzinnego, takiego, który daje stabilizację i życiową wygodę, to się chce z tego domu wyjść i stworzyć coś innego, własnego, gdzie się będzie panią na własnych metrach. Czym lepsza sytuacja materialna kobiety tym mniej prze na ślub i dzieci. Faceci to niestety czują i nie chcą robić za wspólnika, który ma  interesie  wielki wkład finansowy a niewielki wpływa na jego zarządzanie czy podział w przyszłości.

Rodzina  często wywiera presję na  kobietę. Bo z jednej strony tradycyjne wychowanie z katolickim podtekstem, a z drugiej strach o los dziewczyny. Nie jest fajnie jak córka nie może samodzielnie utrzymać się z dzieckiem/dziećmi i potem cała rodzina, najczęściej rodzice/matka, musi się z nią dzielić niewielkimi dochodami by wspólnie klepać biedę. Bez ślubu można wyjść ze związku tak jak się weszło - z jedną walizką. Dla dziewczyn z ubogich rodzin to katastrofa. To one najczęściej czekają aż dzieci się usamodzielnią i wtedy same starają się usamodzielnić.

Nie wszyscy żyją w dużych miastach gdzie jest dostęp do pracy i mieszkań, nie wszyscy nawet mają możliwy dojazdu do tych miast i pracy w nich. No to popycha się dziewczynę na wszelkie możliwe sposoby do "ułożenia sobie życia", żeby mieć ją z głowy. Potem przy łamaniu się opłatkiem wszyscy z wielką troską pytają czy kogoś ma, a jak już ma, to kiedy ślub, bo latka jej lecą.

Dopóki nie wpoi się dziewczynkom od małego, że i są odpowiedzialne za swoje życie i nikt ich od tej odpowiedzialności nie zwolni, że żaden mężczyzna nie weźmie na siebie trud  utrzymania jej i dzieci, dopóty dziewczyny będą szukały wsparcia u mężczyzn  a oczami wyobraźni  widziały sielankę - mamusia i tatuś odświętnie ubrani bawią się z dzieckiem na kocu w parku.

73 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2025-04-06 17:11:37)

Odp: Brak zaręczyn

"nigdy nie wiadomo jak będzie" to asekuracja- to znaczy że nie jest się pewnym siebie nawzajem.
czeka się na lepszą opcję, ale komuś wygodniej nie czekać solo.
dla mnie to jest z kolei nielogiczne, bo stan cywilny- konkubina, jednak odstrasza potencjalnych zmienników smile
w przypadku męzczyzn troche inaczej to działa, im status konkubenta w niczym nie przeszkadza, zwłaszcza gdy nie mają dzieci.

74

Odp: Brak zaręczyn
Istotka6 napisał/a:

Ja skłaniam się ku temu, że w małżeństwie ludzie się starają o związek bo muszą (ceregiela z rozwodem, szkoda wesela i kasy na to wydanej, bo rodzina itp), a jak nie ma ślubu, to starają się, bo chcą  wink

Drugą część widzę tak samo, ale co do pierwszej, to moje obserwacje pokazują, że w małżeństwie w wielu przypadkach niestety przestają się starać, bo uważają, że już nie muszą, a nie muszą, bo przecież "tak szybko nie da się tego zakończyć".

75

Odp: Brak zaręczyn
Ela210 napisał/a:

"nigdy nie wiadomo jak będzie" to asekuracja- to znaczy że nie jest się pewnym siebie nawzajem.
czeka się na lepszą opcję, ale komuś wygodniej nie czekać solo.
dla mnie to jest z kolei nielogiczne, bo stan cywilny- konkubina, jednak odstrasza potencjalnych zmienników smile
w przypadku męzczyzn troche inaczej to działa, im status konkubenta w niczym nie przeszkadza, zwłaszcza gdy nie mają dzieci.

Rozumiem Twój punkt widzenia, jednak zapewniam, że pewność wobec siebie nie ma tu nic do rzeczy. Podchodze do tego realnie. Jestem pewna że chce być z Miśkiem i on ze mną, ale co będzie za 10 lat, tego nikt nie wie. Patrzymy po prostu realnie, a nie naiwnie i romantycznie smile

Ps, w moim odczuciu rozwodnik gorzej się kojarzy, mimo że dotyczy tej samej sytuacji,z taką różnicą, że był papier

76 Ostatnio edytowany przez Istotka6 (2025-04-06 17:21:32)

Odp: Brak zaręczyn
Priscilla napisał/a:
Istotka6 napisał/a:

Ja skłaniam się ku temu, że w małżeństwie ludzie się starają o związek bo muszą (ceregiela z rozwodem, szkoda wesela i kasy na to wydanej, bo rodzina itp), a jak nie ma ślubu, to starają się, bo chcą  wink

Drugą część widzę tak samo, ale co do pierwszej, to moje obserwacje pokazują, że w małżeństwie w wielu przypadkach niestety przestają się starać, bo uważają, że już nie muszą, a nie muszą, bo przecież "tak szybko nie da się tego zakończyć".

To też. Miałam na myśli sytuacje, kiedy oboje się jednak starają, a przynajmniej tak deklarują. Częściej to chyba ta wieksza część małżeństw się nie stara, niż stara, masz rację smile

77

Odp: Brak zaręczyn
Istotka6 napisał/a:

No właśnie, skoro mi na nic to potrzebne, to po co brać ślub? Bez sensu. Nigdy nie wiadomo jak będzie, łatwiej się rozstać w razie czego, bez kłótni czyje co jest, bez sądów, bez stresu. Czyli po prostu nie potrzebuję,po drugie jest to późniejsza komplikacja. Nikita napisała, że jest to manipulacja - to zależy. Ja jestem w stanie wziąć gdyby partnerowi zależało, bo papier dosłownie nic nie znaczy, tylko może komplikować później, ale byłabym w stanie się poświęcić w imię miłości smile

Małżeństwo to umowa cywilna której celem jest zabezpieczenie materialne jej członków. Tak postrzegam tą instytucję obecnie.
Mnie to nie było do niczego potrzebne gdy byliśmy we dwoje. Miałam tyle samo kasy co przyszły mąż, własne mieszkanie i pracę, która dawała mi satysfakcję. Nie potrzebowałam dopełnienia w postaci mężczyzny, byłam całością i czerpałam z życia garściami.

Z chwilą urodzenia dziecka, a nawet z chwilą zajścia w ciążę, sytuacja kobiety znacząco się zmienia. Ślub moim zdaniem ma jej "wyrównać" położenie w rodzinnym układzie.

78

Odp: Brak zaręczyn

Wychodzi na to, że pary żyjące w konkubinacie czy raczej związkach partnerskich podchodzą do życia z nieco większą dozą realizmu i zdrowego rozsądku smile , zaś kobiety niekoniecznie oczekujące małżeństwa naprawdę istnieją smile

A tak na poważnie, to obawiam się, że nawet opinia owych Pań odnośnie swojego własnego życia nie przekona niektórych, iż jednak można mieć alternatywną wersję na związek.

79

Odp: Brak zaręczyn
Ela210 napisał/a:

"nigdy nie wiadomo jak będzie" to asekuracja- to znaczy że nie jest się pewnym siebie nawzajem.

Nie ma czegoś takiego jak pewność drugiej osoby. Ludzie nie są pewni sami siebie.
Jak chce się mieć spokojną głowę o przyszłość to trzeba się liczyć z możliwością rozstania i żyć tak, by w każdym momencie mieć zabezpieczone tyły.
Umiesz liczyć - licz na siebie.

80

Odp: Brak zaręczyn
nikitaa napisał/a:
Istotka6 napisał/a:

No właśnie, skoro mi na nic to potrzebne, to po co brać ślub? Bez sensu. Nigdy nie wiadomo jak będzie, łatwiej się rozstać w razie czego, bez kłótni czyje co jest, bez sądów, bez stresu. Czyli po prostu nie potrzebuję,po drugie jest to późniejsza komplikacja. Nikita napisała, że jest to manipulacja - to zależy. Ja jestem w stanie wziąć gdyby partnerowi zależało, bo papier dosłownie nic nie znaczy, tylko może komplikować później, ale byłabym w stanie się poświęcić w imię miłości smile

Małżeństwo to umowa cywilna której celem jest zabezpieczenie materialne jej członków. Tak postrzegam tą instytucję obecnie.
Mnie to nie było do niczego potrzebne gdy byliśmy we dwoje. Miałam tyle samo kasy co przyszły mąż, własne mieszkanie i pracę, która dawała mi satysfakcję. Nie potrzebowałam dopełnienia w postaci mężczyzny, byłam całością i czerpałam z życia garściami.

Z chwilą urodzenia dziecka, a nawet z chwilą zajścia w ciążę, sytuacja kobiety znacząco się zmienia. Ślub moim zdaniem ma jej "wyrównać" położenie w rodzinnym układzie.

Ok rozumiem, jednak to kobieta decyduję z kim ma dziecko. Jeśli nie ufalabym mężczyźnie to faktycznie bym potrzebowała tego pewnika w postaci papieru. Jednak decydując się na dziecko, chce z partnerem, którego jestem pewna, że w razie czego mi pomoże. a z drugiej strony, jako osoba dorosła, jestem odpowiedzialna za siebie i za swoją sytuację materialną, dlatego dbając o swoje zaplecze, nie potrzebowałbym do tego mężczyzny

81

Odp: Brak zaręczyn
Istotka6 napisał/a:
nikitaa napisał/a:
Istotka6 napisał/a:

No właśnie, skoro mi na nic to potrzebne, to po co brać ślub? Bez sensu. Nigdy nie wiadomo jak będzie, łatwiej się rozstać w razie czego, bez kłótni czyje co jest, bez sądów, bez stresu. Czyli po prostu nie potrzebuję,po drugie jest to późniejsza komplikacja. Nikita napisała, że jest to manipulacja - to zależy. Ja jestem w stanie wziąć gdyby partnerowi zależało, bo papier dosłownie nic nie znaczy, tylko może komplikować później, ale byłabym w stanie się poświęcić w imię miłości smile

Małżeństwo to umowa cywilna której celem jest zabezpieczenie materialne jej członków. Tak postrzegam tą instytucję obecnie.
Mnie to nie było do niczego potrzebne gdy byliśmy we dwoje. Miałam tyle samo kasy co przyszły mąż, własne mieszkanie i pracę, która dawała mi satysfakcję. Nie potrzebowałam dopełnienia w postaci mężczyzny, byłam całością i czerpałam z życia garściami.

Z chwilą urodzenia dziecka, a nawet z chwilą zajścia w ciążę, sytuacja kobiety znacząco się zmienia. Ślub moim zdaniem ma jej "wyrównać" położenie w rodzinnym układzie.

Ok rozumiem, jednak to kobieta decyduję z kim ma dziecko. Jeśli nie ufalabym mężczyźnie to faktycznie bym potrzebowała tego pewnika w postaci papieru. Jednak decydując się na dziecko, chce z partnerem, którego jestem pewna, że w razie czego mi pomoże. a z drugiej strony, jako osoba dorosła, jestem odpowiedzialna za siebie i za swoją sytuację materialną, dlatego dbając o swoje zaplecze, nie potrzebowałbym do tego mężczyzny

Ślub to nie pewnik, to raczej polisa ubezpieczeniowa. Całości szkody nikt Ci nie wyrówna ale też nie zostaniesz nagle z niczym.

82

Odp: Brak zaręczyn
SamotnaWilczyca napisał/a:
nikitaa napisał/a:
Bert44 napisał/a:

Moi znajomi mowia: bo ten papier nic nie daje a jak cos nic nie daje to po co sie tym zajmowac.

To kłamstwo i manipulacja.
Gdyby ten papier nic im nie ZABIERAŁ to bez wahania zrobiliby swojej kobiecie przyjemność.
Jeśli papier coś zabiera to również coś daje.

Tak, dla mężczyzn to problem, bo nie chcą zobowiązań. To wiem, za to ciekawi mnie stanowisko kobiet.

Mam tez kolezanke w pracy ktorej facet sie oświadczył 2 lata temu ale ona nie chce slubu bo dla niej to bez sensu. Mowi ze nic jej to nie daje. Kochaja sie raczej

83

Odp: Brak zaręczyn
Bert44 napisał/a:
SamotnaWilczyca napisał/a:
nikitaa napisał/a:

To kłamstwo i manipulacja.
Gdyby ten papier nic im nie ZABIERAŁ to bez wahania zrobiliby swojej kobiecie przyjemność.
Jeśli papier coś zabiera to również coś daje.

Tak, dla mężczyzn to problem, bo nie chcą zobowiązań. To wiem, za to ciekawi mnie stanowisko kobiet.

Mam tez kolezanke w pracy ktorej facet sie oświadczył 2 lata temu ale ona nie chce slubu bo dla niej to bez sensu. Mowi ze nic jej to nie daje. Kochaja sie raczej

I tym sposobem stereotypy o podejściu do małżeństwa w zależności od płci legły w gruzach...

Ach, jak te stereotypy bywają mylące.. smile

84

Odp: Brak zaręczyn
nikitaa napisał/a:

Moim zdaniem istotna jest sytuacja zawodowa i materialno-mieszkaniowa kobiety, bo to ona najmocniej wpływa na decyzję o zawarciu małżeństwa.
Jeśli kobieta ma własne mieszkanie i dobrą pracę z niezłym wynagrodzeniem, to nie ma parcia na związek. Nie musi szukać wspólnika do interesu życia, co najwyżej towarzysza zabawy i przyjemności, który ewentualnie wesprze ją w trudnych momentach.

No niezbyt romantycznie. A milosc? smile

85

Odp: Brak zaręczyn
nikitaa napisał/a:
Istotka6 napisał/a:
nikitaa napisał/a:

Małżeństwo to umowa cywilna której celem jest zabezpieczenie materialne jej członków. Tak postrzegam tą instytucję obecnie.
Mnie to nie było do niczego potrzebne gdy byliśmy we dwoje. Miałam tyle samo kasy co przyszły mąż, własne mieszkanie i pracę, która dawała mi satysfakcję. Nie potrzebowałam dopełnienia w postaci mężczyzny, byłam całością i czerpałam z życia garściami.

Z chwilą urodzenia dziecka, a nawet z chwilą zajścia w ciążę, sytuacja kobiety znacząco się zmienia. Ślub moim zdaniem ma jej "wyrównać" położenie w rodzinnym układzie.

Ok rozumiem, jednak to kobieta decyduję z kim ma dziecko. Jeśli nie ufalabym mężczyźnie to faktycznie bym potrzebowała tego pewnika w postaci papieru. Jednak decydując się na dziecko, chce z partnerem, którego jestem pewna, że w razie czego mi pomoże. a z drugiej strony, jako osoba dorosła, jestem odpowiedzialna za siebie i za swoją sytuację materialną, dlatego dbając o swoje zaplecze, nie potrzebowałbym do tego mężczyzny

Ślub to nie pewnik, to raczej polisa ubezpieczeniowa. Całości szkody nikt Ci nie wyrówna ale też nie zostaniesz nagle z niczym.

To tez czesty powod dla facetow. Polisa zabezpieczajaca jedna strone. Nie mówię czy to dobrze czy zle - po prostu czesc facetow dlatego unika slubu

86

Odp: Brak zaręczyn
Bert44 napisał/a:
nikitaa napisał/a:

Moim zdaniem istotna jest sytuacja zawodowa i materialno-mieszkaniowa kobiety, bo to ona najmocniej wpływa na decyzję o zawarciu małżeństwa.
Jeśli kobieta ma własne mieszkanie i dobrą pracę z niezłym wynagrodzeniem, to nie ma parcia na związek. Nie musi szukać wspólnika do interesu życia, co najwyżej towarzysza zabawy i przyjemności, który ewentualnie wesprze ją w trudnych momentach.

No niezbyt romantycznie. A milosc? smile

A  czy dobra praca i własne mieszkanie przeszkadzają miłości? To raczej braki materialne sprawiają, że ludzie udają miłość.
Nie uważasz?

87

Odp: Brak zaręczyn
bagienni_k napisał/a:
Bert44 napisał/a:
SamotnaWilczyca napisał/a:

Tak, dla mężczyzn to problem, bo nie chcą zobowiązań. To wiem, za to ciekawi mnie stanowisko kobiet.

Mam tez kolezanke w pracy ktorej facet sie oświadczył 2 lata temu ale ona nie chce slubu bo dla niej to bez sensu. Mowi ze nic jej to nie daje. Kochaja sie raczej

I tym sposobem stereotypy o podejściu do małżeństwa w zależności od płci legły w gruzach...

Ach, jak te stereotypy bywają mylące.. smile

Jednak facetow nie chcacych slubu mysle bedzie duzo duzo wiecej. Ale rzeczywiscie sa tez babki

88

Odp: Brak zaręczyn
Bert44 napisał/a:
nikitaa napisał/a:
Istotka6 napisał/a:

Ok rozumiem, jednak to kobieta decyduję z kim ma dziecko. Jeśli nie ufalabym mężczyźnie to faktycznie bym potrzebowała tego pewnika w postaci papieru. Jednak decydując się na dziecko, chce z partnerem, którego jestem pewna, że w razie czego mi pomoże. a z drugiej strony, jako osoba dorosła, jestem odpowiedzialna za siebie i za swoją sytuację materialną, dlatego dbając o swoje zaplecze, nie potrzebowałbym do tego mężczyzny

Ślub to nie pewnik, to raczej polisa ubezpieczeniowa. Całości szkody nikt Ci nie wyrówna ale też nie zostaniesz nagle z niczym.

To tez czesty powod dla facetow. Polisa zabezpieczajaca jedna strone. Nie mówię czy to dobrze czy zle - po prostu czesc facetow dlatego unika slubu

A z drugiej strony kobieta nie powinna zachodzić w ciążę bez polisy w postaci ślubu, tak samo jak bez ubezpieczenia zdrowotnego.
No chyba, że ma w planach zostawienie dziecka tatusiowi i układanie sobie życia od nowa bez obciążeń.

89

Odp: Brak zaręczyn
nikitaa napisał/a:
Bert44 napisał/a:
nikitaa napisał/a:

Moim zdaniem istotna jest sytuacja zawodowa i materialno-mieszkaniowa kobiety, bo to ona najmocniej wpływa na decyzję o zawarciu małżeństwa.
Jeśli kobieta ma własne mieszkanie i dobrą pracę z niezłym wynagrodzeniem, to nie ma parcia na związek. Nie musi szukać wspólnika do interesu życia, co najwyżej towarzysza zabawy i przyjemności, który ewentualnie wesprze ją w trudnych momentach.

No niezbyt romantycznie. A milosc? smile

A  czy dobra praca i własne mieszkanie przeszkadzają miłości? To raczej braki materialne sprawiają, że ludzie udają miłość.
Nie uważasz?

Nie uważam. Niewielu facetow tak uwaza. Ze slub dla kasy czy nieruchomosci

90

Odp: Brak zaręczyn
Bert44 napisał/a:
nikitaa napisał/a:
Bert44 napisał/a:

No niezbyt romantycznie. A milosc? smile

A  czy dobra praca i własne mieszkanie przeszkadzają miłości? To raczej braki materialne sprawiają, że ludzie udają miłość.
Nie uważasz?

Nie uważam. Niewielu facetow tak uwaza. Ze slub dla kasy czy nieruchomosci

No dobrze, niech będzie, że faceci nie podejrzewają kobiet o materializm  przy wyborze partnera tongue
A czy uważają, że dobra sytuacja materialna kobiety będzie jej przeszkadzać w miłości?

91

Odp: Brak zaręczyn

Shoggies i Istotka, jeśli mogę zapytać, macie lub planujecie mieć dzieci ze swoimi partnerami? 


Nikita, no tak, ale jeśli ludzie są już ze sobą jakiś czas, czują się na siebie zdecydowani, a brak małżeństwa utrudnia pewne kwestie związane z prawem, o których było już wcześniej, to po co unikać sformalizowania związku?

Presja, to osobny temat, tam nic mnie nie dziwi, rozumiem mechanizm.


Priscilla napisał/a:
Istotka6 napisał/a:

Ja skłaniam się ku temu, że w małżeństwie ludzie się starają o związek bo muszą (ceregiela z rozwodem, szkoda wesela i kasy na to wydanej, bo rodzina itp), a jak nie ma ślubu, to starają się, bo chcą  wink

Drugą część widzę tak samo, ale co do pierwszej, to moje obserwacje pokazują, że w małżeństwie w wielu przypadkach niestety przestają się starać, bo uważają, że już nie muszą, a nie muszą, bo przecież "tak szybko nie da się tego zakończyć".

Na podstawie kilku podobnych wypowiedzi tego typu, wygląda na to, że zawarcie małżeństwa budzi pewnego rodzaju strach, który wiąże się z negatywnymi przekonaniami, podpartymi obserwacjami otoczenia, czy też złymi doświadczeniami w rodzinie (jak u Shoggies).

92

Odp: Brak zaręczyn
SamotnaWilczyca napisał/a:

Shoggies i Istotka, jeśli mogę zapytać, macie lub planujecie mieć dzieci ze swoimi partnerami? 


Nikita, no tak, ale jeśli ludzie są już ze sobą jakiś czas, czują się na siebie zdecydowani, a brak małżeństwa utrudnia pewne kwestie związane z prawem, o których było już wcześniej, to po co unikać sformalizowania związku?

Presja, to osobny temat, tam nic mnie nie dziwi, rozumiem mechanizm.


Priscilla napisał/a:
Istotka6 napisał/a:

Ja skłaniam się ku temu, że w małżeństwie ludzie się starają o związek bo muszą (ceregiela z rozwodem, szkoda wesela i kasy na to wydanej, bo rodzina itp), a jak nie ma ślubu, to starają się, bo chcą  wink

Drugą część widzę tak samo, ale co do pierwszej, to moje obserwacje pokazują, że w małżeństwie w wielu przypadkach niestety przestają się starać, bo uważają, że już nie muszą, a nie muszą, bo przecież "tak szybko nie da się tego zakończyć".

Na podstawie kilku podobnych wypowiedzi tego typu, wygląda na to, że zawarcie małżeństwa budzi pewnego rodzaju strach, który wiąże się z negatywnymi przekonaniami, podpartymi obserwacjami otoczenia, czy też złymi doświadczeniami w rodzinie (jak u Shoggies).

Nie mamy i nie wykluczamy w przyszłości. Rozumiem, że będziesz dążyć do tego, aby pokazać dlaczego ślub jest ważny przy posiadaniu dzieci, tak?

A co do ślubu, podkreślam, że nie potrzebuję, ale nie jestem też temu przeciwna smile

93

Odp: Brak zaręczyn
SamotnaWilczyca napisał/a:

Nikita, no tak, ale jeśli ludzie są już ze sobą jakiś czas, czują się na siebie zdecydowani, a brak małżeństwa utrudnia pewne kwestie związane z prawem, o których było już wcześniej, to po co unikać sformalizowania związku?

Presja, to osobny temat, tam nic mnie nie dziwi, rozumiem mechanizm.

A dlaczego ludzie unikają odpowiedzialności za własne wybory i czyny? Dlaczego ludzie chętnie wykorzystują innych gdy  im na to pozwolić?

Nie twierdzę, że wszyscy chcą innych wykorzystać, ale są tacy, którzy jak mają coś stracić, albo zapłacić za własne błędy, to najlepiej gdyby  mogli tego mogli uniknąć. Nie patrzą wtedy, że ktoś inny zapłaci, że postępują niesprawiedliwie. Zawsze znajdą usprawiedliwienie dla swoich czynów i przerzucą ciężar na drugiego człowieka.
Uciekanie się do manipulacji w tłumaczeniu swoich zachowań dokładnie świadczy, że ich motywy nie są szczere.

94

Odp: Brak zaręczyn

Bagiennik, jak się zakochasz bez pamięci- zmienisz zdanie smile to aż tak proste smile

95

Odp: Brak zaręczyn
Ela210 napisał/a:

Bagiennik, jak się zakochasz bez pamięci- zmienisz zdanie smile to aż tak proste smile

Czyli wychodzi na to, że osoby mające inne zdanie są w związkach bez miłości? Brawa za "szerokie" horyzonty big_smile

96

Odp: Brak zaręczyn

Wychodzi więc na to, że jedyną możliwą konsekwencją powstania uczuć między partnerami jest zawarcie związku małżeńskiego..

To dopiero ciekawe.. smile

97

Odp: Brak zaręczyn
nikitaa napisał/a:
Bert44 napisał/a:
nikitaa napisał/a:

A  czy dobra praca i własne mieszkanie przeszkadzają miłości? To raczej braki materialne sprawiają, że ludzie udają miłość.
Nie uważasz?

Nie uważam. Niewielu facetow tak uwaza. Ze slub dla kasy czy nieruchomosci

No dobrze, niech będzie, że faceci nie podejrzewają kobiet o materializm  przy wyborze partnera tongue
A czy uważają, że dobra sytuacja materialna kobiety będzie jej przeszkadzać w miłości?


W miłości  nie będzie przeszkadzac ani dobra ani zla sytuacja kobiety. Oczywiscie jakies tam znaczenie ma ale najczeciej nie bedzie to decydujacy czynnik.

Twoje poprzednie pytanie zle zrozumiałem. Tak kasa czasem ma znaczenie. Myslalem że pytasz o moje podejscie smile

Napisałaś po prostu ze sytuacja materialna najmocniej wplywa na presje na slub. I tak chcialem sie poczepiac "a gdzie milosc"

98

Odp: Brak zaręczyn
Istotka6 napisał/a:
Ela210 napisał/a:

Bagiennik, jak się zakochasz bez pamięci- zmienisz zdanie smile to aż tak proste smile

Czyli wychodzi na to, że osoby mające inne zdanie są w związkach bez miłości? Brawa za "szerokie" horyzonty big_smile

Zostalas rozgryziona Ty manipulatorze smile

99

Odp: Brak zaręczyn
bagienni_k napisał/a:

Wychodzi więc na to, że jedyną możliwą konsekwencją powstania uczuć między partnerami jest zawarcie związku małżeńskiego..

To dopiero ciekawe.. smile

Nie, ludzie mogą sobie kochać bez konsekwencji. Wolno im jak mają na to ochotę.
Natomiast udawanie, że papier nic nie zmienia w ich miłości, to sprowadzanie dyskusji na manowce. Ślubu nie bierze się po to, by zaklepać sobie dozgonną miłość drugiej osoby ani dla urzędowego potwierdzenia, że kochają.

100

Odp: Brak zaręczyn
nikitaa napisał/a:

Moim zdaniem istotna jest sytuacja zawodowa i materialno-mieszkaniowa kobiety, bo to ona najmocniej wpływa na decyzję o zawarciu małżeństwa.
Jeśli kobieta ma własne mieszkanie i dobrą pracę z niezłym wynagrodzeniem, to nie ma parcia na związek. Nie musi szukać wspólnika do interesu życia, co najwyżej towarzysza zabawy i przyjemności, który ewentualnie wesprze ją w trudnych momentach.

Pytanie otwarte - czy jest to atrakcyjne dla mężczyzny, taka rola towarzysza do zabawy i usługodawcy "wspieram na życzenie"? Gdybym była facetem, zdecydowanie chciałbym czegoś więcej od partnerki do trwałego związku, który było nie było jest jakąś wersją umowy, tyle że prawnie luźniejszej.


nikitaa napisał/a:

Z pewnością inna jest sytuacja dziewczyny, która szuka ucieczki od własnej sytuacji życiowej i chłopak/partner ma jej tą ucieczkę do lepszego świata umożliwić. Nie mówię, że ona chce jechać na jego plecach, raczej chce drugiego wiosłowego do swojej łodzi życia, żeby dopłynąć do bezpiecznej przystani.
Jak się nie ma bezpiecznego domu rodzinnego, takiego, który daje stabilizację i życiową wygodę, to się chce z tego domu wyjść i stworzyć coś innego, własnego, gdzie się będzie panią na własnych metrach. Czym lepsza sytuacja materialna kobiety tym mniej prze na ślub i dzieci. Faceci to niestety czują i nie chcą robić za wspólnika, który ma  interesie  wielki wkład finansowy a niewielki wpływa na jego zarządzanie czy podział w przyszłości.

Dziewczyna uciekająca od własnej sytuacji życiowej może też w partnerze szukać nie sponsora czy wybawiciela ale partnera, bo we dwójkę da się więcej niż w pojedynkę. Ciągnąc analogię do łodzi i wiosłowania - jak są do tego wiosłowania dwie osoby mogą dalej dopłynąć.
Czym lepsza sytuacja materialna kobiety tym mniej prze na małżeństwo? A zależy, zależy...z jednej strony i owszem, bo nawykła do bycia jedynym kapitanem łodzi i nie zniesie nawet pierwszego oficera na pokładzie. Z drugiej... tak od biznesowej strony ... umowa cywilnoprawna zwana małżeństwem może się dla danej pary okazać zyskownym pomysłem. Dla obojga. Byłam w wieloletnim zgodnym konkubinacie i w pewnym momencie ewidentnie ja zainicjowałam sformalizowanie tegoż. Jak sobie policzyłam, że na tym sformalizowaniu my akurat finansowo lepiej wyjdziemy, i to oboje.  Nawet gdybyśmy się mieli kiedyś tam rozstać.

nikitaa napisał/a:

Bez ślubu można wyjść ze związku tak jak się weszło - z jedną walizką.

A to już zależy z jakiego związku. Oraz co się rozumie przez walizkę. Nawet jeśli wchodzisz z jedną walizką to w międzyczasie możesz już mieć dwie. Od pewnego momentu zaś w związku nieformalnym kwestie np. inwestowania tzw. wolnych środków stają się osobnym tematem do obgadania. Jeśli się, będąc w tym konkubinacie, myśli "przez my", a nie "przez ja" czyli myśleniem wspólników spółki. Świadomie tu o uczuciach nie piszę.


nikitaa napisał/a:

Dopóki nie wpoi się dziewczynkom od małego, że i są odpowiedzialne za swoje życie i nikt ich od tej odpowiedzialności nie zwolni, że żaden mężczyzna nie weźmie na siebie trud  utrzymania jej i dzieci, dopóty dziewczyny będą szukały wsparcia u mężczyzn  a oczami wyobraźni  widziały sielankę - mamusia i tatuś odświętnie ubrani bawią się z dzieckiem na kocu w parku.


Uczenie dziewczynek odpowiedzialności za siebie  - z mojej strony wielkie TAK.
Ale szukanie wsparcia ma szerokie znaczenie. Można szukać kogoś, kto pewne rzeczy w całości weźmie na siebie, ale można też szukać wsparcia nie w tym znaczeniu co napisałam,  ale  rzetelnego i uczciwego wspólnika. Na zasadach równości. Na zasadzie "sama dam radę tyle a tyle, ze wspólnikiem się rozwinę i dalej zajdę". Byle go dobrze wybrać.
I tu się pojawia pewien problem - dziewczynka zbyt skutecznie nauczona, że "wszystko sama" zamyka się na uczciwe i równoprawne partnerstwo, wpada w "zosiosamosizm" i nijak ni ciut tej odpowiedzialności nikomu przekazać nie jest w stanie, nie umie i zbyt się boi. Taka druga strona medalu.

Z premedytacją nie pisałam o uczuciach, potrzebach i całym tym pakiecie.

101

Odp: Brak zaręczyn
nikitaa napisał/a:
bagienni_k napisał/a:

Wychodzi więc na to, że jedyną możliwą konsekwencją powstania uczuć między partnerami jest zawarcie związku małżeńskiego..

To dopiero ciekawe.. smile

Nie, ludzie mogą sobie kochać bez konsekwencji. Wolno im jak mają na to ochotę.
Natomiast udawanie, że papier nic nie zmienia w ich miłości, to sprowadzanie dyskusji na manowce. Ślubu nie bierze się po to, by zaklepać sobie dozgonną miłość drugiej osoby ani dla urzędowego potwierdzenia, że kochają.

Dlaczego na manowce? Bo ktos ma inne zdanie ktore akurat Tobie nie pasuje?

Po co wiec bierze sie slub?

102

Odp: Brak zaręczyn
SamotnaWilczyca napisał/a:

Shoggies i Istotka, jeśli mogę zapytać, macie lub planujecie mieć dzieci ze swoimi partnerami? 

Ja jestem aktualnie w ciąży - więc coś pomiędzy mieć, a planować smile

Nie czuję jakiegoś lęku z powodu tego, że spodziewamy się dziecka, a nie jesteśmy po ślubie.

Jedyny lęk jaki czułam, to nieuregulowana sytuacja dziecka dopóki nie poszliśmy załatwić uznania ojcostwa do USC - wtedy w przypadku mojej śmierci (np. przy porodzie) partner nie miałby żadnych praw do dziecka i trafiłoby do rodziny zastępczej, a on musiałby się bić z sądami o oddanie mu dziecka. Uważam, że to by było tragiczne.

Zabezpieczyłam też partnera na wypadek swojej śmierci - polisa na życie, która mam będzie wypłacona jemu, więc gdyby coś mi się stało nie zostanie na lodzie z dzieckiem i jednym dochodem.

Mam swoje dochody, jestem aktywna zawodowo, więc będzie mi przysługiwać urlop rodzicielski/macierzyński, może z tego też wynika moja nonszalancja.

Myślę, że w razie gdybym została sama utrzymałabym siebie i to dziecko - zresztą między innymi dlatego też staraliśmy się dobrze sobie tę decyzję przemyśleć.

Do tego ojciec/matka dziecka mają obowiązek łożenia na to dziecko niezależnie od tego, czy pozostają w związku, czy nie. Więc jedną i drugą stronę można pociągnąć w razie W do odpowiedzialności prawnej, gdyby się z tego obowiązku nie wywiązywała.

A tutaj zależnie od dobrej/złej woli rodziców widzę takie same trudności dla byłych konkubentów jakie występują u byłych małżonków.

Aktualnie posiadanie dziecka w nieformalnym związku nie jest jakimś skandalem obyczajowym, nie mówi się o takich dzieciach "bękart" ani nic w tym guście, nie mają też zamkniętych ścieżek do "awansu społecznego", dobrych prac, itp.

Moim zdaniem wspólne dziecko wiąże nawet mocniej niż małżeństwo, bo rozwód zawsze można wziąć, ale od ojca/matki swojego dziecka się nie ucieknie - choćby w sytuacjach rodzinnych dotyczących tego dziecka albo widząc jego/jej geny w swoim dziecku. big_smile

103 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2025-04-06 19:01:01)

Odp: Brak zaręczyn
nikitaa napisał/a:
bagienni_k napisał/a:

Wychodzi więc na to, że jedyną możliwą konsekwencją powstania uczuć między partnerami jest zawarcie związku małżeńskiego..

To dopiero ciekawe.. smile

Nie, ludzie mogą sobie kochać bez konsekwencji. Wolno im jak mają na to ochotę.
Natomiast udawanie, że papier nic nie zmienia w ich miłości, to sprowadzanie dyskusji na manowce. Ślubu nie bierze się po to, by zaklepać sobie dozgonną miłość drugiej osoby ani dla urzędowego potwierdzenia, że kochają.

Papier z pewnością zmienia, ale nie jestem do końca przekonany czy w miłości.. Raczej pomaga w codziennym funkcjonowaniu partnerów w zawiłych cywilno-prawnych ścieżkach dzisiejszego świata. Ludzie z chęcią się temu poddają, czemu trudno się dziwić. Jak jednak zostało to przedstawione na kilku przykładach, nie ma rzeczy niemożliwych, gdzie bez owego papieru partnerzy w związku nie pozostają bezradni wobec wyzwań, jakie im życie stawia.
Powiedziałbym prędzej, że małżeństwo ułatwia życie, ale można się obejść bez udogodnień smile
To tylko moje skromne zdanie smile

104

Odp: Brak zaręczyn
Istotka6 napisał/a:

Ja skłaniam się ku temu, że w małżeństwie ludzie się starają o związek bo muszą (ceregiela z rozwodem, szkoda wesela i kasy na to wydanej, bo rodzina itp), a jak nie ma ślubu, to starają się, bo chcą  wink oczywiście wiadomo, że jest różnie, to tylko moja luźna myśl na zasadzie "wydaje mi się" smile

Popatrz, ile nawet na tym forum problemów w związkach jak najbardziej nieformalnych. Ilu panów przestaje się starać, ile pań przestaje a związek trwa. IMHO jak się starać chcą oboje jest ok, jak któreś przestaje chcieć albo oboje przestają chcieć - robi się tak zwany problem. Sytuacja prawna inna, fakt. Emocjonalna - wygląda na to, że w obecnych czasach już nie za bardzo. Trwały związek nieformalny ogromnie przypomina małżeństwo od strony relacyjnej.

105

Odp: Brak zaręczyn
Bert44 napisał/a:
nikitaa napisał/a:
bagienni_k napisał/a:

Wychodzi więc na to, że jedyną możliwą konsekwencją powstania uczuć między partnerami jest zawarcie związku małżeńskiego..

To dopiero ciekawe.. smile

Nie, ludzie mogą sobie kochać bez konsekwencji. Wolno im jak mają na to ochotę.
Natomiast udawanie, że papier nic nie zmienia w ich miłości, to sprowadzanie dyskusji na manowce. Ślubu nie bierze się po to, by zaklepać sobie dozgonną miłość drugiej osoby ani dla urzędowego potwierdzenia, że kochają.

Dlaczego na manowce? Bo ktos ma inne zdanie ktore akurat Tobie nie pasuje?

Po co wiec bierze sie slub?

Poprzez umożliwienie zawarcia małżeństwa państwo uznaje pewne relacje o charakterze romantycznym za istotne dla życia społecznego i stąd decyduje się nadać im status prawny. Poprzez  zawarcie małżeństwa strony zobowiązują się do pewnych działań (do wspólnego pożycia, do wzajemnej pomocy i wierności oraz do współdziałania dla dobra rodziny, którą przez swój związek założyli), a państwo nadaje im pewne prawa (roszczenia pomiędzy małżonkami, takie jak obowiązki alimentacyjne oraz np. wspomniane wyżej ulgi podatkowe, dostęp do informacji medycznych, możliwość odmowy składania zeznań w postępowaniu karnym).

106

Odp: Brak zaręczyn
Muqin napisał/a:
nikitaa napisał/a:

Moim zdaniem istotna jest sytuacja zawodowa i materialno-mieszkaniowa kobiety, bo to ona najmocniej wpływa na decyzję o zawarciu małżeństwa.
Jeśli kobieta ma własne mieszkanie i dobrą pracę z niezłym wynagrodzeniem, to nie ma parcia na związek. Nie musi szukać wspólnika do interesu życia, co najwyżej towarzysza zabawy i przyjemności, który ewentualnie wesprze ją w trudnych momentach.

Pytanie otwarte - czy jest to atrakcyjne dla mężczyzny, taka rola towarzysza do zabawy i usługodawcy "wspieram na życzenie"? Gdybym była facetem, zdecydowanie chciałbym czegoś więcej od partnerki do trwałego związku, który było nie było jest jakąś wersją umowy, tyle że prawnie luźniejszej.


nikitaa napisał/a:

Z pewnością inna jest sytuacja dziewczyny, która szuka ucieczki od własnej sytuacji życiowej i chłopak/partner ma jej tą ucieczkę do lepszego świata umożliwić. Nie mówię, że ona chce jechać na jego plecach, raczej chce drugiego wiosłowego do swojej łodzi życia, żeby dopłynąć do bezpiecznej przystani.
Jak się nie ma bezpiecznego domu rodzinnego, takiego, który daje stabilizację i życiową wygodę, to się chce z tego domu wyjść i stworzyć coś innego, własnego, gdzie się będzie panią na własnych metrach. Czym lepsza sytuacja materialna kobiety tym mniej prze na ślub i dzieci. Faceci to niestety czują i nie chcą robić za wspólnika, który ma  interesie  wielki wkład finansowy a niewielki wpływa na jego zarządzanie czy podział w przyszłości.

Dziewczyna uciekająca od własnej sytuacji życiowej może też w partnerze szukać nie sponsora czy wybawiciela ale partnera, bo we dwójkę da się więcej niż w pojedynkę. Ciągnąc analogię do łodzi i wiosłowania - jak są do tego wiosłowania dwie osoby mogą dalej dopłynąć.
Czym lepsza sytuacja materialna kobiety tym mniej prze na małżeństwo? A zależy, zależy...z jednej strony i owszem, bo nawykła do bycia jedynym kapitanem łodzi i nie zniesie nawet pierwszego oficera na pokładzie. Z drugiej... tak od biznesowej strony ... umowa cywilnoprawna zwana małżeństwem może się dla danej pary okazać zyskownym pomysłem. Dla obojga. Byłam w wieloletnim zgodnym konkubinacie i w pewnym momencie ewidentnie ja zainicjowałam sformalizowanie tegoż. Jak sobie policzyłam, że na tym sformalizowaniu my akurat finansowo lepiej wyjdziemy, i to oboje.  Nawet gdybyśmy się mieli kiedyś tam rozstać.

nikitaa napisał/a:

Bez ślubu można wyjść ze związku tak jak się weszło - z jedną walizką.

A to już zależy z jakiego związku. Oraz co się rozumie przez walizkę. Nawet jeśli wchodzisz z jedną walizką to w międzyczasie możesz już mieć dwie. Od pewnego momentu zaś w związku nieformalnym kwestie np. inwestowania tzw. wolnych środków stają się osobnym tematem do obgadania. Jeśli się, będąc w tym konkubinacie, myśli "przez my", a nie "przez ja" czyli myśleniem wspólników spółki. Świadomie tu o uczuciach nie piszę.


nikitaa napisał/a:

Dopóki nie wpoi się dziewczynkom od małego, że i są odpowiedzialne za swoje życie i nikt ich od tej odpowiedzialności nie zwolni, że żaden mężczyzna nie weźmie na siebie trud  utrzymania jej i dzieci, dopóty dziewczyny będą szukały wsparcia u mężczyzn  a oczami wyobraźni  widziały sielankę - mamusia i tatuś odświętnie ubrani bawią się z dzieckiem na kocu w parku.


Uczenie dziewczynek odpowiedzialności za siebie  - z mojej strony wielkie TAK.
Ale szukanie wsparcia ma szerokie znaczenie. Można szukać kogoś, kto pewne rzeczy w całości weźmie na siebie, ale można też szukać wsparcia nie w tym znaczeniu co napisałam,  ale  rzetelnego i uczciwego wspólnika. Na zasadach równości. Na zasadzie "sama dam radę tyle a tyle, ze wspólnikiem się rozwinę i dalej zajdę". Byle go dobrze wybrać.
I tu się pojawia pewien problem - dziewczynka zbyt skutecznie nauczona, że "wszystko sama" zamyka się na uczciwe i równoprawne partnerstwo, wpada w "zosiosamosizm" i nijak ni ciut tej odpowiedzialności nikomu przekazać nie jest w stanie, nie umie i zbyt się boi. Taka druga strona medalu.

Z premedytacją nie pisałam o uczuciach, potrzebach i całym tym pakiecie.

Ja się całkowicie zgadzam z tym, co napisałaś. Uważam, że rozwinęłaś temat o kolejne przypadki, bo nic nie jest jednoznaczne i ustalone z góry dla wszystkich.
Jeśli partner chce się tylko bawić, a dziewczyna nie ma parcia na związek, to będą się razem bawić. Jeśli chcą od siebie czegoś więcej, to  gdy jedno wyrazi taką chęć to drugie może się zgodzić, ale nie musi.
Związek przechodzi różne fazy gdy się rozwija. Istotą dobrego związku jest, aby oboje chcieli równocześnie przez te fazy przechodzić na coraz wyższy poziom. Gdy jedno oczekuje, że relacja się zacieśni a drugie nie ma na to ochoty, to można się rozstać bez poczucia, że coś się "nie zwróciło" chociaż zainwestowałam.

107

Odp: Brak zaręczyn
Muqin napisał/a:

Jeśli się, będąc w tym konkubinacie, myśli "przez my", a nie "przez ja" czyli myśleniem wspólników spółki. Świadomie tu o uczuciach nie piszę.

Rzecz w tym, że żaden związek - ani konkubinat, ani małżeństwo na dłuższą metę nie wypalą jak relacja nie jest wspólnotą i nie reprezentuje interesów obu stron.

Nawet w małżeństwie trzeba omówić kluczowe sprawy, jak dysponowanie wspólnym majątkiem, wkład dochodów we wspólne życie vs planowany poziom oszczędności, kto zostanie z dziećmi jak się pojawią i na ile lat, czy będziemy mieszkać w domu, czy w mieszkaniu, jak będzie wyglądać opieka nad dziećmi i nad starszymi rodzicami (jak przyjdzie taki czas), jak będziemy się dzielić obowiązkami domowymi, jak będą zapadać ważne decyzje, itp., itd.

Pamiętam jak dziś, kiedy moja mama w kłótni z moim tatą usłyszała, że jej zdanie jest mniej ważne, bo przynosi do domowego budżetu mniej pieniędzy.
Zmroziło mnie to i postanowiłam, że nie chcę być w takiej relacji, gdzie ktoś po prostu nie szanuje mojego wkładu albo uważa, że jest on gorszy - a to może spotkać każdego niezależnie od stanu cywilnego.

Ja nie jestem jakąś agitatorką, ani propagatorką związków nieformalnych - uważam, że małżeństwo może być pięknym doświadczeniem (choć mało takich znam), że w wielu sytuacjach opłaca się finansowo i kobiecie i mężczyźnie, i przez to, że ciężej z niego wyjść zapewne daje większą gwarancję na trwałość te

relacji - a to jednak koreluje z dobrem dzieci.

Problem współcześnie moim zdaniem polega na tym, że małżeństwo wyczerpało swoją formułę w takim formacie w jakim zostało pomyślane.
Kiedyś faktycznie to miało sens dla kobiety, bo duża część kobiet zakładając rodzinę nie pracowała albo zarabiała bardzo mało.
Teraz kiedy kobiety są niezależne bytowo (mają swoje zarobki, jakieś środki trwałe) parcie na ślub może być mniejsze.

Z drugiej strony, rozumiem też mężczyzn, którzy nie chcą stać się zaobrączkowanym bankomatem i dawcą spermy - tak jak sporo kobiet nie chce być domową gospodynią, tak wielu panów nie chce być wyłącznym żywicielem rodziny.

W tym wątku ciężko uniknąć wrażenia, że Autorka się tak spieszy do ślubu i dzieci, że tożsamość przyszłego małżonka jest sprawą drugorzędną. Nikt nie chce być wykorzystany w taki sposób.

W moim światopoglądzie ślub, dzieci, wspólna przyszłość są wypadkową dobrej relacji z odpowiednim człowiekiem, a nie na odwrót.

108 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2025-04-06 19:19:47)

Odp: Brak zaręczyn
Istotka6 napisał/a:
Ela210 napisał/a:

Bagiennik, jak się zakochasz bez pamięci- zmienisz zdanie smile to aż tak proste smile

Czyli wychodzi na to, że osoby mające inne zdanie są w związkach bez miłości? Brawa za "szerokie" horyzonty big_smile

definicje miłości są różne.
w mojej to jest akurat tak, że jest totalna akceptacja i nie tracisz niczego formalizując to.
ale Ciebie temat nie dotyczy, bo z tego co piszesz ani On ani Ty nie oczekujecie niczego wiecej od relacji niż macie.
autorka akurat oczekuje, chce iść dalej, mieć dzieci, pewnie wspólny majątek itd., po prostu coś razem budować i małżeństwo jest akcesem do tego.
jesteś zakochana bez pamięci Istotko? smile

109

Odp: Brak zaręczyn
Shoggies napisał/a:

Problem współcześnie moim zdaniem polega na tym, że małżeństwo wyczerpało swoją formułę w takim formacie w jakim zostało pomyślane.
Kiedyś faktycznie to miało sens dla kobiety, bo duża część kobiet zakładając rodzinę nie pracowała albo zarabiała bardzo mało.
Teraz kiedy kobiety są niezależne bytowo (mają swoje zarobki, jakieś środki trwałe) parcie na ślub może być mniejsze.

Z drugiej strony, rozumiem też mężczyzn, którzy nie chcą stać się zaobrączkowanym bankomatem i dawcą spermy - tak jak sporo kobiet nie chce być domową gospodynią, tak wielu panów nie chce być wyłącznym żywicielem rodziny.

W tym wątku ciężko uniknąć wrażenia, że Autorka się tak spieszy do ślubu i dzieci, że tożsamość przyszłego małżonka jest sprawą drugorzędną. Nikt nie chce być wykorzystany w taki sposób.

W moim światopoglądzie ślub, dzieci, wspólna przyszłość są wypadkową dobrej relacji z odpowiednim człowiekiem, a nie na odwrót.

Ja to mam wrażenie, że wprawdzie ta bardzo dawna formuła małżeństwa, o której piszesz to i owszem, się zaczyna wyczerpywać i to od lat, ale równolegle formuła "jeśli się kochamy to ślub bierzemy" " też istnieje i to od jakiegoś czasu. Bo i taki okres był, w ramach między innymi protestu przeciw układanym przez rodziny tzw. "małżeństwom z rozsądku".
W dawnych czasach oświadczyny to była określona społeczna deklaracja ze strony mężczyzny. Gotowości do przyjęcia całkiem określonej roli społecznej, wzięcia na siebie określonych zobowiązań. Miłość się zdarzała przy okazji. Potem się zrobiło trochę tak, że stare wzorce nadal żywe ale równolegle pojawiło się "oświadcz się i walimy do ołtarza jeśli mnie kochasz", ślub jako coś w rodzaju "dowodu miłości". Mieszanka iście piekielna, takie dwa równolegle funkcjonujące podejścia. Teraz mam wrażenie, że dochodzi podejście do ślubu cywilnego jak do umowy cywilnoprawnej, korzystnej bądź nie dla obu stron związku. Czyli dochodzi trzeci wzorzec, co nie oznacza, ze oba wcześniejsze zmarły śmiercią naturalną. Ciekawe czasy...:)

Autorka zaczęła od tego, że ma problem, bo co związek to ona chce do ślubu, a ten aktualny pan jakby opór stawia. Takie podejście ... poradzic by można, żeby szukała takiego, co to zaraz jak się zakocha do USC poleci czyli wzorzec ślubny numer dwa. Też odniosłam wrażenie, że z kim jest dla Autorki  mniej istotne niż kiedy, jakaś odmiana starego porzekadła "Choć o jednym oku , byleby w tym roku".

110

Odp: Brak zaręczyn

Shoggies i Istotka, dziękuję z odpowiedzi. Po prostu byłam ciekawa Waszej perspektywy. Shoggies, gratuluję. Fakt faktem, dziecko wiąże mocniej, przynajmniej do 18 roku życia.
Ja to widzę trochę inaczej. Mimo że byłabym w stanie sobie poradzić, to gdybym jednak decydowała się na dziecko z drugą osobą, to nie wyobrażam sobie, żeby tej umowy pomiędzy nami nie było, bo wtedy to takie trochę jednostronne konsekwencje, więc dla samej zasady...

Ale nie próbuję nikogo do niczego przekonywać, spokojnie. wink Jak wyżej, zaciekawiły mnie poglądy innych osób.

111 Ostatnio edytowany przez Istotka6 (2025-04-06 20:41:29)

Odp: Brak zaręczyn

Ela, a jaka jest Twoja definicja zakochania bez pamięci? Jeśli wszystko, mimo wszystko, to nie.
Ale masz rację, temat mnie nie dotyczy. Sądzę, że rozkminy o wartości ślubu,czy ktoś jest za, czy przeciw nie rozwiązują problemu Autorki smile


SamotnaWilczyca, ok rozumiem, myślałam, że będziesz chciała przedstawić argumenty przekonujące do ślubu wink wybacz, przypisałam inne intencje big_smile


Shoggies, gratuluję i wszystkiego dobrego Wam życzę smile

112 Ostatnio edytowany przez Shoggies (2025-04-06 20:44:30)

Odp: Brak zaręczyn
Muqin napisał/a:

Ja to mam wrażenie, że wprawdzie ta bardzo dawna formuła małżeństwa, o której piszesz to i owszem, się zaczyna wyczerpywać i to od lat, ale równolegle formuła "jeśli się kochamy to ślub bierzemy" " też istnieje i to od jakiegoś czasu. Bo i taki okres był, w ramach między innymi protestu przeciw układanym przez rodziny tzw. "małżeństwom z rozsądku".
W dawnych czasach oświadczyny to była określona społeczna deklaracja ze strony mężczyzny. Gotowości do przyjęcia całkiem określonej roli społecznej, wzięcia na siebie określonych zobowiązań. Miłość się zdarzała przy okazji. Potem się zrobiło trochę tak, że stare wzorce nadal żywe ale równolegle pojawiło się "oświadcz się i walimy do ołtarza jeśli mnie kochasz", ślub jako coś w rodzaju "dowodu miłości". Mieszanka iście piekielna, takie dwa równolegle funkcjonujące podejścia. Teraz mam wrażenie, że dochodzi podejście do ślubu cywilnego jak do umowy cywilnoprawnej, korzystnej bądź nie dla obu stron związku. Czyli dochodzi trzeci wzorzec, co nie oznacza, ze oba wcześniejsze zmarły śmiercią naturalną. Ciekawe czasy...:)

Autorka zaczęła od tego, że ma problem, bo co związek to ona chce do ślubu, a ten aktualny pan jakby opór stawia. Takie podejście ... poradzic by można, żeby szukała takiego, co to zaraz jak się zakocha do USC poleci czyli wzorzec ślubny numer dwa. Też odniosłam wrażenie, że z kim jest dla Autorki  mniej istotne niż kiedy, jakaś odmiana starego porzekadła "Choć o jednym oku , byleby w tym roku".

Ciekawa refleksja smile
Dlatego każdy powinien sobie znaleźć osobę, która ma podobne podejście do tych kwestii - jest po prostu łatwiej niz zmuszać albo przekonywać kogoś, kto tego nie chce.
To też jest chyba problem Autorki, bo bierze sobie panów, których intencji i potrzeb w tym zakresie nie zna (sławetny rok udawania, że nie chce oświadczyn i nie mówienia o nich). Czasy są faktycznie ciekawe i z uwagi na większą wolność obyczajową ludziom czasem ciężko jest określić czego chcą i z kim.


SamotnaWilczyca napisał/a:

Shoggies i Istotka, dziękuję z odpowiedzi. Po prostu byłam ciekawa Waszej perspektywy. Shoggies, gratuluję. Fakt faktem, dziecko wiąże mocniej, przynajmniej do 18 roku życia.
Ja to widzę trochę inaczej. Mimo że byłabym w stanie sobie poradzić, to gdybym jednak decydowała się na dziecko z drugą osobą, to nie wyobrażam sobie, żeby tej umowy pomiędzy nami nie było, bo wtedy to takie trochę jednostronne konsekwencje, więc dla samej zasady...

Ale nie próbuję nikogo do niczego przekonywać, spokojnie. wink Jak wyżej, zaciekawiły mnie poglądy innych osób.

Dziękuję smile
Ja ogólnie jestem zdania, że każdy musi znaleźć drogę dla siebie i to jest bardzo fajne, że współcześnie nie ma społecznego nacisku na życie w konkretnym formacie.
Problem jednak z tym brakiem nacisku jest taki, że dla pewnych grup stanowił on jakiś drogowskaz, a w czasach większej wolności trzeba się pozstanawiać czego się chce.
Poza tym, próba nie strzelba i każdy może też kiedyś zmienić zdanie. Żyjemy około 80 lat średnio, ciężko się uprzeć, że ten jeden i tylko ten model związku będzie nam przez 60 lat życia (załóżmy, że poważniejsze związki zaczynają się około 20 roku życia) odpowiadać.
Dobrze też się w takim miejscu jak to forum powymieniać doświadczeniami i przemyśleniami.

113

Odp: Brak zaręczyn

Nie uważam że autorka jest zakochana  bez pamięci, może zależy jej tylko ma statusie i dziecku.
Bo takie zakochanie może być tylko wzajemne i wtedy dalszy ciąg jest oczywisty dla obu stron.
Natomiast on zakochany bez pamięci nie jest. Tu mężczyźni nie muszą być namawiami  do oświadczyn.
Osobiście uważam że każdy związek niezależnie od stażu  jeśli się nie rozwija , to się zwija.
Ludzie zakochani bez pamięci mają wszystko w sprawach damsko męskich w swojej relacji.
Komplet. Zero wątpliwości i porównywania się do innych.
Jeśli ma się różne cele i nie widać szans na ich zbliżenie to nie jest miłość.
Ale jeśli nie chce się robić kolejnych kroków życiowych razem, to też nie jest miłość.
Nawet 80 latki mają jakieś plany i wizje w udanych związkach.

114

Odp: Brak zaręczyn
Ela210 napisał/a:

Nie uważam że autorka jest zakochana  bez pamięci, może zależy jej tylko ma statusie i dziecku.
Bo takie zakochanie może być tylko wzajemne i wtedy dalszy ciąg jest oczywisty dla obu stron.
Natomiast on zakochany bez pamięci nie jest. Tu mężczyźni nie muszą być namawiami  do oświadczyn.
Osobiście uważam że każdy związek niezależnie od stażu  jeśli się nie rozwija , to się zwija.
Ludzie zakochani bez pamięci mają wszystko w sprawach damsko męskich w swojej relacji.
Komplet. Zero wątpliwości i porównywania się do innych.
Jeśli ma się różne cele i nie widać szans na ich zbliżenie to nie jest miłość.
Ale jeśli nie chce się robić kolejnych kroków życiowych razem, to też nie jest miłość.
Nawet 80 latki mają jakieś plany i wizje w udanych związkach.

Jedyną słuszną drogą dla zakochanych jest ślub? tongue osobiście uważam, że nie ma jednej czy nawet 10 słusznych dróg określonych przez drogowskazy. Jedyną słuszną drogą jest ta,na którą dwie strony się umawiają. Bez względu na to, przez co ta droga przebiega i dokąd prowadzi smile
Tu niestety te drogi są różne. Tak się przynajmniej wydaje. Być może partner się oświadczy... Jednak jeśli chodzi o mnie, nie chciałabym wymuszonych oświadczyn, deklaracji o wyjątkowej miłości i całej tej maskarady. Zważywszy na postawę Autorki, odbiera cały urok i wyjątkowość chwili te jej zachowanie. Ale co komu... smile

115

Odp: Brak zaręczyn
Istotka6 napisał/a:

Jedyną słuszną drogą dla zakochanych jest ślub? tongue osobiście uważam, że nie ma jednej czy nawet 10 słusznych dróg określonych przez drogowskazy. Jedyną słuszną drogą jest ta,na którą dwie strony się umawiają. Bez względu na to, przez co ta droga przebiega i dokąd prowadzi smile
Tu niestety te drogi są różne. Tak się przynajmniej wydaje. Być może partner się oświadczy... Jednak jeśli chodzi o mnie, nie chciałabym wymuszonych oświadczyn, deklaracji o wyjątkowej miłości i całej tej maskarady. Zważywszy na postawę Autorki, odbiera cały urok i wyjątkowość chwili te jej zachowanie. Ale co komu... smile

O, to to to! Jakby się znalazł taki co by znał jedyną słuszną drogę dla wszystkich, to zostałby miliarderem, a my nie mielibyśmy powodu snuć tu swoich dywagacji big_smile

116

Odp: Brak zaręczyn
Ela210 napisał/a:

Nie uważam że autorka jest zakochana  bez pamięci, może zależy jej tylko ma statusie i dziecku.
Bo takie zakochanie może być tylko wzajemne i wtedy dalszy ciąg jest oczywisty dla obu stron.
Natomiast on zakochany bez pamięci nie jest. Tu mężczyźni nie muszą być namawiami  do oświadczyn.
Osobiście uważam że każdy związek niezależnie od stażu  jeśli się nie rozwija , to się zwija.
Ludzie zakochani bez pamięci mają wszystko w sprawach damsko męskich w swojej relacji.
Komplet. Zero wątpliwości i porównywania się do innych.
Jeśli ma się różne cele i nie widać szans na ich zbliżenie to nie jest miłość.
Ale jeśli nie chce się robić kolejnych kroków życiowych razem, to też nie jest miłość.
Nawet 80 latki mają jakieś plany i wizje w udanych związkach.

"Być zakochanym bez pamieci" to dosc subiektywna sprawa. Dla mnie oznacza że podjalem decyzje ze z ta osoba ide przez zycie. Jestem na 100% pewny. Czy Autorka tak ma? Tak. Ale czy powodem jej pewnosci jest konkretny facet? Kocha go? Tu już nie mam pewnosci.

Piszesz ze jak związek się nie rozwija to sie zwija. Czy ja wiem? Jak się ustali zasady i ludzie sa zgrani i dobrze im ze soba to mogą przejsc szczęśliwie przez zycie nie zastanawiqjqc się nad "wchodzeniem na nastepne poziomy". Wyczuwam w podtekscie ze takim "poziomem" dla Ciebie jest ślub.  No wlasnie nie dla wszystkich. To nie musi byc wyznacznik "kocha bez opamietania".

117

Odp: Brak zaręczyn
Bert44 napisał/a:
Ela210 napisał/a:

Nie uważam że autorka jest zakochana  bez pamięci, może zależy jej tylko ma statusie i dziecku.
Bo takie zakochanie może być tylko wzajemne i wtedy dalszy ciąg jest oczywisty dla obu stron.
Natomiast on zakochany bez pamięci nie jest. Tu mężczyźni nie muszą być namawiami  do oświadczyn.
Osobiście uważam że każdy związek niezależnie od stażu  jeśli się nie rozwija , to się zwija.
Ludzie zakochani bez pamięci mają wszystko w sprawach damsko męskich w swojej relacji.
Komplet. Zero wątpliwości i porównywania się do innych.
Jeśli ma się różne cele i nie widać szans na ich zbliżenie to nie jest miłość.
Ale jeśli nie chce się robić kolejnych kroków życiowych razem, to też nie jest miłość.
Nawet 80 latki mają jakieś plany i wizje w udanych związkach.

"Być zakochanym bez pamieci" to dosc subiektywna sprawa. Dla mnie oznacza że podjalem decyzje ze z ta osoba ide przez zycie. Jestem na 100% pewny. Czy Autorka tak ma? Tak. Ale czy powodem jej pewnosci jest konkretny facet? Kocha go? Tu już nie mam pewnosci.

Piszesz ze jak związek się nie rozwija to sie zwija. Czy ja wiem? Jak się ustali zasady i ludzie sa zgrani i dobrze im ze soba to mogą przejsc szczęśliwie przez zycie nie zastanawiqjqc się nad "wchodzeniem na nastepne poziomy". Wyczuwam w podtekscie ze takim "poziomem" dla Ciebie jest ślub.  No wlasnie nie dla wszystkich. To nie musi byc wyznacznik "kocha bez opamietania".

Nie wiem czemu Ela uczepiła się tej miłości bez pamięci, raczej to można mówić w fazie zakochania i różowych okularów. A już miłość bezwarunkowa czyli do śmierci zakrawa na toksyczność.
Chociaż są, szczególnie kobiety które kilka razy w życiu zakochują się bez pamięci.  Choć to głównie można przypisać pierwszej miłości, która bywa jak…:D

118

Odp: Brak zaręczyn
wieka napisał/a:
Bert44 napisał/a:
Ela210 napisał/a:

Nie uważam że autorka jest zakochana  bez pamięci, może zależy jej tylko ma statusie i dziecku.
Bo takie zakochanie może być tylko wzajemne i wtedy dalszy ciąg jest oczywisty dla obu stron.
Natomiast on zakochany bez pamięci nie jest. Tu mężczyźni nie muszą być namawiami  do oświadczyn.
Osobiście uważam że każdy związek niezależnie od stażu  jeśli się nie rozwija , to się zwija.
Ludzie zakochani bez pamięci mają wszystko w sprawach damsko męskich w swojej relacji.
Komplet. Zero wątpliwości i porównywania się do innych.
Jeśli ma się różne cele i nie widać szans na ich zbliżenie to nie jest miłość.
Ale jeśli nie chce się robić kolejnych kroków życiowych razem, to też nie jest miłość.
Nawet 80 latki mają jakieś plany i wizje w udanych związkach.

"Być zakochanym bez pamieci" to dosc subiektywna sprawa. Dla mnie oznacza że podjalem decyzje ze z ta osoba ide przez zycie. Jestem na 100% pewny. Czy Autorka tak ma? Tak. Ale czy powodem jej pewnosci jest konkretny facet? Kocha go? Tu już nie mam pewnosci.

Piszesz ze jak związek się nie rozwija to sie zwija. Czy ja wiem? Jak się ustali zasady i ludzie sa zgrani i dobrze im ze soba to mogą przejsc szczęśliwie przez zycie nie zastanawiqjqc się nad "wchodzeniem na nastepne poziomy". Wyczuwam w podtekscie ze takim "poziomem" dla Ciebie jest ślub.  No wlasnie nie dla wszystkich. To nie musi byc wyznacznik "kocha bez opamietania".

Nie wiem czemu Ela uczepiła się tej miłości bez pamięci, raczej to można mówić w fazie zakochania i różowych okularów. A już miłość bezwarunkowa czyli do śmierci zakrawa na toksyczność.
Chociaż są, szczególnie kobiety które kilka razy w życiu zakochują się bez pamięci.  Choć to głównie można przypisać pierwszej miłości, która bywa jak…:D

Niektorzy musza przyćpać conjakis czas smile

119 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2025-04-06 21:36:12)

Odp: Brak zaręczyn

Bert, co do tego, że musi być rozwój nie mam żadnych wątpliwości.
I to musi byc coś co wypływa z dynamiki ich relacji, a nie z czegoś z zewnątrz, no wychowywania dzieci.w moim małżeństwie właśnie tego zabrakło na pewnym etapie.
I nie jestem tu bez winy bynajmniej.
Weź ro sobie do serca jako ktoś w związku z długim stażem,  jeśli macie z czego wziąć na to energię jako para
Nie da się żyć z dnia ma dzień przez kolejne 30 lat.
Uwierz mi na slowo. smile
To nie jest żadne odkrycie ale prawo życia na planecie Ziemia. smile
Przycpanie jak to nazywasz jest właśnie wtedy, gdy ciągle vos z zewnątrz musisz dostarczać : nowe rzeczy i konsumpcja by pokryć nudę i braki duchowe smile

120

Odp: Brak zaręczyn
Ela210 napisał/a:

Bert, co do tego, że musi być rozwój nie mam żadnych wątpliwości.
I to musi byc coś co wypływa z dynamiki ich relacji, a nie z czegoś z zewnątrz, no wychowywania dzieci.w moim małżeństwie właśnie tego zabrakło na pewnym etapie.
I nie jestem tu bez winy bynajmniej.
Weź ro sobie do serca jako ktoś w związku z długim stażem,  jeśli macie z czego wziąć na to energię jako para
Nie da się żyć z dnia ma dzień przez kolejne 30 lat.
Uwierz mi na slowo. smile
To nie jest żadne odkrycie ale prawo życia na planecie Ziemia. smile
Przycpanie jak to nazywasz jest właśnie wtedy, gdy ciągle vos z zewnątrz musisz dostarczać : nowe rzeczy i konsumpcja by pokryć nudę i braki duchowe smile

Elu, a jak byś widziała kolejny etap właśnie w takim dojrzałym związku, gdzie ślub był dawno, dzieci z domu wyfrunęły?
Zastanawia mnie to co jest dalej, bo często małżeństwa kończą się jak najmłodsze dziecko idzie na studia (tak było w przypadku wielu moich koleżanek i kolegów z liceum).

121 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2025-04-06 21:47:52)

Odp: Brak zaręczyn

Myślałam nad tym i doszłam do wniosku, że to czy się rozpadnie im czy nie, wiadomo już w momencie gdy decydują się na wspólne życie.
Jak  żyją z sobą, ale tak naprawdę nie rozumieją swoich dusz nawzajem i nie są dobrani, to będzie trudno im potem, jak się skończy paliwo w postaci dzieci czy innych spraw.

122

Odp: Brak zaręczyn
Ela210 napisał/a:

Bert, co do tego, że musi być rozwój nie mam żadnych wątpliwości.
I to musi byc coś co wypływa z dynamiki ich relacji, a nie z czegoś z zewnątrz, no wychowywania dzieci.w moim małżeństwie właśnie tego zabrakło na pewnym etapie.
I nie jestem tu bez winy bynajmniej.
Weź ro sobie do serca jako ktoś w związku z długim stażem,  jeśli macie z czego wziąć na to energię jako para
Nie da się żyć z dnia ma dzień przez kolejne 30 lat.
Uwierz mi na slowo. smile
To nie jest żadne odkrycie ale prawo życia na planecie Ziemia. smile
Przycpanie jak to nazywasz jest właśnie wtedy, gdy ciągle vos z zewnątrz musisz dostarczać : nowe rzeczy i konsumpcja by pokryć nudę i braki duchowe smile

To przycpanie to komentarz do przykladu Wieki o osobach ktore co jakis czas musza sie zakochać bez opamietania.

123

Odp: Brak zaręczyn

A.ok..

124 Ostatnio edytowany przez Kaszpir007 (2025-04-06 22:18:25)

Odp: Brak zaręczyn

Jak to mówią punkt widzenia zależy od punktu siedzenie smile

Czemu kobiety chcą ślub ? Bo wiedzą ,że w razie czego kiedyś na rozwodzie mogą zarobić i ZAWSZE lepiej wyjść jakby żyły w zwiazku nieformalnym.

Ja byłem żonaty 16lat a razem byliśmy 18lat.  Niby przysięga małżeńska, wierność i itd.
I co i nic. Moja Ex znalazła sobie innego i przeskoczyła w nowy związek.

Patrząc ile na tym zyskała finansowo to była dla niej to cudowna inwestycja smile

Ludzie wiedzą ile kosztuje rozwód, wesele. Wiedzą też że w razie rozstania koszty (głównie dla faceta) są olbrzymie.

Nie dziwię sie że ludzie nie chcą formalnych związów, bo wiedzą że ten związek moze szybko sie rozpaść.
Chyba mało kto wierzy w związki aż do śmierci ...

Chociaż to też dziwne.

Przykład. Kobieta przez 20lat jest w nieformalnych zwiazkach z olbrzymią ilości mężczyzn (powiedzmy 20). (Panna)
Obok mamy inną kobietę 20lat w związku małżeńskim z 1 partnerem (rozwódka).

Ta pierwsza osoba może powiedzieć że ma "czystą kartę" wink i nigdy nie miała męża big_smile a druga już nie.

Myślę ślub to przejaw zaufania i wzięcie odpowiedzialności.

Większość ludzi po rozwodach nie chce już ślubu, bo niestety już nie wierzą w uczuciwosć ludzi.
Inna rzecz że obecnie rozwody, zmiana bez większego powodu partnera na nowego to nic dziwnego i jest to wręcz sugerowane.

Raczej obecnie mało jaki mężczyzna chce ładować się z zwiazek formalny, jak wie że może niedługo juz będzie kosztowany dla niego rozwód.

To brutalne i smutne, ale takie mamy czasy.

Kiedyś konkubinat był dla menelstwa, patoligii. Teraz już nie. Teraz to robi sie norma.

125 Ostatnio edytowany przez wieka (2025-04-06 22:32:00)

Odp: Brak zaręczyn

Nie można przesadzać i mówić, że kobiety chcą brać ślub, bo zyskają przy rozwodzie. To jest bardzo niesprawiedliwe, bo przecież wszyscy się nie rozwodzimy, więc nie rozumiem. Jak na razie to chyba większość kobiet z jednym mężem dożywa do śmierci.
Jest wiele innych przesłanek, które to wszystkie nawet wymienione są wyżej

Choć nie można się dziwić, że kobiety po rozwodach nie chcą brać ślubu, bo już wiedzą na co się piszą, dotyczy to też facetów. Ale jak wiemy niektórzy kilka razy w życiu biorą ślub, więc żadnej reguły nie ma. Jest to bardzo indywidualne.

126

Odp: Brak zaręczyn

Jestem osobą wierzącą i praktycznie od 16 roku życia cyklicznie modlę się o dobrego męża, proszę o jakieś znaki czy to odpowiedni chłopak w modlitwie. Ogólnie prowadzę dość "bogate życie wewnętrzne", to pragnienie jest we mnie zakorzenione od małego, stworzyć kochającą sie rodzine żyjącą w dostatku. Prosiłam wielokrotnie też w modlitwie o siłe i narzędzia zeby dojść do celu. Moje studia i kariera, mieszkanie, pieniądze, które teraz zarabiam to długa droga cierniami wykuta. W zasadzie ja tego sama nie potrzebuję, wystarczyłoby mi 1/3 wypłaty żeby normalnie żyć, bo jakichś wielkich zachcianek nie mam. Co mam mieszkać sama w ładnym domu?
Nie potrafię ogarnąć tego co się dzieje i dokąd zmierzam ale ostatnio odsunęłam się od modlitwy będąc przekonana, że to ten facet, a może wcale tak nie jest.
Zostawię to Bogu i będę prosić o znaki, żeby rozwiązać te sprawe.
Jako anegdotke moge wspomnieć, że ten drugi związek zakończył sie tak że byliśmy już 4,5 roku ze sobą, jechalismy na urlop i ja liczyłam w końcu na te zaręczyny, w pierwszą strone jechalismy samochodem a ja doskonale pamiętam jak patrzylam przez szybe i prosilam Boga zeby dal mi znak czy mamy dalej razem być. W drodze powrotnej mielismy wypadek na autostradzie, auto skasowane a mi nic się nie stało poza złamanym palcem serdecznym prawej dłoni, na którym nosi sie obrączkę. Ja głęboko uwierzyłam, że to znak i to pomogło mi zakończyć te relacje.

127

Odp: Brak zaręczyn

Kaszpir007, jeśli już mamy sytuację, w której pomiędzy dochodami małżonków występuje znacząca dysproporcja, to przecież jest możliwość spisania intercyzy, której, swoją drogą, istnieją różne rodzaje, nie tylko całkowita rozdzielność majątkowa. Poza tym, to już nie te czasy - teraz kobiety również zarabiają, coraz częściej radzą sobie nawet lepiej od mężczyzn.

Osobiście, wolałabym mieć jakiekolwiek "zabezpieczenie", w przypadku winy faceta. Chociaż tyle sprawiedliwości. smile


CunninLynguists, teraz brzmisz jak troll. Poważnie? Patrzysz na jakieś znaki na niebie, zamiast na to co jest ważne? Niee...

128 Ostatnio edytowany przez wieka (2025-04-06 23:41:54)

Odp: Brak zaręczyn
CunninLynguists napisał/a:

Jestem osobą wierzącą i praktycznie od 16 roku życia cyklicznie modlę się o dobrego męża, proszę o jakieś znaki czy to odpowiedni chłopak w modlitwie. Ogólnie prowadzę dość "bogate życie wewnętrzne", to pragnienie jest we mnie zakorzenione od małego, stworzyć kochającą sie rodzine żyjącą w dostatku. Prosiłam wielokrotnie też w modlitwie o siłe i narzędzia zeby dojść do celu. Moje studia i kariera, mieszkanie, pieniądze, które teraz zarabiam to długa droga cierniami wykuta. W zasadzie ja tego sama nie potrzebuję, wystarczyłoby mi 1/3 wypłaty żeby normalnie żyć, bo jakichś wielkich zachcianek nie mam. Co mam mieszkać sama w ładnym domu?
Nie potrafię ogarnąć tego co się dzieje i dokąd zmierzam ale ostatnio odsunęłam się od modlitwy będąc przekonana, że to ten facet, a może wcale tak nie jest.
Zostawię to Bogu i będę prosić o znaki, żeby rozwiązać te sprawe.
Jako anegdotke moge wspomnieć, że ten drugi związek zakończył sie tak że byliśmy już 4,5 roku ze sobą, jechalismy na urlop i ja liczyłam w końcu na te zaręczyny, w pierwszą strone jechalismy samochodem a ja doskonale pamiętam jak patrzylam przez szybe i prosilam Boga zeby dal mi znak czy mamy dalej razem być. W drodze powrotnej mielismy wypadek na autostradzie, auto skasowane a mi nic się nie stało poza złamanym palcem serdecznym prawej dłoni, na którym nosi sie obrączkę. Ja głęboko uwierzyłam, że to znak i to pomogło mi zakończyć te relacje.

W takim razie ja bym radziła ci też skorzystać z pomocy psychoterapeuty, bo za bardzo zafiksowałaś się na pomocy Boskiej.

129 Ostatnio edytowany przez CunninLynguists (2025-04-07 00:37:15)

Odp: Brak zaręczyn

To nie jest tak że ja codziennie z różańcem w ręce sie modle Boże mow mi co mam robić big_smile bym sie szybko w jakas psychoze wpędziła.
Robie swoje podążając za głosem serca, kieruje sie w życiu też rozumem a reszta jakoś sama mi sie dobrze uklada w kierunku w jakim zmierzam. Chciałam ślubu tylko z tymi w których sie zakochałam i to nieważne czy miałam 16 lat, 20 czy 25 zawsze tak samo to przeżywam. Odrzuciłam też po drodze wielu mężczyzn mimo że byli na pozór super bo nie było iskry i tego czegoś, wiec to nie tak do końca, że chce złapać męża nieważne jaki byle był. Po prostu ci faceci mieli to coś że mnie chwycili za serce i nie były to związki z rozsądku, widocznie mialam szczęście aż 3 razy w życiu sie tak zakochać. I tylko taka miłość mnie interesuje.
Kazdy byl inny ale każdy mnie dobrze traktował, szanował i kochał, gdyby mnie źle traktowali to bym miala czarno na białym że to nie to.

130 Ostatnio edytowany przez Bert44 (2025-04-07 06:57:18)

Odp: Brak zaręczyn
SamotnaWilczyca napisał/a:

Osobiście, wolałabym mieć jakiekolwiek "zabezpieczenie", w przypadku winy faceta. Chociaż tyle sprawiedliwości. smile


CunninLynguists, teraz brzmisz jak troll. Poważnie? Patrzysz na jakieś znaki na niebie, zamiast na to co jest ważne? Niee...

O tym chyba mowi Kaszpir. Zabezpieczenie w przypadku winy faceta. A jak wina babki to...to samo zabezpieczenie dziala.

Trollingiem zajechalo mi po drugim poście Autorki ale co tam - temat rzucony mozna poplotkowac

Posty [ 66 do 130 z 150 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024