Nadopiekuńczy rodzice dziewczyny czy moje przerważliwienie ? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Nadopiekuńczy rodzice dziewczyny czy moje przerważliwienie ?

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 65 z 90 ]

1 Ostatnio edytowany przez Zagubiony_1 (2022-05-01 20:08:09)

Temat: Nadopiekuńczy rodzice dziewczyny czy moje przerważliwienie ?

Z góry przepraszam za długość tekstu. Mam jednakże nadzieję, że chociaż część z was dojdzie do jego końca i będzie w stanie zabrać głos. Dla was to kilka minut, a dla mnie to szansa na poprawę sytuacji w związku, z kobietą, którą darzę niezwykle silną miłością. Której pierwszej w moim życiu wyznałem miłość - nie rzucam słów na wiatr. Zacznijmy zatem od początku. 

Kobieta, lat 26 (dla ułatwienia nazwijmy ją Kasia) i mężczyzna, lat 33 (Marcin). Razem jesteśmy od roku lub prawie roku (kwiecień/lipiec) w zależności jak liczyć, bo tu też inaczej na to patrzymy. Pracujemy ze sobą, z tym, że w oddzielnych pomieszczeniach. Oprócz nas w biurze są jeszcze 2 osoby, zaś cała organizacja liczy kilkaset osób i w ciągu dnia potrafi przewijać się mnóstwo osób, więc niekiedy bywają dni, że nie ma okazji między nami na dłuższe rozmowy . W pracy nikomu oficjalnie o nas nie mówiliśmy, co nie znaczy, że się z tym kryjemy. Wszędzie chodzimy za rękę i się całujemy. Są też osoby, które już nas ze sobą widziały na mieście, ale wychodzimy z założenia, że bycie na “tapecie” jest nam niepotrzebne.

Kasia miała dotąd wyłącznie jednego chłopaka (przez okres wakacji). Na zakończenie usłyszała od niego, że jest jak “mim” czyli nic nie mówi i jak lalka “ładna na zewnątrz, ale pusta w środku”. Ja dostrzegam w niej coś znacznie więcej. Jest to bardzo zamknięta osoba, niezwykle skryta, ale gdy już się otworzy jest niezwykle delikatną osobą, o złotym sercu, ach... dużo by pisać. Mój ostatni związek natomiast zakończył się przeszło 6 lat temu (dziewczyna mnie zdradzała, choć lepsze jest stwierdzenie, że to ona zdradzała swojego faceta ze mną). Przez rok nie mogłem do siebie dojść. Po tym doświadczeniu powiedziałem sobie, że mam już dość, nie chce z nikim być. Chyba, że pojawi się ktoś wyjątkowy, wart moich starań, kto je doceni. Że tylko jeden raz jeszcze mogę spróbować, bo kolejnych cierpień nie przetrzymam. No i stało się smile

Kasia jest osobą niezwykle zamkniętą w sobie. Mimo, że ma 26 lat, to przez całe życie nie zawiązała żadnych znajomości. Dosłownie żadnych. Nie ma choćby ani jednej koleżanki. Nie ma kompletnie nikogo. Jedyny świat w jakim się obraca, to jej rodzice oraz siostra z mężem. Na tym opiera także opinię na mój temat. To co powiedzą na mój temat jej rodzice czy pozostałe dwie osoby jest dla niej świętością. Ja nie mam pod tym względem żadnej siły przebicia. Nieważne, że widzimy się 6x w tygodniu i spędzamy ze sobą 10ki godzin. Nie raz rozmawialiśmy już o tym. Nalegałem wręcz by próbowała nawiązać z powrotem kontakt z koleżanką z czasów szkoły aby miała choć jedną opinię osoby trzeciej. Niestety do dnia dzisiejszego to nie nastąpiło. W domu mają ją za osobę, która nie ma o niczym pojęcia. Na pierwszym spotkaniu z jej rodzicami, usłyszałem po 20min, że chcieli ją wysłać do psychologa. Po roku jestem zdania, że psycholog jest jak najbardziej potrzebny, ale nie jej, a jej rodzicom. Nie zdają sobie sprawy, że brak możliwości podejmowania przez ich córkę decyzji prowadzi do niezaradności i to właśnie oni w moim odczuciu powodują to jak zachowuje się teraz. To, że nie ma znajomych. Po prostu była prowadzona przez rękę przez całe życie. Cały świat i wszyscy są źli i tylko oni są w stanie ją przed tym złem przestrzec. Tylko oni wiedzą wszystko najlepiej. Nikt inny. Bo skoro jednej córce wybili z głowy chłopaka, gdy miała kilkanaście lat, i ten facet po kilkunastu latach ma nieślubne dzieci, to w moim przypadku też mają rację, bo tak czują. Bo czytali, że związki z pracy nie mają przyszłości. Mimo ,że ja nie mam żadnej tego typu przeszłości, a Kasia nie ma nastu lat tylko 26. To wszystko nie jest ważne, bo ja i tak ładowany jestem do “jednego wora”. Wracać nie może później niż o 22.00. A i tak jest wtedy afera, że kobiecie nie przystoi wracać o takiej porze. Nocować u mnie tym bardziej jej nie wolno. Wyjeżdżać ze mną daleko z noclegiem również nie wolno, bo nie dostaje na to zgody.

Kasia rozpoczęła u Nas pracę w grudniu 2020 r. Byłem jedną z 3 osób w Komisji Rekrutacyjnej. Decyzja o zatrudnieniu jednej z kandydatek spadła na sam koniec na mnie, z racji, że to ja miałem ściśle współpracować z tą osobą na co dzień. Dlaczego padło akurat na nią ? W skrócie, zobaczyłem w niej siebie z przed wielu, wielu lat. Ja również byłem bardzo nieśmiały (jak siebie przedstawiła) sam również niesamowicie mocno stresowałem się tego typu rozmowami i nie miałem zbyt dużego doświadczenia w pracy (a biurowej wręcz wcale). Ale tak jak mi ktoś dał szansę i widział we mnie potencjał, tak ja zobaczyłem potencjał także w niej (i się nie pomyliłem). Z założenia i po sobie wiem, że w ludziach nieśmiałych tkwi duży potencjał i wystarczy go po prostu “uwolnić”. Wprowadzałem ja we wszystko osobiście przy częściowym wsparciu odchodzącej na emeryturę koleżanki. Wspieram i pomagam jej każdego dnia, włącznie z cytowaniem jej wręcz maili, które ma pisać.   

Im dłużej miałem okazję z nią pracować i poznawać tym bardziej mi się podobała. Była niezwykle nieśmiała (nawet nie pojmowałem, że można być aż w takim stopniu). Bała się odezwać do każdego (jest już lepiej, ale ciągle nad tym pracujemy), była niepewna siebie. 

Na pierwszą randkę pojechaliśmy motocyklem w kwietniu 2021 r. Spędziliśmy ze sobą całą niedzielę. Przez cały ten czas w kufrze miałem ze sobą małą różę. Założyłem sobie, że jeśli równie mocno spodoba mi się prywatnie będę chciał jej to jakoś pokazać. Gdyby randka była nieudana, róza po prostu nie znalazła by właścicielki. Także na pożegnanie otrzymała różę i delikatnego buziaka w policzek. Później pisaliśmy po powrocie ze sobą SMSy gdzie wyszło, że ją tym zaskoczyłem. Pomyślałem sobie potem, że te dwa gesty, to może faktycznie było za dużo na początek. Druga randka, to również podróż motocyklem, z dużą ilością spaceru. Na zakończenie dnia gdy chciałem ją przytulić (pamiętając poprzednią wiadomość) usłyszałem głośny krzyk “NIEEEE!!!” po czym szybko uciekła do swojego mieszkania. Po godzinie sama napisała i przeprosiła stwierdzając, że dla niej jest za wcześnie na buziaki. Randki kontynuowaliśmy już później co tydzień i spędzaliśmy ze sobą praktycznie całe dnie (pierwszy pocałunek był chyba na 6tej albo 7tej). Pisanie do siebie czy dzwonienie po pracy było bardzo częste. Miłość wyznaliśmy zaś sobie na przełomie września/października (ok. pół roku od pierwszej randki).

Pierwsze natknięcie się na jej rodziców, a w zasadzie mamę było nieco ponad 3 miesiące od naszej pierwszej randki. Skoro już od wielu tyg. się spotykaliśmy, a ja jeżdżę do domu w tym samym kierunku (zbaczam raptem jakieś kilkaset metrów) uznałem za coś naturalnego odwożenie jej do domu. Bywało, że po odwózce spacerowaliśmy niedaleko jej bloku (park) albo po prostu potrafiliśmy siedzieć 0,5 – 1h w aucie gdy nie było pogody i na zmianę rozmawiać, całować się, znów rozmawiać i tak w kółko. Wychodzę z założenia, że to normalne, przecież to pierwszy etap zakochiwania się, gdy czuje się najwięcej motyli w brzuchu. W ten feralny dzień było między nami bardzo namiętnie, a z racji siedzenia na przodzie auta, normalne jest, że musiałem się nachylać nad nią by ją pocałować skoro siedziała na fotelu pasażera. Tak, było także obmacywanie po ubraniu – piersi, kolana. Ni stąd po jakimś czasie mówi “moja mama, muszę iść”. Okazało się, że jej mama (razem z jej siostrą) podglądały nas przez cały ten czas z okna mieszkania na drugim piętrze, a po czasie zdecydowała się do nas wyjść i ją zawołać. Pierwsze co przyszło mi na myśl odjeżdżając ? Jak zboczoną osobą trzeba być żeby podglądać swoją (wtedy) 25 letnią córkę i to co wyprawia ze swoim facetem i dodatkowo do nich wyjść ? Czy wg was to jest normalne ? Bo dla mnie nie. Dodam, że nie byliśmy centralnie pod blokiem, więc naprawdę trzeba było się przyjrzeć żeby nas widzieć.

Po tym zajściu, zaraz na drugi dzień była nasza pierwsze kłótnia. Myślałem wręcz, że ze mną zrywa. Gdy tylko wszedłem do pracy od razu zauważyłem, że coś jest nie tak. W czasie rozmowy usłyszałem, że nie traktuję jej poważnie, że się nią bawię. Bo spotykamy się tyle czasu, a ja nawet nie zapytałem “czy będziesz ze mną chodzić i zostaniesz moją dziewczyną?”. Że odwożę ją do domu wyłącznie po to, bo na coś liczę, w tym na sex. Że chcę ją wykorzystać. Że przyjąłem ją do pracy tylko i wyłącznie dlatego, że chciałem ją “przelecieć”. Zdębiałem gdy to usłyszałem. Wiedziałem, że to nie jej słowa, bo nigdy w ten sposób ze mną nie rozmawiała. Powiedziałem jej, że pytanie o chodzenie zadają sobie nastolatkowie (może się mylę ?), a my skoro jesteśmy dorośli i spotykamy się  od nastu tygodni, a na co dzień mamy ze sobą dodatkowo kontakt w pracy, to chyba oczywiste jest, że ze sobą chodzimy, że traktuję ją jak swoją dziewczynę, że jest dla mnie ważna. Powiem szczerze, jestem uczuciowym facetem, bardzo mnie te słowa zabolały. Zaczął drżeć mi głos, popłynęła łezka i żeby się nie rozkleić wyszedłem się przejść. Naprawdę sądziłem, że to już koniec. Gdy wróciłem była kolejna rozmowa, pocałowaliśmy się, a ja kucając przy niej gdy siedziała zapytałem o to co chciała, czyli czy będzie moją dziewczyną. Usłyszałem tak smile To był też ostatni raz gdy robiliśmy w samochodzie coś innego niż całowanie. Od tego czasu przy odwożeniu rozmawiamy 5 czy 20min, pocałunki na pożegnanie i się żegnamy. Najzwyczajniej czuję, że jestem na celowniku i nie mam śmiałości na nic więcej. 

Wtedy jeszcze nie widziałem, że to będzie dopiero początek i próbka możliwości tego co potrafią jej rodzice. 

Kolejna sytuacja wynikła w listopadzie. Czyli miesiąc po powiedzeniu sobie “Kocham Cię”. Jeszcze zanim zaczęliśmy chodzić ze sobą wspominałem, że chcę wybrać się na Majdanek z racji wspomnień (350km od naszego miejsca zamieszkania). Pech chciał, że nie mogłem w okresie gdy chciałem. Także gdy nadeszła okazja zapytałem czy pojechałaby ze mną tam + nocleg i zwiedzanie Lublina. Zaświeciły jej się oczy i widać, że chciała. Powiedziała niestety, że musi zapytać jeszcze rodziców. Oczywiście dostała odmowę. Kolejne wtrącenie w związek dorosłej kobiety. Wtedy wiedziałem już, że rodzice nie pozwalają jej na podejmowanie własnych decyzji. Ma wykonywać po prostu polecenia. Oczywiście pokłóciliśmy się o to i powiedziałem, że troje w związku (ona, ja i jej rodzice), to już tłok i na coś takiego się nie pisałem. Że to jest jej życie i decyzje mają być jej. Znów doszło do spięcia między nami, ale po 2 dniach się spotkaliśmy i porozmawialiśmy. Padło też wtedy stwierdzenie, że nie byłem jeszcze u jej rodziców i chcą mnie poznać. I że w ogóle mam przychodzić jak najczęściej do niej, bo rodzice chcą mnie poznawać.

Było oczywiście parę tyg. później najpierw zapoznanie z moimi rodzicami (pierwszy zaprosiłem), a potem u niej. Tak samo zresztą w święta (wspólnie spędzony cały dzień przy stole z jej rodzicami i siostrą z mężem). Później doszły jeszcze chrzciny ich nowo narodzonego dziecka, którego Kasia została matką chrzestną. Tak więc od listopada do stycznia bywałem tam 1-2x w miesiącu. W międzyczasie gdy jednego razu byliśmy umówieni na przyrządzenie u mnie kolacji, gdy ją odbierałem zeszła z nią do mnie jej mama i powiedziała, że przecież nie ma sensu jechać i mamy ją przyrządzić u nich. Powiedziałem, że wcześniej mieliśmy już uzgodnione, że jedziemy do mnie, na to usłyszałem od jej mamy, że “mam zły charakter”. To było jakiś miesiąc od mojej wizyty u nich. Najgorsze było jednak przed nami, a więc WALENTYNKI. 

Zaprosiłem ją do mnie na walentynki. Mówiłem, że spotykamy się już kilka msc. i jeszcze nigdy u mnie nie nocowała (kompletnie nie chodziło mi o seks, bo wiem, że jeszcze z nikim nie była i to byłby dla niej duży krok). Oczywiście znów zaświeciły się oczy, uśmiechnęła się, no ale oczywiście padło -  ale muszę zapytać rodziców. Ja na to, że ma w końcu zacząć decydować o swoim życiu sama i ma po prostu poinformować ich jak dorosła osoba, że przyjeżdża do mnie i wraca na noc. Oni mieli swoje życie i mają dać przeżyć jej swoje tak jak ona chce. Przyjechaliśmy do mnie i dosłownie wybuchła płaczem, który trwał ze 2h. Rodzice wyzwali ją od najgorszego sortu kobiet, bo nie raczyła tego z nimi “przedyskutować”. Jeszcze nawet pod wieczór pisała do niej mama, że ma to przemyśleć i może wróci do domu. Od tego czasu między nami się pogorszyło. Byłem jeszcze u niej i rodziców tydzień później, ale powiedziałem, że przyjechałem wyłącznie dlatego, że jej to wcześniej obiecałem, a następny raz przyjadę za 3 miesiące, bo moje przyjeżdżanie tam niczego nie zmienia. Po prostu jaki sens jest chodzić do osób, które rozmawiają i śmieją się gdy z nimi jesteś, a gdy tylko drzwi się zamykają obrabiają Tobie tyłek? Nienawidzę fałszywości. Cały czas jej powtarzam, że przychodzenie tam nie jest dla mnie żadną przyjemnością. Wtedy też na drugi dzień mi powiedziała, że rodzice byli niezadowoleni, bo zamieniłem z nimi raptem dwa zdania i poszliśmy do niej. Tak - nie miałem ochoty z nimi rozmawiać po incydencie parę dni wcześniej, a dwa oni też już nic nie mówili, więc poszliśmy do jej pokoju. Mama rzekomo była oburzona, że zamknąłem za nami drzwi, a po godzinie gdy były otwarte, bo Kasia poszła do kuchni po napój, rzekomo specjalnie się przesiadłem żeby na nich nie patrzeć, mimo, że Kasia zaniosła im w tym samym czasie napoje i zamknęła ich drzwi do salonu... Oczywiście po mojej decyzji o nie przychodzeniu do niej (z wiadomych względów) Kasia też przestała do mnie przez to przychodzić, mimo, że jest w mojej rodzinie bardzo lubiana i nikt złego słowa na nią nie powiedział. Ona natomiast uważa, że ja na jej rodziców nie mam prawa się gniewać. Z kolei rodzice wmawiają jej, że skoro do niej nie przychodzę, to po prostu nie szanuję jej i jej uczuć, i że ja nic to niej nie czuję. Nie ważne, że dzwonię do niej w weekendy i zapraszam w inne miejsca na randki, ona odmawia, bo “wiem co mam zrobić”, czyli przyjść do niej i rodziców. W święta wielkanocne się nie widzieliśmy, kolejny powód by rodzice na mnie naskoczyli, czego zresztą nie omieszkali. Spotkaliśmy się za to w wielką sobotę na bilardzie, tu też mi się oberwało od jej rodziców, bo w wielką sobotę ludzie szykują się do świat i ona ma obowiązek pomagać w domu. Nie ważne, że była to nasza rocznica - 9 miesiąc po tym jak poprosiłem ją by ze mną chodziła. Z sarkazmem zaś ktoś jej powiedział, że kwiaty które wtedy ode mnie dostała miała sobie postawić na święta na krześle... 

Podsumowując. Przez rok Kasia nocowała u mnie 1 raz ! Dla niej jest to normalne, bo tak mówią jej rodzice i teraz twierdzi cały czas, że zrobiła błąd, że postąpiła po swojemu i się ich nie posłuchała. Oni wiedzą wszystko najlepiej i “żadna obca osoba nie będzie wiedziała lepiej od nich”. To ostatnio od Kasi usłyszałem. 

W czasie randkowania wszystkie SMSy które do niej pisałem czytała swoim rodzicom. Okazało się więc, że odpowiedzi nie są jej, a jej mamy. Tata podobno wychodził z pokoju gdy je czytała. Oboje jednak stwierdzali, że moje wiadomości są tak przemyślane,  że aż podjerzane. Jestem dobrze ułożoną osobą, zwracam uwagę na to jak się pisze. Zawsze tak było. Ale tutaj wypadało, że lepiej gdybym pisał prostacko aniżeli z sercem. Ze wszystkiego również im się zwierza. Z każdej jednej naszej rozmowy. Także wiedzą ile mam na koncie, co sądzę na ich temat itd. Jej natomiast nie wolno mówić niczego na ich temat. W drugą stronę ma być natomiast pełna relacja. Gdy ostatnio mówiłem jej, że moją pomoc w pracy muszę jej ograniczać, bo chcę żeby starała się być samodzielna, rodzice wmówili jej, że pomagałem jej wyłącznie dlatego aby się ze mną spotykała. Mimo, że rozmawiałem z nią na ten temat już w grudniu. Są też obrażeni, bo powiedziałem kiedyś Kasi, że powinni się “ogarnąć”, a tyczyło się to właśnie tych zakazów/nakazów i wtrącania się w nasz związek. Oczywiście to też im powiedziała, bo przecież dlaczego by nie...   

Co do odwożenia jej do domu, robię to do dziś. Oczywiście nadal nie podoba się to jej rodzicom. Teraz pada z kolei stwierdzenie, że kiedyś jej to wypomnę, więc powinna przyjeżdżać sama. Bo przecież “on cię wykorzystuję” już po takim czasie nie przejdzie. Pamiętam jak kiedyś jeździliśmy po sklepach w celu wymiany kolczyków (nie trafiłem z prezentem na święta) i było po godzinie 21.00. Wtedy też usłyszałem, że rodzice jej powiedzieli, że po co ja ją w zasadzie przywiozłem aż pod dom. Przecież mogłem ją podrzucić na tramwaj... Powiedziałem jej wtedy, a gdyby coś ci się stało podczas powrotu ? Wiem, 1 sytuacja na milion, ale wtedy byłaby z kolei pretensja dlaczego Ciebie nie odwiozłem. Takich przykładów jest dziesiątki. Każdy mój uczynek czy gest, mały czy duży jest traktowany jako podstęp. Nie ważne czy to było po tygodniu znajomości czy po roku. 

Parę dodatkowych smaczków(może nieistotnych): 
- 9/10 naszych kłótni, było przez jej rodziców albo bezpośrednio związane z ich nakazami/zakazami, 
- jej siostra trzyma sztamę równo z jej mamą. Dochodzi do tego, że gdy jesteśmy ze sobą siostra pisze zawsze do niej w okolicach 20.00 czy już jest w domu. Jeśli nie to ma się już zbierać (siostra raptem 3 lata starsza od niej), 
- czasami bez okazji potrafię kupić jej mały bukiecik kwiatów (powiedzmy raz na 1,5 – 2 msc.). Tak po prostu. Bez okazji.   
- zawsze jej powtarzam, że rodzice ją na pewno bardzo kochają, ale czasem przesyt tej miłości może bardziej szkodzić w życiu niż mieć pozytywny wpływ, 
- jestem osobą bardzo spokojną i również można powiedzieć, że trochę zamkniętą. Musi minąć sporo czasu lub muszę go spędzać z drugą osobą sporo, żebym się do kogoś przekonał. Nie bardzo lubię też zloty rodzinne – siedzenie po 5 czy 8h przy stole jest dla mnie po prostu męczące, można powiedzieć wręcz, że się wtedy “dusze”. 

Ostatnio zaczęła mi mówić, że jej uczucie do mnie wygasa i, że złamałem jej serce. Rzekomo tym, że nie przychodziłem do niej mimo, że bardzo tego pragnęła. To, że proponowałem w tym czasie wyjścia w inne miejsca, a ona je odrzucała nie ma znaczenia. Wyszedłem kilka dni temu z propozycją aby razem udać się do psychologa, aby trzecia osoba nie powiązana z żadną ze stron pokazała jej w jak niezdrowej relacji aktualnie żyje i ma to także bardzo duży wpływ na nasz związek. Nie powiedziała nie, ale myślę, że boi się usłyszeć prawdę, więc mało prawdopodobne, że zgodzi się tam pójść. Choć sądzę, że dociera to częściowo do niej.   

Mam w planach pokazać jej ten wątek, po tym jak uzyskam tutaj niezależne opinie. Bo może to we mnie tkwi problem, a nie w jej rodzicach ? W najbliższy weekend mam do niej przyjść po nieco ponad 2 msc.

Zobacz podobne tematy :

2 Ostatnio edytowany przez Zagubiony_1 (2022-05-01 20:04:24)

Odp: Nadopiekuńczy rodzice dziewczyny czy moje przerważliwienie ?

Wiem, że długi opis, ale chciałem przedstawić wszystko najdokładniej jak umiałem... Opis aktualizowałem parę razy więc osoby, które przeczytały go częściowo proszę o odświeżenie strony. Z góry dziękuję.

3 Ostatnio edytowany przez GOSTY (2022-05-01 19:46:55)

Odp: Nadopiekuńczy rodzice dziewczyny czy moje przerważliwienie ?

Przeczytałem, ale nic co jej rodzicach nie napisałeś big_smile Zmień tytuł wątku.

4

Odp: Nadopiekuńczy rodzice dziewczyny czy moje przerważliwienie ?
Zagubiony_1 napisał/a:

Wiem, że długi opis, ale chciałem przedstawić wszystko najdokładniej jak umiałem...

Też zauważyłam, że teraz ucina.

Pisz dalej w tym samy wątku, w nowym poście.

5

Odp: Nadopiekuńczy rodzice dziewczyny czy moje przerważliwienie ?

Jak dla mnie, to Ty się wiele od jej rodziców nie różnisz. W jej oczach przynajmniej. Stawiasz ją między młotem a kowadłem oczekując, że nagle zacznie się buntować. A może ona nie chce się buntować? Może nie chce żyć tak, jak Ty od niej oczekujesz? Bo Ty nie próbujesz jej zmotywować do tego, żeby żyła po swojemu. Nie. Ona ma wyrwać się spod władzy rodziców i żyć pod Twoje dyktando.

Ona ma 26 lat i mieszka z rodzicami. Jak się tak mieszka, to jakieś zasady w domu panują. I dopóki mieszka z rodzicami, to niestety tak jest, że tych zasad się przestrzega. Ty natomiast zamiast zachęcać ją do większej samodzielności powoli i małymi krokami, to nakazujesz jej wielki bunt w kwestiach kluczowych i ważnych.

No ja się nie dziwię dziewczynie, że powoli zaczyna się od tego dystansować. Przecież Ty zupełnie nie patrzysz na nią w tym wszystkim.

I jak najbardziej jej rodzice są nadopiekuńczy. Wychowali sobie dziecko, które nie umie żyć samo. Nie powinni się wtrącać, powinni jej pozwolić żyć po swojemu, pozwolić dorosnąć.

Popatrz na to z ich perspektywy też. Nie lubią Cię. I nie polubią, bo widzą, co robisz. Poza tym oni pewnie doskonale czują to, że Ty nimi pogardzasz. Więc tym bardziej będą ją do Ciebie zniechęcać. I macie takie przeciąganie liny, tylko liną jest ta dziewczyna.

Ja bym doradziła, żebyś wrzucił na luz i pozwolił teraz jej dyktować tempo Waszej znajomości.

Swoją drogą tak szczerze mówiąc, to nie wiem co za spinę masz z tym nocowaniem jej u siebie. Ja też mieszkając z rodzicami nie oświadczyłabym im, że teraz idę sobie nocować u chłopaka.

6

Odp: Nadopiekuńczy rodzice dziewczyny czy moje przerważliwienie ?

Twoja Kasia Autorze to nie kobieta tylko coreczka rodziców która mentalnie nie wyszła poza wiek jakiś 12 lat. Nawet nie 14 bo w tym wieku nastolatki się zwykle zaczynają buntowac i walczyć o namiastkę swej niezależności. Nie ma się co jednak temu dziwić bo skoro od dziecka była tak wychowywana  i izolowana od pozaszkolnego  kontaktu z rówieśnikami (by mogła zobaczyć jak powinny wyglądać normalne relacje w rodzinie) to dla niej świat w którym żyje i jej relacje rodzinne są z braku możliwości odniesienia do innych jedynymi normalnymi.
Poznanie Ciebie i to co do niej mówisz na temat tego jak powinna się zachowywać w wieku 26 lat są dla niej zamachem na ten jej świat który zna i w którym czuje się pewnie. Z jednej strony gdzieś tam wewnętrznie czuje ze to co do niej mówisz może być prawdą i sama czuje ze miałaby ochotę wyrwać się spod klosza ale strach przed wyjściem poza znany jej i jedyny akceptowalny w rodzinie schemat ją przeraża i uniemożliwia wykonanie tego kroku.  Dlatego jedynym rozwiązaniem które może Ci zaoferować to to byś przystał do tego koszmarkowego rodzinnego klosza gdzie wszyscy będą wszystko o Was wiedzieć, będziecie spędzać czas tylko w tym rodzinnym gronie i każdy Wasz ruch i słowo będą komentowane i dyskutowane przez całą rodzinę. Jesli nie zgodzisz się na to to niestety nici ze związku bo może i Ciebie kocha ale bezpieczną mamusiną sukienkę  w fałdach której się chowa kocha jednak bardziej. 
Także albo zostaje Ci przystac na jej warunki albo zakończyć tą relację, mimo bólu serca. Nie zmusisz bowiem 26 letniej kobiety do zmiany której ona sama nie chce. Szczególnie ze mieszka w domu rodzinnym i pewnie czuje ze skoro to dom rodziców to i warunki mają prawo dyktować oni.
Niewykluczone również ze ona cierpi na jakąś formę autyzmu albo ma Aspergera bo zastanawiająca jest to jej milczenie mima, brak potrzeby relacji społecznych i takie sztywne przywiązanie do określonych zwyczajów.   Może coś w tym być? Bo to co Ty bierzesz za uroczą tajemniczość i nieśmiałość może być w rzeczywistości jakas formą dysfunkcji społecznej o której jej rodzina wie ale jest to  owiane wielką tajemnicą. To by tez mogło tłumaczyć tą nadopiekuńczość rodzin, nawet siostry wobec Twojej dziewczyny. Być może boją się ze w świetle jej dysfunkcji muszą sprawować nad nią szczegolny nadzór by ktoś  jej nie wykorzystał.

7 Ostatnio edytowany przez Zagubiony_1 (2022-05-01 20:59:20)

Odp: Nadopiekuńczy rodzice dziewczyny czy moje przerważliwienie ?
Lady Loka napisał/a:

Jak dla mnie, to Ty się wiele od jej rodziców nie różnisz. W jej oczach przynajmniej. Stawiasz ją między młotem a kowadłem oczekując, że nagle zacznie się buntować. A może ona nie chce się buntować? Może nie chce żyć tak, jak Ty od niej oczekujesz? Bo Ty nie próbujesz jej zmotywować do tego, żeby żyła po swojemu. Nie. Ona ma wyrwać się spod władzy rodziców i żyć pod Twoje dyktando.

Ona ma 26 lat i mieszka z rodzicami. Jak się tak mieszka, to jakieś zasady w domu panują. I dopóki mieszka z rodzicami, to niestety tak jest, że tych zasad się przestrzega. Ty natomiast zamiast zachęcać ją do większej samodzielności powoli i małymi krokami, to nakazujesz jej wielki bunt w kwestiach kluczowych i ważnych.

No ja się nie dziwię dziewczynie, że powoli zaczyna się od tego dystansować. Przecież Ty zupełnie nie patrzysz na nią w tym wszystkim.

I jak najbardziej jej rodzice są nadopiekuńczy. Wychowali sobie dziecko, które nie umie żyć samo. Nie powinni się wtrącać, powinni jej pozwolić żyć po swojemu, pozwolić dorosnąć.

Popatrz na to z ich perspektywy też. Nie lubią Cię. I nie polubią, bo widzą, co robisz. Poza tym oni pewnie doskonale czują to, że Ty nimi pogardzasz. Więc tym bardziej będą ją do Ciebie zniechęcać. I macie takie przeciąganie liny, tylko liną jest ta dziewczyna.

Ja bym doradziła, żebyś wrzucił na luz i pozwolił teraz jej dyktować tempo Waszej znajomości.

Swoją drogą tak szczerze mówiąc, to nie wiem co za spinę masz z tym nocowaniem jej u siebie. Ja też mieszkając z rodzicami nie oświadczyłabym im, że teraz idę sobie nocować u chłopaka.

Że niby ja ją namawiam do buntu ? Nie, tłumaczę jej, że tak jak normalnie umie odmawiać mi (nawet w kwestii głupot), tak samo powinna wziąć życie w swoje ręce i zacząć o nim decydować i do tego też ją zachęcam. Dziesiątki razy jej to powtarzałem. Tak więc nie namawiam jej do "większej samodzielności", ale JAKIEJKOLWIEK SAMODZIELNOŚCI. Nie ma żyć pod żadne moje dyktando. Skąd w ogóle takie przypuszczenia ? Ma po prostu mieć swoje zdanie odnośnie wszystkiego. W jaki inny sposób ma się tego nauczyć ?

Wychodzi na to, że dopóki mieszka z rodzicami, to "jakieś zasady tam panują". To teraz sobie wyobraź, że nigdy nie dostanie zgody żeby z tego domu odejść. I co wtedy ? Ma cały czas być posłuszna ? Błędne koło to co napisałaś i niestety.

I w którym miejscu ja jej rodzicami niby pogardzam ? W tym, że powtarzałem jej już nie raz, że są dobrymi osobami i na pewno ją kochają, ale może zbyt bardzo i przez to nie pozwalają jej dorosnąć ?

8

Odp: Nadopiekuńczy rodzice dziewczyny czy moje przerważliwienie ?

nie przyczetylam jeszcze calego, bo nie mam az tyle czasu, w miare moizliwosci wroce do twojego postu, ale do momentu, na ktorym stanelam nie widze nadopiekunczosci.

lizesz sie z corka/siostra/kimstam i macasz ja w aucie pod domem, no sorry, ale widzac takie sceny chyba kazdy bylby zniesmaczony/zaklopotany. to jednak miejsce publiczne, a nie sypialnia. zobaczyli rodzcie, mogli wiec zobaczyc i sasiedzi, a potem nie dac jej zyc. tak dbasz o osobe, ktora podobno "kochasz" i jej reputacje?

zgodze sie z tym, ze powinna decydowac o sobie, inaczej robi sie jej krzywde, ale nie zauwazylam,aby ktos decydowal za nia. wyglada to tak, jakby mowili jej swoje zdanie o tobie, ale to ona podejmuje decyzje. moze sie ich posluchac, a nie musi. to jej wolna wola, ze to robi.


a co do wracania o 22: to jej dom/mieszkanie? jesli nie to musi sluchac rodzicow, ich mieszkanie- ich zasady. jak jej nie pasuje to musi sie wyprowadzic.

a poza tym to kazda rodzina ma swoje zasady, wartosci, uklady. jej rodzina zdaje sie byc konserwatywna. nie masz wyjscia niz to uszanowac albo poszukac innej dziewczyny. teraz mieszkam np w niemczech i w rodzinach muzlmanskich jest jeszcze rygorystyczniej. i nikt im sie nie wtranca. poprostu kazda rodzina jest INNA. ona tez moglaby zaczac narzekac na twoja i twierdzic, ze jestes zbyt liberalny w sprawach damsko-meskich (tylko ja ujelam to delikatnie).

9

Odp: Nadopiekuńczy rodzice dziewczyny czy moje przerważliwienie ?
blueangel napisał/a:

zgodze sie z tym, ze powinna decydowac o sobie, inaczej robi sie jej krzywde, ale nie zauwazylam,aby ktos decydowal za nia. wyglada to tak, jakby mowili jej swoje zdanie o tobie, ale to ona podejmuje decyzje. moze sie ich posluchac, a nie musi. to jej wolna wola, ze to robi.

Niestety, ale wyraźnie to nie ona decyduje. Mam zresztą wiadomości gdzie jest stwierdzenie - rodzice się nie zgadzają.

10

Odp: Nadopiekuńczy rodzice dziewczyny czy moje przerważliwienie ?
Zagubiony_1 napisał/a:

Niestety, ale wyraźnie to nie ona decyduje. .

Obawiam się, że nie masz racji.
Opisywana tutaj dziewczyna -jak się zdaje - jest jako tako poczytalna, ponadto nikt nie więzi jej w piwnicy; chodzi do pracy, ma kontakt ze światem zewnętrznym, o pełnoletności pewnie też słyszała i wie z czym to się je.
A więc...to jak wygląda jej życie jest wynikiem JEJ decyzji. Zależność od rodziców najwyraźniej jej pasuje. Po prostu. Wielu ludzi tak ma.
Ktoś wstępuje do klasztoru gdzie panuje zasada bezwzględnego posłuszeństwa przełożonym, ale ten ktoś się na to godzi.
Ktoś inny zatrudnia się na etacie, gdzie musi słuchać poleceń szefa, ale to też dobrowolna decyzja. Bilans kosztów i strat. Z jednej strony tracisz część wolności, ale z drugiej zyskujesz bezpieczeństwo i świadomość, że ktoś inny zajmie się Twoimi sprawami.

Reasumując- pora zaprzyjaźnić się z faktem, że ona jest taka jaka jest. Albo bierzesz z dobrodziejstwem inwentarza, albo wykasuj numer i usuń ze znajomych.
Tymczasem Ty -w gruncie rzeczy - chcesz ją sobie wychowywać na swój gust. No niestety, moment nie ten (wszak to już stara baba) i pozycja 'chłopaka' też nie bardzo do takiego rzeźbienia w cudzym charakterze.

11 Ostatnio edytowany przez wieka (2022-05-01 21:28:47)

Odp: Nadopiekuńczy rodzice dziewczyny czy moje przerważliwienie ?

https://psychoterapiacotam.pl/fobia-spo … -leczenie/

Widać, że coś z nią jest nie tak, nie wiem czy to fobia społeczna, czy co innego, bo to domena psychiatry, ale terapia by chyba  przyniosla jakiś efekt.

Mimo to, nie masz z nią szans na normalne życie, dlatego odpuść.
Ty jej nie zmienisz.

12 Ostatnio edytowany przez blueangel (2022-05-01 21:51:27)

Odp: Nadopiekuńczy rodzice dziewczyny czy moje przerważliwienie ?

nie uwazam, ze z nia cos nie tak. pochodzi z konserwatywnego domu, zreszta jak ja, wiec sama wiec jak to jest. tez musialam sie tlumaczyc, gdzie ide, wracac wczesnie,... .
sama jestem osoba konserwatywna,ona tez sie taka wydaje. jedyna roznica polega na tym, ze: mimo podobnych wartosci byly kwestie, w ktorych wlasnie ja chcialam sama decydowac, bo jednak pojawialy sie kwestie, w ktorych mielismy mimo wszytsko odmienne zdanie.  zatem sie wyprowadzilam. ona siedzi u rodzicow, wiec widocznie nie chce. to jej decyzja i jej sprtawa, jak zyje. ty masz wplyw jedynie na siebie. albo ja akceptujesz albo nie. jak nie to poszukaj innej. nie ma co tu drazyc.


jedyne, czgeo nie rozumiem to to, czemu im przeszkadza, ze ja podwozisz? w koncu to bezpieczniej. chyba, ze mysla, ze za kazdym razem ja obmacujesz, ale to juz jestes sam sobie winien, po urzadzanym widowisku pod domem.

13

Odp: Nadopiekuńczy rodzice dziewczyny czy moje przerważliwienie ?

Nie szukaj problemu w jej rodzicach i nie próbuj jej uszczęśliwiać na siłę. Kobieta jest dorosła, o ile nie jest ubezwłasnowolniona może o sobie decydować i uwolnić się od rodziców, ale z jakiegoś powodu tego nie robi i nie chce. Nie jesteś księciem na białym koniu który ją uratuje i ucieknie w siną dal.

14 Ostatnio edytowany przez CatLady (2022-05-01 23:56:44)

Odp: Nadopiekuńczy rodzice dziewczyny czy moje przerważliwienie ?
Zagubiony_1 napisał/a:

Z

Podsumowując. Przez rok Kasia nocowała u mnie 1 raz ! Dla niej jest to normalne, bo tak mówią jej rodzice i teraz twierdzi cały czas, że zrobiła błąd, że postąpiła po swojemu i się ich nie posłuchała. Oni wiedzą wszystko najlepiej i “żadna obca osoba nie będzie wiedziała lepiej od nich”. To ostatnio od Kasi usłyszałem. 

W czasie randkowania wszystkie SMSy które do niej pisałem czytała swoim rodzicom. Okazało się więc, że odpowiedzi nie są jej, a jej mamy. .

Po przeczytaniu powyższych fragmentów uważam, że nic z tego nie będzie. Kasia jest uzależniona od rodziców, ale nawet nie próbuje się uwolnić. Wolałaby raczej Ciebie wciągnąć do niewoli.

Ty jej nie uratujesz. Ona sama musi chcieć.

Współczuję Ci, bo o tak chorej sytuacji nie słyszałam chyba nigdy. Słyszałam o toksycznych rodzicach, uzależnieniu, ale nigdy aż do tego stopnia.

Ps. Chciałam dodać, że dziewczyna pracuje, zarabia pieniądze. Gdyby chciała, nie miałaby problemu z uniezależnieniem się od rodziców. Jej obecna sytuacja w jakiś sposób pasuje.

15

Odp: Nadopiekuńczy rodzice dziewczyny czy moje przerważliwienie ?

Chryste Panie!!!
Od lat czytam różne fora ale czegoś takiego jeszcze nie czytałam.
I Ty jeszcze pytasz czy jesteś przewrażliwiony ? Mam dla Ciebie wiadomość - ona NIGDY się od nich nie uwolni.
Ewakuuj się i to czym prędzej. Masz chłopie cierpliwość.. i te posiedzenia po 5 - 8h, ja wytrzymuję na czymś takim około 2h - to jest mój maks z grzeczności i potem idę do pokoju SAMA, bo więcej nie dam rady, a Ty tam jeszcze tak często jeździłeś. Chyba bym się pochlastała... W takich momentach docenia się to że rodzina partnera mieszka za granicą, RAZ, maks 2 razy w roku może będę mogła się poświęcić, z wielkim bólem..
Młody jesteś, tyle jest fajnych dziewczyn dookoła. Ładnych, mądrych, lubiących seks - to Twoje najlepsze lata życia, na podróżne, nocowanie u siebie.. Ona marnuje swoje życie, a Ty przy niej...

16

Odp: Nadopiekuńczy rodzice dziewczyny czy moje przerważliwienie ?

Musisz przyjąć do wiadomości, że ludzie rzadko się zmieniaja, bo ktoś tego CHCE ... Zmieniaja się, bo z jakiegoś powodu sami doszli do wniosku, że pewne zmiany są im niezbędne do lepszego życia, samopoczucia, wyjścia z jakichś problemów, czy zależności. Skoro dawno dorosła kobieta, pracująca, cały czas mieszka z rodzicami i jest pod ich silna presją to znaczy, że ona tego sama chce... Może z poczucia bezpieczeństwa, może uważa, że sama sobie nie poradzi w samodzielnym życiu, może nie nauczono jej, jak podejmować niezależne decyzje, ale to wszystko sprowadza się do tego, że mieszkanie z rodzicami to jest jej wybór. I tego najprawdopodobniej nie zmienisz ani pod przymusem, ani prośba, ani nagrodami, ani karząc ja brakiem spotkań, czy czego ona by oczekiwała... Skoro ona sama nie chce zmiany, to Ty raczej nic nie zwojujesz. Z drugiej strony to dziwne, że taka kobieta Ci "zaimponowała" na dłuższą metę.. sam masz 33 lata, a związałeś się z mentalnym dzieckiem... Mało to kobiet? Marnujesz najlepsze lata życia moim zdaniem. Twojej partnerce jest potrzebny jakiś mężczyzna ze wspólnoty chrześcijańskiej np., który na randki zabierałby ją na spotkania biblijne w kościele, przychodzilby na niedzielne obiadki do jej domu po drodze z kościoła, małżeństwo byłoby w pełni zaakceptowane przez rodzicow, pierwszy seks to tylko w noc poślubną, wszystko za wiedzą rodziców....
Są tacy ludzie, i jest im dobrze w takim życiu, ale muszą to czuć oboje.

17

Odp: Nadopiekuńczy rodzice dziewczyny czy moje przerważliwienie ?
Zagubiony_1 napisał/a:

Że niby ja ją namawiam do buntu ? Nie, tłumaczę jej, że tak jak normalnie umie odmawiać mi (nawet w kwestii głupot), tak samo powinna wziąć życie w swoje ręce i zacząć o nim decydować i do tego też ją zachęcam. Dziesiątki razy jej to powtarzałem. Tak więc nie namawiam jej do "większej samodzielności", ale JAKIEJKOLWIEK SAMODZIELNOŚCI. Nie ma żyć pod żadne moje dyktando. Skąd w ogóle takie przypuszczenia ? Ma po prostu mieć swoje zdanie odnośnie wszystkiego. W jaki inny sposób ma się tego nauczyć ?

Może stąd takie przypiszczenia, że jak ona wyraża WŁASNE ZDANIE to u Ciebie leci bulwers, że to zdanie nie jest takie samo jak Twoje?

Choćby z tym nocowaniem? Ty tu piszesz, że przez ten rok została u Ciebie na noc raz i dla Ciebie to nie jest normalne, że tak mało, a dla niej jest.
Może powinieneś faktycznie zacząć słuchać tego, co ona Ci mówi?

Swoją drogą ja też jestem team "nie liżę się z facetem w samochodzie pod domem rodziców". Nie nocowałam też u partnera kiedy mieszkałam z rodzicami, bo też uważam to za przegięcie.
Dla mnie po prostu robisz z igły widły, bo ona się nie zgadza na niektóre Twoje propozycje i najlepiej zwalić winę na jej rodziców.

18 Ostatnio edytowany przez kao_makao (2022-05-02 10:52:12)

Odp: Nadopiekuńczy rodzice dziewczyny czy moje przerważliwienie ?

Związek w pracy? W pracy chodzicie za rękę i się calujecie? Calujecie się namiętnie, macacie pod jej domem, czyli w miejscu publicznym? Jak trzeba być zboczonym, żeby tak robić...

19

Odp: Nadopiekuńczy rodzice dziewczyny czy moje przerważliwienie ?
kao_makao napisał/a:

Związek w pracy? W pracy chodzicie za rękę i się calujecie?

Tobie już z całym szacunkiem, ale za opinie podziękuję, bo już samo czytanie ze zrozumieniem widzę, że stwarza problemy.

20 Ostatnio edytowany przez Zagubiony_1 (2022-05-02 12:33:33)

Odp: Nadopiekuńczy rodzice dziewczyny czy moje przerważliwienie ?
Olaodkota napisał/a:

Masz chłopie cierpliwość.. i te posiedzenia po 5 - 8h, ja wytrzymuję na czymś takim około 2h - to jest mój maks z grzeczności i potem idę do pokoju

Tutaj niestety muszę też dodać, że Kasia w tym czasie rzuci może ze 3-4 słowa. Nie zdania, a słowa. Zwracałem już jej w tej sprawie uwagę. Jak można się nie odzywać wśród swoich? Nie ważne czy tylko z rodzicami czy jeszcze z siostrą i szwagrem. Chrzciny już odpuszczam, bo tam było ok 20 osób, ale też rodzina i wszystkich znała. Ja tylko na to słyszę, że ona uważa, że nie ma nic ciekawego do powiedzenia, a poza tym to ja mam rozmawiać żeby ich poznawać. Co też zresztą robię, ale dla mnie też taka sytuacja jest męcząca, tym jeszcze bardziej, że ona siedzi cicho. A naprawdę jest już wygadana gdy jesteśmy że sobą. Tam jest obrót o 180 stopni. Teraz przykładowo jest w Giżycku z rodzicami na majówce. Wczoraj rozmawialiśmy 2h przez telefon i ona nawet nie wie którego dnia wracają. O wyjeździe też nie wiedziała kiedy, a widzieliśmy się dosłownie cały dzień przed. Nie wiem jak wy, ale ja wyjazd i przyjazd gdzieś zawsze ustalam, choćby z powodu pracy, bo przecież rodzice też pracują. To jest jeszcze o tyle dziwne, że sama pytała mnie przed wyjazdem czy pójdziemy gdzieś 3 maja na randkę jeśli 2go wróci. Wczoraj to jeszcze mi potwierdziła przez telefon, że jeśli wróci to chce iść.

21

Odp: Nadopiekuńczy rodzice dziewczyny czy moje przerważliwienie ?

Nie przyjmujesz do wiadomości, że ona ma problem natury psychicznej i nie jesteś w stanie nic zmienić?

22

Odp: Nadopiekuńczy rodzice dziewczyny czy moje przerważliwienie ?
Zagubiony_1 napisał/a:
kao_makao napisał/a:

Związek w pracy? W pracy chodzicie za rękę i się calujecie?

Tobie już z całym szacunkiem, ale za opinie podziękuję, bo już samo czytanie ze zrozumieniem widzę, że stwarza problemy.

Sam napisales" W pracy nikomu oficjalnie o nas nie mówiliśmy, co nie znaczy, że się z tym kryjemy. Wszędzie chodzimy za rękę i się całujemy. Są też osoby, które już nas ze sobą widziały na mieście, ale wychodzimy z założenia, że bycie na “tapecie” jest nam niepotrzebne."
Wszędzie to wszędzie. A to że w pracy nie mówiliscie o was, to nie znaczy że się nie całujecie w pracy.
Zresztą może w podobnym tonie jak do mnie się zwracasz do Kasi i jej rodziców, to w takim razie powodzenia

23 Ostatnio edytowany przez Tamiraa (2022-05-02 14:50:14)

Odp: Nadopiekuńczy rodzice dziewczyny czy moje przerważliwienie ?

Nie uważam, żeby miała jakiś problem psychiczny, jest tylko przytłamszona rodziną. Powinna zamieszkać samodzielnie, bo jest dalej traktowana jak mała córeczka, przy czym poza rodziną jest normalnie. Ale zauważyłam,że wcale do siebie nie pasujecie, może lepsze rozstanie? Ona nie ma żadnych doświadczeń, nawet koleżanek nie ma?
Dobrze zrozumiałam? Jak do psychologa to powinna ona iść, bo jaka przyszłość ją czeka ciągle przy rodzicach? Nieraz było tak, że rodzice pod pozorem jakiejś niepełnosprawności chcieli decydować za swoje dziecko w różnych sprawach, bo  przecież oni lepiej wiedzą. Kasiu, jeśli to czytasz, to zrozum, że to rodzice spełniają się, nie, organizując zakazy i nakazy. Da się z tego aksamitnie wybrnąć poprzez zmianę miejsca zamieszkania, kiedy to sama będziesz musiała o wszystko zadbać, będziesz mogła mieszkanie urządzać jak chcesz, zapraszać, kogo chcesz, itp.
Ty, natomiast byłeś z dziewczyną, która nie mogła być z tobą oficjalnie, więc dlatego ci ten układ pasował na początku.

PS Z mojego otoczenia, dziewczyna piękna, zgrabna, ale łagodna i spolegliwa. Rodzice muszą o wszystkim wiedzieć i efekt jest taki jaki jest.

24 Ostatnio edytowany przez blueangel (2022-05-02 16:40:51)

Odp: Nadopiekuńczy rodzice dziewczyny czy moje przerważliwienie ?
kao_makao napisał/a:
Zagubiony_1 napisał/a:
kao_makao napisał/a:

Związek w pracy? W pracy chodzicie za rękę i się calujecie?

Tobie już z całym szacunkiem, ale za opinie podziękuję, bo już samo czytanie ze zrozumieniem widzę, że stwarza problemy.

Sam napisales" W pracy nikomu oficjalnie o nas nie mówiliśmy, co nie znaczy, że się z tym kryjemy. Wszędzie chodzimy za rękę i się całujemy. Są też osoby, które już nas ze sobą widziały na mieście, ale wychodzimy z założenia, że bycie na “tapecie” jest nam niepotrzebne."
Wszędzie to wszędzie. A to że w pracy nie mówiliscie o was, to nie znaczy że się nie całujecie w pracy.
Zresztą może w podobnym tonie jak do mnie się zwracasz do Kasi i jej rodziców, to w takim razie powodzenia


tez tego w pracy nie rozumiem, a na dodatek macanko w aucie pod chata i bulwers, ze rodzice wyszli i sie patrzyli xD

czemu tylko macanko i tylko w samochodzie, a nie na samej werandzie/pod klatka? smile

25

Odp: Nadopiekuńczy rodzice dziewczyny czy moje przerważliwienie ?

Odpuść. Jak dorosla kobieta nie chce być dorosla, to nie ma bata.

26

Odp: Nadopiekuńczy rodzice dziewczyny czy moje przerważliwienie ?
kao_makao napisał/a:
Zagubiony_1 napisał/a:
kao_makao napisał/a:

Związek w pracy? W pracy chodzicie za rękę i się calujecie?

Tobie już z całym szacunkiem, ale za opinie podziękuję, bo już samo czytanie ze zrozumieniem widzę, że stwarza problemy.

Sam napisales" W pracy nikomu oficjalnie o nas nie mówiliśmy, co nie znaczy, że się z tym kryjemy. Wszędzie chodzimy za rękę i się całujemy. Są też osoby, które już nas ze sobą widziały na mieście, ale wychodzimy z założenia, że bycie na “tapecie” jest nam niepotrzebne."
Wszędzie to wszędzie. A to że w pracy nie mówiliscie o was, to nie znaczy że się nie całujecie w pracy.
Zresztą może w podobnym tonie jak do mnie się zwracasz do Kasi i jej rodziców, to w takim razie powodzenia

A cóż to ton? Ładnie Tobie podziękowałem i poprosilem, żebyś nie pisała, a Ty swoje. Niestety nie czytasz ze zrozumieniem. Tak, chodzimy wszędzie za rękę i się całujemy, jak to robią pary. Chyba oczywiste, że nie w pracy skoro pisałem, że praktycznie nikt o nas nie wie i szanujemy naszą prywatność. W ogóle niby w jaki sposób w pracy? Ludzie... Poważnie proszę, żebyś nie zabierała już głosu w tym wątku. Będę wdzięczny jeśli to uszanujesz.

27

Odp: Nadopiekuńczy rodzice dziewczyny czy moje przerważliwienie ?

tez tego w pracy nie rozumiem, a na dodatek macanko w aucie pod chata i bulwers, ze rodzice wyszli i sie patrzyli xD

czemu tylko macanko i tylko w samochodzie, a nie na samej werandzie/pod klatka? smile

Już bez przesady. Pisałem, że to był spory kawał przed blokiem i naprawdę trzeba było się  mocno postarać żeby było nas widać pod takim kątem. Tak z biegiem czasu wiem, że i tak źle zrobiłem, ale wtedy jeszcze nie wiedziałem, że miała tylko jednego chłopaka przez kilka tyg. i dla niej tak naprawdę to wszystko jest nowe. Ona się w żaden sposób nie opierała, a wręcz zdecydowanie odwzajemniała. Moje hormony też zrobiły swoje i taki był efekt. Nigdy więcej to się nie powtórzyło i nie powtórzy. Żałuję, ale już tego incydentu i co się stało nie cofnę.

28

Odp: Nadopiekuńczy rodzice dziewczyny czy moje przerważliwienie ?

Przecież nic się nie stało, nie wiem czemu się tłumaczysz.
Dziewczyna jest mocno wycofana, dlaczego jej nie zapytasz czemu rodzice ją tak traktują jak małe dziecko, jej siostrę też trzymali pod kloszem?

Ona będzie się mogła związać z takim chłopakiem, który będzie słuchał teściowej, seks nie dość, że tylko po ślubie, to tylko w celach prokreacyjnych.
Dlatego nawet nie masz szans...

29

Odp: Nadopiekuńczy rodzice dziewczyny czy moje przerważliwienie ?
wieka napisał/a:

Nie przyjmujesz do wiadomości, że ona ma problem natury psychicznej i nie jesteś w stanie nic zmienić?

Chciałbym bardzo żeby uwierzyła w siebie. Tylko tyle albo aż tyle. To byłby dobry początek. Teraz będę u nich w weekend. Powiedziałem jej, że chce porozmawiać z jej rodzicami o tym wszystkim żeby to uporządkować. Znając ją pewnie już im to przekazała. Pytanie czy jakiekolwiek moje argumenty będą się w stanie przebić. Powątpiewam, że mi się uda, ale chce spróbować.

30

Odp: Nadopiekuńczy rodzice dziewczyny czy moje przerważliwienie ?
wieka napisał/a:

Przecież nic się nie stało, nie wiem czemu się tłumaczysz.
Dziewczyna jest mocno wycofana, dlaczego jej nie zapytasz czemu rodzice ją tak traktują jak małe dziecko, jej siostrę też trzymali pod kloszem?

Ona będzie się mogła związać z takim chłopakiem, który będzie słuchał teściowej, seks nie dość, że tylko po ślubie, to tylko w celach prokreacyjnych.
Dlatego nawet nie masz szans...

Siostra jest zdecydowanie bardziej bojowa i widać wyraźnie, że ma swoje zdanie. Już to zaobserwowałem nie raz, choćby kilka razy co do opieki nad jej półrocznym już dzieckiem. Zresztą Kasia sama przyznała, że na chłopaka siostry, a obecnego męża też gadali, ale ona tak tego nie brała do siebie. Dlatego dziwi mnie, że siostra trzyma sztame matki, chociaz z drugiej strony tam wchodzi w grę mieszkanie, które mają za parę miesięcy od nich dostać jak będzie odremontowane, więc sprzeciw mógłby zaszkodzić. Trochę więc siostrę rozumiem.

31

Odp: Nadopiekuńczy rodzice dziewczyny czy moje przerważliwienie ?
Zagubiony_1 napisał/a:

Pytanie czy jakiekolwiek moje argumenty będą się w stanie przebić. Powątpiewam, .


I bardzo słusznie. Nie jesteś stroną w tej sprawie, więc z założenia jakiekolwiek Twoje ingerencje mogą tylko zaszkodzić.

32

Odp: Nadopiekuńczy rodzice dziewczyny czy moje przerważliwienie ?
Zagubiony_1 napisał/a:

Chciałbym bardzo żeby uwierzyła w siebie. Tylko tyle albo aż tyle. To byłby dobry początek. Teraz będę u nich w weekend. Powiedziałem jej, że chce porozmawiać z jej rodzicami o tym wszystkim żeby to uporządkować. Znając ją pewnie już im to przekazała. Pytanie czy jakiekolwiek moje argumenty będą się w stanie przebić. Powątpiewam, że mi się uda, ale chce spróbować.

Czy dobrze rozumiem - chcesz rozmawiać z jej rodzicami o tym jak mają postępować z własną córka? Jak mają się wobec niej zachowywać?

Nawet o tym nie myśl. Uważaj też, żeby to w ten sposób nie wypadło, bo przesrasz sobie aż do końca i będziesz miał pozamiatane z Kasią.

33

Odp: Nadopiekuńczy rodzice dziewczyny czy moje przerważliwienie ?

Czy dobrze rozumiem - chcesz rozmawiać z jej rodzicami o tym jak mają postępować z własną córka? Jak mają się wobec niej zachowywać?

Nawet o tym nie myśl. Uważaj też, żeby to w ten sposób nie wypadło, bo przesrasz sobie aż do końca i będziesz miał pozamiatane z Kasią.

Bardziej chciałem to jakoś inaczej ująć, w sensie, że nadmiar miłości też może szkodzić i że inaczej nie nauczy się dorosłego życia. Ale jeśli nie to, to jak sugerujesz, że mam postąpić? Nie było mnie tam 2,5 miesiąca. Jakieś przytyki na pewno się pojawia i mam tak po prostu dać po sobie jechać przy Kasi? Ona będzie obok, więc pewnie będą chcieli pokazać swoją wyższość nade mną. A ja naprawdę nie mam złych intencji i nie chce się tam wdawać w sprzeczki.

34 Ostatnio edytowany przez CatLady (2022-05-02 21:08:30)

Odp: Nadopiekuńczy rodzice dziewczyny czy moje przerważliwienie ?

Ja nie sądzę, że masz na nich jakikolwiek wpływ. Oni albo na swój sposób są nadopiekuńczy i kochają córkę nieco za mocno, albo uwielbiają kontrolę i władzę, która mają nad córką.

W tym pierwszym przypadku pewnie wystarczyłoby gdybyś zaprezentował się im jako osobnik godny zaufania, który myśli poważnie o ich córce. Z czasem pewnie zaczęliby Ci ufać.

Mnie się jednak wydaje ze oni lubią mieć kontrolę nad tą dziewczyną i normalna rozmową nic nie wskórasz. Oni zaakceptują tylko potencjalnego zięcia, który zaakceptuje ich władzę. Tutaj tylko sama Kasia może coś zdziałać. To ona musi się sprzeciwić, a najlepiej wyprowadzić. Dlaczego pracująca dziewczyna nadal mieszka z rodzicami?

Jak zaczną po Tobie za ostro jechać, to po prostu powiedz, że nie odpowiada Ci takie odnoszenie się do Ciebie, przeproś i wyjdź. Nie oglądaj się za Kasią. Ona sama musi dojrzeć do uwolnienia się od rodziców. Współczuję jej bardzo, bo to co powiesz, to jest niesamowita toksyna. Nie idź z jej rodzicami w otwarty konflikt, bo go nie wygrasz. Licz się też z tym, że Kasia nigdy się nie uwolni i że może będziesz musiał zakończyć tę znajomość.

Odp: Nadopiekuńczy rodzice dziewczyny czy moje przerważliwienie ?

Zobacz tutaj następuje taka sytuacja. Poznajesz kogoś kto jakiś jest. Po czym chcesz wszystko zmienić w tej osobie. Gdzie tu sens? To tak jakbyś kupił kota i uczył go jak być psem.

Poza tym to bardzo fajne taka rola ratownika. Ty ją nauczysz życia i tego jak powinno się zachowywać i jakim być. Ona też bardzo fajnie w roli ofiary się odnajduje. Możecie się tak bawić jeśli wam nie szkoda czasu.

To nie ma znaczenia kto ma rację i kto jest przewrażliwiony a kto nie. Tu ma tylko znaczenie to, że ta dziewczyna jest taka a Ty jesteś inny. I każdy ma prawo być takim jakim mu na dany moment życia odpowiada. Po prostu albo akceptujesz ją taką jaką jest z tymi wszystkimi cechami i rodziną na plecach albo nie. Jeśli akceptujesz to już nie narzekaj i ciesz się związkiem. Jeśli nie to się rozstań, życz powodzenia i szukaj dalej. Tu nie ma innego rozwiązania. Poza tym co to za miłość jeśli głównym celem związku jest przerobić partnera na własną modłę żeby nam pasował. Nie ma cudów, nikt tutaj się nie zmieni.

36 Ostatnio edytowany przez blueangel (2022-05-03 00:28:33)

Odp: Nadopiekuńczy rodzice dziewczyny czy moje przerważliwienie ?

od poczatku zabierales sie za to od doopy strony. najpierw powinienes byl zadbac o twoja relacje z jej rodzicami w poczatkowej fazie, moze teraz posluchaliby twoich argumentow, ale i tak juz sam sobie pozamiatales, zbyt duzo czasu od poznania minelo wiec watpie, ze juz sie kiedykolwiek zmieni. te pogadanki nic nie zmienia, dla nich ejstes tym zlym,nie ufaja ci. serio, myslisz, ze w takim ukladzie do nich dotrzesz?


i potwierdzam, jak swiat swiatem, nie da sie kogos zmienic pod swoje upodobania. zbyt wiele kobiet idzie ta droga. jeszcze zadnej nie wyszlo to na dobre.


slub bylby jakims rozwiazaniem, moglibyscie sobie wychodzic do woli i o ktorej chcecie, ale jesli nie wyprowadzilibyscie sie na drugi koniec Polski bedziesz mial ciagle wtrancanie sie rodzicow. nie mowie, ze to zle,bo wszyscy rodzice doradzaja i wgle, ale jak  juz sie malzenstwem sa pewne granice. u was ich nie bedzie. i to widac.


ona ma jakis konkretny powod, dla  ktorego nadal mieszka z rodzicami? gdyby troche pomieszkala osobno, dobrze by jej zrobilo. nie mowie o wieczornych wyjsciach, jesli nie sa w jej stylu (i wtedy ty tez nie powinienes na nia wplywac wbrew jej woli), ale zycie na wlasna reke, a nie rodzicow. moze ma jakis zespol aspergera czy cos, nawet nie zdiagnozowane,  i sie boja, ze se nie poradzi? ewentualnienie zauwazyli, ze juz jest dorosla. choc na probe byloby warto sprobowac. chyba zawsze moze do nich wrocic

poza tym moze sie na cos zapiszecie? nie kazdy mial szczescie do dobrych kolezanek. czasem tak bywa, ale gdyby wyszla do ludzi i akurat jakas poznala, moze nie mowilaby o WSYSTKIM rodzicom. kolezance moze to tez nie lezec i zacheciloby to ja do zmian. fajnie, ze maja dobry kontakt, ale wszystko, nawet jakies pierdoly slowo w slowo to juz przesada.

37

Odp: Nadopiekuńczy rodzice dziewczyny czy moje przerważliwienie ?
blueangel napisał/a:

i potwierdzam, jak swiat swiatem, nie da sie kogos zmienic pod swoje upodobania. zbyt wiele kobiet idzie ta droga.
slub bylby jakims rozwiazaniem, moglibyscie sobie wychodzic do woli i o ktorej chcecie, ale jesli nie wyprowadzilibyscie sie na drugi koniec Polski bedziesz mial ciagle wtrancanie sie rodzicow. nie mowie, ze to zle,bo wszyscy rodzice doradzaja i wgle, ale jak  juz sie malzenstwem sa pewne granice. u was ich nie bedzie. i to widac.

ona ma jakis konkretny powod, dla  ktorego nadal mieszka z rodzicami? gdyby troche pomieszkala osobno, dobrze by jej zrobilo. nie mowie o wieczornych wyjsciach, jesli nie sa w jej stylu (i wtedy ty tez nie powinienes na nia wplywac wbrew jej woli), ale zycie na wlasna reke, a nie rodzicow. moze ma jakis zespol aspergera czy cos, nawet nie zdiagnozowane,  i sie boja, ze se nie poradzi? ewentualnienie zauwazyli, ze juz jest dorosla. choc na probe byloby warto sprobowac. chyba zawsze moze do nich wrocic

poza tym moze sie na cos zapiszecie? nie kazdy mial szczescie do dobrych kolezanek. czasem tak bywa, ale gdyby wyszla do ludzi i akurat jakas poznala, moze nie mowilaby o WSYSTKIM rodzicom. kolezance moze to tez nie lezec i zacheciloby to ja do zmian. fajnie, ze maja dobry kontakt, ale wszystko, nawet jakies pierdoly slowo w slowo to juz przesada.

Ale czy to żeby miała wpływ na swoje życie i mogła podejmować własne decyzję jest zmiana pod moje upodobania? Ona umie się mi postawić i dobrze, tak ma być. Tak samo widać błysk w oku gdy coś proponuję i się zgadza na coś. Jedna noc w domu i na drugi dzień jest zmiana o 180 stopni i używa słów i retoryki, która od razu wiem, że nie jest jej. Ona tego zresztą nie ukrywa.
Mieszka, bo tak wyszło. Zapewne jest prosta wzmianka - po co masz gdzieś iść mieszkać i wydawać pieniądze skoro możesz mieszkać z nami i sobie odkładać.
Sek w tym, że ludzi poznała w pracy cała masę. Tyle na ile mogę staram się ją wyciągać na spotkania z nimi. Mam parę dobrych znajomych, którzy są po ślubie lub już zaręczeni i wyszedlem z propozycja żeby wspólnie iść na kręgle. Rozpłakała się, bo powiedziała, że nie da rady emocjonalnie i ze najpierw powinienem gdzieś pójść z jej siostra i mężem, bo to jej rodzina, a nie z obcymi. Choć jakie siostra ma do mnie nastawienie już pisałem wcześniej. Ona po prostu boi się zawiązywać znajomości. Mnie ma na co dzień, więc było łatwiej, ale przez pierwsze tyg. się nie odzywała w pracy do nikogo dopóki ktoś jej o nic nie zapytał. Zawsze ja zaczynałem temat. Gdy jest ze mną problem obecnie kompletnie znika, więc poprawa jest kolosalnaJedna osoba z pracy ciagle jest zdania, że ma się za pannice, że się wywyższa i dlatego nie zaczyna rozmów. Ja wiem, że problemem jest zupełnie odwrotny i mówię, że nie każdy musi być dusza towarzystwa i wygadana.

38

Odp: Nadopiekuńczy rodzice dziewczyny czy moje przerważliwienie ?
blueangel napisał/a:

od poczatku zabierales sie za to od doopy strony. najpierw powinienes byl zadbac o twoja relacje z jej rodzicami w poczatkowej fazie, moze teraz posluchaliby twoich argumentow, ale i tak juz sam sobie pozamiatales, zbyt duzo czasu od poznania minelo wiec watpie, ze juz sie kiedykolwiek zmieni. te pogadanki nic nie zmienia, dla nich ejstes tym zlym,nie ufaja ci. serio, myslisz, ze w takim ukladzie do nich dotrzesz?


i potwierdzam, jak swiat swiatem, nie da sie kogos zmienic pod swoje upodobania. zbyt wiele kobiet idzie ta droga. jeszcze zadnej nie wyszlo to na dobre.


slub bylby jakims rozwiazaniem, moglibyscie sobie wychodzic do woli i o ktorej chcecie, ale jesli nie wyprowadzilibyscie sie na drugi koniec Polski bedziesz mial ciagle wtrancanie sie rodzicow. nie mowie, ze to zle,bo wszyscy rodzice doradzaja i wgle, ale jak  juz sie malzenstwem sa pewne granice. u was ich nie bedzie. i to widac.


ona ma jakis konkretny powod, dla  ktorego nadal mieszka z rodzicami? gdyby troche pomieszkala osobno, dobrze by jej zrobilo. nie mowie o wieczornych wyjsciach, jesli nie sa w jej stylu (i wtedy ty tez nie powinienes na nia wplywac wbrew jej woli), ale zycie na wlasna reke, a nie rodzicow. moze ma jakis zespol aspergera czy cos, nawet nie zdiagnozowane,  i sie boja, ze se nie poradzi? ewentualnienie zauwazyli, ze juz jest dorosla. choc na probe byloby warto sprobowac. chyba zawsze moze do nich wrocic

poza tym moze sie na cos zapiszecie? nie kazdy mial szczescie do dobrych kolezanek. czasem tak bywa, ale gdyby wyszla do ludzi i akurat jakas poznala, moze nie mowilaby o WSYSTKIM rodzicom. kolezance moze to tez nie lezec i zacheciloby to ja do zmian. fajnie, ze maja dobry kontakt, ale wszystko, nawet jakies pierdoly slowo w slowo to juz przesada.

No, ma powód, chce spełniać wymogi rodziców.  Bywa, że rodzice wmawiają choroby, słabości, żeby tylko dorosłe dziecko zostało z nimi jak najdłużej. Ona na wszystko się zgadza, co zaproponują rodzice. I tak się koło nakręca.  A przecież ona nie musi żyć  na ich modłę, bo te zasady z powrotami o 22 mogłaby sobie darować w  wieku 26 lat.
Z koleżankami mogło być tak, że  żadna nie była godna ich córki, to samo z chłopakiem. A zresztą niech się sama zainteresowana tutaj wypowie, ile w tym prawdy, a ile  domysłów. Autor  tego wątku sprawia wrażenie  silnego i zdecydowanego, ale też musi wiedzieć, że dorosłej osoby nie wychowa i raczej jego dziewczyna się nie zmieni.

39 Ostatnio edytowany przez wieka (2022-05-03 10:40:58)

Odp: Nadopiekuńczy rodzice dziewczyny czy moje przerważliwienie ?

Sam widzisz, że musisz na siłę ciągnąć ją za uszy do góry w pracy i w życiu prywatnym.
Nie przyjąłeś jej do pracy wg kompetencji, tylko dlatego, że Ci się spodobała i zaimponowała nieśmiałością.
A związki w pracy nie są wskazane, dlatego bo jak się kończą, to jest kwas..

Masz porównanie do siostry, więc nie jest to sprawa tylko rodziców, a też jej samej.
Aspergera to raczej nie ma, prędzej autyzm jak nie fobię, w każdym razie dziewczyna nie bardzo przystosowana do samodzielnej egzystencji, inaczej by tak nie żyła pod dyktando rodziców i dawno się wyprowadziła lub postawiła na swoim.

Z rodzicami nie ma sensu rozmawiać, bo chyba zdajesz sobie sprawę, że do niczego ich nie przekonasz, jedynie możesz powiedzieć, że masz poważne zamiary.

A o jej problemach rozmawiaj z nią, dlaczego nie zapytasz co jest przyczyną, że tak boi się rodziców, czy była dzieckiem specjalnej troski, musisz poznać sedno, żeby mieć najpierw rozeznanie o co w tym wszystkim biega.

https://www.netkobiety.pl/t107674.html

Nie zaszkodzi jak sobie przeczytasz ten wątek.

40

Odp: Nadopiekuńczy rodzice dziewczyny czy moje przerważliwienie ?
Zagubiony_1 napisał/a:
blueangel napisał/a:

i potwierdzam, jak swiat swiatem, nie da sie kogos zmienic pod swoje upodobania. zbyt wiele kobiet idzie ta droga.
slub bylby jakims rozwiazaniem, moglibyscie sobie wychodzic do woli i o ktorej chcecie, ale jesli nie wyprowadzilibyscie sie na drugi koniec Polski bedziesz mial ciagle wtrancanie sie rodzicow. nie mowie, ze to zle,bo wszyscy rodzice doradzaja i wgle, ale jak  juz sie malzenstwem sa pewne granice. u was ich nie bedzie. i to widac.

ona ma jakis konkretny powod, dla  ktorego nadal mieszka z rodzicami? gdyby troche pomieszkala osobno, dobrze by jej zrobilo. nie mowie o wieczornych wyjsciach, jesli nie sa w jej stylu (i wtedy ty tez nie powinienes na nia wplywac wbrew jej woli), ale zycie na wlasna reke, a nie rodzicow. moze ma jakis zespol aspergera czy cos, nawet nie zdiagnozowane,  i sie boja, ze se nie poradzi? ewentualnienie zauwazyli, ze juz jest dorosla. choc na probe byloby warto sprobowac. chyba zawsze moze do nich wrocic

poza tym moze sie na cos zapiszecie? nie kazdy mial szczescie do dobrych kolezanek. czasem tak bywa, ale gdyby wyszla do ludzi i akurat jakas poznala, moze nie mowilaby o WSYSTKIM rodzicom. kolezance moze to tez nie lezec i zacheciloby to ja do zmian. fajnie, ze maja dobry kontakt, ale wszystko, nawet jakies pierdoly slowo w slowo to juz przesada.

Ale czy to żeby miała wpływ na swoje życie i mogła podejmować własne decyzję jest zmiana pod moje upodobania? Ona umie się mi postawić i dobrze, tak ma być. Tak samo widać błysk w oku gdy coś proponuję i się zgadza na coś. Jedna noc w domu i na drugi dzień jest zmiana o 180 stopni i używa słów i retoryki, która od razu wiem, że nie jest jej. Ona tego zresztą nie ukrywa.
Mieszka, bo tak wyszło. Zapewne jest prosta wzmianka - po co masz gdzieś iść mieszkać i wydawać pieniądze skoro możesz mieszkać z nami i sobie odkładać.
Sek w tym, że ludzi poznała w pracy cała masę. Tyle na ile mogę staram się ją wyciągać na spotkania z nimi, ale było ich ledwie kilka. Mam parę dobrych znajomych, którzy są po ślubie lub już zaręczeni i wyszedlem z propozycja żeby wspólnie iść na kręgle. Rozpłakała się, bo powiedziała, że nie da rady emocjonalnie i ze najpierw powinienem gdzieś pójść z jej siostra i mężem, bo to jej rodzina, a nie z obcymi. Choć jakie siostra ma do mnie nastawienie już pisałem wcześniej. Ale tu akurat, wiem, że się przełamie i pójdzie. Tylko będę musiał ja mocno podbudować. Tak samo jak wtedy gdy jechała poznać moich rodziców. Przez godzinę płakała mi tuż przed na spacerze, że nie da rady. Dużo otuchy i się udało. I była z tego później bardzo dumna smile Ona po prostu boi się zawiązywać znajomości. Mnie ma na co dzień, więc było łatwiej, ale przez pierwsze tyg. się nie odzywała w pracy do nikogo dopóki ktoś jej o nic nie zapytał. Zawsze ja zaczynałem temat. Gdy jest ze mną problem obecnie kompletnie znika, więc poprawa jest kolosalna. Nawet bym powiedział, że umie się rządzić smile Sama przyznaje, że tylko ze mną umie tak normalnie rozmawiać, że dodaje jej otuchy, jest mi wdzięczna za wszystko itd. No ale to tylko ze mną. Jedna osoba z pracy ciagle jest zdania, że ma się za pannice, że się wywyższa i dlatego nie zaczyna rozmów. Ja wiem, że problemem leży zupełnie gdzie indziej.
Tak teraz myślę, że może za dużo od niej oczekuje zmian po roku. Kocham ją i będę cierpliwy. Małymi kroczkami do przodu. Tylko co teraz w najbliższy weekend z rodzicami? Jak się zachować? Nie wyobrażam sobie, że będę się kajać za to, że nie chce by ingerowali w nasz związek. Dla mnie też porady rodziców są jak najbardziej na miejscu i są wskazane. Każdy z nas je otrzymuje i ona też niech z nich korzysta. Ale mówię jej, że jest różnica pomiędzy poradami, a wykonywaniem rozkazow/nakazów.

41

Odp: Nadopiekuńczy rodzice dziewczyny czy moje przerważliwienie ?
Zagubiony_1 napisał/a:

Ale czy to żeby miała wpływ na swoje życie i mogła podejmować własne decyzję jest zmiana pod moje upodobania? Ona umie się mi postawić i dobrze, tak ma być. Tak samo widać błysk w oku gdy coś proponuję i się zgadza na coś. Jedna noc w domu i na drugi dzień jest zmiana o 180 stopni i używa słów i retoryki, która od razu wiem, że nie jest jej. Ona tego zresztą nie ukrywa.
Mieszka, bo tak wyszło. Zapewne jest prosta wzmianka - po co masz gdzieś iść mieszkać i wydawać pieniądze skoro możesz mieszkać z nami i sobie odkładać.
Sek w tym, że ludzi poznała w pracy cała masę. Tyle na ile mogę staram się ją wyciągać na spotkania z nimi, ale było ich ledwie kilka. Mam parę dobrych znajomych, którzy są po ślubie lub już zaręczeni i wyszedlem z propozycja żeby wspólnie iść na kręgle. Rozpłakała się, bo powiedziała, że nie da rady emocjonalnie i ze najpierw powinienem gdzieś pójść z jej siostra i mężem, bo to jej rodzina, a nie z obcymi. Choć jakie siostra ma do mnie nastawienie już pisałem wcześniej. Ale tu akurat, wiem, że się przełamie i pójdzie. Tylko będę musiał ja mocno podbudować. Tak samo jak wtedy gdy jechała poznać moich rodziców. Przez godzinę płakała mi tuż przed na spacerze, że nie da rady. Dużo otuchy i się udało. I była z tego później bardzo dumna smile Ona po prostu boi się zawiązywać znajomości. Mnie ma na co dzień, więc było łatwiej, ale przez pierwsze tyg. się nie odzywała w pracy do nikogo dopóki ktoś jej o nic nie zapytał. Zawsze ja zaczynałem temat. Gdy jest ze mną problem obecnie kompletnie znika, więc poprawa jest kolosalna. Nawet bym powiedział, że umie się rządzić smile Sama przyznaje, że tylko ze mną umie tak normalnie rozmawiać, że dodaje jej otuchy, jest mi wdzięczna za wszystko itd. No ale to tylko ze mną. Jedna osoba z pracy ciagle jest zdania, że ma się za pannice, że się wywyższa i dlatego nie zaczyna rozmów. Ja wiem, że problemem leży zupełnie gdzie indziej.
Tak teraz myślę, że może za dużo od niej oczekuje zmian po roku. Kocham ją i będę cierpliwy. Małymi kroczkami do przodu. Tylko co teraz w najbliższy weekend z rodzicami? Jak się zachować? Nie wyobrażam sobie, że będę się kajać za to, że nie chce by ingerowali w nasz związek. Dla mnie też porady rodziców są jak najbardziej na miejscu i są wskazane. Każdy z nas je otrzymuje i ona też niech z nich korzysta. Ale mówię jej, że jest różnica pomiędzy poradami, a wykonywaniem rozkazow/nakazów.

A mnie się wydaje, że nie jesteś jej psychologiem. Ktoś ci powiedział już, że nie wpłyniesz na zachowanie rodziców, to raczej ty musisz zdobyć ich zaufanie? Jak uważasz, że ingerują w twój związek, to już nie pomaga w rozmowie.

42 Ostatnio edytowany przez Zagubiony_1 (2022-05-03 11:07:06)

Odp: Nadopiekuńczy rodzice dziewczyny czy moje przerważliwienie ?
wieka napisał/a:

A o jej problemach rozmawiaj z nią, dlaczego nie zapytasz co jest przyczyną, że tak boi się rodziców, czy była dzieckiem specjalnej troski, musisz poznać sedno, żeby mieć najpierw rozeznanie o co w tym wszystkim biega.

Rozmawiałem z nią o tym już nie raz. Z rodzicami jest całe życie i oni wiedzą co jest dla niej najlepsze. O brak jej kontaktu z rówieśnikami również pytałem. Szkoły się kończyły i tyle. No ale jeśli była tak zamknięta jak teraz, to też ciężko było nawiązać jakąś silniejsza więź, która by przetrwała. Ostatnio też się podłamała, bo jakaś dziewczyna z podstawówki z którą chodziła do klasy popełniła samobójstwo (depresja poporodowa) i ojciec nie interesował się dzieckiem. Mówię jej że chodziła z nią przeciez ponad 15 lat temu i pytam czy w ogóle utrzymywała z nia kiedykolwiek jakiś bliższy kontakt? Ona do mnie, że nie. Rodzice ja za to straszą żeby przypadkiem ze mną nie skończyła podobnie - to jest dopiero podłość. To też sprawiło, że bardziej się wycofała teraz. Mówiłem jej, że moich dwóch znajomych też się zabiło i to takich z którymi utrzymywałem kontakt po szkole i, że to smutne, ale tak się życie czasem toczy, ale też każdy z nas jest inny.
Chyba faktycznie pozostaje stwierdzenie jej rodzicom, że mam poważne zamiary i tyle. Głębsze rozmowy nic nie zdziałają.

43

Odp: Nadopiekuńczy rodzice dziewczyny czy moje przerważliwienie ?

A nie mógłbyś się spotkać ze szwagrem swojej dziewczyny i pogadać z nim jako z osobą "bardziej z boku" o tym co on sądzi o stosunkach w tej rodzinie? Może to by Ci bardziej pomogło w ocenie sytuacji...

44

Odp: Nadopiekuńczy rodzice dziewczyny czy moje przerważliwienie ?

W każdym razie dziewczyna ma jakiś deficyt, skoro boi się nie tylko rodziców ale i obcych,  sama nie wie co jest dla nie dobre... może zaproponuj wspólną terapię... Ale znowu rodzice się nie zgodzą.
Współczuję, wykończy Cię ta miłość i jej "terapia", jej całe życie będzie podporządkowane rodzicom, ale to Twój wybór.

45

Odp: Nadopiekuńczy rodzice dziewczyny czy moje przerważliwienie ?
bbasia napisał/a:

A nie mógłbyś się spotkać ze szwagrem swojej dziewczyny i pogadać z nim jako z osobą "bardziej z boku" o tym co on sądzi o stosunkach w tej rodzinie? Może to by Ci bardziej pomogło w ocenie sytuacji...

Myślałem o tym, ale jakie jest prawdopodobieństwo, że naszej rozmowy nie przekaże żonie? Bardzo, ale to bardzo małe. To jeszcze więcej może namieszać, że coś za plecami knuję albo, że chce skłócić rodzinę, więc nie warto dawać pretekstu. Oni tam zresztą są u nich praktycznie codziennie z dzieckiem, więc mógł też już tym przesiąknąć, no chyba, że się tak przymilają z racji mieszkania, które dostaną. Tutaj akurat muszę zapytać jakoś zręcznie Kasię czy przed tą decyzją i zanim siostra była wciąży, to też tak często u nich bywali, bo tego akurat nie wiem.

46

Odp: Nadopiekuńczy rodzice dziewczyny czy moje przerważliwienie ?
wieka napisał/a:

W każdym razie dziewczyna ma jakiś deficyt, skoro boi się nie tylko rodziców ale i obcych,  sama nie wie co jest dla nie dobre... może zaproponuj wspólną terapię... Ale znowu rodzice się nie zgodzą.
Współczuję, wykończy Cię ta miłość i jej "terapia", jej całe życie będzie podporządkowane rodzicom, ale to Twój wybór.

Jak proponowałem psychologa, to powiedziałem jej, że nigdy w życiu nie przeszło mi przez głowę, że z tego rozwiązania kiedyś skorzystam, ale dla niej jestem gotów żeby pójść razem i to zrobić. Najpierw w ogóle wypierała, że to głupota, później już trochę odpuściła. Ale też padło stwierdzenie, że to mama musiała by z nią pójść, bo ona by nie umiała tak wszystkiego opowiedzieć... Ale myślę, że to też nie byłoby chyba głupie wbrew pozorom, bo dobry psycholog nadopiekuńczość i nie dawanie dojścia do głosu wyłapie od razu. Tak sądzę.

47

Odp: Nadopiekuńczy rodzice dziewczyny czy moje przerważliwienie ?

No tak, bo mama przy okazji też by skorzystała z terapii, tylko pewnie się nie zgodzi, skoro nie widzi problemu i wszystko wie najlepiej tongue

48 Ostatnio edytowany przez madoja (2022-05-03 14:04:36)

Odp: Nadopiekuńczy rodzice dziewczyny czy moje przerważliwienie ?

Z tej całej historii Twoja dziewczyna wygląda wręcz jak upośledzona, cofnięta w rozwoju.
Jeszcze rozumiem gdybyś chciał ją wyrwać od "złych rodziców", gdyby ona sama się na nich skarżyła, miała ich dość, buntowała sie. Ale ona ich słucha, jest posłuszna i uważa że mają rację. A nagle Ty - rycerz na białym koniu - chcesz to zmienić.

Ta dziewczyna absolutnie nie nadaje się do życia. Nawet gdybyś jakimś cudem "zmusił" ją do wyprowadzki, to jej rodzice i siostra ZAWSZE byliby w tle. ZAWSZE. Każda kłótnia - ona do rodziców. Oni przeciw Tobie i buntują ją. A także Wasze przyszłe dzieci. Jeśli z nią zostaniesz to za 10-15 lat, gdy będziesz już zaobrączkowany i dzieciaty, a miłość do niej już minie, będziesz sobie w w brodę pluł, że się nie wycofałeś dawno temu (np. gdy pisałeś ten post...)

Pomijam już kwestię że prawdopodobnie będzie kłodą w łóżku oraz zawsze będzie wymagała od Ciebie decyzyjności, bo ona będzie kluchowatą mamyją która jest zależna od innych.

Jest bardzo naiwne z Twojej strony, że tak ją usprawiedliwiasz, a całe zło zrzucasz na jej rodziców. Kiedyś boleśnie spadniesz na ziemię.

49 Ostatnio edytowany przez CatLady (2022-05-03 18:11:01)

Odp: Nadopiekuńczy rodzice dziewczyny czy moje przerważliwienie ?
wieka napisał/a:

W każdym razie dziewczyna ma jakiś deficyt, skoro boi się nie tylko rodziców ale i obcych,  sama nie wie co jest dla nie dobre... może zaproponuj wspólną terapię... Ale znowu rodzice się nie zgodzą.
Współczuję, wykończy Cię ta miłość i jej "terapia", jej całe życie będzie podporządkowane rodzicom, ale to Twój wybór.

Też tak myślę - ta dziewczyna ma spory problem.

Zagubiony, bierzesz sobie na barki duży ciężar. Będziesz miał problem z nią, z jej fobią, czy jakie tam problemy psychiczne ma i drugi w postaci jej rodziców. Ona najprawdopodobniej nigdy się całkowicie nie uwolni, oni zawsze będą się mieszać w jej / wasze życie, a jej będzie trudno postawić im granice. Przemyśl czy dasz radę tak żyć.

Terapia by jej pomogła, ale przecież nie pójdzie, bo bez zgody rodziców się nie odważył a oni nigdy się nie zgodzą.

Biedna dziewczyna, współczuję jej i nie rozumiem dlaczego i jak niektórzy rodzice robią coś takiego własnemu dziecku...

Wyżej Madoja też dobrze napisała.

Ps jak Kasia radzi sobie w pracy? Na terapii niby nie umiałaby sama wszystkiego opowiedziec, a w pracy daje radę? Jak ona sama siebie postrzega? Bo mam wrażenie, że rodzice wytworzyli w niej poczucie, że jest cofnięta w rozwoju, więc potrzebuje mamusi, żeby za nią mówiła, odpisywała na wiadomości, opowiadała o problemach na terapii.

50

Odp: Nadopiekuńczy rodzice dziewczyny czy moje przerważliwienie ?

Chłopak jest zakochany, to racjonalnie nie myśli, nie zdaje sobie sprawy, co go czeka...

Jak tak dalej pójdzie, to jej rodzice zniszczą mu psychikę, bo chcąc z nią być, będzie musiał podporządkować się jej rodzicom, czyli np. po ślubie, codziennie ich odwiedzać, prosić o zgodę na seks z żoną, bo matka będzie prowadziła kalendarzyk tongue itp. Nie wiadomo czy śmiać się czy płakać.
Nie mówiąc, że niszczą własne dziecko robiąc z niej kalekę życiową.

51

Odp: Nadopiekuńczy rodzice dziewczyny czy moje przerważliwienie ?
CatLady napisał/a:

[Biedna dziewczyna, współczuję jej i nie rozumiem dlaczego i jak niektórzy rodzice robią coś takiego własnemu dziecku...

A mi jej nie żal. Zwróćcie uwagę, że gdy chodzi o maminsynka, to kobiety od takiego spieprzają. Żadna nie myśli by go ratować od złych rodziców i żadna nie uważa "biedny chłopak". Każda WIE, że to dorosły chłop który sam podejmuje decyzje. Dlaczego więc sytuacja miałaby wyglądać inaczej w przypadku kobiety?

Ja miałam równie nadopiekuńczą matkę, a do tego jestem jedynaczką, więc wszystko skupiało się na mnie. Czytanie moich listów, jeżdżenie na KAŻDĄ wycieczkę czy biwak ze mną, złość z powodu czwórki w szkole, totalne pozbawienie mnie samodzielności - to było normalne w moim domu. Ale, z biegiem lat, buntowałam się coraz mocniej i mocniej. Wracałam później niż kazała, spotykałam się z chłopakami i wiele innych rzeczy... Strasznie, wręcz paraliżująco bałam się mojej mamy ale wiedziałam że muszę się postawić. Teraz już od dawna mieszkam osobno i nie pozwalam mojej mamie wtrącać się w moje życie (dzięki temu naprawdę super się dogadujemy smile).

Twoja dziewczyna niedługo będzie miała 30-tkę, a nadal ZERO w niej przemyśleń, refleksji. Zero chęci by zmienić życie. To absolutnie nie jest kandydatka na żonę.

52

Odp: Nadopiekuńczy rodzice dziewczyny czy moje przerważliwienie ?

Ps jak Kasia radzi sobie w pracy? Na terapii niby nie umiałaby sama wszystkiego opowiedziec, a w pracy daje radę? Jak ona sama siebie postrzega? Bo mam wrażenie, że rodzice wytworzyli w niej poczucie, że jest cofnięta w rozwoju, więc potrzebuje mamusi, żeby za nią mówiła, odpisywała na wiadomości, opowiadała o problemach na terapii.

Otóż w pracy radzi sobie obecnie bardzo dobrze. Dużo kosztowało mnie zachęcanie jej do otwartości itd. Samo odbieranie telefonów, to był dramat. A obsługa interesanta, to już w ogóle. Ale pomału i stopniowo ja do tego zachęcałem i budowałem jej poczucie własnej wartości i teraz jest naprawdę spoko. Czy to przez telefon czy na żywo żadna osoba obca nie zauważy i nie powie, że jest zamknięta w sobie. Kompletnie już tego nie widać. Nie raz już mi mówiła i pisała, że gdyby nie ja to by sobie tutaj nie poradziła itp. Gorzej natomiast w przypadku koleżeńskich relacji albo gdy jest się w miejscu którego nie zna. Tu nadal jest sporo do pracy. Także widzę, że to co robię ma pozytywny efekt na nią, ale temat rodziców jest dosłownie u niej nie do ruszenia. Jakby tego nie przyjmowała, a raczej bała się przyjąć, że prywatnie żyje pod ich dyktando. Liczę, że w końcu przejrzy na oczy, ale może to tylko moje życzenie. Jakieś sugestie na weekend na rozmowę z nimi? Chyba to, że myślę o niej poważnie nie jest jednak dobrym pomysłem, bo odbiorą to tak, że już mam w głowie zaplanowne z nią życie. Choć i tak już ją ostrzegali, że tak pewnie jest. O tym też wspomniała. A w ogóle zapomniałem wspomnieć, że wtedy gdy miała kłótnie o walentynki mama jej powiedziała, że teraz już będę chciał żeby nocowała co weekend, później codziennie i że "w końcu im ja odbiorę" i ona w ogóle przestanie u nich bywać i zerwie z nimi kontakt. Wyobraźcie sobie, że taka dedukcja na podstawie 1go noclegu. Szok jak to usłyszałem. Ogólnie powiem wam tak, każdy mój gest nie ważne duży czy mały obracają tak, że jest on zły i to podstęp. Mam wrażenie czasem, że tak im wygodniej i czerpią z tego satysfakcję. Mam tyle lat i nigdy nie spotkałem się z tego typu atakami. Przecież w ten sposób można oczernić dosłownie każdego. Jak mówi przysłowie - na każdego znajdzie się paragraf.

53

Odp: Nadopiekuńczy rodzice dziewczyny czy moje przerważliwienie ?

"A w ogóle zapomniałem wspomnieć, że wtedy gdy miała kłótnie o walentynki mama jej powiedziała, że teraz już będę chciał żeby nocowała co weekend, później codziennie i że "w końcu im ja odbiorę" i ona w ogóle przestanie u nich bywać i zerwie z nimi kontakt"

Taka jest kolej rzeczy, co nie oznacza zerwania kontaktów z rodzicami. Tylko, żeby ona się odważyła na takie kroki, co raczej nie nastąpi, czas, żebyście zamieszkali razem, wtedy można się dobrze poznać.

Choć z takimi to trzeba by zerwać, bo są toksyczni. Dzieci nie wychowujemy dla siebie, tylko dla innych...

Właściwie to tylko odpowiadaj na pytania i przytakuj, a może poproś o jej rękę, skoro jesteś zdecydowany, zapytaj ew.jak oni widzą przyszłość córki.

54

Odp: Nadopiekuńczy rodzice dziewczyny czy moje przerważliwienie ?
madoja napisał/a:
CatLady napisał/a:

[Biedna dziewczyna, współczuję jej i nie rozumiem dlaczego i jak niektórzy rodzice robią coś takiego własnemu dziecku...

A mi jej nie żal. Zwróćcie uwagę, że gdy chodzi o maminsynka, to kobiety od takiego spieprzają. Żadna nie myśli by go ratować od złych rodziców i żadna nie uważa "biedny chłopak". Każda WIE, że to dorosły chłop który sam podejmuje decyzje. Dlaczego więc sytuacja miałaby wyglądać inaczej w przypadku kobiety?.

W sumie masz rację.

Kobiecie i mężczyźnie jednakowo ciężko jest wyrwać się spod takiej kontroli.

Nie zrozumiem nigdy, co kieruje takimi rodzicami, to chyba zaburzeni ludzie z obsesja kontrolowania jej, coś jak ojciec Britney spears.

Zastanawiam się, czy pomogłoby gdyby autor z nią zerwał, czy dałoby jej to wstrząs, kopniaka by zawalczyć o siebie?

55

Odp: Nadopiekuńczy rodzice dziewczyny czy moje przerważliwienie ?

Przeczytałam Twój pierwszy post i nasunęły mi się takie wnioski:
Rodzice mają wpojone pewne wartości, które z kolei przekazali  swojej córce, i teraz pilnują, aby się do nich stosowała. Dla nich porządna dziewczyna zachowuje się bardzo ostrożnie w kontaktach z chłopakami, strzeże swojej czystości i nie naraża się na utratę dobrej opinii. Wszelkie zostawanie na noc poza domem czy wyjazdy z noclegiem to wielkie ryzyko, bo może zostać wykorzystana i porzucona. Chcą sprawować nad nią kontrolę, bo nie mają do niej zaufania. Wszystko czego nie są w stanie kontrolować odbierają jako wielkie zagrożenie, dlatego robią co mogą, aby tej kontroli nie utracić. Nie liczą się z tym, że dziewczyna powinna już zacząć się usamodzielniać i odcinać pępowinę, bo strach o nią pozbawia ich racjonalnego myślenia. Nadal jest dla nich bezbronną córeczkę, która może zrobić jakiś błąd, albo zostać skrzywdzona, gdy tylko spuszcza ją z oczu.
To  nadopiekuńczość, która pozbawia dzieci samodzielności i czasem powoduje psychiczne kalectwo.
Jest bardzo prawdopodobne, że w tle są przekazy religijne.

Każdy układ, w którym tkwimy to rodzaj symbiozy. Jeśli Kasia nie chce się z niego uwolnić, to znaczy, że czerpie z niego określone korzyści. Gdyby chciała odejść z tego układu, to korzystając z Twojego wsparcia mogłaby się uwolnić. Prawdopodobnie nie czuje, że sprzeciwiając się rodzicom i opuszczając dom będzie jej lepiej. To swojego rodzaju życiowa wygoda. Samodzielność niesie określone obowiązki, a podejmowanie decyzji wiąże się z ryzykiem - a ona nie chce się tego podjąć
Znam osoby, które uwalniały się z takich nadopiekuńczych domów, tutaj madoja jest dobrym przykładem. Jej wypowiedź bardzo dobrze obrazuje sytuację. Kasi się nie chce zmieniać swojego życia, bo na obecnym etapie tak jej najlepiej, najwygodniej.

56

Odp: Nadopiekuńczy rodzice dziewczyny czy moje przerważliwienie ?
Agnes76 napisał/a:

Przeczytałam Twój pierwszy post i nasunęły mi się takie wnioski:
Rodzice mają wpojone pewne wartości, które z kolei przekazali  swojej córce, i teraz pilnują, aby się do nich stosowała. Dla nich porządna dziewczyna zachowuje się bardzo ostrożnie w kontaktach z chłopakami, strzeże swojej czystości i nie naraża się na utratę dobrej opinii. Wszelkie zostawanie na noc poza domem czy wyjazdy z noclegiem to wielkie ryzyko, bo może zostać wykorzystana i porzucona. Chcą sprawować nad nią kontrolę, bo nie mają do niej zaufania. Wszystko czego nie są w stanie kontrolować odbierają jako wielkie zagrożenie, dlatego robią co mogą, aby tej kontroli nie utracić. Nie liczą się z tym, że dziewczyna powinna już zacząć się usamodzielniać i odcinać pępowinę, bo strach o nią pozbawia ich racjonalnego myślenia. Nadal jest dla nich bezbronną córeczkę, która może zrobić jakiś błąd, albo zostać skrzywdzona, gdy tylko spuszcza ją z oczu.

Natomiast ja uważam, że jest to dziewczyna zahukana, stłamszona przez rodziców, bojąca się mieć swoje zdanie. Dlatego, że jak autor sam pisze, jest osobą delikatną o złotym sercu.  Nie przeczę, że jej tak wygodniej niż zdobyć się na bunt. Ale ona tego buntu się boi. Nie chce też ranić rodziców, których w jej przekonaniu unieszczęśliwi.
Nie wydaje mi się, żeby autor, choć w niej zakochany, był właściwym partnerem dla niej, bo dziewczyna  zachowuje się tak jakby nic nie odczuwała wobec Marcina.  Cały czas tylko jego inicjatywa i on się przeciwstawia za ich dwoje rodzicom.  A Kasia się zgadza a jak się nie zgadza na coś, to płacze i już.  Gdyby naprawdę coś do niego czuła, okazałaby trochę własnej inicjatywy i nie odpuszczałaby z powodu rodziców.

57

Odp: Nadopiekuńczy rodzice dziewczyny czy moje przerważliwienie ?
Agnes76 napisał/a:

Znam osoby, które uwalniały się z takich nadopiekuńczych domów,

A ja mam w bliskiej rodzinie kobietę dobijającą 50-tki, która tkwi w takim układzie w najlepsze.
Po kilku podejściach znalazła sobie męża pasującego do schematu - pracuje w delegacjach i do domu zjeżdża sporadycznie.
Ona tymczasem non stop siedzi u rodziców, a we własnym mieszkaniu bywa tylko sporadycznie; przyjmuje gości i czasem z mężem jedzie na noc, po czym on ją odwozi z powrotem do rodziców, a sam jedzie w kolejną delegację.
Każdy grubszy zakup to jest konsylium rodzinne i generalnie totalna komuna.
Co najciekawsze - zdaje się, że każdemu to pasuje.

58 Ostatnio edytowany przez Tamiraa (2022-05-04 08:14:16)

Odp: Nadopiekuńczy rodzice dziewczyny czy moje przerważliwienie ?
noben napisał/a:
Agnes76 napisał/a:

Znam osoby, które uwalniały się z takich nadopiekuńczych domów,

A ja mam w bliskiej rodzinie kobietę dobijającą 50-tki, która tkwi w takim układzie w najlepsze.
Po kilku podejściach znalazła sobie męża pasującego do schematu - pracuje w delegacjach i do domu zjeżdża sporadycznie.
Ona tymczasem non stop siedzi u rodziców, a we własnym mieszkaniu bywa tylko sporadycznie; przyjmuje gości i czasem z mężem jedzie na noc, po czym on ją odwozi z powrotem do rodziców, a sam jedzie w kolejną delegację.
Każdy grubszy zakup to jest konsylium rodzinne i generalnie totalna komuna.
Co najciekawsze - zdaje się, że każdemu to pasuje.

A jak nie pasuje, to udaje, że pasuje:)Strasznie ciężko przeciwstawić się rodzinie.

Wygrzebałam z pamięci przypadek w mojej dalszej rodzinie, odwrotny, kiedy  to narzeczony "porwał" dziewczynę i zamieszkali  w drugim końcu Polski wyklęci przez rodzinę. Na ich usprawiedliwienie on - 17 lat , ona  - 16. Fama się niosła, ze zabrał ją na motocyklu taką jak stała spod domu rodziców. Rodzicom się nie spodobał, bo nieodpowiedniej rodziny pochodził.

59

Odp: Nadopiekuńczy rodzice dziewczyny czy moje przerważliwienie ?

Autorze:
Uciekaj od niej jak najdalej!
Nie daj szatanie zrobicie dziecko i co z tobą będzie?
Wylądujesz w hierarchii ważności gdzie pomiędzy listonoszem a psem sąsiada.
Wszyscy będą ważniejsi od ciebie,nic nie będziesz miał do powiedziana, ani w sprawie związku ani wychowania dziecka, bo zawsze "oni "będę wiedzieć lepiej.
Ewentualnie możesz postawić sprawie jasno: Albo wyprowadzka do ciebie i wspólne DOROSŁE życie albo kończymy ten związek.
Odradzam, raczej nic to nie da ale co masz do stracenia?

Czytając ten watek dowiedziałem się tez kilku ciekawych rzeczy np:

Lady Loka

Nie wiedziałem ze istnieje regulamin określający minimalna odległość od domu rodziców w której nie można się "przelizac" z partnerka/partnerem.
Ile to metrów? Dwie ulice dalej już jest ok? A co jeżeli te 2 ulice mieszka dobry znajomy rodziców? To można czy nie?
Gdy ja zostałem pierwszy raz zaproszony przez rodziców  mojej zony na spotkanie,(ona 25lat ja 30) to po zjedzonej kolacji i gdy zacząłem się zbierać do domu, pożegnanie wyglądało tak że syn i teść mnie wyściskali, teściowa wycałowała tak aż się zarumieniłem  no i przyszedł czas na pożegnanie się z zoną. Dziwnie wyglądał by pocałunek w policzek po tym co zprezentowała mi teściowa, wiec "przelizałem sie" z żoną. ( w tedy też widywaliśmy się tylko na weekendy) Nie było okrzyków dezaprobaty ani świętego oburzenia. Usłyszeliśmy tylko że pięknie razem wyglądamy.

Nie rozumiem kompletnie dlaczego nocowanie u chłopaka/dziewczyny gdy mieszka się z rodzicami to "przegięcie" Mówimy tutaj o dorosłych ludziach..wybacz ale to śmieszne co mówisz.
Jak ma wyglądać aspekt poznania się? Jak ma wyglądać sex? Szybkie numerki w samochodzie albo na kanapie w salonie bo przed 22 muszę wrócić do domu? To żart? Chyba że uznajesz sex dopiero po ślubie, gdy weźmiecie kredyt na wspólne mieszkanie, i dopiero w tedy się poznajecie. W tedy ok nie ma sprawy.
U mnie teściowie jedni i drudzy sami proponowali branie wnuka na weekendy aby żona mogła przyjechać do mnie, żebyśmy mogli się poznać , spędzić razem czas i uprawiać sex.
Co prawda chcieli brać go na KAŻDY weekendy ( 2 jedni i 2 drudzy) ale to właśnie było "przegięcie" bo nasza rodzina stanowiła 3 osoby: Ja Żona i Syn
I najbardziej mnie cieszył czas spędzony wspólnie w trójkę: Wycieczki rowerowe, wyprawy do kina czy granie w piłkę w ogrodzie.
Wiec dostali tylko 1 weekend z wnukiem.
Na szczęście szybko przeprowadzili się do mnie wiec ten problem zniknął.
Choć wciąż tescią przysługuje 1 weekend z wnukiem w miesiącu.

60 Ostatnio edytowany przez Tamiraa (2022-05-04 15:54:36)

Odp: Nadopiekuńczy rodzice dziewczyny czy moje przerważliwienie ?
Szeptuch napisał/a:

Autorze:
Uciekaj od niej jak najdalej!
Nie daj szatanie zrobicie dziecko i co z tobą będzie?
Wylądujesz w hierarchii ważności gdzie pomiędzy listonoszem a psem sąsiada.
Wszyscy będą ważniejsi od ciebie,nic nie będziesz miał do powiedziana, ani w sprawie związku ani wychowania dziecka, bo zawsze "oni "będę wiedzieć lepiej.
Ewentualnie możesz postawić sprawie jasno: Albo wyprowadzka do ciebie i wspólne DOROSŁE życie albo kończymy ten związek.
Odradzam, raczej nic to nie da ale co masz do stracenia?

Do stracenia jest uczucie.
Jak tak przemyślałam, to chodzi też o nieokazanie odpowiednich względów rodzicom przez autora i stąd to oburzenie. Ale autor inny nie będzie. Grzeczność  nakazuje porozmawiać w domu dziewczyny z rodzicami a nie od razu zamykać  się w pokoju.  A jeszcze jak widzieli te obściskiwania, to już opinię autor pozyskał.  Autor nie lubi rodzinnych spotkań i kilkugodzinnego siedzenia przy stole, ale też powinien  zrozumieć, że jako osoba nowa powinien dobrze się sam zaprezentować, a nie od razu dążyć do rozstawiania innych po kątach. Niekoniecznie nazywa się to to fałszem. Obym się myliła.

61

Odp: Nadopiekuńczy rodzice dziewczyny czy moje przerważliwienie ?

To już nawet nie chodzi o nieokazanie 'względów' rodzicom, tylko ogólny brak wyczucia pod absolutnie każdym względem.
Te nieszczęsne macanki pod oknem, pierwsza randka na motocyklu, który też jest synonimem niebezpieczeństwa itd.
Cały pakiet takich zniechęcających zachowań zniechęciłby każdego, a co dopiero ludzi, którzy gorąco chcą dać się zniechęcić.

62

Odp: Nadopiekuńczy rodzice dziewczyny czy moje przerważliwienie ?
CatLady napisał/a:

Zastanawiam się, czy pomogłoby gdyby autor z nią zerwał, czy dałoby jej to wstrząs, kopniaka by zawalczyć o siebie?

Myślę że to nic nie da. Rodzice i siostra tak ją urobią, że ona będzie głęboko wierzyć, że on miał zły charakter, nie szanował jej, czy chciał do seksu (swoją drogą, komiczne że ona tak uważa, skoro spotykacie się rok i nie uprawialiście seksu - naprawdę nie każdy facet by to zniósł).
Być może kiedyś, gdy rodzice już umrą, a ona będzie miała 50 czy 60 lat - pomyśli o straconych szansach.

63 Ostatnio edytowany przez Szeptuch (2022-05-04 17:59:20)

Odp: Nadopiekuńczy rodzice dziewczyny czy moje przerważliwienie ?

Tamiraa
noben

Tylko przypomnę że tutaj jest  mowa o 26 letniej dorosłej kobiecie a nie 16 latce.
To nie im ma się on podobać tylko jej,bo to ona ( docelowo) ma założyć z nim rodzinę i z nim żyć.
Czytając takie tematy człowiek uświadamia sobie jakie niesamowite wręcz szczęścia miał w życiu.
Trafić na wspaniała żonę to już jest cud, a dostać jeszcze od życia wspaniałych teściów i to zarówno od strony żony jak i od strony zmarłego męża żony to chyba słowo "cud" jest za małe.
Mamy wspólny obiad w 7 na weekend muszę chyba pomyśleć o jakimś fajnym prezencie dla teściów, bo widząc jak człowiek mógł trafić to docenia to co ma.

64

Odp: Nadopiekuńczy rodzice dziewczyny czy moje przerważliwienie ?
Szeptuch napisał/a:

Tamiraa
noben

Tylko przypomnę że tutaj jest  mowa o 26 letniej dorosłej kobiecie a nie 16 latce.
To nie im ma się on podobać tylko jej,bo to ona ( docelowo) ma założyć z nim rodzinę i z nim żyć.
Czytając takie tematy człowiek uświadamia sobie jakie niesamowite wręcz szczęścia miał w życiu.
Trafić na wspaniała żonę to już jest cud, a dostać jeszcze od życia wspaniałych teściów i to zarówno od strony żony jak i od strony zmarłego męża żony to chyba słowo "cud" jest za małe.
Mamy wspólny obiad w 7 na weekend muszę chyba pomyśleć o jakimś fajnym prezencie dla teściów, bo widząc jak człowiek mógł trafić to docenia to co ma.

Nie porównuj do siebie, bo ta dziewczyna ma problem natury osobowościowej, być może wynikająca z nadopiekuńczości rodziców i nie tylko.

65

Odp: Nadopiekuńczy rodzice dziewczyny czy moje przerważliwienie ?
wieka napisał/a:
Szeptuch napisał/a:

Tamiraa
noben

Tylko przypomnę że tutaj jest  mowa o 26 letniej dorosłej kobiecie a nie 16 latce.
To nie im ma się on podobać tylko jej,bo to ona ( docelowo) ma założyć z nim rodzinę i z nim żyć.
Czytając takie tematy człowiek uświadamia sobie jakie niesamowite wręcz szczęścia miał w życiu.
Trafić na wspaniała żonę to już jest cud, a dostać jeszcze od życia wspaniałych teściów i to zarówno od strony żony jak i od strony zmarłego męża żony to chyba słowo "cud" jest za małe.
Mamy wspólny obiad w 7 na weekend muszę chyba pomyśleć o jakimś fajnym prezencie dla teściów, bo widząc jak człowiek mógł trafić to docenia to co ma.

Nie porównuj do siebie, bo ta dziewczyna ma problem natury osobowościowej, być może wynikająca z nadopiekuńczości rodziców i nie tylko.

Ale czy autor jest od tego aby ją "leczyć"?
Jak przy każdym  uzależnieniu, nie da się pomoc takiej osobie dopóki SAMA nie zda sobie sprawy z uzależnienia i nie poprosi o pomoc.
W tedy gdy kochasz taką osobę to jej pomagasz,nawet gdy relacja trwa tydzień.
Tutaj autor już stracił rok życia, starając się jej uświadomić rzeczy oczywiste.

Posty [ 1 do 65 z 90 ]

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Nadopiekuńczy rodzice dziewczyny czy moje przerważliwienie ?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024