Z góry przepraszam za długość tekstu. Mam jednakże nadzieję, że chociaż część z was dojdzie do jego końca i będzie w stanie zabrać głos. Dla was to kilka minut, a dla mnie to szansa na poprawę sytuacji w związku, z kobietą, którą darzę niezwykle silną miłością. Której pierwszej w moim życiu wyznałem miłość - nie rzucam słów na wiatr. Zacznijmy zatem od początku.
Kobieta, lat 26 (dla ułatwienia nazwijmy ją Kasia) i mężczyzna, lat 33 (Marcin). Razem jesteśmy od roku lub prawie roku (kwiecień/lipiec) w zależności jak liczyć, bo tu też inaczej na to patrzymy. Pracujemy ze sobą, z tym, że w oddzielnych pomieszczeniach. Oprócz nas w biurze są jeszcze 2 osoby, zaś cała organizacja liczy kilkaset osób i w ciągu dnia potrafi przewijać się mnóstwo osób, więc niekiedy bywają dni, że nie ma okazji między nami na dłuższe rozmowy . W pracy nikomu oficjalnie o nas nie mówiliśmy, co nie znaczy, że się z tym kryjemy. Wszędzie chodzimy za rękę i się całujemy. Są też osoby, które już nas ze sobą widziały na mieście, ale wychodzimy z założenia, że bycie na “tapecie” jest nam niepotrzebne.
Kasia miała dotąd wyłącznie jednego chłopaka (przez okres wakacji). Na zakończenie usłyszała od niego, że jest jak “mim” czyli nic nie mówi i jak lalka “ładna na zewnątrz, ale pusta w środku”. Ja dostrzegam w niej coś znacznie więcej. Jest to bardzo zamknięta osoba, niezwykle skryta, ale gdy już się otworzy jest niezwykle delikatną osobą, o złotym sercu, ach... dużo by pisać. Mój ostatni związek natomiast zakończył się przeszło 6 lat temu (dziewczyna mnie zdradzała, choć lepsze jest stwierdzenie, że to ona zdradzała swojego faceta ze mną). Przez rok nie mogłem do siebie dojść. Po tym doświadczeniu powiedziałem sobie, że mam już dość, nie chce z nikim być. Chyba, że pojawi się ktoś wyjątkowy, wart moich starań, kto je doceni. Że tylko jeden raz jeszcze mogę spróbować, bo kolejnych cierpień nie przetrzymam. No i stało się ![]()
Kasia jest osobą niezwykle zamkniętą w sobie. Mimo, że ma 26 lat, to przez całe życie nie zawiązała żadnych znajomości. Dosłownie żadnych. Nie ma choćby ani jednej koleżanki. Nie ma kompletnie nikogo. Jedyny świat w jakim się obraca, to jej rodzice oraz siostra z mężem. Na tym opiera także opinię na mój temat. To co powiedzą na mój temat jej rodzice czy pozostałe dwie osoby jest dla niej świętością. Ja nie mam pod tym względem żadnej siły przebicia. Nieważne, że widzimy się 6x w tygodniu i spędzamy ze sobą 10ki godzin. Nie raz rozmawialiśmy już o tym. Nalegałem wręcz by próbowała nawiązać z powrotem kontakt z koleżanką z czasów szkoły aby miała choć jedną opinię osoby trzeciej. Niestety do dnia dzisiejszego to nie nastąpiło. W domu mają ją za osobę, która nie ma o niczym pojęcia. Na pierwszym spotkaniu z jej rodzicami, usłyszałem po 20min, że chcieli ją wysłać do psychologa. Po roku jestem zdania, że psycholog jest jak najbardziej potrzebny, ale nie jej, a jej rodzicom. Nie zdają sobie sprawy, że brak możliwości podejmowania przez ich córkę decyzji prowadzi do niezaradności i to właśnie oni w moim odczuciu powodują to jak zachowuje się teraz. To, że nie ma znajomych. Po prostu była prowadzona przez rękę przez całe życie. Cały świat i wszyscy są źli i tylko oni są w stanie ją przed tym złem przestrzec. Tylko oni wiedzą wszystko najlepiej. Nikt inny. Bo skoro jednej córce wybili z głowy chłopaka, gdy miała kilkanaście lat, i ten facet po kilkunastu latach ma nieślubne dzieci, to w moim przypadku też mają rację, bo tak czują. Bo czytali, że związki z pracy nie mają przyszłości. Mimo ,że ja nie mam żadnej tego typu przeszłości, a Kasia nie ma nastu lat tylko 26. To wszystko nie jest ważne, bo ja i tak ładowany jestem do “jednego wora”. Wracać nie może później niż o 22.00. A i tak jest wtedy afera, że kobiecie nie przystoi wracać o takiej porze. Nocować u mnie tym bardziej jej nie wolno. Wyjeżdżać ze mną daleko z noclegiem również nie wolno, bo nie dostaje na to zgody.
Kasia rozpoczęła u Nas pracę w grudniu 2020 r. Byłem jedną z 3 osób w Komisji Rekrutacyjnej. Decyzja o zatrudnieniu jednej z kandydatek spadła na sam koniec na mnie, z racji, że to ja miałem ściśle współpracować z tą osobą na co dzień. Dlaczego padło akurat na nią ? W skrócie, zobaczyłem w niej siebie z przed wielu, wielu lat. Ja również byłem bardzo nieśmiały (jak siebie przedstawiła) sam również niesamowicie mocno stresowałem się tego typu rozmowami i nie miałem zbyt dużego doświadczenia w pracy (a biurowej wręcz wcale). Ale tak jak mi ktoś dał szansę i widział we mnie potencjał, tak ja zobaczyłem potencjał także w niej (i się nie pomyliłem). Z założenia i po sobie wiem, że w ludziach nieśmiałych tkwi duży potencjał i wystarczy go po prostu “uwolnić”. Wprowadzałem ja we wszystko osobiście przy częściowym wsparciu odchodzącej na emeryturę koleżanki. Wspieram i pomagam jej każdego dnia, włącznie z cytowaniem jej wręcz maili, które ma pisać.
Im dłużej miałem okazję z nią pracować i poznawać tym bardziej mi się podobała. Była niezwykle nieśmiała (nawet nie pojmowałem, że można być aż w takim stopniu). Bała się odezwać do każdego (jest już lepiej, ale ciągle nad tym pracujemy), była niepewna siebie.
Na pierwszą randkę pojechaliśmy motocyklem w kwietniu 2021 r. Spędziliśmy ze sobą całą niedzielę. Przez cały ten czas w kufrze miałem ze sobą małą różę. Założyłem sobie, że jeśli równie mocno spodoba mi się prywatnie będę chciał jej to jakoś pokazać. Gdyby randka była nieudana, róza po prostu nie znalazła by właścicielki. Także na pożegnanie otrzymała różę i delikatnego buziaka w policzek. Później pisaliśmy po powrocie ze sobą SMSy gdzie wyszło, że ją tym zaskoczyłem. Pomyślałem sobie potem, że te dwa gesty, to może faktycznie było za dużo na początek. Druga randka, to również podróż motocyklem, z dużą ilością spaceru. Na zakończenie dnia gdy chciałem ją przytulić (pamiętając poprzednią wiadomość) usłyszałem głośny krzyk “NIEEEE!!!” po czym szybko uciekła do swojego mieszkania. Po godzinie sama napisała i przeprosiła stwierdzając, że dla niej jest za wcześnie na buziaki. Randki kontynuowaliśmy już później co tydzień i spędzaliśmy ze sobą praktycznie całe dnie (pierwszy pocałunek był chyba na 6tej albo 7tej). Pisanie do siebie czy dzwonienie po pracy było bardzo częste. Miłość wyznaliśmy zaś sobie na przełomie września/października (ok. pół roku od pierwszej randki).
Pierwsze natknięcie się na jej rodziców, a w zasadzie mamę było nieco ponad 3 miesiące od naszej pierwszej randki. Skoro już od wielu tyg. się spotykaliśmy, a ja jeżdżę do domu w tym samym kierunku (zbaczam raptem jakieś kilkaset metrów) uznałem za coś naturalnego odwożenie jej do domu. Bywało, że po odwózce spacerowaliśmy niedaleko jej bloku (park) albo po prostu potrafiliśmy siedzieć 0,5 – 1h w aucie gdy nie było pogody i na zmianę rozmawiać, całować się, znów rozmawiać i tak w kółko. Wychodzę z założenia, że to normalne, przecież to pierwszy etap zakochiwania się, gdy czuje się najwięcej motyli w brzuchu. W ten feralny dzień było między nami bardzo namiętnie, a z racji siedzenia na przodzie auta, normalne jest, że musiałem się nachylać nad nią by ją pocałować skoro siedziała na fotelu pasażera. Tak, było także obmacywanie po ubraniu – piersi, kolana. Ni stąd po jakimś czasie mówi “moja mama, muszę iść”. Okazało się, że jej mama (razem z jej siostrą) podglądały nas przez cały ten czas z okna mieszkania na drugim piętrze, a po czasie zdecydowała się do nas wyjść i ją zawołać. Pierwsze co przyszło mi na myśl odjeżdżając ? Jak zboczoną osobą trzeba być żeby podglądać swoją (wtedy) 25 letnią córkę i to co wyprawia ze swoim facetem i dodatkowo do nich wyjść ? Czy wg was to jest normalne ? Bo dla mnie nie. Dodam, że nie byliśmy centralnie pod blokiem, więc naprawdę trzeba było się przyjrzeć żeby nas widzieć.
Po tym zajściu, zaraz na drugi dzień była nasza pierwsze kłótnia. Myślałem wręcz, że ze mną zrywa. Gdy tylko wszedłem do pracy od razu zauważyłem, że coś jest nie tak. W czasie rozmowy usłyszałem, że nie traktuję jej poważnie, że się nią bawię. Bo spotykamy się tyle czasu, a ja nawet nie zapytałem “czy będziesz ze mną chodzić i zostaniesz moją dziewczyną?”. Że odwożę ją do domu wyłącznie po to, bo na coś liczę, w tym na sex. Że chcę ją wykorzystać. Że przyjąłem ją do pracy tylko i wyłącznie dlatego, że chciałem ją “przelecieć”. Zdębiałem gdy to usłyszałem. Wiedziałem, że to nie jej słowa, bo nigdy w ten sposób ze mną nie rozmawiała. Powiedziałem jej, że pytanie o chodzenie zadają sobie nastolatkowie (może się mylę ?), a my skoro jesteśmy dorośli i spotykamy się od nastu tygodni, a na co dzień mamy ze sobą dodatkowo kontakt w pracy, to chyba oczywiste jest, że ze sobą chodzimy, że traktuję ją jak swoją dziewczynę, że jest dla mnie ważna. Powiem szczerze, jestem uczuciowym facetem, bardzo mnie te słowa zabolały. Zaczął drżeć mi głos, popłynęła łezka i żeby się nie rozkleić wyszedłem się przejść. Naprawdę sądziłem, że to już koniec. Gdy wróciłem była kolejna rozmowa, pocałowaliśmy się, a ja kucając przy niej gdy siedziała zapytałem o to co chciała, czyli czy będzie moją dziewczyną. Usłyszałem tak
To był też ostatni raz gdy robiliśmy w samochodzie coś innego niż całowanie. Od tego czasu przy odwożeniu rozmawiamy 5 czy 20min, pocałunki na pożegnanie i się żegnamy. Najzwyczajniej czuję, że jestem na celowniku i nie mam śmiałości na nic więcej.
Wtedy jeszcze nie widziałem, że to będzie dopiero początek i próbka możliwości tego co potrafią jej rodzice.
Kolejna sytuacja wynikła w listopadzie. Czyli miesiąc po powiedzeniu sobie “Kocham Cię”. Jeszcze zanim zaczęliśmy chodzić ze sobą wspominałem, że chcę wybrać się na Majdanek z racji wspomnień (350km od naszego miejsca zamieszkania). Pech chciał, że nie mogłem w okresie gdy chciałem. Także gdy nadeszła okazja zapytałem czy pojechałaby ze mną tam + nocleg i zwiedzanie Lublina. Zaświeciły jej się oczy i widać, że chciała. Powiedziała niestety, że musi zapytać jeszcze rodziców. Oczywiście dostała odmowę. Kolejne wtrącenie w związek dorosłej kobiety. Wtedy wiedziałem już, że rodzice nie pozwalają jej na podejmowanie własnych decyzji. Ma wykonywać po prostu polecenia. Oczywiście pokłóciliśmy się o to i powiedziałem, że troje w związku (ona, ja i jej rodzice), to już tłok i na coś takiego się nie pisałem. Że to jest jej życie i decyzje mają być jej. Znów doszło do spięcia między nami, ale po 2 dniach się spotkaliśmy i porozmawialiśmy. Padło też wtedy stwierdzenie, że nie byłem jeszcze u jej rodziców i chcą mnie poznać. I że w ogóle mam przychodzić jak najczęściej do niej, bo rodzice chcą mnie poznawać.
Było oczywiście parę tyg. później najpierw zapoznanie z moimi rodzicami (pierwszy zaprosiłem), a potem u niej. Tak samo zresztą w święta (wspólnie spędzony cały dzień przy stole z jej rodzicami i siostrą z mężem). Później doszły jeszcze chrzciny ich nowo narodzonego dziecka, którego Kasia została matką chrzestną. Tak więc od listopada do stycznia bywałem tam 1-2x w miesiącu. W międzyczasie gdy jednego razu byliśmy umówieni na przyrządzenie u mnie kolacji, gdy ją odbierałem zeszła z nią do mnie jej mama i powiedziała, że przecież nie ma sensu jechać i mamy ją przyrządzić u nich. Powiedziałem, że wcześniej mieliśmy już uzgodnione, że jedziemy do mnie, na to usłyszałem od jej mamy, że “mam zły charakter”. To było jakiś miesiąc od mojej wizyty u nich. Najgorsze było jednak przed nami, a więc WALENTYNKI.
Zaprosiłem ją do mnie na walentynki. Mówiłem, że spotykamy się już kilka msc. i jeszcze nigdy u mnie nie nocowała (kompletnie nie chodziło mi o seks, bo wiem, że jeszcze z nikim nie była i to byłby dla niej duży krok). Oczywiście znów zaświeciły się oczy, uśmiechnęła się, no ale oczywiście padło - ale muszę zapytać rodziców. Ja na to, że ma w końcu zacząć decydować o swoim życiu sama i ma po prostu poinformować ich jak dorosła osoba, że przyjeżdża do mnie i wraca na noc. Oni mieli swoje życie i mają dać przeżyć jej swoje tak jak ona chce. Przyjechaliśmy do mnie i dosłownie wybuchła płaczem, który trwał ze 2h. Rodzice wyzwali ją od najgorszego sortu kobiet, bo nie raczyła tego z nimi “przedyskutować”. Jeszcze nawet pod wieczór pisała do niej mama, że ma to przemyśleć i może wróci do domu. Od tego czasu między nami się pogorszyło. Byłem jeszcze u niej i rodziców tydzień później, ale powiedziałem, że przyjechałem wyłącznie dlatego, że jej to wcześniej obiecałem, a następny raz przyjadę za 3 miesiące, bo moje przyjeżdżanie tam niczego nie zmienia. Po prostu jaki sens jest chodzić do osób, które rozmawiają i śmieją się gdy z nimi jesteś, a gdy tylko drzwi się zamykają obrabiają Tobie tyłek? Nienawidzę fałszywości. Cały czas jej powtarzam, że przychodzenie tam nie jest dla mnie żadną przyjemnością. Wtedy też na drugi dzień mi powiedziała, że rodzice byli niezadowoleni, bo zamieniłem z nimi raptem dwa zdania i poszliśmy do niej. Tak - nie miałem ochoty z nimi rozmawiać po incydencie parę dni wcześniej, a dwa oni też już nic nie mówili, więc poszliśmy do jej pokoju. Mama rzekomo była oburzona, że zamknąłem za nami drzwi, a po godzinie gdy były otwarte, bo Kasia poszła do kuchni po napój, rzekomo specjalnie się przesiadłem żeby na nich nie patrzeć, mimo, że Kasia zaniosła im w tym samym czasie napoje i zamknęła ich drzwi do salonu... Oczywiście po mojej decyzji o nie przychodzeniu do niej (z wiadomych względów) Kasia też przestała do mnie przez to przychodzić, mimo, że jest w mojej rodzinie bardzo lubiana i nikt złego słowa na nią nie powiedział. Ona natomiast uważa, że ja na jej rodziców nie mam prawa się gniewać. Z kolei rodzice wmawiają jej, że skoro do niej nie przychodzę, to po prostu nie szanuję jej i jej uczuć, i że ja nic to niej nie czuję. Nie ważne, że dzwonię do niej w weekendy i zapraszam w inne miejsca na randki, ona odmawia, bo “wiem co mam zrobić”, czyli przyjść do niej i rodziców. W święta wielkanocne się nie widzieliśmy, kolejny powód by rodzice na mnie naskoczyli, czego zresztą nie omieszkali. Spotkaliśmy się za to w wielką sobotę na bilardzie, tu też mi się oberwało od jej rodziców, bo w wielką sobotę ludzie szykują się do świat i ona ma obowiązek pomagać w domu. Nie ważne, że była to nasza rocznica - 9 miesiąc po tym jak poprosiłem ją by ze mną chodziła. Z sarkazmem zaś ktoś jej powiedział, że kwiaty które wtedy ode mnie dostała miała sobie postawić na święta na krześle...
Podsumowując. Przez rok Kasia nocowała u mnie 1 raz ! Dla niej jest to normalne, bo tak mówią jej rodzice i teraz twierdzi cały czas, że zrobiła błąd, że postąpiła po swojemu i się ich nie posłuchała. Oni wiedzą wszystko najlepiej i “żadna obca osoba nie będzie wiedziała lepiej od nich”. To ostatnio od Kasi usłyszałem.
W czasie randkowania wszystkie SMSy które do niej pisałem czytała swoim rodzicom. Okazało się więc, że odpowiedzi nie są jej, a jej mamy. Tata podobno wychodził z pokoju gdy je czytała. Oboje jednak stwierdzali, że moje wiadomości są tak przemyślane, że aż podjerzane. Jestem dobrze ułożoną osobą, zwracam uwagę na to jak się pisze. Zawsze tak było. Ale tutaj wypadało, że lepiej gdybym pisał prostacko aniżeli z sercem. Ze wszystkiego również im się zwierza. Z każdej jednej naszej rozmowy. Także wiedzą ile mam na koncie, co sądzę na ich temat itd. Jej natomiast nie wolno mówić niczego na ich temat. W drugą stronę ma być natomiast pełna relacja. Gdy ostatnio mówiłem jej, że moją pomoc w pracy muszę jej ograniczać, bo chcę żeby starała się być samodzielna, rodzice wmówili jej, że pomagałem jej wyłącznie dlatego aby się ze mną spotykała. Mimo, że rozmawiałem z nią na ten temat już w grudniu. Są też obrażeni, bo powiedziałem kiedyś Kasi, że powinni się “ogarnąć”, a tyczyło się to właśnie tych zakazów/nakazów i wtrącania się w nasz związek. Oczywiście to też im powiedziała, bo przecież dlaczego by nie...
Co do odwożenia jej do domu, robię to do dziś. Oczywiście nadal nie podoba się to jej rodzicom. Teraz pada z kolei stwierdzenie, że kiedyś jej to wypomnę, więc powinna przyjeżdżać sama. Bo przecież “on cię wykorzystuję” już po takim czasie nie przejdzie. Pamiętam jak kiedyś jeździliśmy po sklepach w celu wymiany kolczyków (nie trafiłem z prezentem na święta) i było po godzinie 21.00. Wtedy też usłyszałem, że rodzice jej powiedzieli, że po co ja ją w zasadzie przywiozłem aż pod dom. Przecież mogłem ją podrzucić na tramwaj... Powiedziałem jej wtedy, a gdyby coś ci się stało podczas powrotu ? Wiem, 1 sytuacja na milion, ale wtedy byłaby z kolei pretensja dlaczego Ciebie nie odwiozłem. Takich przykładów jest dziesiątki. Każdy mój uczynek czy gest, mały czy duży jest traktowany jako podstęp. Nie ważne czy to było po tygodniu znajomości czy po roku.
Parę dodatkowych smaczków(może nieistotnych):
- 9/10 naszych kłótni, było przez jej rodziców albo bezpośrednio związane z ich nakazami/zakazami,
- jej siostra trzyma sztamę równo z jej mamą. Dochodzi do tego, że gdy jesteśmy ze sobą siostra pisze zawsze do niej w okolicach 20.00 czy już jest w domu. Jeśli nie to ma się już zbierać (siostra raptem 3 lata starsza od niej),
- czasami bez okazji potrafię kupić jej mały bukiecik kwiatów (powiedzmy raz na 1,5 – 2 msc.). Tak po prostu. Bez okazji.
- zawsze jej powtarzam, że rodzice ją na pewno bardzo kochają, ale czasem przesyt tej miłości może bardziej szkodzić w życiu niż mieć pozytywny wpływ,
- jestem osobą bardzo spokojną i również można powiedzieć, że trochę zamkniętą. Musi minąć sporo czasu lub muszę go spędzać z drugą osobą sporo, żebym się do kogoś przekonał. Nie bardzo lubię też zloty rodzinne – siedzenie po 5 czy 8h przy stole jest dla mnie po prostu męczące, można powiedzieć wręcz, że się wtedy “dusze”.
Ostatnio zaczęła mi mówić, że jej uczucie do mnie wygasa i, że złamałem jej serce. Rzekomo tym, że nie przychodziłem do niej mimo, że bardzo tego pragnęła. To, że proponowałem w tym czasie wyjścia w inne miejsca, a ona je odrzucała nie ma znaczenia. Wyszedłem kilka dni temu z propozycją aby razem udać się do psychologa, aby trzecia osoba nie powiązana z żadną ze stron pokazała jej w jak niezdrowej relacji aktualnie żyje i ma to także bardzo duży wpływ na nasz związek. Nie powiedziała nie, ale myślę, że boi się usłyszeć prawdę, więc mało prawdopodobne, że zgodzi się tam pójść. Choć sądzę, że dociera to częściowo do niej.
Mam w planach pokazać jej ten wątek, po tym jak uzyskam tutaj niezależne opinie. Bo może to we mnie tkwi problem, a nie w jej rodzicach ? W najbliższy weekend mam do niej przyjść po nieco ponad 2 msc.