Hej Zagrodzianki!
Emix, częściowo odniosłam się w Stokrotkach do tematu upraw i hodowli, to nie będę się powtarzać. Imponujesz mi tym gospodarstwem, bo rozumiem, że jeszcze z Mężem pracujecie zawodowo i macie ograniczony czas. Uprawy trochę zniewalają, a zwierzęta jeszcze bardziej, bo nie sposób je porzucić i wyjechać np. nad morze. To był także powód, że zrezygnowałam z hodowli. Już nawet kot ogranicza możliwości wyjazdowe. Mogliśmy wyruszać tylko w jego towarzystwie, a wiadomo - kot się męczył w nowych miejscach i my mieliśmy problemy. Sąsiadka podczas naszej nieobecności zajmowała się kurami, ale to nas słono kosztowało.
Tu, gdzie mieszkamy obecnie, miałabym nawet warunki do trzymania stadka, ale właśnie te ograniczenia mnie powstrzymują. Zima jest szczególnie trudna, bo trzeba kurom nosić ciepłą wodę.
W mojej zagrodzie trwają mocno spóźnione prace orne. Glebogryzarka wczoraj pracowała do utraty moich sił, a i pracownicę młodszą, sąsiadkę, wyeksploatowałam. Tu jest gleba gliniasta z kamieniami, ciężka jak diabli. Wielką Hondę utrzymać, żeby się w to zagłębiała to jest wyzwanie dla chłopa, ale czego baba sama nie zrobi jak się uprze?
Na skalniaku pięknie się trzymają lewisje, natomiast goździki szlag trafił. Chyba dużo słońca im się nie spodobało.
Julka, Ty masz fajnie! Klimat stworzony do zakładania ogrodów. U mnie nawet lubczyk zmarniał. Wysiałam kolendrę, jakieś pietruszki i szczypiorki, ale marnie to wszystko wschodzi. Bazylia zatrzymała się. Chyba będzie stara malutka.
Jak się wkurzę na pogodę, ślimaki, nornice i muszki -ziemiuszki, które korzonki wyżerają, a! i jeszcze sarny, które mi młode drzewka w sadzie pożarły...., to pójdę zdobywać scyty gorczańskie i beskidzkie, jeździć na rowerze i ...niech zagroda zarasta, a żarcie będzie z marketu. wwwrrr!