Autorze, przeczytałam w całości Twój wątkowy post i serdecznie współczuję, że wpakowałeś się w taki układ. Toksyczność ludzi potrafi człowieka wykończyć psychicznie (co przekłada się somatycznie na fizykę również), a absurd zachowań powoduje, że człowiek zaczyna się zastanawiać czy sam postępuje właściwie i zaczyna mieć wątpliwości, czy jego świat jest normalny. I choć to, jak widzisz świat i "normalność" jest mocno zbieżny pewnie z większością percepcji innych, to popełniasz pewne błędy w myśleniu i podejściu do swojej sprawy.
Z tego co widzę, to chyba jesteś mocno zaangażowany w tą relację. Może powinieneś zapytać siebie samego dlaczego tak bardzo Ci na tym zależy ? Na pewno to oraz kilka innych rzeczy, sprawia, że nie podejmujesz swoich decyzji i kroków racjonalnie. Ale o tym później, jeśli będziesz chciał wysłuchać co ja widzę.
Nie pochylałam się nad wszystkimi postami, które pojawiły się pod Twoim wątkiem (niektóre zwyczajnie zignorowałam po pierwszym zdaniu, bo były nie do przyjęcia dla mnie), ale musisz się z tym liczyć, że do każdego Twojego zdania ktoś się przyczepi, bo tak już jest na tym forum (mimo, iż długo tu nie jestem, ale było to dla mnie od początku wyraźnie widoczne), a pewnie wolałbyś, aby ktoś podszedł do tego całościowo i czytał trochę między wierszami (a ładnie piszesz i składasz zdania więc czytało się to dobrze
- sorry musiałam rozluźnić trochę atmosferę, ale naprawdę tak sądzę).
Co do wątkowej Kasi : ta osoba ma ze sobą bardzo poważny problem i myślę, że nawet głębokie zaburzenie, ale jakie to nie mnie teraz wyrokować, bo dla Ciebie nie ma to znaczenia. Grunt, że do niego samego lub do jego pogłębienia przyczynili się z pewnością rodzice. I tu być może punkt dla Ciebie, że to zauważyłeś, chociaż skierowałeś swą złość tylko na rodziców rzeczonej Kasi. Pamiętaj, że ona w tym układzie również występuje. Niezależnie jaki jest przyczynek i geneza tego "rodzinnego układu" taki otrzymałeś stan zastany i należy się z nim pogodzić. Kasia w tej rodzinie czuje się chroniona i ma do nich 100% zaufania gdyż ostrzegają ją przed całym złym i strasznym światem (bo według nich tylko tak mogą ją uchronić od zła, czyli nie pozwalać jej żyć), co nie raz udowodnili ograniczając jej spotkania z jakimikolwiek ludźmi przez całe jej życie. No nie sparzy się Kasia, jak nie dadzą jej zapałek. Prawda? A kolejni amatorzy czy inne przyjaciółki zdemonizują na tyle, że Kasia jeszcze bardziej uwierzy w zło tego świata. Niestety widzę tu też niezdrową chęć kontroli jej przez rodziców, a to podlega pod kolejne poważne zaburzenie. Smutne to, ale z tego co piszesz, niestety prawdziwe. I tu kończąc, Kasia u nich czuje się bezpieczna, bo to oni wyjaśniają jej świat i to ten jedyny i prawdziwy, ba, na każdym kroku udowadniają jej, że od początku mieli rację, a to ona czasem błądzi. Czy to jest chore? Tak. Czy Ty możesz coś z tym zrobić? Nie.
Co do Ciebie Zagubiony_1 : emocję związane z Kasią ograniczają Twój rozsądek. Rozsądek powinien Ci podpowiedzieć: "A daj sobie z tym spokój, po co Ci to?", ale zaangażowanie w tą sprawę nie pozwala na taki tor myślenia. Myślę, że oprócz samych romantycznych uczuć Ty też wykazujesz pewną cechę, która idealnie wpasowuje się w tą historię. Chcesz ratować ludzi, jawnie nie zgadzasz się na niesprawiedliwość, jak widzisz zagubionego kotka to pomożesz znaleźć mu dom itd. Widzisz i kierujesz się jakby szóstym zmysłem wyczuwając emocje i prawdziwość ludzkich charakterów i intencji. Wyraźnie podkreślam, to nie jest nic złego, bo przecież wiele dobra z tego płynie i nie daj się wbić w strefę cynizmu i arogancji, jak by pewnie tu niektórzy chcieli. Ale czy trochę się zgadza z Twoim podejściem do życia?
Co do całości sprawy: W związku z tym, że mam do czynienia z osobami z różnymi zaburzeniami oraz z niektórymi byłam nawet w relacjach (nawet bardzo bliskich), to powiem Ci tylko jedno: jeśli sami nie są świadomi/nie chcą/boją się to ich nie jesteś w stanie uratować. Nie da się pomóc/uratować na siłę. Ja wiem, że to bolesne i można to potraktować jako osobistą porażkę, ale niestety nic na to nie poradzisz. To tak jak z osobami uzależnionymi, jeśli same nie zechcą, to się nie zmienią. Da się z takimi osobami żyć, pewnie, że tak, ale dla partnera takiej osoby, to gigantyczny wysiłek psychiczny i ciągła walka, a czasem niestety wakacje lub całe pozostałe życie w psychiatryku.
I teraz kilka teoretycznych opcji:
1. ratujesz siebie i uciekasz z tej relacji, pozostaje smak porażki, pewnie kiedyś przejdzie, lub po głębszym przemyśleniu smutna akceptacja rzeczywistości
2. pozostajesz w relacji, dźwigasz ten ciężar "naprawy" za Was oboje, walczysz z okutą w stal rodziną i samą partnerką, być może osiągasz nawet sukces, że udaje Ci się przekonać ją, że takie podejście rodziców jest dla niej złe i powinna się uwolnić. Macie pierwszą poważniejszą sprzeczkę, dziewczyna pędzi do rodziców i szuka ratunku, bo zawsze wszystko jej tłumaczyli i mieli racje, a Ty pozostajesz tym najgorszym w świecie świnią i tracisz dziewczynę na zawsze. I znowu porażka, a nawet gorsza, bo zainwestowałeś już naprawdę wiele, łącznie z 100% siwizną włosów i trzęsącymi się rękami.
3. pozostajesz w relacji, dziewczyna ma już dość maminej spódnicy, zabieracie się do auta na koniec świata, nie kontaktujecie się z jej rodziną. Wreszcie wolni! Jednak po czasie jej podświadomość i wpajane przez lata "zasady życiowe" dają o sobie znać, bo nie ma tej maminej spódnicy, która wszystko z nią omawiała i tłumaczyła. I zostaje Kasia sama samiuteńka i przerażona na końcu świata, bo partner to nie to samo co rodzina. To przecież obcy człowiek.
4. Kasia stwierdza w wyniku jakiś dramatycznych wydarzeń, że coś w niej pękło, udaje się do DOBREGO psychologa, który rozpoczyna jej diagnozę i terapię, być może też zaprasza na nią jej rodziców. Kasia jest już świadoma, że żyje w toksycznym środowisku, ale wrodzone i wypracowane instynkty mimo wszystko dają o sobie znać przez cały czas. Do końca życia żyje w lęku przed strasznym światem, bo nie da się jej samej wykasować, to cała ona. A Ty lub ktoś inny przez cały czas prowadzicie ją za rączkę i zapewniacie, że wszystko jest w porządku.
Wszystkie te teorie i komentarze mogą być zupełnie nietrafne, za co z góry przepraszam, ale wnioskuje na podstawie tego co otrzymałam w tekście. Niezależnie do celności komentarza spróbuj spojrzeć na to innym okiem. Może jeśli chcesz wyjaśnienia, to udaj się sam do psychologa i wszystko przedstaw szczerze jak na spowiedzi, bo widzę, że analiza jest Ci jakaś potrzebna, aby się uspokoić i podjąć jakąś decyzję co dalej.