I gdzie znów widzisz problem?
Problem moim zdaniem jest taki, ze w gospodarstwie nie można przeprowadzić sztywnego podziału co kto będzie robił. Ponadto gdy mąż weźmie na siebie zbyt dużo, to :
-po pierwsze Kleoma nie będzie mogła liczyć na żadną pomoc w domu ,
a niby dlaczego ona ma wszystkie domowe wykonywać sama? - bo jest kobietą to może prać sprzątać i gotować bez udziału męża?
- po drugie gdy mąż nie będzie w stanie wykonać obowiązków przy koniach to ona będzie musiała je przejąć. Tak, będzie musiała, bo koń to nie jest przedmiot, którego na jakiś czas można nie używać albo nic przy nim nie robić.
Jak nawarstwią się problemy, to jak tutaj już ktoś pisał, można wziąć rozwód, tylko czy to jest ciekawa perspektywa na stare lata? Które z nich wtedy skorzysta na rozstaniu? Chyba te konie ![]()
Kleoma nie będzie mogła liczyć na żadną pomoc w domu ,
a niby dlaczego ona ma wszystkie domowe wykonywać sama? - bo jest kobietą to może prać sprzątać i gotować bez udziału męża?
- po drugie gdy mąż nie będzie w stanie wykonać obowiązków przy koniach to ona będzie musiała je przejąć.
Zaraz, zaraz - on ma obowiązek jej pomagać, ale gdyby się zdarzyło, ze ona miałaby pomoc jemu, to już dramat, tak?
Biedulek wie że jest za głupi żeby o sobie decydować?
Bo raczej nie ma 15 lat i jest dzieckiem pod twoją "opieką" ?
Kleoma, zmiany są bolesne, szczególnie dla kogoś kto sobie wszystko poukładał, a teraz wszystko runęło i od nowa trzeba budować rozkład dnia. Trzy miesiące to chyba dość czasu na przemyślenia?
136 2022-10-15 10:08:32 Ostatnio edytowany przez wieka (2022-10-15 10:13:14)
Problem moim zdaniem jest taki, ze w gospodarstwie nie można przeprowadzić sztywnego podziału co kto będzie robił. Ponadto gdy mąż weźmie na siebie zbyt dużo, to :
-po pierwsze Kleoma nie będzie mogła liczyć na żadną pomoc w domu ,
a niby dlaczego ona ma wszystkie domowe wykonywać sama? - bo jest kobietą to może prać sprzątać i gotować bez udziału męża?
- po drugie gdy mąż nie będzie w stanie wykonać obowiązków przy koniach to ona będzie musiała je przejąć. Tak, będzie musiała, bo koń to nie jest przedmiot, którego na jakiś czas można nie używać albo nic przy nim nie robić.Jak nawarstwią się problemy, to jak tutaj już ktoś pisał, można wziąć rozwód, tylko czy to jest ciekawa perspektywa na stare lata? Które z nich wtedy skorzysta na rozstaniu? Chyba te konie
Jak nie będzie mógł robić, to może sprzedać, a Kleoma w domu raczej pomocy nie potrzebuje, bardziej towarzystwa, bo on przesiedzi w stajni.
Ale nie da dogodzić...
Jedne kobiety wolą, żeby mąż się realizował w pracy, zarabiał kasę i nie siedział w domu jak wrzód...
Drugie wolą mieć męża stałe koło siebie, jak Kleoma.
Agnes76 napisał/a:Kleoma nie będzie mogła liczyć na żadną pomoc w domu ,
a niby dlaczego ona ma wszystkie domowe wykonywać sama? - bo jest kobietą to może prać sprzątać i gotować bez udziału męża?
- po drugie gdy mąż nie będzie w stanie wykonać obowiązków przy koniach to ona będzie musiała je przejąć.Zaraz, zaraz - on ma obowiązek jej pomagać, ale gdyby się zdarzyło, ze ona miałaby pomoc jemu, to już dramat, tak?
Ja nie jestem w stanie pomagać przy koniach.
Jestem chora, mam arytmię serca, wstawiony rozrusznik, nadciśnienie, cukrzycę, AZW, co kilka miesięcy mam żółtaczkę i jeszcze kilka innych chorób.
Nie mogę dźwigać, nie podniosę wiadra z wodą, kostki słomy, bardzo źle się czuję w upały, w zanieczyszczonym kurzem środowisku.
Funkcjonuję sobie jakoś w domu, daję radę powolutku posprzątać, ugotować, upiec i inne domowe prace.
Zajmuje się też ogródkiem, mam ogrom kwiatów, warzywa.
Jednak wszystko z przerwami na odpoczynek.
To co ktoś zrobiłby w godzinę, mnie zajmuje 2-3 godziny.
I potrzebuję pomocy przy cięższych pracach, których nie da się rozdzielić.
Bo o ile mogę np. pranie z pralki wynosić do powieszenia po 2-3 sztuki a nie cały kosz kilkukilogramowy to już np. komody czy łóżka do posprzątania pod nimi już nie przesunę.
138 2022-10-15 12:20:07 Ostatnio edytowany przez Kleoma (2022-10-15 12:20:47)
Agnes76 napisał/a:Problem moim zdaniem jest taki, ze w gospodarstwie nie można przeprowadzić sztywnego podziału co kto będzie robił. Ponadto gdy mąż weźmie na siebie zbyt dużo, to :
-po pierwsze Kleoma nie będzie mogła liczyć na żadną pomoc w domu ,
a niby dlaczego ona ma wszystkie domowe wykonywać sama? - bo jest kobietą to może prać sprzątać i gotować bez udziału męża?
- po drugie gdy mąż nie będzie w stanie wykonać obowiązków przy koniach to ona będzie musiała je przejąć. Tak, będzie musiała, bo koń to nie jest przedmiot, którego na jakiś czas można nie używać albo nic przy nim nie robić.Jak nawarstwią się problemy, to jak tutaj już ktoś pisał, można wziąć rozwód, tylko czy to jest ciekawa perspektywa na stare lata? Które z nich wtedy skorzysta na rozstaniu? Chyba te konie
Jak nie będzie mógł robić, to może sprzedać, a Kleoma w domu raczej pomocy nie potrzebuje, bardziej towarzystwa, bo on przesiedzi w stajni.
Ale nie da dogodzić...Jedne kobiety wolą, żeby mąż się realizował w pracy, zarabiał kasę i nie siedział w domu jak wrzód...
Drugie wolą mieć męża stałe koło siebie, jak Kleoma.
Ja wcale nie chcę aby on koniecznie był cały czas przy mnie w domu.
Pisałam wcześniej, że chciałabym aby miał pracę blisko domu, od poniedziałku do piątku, bez nadgodzin.
Lecz jeśli takiej nie ma lub on nie chce tak to niech sobie będzie w domu i zajmie się czymś mniej uciążliwym niż konie.
Do konia trzeba pójść kilka razy dziennie bez względu na pogodę, temperaturę, święto, swoje samopoczucie.
wieka napisał/a:Agnes76 napisał/a:Problem moim zdaniem jest taki, ze w gospodarstwie nie można przeprowadzić sztywnego podziału co kto będzie robił. Ponadto gdy mąż weźmie na siebie zbyt dużo, to :
-po pierwsze Kleoma nie będzie mogła liczyć na żadną pomoc w domu ,
a niby dlaczego ona ma wszystkie domowe wykonywać sama? - bo jest kobietą to może prać sprzątać i gotować bez udziału męża?
- po drugie gdy mąż nie będzie w stanie wykonać obowiązków przy koniach to ona będzie musiała je przejąć. Tak, będzie musiała, bo koń to nie jest przedmiot, którego na jakiś czas można nie używać albo nic przy nim nie robić.Jak nawarstwią się problemy, to jak tutaj już ktoś pisał, można wziąć rozwód, tylko czy to jest ciekawa perspektywa na stare lata? Które z nich wtedy skorzysta na rozstaniu? Chyba te konie
Jak nie będzie mógł robić, to może sprzedać, a Kleoma w domu raczej pomocy nie potrzebuje, bardziej towarzystwa, bo on przesiedzi w stajni.
Ale nie da dogodzić...Jedne kobiety wolą, żeby mąż się realizował w pracy, zarabiał kasę i nie siedział w domu jak wrzód...
Drugie wolą mieć męża stałe koło siebie, jak Kleoma.
Ja wcale nie chcę aby on koniecznie był cały czas przy mnie w domu.
Pisałam wcześniej, że chciałabym aby miał pracę blisko domu, od poniedziałku do piątku, bez nadgodzin.
Lecz jeśli takiej nie ma lub on nie chce tak to niech sobie będzie w domu i zajmie się czymś mniej uciążliwym niż konie.
Do konia trzeba pójść kilka razy dziennie bez względu na pogodę, temperaturę, święto, swoje samopoczucie.
I jeszcze trzeba je obserwować, nie mówiąc, że przyjemnością jest samo patrzenie na konie.
Ale na pewno w cięższych pracach domowych też by Cię odciążył, skoro jesteś chora, nie będzie pracował non stop cały dzień.
W tej sytuacji, to jedynie musiałabyś mu zaproponować inną pracę i go do tego przekonać, ale sama też nie masz pomysłu co i gdzie mógłby robić, żeby też był zadowolony.
Wymyśliłam dla niego kilka propozycji.
Ma z czego wybierać.
A poza tym przypomniałam mu co mi obiecywał gdy mi proponował małżeństwo.
Wymyśliłam dla niego kilka propozycji.
Ma z czego wybierać.
A poza tym przypomniałam mu co mi obiecywał gdy mi proponował małżeństwo.
Kleoma, nie zachowuj się jak egzekutor
Twój mąż też ma prawo być szczęśliwy, choć przez krótki czas. Dotąd robił dokładnie to, czego od niego oczekiwano; w pracy szef, w domu ty... Daj mu trochę wolności, niech zrobi choć raz w życiu to, czego sam chce i pragnie, od początku do końca
Dlaczego go kastrujesz?
Wymyśliłam dla niego kilka propozycji.
Ma z czego wybierać.
A poza tym przypomniałam mu co mi obiecywał gdy mi proponował małżeństwo.
Wiesz, na ślubie przysięgamy i sama widzisz, co czasem zostaje z tej przysięgi, więc tą obietnicą go nie szantażuj, bo nie ma sensu.
Czas też zmienia nasze poglądy...
O jest dorosły i odpowiada za swoje decyzje, może za 10 lat mu się odwidzą te konie i zajmie się czymś innym.
Wymyśliłam dla niego kilka propozycji.
Ma z czego wybierać.
A poza tym przypomniałam mu co mi obiecywał gdy mi proponował małżeństwo.
Super. Teraz dochodzi szantaż emocjonalny.
Mam wrażenie że Kleoma paskudnie gra tez swoją chorobą. Lista jest imponująca ale jakby się zastanowić to wielu z nas ma też niezłą, ze mną włącznie. A moja mama to już wogole kombo: chore serce, Parkinsonizm, jaskrę, cukrzycę, problemy ginekologiczne i parę innych. I jest od Kleomy sporo starsza. Nie przyszłoby jej jednak do głowy zeby tym szantażować otoczenie w zakresie tego co oni mają i mogą robić tak by jej przypadkiem kiedyś nie obciążało. Co więcej byla przeszczesliwa że zdecydowaliśmy się na adopcję i obiecała że postara się na miarę możliwości i sił nam pomagać (sama z siebie). Nie wiem czy da rade bo czas pokaże ale przynajmniej nie szantażowała nas tym ze dziecko będzie jej przeszkadzać, hałasować albo że nie będziemy mieli czasu na opiekę nad nią.
Kleoma natomiast zbudowala sobie życie według ścisłego planu który ma pasować JEJ a maz ma się w niego wpisać bez szemrania tak by nie wiązało się to dla niej z żadna uciążliwością bo ona jest chora.
Nie wiem co Ci obiecał przed ślubem ale o ile nie było to to że będzie Twoim niewolnikiem to naprawdę nie masz prawa od niego tego oczekiwać. Bo to co uprawiasz w chwili obecnej to niewolnictwo. Żeby dorosłemu, zdrowemu na ciele i umysle facetowi dyktować co ma robić i czy wogole robić. Ciekawe że on nie wykorzystuje Twojej slabej pozycji zdrowotnej zeby Tobą rządzić. Ale widocznie on Ciebie szanuje i kocha naprawde. Ty natomiast, mam wrażenie że patrzysz na niego jak na przemyslane sprawdzone rozwiazanie które jak się przestanie sprawdzać to najwyżej się z nim rozwiedziesz i przy okazji zabierzesz swoje majątki które jak podkreśliłaś są znaczniejsze niż jego.
144 2022-10-15 14:08:06 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2022-10-15 14:15:07)
Super. Teraz dochodzi szantaż emocjonalny. (...)
"Wart Pac pałaca, a pałac Paca."
Kleoma szantażuje, manipuluje, wydaje rozkazy, wymyśla pomysły, mąż zaś jest jej podporządkowany (no, teraz, po latach raz bryknął, ale ona już mu tłumaczy niestosowność zachowania) i sam wymierza sobie karę, gdy czymś - w jego (tylko jego?) mniemaniu - zawini (nie, to nie mój wymysł).
Jedno trzeba Kleomie przyznać: nie bacząc na nic jest niezwykle konsekwentna, jak coś postanowi, to tak się stanie, podobnie z tym, gdy ktoś jej coś obieca - wyegzekwuje bez względu na metodę.
Coraz częściej zastanawiam się nad tym, czy to co na forum napisała jest prawdą, czy fikcją:; czytam kolejne jej posty, bo nie mogę uwierzyć w to, jak można traktować - podobno - kochanego i dobrego człowieka.
***
Czy szacunek wobec drugiego człowieka jest równoznaczny z brakiem poczucia własnej godności oraz zgodą na bycie szantażowanym, manipulowanym, it.p.? <pytanie retoryczne>
feniks35 napisał/a:Super. Teraz dochodzi szantaż emocjonalny. (...)
"Wart Pac pałaca, a pałac Paca."
Kleoma szantażuje, manipuluje, wydaje rozkazy, wymyśla pomysły, mąż zaś jest jej podporządkowany (no, teraz, po latach raz bryknął, ale ona już mu tłumaczy niestosowność zachowania) i sam wymierza sobie karę, gdy czymś - w jego (tylko jego?) mniemaniu - zawini (nie, to nie mój wymysł).
Jedno trzeba Kleomie przyznać: nie bacząc na nic jest niezwykle konsekwentna, jak coś postanowi, to tak się stanie, podobnie z tym, gdy ktoś jej coś obieca - wyegzekwuje bez względu na metodę.Coraz częściej zastanawiam się nad tym, czy to co na forum napisała jest prawdą, czy fikcją, ale czytam kolejne jej posty, bo nie mogę uwierzyć w to, jak można traktować - podobno - kochanego i dobrego człowieka.
Bo nie doceniamy, to co mamy... Jakby Kleoma nie miała męża, też musiałaby sobie radzić, więc póki co należałoby się cieszyć, że ma się dobrego i kochanego...I go docenić.
wieko,
nie zgadzam się na używanie liczby mnogiej. Na podstawie zachowania autorki, nie uogólniaj, bo to i niesprawiedliwe, i krzywdzące.
Nie wiem, czy Kleoma docenia, czy nie docenia swego męża. Niektórzy, pewnie wedle tej samej metody wychowani, stosują metodę kija i marchewki. Niektórzy.
Wymyśliłam dla niego kilka propozycji.
Ma z czego wybierać.
A poza tym przypomniałam mu co mi obiecywał gdy mi proponował małżeństwo.
I jak się rozwiedziecie, bo go ograniczasz i kontrolujesz, to zobaczysz co straciłaś.
Skończy się wreszcie jego tresura.
Niektóre "baby" nie zasługują na porządnych mężczyzn.
wieko,
nie zgadzam się na używanie liczby mnogiej. Na podstawie zachowania autorki, nie uogólniaj, bo to i niesprawiedliwe, i krzywdzące.Nie wiem, czy Kleoma docenia, czy nie docenia swego męża. Niektórzy, pewnie wedle tej samej metody wychowani, stosują metodę kija i marchewki. Niektórzy.
To, że nie doceniamy tego co mamy, ja nie wymyśliłam, nie na próżno funkcjonuje powiedzenie, mądry Polak po szkodzie, to się po prostu sprawdza.
Wiele wątków z gatunku ''Odszedł nagle do innej po XXX latach małżeństwa'' w istocie powinno być poprzedzonych takimi opisami, jakie tu serwuje Kleoma.
Bo to jest ta druga strona medalu wielu tzw. ''zdrad'' i rozstań, o której się nie mówi - ustawiczna praca u podstaw, aby zniechęcić do siebie i zatruć facetowi życie.
Wszystko w konwencji bycia ofiarą.
Coraz częściej dostrzegam, ze ten osławiony ''kryzys wieku średniego' u mężczyzn, to w istocie rozpaczliwa próba wyrwania się z narzuconego tzw. normami goownianego życia wbrew sobie.
Mąż to jednak ktoś więcej, niż spełniacz oczekiwań. Niestety nie dla wszystkich.
Kleoma, najlepiej będzie, jak powiesz mężowi które prace domowe ma wykonać jako współmałżonek.
Bo w domu powinien być podział obowiązków - w końcu jak ktoś chce chodzić w czystym ubraniu, mieć wysprzątany dom i ugotowane posiłki to te prace trzeba podzielić między wszystkie osoby, które z tego korzystają. Żona nie jest do obsługiwania męża, odwrotnie też nie, więc trzeba sobie powiedzieć kto co będzie robił żeby było sprawiedliwie. Nie godzić się na żadne mężowe pomaganie tylko prace podzielić, a potem robić tylko swoją działkę.
Jak w mieście małżonkowie pracują to po pracy każde powinno robić swoją cześć, na wsi też każde powinno swoją działkę wykonać.
Na wsi to nie tak jak w mieście, że zamkniesz drzwi od klatki i nic co za nimi mieszkańca nie obchodzi, na wsi jest olbrzymia działka prac, które trzeba zrobić wokół domu - to też podzielić w miarę sił, tym bardziej, że jak któreś ma ograniczenia fizyczne to drugie musi prace wymagające wysiłku wziąć na siebie.
A poza tym, to niech sobie robi ze swoim czasem co chce. Jak ma ochotę konie to niech sobie ma, tylko to jego wybór i jego obowiązek. Żadna żona nie chodzi za męża do zakładu pracy, jak by jej takie coś zaproponował to by go śmiechem zabiła. Więc jak on sobie taką pracę wybierze, to też za niego do pracy nie chodź, i zaznacz to dokładnie i stanowczo od samego początku.
I od początku trzymaj się stanowczo przeprowadzonego podziału domowych prac. Bo potem będzie na Ciebie, że kiedyś to kochałaś i pomagałaś a teraz pewnie już nie kochasz. Nie daj się zrobić w bambuko ![]()
Ja się nie zgadzam z takim podziałem obowiązków na pół, bo po pierwsze się nie da.
Po drugie każdy powinien zająć się tym co może i umie lepiej, i pomagać jeden drugiemu w razie potrzeby.
Nie tak, że jeden leży do góry brzuchem, bo to co jest do zrobienia, to nie jego działka...
Znam przypadek gdzie żona i mąż kłócili się kto ma robić obiad, z tym, że byli na emeryturach i mieli malo zajęć, więc jeden przez drugiego palił się do gotowania.
Podział obowiązków, mniej więcej, to się ustala na początku, a nawet przed małżeństwem, nie teraz, jak w przypadku Kleomy, oni wiedzą kto co może i kto co musi zrobić.
Kwestia podziału obowiązków w ogóle nie jest przedmiotem wątku, wiec wszelkie manifesty w tej kwestii są chybione.
153 2022-10-15 18:49:14 Ostatnio edytowany przez Kleoma (2022-10-15 18:50:11)
Tak mi się wydaje, ze temat koński szczęśliwie zamknięty.
I to nawet nie chodzi o moją niechęć do tego pomysłu.
Całe przedpołudnie mąż usiłował znaleźć kogoś do zatrudnienia przy pracach ziemnych i polowych.
Nie udało mu się.
Złośliwie wypowiedziałam się, że to są nudne i ciężkie roboty dlatego nie ma chętnych.
Za to do prac przy sianie czy słomie albo wywalaniu gnoju od koni na pewno chętni się znajdą. Powiedział, że wątpi, będzie tak jak teraz. Bo na początku nie zauważył mojej ironii.
No i dokończył, ze w tej wsi trzeba liczyć tylko na siebie.
A widzisz, Twój problem pewnie sam się rozwiąże ![]()
A widzisz, Twój problem pewnie sam się rozwiąże
Jeszcze nie bo ma kilka innych pomysłów.
wieka napisał/a:A widzisz, Twój problem pewnie sam się rozwiąże
Jeszcze nie bo ma kilka innych pomysłów.
Mam nadzieję, że nie wymyślasz zajęć dla męża ![]()
wieka napisał/a:A widzisz, Twój problem pewnie sam się rozwiąże
Jeszcze nie bo ma kilka innych pomysłów.
Z którymi Ty oczywiście się nie zgadzasz ![]()
Ja się nie zgadzam z takim podziałem obowiązków na pół, bo po pierwsze się nie da.
Po drugie każdy powinien zająć się tym co może i umie lepiej, i pomagać jeden drugiemu w razie potrzeby.Nie tak, że jeden leży do góry brzuchem, bo to co jest do zrobienia, to nie jego działka...
Znam przypadek gdzie żona i mąż kłócili się kto ma robić obiad, z tym, że byli na emeryturach i mieli malo zajęć, więc jeden przez drugiego palił się do gotowania.
Podział obowiązków, mniej więcej, to się ustala na początku, a nawet przed małżeństwem, nie teraz, jak w przypadku Kleomy, oni wiedzą kto co może i kto co musi zrobić.
Wieko, tu nie chodzi o podział pół na pół, tylko taki, żeby każdy miał swój udział.
To jest istotne, bo z czasem sytuacja się zmienia i trzeba je dostosować do możliwości.
Trzeba jednak mieć na uwadze, że Kleoma nie powinna być obciążona wszystkimi domowymi obowiązkami, gdy mąż znajdzie sobie takie zajęcie, że już na nic więcej nie starczy mu czasu ani sił.
Niech liczy zamiary na siły, własne siły.
Kleoma napisał/a:wieka napisał/a:A widzisz, Twój problem pewnie sam się rozwiąże
Jeszcze nie bo ma kilka innych pomysłów.
Z którymi Ty oczywiście się nie zgadzasz
Oczywiście, że wszystkie jej nie pasują.
Tak nie postępuje partnerka, która wspiera męża.
Z drugiej strony, trudno wspierać męża w tym, w czym żonie nie odpowiada i nie ma jej akceptacji.
Całe przedpołudnie mąż usiłował znaleźć kogoś do zatrudnienia przy pracach ziemnych i polowych.
Nie udało mu się.
.
No to rzeczywiście grubo. Cale kilka godzin, w sobotę, szukał pracownika na wsi liczącej 15 mieszkańców i nie znalazł. Niewiarygodne. Kto by się spodziewał.
No, to jest konkretny powód aby zmienić życiowe plany na przyszłość.
Ten wątek jest na serio?
Kleoma napisał/a:Całe przedpołudnie mąż usiłował znaleźć kogoś do zatrudnienia przy pracach ziemnych i polowych.
Nie udało mu się.
.No to rzeczywiście grubo. Cale kilka godzin, w sobotę, szukał pracownika na wsi liczącej 15 mieszkańców i nie znalazł. Niewiarygodne. Kto by się spodziewał.
No, to jest konkretny powód aby zmienić życiowe plany na przyszłość.Ten wątek jest na serio?
To takiej doraźniej pomocy faktycznie na wsi jest trudno, jak długo by nie szukał.
Musiałby do remontu/adaptacji budynku zatrudnić "firmę".
Zresztą te budynki po dziadkach, pewnie wymagają remontu kapitalnego, dlatego biznesplan nie był głupim pomysłem, bo trzeba najpierw wiedzieć na co się piszemy.
Mąż Kleomy do końca widać tego nie przemyślał, skoro pierwszy problem już go zniechęcił.
Może to nie brak ludzi do pomocy go zniechęcił, tylko złe nastawienie Kleomy do tego pomysłu. Biznesplan przydałby mu się jak zającowi dzwonek w tej sytuacji. Biznesplan sprawdza się, gdy w planach jest kredyt i inwestuje się pieniądze banku, a przedsięwzięcie jest dalekosiężne i ma przynosić dochód w określonym czasie, aby bank czuł się zabezpieczony jeśli chodzi o spłatę udzielonego kredytu. Mąż Kleomy może sobie realizować swój pomysł w czasie jaki sam sobie wytyczy, nawet może remontować te stajnie kilka lat, będzie miał zajęcie. O ile oczywiście w ogole zacznie.
Już z formy nazwania wątku jasno wynika skrajnie emocjonalny stosunek Autorki do faktów, wiec raczej się od niej dowiemy, co obiektywnie planuje jej mąż, z czego zrezygnował etc.
To raz.
Dwa: do czego jak do czego, ale do pracy przy koniach ludzi znaleźć jest bardzo łatwo, tylko nie szuka się ich pod wiejskim sklepem ale w mieście- pośród wcale licznych entuzjastów jazdy konnej, których często nie stać na uskutecznianie swej pasji na warunkach komercyjnych, dlatego chętnie godzą się na barter. I zazwyczaj są bardzo fajni, młodzi ludzie na poziomie, a nie lumpy.
tylko nie szuka się ich pod wiejskim sklepem ale w mieście- pośród wcale licznych entuzjastów jazdy konnej, których często nie stać na uskutecznianie swej pasji na warunkach komercyjnych, dlatego chętnie godzą się na barter. I zazwyczaj są bardzo fajni, młodzi ludzie na poziomie, a nie lumpy.
Prawda.
Fajne sztuki się trafiają ![]()
noben napisał/a:tylko nie szuka się ich pod wiejskim sklepem ale w mieście- pośród wcale licznych entuzjastów jazdy konnej, których często nie stać na uskutecznianie swej pasji na warunkach komercyjnych, dlatego chętnie godzą się na barter. I zazwyczaj są bardzo fajni, młodzi ludzie na poziomie, a nie lumpy.
Prawda.
Fajne sztuki się trafiają
Z tym, że póki co, nie o pracę przy koniach chodzi, a do prace ziemne, cokolwiek to znaczy.
Ja myślałam, że mąż Kleomy sam będzie wszystko robił, czyli całą adaptację budynków, ma pomysł przemyślany, włącznie z projektem i kosztorysem, ale jak na razie to rzuca tylko pomysłami, przysparzając żonie jedynie zmartwień ![]()
Ciekawe, ze w równoległym wątku, Kleoma opisuje historie kobiety, która wydala cały majątek na bezwartościową ruderę na zadupiu i wdepnęła w jej remont, który nawet przy najlepszych układach pochłonie kilkanaście lat i wszystkie dochody.
Tam narzeczony kobiety angażuje się bez reszty w pomoc w realizacji tego durnego przedsięwzięcia, co Autorka uznaje za naturalne (bo przecież w związku trzeba się wzajemnie wspierać). Tam największym dostrzegalnym problemem jest to, jak facet ma przekazać partnerce pieniądze na remont w taki sposób aby nie poczuła się urażona...
No ale to dotyczy kogoś innego. Gdy dotyczy Kleomy, to hipotetyczna ewentualność, ze za 10 lat może się zdarzyć, ze będzie musiała przerzucić przez plot garść siana jest poświeceniem, którego mąż nie ma prawa oczekiwać....
Przypuszczam, ze jeszcze kilka stron wątku i ten nieszczęsny mąż zostanie okrzyknięty przemocowcem, z tego powodu, ze ona się martwi.
Ta rudera powoli staje się rezydencją. Ma zdrowe ściany i dach wykonany z dobrych materiałów przez solidną firmę.
Do tego duży teren wokół niej, ogród, pomieszczenia gospodarcze
Według mnie lepsze to niż klitka w bloku na 4 piętrze bez windy w kredycie na kilkanaście lat z ciągle rosnącym oprocentowaniem.
I nie chodziło w tamtym wątku o to aby jej przekazać pieniądze tylko aby nie stracić ich a przy okazji nie wyjść na zainteresowanego bardziej domem niż jego właścicielką.
Farmer napisał/a:noben napisał/a:tylko nie szuka się ich pod wiejskim sklepem ale w mieście- pośród wcale licznych entuzjastów jazdy konnej, których często nie stać na uskutecznianie swej pasji na warunkach komercyjnych, dlatego chętnie godzą się na barter. I zazwyczaj są bardzo fajni, młodzi ludzie na poziomie, a nie lumpy.
Prawda.
Fajne sztuki się trafiająZ tym, że póki co, nie o pracę przy koniach chodzi, a do prace ziemne, cokolwiek to znaczy.
Ja myślałam, że mąż Kleomy sam będzie wszystko robił, czyli całą adaptację budynków, ma pomysł przemyślany, włącznie z projektem i kosztorysem, ale jak na razie to rzuca tylko pomysłami, przysparzając żonie jedynie zmartwień
Projekt jest. Bez kosztorysu bo do wykorzystania są już leżące od dawna w domu materiały budowlane, które w dużej ilości mogą być wykorzystane.
Budynek też jest tylko trzeba go zaadaptować.
Sam tego nie zrobi bo to się nie da samemu. Boksy mają być z drewna, słupy, krokwie i deski są długie, ciężkie. Ale z zatrudnieniem akurat do tego nie będzie kłopotu. Jest gość, który jest chętny bo zawodowo to robi, kilka razy już był zatrudniany u nas.
Roboty ziemne i polowe to było zebranie darni/taka trawa z korzeniami/. Wykopanie jej w kształcie kwadratów, przewiezienie w inne miejsce i ułożenie.
A w miejscach po darni wykopanie dość dużych dołków.
W dołki wsadzić drzewka - samosiejki wykopane z ugoru.
Aby wzdłuż drogi polnej powstała aleja brzozowa.
Nie udało się tego skończyć, sami wsadziliśmy jedynie kilkanaście sztuk.
Kleoma napisał/a:Całe przedpołudnie mąż usiłował znaleźć kogoś do zatrudnienia przy pracach ziemnych i polowych.
Nie udało mu się.
.No to rzeczywiście grubo. Cale kilka godzin, w sobotę, szukał pracownika na wsi liczącej 15 mieszkańców i nie znalazł. Niewiarygodne. Kto by się spodziewał.
No, to jest konkretny powód aby zmienić życiowe plany na przyszłość.Ten wątek jest na serio?
No prawie znalazł nawet 2 chętnych.
Tylko jeden miał w planach wieczorem iść do ciotki na imieniny i już się rano umył więc się nie będzie brudził bo aby znowu się umyć to musiałby znowu wodę gotować, w piecu napalić. To mu się już nie chce tego robić.
A drugi rano nazbierał grzybów kilka wiader i musi je oporządzić, nawlec na sznurki do suszenia.
Reszta chora, ząb boli, noga, dziecko musi pilnować bo partnerka pojechała do fryzjera.
I tak zeszło gdy z każdym się pogada parę minut, ze spotkanymi innymi ludźmi, którzy kogoś polecają, jedzie się do nich a ich nie ma albo zajęci czym innym.
Już z formy nazwania wątku jasno wynika skrajnie emocjonalny stosunek Autorki do faktów, wiec raczej się od niej dowiemy, co obiektywnie planuje jej mąż, z czego zrezygnował etc.
To raz.Dwa: do czego jak do czego, ale do pracy przy koniach ludzi znaleźć jest bardzo łatwo, tylko nie szuka się ich pod wiejskim sklepem ale w mieście- pośród wcale licznych entuzjastów jazdy konnej, których często nie stać na uskutecznianie swej pasji na warunkach komercyjnych, dlatego chętnie godzą się na barter. I zazwyczaj są bardzo fajni, młodzi ludzie na poziomie, a nie lumpy.
Tylko, że po pierwsze my mieszkamy daleko od miasta. W dzień powszedni trudno dojechać, a w weekend to już prawie niemożliwe.
Mieszkamy na trasie gdzie czasem bus się nie zatrzymuje bo ma już komplet z poprzednich przystanków.
Pozostaje tylko własne auto.
Po drugie to nawet gdyby się ktoś znalazł chętny obsługiwać te konie to wątpię aby chciał przyjeżdżać rano w zimie gdy mróz, czy w jakieś deszcze, w święta.
Po trzecie to trzeba by tym osobom zapewnić posiłek, toaletę, miejsce na umycie się, przebranie.
A po czwarte to trzeba by było te osoby pilnować aby sobie krzywdy nie zrobiły, jakieś ubezpieczenie mieć gdy koń kopnie czy spadnie z niego.
Aby koniom krzywdy nie zrobiły, trzeba by było jakoś to zweryfikować, ich umiejętności, wiedzę na temat koni.
Ja tam lubię moje mieszkanie na 4 piętrze bez windy w kredycie z rosnącym oprocentowaniem.
I nie zamieniłabym tego na remontowaną ruderę, która jest finansową studnią bez dna. Jestem przekonana, że oni wpakują w ten dom więcej kasy niż ja w kredyt awet z obecnym oprocentowaniem. A ja do tego nie muszę palić w piecu i zapierdzielać w ogrodzie ![]()
Ja tam lubię moje mieszkanie na 4 piętrze bez windy w kredycie z rosnącym oprocentowaniem.
I nie zamieniłabym tego na remontowaną ruderę, która jest finansową studnią bez dna. Jestem przekonana, że oni wpakują w ten dom więcej kasy niż ja w kredyt awet z obecnym oprocentowaniem. A ja do tego nie muszę palić w piecu i zapierdzielać w ogrodzie
Ja uwielbiam zapierdzielać w ogrodzie.
Mam swoje warzywa, prawie wszystkie, przez cały rok. Cudownie smakujące, aromatyczne pomidory, kilkanaście odmian, do tej pory jeszcze są i ponieważ dużo jest zielonych to będą do stycznia. Malinowe, pomarańczowe, cytrynowe, fioletowe.
Owoce też prawie wszystkie, obżeram się malinami, borówkami, brzoskwiniami, winogronami.
Przetwory sobie robię.
Wszystko bez grama sztucznego nawozu, bez chemicznych oprysków.
Do tego ogrom kwiatów, szpalery pnących róż, hortensje, setki tulipanów, hiacyntów, mieczyków.
Altanka z grillem, stolik na tarasie.
Kury mam, jajka, mięso na rosołki.
Mam swój raj na ziemi. Nie zamieniłabym się na najbardziej luksusowe apartamenty w bloku.
Nie mówiąc już o 4 piętrze bez windy gdzie pewnie nie opuszczałabym mieszkania bo nie dałabym rady wejść na górę po tylu schodach.
Niedługo pewnie będę musiała to opuścić, ale co się tu nabyłam, szczęścia zaznałam to moje.
Lady Loka napisał/a:Ja tam lubię moje mieszkanie na 4 piętrze bez windy w kredycie z rosnącym oprocentowaniem.
I nie zamieniłabym tego na remontowaną ruderę, która jest finansową studnią bez dna. Jestem przekonana, że oni wpakują w ten dom więcej kasy niż ja w kredyt awet z obecnym oprocentowaniem. A ja do tego nie muszę palić w piecu i zapierdzielać w ogrodzieJa uwielbiam zapierdzielać w ogrodzie.
Mam swoje warzywa, prawie wszystkie, przez cały rok. Cudownie smakujące, aromatyczne pomidory, kilkanaście odmian, do tej pory jeszcze są i ponieważ dużo jest zielonych to będą do stycznia. Malinowe, pomarańczowe, cytrynowe, fioletowe.
Owoce też prawie wszystkie, obżeram się malinami, borówkami, brzoskwiniami, winogronami.
Przetwory sobie robię.
Wszystko bez grama sztucznego nawozu, bez chemicznych oprysków.
Do tego ogrom kwiatów, szpalery pnących róż, hortensje, setki tulipanów, hiacyntów, mieczyków.
Altanka z grillem, stolik na tarasie.
Kury mam, jajka, mięso na rosołki.
Mam swój raj na ziemi. Nie zamieniłabym się na najbardziej luksusowe apartamenty w bloku.
Nie mówiąc już o 4 piętrze bez windy gdzie pewnie nie opuszczałabym mieszkania bo nie dałabym rady wejść na górę po tylu schodach.
Niedługo pewnie będę musiała to opuścić, ale co się tu nabyłam, szczęścia zaznałam to moje.
Jeden lubi wieś, drugi miasto, zależy też kto gdzie mieszkał w dzieciństwie... Więc tu nie ma się co licytować... Chociaż jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma...
A dlaczego piszesz, że niedługo pewnie będziesz musiała opuścić to miejsce?
Myślisz, że to paskudne azw, nie da Ci żyć? Bo chyba nie zamierzasz się wyprowadzać.
Pamiętam niektóre wątki Kleomy i jestem całym sercem za tym, żeby jej mąż wyzwolił się z jej żelaznego uścisku! #UwolnićMężaKleomy
Pamiętam niektóre wątki Kleomy i jestem całym sercem za tym, żeby jej mąż wyzwolił się z jej żelaznego uścisku! #UwolnićMężaKleomy
#UwolnićMężaKleomy
Jak najbardziej jestem ZA!!!
BEKAśmiechu napisał/a:Pamiętam niektóre wątki Kleomy i jestem całym sercem za tym, żeby jej mąż wyzwolił się z jej żelaznego uścisku! #UwolnićMężaKleomy
#UwolnićMężaKleomy
Jak najbardziej jestem ZA!!!
Macie rację i wkrótce to nastąpi.
Dziękuję za wszystkie rady na tym wątku i na moich innych.
Już więcej nic nie napiszę.
Zostałam zbanowana zaocznie przez Olinkę i będę konsekwentna w tym banie.
Pozdrawiam, miłego pisania i czytania życzę.
Farmer napisał/a:BEKAśmiechu napisał/a:Pamiętam niektóre wątki Kleomy i jestem całym sercem za tym, żeby jej mąż wyzwolił się z jej żelaznego uścisku! #UwolnićMężaKleomy
#UwolnićMężaKleomy
Jak najbardziej jestem ZA!!!
Macie rację i wkrótce to nastąpi.
Dziękuję za wszystkie rady na tym wątku i na moich innych.
Już więcej nic nie napiszę.
Zostałam zbanowana zaocznie przez Olinkę i będę konsekwentna w tym banie.
Pozdrawiam, miłego pisania i czytania życzę.
Weź nie rób popisowego focha. Nikt Cię zaocznie nie zbanował, Olinka zwróciła uwagę na to, na co od dawna wiele osób zwracało uwagę, czyli na to, że opisujesz bardzo dokładnie życie obcego sobie faceta i pytasz o radę w jego imieniu, gdzie ani on ani jego partnerka nie mają jak się tu wypowiedzieć. Gdzie tak naprawdę Ty piszesz swoje odczucia na podstawie tego, co on Ci powiedział, on ma swoje odczucia i robi się z tego głuchy telefon.
To jednak co innego niż pytanie o radę dla siebie w jakiejś swojej sytuacji rodzinnej.
A to, że swojego męża traktujesz jak niepełnosprawnego umysłowo to już widać po Twoich poprzednich tematach.
Nie mówię, że masz się z nim od razu rozwodzić, ale jednak facet ma prawo do swojego życia i swoich błędów.
178 2022-10-17 18:44:34 Ostatnio edytowany przez wieka (2022-10-17 19:02:52)
Farmer napisał/a:BEKAśmiechu napisał/a:Pamiętam niektóre wątki Kleomy i jestem całym sercem za tym, żeby jej mąż wyzwolił się z jej żelaznego uścisku! #UwolnićMężaKleomy
#UwolnićMężaKleomy
Jak najbardziej jestem ZA!!!
Macie rację i wkrótce to nastąpi.
Dziękuję za wszystkie rady na tym wątku i na moich innych.
Już więcej nic nie napiszę.
Zostałam zbanowana zaocznie przez Olinkę i będę konsekwentna w tym banie.
Pozdrawiam, miłego pisania i czytania życzę.
Pisz, nikt Ci nie zabroni, traktujesz tego chłopaka jak jak kogoś bliskiego, jego historia jest ciekawa, leży Ci na sercu, a my i tak możemy sobie tylko pogadać. Kto nie chce, nie musi.
Kleoma nigdzie się nie wybieraj, badź dobrej myśli, znam kobietę z marskością wątroby przez długie lata, bardzo restrykcyjną dietę stosuje i ma się nieźle. Dbaj o siebie.
Co do męża, ważne, żeby wam było że sobą dobrze, to, że dbasz o swój komfort, to też dobrze, może byłaś za nerwowa, ale chociaż go chwalisz do on za bardzo ogarnięty też nie jest, Ty myślisz bardziej racjonalnie. W każdym razie poważne decyzję trzeba podejmować za obopólną zgodą.
Wszyscy powinni brać z Ciebie przykład jeśli chodzi o kulturę wypowiedzi.
Łeee... I już nie będzie sagi lokatora w odcinkach? Szkoda, bo polubiłam ten wątek, jako jeden z nielicznych jest po prostu pozytywny, rozwija się powoli ale bez wstrząsów i kataklizmów. To naprawdę nie fajnie, że to już koniec
Jak się komuś nie podoba, to może nie czytać. Tutaj jest wiele wątków od czapy, zmyślonych, paszkwili, obrażających kobiety i jakoś nikt się nie sprzeciwia, a jak ktoś napisze coś pozytywnego, to obraza.
Kleoma też opisuje perypetie w swoim malżeństwie. Może w niektórych sprawach nie ma racji, ale po to jest forum, żeby jej coś podpowiedzieć czy doradzić. Mam nadzieję, że przestanie się obrażać i będzie kontynuować oba wątki.
I proszę cię Kleoma, przestań popadać w czarnowidztwo, bo rozumiem co chciałaś napisać między wierszami.
Trzymaj się.
180 2022-10-17 20:11:25 Ostatnio edytowany przez Agnes76 (2022-10-17 20:14:00)
Może to nie brak ludzi do pomocy go zniechęcił, tylko złe nastawienie Kleomy do tego pomysłu. Biznesplan przydałby mu się jak zającowi dzwonek w tej sytuacji. Biznesplan sprawdza się, gdy w planach jest kredyt i inwestuje się pieniądze banku, a przedsięwzięcie jest dalekosiężne i ma przynosić dochód w określonym czasie, aby bank czuł się zabezpieczony jeśli chodzi o spłatę udzielonego kredytu. Mąż Kleomy może sobie realizować swój pomysł w czasie jaki sam sobie wytyczy, nawet może remontować te stajnie kilka lat, będzie miał zajęcie. O ile oczywiście w ogole zacznie.
Salomonko, wczoraj zaczęłam się zastanawiać nad tym biznesplanem i jak się zagłębiłam w to wszystko to dopiero zrozumiałam, jak wielkie niebezpieczeństwo może zawisnąć nad właścicielem, gdy całej sprawy dokładnie nie przeanalizuje.
Jeśli przyjmiemy, że ktoś chce sobie trzymać dwa konie, to zastanówmy się kogo dzisiaj na to stać. Przeciętny mieszkaniec wsi nie trzyma sobie dwóch koni bo go na to nie stać. Konika może sobie trzymać bardzo bogata osoba. Lata temu słyszałam, że trzymanie konia w stajni kosztuje właściciela dwa tysiące. Nawet jeśli przyjmiemy, że sam go będzie utrzymywał, to takie dwa konie przy obecnych cenach mogą wymagać miesięcznie nakładów około dwóch tysięcy. W sytuacji, gdy ktoś nie ma stałych dochodów, taka kwota może go wpędzić w długi. Raz kupiony koń wymaga nakładów, i nie zawsze będzie możliwość sprzedać go natychmiast gdy się zrezygnuje z przyjętych planów, a do czasu zbytu trzeba na niego łożyć.
Jeśli założymy, że ma to być dochodowy interes, to bez biznesplanu w ogóle nie ma co zaczynać.
Jaka jest szansa, że znajdą się chętni płacić za konne przejażdżki i ile można za taką usługę otrzymać.? Tutaj w dużym stopniu istotne jest potencjalne źródło zysku. Taki zysk mogą generować bogaci mieszkańcy dużych miast. Czy Kleoma ma takie duże miasta w pobliżu?
Jest recesja, ludzie zaczynają mieć bardzo poważne kłopoty ze spłatami kredytów, słyszy się, że wielu ma problemy z opłatami za nośniki energii by ogrzać domy - czy w takim razie będą chętni na wydanie sporych pieniędzy na dojazd do stadniny, gdy cena benzyny albo ropy jest jaka jest, a potem jeszcze opłacić przejażdżki koniem? Ilu potencjalnych klientów będzie potrzebnych, by zwróciły sie koszty utrzymania konia, nie mówiąc już o jakimkolwiek dochodzie?
Dochodowy interes wymaga rejestracji, wiec dojdą stałe wydatki jakie trzeba odprowadzić. Przy dochodowym przedsięwzięciu nie można brać kogoś do pomocy, bo tutaj już dochodzimy do kwestii zatrudnienia pracownika, a więc należy doliczyć ZUS i inne. To już nie może działać na zasadzie sąsiedzkiej pomocy - w razie wypadku ktoś go może sądzić o rentę, a gdyby doszło do wypadku śmiertelnego na traktorze czy innej maszynie rolniczej potrzebnej do zwożenia siana czy wywożenia obornika, albo gdy kogoś kopnie koń,w grę będzie wchodzić renta dla jego dzieci czy żony. I możemy się tutaj przerzucać, czy to jest czarnowidztwo czy hurraoptymizm, dla prokuratora fakty będą nieubłagane.
Ja jestem jak najbardziej za wspieraniem współmałżonka w realizowaniu marzeń, tylko trzeba się zastanowić ile te marzenia mają rodzinę kosztować.
Agnes, wiedzy nie czerpie się z google. Moi przyjaciele mają konie, chyba 10 sztuk. Warunki porównywalne do tych jakie opisała Kleoma albo gorsze. Oboje pracują na etacie, ona pracuje ze mną w szpitalu, on ma kuter i łowi ryby na Morzu Pólnocnym. Jedyną osobą która zawsze jest w domu jest jej matka schorowana nieco 65 latka. Jak chcesz to się dowiem dokładnie ile kosztuje ich utrzymanie tych koni, bo na razie trzymają je tylko na chów. Szkólkę jeżdziecką mają w planach.
Salomonko bardzo chętnie się dowiem jakie koszty generuje koń gdyby go trzymać. Ja nie czerpałam tych informacji z Google, tylko mam w pobliżu stadninę gdzie ludzie trzymali konie, stąd kwota dwa tysiące za trzymanie przez miesiąc.
Przed piętnastu laty interes kwitł, właściciel zatrudniał pracowników do obsługi koni, a od kilku lat nie widzę tam ruchu, na wybiegu pojedyncze sztuki i poczta pantoflową chodzą wieści, że interes mu padł.
Gdy trzymasz krótki czas i sprzedajesz na rzeź, to też inaczej wygląda, bo trzeba mieć klacze rozpłodowe i zupełnie inne sprawy na względzie.
Napisz nam ile tych koni trzymają, kto przy nich pracuje, jak dużo jest tej pracy i ile kasy by trzeba na rozkręcenie końskiego interesu ![]()
Salomonko bardzo chętnie się dowiem jakie koszty generuje koń gdyby go trzymać. Ja nie czerpałam tych informacji z Google, tylko mam w pobliżu stadninę gdzie ludzie trzymali konie, stąd kwota dwa tysiące za trzymanie przez miesiąc.
Przed piętnastu laty interes kwitł, właściciel zatrudniał pracowników do obsługi koni, a od kilku lat nie widzę tam ruchu, na wybiegu pojedyncze sztuki i poczta pantoflową chodzą wieści, że interes mu padł.
Gdy trzymasz krótki czas i sprzedajesz na rzeź, to też inaczej wygląda, bo trzeba mieć klacze rozpłodowe i zupełnie inne sprawy na względzie.
Napisz nam ile tych koni trzymają, kto przy nich pracuje, jak dużo jest tej pracy i ile kasy by trzeba na rozkręcenie końskiego interesu
Agnes, napisałam już: Mają 10 koni. Pracują przy nich oboje, a jak facet z morza nie wróci, to ogarnia wszystko moja przyjaiółka ze swoją matką.
Agnes, tu chodziło o hotel dla koni, też wymaga kasy i poświęceń, ale nie takich o których piszesz. Ale nie ma już chyba sensu tego roztrząsać.
BEKAśmiechu napisał/a:Pamiętam niektóre wątki Kleomy i jestem całym sercem za tym, żeby jej mąż wyzwolił się z jej żelaznego uścisku! #UwolnićMężaKleomy
#UwolnićMężaKleomy
Jak najbardziej jestem ZA!!!
Nikt tu nie będzie uwalniał męża Kleomy, bo on sam o sobie decyduje. Komu mało rozrywki, niech sam napisze tutaj o swoich problemach, to się może pośmiejemy razem?
Cóż dziwnego w tym, że osoba schorowana, boi się zmian, kiedy najpierw sama o siebie musi zadbać.
Salomonko bardzo chętnie się dowiem jakie koszty generuje koń gdyby go trzymać. Ja nie czerpałam tych informacji z Google, tylko mam w pobliżu stadninę gdzie ludzie trzymali konie, stąd kwota dwa tysiące za trzymanie przez miesiąc.
Przed piętnastu laty interes kwitł, właściciel zatrudniał pracowników do obsługi koni, a od kilku lat nie widzę tam ruchu, na wybiegu pojedyncze sztuki i poczta pantoflową chodzą wieści, że interes mu padł.
Gdy trzymasz krótki czas i sprzedajesz na rzeź, to też inaczej wygląda, bo trzeba mieć klacze rozpłodowe i zupełnie inne sprawy na względzie.
Napisz nam ile tych koni trzymają, kto przy nich pracuje, jak dużo jest tej pracy i ile kasy by trzeba na rozkręcenie końskiego interesu
Ale te 2tysiące to kwota jaką ludzie płacą stadninie? To w to trzeba wliczyć utrzymanie samej stadniny i jej zarobek.
W przypadku Kleomy oni nie będą płacić za teren więcej niż płacą, konie się mogą paść normalnie na ich terenach, więc te koszta im odpadają. Skoro osprzętowanie też mają, infrastruktura pewnie też jakaś jest tylko do zmodernizowania.
Dużo kosztów im odpada.
Agnes, tu chodziło o hotel dla koni, też wymaga kasy i poświęceń, ale nie takich o których piszesz. Ale nie ma już chyba sensu tego roztrząsać.
Loka, ja się zgadzam, że sporo kosztów odpada.
Trzeba jednak jakieś uwzględniać.
Ciągnik gdy nim jechać po siano sporo pali. Jeśli teraz mają łąkę w dzierżawie, to ta kwota dzierżawy nie wpłynie, wiec kolejny koszt.
Łąkę się nawozi, wiec albo koszt nawozów ( podobno teraz są bardzo drogie) albo znowu koszt maszyn żeby rozrzucić koński obornik, o ile to jest możliwe.
Jak byłam dzieckiem to czasem słyszałam opowieści jak trudno było się starym gospodarzom rozstać z koniem. Mieli stajnię, mieli łąki a jednak taniej było wynająć traktor i kombajn na żniwa niż trzymać cały rok konia.
Mąż Kleomy nie będzie miał stałych dochodów, wiec nawet nie bardzo ma z czego dokładać.
Naprawdę bez policzenia kosztów utrzymania i kalkulacji zysków można wpaść w bardzo poważne kłopoty finansowe.
Agnes, tu chodziło o hotel dla koni, też wymaga kasy i poświęceń, ale nie takich o których piszesz. Ale nie ma już chyba sensu tego roztrząsać.
Najpierw mówiliśmy o trzymaniu sobie dwóch koni, wiec do tego się odniosłam.
Jeśli przyjąć, że to ma być hotel to, to ja się pytam o potencjalnych klientów - gdzie chcesz ich znaleźć? Ilu ludzi z najbliższej okolicy ma konie?
Ja znam kilka osób, które sobie raz na miesiąc jadą do stadniny pojeździć, a właściciela nie znam żadnego. Ilu Ty znasz?
Ja znam kilka osób, które sobie raz na miesiąc jadą do stadniny pojeździć, a właściciela nie znam żadnego. Ilu Ty znasz?
I ja znam kilka osób które raz na miesiąc jadą do stadniny pojeżdzić, a własćicieli znam ... jedną parę małżeńską, to liczy się jako jeden czy dwa? ![]()
Agnes76 napisał/a:Ja znam kilka osób, które sobie raz na miesiąc jadą do stadniny pojeździć, a właściciela nie znam żadnego. Ilu Ty znasz?
I ja znam kilka osób które raz na miesiąc jadą do stadniny pojeżdzić, a własćicieli znam ... jedną parę małżeńską, to liczy się jako jeden czy dwa?
Jak mają dwa konie to się liczy za dwa
![]()
Dysponując infrastrukturą post-gospodarską, spokojnie można trzymać kilka koni, praktycznie bezkosztowo.
Kilka belek słomy, tyleż samo siana i pól tony owsa na zimę można dogadać z pierwszym z brzegu gospodarzem. I żaden własny ciągnik do tego nie jest potrzebny, bo każdy praktykujący rolnik ma co najmniej 3 i bez problemu wszystko podrzuci. Biznes-plan i bilans kosztów tez zbędny, bo kosztów finansowych w zasadzie nie ma.
Jedyne co potrzeba to trochę starych desek na boksy i przyczepa żerdzi na jakiś padok czy cos. No i trzeba przy tych koniach robić - tez nie za wiele, jeśli koni jest kilka i nie ma poza nimi niczego innego. Karmienie rano i wieczór, raz w tygodniu gnoj.
W porównaniu z tymi kurami, które już są, wcale nie będzie tak bardzo więcej. A, ze dla kur tez trzeba skądś brać i słomę, i zboże, to z końmi czy bez koni - życie za bardzo by się nie zmieniło, skoro i tak trzeba wstawać dzień w dzień do obrządku.
wieka napisał/a:Agnes, tu chodziło o hotel dla koni, też wymaga kasy i poświęceń, ale nie takich o których piszesz. Ale nie ma już chyba sensu tego roztrząsać.
Najpierw mówiliśmy o trzymaniu sobie dwóch koni, wiec do tego się odniosłam.
Jeśli przyjąć, że to ma być hotel to, to ja się pytam o potencjalnych klientów - gdzie chcesz ich znaleźć? Ilu ludzi z najbliższej okolicy ma konie?
Ja znam kilka osób, które sobie raz na miesiąc jadą do stadniny pojeździć, a właściciela nie znam żadnego. Ilu Ty znasz?
Ale się uparłaś na te konie ![]()
Bo my nie z tej ligi, co mogą mieć własnego konia, trzymać w hotelu i jeżdzić do niego go doglądać i ujeżdżać, być może w tej okolicy byliby chętni, wystarczyło by kilka osób.
Ale mąż Kleomy rzuca pomysły, do końca nie przemyślne, bo kasę to on ma, ale żeby rozpoczynać taki biznes, to trzeba najpierw znaleźć potencjalnie chętnych, do korzystania z tego hotelu.
Może więc by stanęło na swoich dwóch, ale pomysł raczej upadł, więc nie wiem dlaczego chcesz o tym rozmawiać.
Poza tym ile jest nietrafionych inwestycji, wszystkiego też nie da się przewidzieć.
Ja Kleomie, od kiedy napisała o swojej chorobie, nie dziwię się, że hamuje męża, bo nie każde pomysły partnera mogą jej pasować.
Gdyby na poważnie brać co niektórzy tu piszą to wyszłoby, że pies jest trudniejszy w utrzymaniu i pielęgnacji niż dwa konie.
Cześć Kleoma. Wczoraj wpadłem na Twój ostatni wątek o mężu. Bardzo lubię czytać Twoje posty. Mam nadzieję, że jesteś zdrowa i oboje z mężem dobrze się czujecie. Proszę, nie denerwuj się na niektórych, co to" różnie" pisza. Każdy ma swoje indywidualne spojrzenie. Pozdrawiam serdecznie. I wszystkiego dobrego z okazji Świąt Wielkiej Nocy.