Felicjo, niestety nie mam dla Ciebie dobrych wiadomości. Twój mąż się nie zmieni. Syf w mieszkaniu (i w życiu) mu nie wadzi, a Tobie owszem. Ty też nagle nie przekonasz się do życia w brudzie, tak jak i on do bycia porządnisiem. Albo więc będziesz kontynuowała Wasz związek takim , jak jest - czyli będąc służącą, opiekunką, kucharką, sprzątaczką itd. dla 3 osób - albo to zakończysz i będziesz miała nieco mniej pracy na głowie, bo tylko dla siebie i dzieci. Innego wyjścia nie ma.
Znam podobne związki z b. bliska. Nie zmienia się w nich nic - jeśli kobieta chce odmiany, to jak wyżej pisałam - tylko rozstanie. I powiem Ci, że obserwuję kobiety, które się na to zdecydowały i widać wyraźnie, że odżyły, są spokojniejsze i bardziej wypoczęte. Wbrew pozorom, będąc samotną matką można być szczęśliwszą, niż w (złym) małżeństwie.
Kochasz w ogóle męża? a czy on kocha Ciebie?
66 2022-05-21 20:18:34 Ostatnio edytowany przez szeptem (2022-05-21 20:28:26)
67 2022-05-21 20:19:13 Ostatnio edytowany przez Salomonka (2022-05-21 20:29:09)
Salomonka napisał/a:ulle napisał/a:Jeśli odłącza internet, to Felicja też nie będzie miała dostepu do internetu.
Czy to znaczy, że ona miałaby zaszkodzić samej sobie?
Autorko, skoro ten facet na początku małżeństwa i aż do piątego miesiąca drugiej ciąży zachowywał się inaczej, to znaczy, że on doskonale wie, jak należy zachowywać się w domu.
.Ulle, co z tego że wie, jak mu to zwisa jak kilo kitu? Jak przekonać go, aby wziął na siebie część obowiązków domowych; samym gadaniem/proszeniem? Przecież autorka do wyrzygania gada i to jak do ściany. Ma go smagnąć batem? Sprawy doszły do punktu "0" czyli przesilenia i teraz albo wóz albo przewóz. Jeżeli facet nie zajarzy że wokól niego toczy się normalne życie, czyli trzeba zapłacić rachunek np. za internet żeby działał, to dalej będzie myślał, że internet to dar niebios i wystarczy korzystać. Czasem trzeba uzmysłowić komuś, że nie wystarczy komputer i ekran żeby grać. Potrzeba jeszcze takich nieuchwytnych i niewidzialnych rzeczy jak prąd i Wi-Fi.
Kochana, tak uczyć można dziecko, a nie dorosłego faceta, ojca dwójki dzieci.
On doskonale wie skąd biorą się pieniądze. Felicja napisała, że nie jest leniem, tylko w pracy zawodowej daje z siebie wszystko, bo łapie nadgodziny itd przynosi pieniądze a nie wywala na wóde ani na baby - on wie, że trzeba pracować, żeby utrzymać rodzinę.
Oni oboje o tym wiedzą i oboje ciężko pracują także i poza domem.
Problemem jest tylko to, że on zachowuje się tak w domu.
Innym problemem jest też to, że oni bardzo mało oszczędzają na tzw czarna godzinę i że ciągle mieszkają w wynajętym mieszkaniu.
W razie czego oboje lądują na bruku?
Fakt, tylko o tym lądowaniu na bruku na razie myśli tylko Felicja i tego się boi. On ma to tam, gdzie mu prąd i internet nie dochodzi póki co.
ulle napisał/a:Salomonka napisał/a:Ulle, co z tego że wie, jak mu to zwisa jak kilo kitu? Jak przekonać go, aby wziął na siebie część obowiązków domowych; samym gadaniem/proszeniem? Przecież autorka do wyrzygania gada i to jak do ściany. Ma go smagnąć batem? Sprawy doszły do punktu "0" czyli przesilenia i teraz albo wóz albo przewóz. Jeżeli facet nie zajarzy że wokól niego toczy się normalne życie, czyli trzeba zapłacić rachunek np. za internet żeby działał, to dalej będzie myślał, że internet to dar niebios i wystarczy korzystać. Czasem trzeba uzmysłowić komuś, że nie wystarczy komputer i ekran żeby grać. Potrzeba jeszcze takich nieuchwytnych i niewidzialnych rzeczy jak prąd i Wi-Fi.
Kochana, tak uczyć można dziecko, a nie dorosłego faceta, ojca dwójki dzieci.
On doskonale wie skąd biorą się pieniądze. Felicja napisała, że nie jest leniem, tylko w pracy zawodowej daje z siebie wszystko, bo łapie nadgodziny itd przynosi pieniądze a nie wywala na wóde ani na baby - on wie, że trzeba pracować, żeby utrzymać rodzinę.
Oni oboje o tym wiedzą i oboje ciężko pracują także i poza domem.
Problemem jest tylko to, że on zachowuje się tak w domu.
Innym problemem jest też to, że oni bardzo mało oszczędzają na tzw czarna godzinę i że ciągle mieszkają w wynajętym mieszkaniu.
W razie czego oboje lądują na bruku?Fakt, tylko o tym lądowaniu na buku na razie myśli tylko Felicja i tego się boi. On ma to tam, gdzie mu prąd i internet nie dochodzi póki co.
On ma po prostu bardzo wygodny układ - taki stworzył sobie już przy drugiej ciąży przy współudziale autorki.
Tak naprawdę nie można mu zarzucić, że nie loży na rodzinę, bo przecież pracuje, bierze nadgodziny itd ( Felicja robi dokładnie to samo i zarabiają podobnie), opieprza się w momencie wejścia do domu.
Autorka co jakiś czas próbuje wymóc na nim, żeby robił w domu cokolwiek, a on bimba sobie centralnie na to, czego ona chce. Jego wysiłek polega na tym, że idzie wyłączyć gaz pod ugotowanymi jajkami, a resztę ma po prostu w dupie.
Felicja nie dość, że ma kupę roboty w domu, przy dwójce małych dzieci, to jeszcze musi chodzić i sprzątać po chłopie.
Szeptem czy rzeczywiście nie ma szans dla Felicji?
W zasadzie można byłoby tak stwierdzić, gdyby takie rzeczy zaczęły dziać się między nimi od samego początku małżeństwa, ale tak przecież nie było.
To nie jest debil, tylko człowiek, który ustawił się wygodnie na plecach żony i jedzie na nich beztrosko.
Należy nim potrzepac, a jeśli to nie przyniesie żadnego efektu, to prostu rzucić go w cholerę albo żyć z nim dalej i godzić się na taki układ.
Facet jest minimalistą, skoro przez tyle lat nie zatroszczył się o to, żeby jego rodzina nie żyła na wynajętym mieszkaniu.
Wiem, że w Polsce żyje się bardzo ciężko, szczególnie w ostatnim roku, ale ich małżeństwo trochę już trwa i był czas na to, żeby pomyśleć o własnym mieszkaniu.
Felicja będzie żyła z tym człowiekiem na zasadzie, że ciągle będzie musiała wiązać koniec z końcem, na dodatek urobi się w życiu po pachy.
Salomonka napisał/a:ulle napisał/a:Kochana, tak uczyć można dziecko, a nie dorosłego faceta, ojca dwójki dzieci.
On doskonale wie skąd biorą się pieniądze. Felicja napisała, że nie jest leniem, tylko w pracy zawodowej daje z siebie wszystko, bo łapie nadgodziny itd przynosi pieniądze a nie wywala na wóde ani na baby - on wie, że trzeba pracować, żeby utrzymać rodzinę.
Oni oboje o tym wiedzą i oboje ciężko pracują także i poza domem.
Problemem jest tylko to, że on zachowuje się tak w domu.
Innym problemem jest też to, że oni bardzo mało oszczędzają na tzw czarna godzinę i że ciągle mieszkają w wynajętym mieszkaniu.
W razie czego oboje lądują na bruku?Fakt, tylko o tym lądowaniu na buku na razie myśli tylko Felicja i tego się boi. On ma to tam, gdzie mu prąd i internet nie dochodzi póki co.
On ma po prostu bardzo wygodny układ - taki stworzył sobie już przy drugiej ciąży przy współudziale autorki.
Tak naprawdę nie można mu zarzucić, że nie loży na rodzinę, bo przecież pracuje, bierze nadgodziny itd ( Felicja robi dokładnie to samo i zarabiają podobnie), opieprza się w momencie wejścia do domu.
Autorka co jakiś czas próbuje wymóc na nim, żeby robił w domu cokolwiek, a on bimba sobie centralnie na to, czego ona chce. Jego wysiłek polega na tym, że idzie wyłączyć gaz pod ugotowanymi jajkami, a resztę ma po prostu w dupie.
Felicja nie dość, że ma kupę roboty w domu, przy dwójce małych dzieci, to jeszcze musi chodzić i sprzątać po chłopie.
Szeptem czy rzeczywiście nie ma szans dla Felicji?
W zasadzie można byłoby tak stwierdzić, gdyby takie rzeczy zaczęły dziać się między nimi od samego początku małżeństwa, ale tak przecież nie było.
To nie jest debil, tylko człowiek, który ustawił się wygodnie na plecach żony i jedzie na nich beztrosko.
Należy nim potrzepac, a jeśli to nie przyniesie żadnego efektu, to prostu rzucić go w cholerę albo żyć z nim dalej i godzić się na taki układ.
Facet jest minimalistą, skoro przez tyle lat nie zatroszczył się o to, żeby jego rodzina nie żyła na wynajętym mieszkaniu.
Wiem, że w Polsce żyje się bardzo ciężko, szczególnie w ostatnim roku, ale ich małżeństwo trochę już trwa i był czas na to, żeby pomyśleć o własnym mieszkaniu.
Felicja będzie żyła z tym człowiekiem na zasadzie, że ciągle będzie musiała wiązać koniec z końcem, na dodatek urobi się w życiu po pachy.
Fakt..życie z facetem czasami cięzkie jest, jak orka na ugorze ![]()
ulle napisał/a:Salomonka napisał/a:Fakt, tylko o tym lądowaniu na buku na razie myśli tylko Felicja i tego się boi. On ma to tam, gdzie mu prąd i internet nie dochodzi póki co.
On ma po prostu bardzo wygodny układ - taki stworzył sobie już przy drugiej ciąży przy współudziale autorki.
Tak naprawdę nie można mu zarzucić, że nie loży na rodzinę, bo przecież pracuje, bierze nadgodziny itd ( Felicja robi dokładnie to samo i zarabiają podobnie), opieprza się w momencie wejścia do domu.
Autorka co jakiś czas próbuje wymóc na nim, żeby robił w domu cokolwiek, a on bimba sobie centralnie na to, czego ona chce. Jego wysiłek polega na tym, że idzie wyłączyć gaz pod ugotowanymi jajkami, a resztę ma po prostu w dupie.
Felicja nie dość, że ma kupę roboty w domu, przy dwójce małych dzieci, to jeszcze musi chodzić i sprzątać po chłopie.
Szeptem czy rzeczywiście nie ma szans dla Felicji?
W zasadzie można byłoby tak stwierdzić, gdyby takie rzeczy zaczęły dziać się między nimi od samego początku małżeństwa, ale tak przecież nie było.
To nie jest debil, tylko człowiek, który ustawił się wygodnie na plecach żony i jedzie na nich beztrosko.
Należy nim potrzepac, a jeśli to nie przyniesie żadnego efektu, to prostu rzucić go w cholerę albo żyć z nim dalej i godzić się na taki układ.
Facet jest minimalistą, skoro przez tyle lat nie zatroszczył się o to, żeby jego rodzina nie żyła na wynajętym mieszkaniu.
Wiem, że w Polsce żyje się bardzo ciężko, szczególnie w ostatnim roku, ale ich małżeństwo trochę już trwa i był czas na to, żeby pomyśleć o własnym mieszkaniu.
Felicja będzie żyła z tym człowiekiem na zasadzie, że ciągle będzie musiała wiązać koniec z końcem, na dodatek urobi się w życiu po pachy.Fakt..życie z facetem czasami cięzkie jest, jak orka na ugorze
Nigdy nie jest idealnie, bo jak na przykład kobieta ma tak z mężem, jak np z Deszczu, to przecież i dobrobyt może namieszać we łbie.
Ja też, wiesz doskonale co mam na myśli, cały czas główkuje, jakby tu ułożyć sobie życie, żeby nikt na mnie nie żerował, a jednocześnie żebym miała to, co chce i zachowała przy tym komfort własnej wygody.
Chce po prostu, żeby komuś wygodnie i dobrze było ze mną, ale nie tak, żebym ja musiała coś stracić.
Ciężka sprawa.
Ja też, wiesz doskonale co mam na myśli, cały czas główkuje, jakby tu ułożyć sobie życie, żeby nikt na mnie nie żerował, a jednocześnie żebym miała to, co chce i zachowała przy tym komfort własnej wygody.
Chce po prostu, żeby komuś wygodnie i dobrze było ze mną, ale nie tak, żebym ja musiała coś stracić.
Ciężka sprawa.
Odrobina zdrowego egoizmu jeszcze nikomu na złe nie wyszła
Im bardziej chce się dogodzić innym, tym bardziej oni tego nie szanują.
ulle napisał/a:Ja też, wiesz doskonale co mam na myśli, cały czas główkuje, jakby tu ułożyć sobie życie, żeby nikt na mnie nie żerował, a jednocześnie żebym miała to, co chce i zachowała przy tym komfort własnej wygody.
Chce po prostu, żeby komuś wygodnie i dobrze było ze mną, ale nie tak, żebym ja musiała coś stracić.
Ciężka sprawa.Odrobina zdrowego egoizmu jeszcze nikomu na złe nie wyszła
![]()
Im bardziej chce się dogodzić innym, tym bardziej oni tego nie szanują.
Właśnie - dlatego nie chce znowu się pomylić, ale i tak spróbuję ( wiesz, o czym pisze).
Nie chcę, żeby w życiu było tak, że im więcej z siebie dajesz, tym mniej dostajesz w zamian.
Jak znaleźć ten złoty środek?
73 2022-05-21 22:25:39 Ostatnio edytowany przez Szeptuch (2022-05-21 22:46:06)
Salomonka napisał/a:ulle napisał/a:Ja też, wiesz doskonale co mam na myśli, cały czas główkuje, jakby tu ułożyć sobie życie, żeby nikt na mnie nie żerował, a jednocześnie żebym miała to, co chce i zachowała przy tym komfort własnej wygody.
Chce po prostu, żeby komuś wygodnie i dobrze było ze mną, ale nie tak, żebym ja musiała coś stracić.
Ciężka sprawa.Odrobina zdrowego egoizmu jeszcze nikomu na złe nie wyszła
![]()
Im bardziej chce się dogodzić innym, tym bardziej oni tego nie szanują.Właśnie - dlatego nie chce znowu się pomylić, ale i tak spróbuję ( wiesz, o czym pisze).
Nie chcę, żeby w życiu było tak, że im więcej z siebie dajesz, tym mniej dostajesz w zamian.
Jak znaleźć ten złoty środek?
Złoty środek to traktowanie ludzi z wzajemnością.
Nigdy ani dobrze ani źle.
Rozpoczynasz relacje z szacunkiem do drugiego człowieka - dajesz kredyt zaufania.
I to jak ta relacja się potoczy zależy już od drugiej strony.
Gdy odpowiada szacunkiem to ja kontynuujesz.
Gdy ktoś odpowiada jego brakiem to twoim obowiązkiem jest ta relacje zakończyć.
Ja z powodu traumy jaką zgotowali mi rodzice miałem ogromy problem z zaufaniem.
Na studiach przez 2 lata chodziłem na terapie, i gdy stwierdziłem że mam to przepracowane to zacząłem szukać żony.Wcześniej podczas terapii, dużo relacji typu: spotkanie na sex ale nigdy żadnej z tych dziewczyn nie powiedziałem kocham,
wyjazd do Japonii, a tam sexu jeszcze więcej, w zasadzie nieograniczone ilości, bo naprawdę lecą na białych, i bez skrepowania same podchodziły i proponowały,a jedynym kryterium było to że bylem inny. Poczułem się jak szmata.
Po Powrocie zacząłem szukać żony, nie dziewczyny tylko zony.
Zajęło mi 7 lat. W Tym czasie żadnych relacji,żadnego sexu. Byłem wręcz zniesmaczony kobietami. Bo wszystkie wydawały mi się dziecinne, imprezy,seriale i media społecznościowe.
Mimo że umawiałem sie z kobietami 25+
Kilka razy na 1 randkę dziewczyna przyszła z koleżanką... dla bezpieczeństwa..ta, żeby nażreć się za darmo przyszły, i te ich oburzone miny gdy powiedziałem że każdy płaci za siebie.
Co do egoizmu to ja jestem jego przeciwnikiem. Asertywność tak ale nie egoizm
Może mam wizje miłości niczym z produkcji Disneya, ale uważam że gdy się kocha to nie ma "ja" i "ty" jesteśmy tylko "my"
Tak, zapewne się na tym człowiek przejedzie ale jak mówi pismo:
Znam twoje czyny, że ani zimny, ani gorący nie jesteś.
Obyś był zimny albo gorący!
A tak, skoro jesteś letni
i ani gorący, ani zimny,
chcę cię wyrzucić z mych ust.
Nie wyobrażam sobie nie zatracić się w miłości.
Warto być samemu i szukać faktycznie tego jedynego.
Pomimo tego że "nie ma dobrych uczynków bez kary"
Jeżeli się kocha to sie kocha, jaki sens ma ciągła asekuracja,strach że ktoś cie skrzywdzi?
Zapewne nie raz i nie dwa w życiu człowiek dozna krzywdy.
ale chodzi o to żeby znalesc osobę, tą jedną,jedyną która tego nie zrobi
Ulle jesteś naprawdę wartościową osobą, nie spiesz się, znajdź przyjaciela i wszystko pójdzie już z górki
Ja gdy spotkałem żonę, po pierwszej wymianie zdań, wiedziałem ze będzie świetną przyjaciółką i jakoś to poszło. Potem doszło partnerstwo i sex.
A co do reszty życia..cóż..i tak wszyscy w końcu umrzemy, większość z nas w bólach i cierpieniu wiec po co się przejmować?
Sam fakt, że ktoś sobie tak wygodnei założył, iż po powrocie do domu nic go już nie interesuje, jest przejawem skrajnego egoizmu. Rzeczywiście trzeba gościem wstrząsnąć i to mocno, bo inaczje nie pojmie, że granice wytrzymałości kobiety, jego żony, kiedyś się skończą.
Rozbawił mnie ten przykład z ziemniakami. Bo tak dokładnie jest. Kiedyś, jak powiedziała, że jajka już się ugotowały, to wyłączył gaz, ale te jajka zostawił we wrzącej wodzie, bo nie domyślił się, żeby jajka wyjąć, tudzież przelać zimną wodą
No ale jak Ty to widzisz?
Czy ta sytuacja pokazuje, że on nie myśli, nie przewiduje, czy brakuje mu podstawowej wiedzy i doświadczenia nawet tak w prostych sprawach, czy też nie jest zainteresowany takimi rzeczami, bo czuje się powołany do wyższych celów ;-), czy może po prostu jest leniwy i nie chce mu się.
Powiem tak, mąż mnie kocha, tak mi się wydaje, okazuje mi to, mam wrażenie, że jest nawet bardziej wylewny niż ja. Ja też go kocham, ale ten cały kryzys w naszym związku mi to przyćmiewa. Sama miłość to niestety nie wszystko. Kiedyś, jeszcze 2, 3 lata temu, nie wyobrażałam sobie życia bez niego. Teraz czasami rozważam taki scenariusz, co już samo w sobie jest dla mnie lampką kontrolną. Z drugiej strony nigdy mnie nie okłamał, nie ogranicza mnie, nie kontroluje, zarabia, zostanie z dziećmi sam itd. Tylko nie szanuje mojej pracy w domu. Zarabiamy podobnie, ja jakieś 300 zł mniej, może 400. Fakt On ma pracę fizyczną, ja pracuje w gabinecie stomatologicznym, 3 razy w tyg z doktorem i 2 dni jestem sama. Jemu chyba chodzi o to, że ja mam lżejszą pracę. Ale zasłużyłam na taką, skończyłam dwie szkoły, wcześniej pracowałam w gastronomii, na nocki. Albo nawet na straganach, festynach, nigdy nie byłam całkowicie uzależniona finansowo, ani utrzymywana przez męża. Wiem, że on się nie zmieni raczej, ale może uda mi się uświadomić mu, żeby bardziej się angażował we wspólne życie. Bo np starszą córka mówi, że bardzo kocha tatę, ale żeby mniej grał a więcej się z nimi bawił... ja też czasem potrzebuje poleniuchować i włączam dzieciakom bajki czy gierki na tablecie. Ale mąż sporadycznie ułoży z nimi puzzle czy klocki. Jedyne co to chodzi na plac zabaw z nimi. Jak gdzieś dalej do parku czy na spacer to już chce razem iść, bo mówi, że nie ogarnie.
Mam okropny mętlik w glowie, każdy mówi, ze taką super z nas para. Jak czasami pozory mylą. Koleżanki czasami to m nawet zazdroszczę, bo nie chodzi po kumplach, nie upija się. Może ja za bardzi wyolbrzymiam, nie wiem. Nie wyobrażam sobie rozbić rodziny z takiego powodu. Ale też chciałabym czuć, że ktos docenia, to co robię dla rodziny i domu. Jestem tak zestresownaa, że wybucham bez powodu czasem. Zapisałam się do psychologa. Bo cały czas żyje pod presją czasu i presją tego, żeby jak najlepiej ogarniać rodzinę i dom, bo mam wrażenie, że wszyscy dookoła sobie lepiej radzą. Kwestie finansowe, wiadomo, nie jest lekko. Staramy się jakoś dorobić, poprawiamy tą sytuację, ale na tą chwilę nic więcej nie zrobię. Miałam trudny start w dorosłe życie, wiec dobrze, że przynajmniej starcza mi na życie i podstawowe potrzeby dzieci.
Ps. Dużo słów wsparcia i motywacji dostałam tu od Was na forum, poczułam się taka doceniona i miło, że ktoś potrafi zauważyć, że ciężko tak wszystko ogarnąć. Dziękuję.
Autorko, wszystko o czym piszesz, jeśłi jest tylko prawdą, świadczy w pewnym sensie o tym, że porządny z niego człowiek. Zapewne takie cechy przemawiają za tym, że obdarza się kogoś zaufaniem i zależy nam na tej osobie. Ale z drugiej strony nie da się przecież tolerować takich braków, jakie on tu prezentuje. Są pewne sprawy, które po prostu nie podlegają dyskusji. Najprostsze czynności domowe, obowiązki czy zajęcia to raczej norma, więc ktokolwiek, kto tego nie ogarnia czy nie chce ogarniać, powinien być postawiony pod ścianą. W głowie mi się nie mieści takie podejśćie. To już nawet nie chodzi o to, że ktoś zajmuje się w tym czasie pierdołami, ale sam fakt, że wykorzystuje tą "wygodę", iż zawsze ktoś za niego to zrobi. On zwyczajnie potrzebuje wstrząsu, bo sam się nie ogarnie.
Felicjo, on może Cię i kocha, ale to nie zmienia faktu, że wykorzystuje Twoje poczucie obowiązku, Twoje powinności wobec innych, Twoje obawy, Twoje wyobrażenia, Twoje nastawienie na dawanie. Zgraliście się. Gdyby nie Twoje predyspozycje do brania na siebie zbyt wiele, to on nie miałby możliwości wykorzystania tego.
Sęk w tym, że sobie już z tym wszystkim przestajesz radzić. Dobrze, że trafiłaś pod opiekę specjalisty, mam nadzieję, że on pomoże Ci zadbać o siebie i wymagać też od innych.
Już na początku związku warto ustalać takie rzeczy bo potem problemy narastają. Oboje z mężem jesteśmy bałaganiarzami, więc kupiliśmy sobie Roombe do sprzątania a do grubszych tematów typu mycie okien wynajmujemy firmę. Gotujemy na zmianę, opieka nad dziećmi też jest podzielona.
80 2022-07-01 14:21:54 Ostatnio edytowany przez cisza to ja (2022-07-01 14:36:50)
/./
Mąż znalazł sobie hobby - gry na konsoli, albo na komputerze.
I tak potrafi po kilka godzin. Myślałam, że wszystko wróci do normy, jak wrócę do pracy na cały etat.
Ale NIE. Oboje pracujemy po 8 godzin. Rano mąż zawozi wyszykowane przeze
mnie dzieci do przedszkola, potem po pracy je odbiera i daje im przygotowany
przeze mnie z rana lub dzień wcześniej posiłek, pół godziny później wracam
ja z pracy. I na tym kończą się obowiązki mojego męża.
/./Mąż dalej zajmuje się sobą.
Sam z siebie nic nie zrobi, muszę mu kazać i wtedy słyszę słynne zaraz,
po czym po kilku razach przypomnienia wstanie i to zrobi.
Pranie, wyjście na plac zabaw z dziećmi, jakieś zakupy w markecie większe.
I znowu koniec dnia. Czasami, jak już naszykuje dzieci do spania i leżą w łóżkach
to wyjdę na plotki do koleżanki. W niedzielę czasem odpocznę chociaż od gotowania, jak pojedziemy na obiad do rodziców, albo coś zamówimy gotowego.
Mąż jest pracowity, zawsze zarabiał, miał pracę jak była możliwość brał
dodatkową w soboty, czy popołudniami.
/./
Po nocach mi śni On grający i obrócony do drzwi plecami.
Tak naprawdę Mąż jedynie popilnuje dzieci, które są już spore i trzeba tylko dać
im jeść i pilnować, żeby się nie pozabijały. No i zarabia pieniądze. I na tym koniec. Wszystkim innym zajmuję się ja, nawet nie posiedzi że mną wieczorem,
przychodzi jak już się nagra o 22, czy 23, a ja wtedy jestem zmęczona
całym dniem i marzę żeby poczytać 10 min i iść spać.
Nawet na seks nie mam ochoty, bo jak sobie uświadomię, jak mnie wkurza na co dzień, że tak wszystko olewa, to się odechciewa.
/./
Cały czas trzeba nim kierować: mówię, żeby sprawdzić oleje w samochodzie,
zobaczyć do kiedy przegląd, rachunki do kiedy opłacić, nawet muszę mu pilnować
kiedy ma dentystę, czy że pora już iść do fryzjera. Kiedyś się zbuntowałam, przestałam prać jego rzeczy, gotowałam tylko dla dzieci, nie zmywałam. Doszło do tego, że jadł na obiad parówki, albo jakieś Hamburgery gotowe, nie posprzątał oczywiście kuchni, jak już nie było czystych szklanek , to sobie wziął i umył jedną.
A majtki po kąpaniu sobie uprał ręcznie jedne, żeby mieć na kolejny dzień.
Po 3 dniach był tako syf w domu, że wychodziłam z tego kolejne 3 dni. I mówię mu, zobacz co się dzieje, jak nie ogarniam ja. A On na to, że mu nie przeszkadza to wszystko. Ale nie można żyć w takim brudzie, przecież mamy dzieci. Kocia kuweta
była tak zapuszczoną, że kot robił obok. Masakra. Nie da się tak dalej żyć. Mam wrażenie, że mój mąż mi wręcz w domu przeszkadza. Może jest jeden miły dzień
w miesiącu, tak to wszystkie takie same.
Zamienimy kilka słów, w weekend obejrzymy może jakiś film, ale to wygląda tak,
że mój mąż siedzi z laptopem obok mnie i tyle, jest nieobecny.
Gdybym mu nie kazała to nie robiłby nic.
Jak do tego doszło i jak można z tego wybrnąć? Długi post, ale chciałam przedstawić, jak najwięcej.
Felicjo
nie odzywałam się w Twoich poprzednich wątkach.
Tutaj dopiero przeczytałam, że masz inne poważniejsze, niż wesela problemy
i bardzo Ci współczuję, bo to co chcesz uzyskać od męża, nie jest takie proste.
Nie ma recepty na zmianę kogoś, jeśli on sam nie zechce i nie ma szablonu, że przyłożysz , podrasujesz i bingo.
Mam nieodparte wrażenie, że Twój mąż jest uzależniony od gier i Internetu.
Uzależnienie to choroba i nie zdziałasz niczego krzykiem, płaczem, poleceniem,
bo jak sama widzisz jego "zaraz" jest wykonane po wielu Twoich uwagach.
Usiadł tyłem do życia rodzinnego i wszystko ma głęboko w d...e, bo ta choroba
tak działa, że nie ma innych priorytetów.
Sama też napisałaś, że był pracowity. Był? - to tez dużo mówi.
Tylko terapia jest w stanie uświadomić jemu, ze jest chory i tylko tam może się zmienić, gdy przyzna się do uzależnienia i strat z tego powodu.
Myślę, że należy mężowi postawić warunek - leczenie albo rozstanie.
I zobaczysz, co wybierze. Jeśli mu zależy na Was /rodzinie/ to się podda terapii,
jeśli nie, to wejdzie spokojnie w swoje dobrze znane ścieżki.
A przy okazji powiem, że nie poszłabym w takiej sytuacji na żadne wesele,
a starałbym się uświadomić jego rodzinę, co jest tego przyczyną.
To ja - Ty zrobisz jak zechcesz, ale pamiętaj, że choroba może przybrać wielkie rozmiary i to, co teraz go zadowala, może wkrótce nie starczyć, bo haj będzie
za mały. Poczytaj sobie w necie o hazardzistach. Jest tego dużo.
Zapytaj męża ile On wydaje na gry, bo w necie nic za darmo nie ma.
Ja wojuję ze swoim młodym /16 lat/ wnuczkiem, którego jednoosobowo
wychowuję o to samo tj. brak pomocy, zainteresowania sprawami domowymi,
nie widzeniem potrzeby sprzątnięcia wokół siebie i po sobie.
Znam to sławne "zaraz" trwające w nieskończoność i awantury gdy wyłączam
o 23-ciej Internet.
Postawiłam młodemu ultimatum, albo terapia, albo ośrodek socjoterapeutyczny
do pełnoletności. No i wybrał - do pełnoletności będzie w terapii i w domu nadal.
Ja wiem, że trudno jest od dorosłego człowieka wyegzekwować podjęcie decyzji,
ale też wiem, że konsekwencją, nie ukrywaniem problemu, rozmowami -wiele
można uzyskać.
Jesteś silną kobietą, tyle udźwignęłaś dotychczas, to zawalcz o rodzinę.
Życzę Wam porozumienia i wyjścia na prostą.
Edit:
Teraz dopiero zauważyłam, że od miesiąca w wątku cisza, i że udałaś się po pomoc do fachowca.
Jeśli tu zaglądasz, to odezwij się proszę i napisz kilka słów.
Powodzenia.