Muqin napisał/a:Jeśli się, będąc w tym konkubinacie, myśli "przez my", a nie "przez ja" czyli myśleniem wspólników spółki. Świadomie tu o uczuciach nie piszę.
Rzecz w tym, że żaden związek - ani konkubinat, ani małżeństwo na dłuższą metę nie wypalą jak relacja nie jest wspólnotą i nie reprezentuje interesów obu stron.
Nawet w małżeństwie trzeba omówić kluczowe sprawy, jak dysponowanie wspólnym majątkiem, wkład dochodów we wspólne życie vs planowany poziom oszczędności, kto zostanie z dziećmi jak się pojawią i na ile lat, czy będziemy mieszkać w domu, czy w mieszkaniu, jak będzie wyglądać opieka nad dziećmi i nad starszymi rodzicami (jak przyjdzie taki czas), jak będziemy się dzielić obowiązkami domowymi, jak będą zapadać ważne decyzje, itp., itd.
Pamiętam jak dziś, kiedy moja mama w kłótni z moim tatą usłyszała, że jej zdanie jest mniej ważne, bo przynosi do domowego budżetu mniej pieniędzy.
Zmroziło mnie to i postanowiłam, że nie chcę być w takiej relacji, gdzie ktoś po prostu nie szanuje mojego wkładu albo uważa, że jest on gorszy - a to może spotkać każdego niezależnie od stanu cywilnego.
Ja nie jestem jakąś agitatorką, ani propagatorką związków nieformalnych - uważam, że małżeństwo może być pięknym doświadczeniem (choć mało takich znam), że w wielu sytuacjach opłaca się finansowo i kobiecie i mężczyźnie, i przez to, że ciężej z niego wyjść zapewne daje większą gwarancję na trwałość te
relacji - a to jednak koreluje z dobrem dzieci.
Problem współcześnie moim zdaniem polega na tym, że małżeństwo wyczerpało swoją formułę w takim formacie w jakim zostało pomyślane.
Kiedyś faktycznie to miało sens dla kobiety, bo duża część kobiet zakładając rodzinę nie pracowała albo zarabiała bardzo mało.
Teraz kiedy kobiety są niezależne bytowo (mają swoje zarobki, jakieś środki trwałe) parcie na ślub może być mniejsze.
Z drugiej strony, rozumiem też mężczyzn, którzy nie chcą stać się zaobrączkowanym bankomatem i dawcą spermy - tak jak sporo kobiet nie chce być domową gospodynią, tak wielu panów nie chce być wyłącznym żywicielem rodziny.
W tym wątku ciężko uniknąć wrażenia, że Autorka się tak spieszy do ślubu i dzieci, że tożsamość przyszłego małżonka jest sprawą drugorzędną. Nikt nie chce być wykorzystany w taki sposób.
W moim światopoglądzie ślub, dzieci, wspólna przyszłość są wypadkową dobrej relacji z odpowiednim człowiekiem, a nie na odwrót.