netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

On chce kiedyś dzieci, ona (najprawdopodobniej) nie.

340 odpowiedzi13 828 wyświetleńzałożony przez IllaTidandi, 09.10.2022

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » On chce kiedyś dzieci, ona (najprawdopodobniej) nie.

Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 6 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 261 do 325 z 341 ]

261

Odp: On chce kiedyś dzieci, ona (najprawdopodobniej) nie.
M!ri napisał/a:
maku2 napisał/a:

ciekawe że nie można mieć własnego zdania nie narażając się na przytyki.

->

maku2 napisał/a:

Dla mnie to jasne a Wy w tym widzicie poświęcenie.
Jeżeli nie chcecie mieć dzieci to nie miejcie ale nie róbcie z tego czarnej dziury.

Cieszyłeś się z posiadania dziecka to się ciesz, ale przyjmij do wiadomości, że dla innych to poświęcenie i czarna dziura.

Przyjąłem.

262

Odp: On chce kiedyś dzieci, ona (najprawdopodobniej) nie.
bb8 napisał/a:
Lady Loka napisał/a:
bb8 napisał/a:

Loka, a ja jednak dostrzegam różnicę między zrobieniem sobie obiadu a wychowaniem dziecka. Ja generalnie znam Twój pogląd, jeszcze nawet z poprzedniego wątku, ale mój się od tamtego czasu nie zmienił.

Czyli jednak trzeba robić z kobiet męczennice. Zapamiętam na przyszłość na te rozmowy, w których wszyscy tylko narzekają na to, jak mają źle.

O ja biedna, na badaniach dzisiaj byłam, myślałam, że mdłości mnie zabiją, ależ ja się poświęcam żeby być matką.
Może być?

Zapytaj lekarza o xonveę, jeśli wymioty nie dają żyć. (to na serio, mi pomogło).

Dostałam, ale nie chcę brać jeżeli nie muszę, a że i tak siedzę w domu to daję radę, po prostu wymiękam jak przed śniadaniem muszę jechać do labu big_smile ale przeżyłam, jak będę robić badania w 2 trymestrze to już powinno mi przejść, a przynajmniej tak miałam poprzednio.
Poza tym ja nie wymiotuję, tylko cały czas mam poczucie, że za moment mogę zacząć big_smile

No i ten mój biedny umęczony mąż musi przez to ogarniać praktycznie całe mieszkanie, bo ja sobie leżę. Niech też się popoświęca smile na kego nocne wstawanie nie liczę, bo jest niewybudzalny, więc odbiję sobie teraz.

263

Odp: On chce kiedyś dzieci, ona (najprawdopodobniej) nie.
M!ri napisał/a:
bb8 napisał/a:

To jest ten cytat, niepotrzebnie go wycinałeś big_smile nikt nikomu nie broni bronić swojego zdania, ale warto być konsekwentnym i nie sięgać po sprzeczne argumenty. Aha, no i nie trafiłeś, bo ja akurat mam dziecko w drodze. Ale nie wmawiam sobie, że ono nie wpłynie na moje dotychczasowe  życie, w tym zawodowe, bo nie jestem naiwna.

Jeszcze się z forum dowiesz, że kłamiesz, bo przecież matki macierzyństwo mogą widzieć wyłącznie na różowo. A w pieluchach nie jest kupa tylko brokat.

I po co ta złośliwość czujesz się przez to lepiej?

264

Odp: On chce kiedyś dzieci, ona (najprawdopodobniej) nie.

Maku, ale cała Twoja argumentacja opiera się na tym, że awansuje się niezależnie od wiedzy i doświadczenia. To w końcu uważasz tak, czy nie?

265

Odp: On chce kiedyś dzieci, ona (najprawdopodobniej) nie.
Lady Loka napisał/a:
bb8 napisał/a:
Lady Loka napisał/a:

Czyli jednak trzeba robić z kobiet męczennice. Zapamiętam na przyszłość na te rozmowy, w których wszyscy tylko narzekają na to, jak mają źle.

O ja biedna, na badaniach dzisiaj byłam, myślałam, że mdłości mnie zabiją, ależ ja się poświęcam żeby być matką.
Może być?

Zapytaj lekarza o xonveę, jeśli wymioty nie dają żyć. (to na serio, mi pomogło).

Dostałam, ale nie chcę brać jeżeli nie muszę, a że i tak siedzę w domu to daję radę, po prostu wymiękam jak przed śniadaniem muszę jechać do labu big_smile ale przeżyłam, jak będę robić badania w 2 trymestrze to już powinno mi przejść, a przynajmniej tak miałam poprzednio.
Poza tym ja nie wymiotuję, tylko cały czas mam poczucie, że za moment mogę zacząć big_smile

No i ten mój biedny umęczony mąż musi przez to ogarniać praktycznie całe mieszkanie, bo ja sobie leżę. Niech też się popoświęca smile na kego nocne wstawanie nie liczę, bo jest niewybudzalny, więc odbiję sobie teraz.

Jak nie wymiotujesz, a jesteś już po jakimś 10/11 tyg., to możesz odetchnąć, bo pewnie będzie coraz lepiej. To offtop, sorry

266

Odp: On chce kiedyś dzieci, ona (najprawdopodobniej) nie.
Lady Loka napisał/a:
bb8 napisał/a:
Lady Loka napisał/a:

Czyli jednak trzeba robić z kobiet męczennice. Zapamiętam na przyszłość na te rozmowy, w których wszyscy tylko narzekają na to, jak mają źle.

O ja biedna, na badaniach dzisiaj byłam, myślałam, że mdłości mnie zabiją, ależ ja się poświęcam żeby być matką.
Może być?

Zapytaj lekarza o xonveę, jeśli wymioty nie dają żyć. (to na serio, mi pomogło).

Dostałam, ale nie chcę brać jeżeli nie muszę, a że i tak siedzę w domu to daję radę, po prostu wymiękam jak przed śniadaniem muszę jechać do labu big_smile ale przeżyłam, jak będę robić badania w 2 trymestrze to już powinno mi przejść, a przynajmniej tak miałam poprzednio.
Poza tym ja nie wymiotuję, tylko cały czas mam poczucie, że za moment mogę zacząć big_smile

No i ten mój biedny umęczony mąż musi przez to ogarniać praktycznie całe mieszkanie, bo ja sobie leżę. Niech też się popoświęca smile na kego nocne wstawanie nie liczę, bo jest niewybudzalny, więc odbiję sobie teraz.

Ale Twój mąż się poświęca smile
A Ty tutaj pisząc jak się poświęcasz.
Ale my się poświęcamy.

267 Ostatnio edytowany przez Lady Loka (2022-10-11 14:54:27)

Odp: On chce kiedyś dzieci, ona (najprawdopodobniej) nie.
Szeptuch napisał/a:
Lady Loka napisał/a:
bb8 napisał/a:

Loka, a ja jednak dostrzegam różnicę między zrobieniem sobie obiadu a wychowaniem dziecka. Ja generalnie znam Twój pogląd, jeszcze nawet z poprzedniego wątku, ale mój się od tamtego czasu nie zmienił.

Czyli jednak trzeba robić z kobiet męczennice. Zapamiętam na przyszłość na te rozmowy, w których wszyscy tylko narzekają na to, jak mają źle.

O ja biedna, na badaniach dzisiaj byłam, myślałam, że mdłości mnie zabiją, ależ ja się poświęcam żeby być matką.
Może być?

Ty sobie na prawdę u nich grabisz.
wyłamujesz się z tego kultu matki polki, wiecznie uciemiężonej i zrzucającej odpowiedzialność za siebie na wszystko inne.
Gdzie za nasze wybory odpowiedzialność ponosimy tylko my.

No właśnie widzę big_smile
Nie mogę się doczekać aż uciemiężona będę sobie pomykać z wózkiem po parku.

Ja nie mam ani w rodzinie ani wśród znajomych uciemiężonych matek polek, nikt nie mówi, że pampers zmieniany w środku nocy pachnie fiołkami, ale nikt też niepotrzebnie nie wyolbrzymia.

PS. bb8, w poprzedniej ciąży miałam tak samo, zaczęłam wymiotować w 12 tygodniu i trzymało mnie do 16/17. Czekam czy tym razem będzie mi to darowane big_smile

268

Odp: On chce kiedyś dzieci, ona (najprawdopodobniej) nie.
Lady Loka napisał/a:

No właśnie widzę big_smile
Nie mogę się doczekać aż uciemiężona będę sobie pomykać z wózkiem po parku.

Ja nie mam ani w rodzinie ani wśród znajomych uciemiężonych matek polek, nikt nie mówi, że pampers zmieniany w środku nocy pachnie fiołkami, ale nikt też niepotrzebnie nie wyolbrzymia.

PS. bb8, w poprzedniej ciąży miałam tak samo, zaczęłam wymiotować w 12 tygodniu i trzymało mnie do 16/17. Czekam czy tym razem będzie mi to darowane big_smile

Czyli jednak moje środowisko nie jest jakieś super wyjątkowe,bo też nie znam tak poświęcających sie matek polek, bo czytając tutejsze posty, to odniosłem takie wrażenie.
wydaje mi sie że wynika to w sporej mierze, z braku przygotowania do ciąży i potem do rodzicielstwa.
no i w wyborze tragicznych partnerów, z którymi miło sie spędza czas na weekendowych wycieczkach, ale trudnej sie żyje na codzien.(choc wiadomo, można mieć i to i to)
Tak jak pisałem, to tak jak byś został górnikiem,i pisał jakie to poświecenie nie wykonujesz dla kraju bo ciemno,duszno i brudno. (choć wiem ze w tym środowisko sporo takich co uważają sie za bohaterów)

269

Odp: On chce kiedyś dzieci, ona (najprawdopodobniej) nie.
M!ri napisał/a:

Jak poświęciłeś się wychowywaniu dziecka to raczej Ty nie wiesz co to znaczy nieskrępowana niczym wolność i brak zobowiązań.

Ponawiam
Czy masz partnera, męża?

270 Ostatnio edytowany przez M!ri (2022-10-11 15:07:33)

Odp: On chce kiedyś dzieci, ona (najprawdopodobniej) nie.
maku2 napisał/a:
M!ri napisał/a:
bb8 napisał/a:

To jest ten cytat, niepotrzebnie go wycinałeś big_smile nikt nikomu nie broni bronić swojego zdania, ale warto być konsekwentnym i nie sięgać po sprzeczne argumenty. Aha, no i nie trafiłeś, bo ja akurat mam dziecko w drodze. Ale nie wmawiam sobie, że ono nie wpłynie na moje dotychczasowe  życie, w tym zawodowe, bo nie jestem naiwna.

Jeszcze się z forum dowiesz, że kłamiesz, bo przecież matki macierzyństwo mogą widzieć wyłącznie na różowo. A w pieluchach nie jest kupa tylko brokat.

I po co ta złośliwość czujesz się przez to lepiej?

Tak forum dostarcza sporo rozrywki big_smile

maku2 napisał/a:
M!ri napisał/a:

Jak poświęciłeś się wychowywaniu dziecka to raczej Ty nie wiesz co to znaczy nieskrępowana niczym wolność i brak zobowiązań.

Ponawiam
Czy masz partnera, męża?

Owszem mam no i co w związku z tym?

271

Odp: On chce kiedyś dzieci, ona (najprawdopodobniej) nie.
M!ri napisał/a:
maku2 napisał/a:
M!ri napisał/a:

Jeszcze się z forum dowiesz, że kłamiesz, bo przecież matki macierzyństwo mogą widzieć wyłącznie na różowo. A w pieluchach nie jest kupa tylko brokat.

I po co ta złośliwość czujesz się przez to lepiej?

Tak forum dostarcza sporo rozrywki big_smile

maku2 napisał/a:
M!ri napisał/a:

Jak poświęciłeś się wychowywaniu dziecka to raczej Ty nie wiesz co to znaczy nieskrępowana niczym wolność i brak zobowiązań.

Ponawiam
Czy masz partnera, męża?

Owszem mam no i co w związku z tym?

Zdajesz sobie sprawę że są ludzie którzy nie wchodzą w związek żeby nie być ograniczanym, pozbawionym wolności?
Żeby nie musieć poświęcać siebie innemu/innej?
Żeby nie mieć zobowiązań?
Słowem - ale Ty się poświęcasz.
Te kompromisy.
Liczeniem się ze zdaniem innego.
Normalnie matka polka cierpiętnicza...tylko bez matki - pasuje jak ulał.

272

Odp: On chce kiedyś dzieci, ona (najprawdopodobniej) nie.
Szeptuch napisał/a:
Lady Loka napisał/a:

No właśnie widzę big_smile
Nie mogę się doczekać aż uciemiężona będę sobie pomykać z wózkiem po parku.

Ja nie mam ani w rodzinie ani wśród znajomych uciemiężonych matek polek, nikt nie mówi, że pampers zmieniany w środku nocy pachnie fiołkami, ale nikt też niepotrzebnie nie wyolbrzymia.

PS. bb8, w poprzedniej ciąży miałam tak samo, zaczęłam wymiotować w 12 tygodniu i trzymało mnie do 16/17. Czekam czy tym razem będzie mi to darowane big_smile

Czyli jednak moje środowisko nie jest jakieś super wyjątkowe,bo też nie znam tak poświęcających sie matek polek, bo czytając tutejsze posty, to odniosłem takie wrażenie.
wydaje mi sie że wynika to w sporej mierze, z braku przygotowania do ciąży i potem do rodzicielstwa.
no i w wyborze tragicznych partnerów, z którymi miło sie spędza czas na weekendowych wycieczkach, ale trudnej sie żyje na codzien.(choc wiadomo, można mieć i to i to)
Tak jak pisałem, to tak jak byś został górnikiem,i pisał jakie to poświecenie nie wykonujesz dla kraju bo ciemno,duszno i brudno. (choć wiem ze w tym środowisko sporo takich co uważają sie za bohaterów)

Ja jeszcze widzę to tak, że z jednej strony w internecie są właśnie takie przelukrowane opisy i potem robi się tendencja w drugą stronę, bo ktoś taki opis przeczyta i potem mu nie styka to z rzeczywistością, bo jednorożce nie latają, a dziecko nie rzyga tęczą. I jest zawód, więc w drugą stronę musimy pokazać polską mentalność, że my to mamy najgorzej.
Jestem najstarszym dzieckiem w rodzinie, siłą rzeczy zajmowałam się młodszymi, mąż tak samo ma 13letniego brata, też mają naście lat różnicy wieku, więc też się nim zajmował, widziałam jak u mnie w rodzinie ogarniało się dzieci i te mniej wymagające i te, które tylko spały i się darły na zmianę i dalej nie widzę tu jakiegoś specjalnego umęczenia. Ale może to specyfika mojej rodziny, że jak matka dziecka była zmęczona, to się jej dziecko na pół dnia podbierało, żeby odpoczęła. Nieskończoną ilość godzin spędziłam z młodszymi kuzynami na placach zabaw, żeby ciotki mogły spędzić czas same.

Moi znajomi z rocznym niechodzącym jeszcze dzieckiem polecieli na miesiąc zwiedzać Stany. Wychodzę z założenia, że wszystko się da, jak tylko się chce. Ba, ludzie mówią, że łatwiej się podróżuje z mniejszym dzieckiem, bo się je wpakuje w wózek i uśpi, a tempo ma się takie jakie się chce, a im dziecko starsze, tym bardziej trzeba się dostosowywać do jego nastrojów, tempo do dziecka, przerwy na plac zabaw itd.

273

Odp: On chce kiedyś dzieci, ona (najprawdopodobniej) nie.
maku2 napisał/a:
M!ri napisał/a:
maku2 napisał/a:

I po co ta złośliwość czujesz się przez to lepiej?

Tak forum dostarcza sporo rozrywki big_smile

maku2 napisał/a:

Ponawiam
Czy masz partnera, męża?

Owszem mam no i co w związku z tym?

Zdajesz sobie sprawę że są ludzie którzy nie wchodzą w związek żeby nie być ograniczanym, pozbawionym wolności?
Żeby nie musieć poświęcać siebie innemu/innej?
Żeby nie mieć zobowiązań?
Słowem - ale Ty się poświęcasz.
Te kompromisy.
Liczeniem się ze zdaniem innego.
Normalnie matka polka cierpiętnicza...tylko bez matki - pasuje jak ulał.

Tak dla związku poświęcam pewne rzeczy. A w zamian otrzymuję inne. Tak długo jak jest na plus związek ma sens. To przecież jest oczywiste.

Związek jednak to nie dziecko. Zawsze można się z niego wypisać.

274

Odp: On chce kiedyś dzieci, ona (najprawdopodobniej) nie.

Przypominam tylko, że polski (i nie tylko) system emerytalny jest opiera się na umowie międzypokoleniowej. Jak będzie więcej takich samolubnych osób jak autorka, system zawali się. I jeszcze ta fałszywa troska o los naszej przeludnionej planety - autorka nie jest zbyt lotna.

275

Odp: On chce kiedyś dzieci, ona (najprawdopodobniej) nie.
M!ri napisał/a:
maku2 napisał/a:
M!ri napisał/a:

Tak forum dostarcza sporo rozrywki big_smile


Owszem mam no i co w związku z tym?

Zdajesz sobie sprawę że są ludzie którzy nie wchodzą w związek żeby nie być ograniczanym, pozbawionym wolności?
Żeby nie musieć poświęcać siebie innemu/innej?
Żeby nie mieć zobowiązań?
Słowem - ale Ty się poświęcasz.
Te kompromisy.
Liczeniem się ze zdaniem innego.
Normalnie matka polka cierpiętnicza...tylko bez matki - pasuje jak ulał.

Tak dla związku poświęcam pewne rzeczy. A w zamian otrzymuję inne. Tak długo jak jest na plus związek ma sens. To przecież jest oczywiste.

Związek jednak to nie dziecko. Zawsze można się z niego wypisać.

Ale jednak Ciebie ogranicza - godzisz się na to bo widzisz jego plusy.
Ty się godzisz, czyli jesteście razem bo tego chcesz. Tak?

276

Odp: On chce kiedyś dzieci, ona (najprawdopodobniej) nie.
maku2 napisał/a:
M!ri napisał/a:
maku2 napisał/a:

Zdajesz sobie sprawę że są ludzie którzy nie wchodzą w związek żeby nie być ograniczanym, pozbawionym wolności?
Żeby nie musieć poświęcać siebie innemu/innej?
Żeby nie mieć zobowiązań?
Słowem - ale Ty się poświęcasz.
Te kompromisy.
Liczeniem się ze zdaniem innego.
Normalnie matka polka cierpiętnicza...tylko bez matki - pasuje jak ulał.

Tak dla związku poświęcam pewne rzeczy. A w zamian otrzymuję inne. Tak długo jak jest na plus związek ma sens. To przecież jest oczywiste.

Związek jednak to nie dziecko. Zawsze można się z niego wypisać.

Ale jednak Ciebie ogranicza - godzisz się na to bo widzisz jego plusy.
Ty się godzisz, czyli jesteście razem bo tego chcesz. Tak?

Tak godzę się na ograniczenia, bo mam z tego plusy. Ale jestem świadoma ile mnie związek “kosztuje”.


Uprzedzając Twój wywód. Nie, dziecko, nie ma mi do zaoferowania żadnych plusów.

277

Odp: On chce kiedyś dzieci, ona (najprawdopodobniej) nie.
Lady Loka napisał/a:
Szeptuch napisał/a:
Lady Loka napisał/a:

No właśnie widzę big_smile
Nie mogę się doczekać aż uciemiężona będę sobie pomykać z wózkiem po parku.

Ja nie mam ani w rodzinie ani wśród znajomych uciemiężonych matek polek, nikt nie mówi, że pampers zmieniany w środku nocy pachnie fiołkami, ale nikt też niepotrzebnie nie wyolbrzymia.

PS. bb8, w poprzedniej ciąży miałam tak samo, zaczęłam wymiotować w 12 tygodniu i trzymało mnie do 16/17. Czekam czy tym razem będzie mi to darowane big_smile

Czyli jednak moje środowisko nie jest jakieś super wyjątkowe,bo też nie znam tak poświęcających sie matek polek, bo czytając tutejsze posty, to odniosłem takie wrażenie.
wydaje mi sie że wynika to w sporej mierze, z braku przygotowania do ciąży i potem do rodzicielstwa.
no i w wyborze tragicznych partnerów, z którymi miło sie spędza czas na weekendowych wycieczkach, ale trudnej sie żyje na codzien.(choc wiadomo, można mieć i to i to)
Tak jak pisałem, to tak jak byś został górnikiem,i pisał jakie to poświecenie nie wykonujesz dla kraju bo ciemno,duszno i brudno. (choć wiem ze w tym środowisko sporo takich co uważają sie za bohaterów)

Ja jeszcze widzę to tak, że z jednej strony w internecie są właśnie takie przelukrowane opisy i potem robi się tendencja w drugą stronę, bo ktoś taki opis przeczyta i potem mu nie styka to z rzeczywistością, bo jednorożce nie latają, a dziecko nie rzyga tęczą. I jest zawód, więc w drugą stronę musimy pokazać polską mentalność, że my to mamy najgorzej.
Jestem najstarszym dzieckiem w rodzinie, siłą rzeczy zajmowałam się młodszymi, mąż tak samo ma 13letniego brata, też mają naście lat różnicy wieku, więc też się nim zajmował, widziałam jak u mnie w rodzinie ogarniało się dzieci i te mniej wymagające i te, które tylko spały i się darły na zmianę i dalej nie widzę tu jakiegoś specjalnego umęczenia. Ale może to specyfika mojej rodziny, że jak matka dziecka była zmęczona, to się jej dziecko na pół dnia podbierało, żeby odpoczęła. Nieskończoną ilość godzin spędziłam z młodszymi kuzynami na placach zabaw, żeby ciotki mogły spędzić czas same.

Moi znajomi z rocznym niechodzącym jeszcze dzieckiem polecieli na miesiąc zwiedzać Stany. Wychodzę z założenia, że wszystko się da, jak tylko się chce. Ba, ludzie mówią, że łatwiej się podróżuje z mniejszym dzieckiem, bo się je wpakuje w wózek i uśpi, a tempo ma się takie jakie się chce, a im dziecko starsze, tym bardziej trzeba się dostosowywać do jego nastrojów, tempo do dziecka, przerwy na plac zabaw itd.

Czyli można powiedzieć że mieliście w sposób taki naturalny kurs zajmowania sie dziećmi ..ciekawe czy to lubiłaś czy nie(to zajmowanie sie kuzynostwem) ale jak widać wszystko przynosi korzyść, nawet jeżeli sobie nie zdajemy sprawy.
Ja niestety nie maiłem ani czegoś takiego, ani nawet normalnego wzorca rodziny, ze o dobrym nie wspomnę .
Wiec do roli ojca przygotowywałem sie czytając wiele książek o tym oraz przede wszystkim prowadzać nieskończone rozmowy z moimi przyjaciółmi.

278

Odp: On chce kiedyś dzieci, ona (najprawdopodobniej) nie.
Lady Loka napisał/a:

Jestem najstarszym dzieckiem w rodzinie, siłą rzeczy zajmowałam się młodszymi, mąż tak samo ma 13letniego brata, też mają naście lat różnicy wieku, więc też się nim zajmował, widziałam jak u mnie w rodzinie ogarniało się dzieci i te mniej wymagające i te, które tylko spały i się darły na zmianę i dalej nie widzę tu jakiegoś specjalnego umęczenia. Ale może to specyfika mojej rodziny, że jak matka dziecka była zmęczona, to się jej dziecko na pół dnia podbierało, żeby odpoczęła. Nieskończoną ilość godzin spędziłam z młodszymi kuzynami na placach zabaw, żeby ciotki mogły spędzić czas same.

Moja babcia miała ośmioro, druga troje. Jeden wujek nie miał dzieci u innych średnia to troje. Moje pokolenie jak rozglądam się to średnia jedno w podskokach dwoje.
Pokolenie mojego syna od jednego po - a po co mi one.

Lady Loka napisał/a:

Moi znajomi z rocznym niechodzącym jeszcze dzieckiem polecieli na miesiąc zwiedzać Stany. Wychodzę z założenia, że wszystko się da, jak tylko się chce. Ba, ludzie mówią, że łatwiej się podróżuje z mniejszym dzieckiem, bo się je wpakuje w wózek i uśpi, a tempo ma się takie jakie się chce, a im dziecko starsze, tym bardziej trzeba się dostosowywać do jego nastrojów, tempo do dziecka, przerwy na plac zabaw itd.

W tym roku Orebić pełno młodych z wózkami - jak ktoś chce...

279

Odp: On chce kiedyś dzieci, ona (najprawdopodobniej) nie.
M!ri napisał/a:

Nieskrępowana wolność jest wtedy gdy jestem ograniczana wyłącznie swoimi pieniędzmi i zdrowiem.

Jeśli jesteś ograniczona pieniędzmi i zdrowiem, to nie jest nieskrępowana wolność. Nieskrępowana wolność jest wtedy, gdy nie jesteś niczym ograniczona, czyli masz tyle środków, że zapewnią Ci wszystko bez względu na sytuacje i masz zdrowie, które w żadnym stopniu Cię nie ogranicza.

maku2 napisał/a:
Tylwyth Teg napisał/a:

Ponieważ nasze życie i decyzje wymagają poświęceń smile Nie twierdzę, że to jest złe poświęcenie, ale to nadal poświęcenie. Jeśli decydujesz się być specjalistą w danej dziedzinie, to poświęcasz swój czas, energię, bardzo często kontakty z przyjaciółmi, wolny czas i zasoby, by osiągnąć sukces. Chcesz tego sukcesu, ale nadal musisz być gotowy na poświęcenia.

Jeżeli ktoś podejmuje taką a nie inną decyzje i to jest jego decyzja to nie może mówić o poświęceniu.
- jeżeli decydujesz się na daną pracę/specjalizację to nie mów o poświęceniu bo Twoje aspirację poświeceniem nie są, bo nimi nie są i być nie mogą - to są Twoje wybory zmień wybór jeżeli uważasz że się poświęcasz
- jeżeli uważasz że dziecko to poświęcenie - to go nie miej i nie będziesz zmuszany do poświęceń
Praca, dziecko - jeżeli uważasz że to poświecenie to zmień decyzje a może nie będziesz zmuszany do poświecenia.

Poświęcenie jest wtedy, gdy poświęcasz coś dla czegoś. Codziennie coś poświęcasz. Waga tego poświęcenia i podejście zależy od Ciebie. Poświęcenie nie musi być katorgą, ale to nie znaczy, że poświęceniem nie jest. Motywy nie zmieniają definicji.

maku2 napisał/a:
Tylwyth Teg napisał/a:

Jeśli by tego chciała, to by awansowała.

Chcieć a móc to różnica. Ona może chcieć ale decyduje ten co awansuje.

I jak to ją ogranicza? Jeśli jest kwalifikowana i gotowa na awans, a w danej firmie tego awansu nie dostaje, to zmienia pracodawcę, który zatrudni ją na wyższe stanowisko.

280

Odp: On chce kiedyś dzieci, ona (najprawdopodobniej) nie.
M!ri napisał/a:
maku2 napisał/a:
M!ri napisał/a:

Tak dla związku poświęcam pewne rzeczy. A w zamian otrzymuję inne. Tak długo jak jest na plus związek ma sens. To przecież jest oczywiste.

Związek jednak to nie dziecko. Zawsze można się z niego wypisać.

Ale jednak Ciebie ogranicza - godzisz się na to bo widzisz jego plusy.
Ty się godzisz, czyli jesteście razem bo tego chcesz. Tak?

Tak godzę się na ograniczenia, bo mam z tego plusy. Ale jestem świadoma ile mnie związek “kosztuje”.


Uprzedzając Twój wywód. Nie, dziecko, nie ma mi do zaoferowania żadnych plusów.

A jednak się wypowiem.
Godzisz się na ten związek bo masz z tego jakieś plusy(Twój partner wie że jest plusem?)
czy określisz swój związek jako - poświęcenie? Chyba nie. Skoro na to się godzisz.
I ja chcąc dziecko godziłem się na pewne ograniczenia, godziłem się - mój wybór. 
A skoro mój wybór to jak mogę to określać jako "poświęcenie"?
Przecież to nie byłoby logiczne.
Teraz przybliżyłem tok mojego rozumowania?
Ja chciałem dziecka i widzę w tym plusy i w tedy i na kilkadziesiąt lat do przodu. 
Ty w posiadaniu dziecka widzisz same minusy. Nie chcesz mieć dzieci, nie miej. Ok.
Ale nie rób z tego dramatu życia.

281

Odp: On chce kiedyś dzieci, ona (najprawdopodobniej) nie.
Tylwyth Teg napisał/a:

Poświęcenie jest wtedy, gdy poświęcasz coś dla czegoś. Codziennie coś poświęcasz. Waga tego poświęcenia i podejście zależy od Ciebie. Poświęcenie nie musi być katorgą, ale to nie znaczy, że poświęceniem nie jest. Motywy nie zmieniają definicji.

Zdajesz sobie sprawę że tak możemy mówić i określać wszystko?

maku2 napisał/a:
Tylwyth Teg napisał/a:

Jeśli by tego chciała, to by awansowała.

Chcieć a móc to różnica. Ona może chcieć ale decyduje ten co awansuje.

Tylwyth Teg napisał/a:

I jak to ją ogranicza? Jeśli jest kwalifikowana i gotowa na awans, a w danej firmie tego awansu nie dostaje, to zmienia pracodawcę, który zatrudni ją na wyższe stanowisko.

Ogromna, co z tego że ja chcę awansować skoro nikt mnie nie awansuje?
Zmienić pracę...nie wszędzie się da.

282 Ostatnio edytowany przez Tylwyth Teg (2022-10-11 17:05:04)

Odp: On chce kiedyś dzieci, ona (najprawdopodobniej) nie.
maku2 napisał/a:
Tylwyth Teg napisał/a:

Poświęcenie jest wtedy, gdy poświęcasz coś dla czegoś. Codziennie coś poświęcasz. Waga tego poświęcenia i podejście zależy od Ciebie. Poświęcenie nie musi być katorgą, ale to nie znaczy, że poświęceniem nie jest. Motywy nie zmieniają definicji.

Zdajesz sobie sprawę że tak możemy mówić i określać wszystko?

Jakie wszystko? Proszę, definicja pwn: "poświęcić się- zrezygnować z czegoś dla czyjegoś dobra, dla jakiejś sprawy"
Nie ma polemiki z definicją i znaczeniem. Każdy się poświęca dla czegoś. Nie ma w tym nic nadzwyczajnego, albo ofiarnego. Może być, ale nie musi. Samo określenie "poświęcać się" nie określa jakie to poświęcenie ma być.

maku2 napisał/a:
Tylwyth Teg napisał/a:

Jeśli by tego chciała, to by awansowała.

Chcieć a móc to różnica. Ona może chcieć ale decyduje ten co awansuje.

maku2 napisał/a:
Tylwyth Teg napisał/a:

I jak to ją ogranicza? Jeśli jest kwalifikowana i gotowa na awans, a w danej firmie tego awansu nie dostaje, to zmienia pracodawcę, który zatrudni ją na wyższe stanowisko.

Ogromna, co z tego że ja chcę awansować skoro nikt mnie nie awansuje?
Zmienić pracę...nie wszędzie się da.

Chcieć, to sobie możesz i gwiazdkę z nieba, ale liczą się umiejętności, predyspozycje, wiedza i doświadczenie. Jeśli wybrałeś zawód, w którym osiągnąłeś szczyt i wyżej nic nie ma, to nie możesz mówić, że "nikt nie chce mnie awansować". Jeżeli jest możliwośc awansu, to skoro chcesz, starasz się o nią.
Prace da się zmienić zawsze i wszędzie, ale trzeba być gotowym na....uwaga....poświęcenia! big_smile No i priorytety są ważne w takim wypadku smile

283

Odp: On chce kiedyś dzieci, ona (najprawdopodobniej) nie.
maku2 napisał/a:

Ale nie rób z tego dramatu życia.

Dramat to Ty robisz od pierwszego postu w tym temacie zarzucając wypowiadającym egoizm a autorce odbieranie szansy mężczyźnie na szczęście w pełnej rodzinie:

maku2 napisał/a:

IllaTidandi, madoja
Cokolwiek nie powiecie wykazałyście się i wykazujecie dużym egoizmem - wasi partnerzy chcą dzieci ale Wy nie i dzieci nie będzie.
Dlaczego Was nie zostawili? Odpowiedź prosta bo was kochają wiec poświęcają swoje pragnienia żeby z wami być.
Mówicie że mogą odejść - a Wy dla nich nie mogłyście i nie możecie odejść? 
Wypowiadały się tutaj dziewczyny co przedstawiają posiadanie dzieci jak jakąś tragedie życiową, dramat istne piekło na ziemi.
Ja nie wiem co oglądacie, czytacie, kogo osłuchacie ale przestańcie bo wami manipulują...przeludniony świat? tak jak ktoś powyżej napisał Europa się wyludnia. Dlaczego się wyludnia? bo kobiety nie chcą rodzic a nie chcą rodzić bo uwierzyły w bzdety.

Autorko puść faceta wolno, poboli go ale dasz mu szansę na pełne szczęśćcie w pełnej rodzinie.

maku2 napisał/a:

A jednak się wypowiem.
Godzisz się na ten związek bo masz z tego jakieś plusy(Twój partner wie że jest plusem?)
czy określisz swój związek jako - poświęcenie? Chyba nie. Skoro na to się godzisz.
I ja chcąc dziecko godziłem się na pewne ograniczenia, godziłem się - mój wybór. 
A skoro mój wybór to jak mogę to określać jako "poświęcenie"?
Przecież to nie byłoby logiczne.

A teraz przeczytaj sobie co sam napisałeś wcześniej. Wg Twoich własnych słów jak partner autorki godzi się na związek z nią to nie jest to żadne poświęcenie z jego strony.

284

Odp: On chce kiedyś dzieci, ona (najprawdopodobniej) nie.
Tylwyth Teg napisał/a:
maku2 napisał/a:
Tylwyth Teg napisał/a:

Poświęcenie jest wtedy, gdy poświęcasz coś dla czegoś. Codziennie coś poświęcasz. Waga tego poświęcenia i podejście zależy od Ciebie. Poświęcenie nie musi być katorgą, ale to nie znaczy, że poświęceniem nie jest. Motywy nie zmieniają definicji.

Zdajesz sobie sprawę że tak możemy mówić i określać wszystko?

Jakie wszystko? Proszę, definicja pwn: "poświęcić się- zrezygnować z czegoś dla czyjegoś dobra, dla jakiejś sprawy"
Nie ma polemiki z definicją i znaczeniem. Każdy się poświęca dla czegoś. Nie ma w tym nic nadzwyczajnego, albo ofiarnego. Może być, ale nie musi. Samo określenie "poświęcać się" nie określa jakie to poświęcenie ma być.

maku2 napisał/a:
Tylwyth Teg napisał/a:

Jeśli by tego chciała, to by awansowała.

Chcieć a móc to różnica. Ona może chcieć ale decyduje ten co awansuje.

maku2 napisał/a:
Tylwyth Teg napisał/a:

I jak to ją ogranicza? Jeśli jest kwalifikowana i gotowa na awans, a w danej firmie tego awansu nie dostaje, to zmienia pracodawcę, który zatrudni ją na wyższe stanowisko.

Ogromna, co z tego że ja chcę awansować skoro nikt mnie nie awansuje?
Zmienić pracę...nie wszędzie się da.

Chcieć, to sobie możesz i gwiazdkę z nieba, ale liczą się umiejętności, predyspozycje, wiedza i doświadczenie. Jeśli wybrałeś zawód, w którym osiągnąłeś szczyt i wyżej nic nie ma, to nie możesz mówić, że "nikt nie chce mnie awansować". Jeżeli jest możliwośc awansu, to skoro chcesz, starasz się o nią.
Prace da się zmienić zawsze i wszędzie, ale trzeba być gotowym na....uwaga....poświęcenia! big_smile No i priorytety są ważne w takim wypadku smile

Wiesz że zaczynamy goić w piętkę...ale co mi tam smile
Na początku musi zaistnieć chęć/chcenie awansu - bez tego ani rusz.
Następnie napotykasz chcenie pracodawcy/szefa żeby Ciebie awansował - i bez tego ani rusz.
I oczywiście że musisz mieć "umiejętności, predyspozycje, wiedza i doświadczenie" bo czym przekonasz szefa?
Nie wiem po co mi to piszesz, przecież napisałem - "Chcieć a móc to różnica"


Ja tam z pwn kłócić się nie będę ale to Ty piszesz że coś tam codziennie poświęcamy i do tego się odniosłem.

285

Odp: On chce kiedyś dzieci, ona (najprawdopodobniej) nie.
maku2 napisał/a:

Wiesz że zaczynamy goić w piętkę...ale co mi tam smile
Na początku musi zaistnieć chęć/chcenie awansu - bez tego ani rusz.
Następnie napotykasz chcenie pracodawcy/szefa żeby Ciebie awansował - i bez tego ani rusz.
I oczywiście że musisz mieć "umiejętności, predyspozycje, wiedza i doświadczenie" bo czym przekonasz szefa?
Nie wiem po co mi to piszesz, przecież napisałem - "Chcieć a móc to różnica"

Ja też nie wiem, po co mi to piszesz, skoro procedura jest znana wszystkim. "Chcieć, to móc", a różnica między "chcieć a móc" tkwi w umiejętnościach. Jak jeden pracodawca nie chce, to znajdzie się taki, który będzie chciał.


maku2 napisał/a:

Ja tam z pwn kłócić się nie będę ale to Ty piszesz że coś tam codziennie poświęcamy i do tego się odniosłem.

Odniosłeś się do tego, że poświęcenie nie jest poświęceniem, jeśli decydujemy się na to dobrowolnie. A ja Ci napisałam, że poświęcenie, to poświęcenie, bez względu na motywy.

286

Odp: On chce kiedyś dzieci, ona (najprawdopodobniej) nie.
M!ri napisał/a:

Dramat to Ty robisz od pierwszego postu w tym temacie zarzucając wypowiadającym egoizm a autorce odbieranie szansy mężczyźnie na szczęście w pełnej rodzinie:

Przedstawiłem swój punkt widzenia posiłkując się doświadczeniem i wiedzą życiowa Ty natomiast idziesz w czarnowidztwo mając tylko swoje przemyślenia, gdzie można to podsumować jednym słowem - dramat. Oczywiście dramat kobiet. 
I tak, nadal uważam że powinna być z facetem tak jak Ty który nie chce mieć dzieci.
Jeżeli facet chce mieć dzieci ale rezygnuje bo kocha to jest to wykorzystywanie jego uczucia.

maku2 napisał/a:

A jednak się wypowiem.
Godzisz się na ten związek bo masz z tego jakieś plusy(Twój partner wie że jest plusem?)
czy określisz swój związek jako - poświęcenie? Chyba nie. Skoro na to się godzisz.
I ja chcąc dziecko godziłem się na pewne ograniczenia, godziłem się - mój wybór. 
A skoro mój wybór to jak mogę to określać jako "poświęcenie"?
Przecież to nie byłoby logiczne.

M!ri napisał/a:

A teraz przeczytaj sobie co sam napisałeś wcześniej. Wg Twoich własnych słów jak partner autorki godzi się na związek z nią to nie jest to żadne poświęcenie z jego strony.

Rozmawialiśmy o posiadaniu i nie posiadaniu dziecka o poświeceniu i nie poświeceniu.
O naszych/moich wyborach, pisałem o sobie.
To co pisałem do autorki o jej facecie uważam że nadal obowiązuje
- jego uczucie jest wykorzystywane do rezygnacji z dziecka bo ją kocha
- czy on jej to powie? jasne że nie bo kocha
- ale jeśli on jej tego nie powie to znaczy że tak nie jest i obcy facet nie może jej tego napisać?
- czy on uważa że się poświęca?
- czy on kiedyś jej nie powie poświęciłem się da Ciebie?
Nie mam bladego pojęcia.

287

Odp: On chce kiedyś dzieci, ona (najprawdopodobniej) nie.
maku2 napisał/a:
M!ri napisał/a:

Dramat to Ty robisz od pierwszego postu w tym temacie zarzucając wypowiadającym egoizm a autorce odbieranie szansy mężczyźnie na szczęście w pełnej rodzinie:

Przedstawiłem swój punkt widzenia posiłkując się doświadczeniem i wiedzą życiowa Ty natomiast idziesz w czarnowidztwo mając tylko swoje przemyślenia, gdzie można to podsumować jednym słowem - dramat. Oczywiście dramat kobiet.

Bo oczywiście żyję w próżni i absolutnie nie docierają do mnie relacje matek (czy ojców) dla których macierzyństwo to dramat.

A takie historie jak poniżej nie istnieją, wszystko zostało wyssane z palca aby pogrążyć demografię i zniszczyć państwo polskie:
https://www.heroine.pl/rodzina-i-wychow … pelnieniem
https://www.facebook.com/ZalujeRodzicielstwa/


O poświęcaniu się już szkoda czasu komentować, bo Twoja argumentacja zjada własny ogon.

288

Odp: On chce kiedyś dzieci, ona (najprawdopodobniej) nie.
M!ri napisał/a:
maku2 napisał/a:
M!ri napisał/a:

Dramat to Ty robisz od pierwszego postu w tym temacie zarzucając wypowiadającym egoizm a autorce odbieranie szansy mężczyźnie na szczęście w pełnej rodzinie:

Przedstawiłem swój punkt widzenia posiłkując się doświadczeniem i wiedzą życiowa Ty natomiast idziesz w czarnowidztwo mając tylko swoje przemyślenia, gdzie można to podsumować jednym słowem - dramat. Oczywiście dramat kobiet.

Bo oczywiście żyję w próżni i absolutnie nie docierają do mnie relacje matek (czy ojców) dla których macierzyństwo to dramat.

A takie historie jak poniżej nie istnieją, wszystko zostało wyssane z palca aby pogrążyć demografię i zniszczyć państwo polskie:
https://www.heroine.pl/rodzina-i-wychow … pelnieniem
https://www.facebook.com/ZalujeRodzicielstwa/


O poświęcaniu się już szkoda czasu komentować, bo Twoja argumentacja zjada własny ogon.

Relacje pozwalają mi doświadczyć czyjegoś życia/przeżycia?
Czyli jak docierają do mnie relacje więźniów obozów koncentracyjnych to jestem wstanie zrozumieć ich koszmaru?
Czego Ty chcesz ? Przecież napisałem - nie chcesz mieć dzieci to ich nie miej ale nie przedstawiaj rodzicielstwa jako dramatu który dotyka każdą kobietę/mężczyznę bo tak nie jest.
Myślę że moje argumenty są całkiem spoko ale musisz je odrzucić bo Ci nie leżą.
Ale spoko nie liczę na to że zmienisz zdanie i dobrze, nie wszyscy muszą się mnożyć.

289

Odp: On chce kiedyś dzieci, ona (najprawdopodobniej) nie.
maku2 napisał/a:
M!ri napisał/a:
maku2 napisał/a:

Przedstawiłem swój punkt widzenia posiłkując się doświadczeniem i wiedzą życiowa Ty natomiast idziesz w czarnowidztwo mając tylko swoje przemyślenia, gdzie można to podsumować jednym słowem - dramat. Oczywiście dramat kobiet.

Bo oczywiście żyję w próżni i absolutnie nie docierają do mnie relacje matek (czy ojców) dla których macierzyństwo to dramat.
...

Relacje pozwalają mi doświadczyć czyjegoś życia/przeżycia?
Czyli jak docierają do mnie relacje więźniów obozów koncentracyjnych to jestem wstanie zrozumieć ich koszmaru? .

Tak… jestem w stanie zrozumieć. Nie jest to to samo co samemu przeżyć, ale potrafię empatyzować i wyobrazić sobie co mogli czuć.
Dzięki temu nie jestem skazana na poznawanie świata wyłącznie przez swoje doświadczenia.


Tylko obozów koncentracyjnych tu brakowało. Poziom absurdu tej dyskusji jest już męczący.

290 Ostatnio edytowany przez maku2 (2022-10-12 00:31:04)

Odp: On chce kiedyś dzieci, ona (najprawdopodobniej) nie.
M!ri napisał/a:
maku2 napisał/a:
M!ri napisał/a:

Bo oczywiście żyję w próżni i absolutnie nie docierają do mnie relacje matek (czy ojców) dla których macierzyństwo to dramat.
...

Relacje pozwalają mi doświadczyć czyjegoś życia/przeżycia?
Czyli jak docierają do mnie relacje więźniów obozów koncentracyjnych to jestem wstanie zrozumieć ich koszmaru? .

Tak… jestem w stanie zrozumieć. Nie jest to to samo co samemu przeżyć, ale potrafię empatyzować i wyobrazić sobie co mogli czuć.
Dzięki temu nie jestem skazana na poznawanie świata wyłącznie przez swoje doświadczenia.


Tylko obozów koncentracyjnych tu brakowało. Poziom absurdu tej dyskusji jest już męczący.

Celowo dałem z grubej rury żebyś zrozumiała że nie wszystko jesteś sobie w stanie wyobrazić. Że pewne rzeczy trzeba przeżyć. I szkoda że tak emfatycznie nie podchodzisz do dobrych historii.

291

Odp: On chce kiedyś dzieci, ona (najprawdopodobniej) nie.
maku2 napisał/a:
M!ri napisał/a:
maku2 napisał/a:

Relacje pozwalają mi doświadczyć czyjegoś życia/przeżycia?
Czyli jak docierają do mnie relacje więźniów obozów koncentracyjnych to jestem wstanie zrozumieć ich koszmaru? .

Tak… jestem w stanie zrozumieć. Nie jest to to samo co samemu przeżyć, ale potrafię empatyzować i wyobrazić sobie co mogli czuć.
Dzięki temu nie jestem skazana na poznawanie świata wyłącznie przez swoje doświadczenia.


Tylko obozów koncentracyjnych tu brakowało. Poziom absurdu tej dyskusji jest już męczący.

Celowo dałem z grubej rury żebyś zrozumiała że nie wszystko jesteś sobie w stanie wyobrazić. Że pewne rzeczy trzeba przeżyć. I szkoda że tak emfatycznie nie podchodzisz do dobrych historii.

Ale ona empatycznie podchodzi tylko do tych historii, które są zgodne z jej linią argumentacji, bo już do pozytywnych historii o rodzicielstwie z empatią nie podejdzie. Nie wiem czy jest sens dyskutować.

292

Odp: On chce kiedyś dzieci, ona (najprawdopodobniej) nie.

Problem z Wami jest taki, że wkładacie w usta interlokutorów twierdzenia, które nigdy nie padły.

Ani ja ani nikt w tym wątku nie pisze, że nie ma szczęśliwych matek i dziecko zawsze oznacza katastrofę, której się później żałuje.
Należycie do tych szczęśliwych? Super, gratulacje tak trzymać. Dla mnie jednak dziecko byłoby koszmarem, nie mam co do tego wątpliwości i to, że istnieją pozytywne historie w żaden sposób tego nie zmienia.

293 Ostatnio edytowany przez MagdaLena1111 (2022-10-12 09:39:57)

Odp: On chce kiedyś dzieci, ona (najprawdopodobniej) nie.
M!ri napisał/a:

Problem z Wami jest taki, że wkładacie w usta interlokutorów twierdzenia, które nigdy nie padły.

Ani ja ani nikt w tym wątku nie pisze, że nie ma szczęśliwych matek i dziecko zawsze oznacza katastrofę, której się później żałuje.
Należycie do tych szczęśliwych? Super, gratulacje tak trzymać. Dla mnie jednak dziecko byłoby koszmarem, nie mam co do tego wątpliwości i to, że istnieją pozytywne historie w żaden sposób tego nie zmienia.

Przecież to jest kontynuacja Twojej dyskusji z Loką z innego wątku, w którym przekonywałaś ją, że na pewno noga jej się poślizgnie, a „świat i ludzie” ;-) ją zawiodą i sparzy się na swoich oczekiwaniach. To była próba ewidentnego przekonania Loki, że macierzyństwo oznacza równię pochyłą w dół, dół,.dół,..

Jeszcze tylko dodam do wątku o kompetencjach, że nie do końca jest tak, że liczy się tylko czas włożony w pracę, co przekłada się na posiadane umiejętności. Bo ważna jest jeszcze postawa i potencjał danej osoby. Jak ktoś jest pojętny i bystry, zaangażowany w swoją pracę, kreatywny, co przekłada się na wyniki takiej osoby w pracy, to pracodawca będzie czekał na powrót takiej osoby do pracy po urlopie macierzyńskim, wychowawczym itp. I najpewniej będzie pracodawcy na takiej osobie jako pracowniku zależało bardziej niż osobie, która chodzi do pracy jak za karę, albo w najlepszym wypadku robi tyle, ile musi, żeby się w pracy utrzymać.

294

Odp: On chce kiedyś dzieci, ona (najprawdopodobniej) nie.
MagdaLena1111 napisał/a:
M!ri napisał/a:

Problem z Wami jest taki, że wkładacie w usta interlokutorów twierdzenia, które nigdy nie padły.

Ani ja ani nikt w tym wątku nie pisze, że nie ma szczęśliwych matek i dziecko zawsze oznacza katastrofę, której się później żałuje.
Należycie do tych szczęśliwych? Super, gratulacje tak trzymać. Dla mnie jednak dziecko byłoby koszmarem, nie mam co do tego wątpliwości i to, że istnieją pozytywne historie w żaden sposób tego nie zmienia.

Przecież to jest kontynuacja Twojej dyskusji z Loką z innego wątku, w którym przekonywałaś ją, że na pewno noga jej się poślizgnie, a „świat i ludzie” ;-) ją zawiodą i sparzy się na swoich oczekiwaniach. To była próba ewidentnego przekonania Loki, że macierzyństwo oznacza równię pochyłą w dół, dół,.dół,..

Loka jak na razie jest takim samym teoretykiem jak każdy inny, a wypowiada się z zadufaniem godnym kogoś, kto co najmniej wychował całe przedszkole robiąc w trakcie tego doktorat.

Tak, jestem pewna, że ten jej idealny plan się nie uda, bo idealne plany i ich idealna realizacja nie istnieją w przyrodzie. O ironio, matki to potwierdziły.

Jak to nawet w tym wątku padło…

Legat napisał/a:

Chodzi o to, że nasze życie nie jest w naszych rękach, mimo że wydaje się nam zupełnie inaczej. Co uczy pokory. Często jest tak, że coś dzieje się wbrew naszej woli.

295

Odp: On chce kiedyś dzieci, ona (najprawdopodobniej) nie.
M!ri napisał/a:
MagdaLena1111 napisał/a:
M!ri napisał/a:

Problem z Wami jest taki, że wkładacie w usta interlokutorów twierdzenia, które nigdy nie padły.

Ani ja ani nikt w tym wątku nie pisze, że nie ma szczęśliwych matek i dziecko zawsze oznacza katastrofę, której się później żałuje.
Należycie do tych szczęśliwych? Super, gratulacje tak trzymać. Dla mnie jednak dziecko byłoby koszmarem, nie mam co do tego wątpliwości i to, że istnieją pozytywne historie w żaden sposób tego nie zmienia.

Przecież to jest kontynuacja Twojej dyskusji z Loką z innego wątku, w którym przekonywałaś ją, że na pewno noga jej się poślizgnie, a „świat i ludzie” ;-) ją zawiodą i sparzy się na swoich oczekiwaniach. To była próba ewidentnego przekonania Loki, że macierzyństwo oznacza równię pochyłą w dół, dół,.dół,..

Loka jak na razie jest takim samym teoretykiem jak każdy inny, a wypowiada się z zadufaniem godnym kogoś, kto co najmniej wychował całe przedszkole robiąc w trakcie tego doktorat.

Tak, jestem pewna, że ten jej idealny plan się nie uda, bo idealne plany i ich idealna realizacja nie istnieją w przyrodzie. O ironio, matki to potwierdziły.

Jak to nawet w tym wątku padło…

Legat napisał/a:

Chodzi o to, że nasze życie nie jest w naszych rękach, mimo że wydaje się nam zupełnie inaczej. Co uczy pokory. Często jest tak, że coś dzieje się wbrew naszej woli.

Akurat jestem z tych, którzy uważają, że moje życie spoczywa w moich rękach i oczywiście nie mamy na wszystko wpływu, ale w dużej mierze, to my decydujemy o swoich losach poprzez wybory i decyzje, które podejmujemy. Życie składa się z możliwości, także tych niewykorzystanych.

Sądzę, że Loka też jest z tych, co biorą swoje sprawy w swoje ręce. Nie czeka z załamanymi rękami, jak coś pójdzie niezgodnie z założeniami, tylko rozwiązuje problemy, koryguje kurs, nie zniechęca się trudnościami. Robisz z niej trochę odjechaną od rzeczywistości marzycielkę, ale ona twardo stoi na nogach, wie dokąd zmierza, ma swój plan i mapę, obrała kurs, który jest wg niej najlepszy, skompletowała team i działa. A to wcale nie znaczy, że nie liczy się z trudnościami. Sama pisała o tym, że może być różnie.

296 Ostatnio edytowany przez M!ri (2022-10-12 10:19:11)

Odp: On chce kiedyś dzieci, ona (najprawdopodobniej) nie.
MagdaLena1111 napisał/a:

Sądzę, że Loka też jest z tych, co biorą swoje sprawy w swoje ręce. Nie czeka z załamanymi rękami, jak coś pójdzie niezgodnie z założeniami, tylko rozwiązuje problemy, koryguje kurs, nie zniechęca się trudnościami. Robisz z niej trochę odjechaną od rzeczywistości marzycielkę, ale ona twardo stoi na nogach, wie dokąd zmierza, ma swój plan i mapę, obrała kurs, który jest wg niej najlepszy, skompletowała team i działa. A to wcale nie znaczy, że nie liczy się z trudnościami. Sama pisała o tym, że może być różnie.

Nie chodzi o to czy jest marzycielką czy twardo stąpa po ziemi, ale o pogardę z jaką wyraża się na temat tych, którzy na trudnościach się potknęli czy spotkało ich nieszczęście (a zaczęło się od dyskusji czy alimenty na żonę od męża, który ją kopnął w dupę są uczciwe czy nie). Bo skoro ona może to inni też. Nawet gdyby faktycznie miała to życie jak twierdzi, że będzie miała, to nadal świadczyłoby to o zadufaniu w sobie.

297 Ostatnio edytowany przez Lady Loka (2022-10-12 10:34:18)

Odp: On chce kiedyś dzieci, ona (najprawdopodobniej) nie.
M!ri napisał/a:
MagdaLena1111 napisał/a:
M!ri napisał/a:

Problem z Wami jest taki, że wkładacie w usta interlokutorów twierdzenia, które nigdy nie padły.

Ani ja ani nikt w tym wątku nie pisze, że nie ma szczęśliwych matek i dziecko zawsze oznacza katastrofę, której się później żałuje.
Należycie do tych szczęśliwych? Super, gratulacje tak trzymać. Dla mnie jednak dziecko byłoby koszmarem, nie mam co do tego wątpliwości i to, że istnieją pozytywne historie w żaden sposób tego nie zmienia.

Przecież to jest kontynuacja Twojej dyskusji z Loką z innego wątku, w którym przekonywałaś ją, że na pewno noga jej się poślizgnie, a „świat i ludzie” ;-) ją zawiodą i sparzy się na swoich oczekiwaniach. To była próba ewidentnego przekonania Loki, że macierzyństwo oznacza równię pochyłą w dół, dół,.dół,..

Loka jak na razie jest takim samym teoretykiem jak każdy inny, a wypowiada się z zadufaniem godnym kogoś, kto co najmniej wychował całe przedszkole robiąc w trakcie tego doktorat.

Tak, jestem pewna, że ten jej idealny plan się nie uda, bo idealne plany i ich idealna realizacja nie istnieją w przyrodzie. O ironio, matki to potwierdziły.

Przede wszystkim M!ri, ja już jedno dziecko mam. Zmarłe, ale dalej jest moim dzieckiem, a ja dalej jestem matką i Twoje zaklinanie rzeczywistości tego nie zmieni. Więc wszystkie teksty o tym, jak to życia nie zaznałam, matką nie byłam i dzieci nie mam uważam za potwornie nie na miejscu.

Druga sprawa jest taka, że jesteś maksymalną hipokrytką. Bo Ty dzieci nie masz, co nie przeszkadza Ci wypowiadać się w samych negatywach na temat ich posiadania, jakbyś wychowala ich kilka i zrobiła doktorat z tego, jak bardzo uprzykrzają one matkom życie. Wypowiadasz się na temat zarzyganych ubrań jakbyś co najmniej z trójkę wychowała i nabrała doświadczenia życiowego przy ciężkich dzieciach.

I mam taki plan jaki mam na mój powrót do pracy i na życie z dzieckiem i widzę po innych, że on jest całkowicie wykonalny, a biorąc pod uwagę to, że rozmawiałam o dzieciach z dzieciatymi koleżankami i żadna z nich mojej wizji nie wyśmiała, każda mówiła, że jak najbardziej wykonalne, to jednak ich opinie traktuje jako bardziej wjarygodne, zwłaszcza patrząc na to, że Ty swoją opinię na temat dzieci oparłaś w 100% na tym, co znalazłaś na żalowych grupach w internecie. Masz jakąś misję robienia z kobiet umęczonych, nawet kiedy one tego nie chcą?

Nikt Ci dzieci rodzić nie kazał. Nikt nie napisał, że robisz głupio czy że rodzenie dzieci to cel życiowy kobiety. Raczej wszyscy zaakceptowali Twoją decyzję, bo i nie ma co z nią dyskutować, to Twoja decyzja i super, że się jej trzymasz. Tylko teraz daj innym podejmować swoje decyzje zamiast im opowiadać, jak to będzie traumatycznie żyć z niemowlakiem.

Naprawdę taka dyskusja nie ma sensu, bo już pomijając rozmowę ze mną, to odleciałaś tak daleko, że wmawiasz ludziom z dziećmi, że na pewno ich życie z dziećmi nie było tak kolorowe, jak oni sami to przedstawiają, co jest absurdem totalnym.

Edit. Nigdzie w tamtym temacie nie pisałam o ludziach, którym życie nie wyszło albo się potknęli po drodze... odnosiłam się do konkretnego argumentu o tym, że kobieta z automatu powinna dostawać alimenty od męża na siebie, bo urodziła dziecko, nawet jeżeli od urodzenia dziecka minęło ponad 20 lat.

298

Odp: On chce kiedyś dzieci, ona (najprawdopodobniej) nie.
Lady Loka napisał/a:

Przede wszystkim M!ri, ja już jedno dziecko mam. Zmarłe, ale dalej jest moim dzieckiem, a ja dalej jestem matką i Twoje zaklinanie rzeczywistości tego nie zmieni. Więc wszystkie teksty o tym, jak to życia nie zaznałam, matką nie byłam i dzieci nie mam uważam za potwornie nie na miejscu.

To, że przydarzyło Ci się nieszczęście nie daje Ci immunitetu na krytykę. Stwierdzenie, że nie mierzyłaś się z problemem dziecka w żłobku/przedszkolu i powrotem do pracy przy małym dziecku nie jest szpilą, a stwierdzeniem faktu.

299

Odp: On chce kiedyś dzieci, ona (najprawdopodobniej) nie.
M!ri napisał/a:
Lady Loka napisał/a:

Przede wszystkim M!ri, ja już jedno dziecko mam. Zmarłe, ale dalej jest moim dzieckiem, a ja dalej jestem matką i Twoje zaklinanie rzeczywistości tego nie zmieni. Więc wszystkie teksty o tym, jak to życia nie zaznałam, matką nie byłam i dzieci nie mam uważam za potwornie nie na miejscu.

To, że przydarzyło Ci się nieszczęście nie daje Ci immunitetu na krytykę. Stwierdzenie, że nie mierzyłaś się z problemem dziecka w żłobku/przedszkolu i powrotem do pracy przy małym dziecku nie jest szpilą, a stwierdzeniem faktu.

Ale ja nigdzie nie napisałam, że się z takim problemem mierzyłam.

Za to pisałam, że mam sporo koleżanek, nawet w zespole w pracy, które wróciły po roku, mają dzieci w domu jednoczesnie pracując, albo dzieci są 2-3h w żłobku i dają sobie radę. Napisałam też, że mam miejsce pracy przyjazne rodzicom, co widzę, bo widzę jakie jest podejście do tych koleżanek. I dlatego widzę, że mój plan jest absolutnie realny, poza tym dla mnie to nie jest negocjowalne. Ja wracam do pracy po roku i to jest stwierdzenie przyszłego faktu. Powody są różne i nie mam zamiaru ich poruszać na forum.

Akurat jako ambitna zwolenniczka empatyzowania i wyciągania wniosków na podstawie doświadczeń innych ludzi powinnaś to zrozumieć doskonale.

300 Ostatnio edytowany przez MagdaLena1111 (2022-10-12 11:13:42)

Odp: On chce kiedyś dzieci, ona (najprawdopodobniej) nie.
M!ri napisał/a:
MagdaLena1111 napisał/a:

Sądzę, że Loka też jest z tych, co biorą swoje sprawy w swoje ręce. Nie czeka z załamanymi rękami, jak coś pójdzie niezgodnie z założeniami, tylko rozwiązuje problemy, koryguje kurs, nie zniechęca się trudnościami. Robisz z niej trochę odjechaną od rzeczywistości marzycielkę, ale ona twardo stoi na nogach, wie dokąd zmierza, ma swój plan i mapę, obrała kurs, który jest wg niej najlepszy, skompletowała team i działa. A to wcale nie znaczy, że nie liczy się z trudnościami. Sama pisała o tym, że może być różnie.

Nie chodzi o to czy jest marzycielką czy twardo stąpa po ziemi, ale o pogardę z jaką wyraża się na temat tych, którzy na trudnościach się potknęli czy spotkało ich nieszczęście (a zaczęło się od dyskusji czy alimenty na żonę od męża, który ją kopnął w dupę są uczciwe czy nie). Bo skoro ona może to inni też. Nawet gdyby faktycznie miała to życie jak twierdzi, że będzie miała, to nadal świadczyłoby to o zadufaniu w sobie.

Nigdy bym nie powiedziała, że to zadufanie w sobie, lecz prędzej, że jest to wiara w siebie, we własne możliwości, w swoją sprawczość.
Przecież w jakimś sensie przyciągamy to, co się dzieje w naszym życiu poprzez afirmację lub sabotowanie, albo poprzez reagowanie na jedne bodźce, informacje, zdarzenia a ignorowanie innych, albo karmienie w sobie lęków lub odwagi, albo wycofując się ze świata lub mierząc się z tym, co będzie, albo stawiając czoło przeciwnościom lub od nich uciekając, itd. itp.

Przecież to, co przedstawia Loka, to nie jest jakiś odjechany scenariusz na życie. Ona chce spełniać się zarówno jako matka, jak i zawodowo. Jak setki milionów kobiet na świecie. W tym celu dba o swoją ścieżkę zawodową. I wie, ile jest warta na rynku zawodowym, bo ma odpowiedni background, o który sama dba. A to forum wystarczająco wiele razy pokazało nam, jak się kończy skupianie się wyłącznie na jednym lub drugim. Lepiej wyciągać wnioski z cudzych błędów niż z własnych. Loka przewiduje różne rozwoje zdarzeń i się przed tymi możliwymi negatywnymi zabezpiecza. Tym się różnimy od innych ssaków, że mamy możliwość antycypowania i przeciwdziałania różnym zdarzeniom, więc cóż się dziwić, że ktoś się dziwi, że ktoś nie zadbał o siebie i ponosi tego konsekwencje?

301

Odp: On chce kiedyś dzieci, ona (najprawdopodobniej) nie.

M!ri
Ale po co ściemniasz?
Nie przedstawiłaś(popraw mnie jeżeli się mylę) żadnej dobrej wizji/historii posiadania dziecka. Twoje wypowiedzi to jedno wielkie czarnowidztwo posiadania dziecka co u Ciebie urasta do czarnej dziury, gdzie narodziny dziecka kończą się dla matki prawie że końcem życia/eutanazją i potem nic nie ma tylko długoletnie cierpienie..
Żaden argument(bynajmniej nie w celu zmiany Twojego zdania) do Ciebie nie trafia i zaczynam odnosić wrażenie że Twoje wypowiedzi i przykłady nie są kierowane do nas tylko Ty siebie utwierdzasz w tym że Twoja decyzja o nie posiadaniu dziecka jest jedynie słuszna.

302

Odp: On chce kiedyś dzieci, ona (najprawdopodobniej) nie.

Od siebie podsumuję tak. Magdalena, to o czym piszesz Ty i Loka przywodzi mi na myśl mema "o biedny śmieciowy kitku, gdybyś tylko wstawał wcześniej, dźwigał większy ciężar" big_smile Zrzymam się, bo przychodzę na forum poczytać o realnych doświadczeniach kobiet (!), takich z pierwszej ręki, a nie historie o idealnym życiu cudzych znajomych. Ja znam te wszystkie coachingi o afirmacjach i sabotowaniu, ale uważam, że ich miejsce jest na instagramie, a nie tutaj. W tamtym wątku wypowiedziało się kilka matek, każda cieszyła się z macierzyństwa, ale żadna nie rzygała tęczą. Wmawianie im, że wszystko w ich rękach, albo wytykanie słabej organizacji (tak jak Szeptuch), to zadufanie w sobie jak nic.

303 Ostatnio edytowany przez anna.zakochana (2022-10-12 11:26:55)

Odp: On chce kiedyś dzieci, ona (najprawdopodobniej) nie.

ten cytat Legat jest bardzo mądry.

ja myślę że rozmowa tutaj rozbiła się o definicję "poświęcania". chyba wszyscy się zgodzą że mówiąc "TAK" czemuś, jednocześnie mówimy "NIE" czemuś innemu. po prostu, nie mamy nieograniczonych zasobów.
mam dziecko i jestem szczęśliwa. ale pewnych rzeczy nie mogę zrobić. pewne plany są odłożone. i to jest naturalne. to był mój wybór.. ale nie do końca smile

bo..
wiecie jaki my mieliśmy plan? że pakujemy nasze miesięczne dziecko i jedziemy w podróż dookoła świata. tak, jestem z tych co uważają że dużo rzeczy się da zrobić. i zrobilibyśmy to. jestem pewna. zresztą myślę, że bylibyśmy dalej razem.
ale.. los chciał, że zamiast podróży dookoła świata miałam OIOM noworodkowy i wakacje w półciemnym pokoju przy respiratorze. to już nie był mój wybór.

ja byłam tam "tylko" 3 miesiące. poznałam mnóstwo innych mam, z baaaaaardzo różnych środkowisk. od dziewczyn z zabitych deskami wsi po dziewczyny które na oddział wchodziły w luiwitonie.
jedna koleżanka mieszkała w szpitalu ROK. inna wychodzi na 4-5 dni i wraca na 2 tygodnie. ma synka z taką chorobą której jest 7 przypadków na świecie. trwa to już ponad rok i będzie pewnie trwało jescze długo, być może dopóki chłopczyk nie umrze.

posłuchajcie koleżanki, która nie miała w sobie pokory i musiała się przekonać 'the hard way' że tą pokorę warto mieć.

304

Odp: On chce kiedyś dzieci, ona (najprawdopodobniej) nie.
bb8 napisał/a:

Od siebie podsumuję tak. Magdalena, to o czym piszesz Ty i Loka przywodzi mi na myśl mema "o biedny śmieciowy kitku, gdybyś tylko wstawał wcześniej, dźwigał większy ciężar" big_smile Zrzymam się, bo przychodzę na forum poczytać o realnych doświadczeniach kobiet (!), takich z pierwszej ręki, a nie historie o idealnym życiu cudzych znajomych. Ja znam te wszystkie coachingi o afirmacjach i sabotowaniu, ale uważam, że ich miejsce jest na instagramie, a nie tutaj. W tamtym wątku wypowiedziało się kilka matek, każda cieszyła się z macierzyństwa, ale żadna nie rzygała tęczą. Wmawianie im, że wszystko w ich rękach, albo wytykanie słabej organizacji (tak jak Szeptuch), to zadufanie w sobie jak nic.

Doskonale wiem, że są osoby, które uważają, że jeśli cokolwiek, to niewiele od nich zależy.
To też ich wybór ;-)

A ci, którzy wolą działać niż użalać się nad ślepym losem, niech działają :-))

305 Ostatnio edytowany przez anna.zakochana (2022-10-12 11:40:53)

Odp: On chce kiedyś dzieci, ona (najprawdopodobniej) nie.

no tak, ja mogłam się też nie żalić na los, zacząć działać, np. zalatwić sobie przenośny respirator i zabrać dziecko z OIOMU, nie? smile

306

Odp: On chce kiedyś dzieci, ona (najprawdopodobniej) nie.

Może będzie lepiej jak nie będziemy sprowadzać tego wątku do totalnego absurdu :-O

307

Odp: On chce kiedyś dzieci, ona (najprawdopodobniej) nie.
maku2 napisał/a:

M!ri
Ale po co ściemniasz?
Nie przedstawiłaś(popraw mnie jeżeli się mylę) żadnej dobrej wizji/historii posiadania dziecka.

Ale po co mam to robić? Czy ja piszę jakąś rozprawkę że muszę podać argumenty za i przeciw?

Pytałeś co kobieta poświęca dla dziecka. Odpowiedź skwitowałeś, że to bzdury.
Zaczepiałeś, o co chodzi z problemami z karierą zawodową przy dziecku. Znowu uznałeś, że to bzdury.
Zdanie innych to dla Ciebie bzdury.

308

Odp: On chce kiedyś dzieci, ona (najprawdopodobniej) nie.
anna.zakochana napisał/a:

no tak, ja mogłam się też nie żalić na los, zacząć działać, np. zalatwić sobie przenośny respirator i zabrać dziecko z OIOMU, nie? smile

A ktoś Ci tak powiedział? tongue wtedy się działa inaczej.
Jak miałam dziecko pod respiratorem to rozmawialiśmy o tym co się teraz zmieni, jakich fizjoterapeutów poszukać, gdzie się szczepi wcześniaki i kto którego dnia pójdzie na odwiedziny do szpitala tak, żebyśmy się z mężem mogli wymieniać (bo ja chciałam ze szpitala jak najszybciej wyjść, a moje siedzenie tam i tak nie miało sensu, bo do dziecka wpuszczali tylko raz dziennie na max 3h i mogłam sobie co najwyżej na dziecko popatrzeć, bo dotknąć już nie wolno było, żeby nie zmieniać temperatury wewnątrz inkubatora), plus mnie kupili laktator, bo na neonatologii chcieli ode mnie mleko, więc jeszcze rozgryzałam obsługę tego paskudztwa big_smile
Do tego codziennie pytaliśmy co im potrzeba kupić dla dziecka i od razu kupowaliśmy i zanosiliśmy to, co im akurat było potrzebne. Hamowaliśmy też teściowej zapędy w kupowaniu ubranek dla wcześniaków.

O to raczej chodzi w działaniu, a nie o to, żeby kupować przenośny respirator i zajmowac się dzieckiem w domu, bo wiadomo, że najlepsza opieka to jest w szpitalu smile

309

Odp: On chce kiedyś dzieci, ona (najprawdopodobniej) nie.

ale mówiąc że wszystko jest w naszych rękach właśnie jest sprowadzaniem tego do absurdu.

mnie dotknął Twój komentarz bo uruchomił we mnie tą bezsilność którą długo odczuwałam po urodzeniu dziecka.
to że totalnie nie miałam losu w swoich rękach. to okropne uczucie.

więc cały czas proszę o nieco więcej pokory bo nigdy nie wiecie co Was w życiu czeka.

310 Ostatnio edytowany przez anna.zakochana (2022-10-12 12:07:42)

Odp: On chce kiedyś dzieci, ona (najprawdopodobniej) nie.
Lady Loka napisał/a:
anna.zakochana napisał/a:

no tak, ja mogłam się też nie żalić na los, zacząć działać, np. zalatwić sobie przenośny respirator i zabrać dziecko z OIOMU, nie? smile

A ktoś Ci tak powiedział? tongue wtedy się działa inaczej.
Jak miałam dziecko pod respiratorem to rozmawialiśmy o tym co się teraz zmieni, jakich fizjoterapeutów poszukać, gdzie się szczepi wcześniaki i kto którego dnia pójdzie na odwiedziny do szpitala tak, żebyśmy się z mężem mogli wymieniać (bo ja chciałam ze szpitala jak najszybciej wyjść, a moje siedzenie tam i tak nie miało sensu, bo do dziecka wpuszczali tylko raz dziennie na max 3h i mogłam sobie co najwyżej na dziecko popatrzeć, bo dotknąć już nie wolno było, żeby nie zmieniać temperatury wewnątrz inkubatora), plus mnie kupili laktator, bo na neonatologii chcieli ode mnie mleko, więc jeszcze rozgryzałam obsługę tego paskudztwa big_smile
Do tego codziennie pytaliśmy co im potrzeba kupić dla dziecka i od razu kupowaliśmy i zanosiliśmy to, co im akurat było potrzebne. Hamowaliśmy też teściowej zapędy w kupowaniu ubranek dla wcześniaków.

O to raczej chodzi w działaniu, a nie o to, żeby kupować przenośny respirator i zajmowac się dzieckiem w domu, bo wiadomo, że najlepsza opieka to jest w szpitalu smile

takie działania są dla mnie oczywiste. akurat ja nie mam wcześniaka, sprawa jest zupełnie inna i bardzo nietypowa więc i leczenie nietypowe. ale wszystko o czym piszesz miałam dopięte na ostatni guzik. KPI byłam rok.
(a hamowanie kupowania ubranek cdewowałam na siostrę)

chodzi o to żeby nie mówić że wszystko jest w naszych rękach bo nie jest

311

Odp: On chce kiedyś dzieci, ona (najprawdopodobniej) nie.

Loka, Twoje przeżycia są nie do pozazdroszczenia, ale jak to się wszystko ma do meritum? Forsujecie pogląd, że wszystko w naszych rękach, a jak widać życie zaskakuje, zaskoczyło i Ciebie i Annę.

312

Odp: On chce kiedyś dzieci, ona (najprawdopodobniej) nie.
anna.zakochana napisał/a:

ale mówiąc że wszystko jest w naszych rękach właśnie jest sprowadzaniem tego do absurdu.

mnie dotknął Twój komentarz bo uruchomił we mnie tą bezsilność którą długo odczuwałam po urodzeniu dziecka.
to że totalnie nie miałam losu w swoich rękach. to okropne uczucie.

więc cały czas proszę o nieco więcej pokory bo nigdy nie wiecie co Was w życiu czeka.

Mój komentarz? Ten?

MagdaLena1111 napisał/a:

Akurat jestem z tych, którzy uważają, że moje życie spoczywa w moich rękach i oczywiście nie mamy na wszystko wpływu, ale w dużej mierze, to my decydujemy o swoich losach poprzez wybory i decyzje, które podejmujemy. Życie składa się z możliwości, także tych niewykorzystanych.

Czy tam jest napisane, że WSZYSTKO w naszych rękach?

Chcesz się użalać nad swoim losem? Szukasz na tym forum uwagi i współczucia? OK. Rozumiem to, ale jak będziesz czytać wybiorczo, to poczucie bezsilności gwarantowane.

313

Odp: On chce kiedyś dzieci, ona (najprawdopodobniej) nie.
MagdaLena1111 napisał/a:
anna.zakochana napisał/a:

ale mówiąc że wszystko jest w naszych rękach właśnie jest sprowadzaniem tego do absurdu.

mnie dotknął Twój komentarz bo uruchomił we mnie tą bezsilność którą długo odczuwałam po urodzeniu dziecka.
to że totalnie nie miałam losu w swoich rękach. to okropne uczucie.

więc cały czas proszę o nieco więcej pokory bo nigdy nie wiecie co Was w życiu czeka.

Mój komentarz? Ten?

MagdaLena1111 napisał/a:

Akurat jestem z tych, którzy uważają, że moje życie spoczywa w moich rękach i oczywiście nie mamy na wszystko wpływu, ale w dużej mierze, to my decydujemy o swoich losach poprzez wybory i decyzje, które podejmujemy. Życie składa się z możliwości, także tych niewykorzystanych.

Czy tam jest napisane, że WSZYSTKO w naszych rękach?

Chcesz się użalać nad swoim losem? Szukasz na tym forum uwagi i współczucia? OK. Rozumiem to, ale jak będziesz czytać wybiorczo, to poczucie bezsilności gwarantowane.

nie, ten:

MagdaLena1111 napisał/a:

Doskonale wiem, że są osoby, które uważają, że jeśli cokolwiek, to niewiele od nich zależy.
To też ich wybór ;-)

A ci, którzy wolą działać niż użalać się nad ślepym losem, niech działają :-))


w sumie aktualnie to jestem już bardiej dla rozrywki, ale miło byłoby gdyby ludzie podchodzili z większą empatią wink

314

Odp: On chce kiedyś dzieci, ona (najprawdopodobniej) nie.

I czy w tym nowym cytowaniu jest napisane, że wszystko od nas zależy? Nie zauważyłam.
Powtarzam, czytasz wybiórczo. Podchwytujesz treści, które pozwalają Ci tkwić w poczuciu bycia ofiarą losu.
Fakt. Mnie akurat z ofiarami losu trudno rezonować. Wolę szukać rozwiązań, ale też trudno na forum dziecko uleczyć.

315 Ostatnio edytowany przez anna.zakochana (2022-10-12 12:23:40)

Odp: On chce kiedyś dzieci, ona (najprawdopodobniej) nie.

słaby strzał, też nieuważnie czytasz, bo wyszłam z tej całej sytuacji najlepiej jak mogłam, lepiej się nie dało, wyciągnęłam dużo lekcji, więc daleko mi do ofiary losu wink

opisuję swoje uczucia i przeżycia żeby ktoś mógł się natomiast na nich czegoś nauczyć nie musząc ich doświadczać.czyli np. właśnie pokory wobec życia.
nie po to żeby się użalać. tylko żeby pokazać że życie jest nieprzewidywalne.

zresztą zawsze się w życiu podnosiłam ze wszystkiego i owszem, polecam. generalnie ja się w wielu miejscach z Tobą i Loką zgadzam, nie uważam że dzieci to koniec świata i nigdy nie pojadę na wycieczkę i nie rozumiem rodziców którzy np. mówią że się nie da na wakacje pojechać. i różne takie. ale wciąż uważam, że brakuje Wam trochę pokory.

316

Odp: On chce kiedyś dzieci, ona (najprawdopodobniej) nie.

Jak sobie poradziłaś, to brawa dla Ciebie :-) Tak trzymaj, bo jednak masz predyspozycje do patrzenia na siebie w kategoriach ofiary losu ;-)

Cieszę się, że się zgadzasz ze mną i Loką, że da się pogodzić macierzyństwo z innymi obszarami życia i że nie jest żadną ekwilibrystyka dbanie o więcej niż jedną życiową rolę, mimo że czasami bywa trudno, bo chodzi o to, żeby z trudnościami się mierzyć. A i zdarzają się takie sytuacje, które uniemożliwiają realizację wszystkich planów, wtedy wprowadza się do planów konieczne korekty i zmiany ;-)

317 Ostatnio edytowany przez Lady Loka (2022-10-12 12:52:33)

Odp: On chce kiedyś dzieci, ona (najprawdopodobniej) nie.
anna.zakochana napisał/a:

słaby strzał, też nieuważnie czytasz, bo wyszłam z tej całej sytuacji najlepiej jak mogłam, lepiej się nie dało, wyciągnęłam dużo lekcji, więc daleko mi do ofiary losu wink

opisuję swoje uczucia i przeżycia żeby ktoś mógł się natomiast na nich czegoś nauczyć nie musząc ich doświadczać.czyli np. właśnie pokory wobec życia.
nie po to żeby się użalać. tylko żeby pokazać że życie jest nieprzewidywalne.

zresztą zawsze się w życiu podnosiłam ze wszystkiego i owszem, polecam. generalnie ja się w wielu miejscach z Tobą i Loką zgadzam, nie uważam że dzieci to koniec świata i nigdy nie pojadę na wycieczkę i nie rozumiem rodziców którzy np. mówią że się nie da na wakacje pojechać. i różne takie. ale wciąż uważam, że brakuje Wam trochę pokory.

Anno, brak dostrzegalnej pokory nie oznacza braku akceptacji tego, że życie może przynieść różne rzeczy.

Mam takie wrażenie, że po prostu nasze przeżycia zadziałały na nas na różne sposoby. Ty nabrałaś pokory, mnie bardziej zahartowało i pokory wyzbyło. Czy uważam, że moja postawa jest lepsza od Twojej? Nie. Uważam, że są inne i nieporównywalne. Ja oczywiście zakładam, że życie pisze różne scenariusze. Byłabym skończoną idiotką nie biorąc tego pod uwagę.
A jednocześnie jakbym teraz miała siedzieć i analizować co zrobię, jak kolejny raz mi dziecko umrze, to bym tylko leżała w łóżku i płakała, ewentualnie płakała na fotelu u mojej psycholog. Albo bym tu nie pisała, bo by mnie już na świecie nie było.

Pokora dała mi tyle, że wiem, że tym razem jak sama sobie nie ogarnę najlepszej opieki, to nikt tego za mnie nie zrobi. Więc sorry, ale pokora jest w szafie, a ja zrobię absolutnie wszystko i poruszę wszelkie środki które mam, żeby tym razem mieć zdrowe dziecko. A jak się nie uda, to tym razem będę wiedzieć, że zrobiłam wszystko co się dało, a nie zdałam się na los.

Edit. Tak jeszcze myślę, że gdyby to był dla mnie moment pogodzenia się z życiem, ze śmiercią dziecka czy z tym, że kolejne ciąże są nierozsądne, to pewnie tej pokory byłoby więcej, bo by mi była potrzebna.
Ale ja nie jestem na tym etapie, tylko na etapie walki o życie kolejnego dziecka, a potem będę na etapie walki o odszkodowanie ze szpitala, w którym rodziłam poprzednio, więc ta pokora w mojej sytuacji nie jest czymś, co pomaga, a raczej czymś, co przeszkadza wink

318 Ostatnio edytowany przez anna.zakochana (2022-10-12 12:57:34)

Odp: On chce kiedyś dzieci, ona (najprawdopodobniej) nie.

widzisz, tutaj się z Tobą w 100% zgadzam. wink może znowu rozbija się o definicję pokory.

pokora to dla mnie np. w tej sytuacji ostatnie Twoje zdanie, czyli mimo najlepszej opieki - dalej może się coś stać. ale to nie znaczy że tej opieki nie będę brała.
dla mnie pokora to nie użalanie się i leżenie w łóżku, tylko zrozumienie że są różne sytuacje życiowe i że nie zawsze będzie tak jak chcemy, nawet jak zrobimy wszystko żeby tak było.

i pokora to też dla mnie przymowanie tych syutacji, ich akceptacja i radzenie sobie z nimi właśnie zamiast użalania. (vide rzeczy które zarówno ja jak i Ty robiłyśmy mając dziecko w szpitalu. ja siedziałam pół dnia przy niej,  miałam mnóstwo załamek, ale np. zamówiłam sobie legimi i czytałam książki żeby ten czas jak najlepiej wykorzystać mimo wszystko). ale też pokora to dla mnie nie zaprzeczanie uczuciom i tego że czasem JEST trudno. np. z Twojego poprzedniego posta bije tylko duma z tego jak sobie poradziłaś - i super, że duma jest ale nie ma tam cierpienia. a przecież było.

edit: kumam. ma to sens.

319

Odp: On chce kiedyś dzieci, ona (najprawdopodobniej) nie.

Może po prostu akurat tak mnie odbierasz? Bo mnie jest do dumy daleko, zresztś z czego mam być tam dumna? Z zanoszenia kremu? No bez jaj big_smile nie, raczej stwierdzałam fakty po prostu. Bez emocji, bo akurat tak mam. W cierpieniu to taplam się we własnym temacie wink i na fotelu u pani psycholog. Ale staram się tego teraz często nie robić, bo wiem, że to mi tylko nasila stres i obawy o obecną ciążę. Odchoruję to pewnie, zdaję sobie z tego sprawę, ale to potem. Dopóki jestem w stanie to zepchnąć w tył głowy i funkcjonować normalnie to tak robię, bo to jest aktualnie najzdrowsze rozwiązanie dla dziecka. Im więlszy stres w ciąży ma matka, tym bardziej znerwicowane potem dziecko, więc znowu staram się brać sprawy we własne ręce i jak najbardziej dziecku ten stres ograniczać, chociaż wiadomo, że nie wyeliminuję go całkowicie.

Może faktycznie rozbija się o definicje, skoro chodzi nam mniej więcej o to samo.

320 Ostatnio edytowany przez Szeptuch (2022-10-12 15:47:42)

Odp: On chce kiedyś dzieci, ona (najprawdopodobniej) nie.

Nie będę sie wpieprzał w sama dyskusje, bo zaraz znów usłyszę żem samiec i to bez biologicznego dziecka, wiec niewiele się znam..
Ale.
Co do pokory..
Jest takie powiedzenie "bądź cichy i pokornego serca"
Świat takich ludzi nie lubi ,oj nie lubi.
Mówi się że "świat uczy pokory"
Kiedyś myślałem że bycie pokornym to zaleta, że pokora do życia to zaleta, że dzięki temu trafnie oceniamy, czy to nasze szanse,czy słabości,oraz zagrożenia jakie z tego wynikają.
Niedawno złapałem sie na takich przemyśleniach, że to bzdura, że to usprawiedliwianie słabości.
że pycha jest lepszym doradcą.
Bo na tym świecie wszystko ustępuje brutalnej sile.
im masz jej więcej,im bardziej jesteś w stanie narzucić swoja wole, tym bardziej wolny jesteś.
W mojej pracy, w tej ale przede wszystkim  poprzedniej firmie,każdy pokorny wylatywał po kilku dniach.
Jedynie gdzie teraz widzę miejsce na pokorę to rodzina.
W rodzinie można okazać słabość, a nawet trzeba,w rodzinie  jesteś bezpieczny.
ale w świecie poza rodzinom, trzeba być okrutnymi pysznym , tylko tak przetrwasz,i zapewnisz dostatek rodzinie.

321

Odp: On chce kiedyś dzieci, ona (najprawdopodobniej) nie.
Szeptuch napisał/a:

Nie będę sie wpieprzał w sama dyskusje, bo zaraz znów usłyszę żem samiec i to bez biologicznego dziecka, wiec niewiele się znam..
Ale.
Co do pokory..
Jest takie powiedzenie "bądź cichy i pokornego serca"
Świat takich ludzi nie lubi ,oj nie lubi.
Mówi się że "świat uczy pokory"
Kiedyś myślałem że bycie pokornym to zaleta, że pokora do życia to zaleta, że dzięki temu trafnie oceniamy, czy to nasze szanse,czy słabości,oraz zagrożenia jakie z tego wynikają.
Niedawno złapałem sie na takich przemyśleniach, że to bzdura, że to usprawiedliwianie słabości.
że pycha jest lepszym doradcą.
Bo na tym świecie wszystko ustępuje brutalnej sile.
im masz jej więcej,im bardziej jesteś w stanie narzucić swoja wole, tym bardziej wolny jesteś.
W mojej pracy, w tej ale przede wszystkim  poprzedniej firmie,każdy pokorny wylatywał po kilku dniach.
Jedynie gdzie teraz widzę miejsce na pokorę to rodzina.
W rodzinie można okazać słabość, a nawet trzeba,w rodzinie  jesteś bezpieczny.
ale w świecie poza rodzinom, trzeba być okrutnymi pysznym , tylko tak przetrwasz,i zapewnisz dostatek rodzinie.

A kto powiedział, że pokora to słabość?
Wszystko wymaga balansu.

"Pokora – cnota moralna, która w ogólnym rozumieniu polega na uznaniu własnej ograniczoności, niewywyższaniu się ponad innych i unikaniu chwalenia się swoimi dokonaniami. Jak mówi znany holenderski psychiatra, Gerard J. M. van den Aardweg: "Pokora jest warunkiem uzyskania dojrzałości duchowej oraz psychicznej". Wikipedia"

322

Odp: On chce kiedyś dzieci, ona (najprawdopodobniej) nie.
wieka napisał/a:

A kto powiedział, że pokora to słabość?
Wszystko wymaga balansu.

"Pokora – cnota moralna, która w ogólnym rozumieniu polega na uznaniu własnej ograniczoności, niewywyższaniu się ponad innych i unikaniu chwalenia się swoimi dokonaniami. Jak mówi znany holenderski psychiatra, Gerard J. M. van den Aardweg: "Pokora jest warunkiem uzyskania dojrzałości duchowej oraz psychicznej". Wikipedia"

Jeszcze niedawno się z tym zgadzałem, ale teraz już nie,uważam że to nieprawda.

Trzeba wywyższać się ponad innymi i trzeba chwalić się swoimi dokonaniami.
Ponieważ jeżeli sam tego nie zrobisz,to nikt tego nie zrobi.
(oczywiście,jak pisałem wyżej z wył rodziny)

323 Ostatnio edytowany przez maku2 (2022-10-12 20:45:53)

Odp: On chce kiedyś dzieci, ona (najprawdopodobniej) nie.
M!ri napisał/a:

Ale po co mam to robić? Czy ja piszę jakąś rozprawkę że muszę podać argumenty za i przeciw?

Bo wtedy Twoje wypowiedzi ze stronniczych zrobią się merytoryczne?

M!ri napisał/a:

Pytałeś co kobieta poświęca dla dziecka. Odpowiedź skwitowałeś, że to bzdury.

Tak napisałem że to bzdura bo napisałaś

M!ri napisał/a:

Borze szumiący, wszystko. Już nie będzie mogła wstać pięknego ranka i stwierdzić, że jedzie do afryki pomagać ratować słoniątka. Albo, że w ogóle nie wstaje z łóżka, bo nie ma ochoty.
Dziecko to kotwica i ciężar na całe życie. Nie można oddać, gdy się znudzi.

- ratowanie słoniątka
- kotwica i ciężar na CAŁE życie
przecież to są bzdurne przykłady poświecenia, przynajmniej ja tak to widzę, mam czarować?
Tylwyth Teg do której kierowałem pytanie bardziej się postarała.

M!ri napisał/a:

Zaczepiałeś, o co chodzi z problemami z karierą zawodową przy dziecku. Znowu uznałeś, że to bzdury.

Ponownie - tak napisałem że bzdura bo napisałaś to

M!ri napisał/a:

Kiedyś musiała je urodzić, więc jest w plecy ze stażem w pracy

Na co Ci odpisałem

maku2 napisał/a:

Gdzie Ty pracujesz i co za bzdury piszesz?
Stażowe leci gdy kobieta jest zatrudniona i ciąża, macierzyński itd. tego nie wstrzymuje.

Czy to nie była bzdura co napisałaś?
Poważnie to słowo BZDURA tak Ciebie ubodło że strzelisz focha - daj spokój, też mi napisz że pisze bzdury i będzie kwita.

324 Ostatnio edytowany przez anna.zakochana (2022-10-12 22:37:40)

Odp: On chce kiedyś dzieci, ona (najprawdopodobniej) nie.
Szeptuch napisał/a:
wieka napisał/a:

A kto powiedział, że pokora to słabość?
Wszystko wymaga balansu.

"Pokora – cnota moralna, która w ogólnym rozumieniu polega na uznaniu własnej ograniczoności, niewywyższaniu się ponad innych i unikaniu chwalenia się swoimi dokonaniami. Jak mówi znany holenderski psychiatra, Gerard J. M. van den Aardweg: "Pokora jest warunkiem uzyskania dojrzałości duchowej oraz psychicznej". Wikipedia"

Jeszcze niedawno się z tym zgadzałem, ale teraz już nie,uważam że to nieprawda.

Trzeba wywyższać się ponad innymi i trzeba chwalić się swoimi dokonaniami.
Ponieważ jeżeli sam tego nie zrobisz,to nikt tego nie zrobi.
(oczywiście,jak pisałem wyżej z wył rodziny)

wywyższać się to co innego niż chwalić dokonaniami / być z nich dumny. pokora nie oznacza od razu skromności.
wywyższać się znaczy pokazywać że jest się lepszym od kogoś. niezależnie od tego co osiągnąłeś. i jest to zawsze negatywne.
można być pokornym ale dumnym z tego co się osiągnęło. można o tym mówić a wciąż mieć pokorę.
chciałabym napisać, że mam nadzieję że po prostu mylisz pojęcia, ale trochę w swoich wypowiedziach jednak pokazałeś że to wywyższanie się dla Ciebie faktycznie jest wartością.

a odnosząc się do Twojego przykładu z pracy - nie ma nikogo kogo się bardziej w miejscu pracy nie lubi niż osoby które się wywyższają a nie mają żadnych osiągnieć smile
ja pokory długo nie miałam, ale ratowały mnie moje bardzo wysokie kompetencje. ale wbrew temu co piszesz, uważam że mogłam osiągnąć jeszcze więcej, do swoich osiągnięc dodając pokorę.

325

Odp: On chce kiedyś dzieci, ona (najprawdopodobniej) nie.
anna.zakochana napisał/a:
Szeptuch napisał/a:
wieka napisał/a:

A kto powiedział, że pokora to słabość?
Wszystko wymaga balansu.

"Pokora – cnota moralna, która w ogólnym rozumieniu polega na uznaniu własnej ograniczoności, niewywyższaniu się ponad innych i unikaniu chwalenia się swoimi dokonaniami. Jak mówi znany holenderski psychiatra, Gerard J. M. van den Aardweg: "Pokora jest warunkiem uzyskania dojrzałości duchowej oraz psychicznej". Wikipedia"

Jeszcze niedawno się z tym zgadzałem, ale teraz już nie,uważam że to nieprawda.

Trzeba wywyższać się ponad innymi i trzeba chwalić się swoimi dokonaniami.
Ponieważ jeżeli sam tego nie zrobisz,to nikt tego nie zrobi.
(oczywiście,jak pisałem wyżej z wył rodziny)

wywyższać się to co innego niż chwalić dokonaniami / być z nich dumny. pokora nie oznacza od razu skromności.
wywyższać się znaczy pokazywać że jest się lepszym od kogoś. niezależnie od tego co osiągnąłeś. i jest to zawsze negatywne.
można być pokornym ale dumnym z tego co się osiągnęło. można o tym mówić a wciąż mieć pokorę.
chciałabym napisać, że mam nadzieję że po prostu mylisz pojęcia, ale trochę w swoich wypowiedziach jednak pokazałeś że to wywyższanie się dla Ciebie faktycznie jest wartością.

a odnosząc się do Twojego przykładu z pracy - nie ma nikogo kogo się bardziej w miejscu pracy nie lubi niż osoby które się wywyższają a nie mają żadnych osiągnieć smile
ja pokory długo nie miałam, ale ratowały mnie moje bardzo wysokie kompetencje. ale wbrew temu co piszesz, uważam że mogłam osiągnąć jeszcze więcej, do swoich osiągnięc dodając pokorę.

no nie bardzo.
Raz piszesz że:"wywyższać się to co innego niż chwalić dokonaniami / być z nich dumny"
A linijkę później:
"wywyższać się znaczy pokazywać że jest się lepszym od kogoś. niezależnie od tego co osiągnąłeś. i jest to zawsze negatywne."

Wywyższanie  się to co innego niż chwalenie dokonaniami mówisz, ale czym innym jest pochwalenie się dokonaniami jak pokazaniem że jest sie lepszym od innym.
tam gdzie jest zwycięzca , musi być i przegrany.
tylko w bajkach dla dzieci wszyscy wygrywają, prawdziwe życie takie nie jest,nie chwycimy sie za rączki i nie zaśpiewamy "Kumbaya my Lord, kumbaya "
Jak pochwalisz się  kolegą z pracy że zdobyłeś awans, i że teraz będziesz ich szefem, to jesteś wywyższony ponad nimi, taka jest konsekwencja.

Wiesz że tak działają autorytety, idole?
Są to osoby wywyższone ponad społeczeństwa, z rożnych powodów, i w rożnych dziedzinach,to nie istotne, ale sa to cele,szczyty które staramy sie zdobywać.
Fakt że czujemy że oni sa lepsi od nas,to motywuje nas do pracy, do rozwoju, do zdobywania tych szczytów.

I nie,nie ma nic złego w powiedzeniu "jestem od ciebie lepszy", bo normalnych ludzi motywuje to do rozwoju.

Posty [ 261 do 325 z 341 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 6 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » On chce kiedyś dzieci, ona (najprawdopodobniej) nie.

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026