Powiedział, że widocznie się wypalił po 35 latach pracy w jednej firmie od początku. A do tego przychodzą coraz głupsi i coraz leniwsi młodzi pracownicy nie mający chęci czegoś się nauczyć. Tę pracę traktują jako chwilowy przystanek aby mieć co wpisać do cv. On już nie ma siły odpowiadać za ich błędy, poprawiać je.
Dla mnie według niego jego decyzja będzie korzystna.
Będzie na każde moje zawołanie, będzie bez zwłoki spełniać moje życzenia, będzie mi pomagał w domu i zagrodzie, będziemy zwiedzać okolice, będziemy czytać, słuchać oglądać, dyskutować, spacerować, same przyjemności. Nie będzie zniecierpliwiony, zmęczony, roztargniony jak czasem do tej pory bywało.
A do tego zniknie mi stres z powodu jego dojazdów. Będzie tak fajnie jak jest nam fajnie gdy jest na urlopie.
Na razie nic nie odpowiedziałam mu czy popieram to czy mi się to nie podoba.
Wiem, że pracę ma trudną, dużo czasu poświęca na dojazd, widzę często jego ogromne zmęczenie, zestresowanie.
Finansowo jesteśmy zabezpieczeni na wiele lat.
Boję się jednak, że się np. rozpije albo znajdzie sobie jakieś nieodpowiednie zajęcia i znajomych na które/których teraz nie ma czasu.
Mam przykład koleżanki, której mąż wojskowy zupełnie się zmienił gdy poszedł na wcześniejszą emeryturę. Po kilku miesiącach siedzenie w domu zniszczyło jego i rodzinę.