Desperacja - co to właściwie oznacza? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Desperacja - co to właściwie oznacza?

Strony Poprzednia 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 66 do 130 z 179 ]

66

Odp: Desperacja - co to właściwie oznacza?
bagienni_k napisał/a:

Te osoby, które chwalą sobie życie bez małżeństwa, najczęściej skupiali się na wewnętrznym charakterze i trwałości związku, twierdząc, że zawracie małżeństwa nie wpłynęło w żaden sposób na trwałość ich uczucia..
I tu też każdy może się inaczej na to zapatrywać...

Ja akurat uważam, że każdy może mieć takie życie, jakie chce, ale jestem też zwolenniczką tego, że jeżeli ludzie nie chcą robić wielkiej szopki i spędzać rodziny, to mogliby chociaż właśnie wziąć cicho cywilny, albo podpisać ze sobą umowę po to, żeby potem nie było problemów choćby z dziedziczeniem po sobie czy z jakimiś majątkowymi sprawami. To po prostu wiele ułatwia.

Ale najczęściej jest niestety tak, że jak jedna strona bardzo ślubu chce, a druga bardzo ślubu nie chce, to po prostu nie chce z tą konkretną osobą. I warto to mieć na uwadze.

Zobacz podobne tematy :

67

Odp: Desperacja - co to właściwie oznacza?
rossanka napisał/a:

Do przykladu pkt 1 pasuje też facet, który za młodu lata za swoim typem, szaleje, lata mijają a potem okazuje się, że wszystkie fajne kobiety już dawno mają dzieci, mężów, musi więc zaniżać wymagania i żeni się z pierwsza lepsza.
A przykład 2  , dziewczyna jest za młodu niewidzialna dla facetów, więc jak się już zestarzeje i wybije jej 30 bierze w końcu takiego  dla którego znacznie obniżą wymagania.
Teraz Twój opis jest kompletny.

Ps tylko skąd 30ka? Toż to młoda laska  że świetnym ciałem i 4 dzieci może jeszcze urodzić spokojnie:) To jest sana młodość.( chybaze to pisze 17 latek, to 30 jest dkaniego stara).

Dałem przykład zarówno zepsutego faceta jak i kobiety, żeby nikt nie zarzucił mi stronniczości. Szczerze mówiąc mnie nie obchodzi czy ktoś zniża wymagaia czy nie. Ważne jest tylko to, czy druga osoba się tej osobie podoba. Że ta relacja jest szczera, a nie na zasadzie "nie podoba mi się totalnie ta osoba, denerwuje mnie, ale co będę sam/sama? Lepiej być z byle kim niż samemu"
Dla mnie ktoś, kto celowo jest z osobą, którą gardzi, nic do niej nie czuje, ale widzi w niej korzyści ze związku - jest z nią tylko po to, byleby nie czuć się samotny - jest obrzydliwy. Nie ważne jakiej płci jest ten osobnik.

Kobieta w wieku 30-40 lat jest już stara. Starzeje się mocno. Dodatkowo czasu nie oszukasz. Biologii nie oszukasz. Teraz się tak wmawia młodym kobietom, że do 40 masz czas - róbta co chceta. Potem chcesz np dziecko a tu ryzyko poważnych chorób, problemy z zajściem w ciąże. Ja nikomu nie mówię jak ma żyć, ale nie oszukujmy się, że lepiej dla kobiety zajść w ciąże przed 30 niż po 30. Nie mówię tutaj że ogólnie lepiej (bo np dziecko przeszkodzi w karierze), mam na myśli tylko kwestie zdrowotne i urodę. Niektórzy wolą wierzyć w kłamstwo. Mnie też babcia i mam mówiła, że przystojny ze mnie kawaler smile Oj, kłamały mnie w żywe oczy smile Tak teraz mówi się kobietom, że są młode nawet i po 40. Każdy wierzy w co chce, warto sobie zdawać tylko sprawę, że nie jesteśmy robotami i mamy swoje ograniczenia biologiczne. Faceci też.

Roxann napisał/a:

Ja z tymi tezami Witolda nie mogę do końca zgodzić. Bo co to jest typ? Jak tak patrzę na swoich byłych w których byłam zakochana, to każdy był inny. Jeżeli facet myśli, że do pełni szczęścia wystarczy wyrwać długonogą młodą blondi o wymiarach 90:60:90 to gratuluję. Jednak taka kobieta może po ciąży roztyć, zachorować, cokolwiek. No i co wtedy?
Już któryś raz zauważyłam, że Witold bardzo delikatnie mówiąc "niekorzystnie" wypowiada o kobietach po 30-stce, stwierdzając, że szybko starzeją i są desperatkami. Ciekawe dlaczego? Podejrzewam, że dostał kosza od kilku takich i uważa, że kobiety w tym przedziale wiekowym powinny brać co leci bo lepiej nie będzie a tu zonk. Kobiety dalej mają wymagania może nawet większe niż te 20-stolatki i nie raz lepiej wyglądają, do tego dochodzi wykształcenie, zaradność życiowa czy też samodzielność co wielu szczególnie zakompleksionych mężczyzn (jak Witold) odstrasza dlatego stara się je dyskredytować by samemu poczuć lepiej.
Smutne..

A ty lubisz tak sobie przekolorywywać rzeczywistość co? Nikt nic nie napisał o idealnych z wyglądu modelkach. Każdy rozsądny facet nie weźmie sobie takiej idealnej z wyglądu do stałego związku - utrzymanie takiej kobiety kosztuje. Bo ona będzie chciała botox, powiększyć usta czy piersi. Są dziewczyny brzydkie, przeciętne, ładne i bardzo ładne. To są relatywne oceny - bardzo subiektywne. Dla mnie ładna, dla mojego kumpla brzydka - na tej zasadzie. Oczywiście jak facet celuje w te przeciętne lub ładne, olewając zarówno bardzo ładne jak i brzydkie to dostaje zaraz z liścia. Nie ma w tym nic złego, nawet jak ktoś pragnie modelki do szczęścia - proszę bardzo. Ja nie potępiam. Dziewczyna chce umieśnionego przystojniaka 190 jak z okładki? Nie ma w tym nic złego. Tylko na tym forum można się dowiedzieć, że jak ktoś ma jakiś swój typ odnośnie wyglądu to jest "zły". A branie sobie osoby "brzydkiej" to coś szlachetnego i godnego podziwu. No nie do końca.

Faceci potrafią przyznać, że wygląd jest bardzo ważny. Zasada jest prosta - kobieta jest ładna - przechodzi wstępną selekcję. Ale sam wygląd to za mało. Następuje etap drugi - dajemy jej szansę się wykazać od strony charakteru i osobowości. Okaże się, że jest ładna ale pusta? Dostanie kosza. Jak jest brzydka, to nie przechodzi wstępnej selekcji. Może się okazać, że ma super charakter, ale co mnie to obchodzi, jeżeli minimalnie się nie podoba fizycznie? Dostaje kosza za wygląd. Jest ładna dziewczyna i ma fajny charakter? No to działamy dalej. Związek lub seks lub ślub lub wszystko naraz smile
Najpierw wygląd - potem charakter i wnętrze. Jedno drugiego nie zastąpi, samo jedno nie wystarczy, muszą istnieć obok siebie.

Czy dostaję kopa od kobiet po 30? Oczywiście no i co z tego? Ja nikomu wymagań nie zabraniam mieć. Spotykałem się z kobietami przed 30 i po 30 i powiem ci, że jest różnica w energii. Młodsza kobieta jest bardziej wyluzowana, pełna życia, werwy. Kobiety po 30 często są już sfrustrowane, zmęczone nieudanymi relacjami, beznadziejnymu facetami. Są zniecierpliwione i te ich wysokie wymagania wyglądają - śmiesznie. Działają na ich niekorzyść, bo kobieta przed 30 ma do zaoferowania przeważnie więcej. I nie mam na myśli tylko ładnego ciała, bo jak wspomniałem - energia i podejście jest całkiem inne - bardziej pozytywne. Młodsza kobieta ma do wyboru znacznie lepszych facetów. Kobieta po 30 też ma wybór, ale ograniczony. Ci wszyscy fajni faceci z rynku pierwotnego - znikneli, zostali sami faceci z odzysku, z rynku wtórnego, do remontu. Po nieudanych relacjach, rozwodach, bataliach sądowych, alimentach. Również wyprani z energii i sfrustrowani, wyłysiali czy z brzuszkiem smile Fajnych facetów zapewne może policzyć na palach jednej ręki. A żeby jeszcze facet nie był alimenciarzem, toksyczny, potrafił się zaangażować, czegoś się dorobił, miał stabilną pracę i zgodził na ślub czy dzieci to już w ogóle pewnie nie lada wyzwanie znaleźć takiego, bo taki będzie miał powodzenie u młodszych albo będzie chciał seksu.

Ale przyznam, że powodzenie to zwodnicza rzecz. Co za różnica czy masz powodzenie w dziesiątkach czy w tysiącach? W końcu chodzi o to, żeby znaleźć tą jedną osobą. Możesz mieć takie szczęście, że po zerwaniu już na pierwszej odbytej randce z pierwszym poznanym facetem - zaskoczy. Akurat trafi się "ideał" za pierwszym razem.


Roxann napisał/a:

Kiedyś kolega, który żenił się grubo po 30-stce, a był przystojny więc na pewno nie z powodu braku kandydatki, raczej ich nadmiaru, powiedział, że w ten sposób uniknął rozwodu do czy około 30-tki. Po prostu wybrał kobietę nie tylko piękną ale już zawodowo i pod względem charakteru ukształtowaną. Obecnie mają już 2-kę dzieci i są szczęśliwi a mu nie w głowie zdrady bo się "wyszumiał" za młodu.

Tak z ciekawości - czy ten facet wziął sobie rówieśniczkę - grubo po 30, kobietę po przejściach? Czy kilka lat młodszą, 5 lub nawet 10 lat? Ciekawi mnie bo znam dokładnie jeden taki przypadek w rodzinie - facet zwlekał długo, ale to wynikało raczej z braku powodzenia. Przynajmniej takie plotki krążyły w rodzinie, że bardzo nieśmiały. Nie "szumiał", ślub wziął grubo po 30 ale wziął sobie kobietę 8 lat młodszą, a nie rówieśniczkę. Nie mnie oceniać, ale raczej ona była bardziej atrakcyjna od niego - zarówno fizycznie jak i zawodowo, więc to również było dla mnie zaskoczenie bo przypadek zupełnie sprzeczny z moimi teoriami.

Ela210 napisał/a:

Stąd 30 że Witold poluje na 30 ki i chce je postraszyć że już stare a jeszcze gorzej będzie smile ale to nie takie proste w dobie globalizacji- na jakąś wioskę proponuję takie mądrości głosić.

Druga spraw w takich scenariuszach na swoje babka wróżyła- zależy od osoby, jej wrażliwości i zdolności do zachwytu druga osobą, wyznawanych wartosci - można mieć udany zwiazek startujący z rozsądku- ale na pewno nie z przekonania, że ta druga osoba jest kimś nas niegodnym. Współczuję takiego myślenia.
ale jak ktoś ma przekonanie, że kobiety największą wartoscią jest młodość to pozostaje mu dbać o kasę i prestiż i zawsze zmieni na młodszy model.

Kobieta z kasą też zawsze młodszych kochanków znajdzie nawet jak nie będzie atrakcyjna wizualnie czy intelektualnie czy osobowościowo.

Witold jest w sklepie z kobietami i ocenia "towary" sam też wystawiając się na ocenę.

Tak Elu, przejrzałaś mnie. Straszę tutaj kobiety, żeby obniżyły wymagania, a potem będę podrywał gdy będę miał szansę smile
Nie no tak całkiem serio - dla mnie takie wmawianie kobietom, że są młode nawet po 40 to po prostu kłamstwo, tak samo jak mówienie "przystojny z ciebie kawaler" przez babcie i ciocie na rodzinnych spotkaniach. Są kobiety, które starzeją się bardzo szybko i są takie, które po 40 wyglądają jak 25 latki.
Ale wygląd to przecież nie wszystko. Po prostu w pewnym wieku dziecko może urodzić się zdrowe, a w pewnym chore. Ciąża jest bardzo dewastująca pod względem wyglądu dla kobiety. Młoda kobieta jak zajdzie w ciąże to po kilku miesiącach - wróci do stanu sprzed ciąży. Im starsza kobieta tym gorzej znosi ciąże. Może być tak, że kobieta do 35 będzie wyglądać mega atrakcyjnie, urodzi w wieku 35 lat i drastycznie uroda jej się pogorszy.

Ale nie widzę w tym nic złego, że ktoś chce odwlekać ciąże nawet do 40. W dwojga złego lepiej, żeby dziecko miało dojrzałego i odpowiedzialnego rodzica, którego po prostu stać aby zapewnić dziecku normalny dom i godny byt. Zbyt szybka ciąża bez zaplecza finansowego i braku możliwości zapewnienia dziecku podstawowych potrzeb (ze względów finansowych) to trochę egoizm. Więc nie dziwie się kobietom, że nawet po 30 ostro cisną z karierami, doktoratami itd. Tylko nie potrzebnie sobie wmawiają, że są młode i zawsze będą takie urodziwe. Bo przyjdzie szybko ściana i może być tak, że w przeciągu roku dwóch drastycznie szybko sie zestarzeją i będzie za późno. To raczej zależy mocno od genów, stylu życia, sportu, diety, stresu, snu itd. ALe też idealnie zdrowe życie nie jest gwarancją na sukces.

Roxann napisał/a:
Ela210 napisał/a:

Witold jest w sklepie z kobietami i ocenia "towary" sam też wystawiając się na ocenę.

Ale Witold sam przyznał, że retuszuje zdjęcia na portalach randkowych i uważa, że zagadanie kobiety w realu jest uwłaczające (co oznacza, że ma świadomość, że zostanie spławiony bo nie ma nic ciekawego do powiedzenia i nie wygląda tak dobrze jak na obrobionych zdjęciach wink).

Czytanie ze zrozumieniem musiało ci kiepsko pójść na maturze? Bo ja nie wiem jak zagadywanie na żywo ma się wykluczać z podrywaniem na portalach randkowych? Autor tam pisał, że ma zamiar podchodzić "maszynowo" do różnych kobiet bez kontekstu. Po prostu idzie ładna laska ulicą - cyk, zagaduje. Więc wypowiedziałem się negatywnie o takim zagadywaniu, bo to niesmaczne. Ale nie mówiłem nic o zagadywaniu np: u znajomych na domówce. Albo w kółku różańcowym. Wspólny kontekst. I tak, przeważnie szukam na portalach. Ale to dlatego, że nie mam tyle okazji poznać "klasycznie" przez znajomych czy w pracy. A nie jestem płaczkiem co się użala że nie ma gdzie poznawać, wolę zdecydowane działanie - działam na portalach. Jak się zdarzy okazja na żywo to zagadam, ale nie "maszynowo" - musi być wspólny kontekst - koncert, domówka, wesele, wydarzenie, ławka w parku - cokolwiek. Wyraziłem dezoprabatę dla takiego zagadywania "z czapy" bez kontekstu na chybił-trafił. Jest różnica, gdy ktoś wychodzi z domu z nastawieniem "Dzisiaj zagadam do 20 kobiet" a "idę do parku poczytać książkę, potem przejadę się rowerem na basen. Nie jadę w celu podrywu, ale jak będzie jakaś fajna okazja to zagadam (przy okazji), jak nie to nie. Nic na siłę"

rossanka napisał/a:

Biorą te, w których się zakochają.
A jak z wyrachowanie, to co to za związek? Z resztą kobieta też czuje, czy jest kochana, czy wybrana tylko dlatego, że ma mu dać dzieci. wink

Nie ważna płeć - czy facet tak postępuje, czy kobieta, ale właśnie takim zachowaniem gardzę. Partner/partnerka ma spełnić zachciankę/cel i zostaje potraktowany przedmiotowo np: ma dać ślub "bo już w tym wieku wypada" albo niech da mi dziecko - a potem spada.

bagienni_k napisał/a:

Wychodzi na to, że lepiej zawierać małżeństwa bliżej 30-stki niz 20-stki, pomijając czynniki czysto biologiczne...

Co do tych typów, to wydaje mi się, żę tu nieco Witold przesadza. Kurde, naprawdę wiele jest kanonów urodyt czy czynników, które tą urodę tworzą. DO tego dochodza jeszcze pozostałe cechy osobowiści, dlatego ostateczny wybór będzie czymś więcej, niż tylko zwracaniem uwagi na długie nogi i ładną figurę.

Ross, co do zakochania, to raczej nie decydowałbym się zakładać z kimkolwiek rodziny, będąc tylko na tym etapie..

Bo zamiast czytać ze zrozumieniem to sugerujesz się podkolorawaną i przekręconą wypowiedzią roxxan. Daj cytat w takim razie gdzie pisałem coś o ideałach z wyglądu czy modelkach.

Uroda jest niezaprzeczalnie ważnym czynnikiem. Ktoś kto to neguje jest totalnie niepoważny. Ale to się liczy tylko w takim kontekście, że druga połówka ma nam się podobać. Czy to oznacza bycie modelem/modelką? Jeśli tak, to ja na ulicy widzę same modelki i modelów, bo mi się podoba mnóstwo kobiet mijanych na ulicy. Nigdy w życiu bym do związku nie szukał modelki (zakładając, że w ogóle bym ja się jej spodobał, bo na 999% - nie spodobałbym się), bo to same problemy. Ale kobieta musi mieć w wyglądzie to coś. Nie musi mieć idealnych kształtów - musi być szczupła. Nie musi mieć idealnej twarzy - nie może mieć brzydkiej (subiektywnie dla mnie brzydkiej, dla kogoś mieć ma ładną twarz). Nie musi mieć idealnego tyłka czy dużych piersi - wystarczą przeciętne jeśli da się to tak "wyskalować".

Dopiero gdy ktoś podoba się z wyglądu - to przechodzi wstępną selekcję i sprawdzamy wnętrze, charakter. Wygląd jest równoznaczny z wnętrzem. Jak ktoś ma super wygląd, beznadziejne wnętrze - dostaje kosza. Jak ktoś się nie podoba fizycznie (nawet minimalnie, nie musi to być efekt "wow, ideał", ale ma choć trochę zachwycać) - to nie ma sensu sprawdzać wnętrza. Może mieć idealne wnętrze - ale to nie nadrobi wyglądu.
Te dwa czynniki są równoważne i muszą istnieć obok siebie. I napisałem dokładnie to co ty, słowo w słowo, kropka w kropkę. Nie sugeruj się przekoloryzowanymi wypowiedziami innych.

rossanka napisał/a:

Z wyrachowanie nie da rady. Chociaż mam jeden przypadek. Koleżanka wyszła z mąż, przyznała się potem, że nie z miłości, ale podobało jej się, że był obrotny i zaradny, a  ona chciała mieć dzieci, a on za nią latał to się zgodziła. Można więc i tak.

Fuj, aż mnie na wymioty wzięło. O B R Z Y D L I W E zachowanie. Czym to się różni od prostytucji? Niby faceci traktują kobiety przedmiotowo - ale to w tym przypadku facet to przedmiot do wykorzystania, "środek" do celu - posiadania dzieci i płacenia za nie. On w niej widzi anioła, będzie jej szczerze pożądał, pragnął czułości. Ona na samą myśl dzielenia intymności dostanie odruchów wymiotnych. Miłość w tym przypadku to zasobny portfel. Po urodzeniu dziecka zapewne będzie starać się go jakoś znosić, a jak nie wytrzyma to zażąda rozwodu. Nie wiem czy pochwalasz takie zachowanie? Mam nadzieję, że nie.

Najgorsze jest to, że większość społeczeństwa nie widzi w takim zachowaniu nic złego. No bo przecież ona chciała dziecka więc jest usprawiedliwiona. A jak facet źle potraktuje kobietę - to zaraz jest oburzenie, że piotruś pan albo przedmiotowo potraktował. Oba zachowania powinny być tak samo piętnowane. I nawet chyba w takim przypadku ślub powinien być nieważny i zostać unieważnieniony, ale nie ma takiej możliwości dla "dobra dziecka". Facet ma płacić za grzeszki kobiety.

Albo facet powinien zostać poinformowany na samym początku - "nie podobasz mi się, wole innych. Ale chcę żebyś to ty zafundował mi dziecko - z rozsądku. Namiętności w związku nie będzie bo mnie nie pociągasz.". Wtedy to jest okej, jeżeli facet będzie wiedział na co się pisze i się zgodzi.

No wyobraźcie sobie odwrotną sytuację. Zakochana kobieta bierze ślub z facetem. A ten po ślubie jej mówi, żę w sumie to ona mu się nie podoba i nigdy nie podobała, wręcz go irytuje. Ale wział z nią ślub bo dostał kosza od jej koleżanki. Jest zaradna i mu w domu posprząta, ugotuje - a on boi się samotności to sie z nią z rozsądku związał żeby ludzie na niego krzywo nie patrzyli i nie gadali, że jest gejem. Ale byłby krzyk "co za świnia, cham, prostak".

68

Odp: Desperacja - co to właściwie oznacza?
Witold12 napisał/a:

Kobieta w wieku 30-40 lat jest już stara. Starzeje się mocno. Dodatkowo czasu nie oszukasz. Biologii nie oszukasz. Teraz się tak wmawia młodym kobietom, że do 40 masz czas - róbta co chceta. Potem chcesz np dziecko a tu ryzyko poważnych chorób, problemy z zajściem w ciąże. Ja nikomu nie mówię jak ma żyć, ale nie oszukujmy się, że lepiej dla kobiety zajść w ciąże przed 30 niż po 30. Nie mówię tutaj że ogólnie lepiej (bo np dziecko przeszkodzi w karierze), mam na myśli tylko kwestie zdrowotne i urodę. Niektórzy wolą wierzyć w kłamstwo. Mnie też babcia i mam mówiła, że przystojny ze mnie kawaler smile Oj, kłamały mnie w żywe oczy smile Tak teraz mówi się kobietom, że są młode nawet i po 40. Każdy wierzy w co chce, warto sobie zdawać tylko sprawę, że nie jesteśmy robotami i mamy swoje ograniczenia biologiczne. Faceci też.


kOCHANY, między 30 a 40 rokiem życia to sama młodość. Widze to po latach. Niestety wtedy uważaam się za starą, bo tak mi wmawiali tacy jak Ty. To znaczy osoby o takim podejściu. Bioże, jaka ja byłam głupia. 30 paroletnia kobieta to młoda kobieta.
Co do ciąży to się jak najbardziej zgadzam, jeżeli ktoś chce mieć dzieci, niech nie czeka do 40ki. Z resztą takich przyoadków praktycznie nie ma, bo na dzieci kobiety decydują suę wcześniej, nie są przecież szalone. Jeżeli 40 latka rodzi pierwsze dziecko, to jest to w 3 sytuacjach:
1 albo miała partnera i długo nie mogła zajść w ciążę, pomogło dopiero invitro, albo gdzy oboje odpuścili, że już rodzicami nie zostaną,
2.tuż przed 40ką spotkała swojego partnera
3. albo para ma już duze dzieci i w wieku 40 lat zaliczyli "wpadke" - to sie znawet często zdarza.

Mi nikt nie mówi, że jestem stara po 40. Sama to sobie mówię. Mam 44 lata, zmarszczki na czole jak rów mariański, obwisłe ciało jak zawodnik sumo po kuracji odchudzającej, okulary (ale te to od dziecka , więc się nie liczy). Ostatnio w urzędzie dali mi 55 lat - jak to mówią, na wygląd trzeba sobie zapracować.



rossanka napisał/a:

Z wyrachowanie nie da rady. Chociaż mam jeden przypadek. Koleżanka wyszła z mąż, przyznała się potem, że nie z miłości, ale podobało jej się, że był obrotny i zaradny, a  ona chciała mieć dzieci, a on za nią latał to się zgodziła. Można więc i tak.

Fuj, aż mnie na wymioty wzięło. O B R Z Y D L I W E zachowanie. Czym to się różni od prostytucji? Niby faceci traktują kobiety przedmiotowo - ale to w tym przypadku facet to przedmiot do wykorzystania, "środek" do celu - posiadania dzieci i płacenia za nie. On w niej widzi anioła, będzie jej szczerze pożądał, pragnął czułości. Ona na samą myśl dzielenia intymności dostanie odruchów wymiotnych. Miłość w tym przypadku to zasobny portfel. Po urodzeniu dziecka zapewne będzie starać się go jakoś znosić, a jak nie wytrzyma to zażąda rozwodu. Nie wiem czy pochwalasz takie zachowanie? Mam nadzieję, że nie.Najgorsze jest to, że większość społeczeństwa nie widzi w takim zachowaniu nic złego. No bo przecież ona chciała dziecka więc jest usprawiedliwiona. A jak facet źle potraktuje kobietę - to zaraz jest oburzenie, że piotruś pan albo przedmiotowo potraktował. Oba zachowania powinny być tak samo piętnowane. I nawet chyba w takim przypadku ślub powinien być nieważny i zostać unieważnieniony, ale nie ma takiej możliwości dla "dobra dziecka". Facet ma płacić za grzeszki kobiety.Albo facet powinien zostać poinformowany na samym początku - "nie podobasz mi się, wole innych. Ale chcę żebyś to ty zafundował mi dziecko - z rozsądku. Namiętności w związku nie będzie bo mnie nie pociągasz.". Wtedy to jest okej, jeżeli facet będzie wiedział na co się pisze i się zgodzi.

Nie wiem, 15 lat po ślubie chyba nadal są razem. Jego do ślubu nikt nie zmuszał, mógł sobie inną wybrać przecież, był młody, przystojny, zaradny, opiekuńczy i tez chciał mieć dzieci. Nie mi oceniać jak się dogadali. W każdym razie ślub był, nie wiem dlaczego miałby być nieważny?
Co do namiętności to tam była namiętność, bo facet był przystojny (życie seksualne to akurat kwitło, wiem, bo koleżanka z tych o większym libido, tylko jak mówi nie kochała go zbytnio ale lubiła jego cechy i bardzo kręcił ją fizycznie).
Oni z resztą oboje byli bardzo atrakcyjni i z charakteru i fizycznie, ona przebierała w facetach aż furczało, dawała kosze na lewo i na prawo, a on tez niczego sobie, kobiety do niego lgnęły ale koniec końców ożenił się z nią.

69 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2021-04-22 23:04:04)

Odp: Desperacja - co to właściwie oznacza?

W jednym na pewno masz Witold rację:ciężko mi sobie wyobrazić, że raczej większość kobiet, choćby mijanych na ulicy, będzie odrzucała z wyglądu tak, żeby się w nich nic nie podobało. Tak, aby je diametralnie odrzucić. Przypuszczam, że jeśli nie większość, to tak spokojnie z połowa w pełni by odpowiadała. CO byłoby dalej, to już inna bajka..

Ten przykład, który podała ross, gdyby był przedstawiony z odwróconymi rolami, to byłoby piekło dla faceta..

edit: terazsię zastanawim, czego jeszcze kobiecie było potrzeba..? Tzn, co dla niej jest miłością, bo pis, jai się teraz wyłania, przypomina normalną relację, gdzie partnerzy darza się uczuciem.Przynajmniej na podstawie tego, co się między nimi dzieje..

70

Odp: Desperacja - co to właściwie oznacza?
bagienni_k napisał/a:

W jednym na pewno masz Witold rację:ciężko mi sobie wyobrazić, że raczej większość kobiet, choćby mijanych na ulicy, będzie odrzucała z wyglądu tak, żeby się w nich nic nie podobało. Tak, aby je diametralnie odrzucić. Przypuszczam, że jeśli nie większość, to tak spokojnie z połowa w pełni by odpowiadała. CO byłoby dalej, to już inna bajka..

Ten przykład, który podała ross, gdyby był przedstawiony z odwróconymi rolami, to byłoby piekło dla faceta..

To mnie kiedyś niepokoiło. WIększości facetów podobaja się prawie wszystkie kobiety, no może większość w podpowiednim wieku spotkavych na ulicy. U kobiet odwrotnie - rzadko którey obcy na ulicy się podoba.
I teraz panowie wypbrażcie sobie, że Waszej kobiecie podoba się nie jak dotychczas niewielu facetów na ulicy, ale tak jak analogicznie u facetów - waszym kobietom podoba się i kręci ją prawie każdy facet nba ulicy. To byłby koszmar dla jej partnera.

71

Odp: Desperacja - co to właściwie oznacza?

Dobrze, że w końcu jakaś kobieta to przyznała smile o fakcie różnicy w podejśćiu do atrakcyjności smile

Poza tym, niektórzy wyjątkowo lubią, jak inne osoby płci przeciwnej, poza partnerem, odbierają ich jako atrakcyjnych. Muszą po prostu czuć, że cały czas się podobają, bo ianczej popadają w depresję..
Wtedy sprawa się komplikuje...

72

Odp: Desperacja - co to właściwie oznacza?
bagienni_k napisał/a:

Dobrze, że w końcu jakaś kobieta to przyznała smile o fakcie różnicy w podejśćiu do atrakcyjności smile

.

Tak. I pamiętam, ze mnie to martwiło, że np jakbym miała faceta i szlibyśmy sobie na spacer, to wolałabym, aby mu sie ewentualnie podobała jedna czy dwie kobiety, niż 80 procent napotkanych.
Także zazdroszcze facetom, bo ich kobietom nie podoba się aż tak wielu mężczyzn, przez to konkurencja praktycznie nie istnieje.

73

Odp: Desperacja - co to właściwie oznacza?
rossanka napisał/a:
bagienni_k napisał/a:

Dobrze, że w końcu jakaś kobieta to przyznała smile o fakcie różnicy w podejśćiu do atrakcyjności smile

.

Tak. I pamiętam, ze mnie to martwiło, że np jakbym miała faceta i szlibyśmy sobie na spacer, to wolałabym, aby mu sie ewentualnie podobała jedna czy dwie kobiety, niż 80 procent napotkanych.
Także zazdroszcze facetom, bo ich kobietom nie podoba się aż tak wielu mężczyzn, przez to konkurencja praktycznie nie istnieje.

Ale nie każdy facet chciałby iść do łóżka z każdą kobietą, która przykuje jego wzrok na ulicy, względnie skorzysta z okazji, by gdzieś indziej taką "upolować" (na ulicy trudno by było).  Wierz mi, że są też tacy, dla których więź emocjonalna z partnerką powoduje, że nie są innymi kobietami zainteresowani w taki sposób, nawet, gdy te się wizualnie podobają i wywołują jakieś tam reakcje podniecenia w pierwszym kontakcie.

74 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2021-04-22 23:28:28)

Odp: Desperacja - co to właściwie oznacza?

Pytanie, czy da się czasami odróżnić, kiedy osoba szuka potwierdzenia swojej atrakcyjności a kiedy zwyczajnej atencji, bycia w centrum uwagi..? Może i kobietom nie podobają się tak bardzo wszyscy faceci, ale może część z nich po prostu pragnie, aby otrzymywać "tylko" tą uwagę..? Problem w tym, że na ulicy ciężko o coś więcej, niż spojrzenia..

75

Odp: Desperacja - co to właściwie oznacza?
niepodobna napisał/a:
rossanka napisał/a:
bagienni_k napisał/a:

Dobrze, że w końcu jakaś kobieta to przyznała smile o fakcie różnicy w podejśćiu do atrakcyjności smile

.

Tak. I pamiętam, ze mnie to martwiło, że np jakbym miała faceta i szlibyśmy sobie na spacer, to wolałabym, aby mu sie ewentualnie podobała jedna czy dwie kobiety, niż 80 procent napotkanych.
Także zazdroszcze facetom, bo ich kobietom nie podoba się aż tak wielu mężczyzn, przez to konkurencja praktycznie nie istnieje.

Ale nie każdy facet chciałby iść do łóżka z każdą kobietą, która przykuje jego wzrok na ulicy, względnie skorzysta z okazji, by gdzieś indziej taką "upolować" (na ulicy trudno by było).  Wierz mi, że są też tacy, dla których więź emocjonalna z partnerką powoduje, że nie są innymi kobietami zainteresowani w taki sposób, nawet, gdy te się wizualnie podobają i wywołują jakieś tam reakcje podniecenia w pierwszym kontakcie.

To wiem.
Ale też wiem, ze potrafią iść do łóżka już nie z wielkiej miłości, nawet bez zbytniej sympatii, ale dla czystego seksu dla samych fizycznych doznań. Dla mnie to nie pojęte. Nie musze mieć od razu wielkiej miłości, ale jakąś sympatię, a potem rozmowy, spotykanie się, spacer, a nie, że spotykamy się tylko na seks a za 20 minut każdy idzie do siebie.

76

Odp: Desperacja - co to właściwie oznacza?

Racja, same spojrzenia czy "upajanie się" czyjąś atrakcyjnością nie oznacza od razu, że idzie się z kimś do łóżka smile

77 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2021-04-22 23:35:53)

Odp: Desperacja - co to właściwie oznacza?

Jest tu cafejka 20 + Witold smile czemu z tymi starymi kobietami po 30 tu gawędzisz cały czas zamiast z tymi wyluzowanymi 20 stkami.?
Co do ciąży mylisz się. Burza hormonów powoduje że wygląda się pięknie  i potwierdzi Ci to każda kobieta co w ciąży była..
Tak to działa.

78

Odp: Desperacja - co to właściwie oznacza?

Czy ja wiem, czy tak pięknie wygląda się w ciąży? Różnie z tym bywa raczej, chyba że znajome ciężarne specjalnie pokazywały mi się w najgorszych momentach. wink Natomiast rzeczywiście są kobiety, które wyglądają kwitnąco, ale no, zdecydowanie nie wszystkie.

I to samo z powrotami do formy po ciąży - wiek nie daje żadnej gwarancji. Znam młode kobiety, które i w kilka lat po urodzeniu wiecznie są "po ciąży", i znam starsze, które dość szybko wróciły do stanu sprzed. Tyle że na pewno będzie trudniej, jak to z traceniem kilogramów - młodszym łatwiej.

A co do samej desperacji, dla mnie też to zawsze była chęć bycia z kimkolwiek i frustracja, że się nie udaje. Jakoś łatwiej zrozumieć kogoś, kto się zakochał w konkretnej osobie i trochę mu odbija (zwłaszcza gdy jest młody) niż kogoś, kto lamentuje, że tyle robi, tak się stara, a nikt go nie chce. Nawet na forum pełno takich tematów, gdzie ktoś robi wszystko, żeby znaleźć się w związku, a chętnych brak. Trudno wtedy oprzeć się wrażeniu, że ta osoba szuka kogokolwiek, bez znaczenia, byle był. No ale może patrzę na to tak surowo, bo nigdy nie chciałam być w związku dla samego w związku, nie umiem sobie nawet wyobrazić, że miałabym chcieć; chęć na związek mogła się u mnie pojawić dopiero w odniesieniu do konkretnej osoby i to już na etapie jakiegoś poważniejszego zaangażowania, więc też staram się przyjąć do wiadomości, że inni mają inaczej.

79

Odp: Desperacja - co to właściwie oznacza?
Roxann napisał/a:
R_ita napisał/a:

. Ale wracając do kuzynów czy wujków no to umówmy się, równolatek to oni jednak nie brali. Te 5-10 lat różnicy zazwyczaj zachowane. Więc jednak przykłady nieco różniące się od tego, zaprezentowanego przez Ciebie.

Niekoniecznie, zależy w jakim wieku jest facet. Ten przeze mnie wspomniany miał jakieś 35-37, a ożenił z kobietą 29-31 (biorę pod uwagę czas "chodzenia"). Nie żadną 19-21. To Faceci grupo powyżej 50 jak czegoś dorobili szukają młódek. Ci "normalni" 30/35-50l, którzy myślą (jeszcze) o założeniu rodziny czy ogólnie partnerskim związku, biorą kobiety młodsze ale niekoniecznie "studentki", tylko te, które też są już gotowe i dojrzałe czyli tak kilka lat młodsze a nie 20 czy 30.

A, czyli jednak różnica wieku i wiek wchodzenia w małżeństwo zbliżony do tych nakreślonych w moim poście. W sumie jak dla mnie to do 10 lat to niemal żadna różnica wieku, jeśli mówimy o doborze w takich przedziałach jaki nakreślilaś. Jak tak przelecę myślami po przypadkach tych kuzynów czy wujków to jednak w większości ich żony, to kobiety które zostawały przy swoich nazwiskach po ślubie bo już zdążyły zacząć na nie pracować i były z nimi związane, były aktywne zawodowo, więc szybko wytrącały wszystkie argumenty z ręki osobom nieprzychylnym tym różnicom wiekowym. I lata mijają, a rozwodów ni widu ni słychu.

SaraS To wszystko bardzo subiektywne jest, zależy kto ocenia. Bo jak pytałam siostry, to mówiła, że wyglądam praktycznie tak samo, tylko że grubsza. Jak pytałam przyjaciela i kazałam być obiektywna, to mówił, że faktycznie pobrzydłam big_smile A jak pytałam partnera, to w ogóle wypiękniałam i najseksowniejsza ciężarna pod słońcem i raczej nie kłamał, skoro jeszcze "działamy". Także zależy kto ocenia lol

80

Odp: Desperacja - co to właściwie oznacza?
R_ita napisał/a:

A, czyli jednak różnica wieku i wiek wchodzenia w małżeństwo zbliżony do tych nakreślonych w moim poście. W sumie jak dla mnie to do 10 lat to niemal żadna różnica wieku, jeśli mówimy o doborze w takich przedziałach jaki nakreślilaś. Jak tak przelecę myślami po przypadkach tych kuzynów czy wujków to jednak w większości ich żony, to kobiety które zostawały przy swoich nazwiskach po ślubie bo już zdążyły zacząć na nie pracować i były z nimi związane, były aktywne zawodowo, więc szybko wytrącały wszystkie argumenty z ręki osobom nieprzychylnym tym różnicom wiekowym. I lata mijają, a rozwodów ni widu ni słychu.

Ale nie ma w tym nic nadzwyczajnego, że faceci zwykle wybierają kobiety młodsze, ale w drugą stronę to podobnie działa - kobiety wolą zwykle starszych. Choć wiadomo, że są wyjątki. Ja tu bardziej odnosiłam się do rewelacji, jakie wygłasza Witold, według którego kobiety 30+ szybko się starzeją i mają inną energię niż 20-stolatki. Nikt mu nie każe szukać partnerki powyżej 30-stki. Nie wiem ile on ma lat ale jeśli bliżej mu do 30 niż 40, to też dla wielu kobiet 35+ nie będzie atrakcyjną partią bo uznają, że jest dla nich zbyt niedojrzały. No chyba, że szukają młodszego kochanka a nie partnera życiowego. Ja nigdy nie spotykałam się z młodszym facetem, nawet rówieśnikiem nawet jak miałam 20+. Minimum 3l starszym. Bynajmniej nie sprawdzałam metryki na pierwszym spotkaniu wink Po prostu ci starsi wydawali mi się ciekawsi i bardziej dojrzali.
Także niech Witold swoje frustracje zachowa dla siebie i nie obraża kobiet po 30-stce wink

81 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2021-04-24 13:31:39)

Odp: Desperacja - co to właściwie oznacza?

Gdzies przeczytalam ze przed wojną  różnica wieku w malzenstwach wynosila 10 lat wlasnie  czyli On około 30 ona 20 latka.
Inne przypadki to bohema big_smile albo dziwacy;)
Po ślubie szybko rodziły się dzieci a mąż miał za zadanie utrzymywać  rodzinę. 

Po wojnie zaczęła się galopująca emancypacja kobiet pod kątem zawodowego życia. I małżeństwa równolatkow.
A teraz kobiety się wyzwolily  mocno i wiele ma młodszych nie tylko kochanków ale i partnerów i coraz mniejsza  nieakceptacja jest na to. bo z pewnością  jakaś jest przy różnicy wieku akurat w tę stronę:)
Przyznam że pracując wśród ludzi w różnym wieku nie mierzę dojrzałości wiekiem i nawet 20 latkowi nie dałabym odczuć  że uważam go za dzieciaka bo po prostu nie uważam.

82

Odp: Desperacja - co to właściwie oznacza?
Ela210 napisał/a:

Gdzies przeczytalam ze przed wojną  różnica wieku w malzenstwach wynosila 10 lat wlasnie  czyli On około 30 ona 20 latka.
Inne przypadki to bohema big_smile albo dziwacy;)
Po ślubie szybko rodziły się dzieci a mąż miał za zadanie utrzymywać  rodzinę.

Wydaje mi się, że to nie tyle chodziło o różnicę wieku, co po prostu rodzice chcieli córkę jak najszybciej wydać za mąż, więc nawet 18-latki już brały ślub, najczęściej zaaranżowany. Co do Panów i ich wieku, to też raczej chodziło o to by najpierw siostry wydać za mąż, a dopiero potem ożenić. Dlatego niektórzy brali ten ślub około czy po 30. Kiedyś większość żyła na wsi i jakiś 'majątek' (gospodarstwo) musiało być. Nikt za bardzo nie chciał oddawać córki komuś, gdzie były jeszcze siostry na wydaniu lub bracia bez żon. Choć pewnie to też zdarzało. Dlatego teoretycznie najlepiej było wydać młodą córkę za mąż za faceta, który już został sam (czy z rodzicami) na swoim "majątku".
Mój tato ma obecnie 90l, więc znam to też z jego opowiadań. Zresztą, on sam wziął za żonę moją mamę, kiedy miała 17l, a on był grubo po 30-stce, ale no właśnie miał 3 siostry, które najpierw musiał (czy też jego ojciec) wydać za mąż.

83

Odp: Desperacja - co to właściwie oznacza?

Desperacja zwykle oznacza parcie danej osoby na związek, bo myśli, że rozwiaże jej to wszystkie problemy emocjonalne. Jest to kompletnie szalone gonienie za nieistniejącym Graalem. No, i jest bardzo odpychające, bo traktuje inne osoby przedmiotowo; niewazne jaki on/ ona jest,byli tylko byli i naprawili mnie.

84

Odp: Desperacja - co to właściwie oznacza?

Gdy jest się zakochanym, a to potrafi nastąpić naprawdę szybko, człowiek zazwyczaj chce się w tym związku jak najszybciej znaleźć. Moim zdaniem to nie desperacja.
Ja we wspaniały, trzyletni związek potrafiłam wejść z chłopakiem już po drugim spotkaniu. Żeby nie było wcześniej rozmawialiśmy przez internet dwa miesiące więc gdyby policzyć każdą poważniejszą rozmowę jako spotkanie dałoby się naliczyć ich z kilkanaście, albo dwadzieścia parę.
Po spotkaniu byliśmy sobą olśnieni, a że znaliśmy siebie trochę z tych konwersacji internetowych nie widzieliśmy przeszkód aby zacząć nazywać siebie chłopakiem i dziewczyną.

85 Ostatnio edytowany przez R_ita (2021-04-24 17:45:16)

Odp: Desperacja - co to właściwie oznacza?
Roxann napisał/a:
Ela210 napisał/a:

Gdzies przeczytalam ze przed wojną  różnica wieku w malzenstwach wynosila 10 lat wlasnie  czyli On około 30 ona 20 latka.
Inne przypadki to bohema big_smile albo dziwacy;)
Po ślubie szybko rodziły się dzieci a mąż miał za zadanie utrzymywać  rodzinę.

Wydaje mi się, że to nie tyle chodziło o różnicę wieku, co po prostu rodzice chcieli córkę jak najszybciej wydać za mąż, więc nawet 18-latki już brały ślub, najczęściej zaaranżowany. Co do Panów i ich wieku, to też raczej chodziło o to by najpierw siostry wydać za mąż, a dopiero potem ożenić. Dlatego niektórzy brali ten ślub około czy po 30. Kiedyś większość żyła na wsi i jakiś 'majątek' (gospodarstwo) musiało być. Nikt za bardzo nie chciał oddawać córki komuś, gdzie były jeszcze siostry na wydaniu lub bracia bez żon. Choć pewnie to też zdarzało. Dlatego teoretycznie najlepiej było wydać młodą córkę za mąż za faceta, który już został sam (czy z rodzicami) na swoim "majątku".
Mój tato ma obecnie 90l, więc znam to też z jego opowiadań. Zresztą, on sam wziął za żonę moją mamę, kiedy miała 17l, a on był grubo po 30-stce, ale no właśnie miał 3 siostry, które najpierw musiał (czy też jego ojciec) wydać za mąż.

Spotkałam się z niemalże takim samym argumentowaniem od starszych pokoleń. Akurat u nas to były ekstrema, bo np. między rodzicami taty była różnica 20 lat- on miał 38 lat, babcia 18. Siostry były powydawane za mąż, rodzice którymi się opiekował byli schorowani i krótko przed metą, wszystkie prawa do majątku i ogólnie sytuacja prawna i pobytu czysta to i na niego przyszła pora by się za życie zabrać. Ale wracając do współczesnych czasów no to masz rację, to nic nadzwyczajnego, że faceci wolą młodsze, a kobiety starszych. Sama nigdy nie spotykałam się z równolatkiem, a i mąż mojej siostry jest starszy 9 lat i jak już pisałam, u kuzynostwa te 5-10 występuje zazwyczaj. A Witolda frustracje to tam... a niech ma chłopak. Każdy jakieś ma. Ale sama jestem ciekawa ile sam ma lat.

86 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2021-04-24 18:18:10)

Odp: Desperacja - co to właściwie oznacza?

A zauważyliście że pochodzicie obie z rodzin gdzie ojciec jest znacząco starszy od matki? smile
Może się jednak jakiś wzór wgrywa?
W mojej rodzinie nie ma takich par natomiast są 2 gdzie to kobieta jest starsza o to 10 lat i się nie rozpadły.
Mnie nigdy nie interesowali starsi jak miałam 20 lat 35 latek był staruszkiem smile ex był starszy 3 lata ale to dla mnie nie jest starszeństwo. Co ciekawe był otoczony studentkami bo go lubiły wyciągały na kawę a nowe Panie były ciut starsze ode mnie.

87 Ostatnio edytowany przez aniuu1 (2021-04-24 19:13:29)

Odp: Desperacja - co to właściwie oznacza?

U mnie małżeństwa, które były w rodzinie to wszystko małżeństwa mniej więcej równolatków ( 1 -3 lata różnicy). Ja nie miałam nigdy starszego towarzystwa, z rodzeństwa wszyscy młodsi, dodatkowo czuję się jakaś ogólnie opóźniona w życiu ;-) prawie wszystko w moim życiu jest później niż u innych i praktycznie zawsze jestem w towarzystwie ludzi młodszych i sama też z tego co mi mówią sprawiam wrażenie dużo młodszej osoby. W życiu spotykałam tylko 2 razy ze starszymi (2 lata i 4 lata starszy) a tak reszta była młodsza. Tak się trafiało, ale też nigdy nie interesowali mnie starsi (trochę starsi, tak, ale na tyle, że nie widać różnicy).
Więc różnie bywa.. Większość par, które znam to równolatkowie, a kilka koleżanek ma sporo młodszych partnerów i mają z nimi rodziny..

88

Odp: Desperacja - co to właściwie oznacza?

Elu, u mnie ta duża różnica wieku to u dziadków smile Potem to już chyba takich dużych nie odnotowano. No i z opowiadań wiem, że babcia była szczęśliwa w tym małżeństwie, dziadek też. Ale tak, masz rację, jakiś wzór pewnie się wgrywa. I to nie tylko w relacje damsko męskie, ale ogólnie międzyludzkie. Ja zawsze miałam problem by odnaleźć się w grupie rówieśniczej, za to z osobami sporo starszymi ode mnie zawsze łapałam dobry kontakt, mam lepsze relacje z wujkami i ciotkami niż kuzynostwem. No ale Aniuu ma rację, różnie bywa. Akurat moi rodzice to wyjątek w rodzinie bo są niemal równolatkami, a małżeństwo niespecjalnie udane. Jak zawsze, niczego się nie zamknie w schemacie, ludzie zbyt różni.

89

Odp: Desperacja - co to właściwie oznacza?
R_ita napisał/a:

Elu, u mnie ta duża różnica wieku to u dziadków smile Potem to już chyba takich dużych nie odnotowano. No i z opowiadań wiem, że babcia była szczęśliwa w tym małżeństwie, dziadek też. Ale tak, masz rację, jakiś wzór pewnie się wgrywa. I to nie tylko w relacje damsko męskie, ale ogólnie międzyludzkie. Ja zawsze miałam problem by odnaleźć się w grupie rówieśniczej, za to z osobami sporo starszymi ode mnie zawsze łapałam dobry kontakt, mam lepsze relacje z wujkami i ciotkami niż kuzynostwem.

Ja również zawsze lepiej się dogadywałam ze starszymi ode mnie osobami. Zresztą moje rodzeństwo jest ode mnie sporo starsze (jestem najmłodsza), więc to pewnie też dlatego.
U mnie w rodzinie prócz rodziców nie ma aż takich różnic wieku w związkach, zwykle ok 4-5l, w sumie u mnie jest chyba największa smile Ale i tak mój partner jest młodszy od mojego najstarszego brata wink

90

Odp: Desperacja - co to właściwie oznacza?

Ktoś wyżej wspomniał o normalnych facetach koło 30-stki, wybierających na partnerki swoje rówieśniczki. Myślę, że cudzysłów był tam naprawdę zbędny.


Akurat w mojej rodzinie spotyka się małżeństwa mniej więcej w równym wieku, nawet z dokładnością co do roku. JAK widać, ludzie potrafią się kierować w życiu czymś więcej, niż powierzchowną oceną atrakcyjności czy zaradności tylko na podstawie metryki..Nie wpadłbym na to, że wiem o dojrzałości człowieka wszystko na podstawie różnicy wieku między mną a nim..

91

Odp: Desperacja - co to właściwie oznacza?

Bagienni_k, niech każdy dobiera się tak jak mu wygodnie. Ja po prostu zawsze miałam wokół siebie mężczyzn starszych ode mnie i z nimi najlepiej się dogadywałam. Przecież nie sprawdzałam im metryki na "dzień dobry", po prostu tak się samoistnie działo. Mówimy tu o pewnych schematach wyniesionych z domu. Ja sama mam rodziców (ojca) w wieku, w którym moi rówieśnicy mają dziadków, do tego dwóch starszych braci, w tym jednego kilkanaście lat starszego. Także nawet w rodzinie, w danym pokoleniu przez wiele lat byłam najmłodsza.
Odniosłam się tu głównie do tego co pisał Witold o kobietach 30+, nazywając je szybko starzejącymi się desperatkami, tak jakby życie kończyło się na 30-stce i jakby starszych facetów nie było, dla których 30-sto czy 40-stolatki to pożądany target. Nie każda 30-stolatka szuka młodszego, który będzie jej wypominał wiek i uważał, że powinna brać co leci bo lepiej nie będzie. Podobnie z drugiej strony, nie każda 20-stolatka chętnie zwiąże się z facetem sporo od siebie starszym.
Nie zgadzam się też z tym, że ktoś w wieku 30-40l, po przejściach, jest z automatu gorszą "partią" niż kawaler czy panna w tym wieku bez żadnego doświadczenia związkowego.

92 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2021-04-25 11:10:19)

Odp: Desperacja - co to właściwie oznacza?

Nie ma co ukrywać, że Witold trochę się zapędza ze swoimi teoriami..:)  Ludzie koło 30-stki mogliby być traktowani jako starsi, ale nie w dzisiejszych czasach, tylko te kilkaset alt temu, jak średnia długość życia oscylowała w granicach 40-50 lat. To jakieś nieporozumienie, aby nazywać kobiety koło 30 stki za stare. Młodsze, 20latki może i są, jak Witold twierdzi dobrym materiałem pod wzglęem biologicznym, ale dochodzi do tego jeszcze dojrzałość, rozwój psychiczny i ogólne plany na życie.

93

Odp: Desperacja - co to właściwie oznacza?
bagienni_k napisał/a:

Nie ma co ukrywać, że Witold trochę się zapędza ze swoimi teoriami..:)  Ludzie koło 30-stki mogliby być traktowani jako starsi, ale nie w dzisiejszych czasach, tylko te kilkaset alt temu, jak średnia długość życia oscylowała w granicach 40-50 lat. To jakieś nieporozumienie, aby nazywać kobiety koło 30 stki za stare. Młodsze, 20latki może i są, jak Witold twierdzi dobrym materiałem pod wzglęem biologicznym, ale dochodzi do tego jeszcze dojrzałość, rozwój psychiczny i ogólne plany na życie.

Witold mówił o innej "energii" wśród młodszych kobiet, co uznawał za zaletę. Innym to może jednak przeszkadzać i być odbierane jako beztroskość czy wręcz niedojrzałość. 20-stolati chcą się zwykle jeszcze bawić, korzystać z życia, uważają że mają jeszcze czas na poważne decyzje, zakładanie rodziny itd. I mają do tego prawo. Czasy, kiedy niezamężne dwudziestoparolatki uznawano za stare panny już dawno minęły. Obecnie coraz więcej kobiet decyduje się na tzw. późne macierzyństwo. I bynajmniej nie są to desperatki. To, że Witoldowi to nie pasuje, to już jego problem.

94

Odp: Desperacja - co to właściwie oznacza?

W ogóle, co to za przekonanie, że korzystać z życia(czego by to nie dotyczyło) można tylko między 20 a 30 rokiem życia? Tak, jakby założenie rodziny naprawdę człowieka uwiązywało i pozbawiało wszelkich innych aktywności..Nie wiem, może za dużo naoglądałem się takich ludzi, którzy potrafią wszystko ze sobą połączyć, nawet podróżowanie w egozytyczne kraje z kilkuletnim dzieckiem, że nie jest dla mnie dziwne, że ktoś możę jeszcze sporo osiągnąć jka przekroczy te 30 lat.. smile

95 Ostatnio edytowany przez Roxann (2021-04-25 12:11:16)

Odp: Desperacja - co to właściwie oznacza?
bagienni_k napisał/a:

W ogóle, co to za przekonanie, że korzystać z życia(czego by to nie dotyczyło) można tylko między 20 a 30 rokiem życia? Tak, jakby założenie rodziny naprawdę człowieka uwiązywało i pozbawiało wszelkich innych aktywności..Nie wiem, może za dużo naoglądałem się takich ludzi, którzy potrafią wszystko ze sobą połączyć, nawet podróżowanie w egozytyczne kraje z kilkuletnim dzieckiem, że nie jest dla mnie dziwne, że ktoś możę jeszcze sporo osiągnąć jka przekroczy te 30 lat.. smile

Pisząc "korzystać z życia" chodziło głównie o brak zobowiązań w postaci stałego partnera (męża) lub dzieci. Znam wiele osób w moim wieku, część już po rozwodach, którzy jasno przyznają, że żałują, że się "nie wyszumieli" za młodu, tylko od razu pakowali w związki i/lub małżeństwa często pod wpływem presji rodziny czy ogólnie otoczenia.
Kiedyś, te kilkadziesiąt czy set at temu, kobieta nie była w stanie sama funkcjonować, dlatego starano się ją jak najszybciej i jak najlepiej wydać za mąż by zwyczajnie pozbyć z domu. Obecnie większość ludzi opuszcza swoje gniazdka idąc na studia, mając pracę bez problemu można samemu utrzymać.
Oczywiście jak jest fajny związek, to na pewno lepiej we dwoje niż samemu ale jeśli ma się z kimś użerać, to po cho*rę? Moi rodzice przeżyli razem ponad 50 lat, tylko co z tego, skoro przez większość były albo kłótnie albo ciche dni, tygodnie? Były też fajne momenty, ale to momenty.
Miałam szczęście, że poznałam A., choć też nie wiem jak dalej będzie, niemniej wcześniej naprawdę było mi lepiej samej niż z kimś, kto mi nie pasuje do końca. Szkoda czasu, życia, nerwów... Dlatego nie rozumiem i nie zrozumiem "desperacji" w dążeniu do bycia z kimś jakby sam fakt powodował, że wtedy już wszystko będzie cudowne i problemy znikną. Problemy to się mogą dopiero zacząć wink jak z tej desperacji weźmiemy byle kogo by był.

96

Odp: Desperacja - co to właściwie oznacza?

No, nie wiem czy to zawsze wynika z wychowania i sytuacji rodzinnej. Mój ojciec byl co prawda 11 lat starszy od mojej matki, ale większość moich parterów i byly mąż albo byli mlodsi, albo w moim wieku. Misiek jest wyjatkiem jako ktos o dekadę starszy, którego na poczatku wcale nie traktowalam jako materiał na drugą polówkę. Wyszlo jednak jak wyszlo big_smile

97

Odp: Desperacja - co to właściwie oznacza?

Moim zdaniem, niezależnie czy mówimy o wzorcach z dzieciństwa czy jakiś preferencjach lub typach, nie można na ich podstawie z góry oceniać człowieka. Po prostu. Poza pewnymi skrajnymi przypadkami, wnioskowanie o przyzwoitoścoi czy wartośći partnera na podstawie powierzchownych ocen jest zwyczajnie nie w porządku.

98

Odp: Desperacja - co to właściwie oznacza?

Ale nikt tu raczej nie mówi o ocenianiu z góry na podstawie wzorców czy preferencji czy typów. To się po prostu dzieje. Na moim przykładzie, to przecież ja podejmując relacje nie tylko damsko- męskie nie robiłam selekcji na zasadzie "młodszy/równolatek=kosz" albo "grupa rówieśnicza=kosz". Przecież podchodziłam z otwartością (na tyle ile umiałam), była jakaś interakcja i po prostu "nie grało" niemal za każdym razem. Inne poczucie humoru, inne spojrzenie na świat, inne środowisko, inny zakres tematów, nie spełnianie oczekiwań co do jakiś tam postaw czy cech w charakterze. I chcąc nie chcąc i tak kończyło się na starszych, czy to mężczyznach, czy koleżankach na kursach, czy znajomych w pracy. Ot, tyle wink

99 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2021-04-25 16:12:46)

Odp: Desperacja - co to właściwie oznacza?

To właśnie o tą otwatość mi chodzi, aby nią się kierować smile Czasami stykam się z kolei z opiniami zgoła przeciwnymi, kiedy ten jeden czy kilka cech, ma sugeroiwać, żę partner się nie nadaje do wspólnego życia. Raz, że pewne wskazówki wcale nie przekładają się na to, na co nam zależy, choćby pod kątem wieku: niekoniecznie ten starszy będzie bardziej wartościowy czy atrakcyjny. Zatem albo wybory mają miejsce na podstawie jakiś przeczuć albo pierwszego wrażenia, co bywa złudne. Albo zawęża się obszar poszukiwań do takiego przedziału, że omija się innych tracąc okazję na poznanie kogoś wartościowego.

100

Odp: Desperacja - co to właściwie oznacza?

Jest takie powiedzenie, że lepiej być samemu niż z byle kim. Dla mnie desperacja, to właśnie wybór byle kogo, pierwszego lepszego jaki się nadarzy aby tylko nie być samemu. Nieważne z kim, byle tu, teraz, natychmiast!
Desperację można także odnieść do już istniejącego związku, kiedy coś nam nie służy, nie daje szczęścia, a na siłę podtrzymujemy ten związek z różnych przyczyn, bo myślimy, że nie mamy innego wyboru. Kiedy wątpimy w powodzenie naszych działań i zaprzestajemy szukania innych rozwiązań, trzymamy się czegoś desperacko i na przekór zdrowemu rozsądkowi.

101

Odp: Desperacja - co to właściwie oznacza?
Jasminn napisał/a:

Jest takie powiedzenie, że lepiej być samemu niż z byle kim. Dla mnie desperacja, to właśnie wybór byle kogo, pierwszego lepszego jaki się nadarzy aby tylko nie być samemu. Nieważne z kim, byle tu, teraz, natychmiast!
Desperację można także odnieść do już istniejącego związku, kiedy coś nam nie służy, nie daje szczęścia, a na siłę podtrzymujemy ten związek z różnych przyczyn, bo myślimy, że nie mamy innego wyboru. Kiedy wątpimy w powodzenie naszych działań i zaprzestajemy szukania innych rozwiązań, trzymamy się czegoś desperacko i na przekór zdrowemu rozsądkowi.

To prawda. I desperacja nie zależy wcale od wieku.
Kiedyś koleżanki "zeswatały " mnie ze swoim kolegą. I niby fajnie, niby super się rozmawiało, wiem, że mu sie podobałam), niby sie pospotyaliśmy, a to kino, a to zapiekanka, a to spacer czy telefon, ale jakoś tak czułam, zę to nie to. Ale tez nie chciałam być sama, bo byłam już długo sama, koleżanki wchodziły w związki a ja nic. Bałam się, ze nikogo sobie mogę nie znależć, że jak jest okazja, ze się już podobam, to nie mogą jej zmarnować, bo w moim wieku nie modę już wybrzydzać, bo zostanę starą panną. Koniec końców i tak nie wyszło, jakoś nie umiałam sie do niego przekonać. Cała historia rozegrała się, jak miałam niespełna 20 lat wink
Umawiałam się wtedy z każdym, kto wykazał minimum uwagi. Desperacja level master.

102

Odp: Desperacja - co to właściwie oznacza?
Jasminn napisał/a:

Jest takie powiedzenie, że lepiej być samemu niż z byle kim. Dla mnie desperacja, to właśnie wybór byle kogo, pierwszego lepszego jaki się nadarzy aby tylko nie być samemu. Nieważne z kim, byle tu, teraz, natychmiast!
Desperację można także odnieść do już istniejącego związku, kiedy coś nam nie służy, nie daje szczęścia, a na siłę podtrzymujemy ten związek z różnych przyczyn, bo myślimy, że nie mamy innego wyboru. Kiedy wątpimy w powodzenie naszych działań i zaprzestajemy szukania innych rozwiązań, trzymamy się czegoś desperacko i na przekór zdrowemu rozsądkowi.

Inna sprawa to to, że są ludzie, którzy z różnych względów nie są tymi, którzy mogą przebierać. Smutne, ale prawdziwe. I tacy ludzie jeśli chcą być z kimś, to po prostu idą na dalekie kompromisy. Czy to z ich strony akt desperacji ? Ci, którzy nie mają problemu z powodzeniem mogą to tak widzieć. Ale syty głodnego nie zrozumie. Tak naprawdę, ani przebieranie w ofertach, ani wybór z dużym kompromisem nie gwarantuje szczęścia.

103

Odp: Desperacja - co to właściwie oznacza?
Misinx napisał/a:
Jasminn napisał/a:

Jest takie powiedzenie, że lepiej być samemu niż z byle kim. Dla mnie desperacja, to właśnie wybór byle kogo, pierwszego lepszego jaki się nadarzy aby tylko nie być samemu. Nieważne z kim, byle tu, teraz, natychmiast!
Desperację można także odnieść do już istniejącego związku, kiedy coś nam nie służy, nie daje szczęścia, a na siłę podtrzymujemy ten związek z różnych przyczyn, bo myślimy, że nie mamy innego wyboru. Kiedy wątpimy w powodzenie naszych działań i zaprzestajemy szukania innych rozwiązań, trzymamy się czegoś desperacko i na przekór zdrowemu rozsądkowi.

Inna sprawa to to, że są ludzie, którzy z różnych względów nie są tymi, którzy mogą przebierać. Smutne, ale prawdziwe. I tacy ludzie jeśli chcą być z kimś, to po prostu idą na dalekie kompromisy. Czy to z ich strony akt desperacji ? Ci, którzy nie mają problemu z powodzeniem mogą to tak widzieć. Ale syty głodnego nie zrozumie. Tak naprawdę, ani przebieranie w ofertach, ani wybór z dużym kompromisem nie gwarantuje szczęścia.

To nie kompromis, tylko horror, jak się jest z kimś na sile.

104 Ostatnio edytowany przez Misinx (2021-04-28 12:11:40)

Odp: Desperacja - co to właściwie oznacza?
rossanka napisał/a:
Misinx napisał/a:
Jasminn napisał/a:

Jest takie powiedzenie, że lepiej być samemu niż z byle kim. Dla mnie desperacja, to właśnie wybór byle kogo, pierwszego lepszego jaki się nadarzy aby tylko nie być samemu. Nieważne z kim, byle tu, teraz, natychmiast!
Desperację można także odnieść do już istniejącego związku, kiedy coś nam nie służy, nie daje szczęścia, a na siłę podtrzymujemy ten związek z różnych przyczyn, bo myślimy, że nie mamy innego wyboru. Kiedy wątpimy w powodzenie naszych działań i zaprzestajemy szukania innych rozwiązań, trzymamy się czegoś desperacko i na przekór zdrowemu rozsądkowi.

Inna sprawa to to, że są ludzie, którzy z różnych względów nie są tymi, którzy mogą przebierać. Smutne, ale prawdziwe. I tacy ludzie jeśli chcą być z kimś, to po prostu idą na dalekie kompromisy. Czy to z ich strony akt desperacji ? Ci, którzy nie mają problemu z powodzeniem mogą to tak widzieć. Ale syty głodnego nie zrozumie. Tak naprawdę, ani przebieranie w ofertach, ani wybór z dużym kompromisem nie gwarantuje szczęścia.

To nie kompromis, tylko horror, jak się jest z kimś na sile.

Mylisz pojęcia. Kompromis nie oznacza bycia z kimś na siłę. To dwie całkiem inne sprawy. Mówiąc brutalnie np. nieatrakcyjna dziewczyna, która nigdy nie wzbudzała zainteresowania u płci przeciwnej spotyka faceta, który okazuje jej zainteresowanie. Facet nie jest też z tych, którzy są obiektem marzeń. Ale ma pewne zalety, które w oczach tej dziewczyny mogą dobrze rokować w perspektywie związku, założenia z nim rodziny. I co robi taka dziewczyna ? Wchodzi w to. Czy jest desperatką ? Niektórzy mogą to tak postrzegać. Ale inni powiedzą, że kieruje się rozsądkiem. Czy taki związek nie ma szans powodzenia ? Oczywiście, że ma. Dziewczyna nie jest z nim na siłę. Podejmuje decyzję.
Oczywiście takie sytuacje dotyczą też analogicznie facetów.

105

Odp: Desperacja - co to właściwie oznacza?
Misinx napisał/a:
rossanka napisał/a:
Misinx napisał/a:

Inna sprawa to to, że są ludzie, którzy z różnych względów nie są tymi, którzy mogą przebierać. Smutne, ale prawdziwe. I tacy ludzie jeśli chcą być z kimś, to po prostu idą na dalekie kompromisy. Czy to z ich strony akt desperacji ? Ci, którzy nie mają problemu z powodzeniem mogą to tak widzieć. Ale syty głodnego nie zrozumie. Tak naprawdę, ani przebieranie w ofertach, ani wybór z dużym kompromisem nie gwarantuje szczęścia.

To nie kompromis, tylko horror, jak się jest z kimś na sile.

Mylisz pojęcia. Kompromis nie oznacza bycia z kimś na siłę. To dwie całkiem inne sprawy. Mówiąc brutalnie np. nieatrakcyjna dziewczyna, która nigdy nie wzbudzała zainteresowania u płci przeciwnej spotyka faceta, który okazuje jej zainteresowanie. Facet nie jest też z tych, którzy są obiektem marzeń. Ale ma pewne zalety, które w oczach tej dziewczyny mogą dobrze rokować w perspektywie związku, założenia z nim rodziny. I co robi taka dziewczyna ? Wchodzi w to. Czy jest desperatką ? Niektórzy mogą to tak postrzegać. Ale inni powiedzą, że kieruje się rozsądkiem. Czy taki związek nie ma szans powodzenia ? Oczywiście, że ma. Dziewczyna nie jest z nim na siłę. Podejmuje decyzję.
Oczywiście takie sytuacje dotyczą też analogicznie facetów.

To nie ma szans. Wiem, bo to próbowałam nie raz. Na siłę nic a nic nie wychodzi. Na tej zasadzie już mogłam być w kilku związkach, tylko zamiast zakładać watki, gdzie żale się, że jestem sama, zakładałabym watki typu:Nie kocham męża, jestem nieszczęśliwa w małżeństwie. To ja już wolę mój stan singlostwa. Przynajmniej na legalu sobie mogę kogoś poszukać. Bo jako mężatka  to już po zawodach, no chyba, że kochanka. Ale to bez sensu.

106 Ostatnio edytowany przez Misinx (2021-04-28 12:35:43)

Odp: Desperacja - co to właściwie oznacza?
rossanka napisał/a:
Misinx napisał/a:
rossanka napisał/a:

To nie kompromis, tylko horror, jak się jest z kimś na sile.

Mylisz pojęcia. Kompromis nie oznacza bycia z kimś na siłę. To dwie całkiem inne sprawy. Mówiąc brutalnie np. nieatrakcyjna dziewczyna, która nigdy nie wzbudzała zainteresowania u płci przeciwnej spotyka faceta, który okazuje jej zainteresowanie. Facet nie jest też z tych, którzy są obiektem marzeń. Ale ma pewne zalety, które w oczach tej dziewczyny mogą dobrze rokować w perspektywie związku, założenia z nim rodziny. I co robi taka dziewczyna ? Wchodzi w to. Czy jest desperatką ? Niektórzy mogą to tak postrzegać. Ale inni powiedzą, że kieruje się rozsądkiem. Czy taki związek nie ma szans powodzenia ? Oczywiście, że ma. Dziewczyna nie jest z nim na siłę. Podejmuje decyzję.
Oczywiście takie sytuacje dotyczą też analogicznie facetów.

To nie ma szans. Wiem, bo to próbowałam nie raz. Na siłę nic a nic nie wychodzi. Na tej zasadzie już mogłam być w kilku związkach, tylko zamiast zakładać watki, gdzie żale się, że jestem sama, zakładałabym watki typu:Nie kocham męża, jestem nieszczęśliwa w małżeństwie. To ja już wolę mój stan singlostwa. Przynajmniej na legalu sobie mogę kogoś poszukać. Bo jako mężatka  to już po zawodach, no chyba, że kochanka. Ale to bez sensu.

Dżizasss Rossanka, uświadom sobie, że Ty nie jesteś jakimś wzorcem z Sevres. U Ciebie to może i nie ma szans, ale ja mówię ogólnie o sytuacji. Znam takie małżeństwa, które żyją ze sobą już od wielu lat. Nie są nieszczęśliwe.

107

Odp: Desperacja - co to właściwie oznacza?
Misinx napisał/a:
rossanka napisał/a:
Misinx napisał/a:

Mylisz pojęcia. Kompromis nie oznacza bycia z kimś na siłę. To dwie całkiem inne sprawy. Mówiąc brutalnie np. nieatrakcyjna dziewczyna, która nigdy nie wzbudzała zainteresowania u płci przeciwnej spotyka faceta, który okazuje jej zainteresowanie. Facet nie jest też z tych, którzy są obiektem marzeń. Ale ma pewne zalety, które w oczach tej dziewczyny mogą dobrze rokować w perspektywie związku, założenia z nim rodziny. I co robi taka dziewczyna ? Wchodzi w to. Czy jest desperatką ? Niektórzy mogą to tak postrzegać. Ale inni powiedzą, że kieruje się rozsądkiem. Czy taki związek nie ma szans powodzenia ? Oczywiście, że ma. Dziewczyna nie jest z nim na siłę. Podejmuje decyzję.
Oczywiście takie sytuacje dotyczą też analogicznie facetów.

To nie ma szans. Wiem, bo to próbowałam nie raz. Na siłę nic a nic nie wychodzi. Na tej zasadzie już mogłam być w kilku związkach, tylko zamiast zakładać watki, gdzie żale się, że jestem sama, zakładałabym watki typu:Nie kocham męża, jestem nieszczęśliwa w małżeństwie. To ja już wolę mój stan singlostwa. Przynajmniej na legalu sobie mogę kogoś poszukać. Bo jako mężatka  to już po zawodach, no chyba, że kochanka. Ale to bez sensu.

Dżizasss Rossanka, uświadom sobie, że Ty nie jesteś jakimś wzorcem z Sevres. U Ciebie to może i nie ma szans, ale ja mówię ogólnie o sytuacji. Znam takie małżeństwa, które żyją ze sobą już od wielu lat. Nie są nieszczęśliwe.

Dla mnie to oni są nieszczęśliwi, ja bym była.
Ale może być I tak,że sami siebie okłamują.

108

Odp: Desperacja - co to właściwie oznacza?
rossanka napisał/a:
Misinx napisał/a:
rossanka napisał/a:

To nie ma szans. Wiem, bo to próbowałam nie raz. Na siłę nic a nic nie wychodzi. Na tej zasadzie już mogłam być w kilku związkach, tylko zamiast zakładać watki, gdzie żale się, że jestem sama, zakładałabym watki typu:Nie kocham męża, jestem nieszczęśliwa w małżeństwie. To ja już wolę mój stan singlostwa. Przynajmniej na legalu sobie mogę kogoś poszukać. Bo jako mężatka  to już po zawodach, no chyba, że kochanka. Ale to bez sensu.

Dżizasss Rossanka, uświadom sobie, że Ty nie jesteś jakimś wzorcem z Sevres. U Ciebie to może i nie ma szans, ale ja mówię ogólnie o sytuacji. Znam takie małżeństwa, które żyją ze sobą już od wielu lat. Nie są nieszczęśliwe.

Dla mnie to oni są nieszczęśliwi, ja bym była.
Ale może być I tak,że sami siebie okłamują.

Twoje pojęcie szczęśliwości nie jest tożsame z tym co czują inni. Nie muszą się wcale okłamywać.

W mojej ocenie u Ciebie problem tkwi w tym, że Ty tak naprawdę boisz się bycia z kimś i każdą sytuację z facetem będziesz tak sobie racjonalizować, żeby z tego nic nie było.

109

Odp: Desperacja - co to właściwie oznacza?
Misinx napisał/a:
rossanka napisał/a:
Misinx napisał/a:

Dżizasss Rossanka, uświadom sobie, że Ty nie jesteś jakimś wzorcem z Sevres. U Ciebie to może i nie ma szans, ale ja mówię ogólnie o sytuacji. Znam takie małżeństwa, które żyją ze sobą już od wielu lat. Nie są nieszczęśliwe.

Dla mnie to oni są nieszczęśliwi, ja bym była.
Ale może być I tak,że sami siebie okłamują.

Twoje pojęcie szczęśliwości nie jest tożsame z tym co czują inni. Nie muszą się wcale okłamywać.

W mojej ocenie u Ciebie problem tkwi w tym, że Ty tak naprawdę boisz się bycia z kimś i każdą sytuację z facetem będziesz tak sobie racjonalizować, żeby z tego nic nie było.

Nie. Nie wyobrażam sobie być w związku z kimś, kogo nie lubię, albo lubię tylko jako kolegę, ale nie koniecznie chce być z nim w związku, albo z facetem, który odpycha mnie fizycznie.

110

Odp: Desperacja - co to właściwie oznacza?
Misinx napisał/a:

To dwie całkiem inne sprawy. Mówiąc brutalnie np. nieatrakcyjna dziewczyna, która nigdy nie wzbudzała zainteresowania u płci przeciwnej spotyka faceta, który okazuje jej zainteresowanie. Facet nie jest też z tych, którzy są obiektem marzeń. Ale ma pewne zalety, które w oczach tej dziewczyny mogą dobrze rokować w perspektywie związku, założenia z nim rodziny. I co robi taka dziewczyna ? Wchodzi w to. Czy jest desperatką ? Niektórzy mogą to tak postrzegać. Ale inni powiedzą, że kieruje się rozsądkiem. Czy taki związek nie ma szans powodzenia ? Oczywiście, że ma. Dziewczyna nie jest z nim na siłę. Podejmuje decyzję.
Oczywiście takie sytuacje dotyczą też analogicznie facetów.

Tylko, czy ten wybór jest wewnętrznie uczciwy? Bo to wygląda na kompromis z samym sobą. Niby racja, że jest to jakiś wybór i związek ma szansę powodzenia, ale to tylko teoria.
Powiedz Misinx, czy chciałbyś być takim wyborem pozornie z rozsądku, ale de facto z braku laku?
Bo ja osobiście obawiałabym się, że będąc wyborem z braku lepszych opcji, że nigdy mogłabym się nie dowiedzieć jak to jest, gdy mój partner się stara jakbym była tą najjedyńszą, czyli na maksa, bo przecież byłabym tylko zastępstwem prawdziwej miłości i prawdziwej wymarzonej partnerki. Takie rzeczy wychodzą w praniu, w codziennych sprawach, ale także gdy przychodzi do rozwiązywania problemów.
Ciężko wykrzesać z siebie maksimum, gdy idzie się na kompromisy z samym sobą. Czasami tak, ale dla drugogatunkowego wyboru nie postarasz się w najtrudniejszych sytuacjach tak, jak dla kogoś, do kogo jesteś w pełni przekonany.

111 Ostatnio edytowany przez Misinx (2021-04-28 12:49:17)

Odp: Desperacja - co to właściwie oznacza?
MagdaLena1111 napisał/a:
Misinx napisał/a:

To dwie całkiem inne sprawy. Mówiąc brutalnie np. nieatrakcyjna dziewczyna, która nigdy nie wzbudzała zainteresowania u płci przeciwnej spotyka faceta, który okazuje jej zainteresowanie. Facet nie jest też z tych, którzy są obiektem marzeń. Ale ma pewne zalety, które w oczach tej dziewczyny mogą dobrze rokować w perspektywie związku, założenia z nim rodziny. I co robi taka dziewczyna ? Wchodzi w to. Czy jest desperatką ? Niektórzy mogą to tak postrzegać. Ale inni powiedzą, że kieruje się rozsądkiem. Czy taki związek nie ma szans powodzenia ? Oczywiście, że ma. Dziewczyna nie jest z nim na siłę. Podejmuje decyzję.
Oczywiście takie sytuacje dotyczą też analogicznie facetów.

Tylko, czy ten wybór jest wewnętrznie uczciwy? Bo to wygląda na kompromis z samym sobą. Niby racja, że jest to jakiś wybór i związek ma szansę powodzenia, ale to tylko teoria.
Powiedz Misinx, czy chciałbyś być takim wyborem pozornie z rozsądku, ale de facto z braku laku?
Bo ja osobiście obawiałabym się, że będąc wyborem z braku lepszych opcji, że nigdy mogłabym się nie dowiedzieć jak to jest, gdy mój partner się stara jakbym była tą najjedyńszą, czyli na maksa, bo przecież byłabym tylko zastępstwem prawdziwej miłości i prawdziwej wymarzonej partnerki. Takie rzeczy wychodzą w praniu, w codziennych sprawach, ale także gdy przychodzi do rozwiązywania problemów.
Ciężko wykrzesać z siebie maksimum, gdy idzie się na kompromisy z samym sobą. Czasami tak, ale dla drugogatunkowego wyboru nie postarasz się w najtrudniejszych sytuacjach tak, jak dla kogoś, do kogo jesteś w pełni przekonany.

Czy bym chciał ? Gdybym miał tego świadomość, to pewnie bym powiedział, że nie. Ale całe mnóstwo nas nie zdaje sobie sprawy z tego, że ktoś nas wybrał idąc na jakiś kompromis z samym sobą smile Takich związków jest naprawdę mnóstwo i one działają. Ludzie są szczęśliwi smile Zresztą można się przyjrzeć wielu innym seryjnym przypadkom, w których ludzie wiążący się ze sobą są tak w siebie zapatrzeni, że mają wrażenie, że wygrali los na loterii, że spotkali "drugą połówkę pomarańczy" i inne tym podobne mity. A potem co ? Z czasem się okazuje, że jednak coś nie tak z tą "pomarańczą" i trzeba albo zaakceptować pewne wady tej "pomarańczy", albo koniec. I co ? Znów dochodzimy do kompromisu z samym sobą, ale tym razem odroczonego big_smile

Życie to nie "je-bajka" big_smile To nie ma sprawdzonego modelu, który jest dobry dla każdego.

112

Odp: Desperacja - co to właściwie oznacza?
Misinx napisał/a:
rossanka napisał/a:
Misinx napisał/a:

Mylisz pojęcia. Kompromis nie oznacza bycia z kimś na siłę. To dwie całkiem inne sprawy. Mówiąc brutalnie np. nieatrakcyjna dziewczyna, która nigdy nie wzbudzała zainteresowania u płci przeciwnej spotyka faceta, który okazuje jej zainteresowanie. Facet nie jest też z tych, którzy są obiektem marzeń. Ale ma pewne zalety, które w oczach tej dziewczyny mogą dobrze rokować w perspektywie związku, założenia z nim rodziny. I co robi taka dziewczyna ? Wchodzi w to. Czy jest desperatką ? Niektórzy mogą to tak postrzegać. Ale inni powiedzą, że kieruje się rozsądkiem. Czy taki związek nie ma szans powodzenia ? Oczywiście, że ma. Dziewczyna nie jest z nim na siłę. Podejmuje decyzję.
Oczywiście takie sytuacje dotyczą też analogicznie facetów.

To nie ma szans. Wiem, bo to próbowałam nie raz. Na siłę nic a nic nie wychodzi. Na tej zasadzie już mogłam być w kilku związkach, tylko zamiast zakładać watki, gdzie żale się, że jestem sama, zakładałabym watki typu:Nie kocham męża, jestem nieszczęśliwa w małżeństwie. To ja już wolę mój stan singlostwa. Przynajmniej na legalu sobie mogę kogoś poszukać. Bo jako mężatka  to już po zawodach, no chyba, że kochanka. Ale to bez sensu.

Dżizasss Rossanka, uświadom sobie, że Ty nie jesteś jakimś wzorcem z Sevres. U Ciebie to może i nie ma szans, ale ja mówię ogólnie o sytuacji. Znam takie małżeństwa, które żyją ze sobą już od wielu lat. Nie są nieszczęśliwe.

Moj kolega tak zrobil. Moze nie kalkulowal, ze zadna inna go nie chce, to wezmie te, ktora go zachciala, ale nie byl to zwiazek i nie jest to malzenstwo z czystego uczucia. Na dodatek oni ignoruja wszystkie mozliwe sygnaly alarmowe, zachowania toksyczne, swoje klotnie przekonani, ze to tak ma byc, bo zwiazek to jest praca.

Poluzowalam kontakty z nimi bo ciagle slyszalam, ze ja sie na zyciu nie znam, bo oni sa razem dluzej niz my, bo oni wiedza lepiej, maja wieksze doswiadczenie, a ja nie mam prawa komentowac (nawet jak przychodzil do mnie sie wygadac, ze kolejny raz sie nie moga miedzy soba dogadac).
Ale widac jest im dobrze, bo razem juz prawie 5 lat, w tym 2 po slubie i dziecko w drodze.

Skoro tak chca, to droga wolna. Dla mnie zwiazek to nie tylko orka i ciezka praca. Ale niech kazdy ma to, co sam chce.

113

Odp: Desperacja - co to właściwie oznacza?
MagdaLena1111 napisał/a:
Misinx napisał/a:

To dwie całkiem inne sprawy. Mówiąc brutalnie np. nieatrakcyjna dziewczyna, która nigdy nie wzbudzała zainteresowania u płci przeciwnej spotyka faceta, który okazuje jej zainteresowanie. Facet nie jest też z tych, którzy są obiektem marzeń. Ale ma pewne zalety, które w oczach tej dziewczyny mogą dobrze rokować w perspektywie związku, założenia z nim rodziny. I co robi taka dziewczyna ? Wchodzi w to. Czy jest desperatką ? Niektórzy mogą to tak postrzegać. Ale inni powiedzą, że kieruje się rozsądkiem. Czy taki związek nie ma szans powodzenia ? Oczywiście, że ma. Dziewczyna nie jest z nim na siłę. Podejmuje decyzję.
Oczywiście takie sytuacje dotyczą też analogicznie facetów.

Tylko, czy ten wybór jest wewnętrznie uczciwy? Bo to wygląda na kompromis z samym sobą. Niby racja, że jest to jakiś wybór i związek ma szansę powodzenia, ale to tylko teoria.
Powiedz Misinx, czy chciałbyś być takim wyborem pozornie z rozsądku, ale de facto z braku laku?
Bo ja osobiście obawiałabym się, że będąc wyborem z braku lepszych opcji, że nigdy mogłabym się nie dowiedzieć jak to jest, gdy mój partner się stara jakbym była tą najjedyńszą, czyli na maksa, bo przecież byłabym tylko zastępstwem prawdziwej miłości i prawdziwej wymarzonej partnerki. Takie rzeczy wychodzą w praniu, w codziennych sprawach, ale także gdy przychodzi do rozwiązywania problemów.
Ciężko wykrzesać z siebie maksimum, gdy idzie się na kompromisy z samym sobą. Czasami tak, ale dla drugogatunkowego wyboru nie postarasz się w najtrudniejszych sytuacjach tak, jak dla kogoś, do kogo jesteś w pełni przekonany.

Też bym nie chcial być w związku z kimś, kto jest że ze mną tylko dlatego, że nie chciał zostać sam, zaniżał wymogi, bo naprawdę chciał być z inną, ale wybrał mnie, tak z rozsądku i z braku laku. To ponizające dla tej drugiej osoby.

114

Odp: Desperacja - co to właściwie oznacza?
rossanka napisał/a:
MagdaLena1111 napisał/a:
Misinx napisał/a:

To dwie całkiem inne sprawy. Mówiąc brutalnie np. nieatrakcyjna dziewczyna, która nigdy nie wzbudzała zainteresowania u płci przeciwnej spotyka faceta, który okazuje jej zainteresowanie. Facet nie jest też z tych, którzy są obiektem marzeń. Ale ma pewne zalety, które w oczach tej dziewczyny mogą dobrze rokować w perspektywie związku, założenia z nim rodziny. I co robi taka dziewczyna ? Wchodzi w to. Czy jest desperatką ? Niektórzy mogą to tak postrzegać. Ale inni powiedzą, że kieruje się rozsądkiem. Czy taki związek nie ma szans powodzenia ? Oczywiście, że ma. Dziewczyna nie jest z nim na siłę. Podejmuje decyzję.
Oczywiście takie sytuacje dotyczą też analogicznie facetów.

Tylko, czy ten wybór jest wewnętrznie uczciwy? Bo to wygląda na kompromis z samym sobą. Niby racja, że jest to jakiś wybór i związek ma szansę powodzenia, ale to tylko teoria.
Powiedz Misinx, czy chciałbyś być takim wyborem pozornie z rozsądku, ale de facto z braku laku?
Bo ja osobiście obawiałabym się, że będąc wyborem z braku lepszych opcji, że nigdy mogłabym się nie dowiedzieć jak to jest, gdy mój partner się stara jakbym była tą najjedyńszą, czyli na maksa, bo przecież byłabym tylko zastępstwem prawdziwej miłości i prawdziwej wymarzonej partnerki. Takie rzeczy wychodzą w praniu, w codziennych sprawach, ale także gdy przychodzi do rozwiązywania problemów.
Ciężko wykrzesać z siebie maksimum, gdy idzie się na kompromisy z samym sobą. Czasami tak, ale dla drugogatunkowego wyboru nie postarasz się w najtrudniejszych sytuacjach tak, jak dla kogoś, do kogo jesteś w pełni przekonany.

Też bym nie chcial być w związku z kimś, kto jest że ze mną tylko dlatego, że nie chciał zostać sam, zaniżał wymogi, bo naprawdę chciał być z inną, ale wybrał mnie, tak z rozsądku i z braku laku. To ponizające dla tej drugiej osoby.

Parafrazując powiedzenie jednego klasyka, to bym powiedział, że nie jest ważne jak się zaczyna, ale jak się kończy big_smile Związek może się zacząć od wewnętrznego kompromisu, ale z czasem może się okazać, że ludzie się po prostu szczerze pokochają. Na podobnej zasadzie jak np. kolega, który z czasem okazuje się coraz bliższy i bliższy. I jakie wtedy ma znaczenie to co było na początku ? Żadne.

115 Ostatnio edytowany przez Han.Fan (2021-04-28 12:57:49)

Odp: Desperacja - co to właściwie oznacza?
Misinx napisał/a:

Czy bym chciał ? Gdybym miał tego świadomość, to pewnie bym powiedział, że nie. Ale całe mnóstwo nas nie zdaje sobie sprawy z tego, że ktoś nas wybrał idąc na jakiś kompromis z samym sobą smile Takich związków jest naprawdę mnóstwo i one działają. Ludzie są szczęśliwi smile Zresztą można się przyjrzeć wielu innym seryjnym przypadkom, w których ludzie wiążący się ze sobą są tak w siebie zapatrzeni, że mają wrażenie, że wygrali los na loterii, że spotkali "drugą połówkę pomarańczy" i inne tym podobne mity. A potem co ? Z czasem się okazuje, że jednak coś nie tak z tą "pomarańczą" i trzeba albo zaakceptować pewne wady tej "pomarańczy", albo koniec. I co ? Znów dochodzimy do kompromisu z samym sobą, ale tym razem odroczonego big_smile

Życie to nie "je-bajka" big_smile To nie ma sprawdzonego modelu, który jest dobry dla każdego.

Bardzo mądrze napisane, tak zawsze moja mama mówiła smile Ja staram się nie oceniać związków moich przyjaciół i rodziny. Za mało wiemy zazwyczaj, widzimy tylko wierzchnią warstwę. Każdy ma inne potrzeby. Znałam związki gdzie każdy o nich mówił, że Ci to do siebie pasują jak ulał a w domu nie było dobrze. I odwrotnie. Nie ma sprawdzonego modelu smile Mój los na loterii i moja druga połówka pomarańczy okazała się bardzo zgniła. Rozsądny wybór mojej mamy zaowocował 30letnim dobrym małżeństwem. A u innych to się już nie sprawdzi, wręcz przeciwnie. Nie ma modelu dobrego dla każdego.

I ładnie napisane znowu smile Nie ważne jak się zaczyna, a jak kończy. Pozdrawiam cię Misinxie, fajny rozsądny głos faceta smile smile smile

116

Odp: Desperacja - co to właściwie oznacza?
Han.Fan napisał/a:
Misinx napisał/a:

Czy bym chciał ? Gdybym miał tego świadomość, to pewnie bym powiedział, że nie. Ale całe mnóstwo nas nie zdaje sobie sprawy z tego, że ktoś nas wybrał idąc na jakiś kompromis z samym sobą smile Takich związków jest naprawdę mnóstwo i one działają. Ludzie są szczęśliwi smile Zresztą można się przyjrzeć wielu innym seryjnym przypadkom, w których ludzie wiążący się ze sobą są tak w siebie zapatrzeni, że mają wrażenie, że wygrali los na loterii, że spotkali "drugą połówkę pomarańczy" i inne tym podobne mity. A potem co ? Z czasem się okazuje, że jednak coś nie tak z tą "pomarańczą" i trzeba albo zaakceptować pewne wady tej "pomarańczy", albo koniec. I co ? Znów dochodzimy do kompromisu z samym sobą, ale tym razem odroczonego big_smile

Życie to nie "je-bajka" big_smile To nie ma sprawdzonego modelu, który jest dobry dla każdego.

Bardzo mądrze napisane, tak zawsze moja mama mówiła smile Ja staram się nie oceniać związków moich przyjaciół i rodziny. Za mało wiemy zazwyczaj, widzimy tylko wierzchnią warstwę. Każdy ma inne potrzeby. Znałam związki gdzie każdy o nich mówił, że Ci to do siebie pasują jak ulał a w domu nie było dobrze. I odwrotnie. Nie ma sprawdzonego modelu smile Mój los na loterii i moja druga połówka pomarańczy okazała się bardzo zgniła. Rozsądny wybór mojej mamy zaowocował 30letnim dobrym małżeństwem. A u innych to się już nie sprawdzi, wręcz przeciwnie. Nie ma modelu dobrego dla każdego.

I ładnie napisane znowu smile Nie ważne jak się zaczyna, a jak kończy. Pozdrawiam cię Misinxie, fajny rozsądny głos faceta smile smile smile

Dziękuję i również Pozdrawiam smile

117

Odp: Desperacja - co to właściwie oznacza?
Misinx napisał/a:
rossanka napisał/a:
MagdaLena1111 napisał/a:

Tylko, czy ten wybór jest wewnętrznie uczciwy? Bo to wygląda na kompromis z samym sobą. Niby racja, że jest to jakiś wybór i związek ma szansę powodzenia, ale to tylko teoria.
Powiedz Misinx, czy chciałbyś być takim wyborem pozornie z rozsądku, ale de facto z braku laku?
Bo ja osobiście obawiałabym się, że będąc wyborem z braku lepszych opcji, że nigdy mogłabym się nie dowiedzieć jak to jest, gdy mój partner się stara jakbym była tą najjedyńszą, czyli na maksa, bo przecież byłabym tylko zastępstwem prawdziwej miłości i prawdziwej wymarzonej partnerki. Takie rzeczy wychodzą w praniu, w codziennych sprawach, ale także gdy przychodzi do rozwiązywania problemów.
Ciężko wykrzesać z siebie maksimum, gdy idzie się na kompromisy z samym sobą. Czasami tak, ale dla drugogatunkowego wyboru nie postarasz się w najtrudniejszych sytuacjach tak, jak dla kogoś, do kogo jesteś w pełni przekonany.

Też bym nie chcial być w związku z kimś, kto jest że ze mną tylko dlatego, że nie chciał zostać sam, zaniżał wymogi, bo naprawdę chciał być z inną, ale wybrał mnie, tak z rozsądku i z braku laku. To ponizające dla tej drugiej osoby.

Parafrazując powiedzenie jednego klasyka, to bym powiedział, że nie jest ważne jak się zaczyna, ale jak się kończy big_smile Związek może się zacząć od wewnętrznego kompromisu, ale z czasem może się okazać, że ludzie się po prostu szczerze pokochają. Na podobnej zasadzie jak np. kolega, który z czasem okazuje się coraz bliższy i bliższy. I jakie wtedy ma znaczenie to co było na początku ? Żadne.

Zaraz ,teraz to akurat dałeś definicje udanego prawdziwego związku. Ja tu pisze o sytuacji, gdy czas mija a nic więcej się nie pojawią, albo co gorzej czujesz niechęć, ale godzisz się ma związek by nie być samemu.
To co teraz opisales-jesli by tak było, to nie ma tematu, bo związek sam się stworzył z biegiem czasu.

118

Odp: Desperacja - co to właściwie oznacza?
Misinx napisał/a:

Czy bym chciał ? Gdybym miał tego świadomość, to pewnie bym powiedział, że nie. Ale całe mnóstwo nas nie zdaje sobie sprawy z tego, że ktoś nas wybrał idąc na jakiś kompromis z samym sobą smile Takich związków jest naprawdę mnóstwo i one działają. Ludzie są szczęśliwi smile Zresztą można się przyjrzeć wielu innym seryjnym przypadkom, w których ludzie wiążący się ze sobą są tak w siebie zapatrzeni, że mają wrażenie, że wygrali los na loterii, że spotkali "drugą połówkę pomarańczy" i inne tym podobne mity. A potem co ? Z czasem się okazuje, że jednak coś nie tak z tą "pomarańczą" i trzeba albo zaakceptować pewne wady tej "pomarańczy", albo koniec. I co ? Znów dochodzimy do kompromisu z samym sobą, ale tym razem odroczonego big_smile

Życie to nie "je-bajka" big_smile To nie ma sprawdzonego modelu, który jest dobry dla każdego.

Tak, funkcjonują takie związki. Powiedziałabym, że trwają siłą rozpędu, z przyzwyczajenia, albo dlatego, że małżeństwo to sieć powiązań i zależności rodzinnych, społecznych, finansowych i organizacyjnych.
Ale faceci później jęczą na forum, że seksu jest za mało, z kolei kobiety, że partnerzy ich nie szanują.

Może to i racja, że w każdej konfiguracji motywów zawarcia związku, późniejszy rozwój związku i wydarzeń może mieć inny obrót. Chyba najlepiej jednak jak się zazębia rozsądek z uczuciem i poczuciem, że dokładnie z tą osobą chcę budować długotrwałą bliską relację/związek. A potem rzeczywiście budować, a nie liczyć, że jakoś to będzie ;-)
Chyba po prostu jest łatwiej i przyjemniej budować z kimś, kto jest pierwszorzędowym wyborem, a nie opcją, która dobrze rokuje, więc spróbuję ;-)

119

Odp: Desperacja - co to właściwie oznacza?
MagdaLena1111 napisał/a:
Misinx napisał/a:

Czy bym chciał ? Gdybym miał tego świadomość, to pewnie bym powiedział, że nie. Ale całe mnóstwo nas nie zdaje sobie sprawy z tego, że ktoś nas wybrał idąc na jakiś kompromis z samym sobą smile Takich związków jest naprawdę mnóstwo i one działają. Ludzie są szczęśliwi smile Zresztą można się przyjrzeć wielu innym seryjnym przypadkom, w których ludzie wiążący się ze sobą są tak w siebie zapatrzeni, że mają wrażenie, że wygrali los na loterii, że spotkali "drugą połówkę pomarańczy" i inne tym podobne mity. A potem co ? Z czasem się okazuje, że jednak coś nie tak z tą "pomarańczą" i trzeba albo zaakceptować pewne wady tej "pomarańczy", albo koniec. I co ? Znów dochodzimy do kompromisu z samym sobą, ale tym razem odroczonego big_smile

Życie to nie "je-bajka" big_smile To nie ma sprawdzonego modelu, który jest dobry dla każdego.

Tak, funkcjonują takie związki. Powiedziałabym, że trwają siłą rozpędu, z przyzwyczajenia, albo dlatego, że małżeństwo to sieć powiązań i zależności rodzinnych, społecznych, finansowych i organizacyjnych.
Ale faceci później jęczą na forum, że seksu jest za mało, z kolei kobiety, że partnerzy ich nie szanują.

Może to i racja, że w każdej konfiguracji motywów zawarcia związku, późniejszy rozwój związku i wydarzeń może mieć inny obrót. Chyba najlepiej jednak jak się zazębia rozsądek z uczuciem i poczuciem, że dokładnie z tą osobą chcę budować długotrwałą bliską relację/związek. A potem rzeczywiście budować, a nie liczyć, że jakoś to będzie ;-)
Chyba po prostu jest łatwiej i przyjemniej budować z kimś, kto jest pierwszorzędowym wyborem, a nie opcją, która dobrze rokuje, więc spróbuję ;-)

Są faceci, którym seksu za mało, a są tacy dla których jest w sam raz. Bywa i tak, że kobieta narzeka, że seksu za mało big_smile Masz pewność jak będzie w przyszłości ? Nie masz. Młody "ogier" może z czasem zamienić się w "kanapowca" i nic na to nie poradzisz smile Wszystko ewoluuje.

Rossanka jeśli Ty masz zdolność jasnowidzenia i jesteś w stanie przewidzieć jak potoczy się dalej dany związek, to zazdroszczę. Ja uważam, że tego się nie da zaplanować smile Można się jedynie łudzić.

120

Odp: Desperacja - co to właściwie oznacza?

A moim zdaniem tak z rozsądku można spróbować, ale na początku znajomości, kiedy osoba jest dość neutralna. Ani nie powala znajomość ma kolana, ale też nie odpycha. Kiedy jednak mija czas, miesiące i nic nie idzie do przodu, osoba jest obojętna, albo drażni, albo lubi się ją jak brata(panowie jak siostre), to już nic z tego nie będzie, zostanie jedynie koleżeństwo. Nie ma się co zmuszać dalej.

121

Odp: Desperacja - co to właściwie oznacza?
Misinx napisał/a:
MagdaLena1111 napisał/a:
Misinx napisał/a:

Czy bym chciał ? Gdybym miał tego świadomość, to pewnie bym powiedział, że nie. Ale całe mnóstwo nas nie zdaje sobie sprawy z tego, że ktoś nas wybrał idąc na jakiś kompromis z samym sobą smile Takich związków jest naprawdę mnóstwo i one działają. Ludzie są szczęśliwi smile Zresztą można się przyjrzeć wielu innym seryjnym przypadkom, w których ludzie wiążący się ze sobą są tak w siebie zapatrzeni, że mają wrażenie, że wygrali los na loterii, że spotkali "drugą połówkę pomarańczy" i inne tym podobne mity. A potem co ? Z czasem się okazuje, że jednak coś nie tak z tą "pomarańczą" i trzeba albo zaakceptować pewne wady tej "pomarańczy", albo koniec. I co ? Znów dochodzimy do kompromisu z samym sobą, ale tym razem odroczonego big_smile

Życie to nie "je-bajka" big_smile To nie ma sprawdzonego modelu, który jest dobry dla każdego.

Tak, funkcjonują takie związki. Powiedziałabym, że trwają siłą rozpędu, z przyzwyczajenia, albo dlatego, że małżeństwo to sieć powiązań i zależności rodzinnych, społecznych, finansowych i organizacyjnych.
Ale faceci później jęczą na forum, że seksu jest za mało, z kolei kobiety, że partnerzy ich nie szanują.

Może to i racja, że w każdej konfiguracji motywów zawarcia związku, późniejszy rozwój związku i wydarzeń może mieć inny obrót. Chyba najlepiej jednak jak się zazębia rozsądek z uczuciem i poczuciem, że dokładnie z tą osobą chcę budować długotrwałą bliską relację/związek. A potem rzeczywiście budować, a nie liczyć, że jakoś to będzie ;-)
Chyba po prostu jest łatwiej i przyjemniej budować z kimś, kto jest pierwszorzędowym wyborem, a nie opcją, która dobrze rokuje, więc spróbuję ;-)

Są faceci, którym seksu za mało, a są tacy dla których jest w sam raz. Bywa i tak, że kobieta narzeka, że seksu za mało big_smile Masz pewność jak będzie w przyszłości ? Nie masz. Młody "ogier" może z czasem zamienić się w "kanapowca" i nic na to nie poradzisz smile Wszystko ewoluuje.

Rossanka jeśli Ty masz zdolność jasnowidzenia i jesteś w stanie przewidzieć jak potoczy się dalej dany związek, to zazdroszczę. Ja uważam, że tego się nie da zaplanować smile Można się jedynie łudzić.

Gdzie tak napisałam?

122

Odp: Desperacja - co to właściwie oznacza?
rossanka napisał/a:
Misinx napisał/a:
MagdaLena1111 napisał/a:

Tak, funkcjonują takie związki. Powiedziałabym, że trwają siłą rozpędu, z przyzwyczajenia, albo dlatego, że małżeństwo to sieć powiązań i zależności rodzinnych, społecznych, finansowych i organizacyjnych.
Ale faceci później jęczą na forum, że seksu jest za mało, z kolei kobiety, że partnerzy ich nie szanują.

Może to i racja, że w każdej konfiguracji motywów zawarcia związku, późniejszy rozwój związku i wydarzeń może mieć inny obrót. Chyba najlepiej jednak jak się zazębia rozsądek z uczuciem i poczuciem, że dokładnie z tą osobą chcę budować długotrwałą bliską relację/związek. A potem rzeczywiście budować, a nie liczyć, że jakoś to będzie ;-)
Chyba po prostu jest łatwiej i przyjemniej budować z kimś, kto jest pierwszorzędowym wyborem, a nie opcją, która dobrze rokuje, więc spróbuję ;-)

Są faceci, którym seksu za mało, a są tacy dla których jest w sam raz. Bywa i tak, że kobieta narzeka, że seksu za mało big_smile Masz pewność jak będzie w przyszłości ? Nie masz. Młody "ogier" może z czasem zamienić się w "kanapowca" i nic na to nie poradzisz smile Wszystko ewoluuje.

Rossanka jeśli Ty masz zdolność jasnowidzenia i jesteś w stanie przewidzieć jak potoczy się dalej dany związek, to zazdroszczę. Ja uważam, że tego się nie da zaplanować smile Można się jedynie łudzić.

Gdzie tak napisałam?

Cały czas mam wrażenie, że z góry zakładasz, że jeśli jakiś związek się zaczął tak, to skończy się tak. To nie jest matematyka. Nie przewidzisz przyszłości.

123 Ostatnio edytowany przez MagdaLena1111 (2021-04-28 13:25:08)

Odp: Desperacja - co to właściwie oznacza?
Misinx napisał/a:
MagdaLena1111 napisał/a:
Misinx napisał/a:

Czy bym chciał ? Gdybym miał tego świadomość, to pewnie bym powiedział, że nie. Ale całe mnóstwo nas nie zdaje sobie sprawy z tego, że ktoś nas wybrał idąc na jakiś kompromis z samym sobą smile Takich związków jest naprawdę mnóstwo i one działają. Ludzie są szczęśliwi smile Zresztą można się przyjrzeć wielu innym seryjnym przypadkom, w których ludzie wiążący się ze sobą są tak w siebie zapatrzeni, że mają wrażenie, że wygrali los na loterii, że spotkali "drugą połówkę pomarańczy" i inne tym podobne mity. A potem co ? Z czasem się okazuje, że jednak coś nie tak z tą "pomarańczą" i trzeba albo zaakceptować pewne wady tej "pomarańczy", albo koniec. I co ? Znów dochodzimy do kompromisu z samym sobą, ale tym razem odroczonego big_smile

Życie to nie "je-bajka" big_smile To nie ma sprawdzonego modelu, który jest dobry dla każdego.

Tak, funkcjonują takie związki. Powiedziałabym, że trwają siłą rozpędu, z przyzwyczajenia, albo dlatego, że małżeństwo to sieć powiązań i zależności rodzinnych, społecznych, finansowych i organizacyjnych.
Ale faceci później jęczą na forum, że seksu jest za mało, z kolei kobiety, że partnerzy ich nie szanują.

Może to i racja, że w każdej konfiguracji motywów zawarcia związku, późniejszy rozwój związku i wydarzeń może mieć inny obrót. Chyba najlepiej jednak jak się zazębia rozsądek z uczuciem i poczuciem, że dokładnie z tą osobą chcę budować długotrwałą bliską relację/związek. A potem rzeczywiście budować, a nie liczyć, że jakoś to będzie ;-)
Chyba po prostu jest łatwiej i przyjemniej budować z kimś, kto jest pierwszorzędowym wyborem, a nie opcją, która dobrze rokuje, więc spróbuję ;-)

Są faceci, którym seksu za mało, a są tacy dla których jest w sam raz. Bywa i tak, że kobieta narzeka, że seksu za mało big_smile Masz pewność jak będzie w przyszłości ? Nie masz. Młody "ogier" może z czasem zamienić się w "kanapowca" i nic na to nie poradzisz smile Wszystko ewoluuje.

Z takim podejściem, to w sumie wszystko jedno z kim się zwiążesz :-D Przecież niczego nie można przewidzieć :-P

Jednak uważam, że jak idziesz na kompromisy z samym sobą przy wyborze partnera, to prędzej, czy później zacznie odbijać się to czkawką. Gdy pojawią się problemy, to łatwiej będzie przypisać je temu drugogatunkowemu wyborowi zamiast z miłości wziąć się za ich rozwiązywanie. Brak pełnego oddania da o sobie znać w łóżku i poza nim, w drobnych i wielkich zachowaniach, będzie widoczny w braku szacunku, w zapominaniu o Twoich ważnych sprawach, ważnych dla Ciebie momentach, w braku rozmowy, w braku zainteresowania, itd.

PS. O tego słowa mi brakowało: DETERMINACJA.
Jak zabraknie determinacji Twojej partnerce, dla której będziesz wyborem z braku laku, to nie zatroszczy się się o Ciebie tak jak na to zasługujesz, bo przecież maksimum jej możliwości uruchomiłby kto inny. Cierpieć będzie Twoja godność, poczucie własnej wartości, może w końcu pomyślisz, że tak ma być, że na to zasługujesz.

124

Odp: Desperacja - co to właściwie oznacza?
Misinx napisał/a:
rossanka napisał/a:
Misinx napisał/a:

Są faceci, którym seksu za mało, a są tacy dla których jest w sam raz. Bywa i tak, że kobieta narzeka, że seksu za mało big_smile Masz pewność jak będzie w przyszłości ? Nie masz. Młody "ogier" może z czasem zamienić się w "kanapowca" i nic na to nie poradzisz smile Wszystko ewoluuje.

Rossanka jeśli Ty masz zdolność jasnowidzenia i jesteś w stanie przewidzieć jak potoczy się dalej dany związek, to zazdroszczę. Ja uważam, że tego się nie da zaplanować smile Można się jedynie łudzić.

Gdzie tak napisałam?

Cały czas mam wrażenie, że z góry zakładasz, że jeśli jakiś związek się zaczął tak, to skończy się tak. To nie jest matematyka. Nie przewidzisz przyszłości.

Nic takiego nie napisałam.
Napisałam, że jak nic nie idzie gdy mija czas, gdy mijają tygodnie i miesiące, a nic nie czujesz do tej osoby, jest dla Ciebie jak tylko kolega,  nikt więcej, to jak ktoś w to wchodzi, to jest desperacja.
Nie mówię i przypadkach, gdy ludzie się poznają, na początku nic, ale mijają tygodnie, miesiące i coś się zmienia a finalnie i piszac w skrócie zakochują się w sobie, stają się kimś więcej niż koleżanką i kolegą , wtedy związek rodzi się naturalnie to przecież oczywiste.

125 Ostatnio edytowany przez Misinx (2021-04-28 15:03:48)

Odp: Desperacja - co to właściwie oznacza?
MagdaLena1111 napisał/a:
Misinx napisał/a:
MagdaLena1111 napisał/a:

Tak, funkcjonują takie związki. Powiedziałabym, że trwają siłą rozpędu, z przyzwyczajenia, albo dlatego, że małżeństwo to sieć powiązań i zależności rodzinnych, społecznych, finansowych i organizacyjnych.
Ale faceci później jęczą na forum, że seksu jest za mało, z kolei kobiety, że partnerzy ich nie szanują.

Może to i racja, że w każdej konfiguracji motywów zawarcia związku, późniejszy rozwój związku i wydarzeń może mieć inny obrót. Chyba najlepiej jednak jak się zazębia rozsądek z uczuciem i poczuciem, że dokładnie z tą osobą chcę budować długotrwałą bliską relację/związek. A potem rzeczywiście budować, a nie liczyć, że jakoś to będzie ;-)
Chyba po prostu jest łatwiej i przyjemniej budować z kimś, kto jest pierwszorzędowym wyborem, a nie opcją, która dobrze rokuje, więc spróbuję ;-)

Są faceci, którym seksu za mało, a są tacy dla których jest w sam raz. Bywa i tak, że kobieta narzeka, że seksu za mało big_smile Masz pewność jak będzie w przyszłości ? Nie masz. Młody "ogier" może z czasem zamienić się w "kanapowca" i nic na to nie poradzisz smile Wszystko ewoluuje.

Z takim podejściem, to w sumie wszystko jedno z kim się zwiążesz :-D Przecież niczego nie można przewidzieć :-P

Jednak uważam, że jak idziesz na kompromisy z samym sobą przy wyborze partnera, to prędzej, czy później zacznie odbijać się to czkawką. Gdy pojawią się problemy, to łatwiej będzie przypisać je temu drugogatunkowemu wyborowi zamiast z miłości wziąć się za ich rozwiązywanie. Brak pełnego oddania da o sobie znać w łóżku i poza nim, w drobnych i wielkich zachowaniach, będzie widoczny w braku szacunku, w zapominaniu o Twoich ważnych sprawach, ważnych dla Ciebie momentach, w braku rozmowy, w braku zainteresowania, itd.

PS. O tego słowa mi brakowało: DETERMINACJA.
Jak zabraknie determinacji Twojej partnerce, dla której będziesz wyborem z braku laku, to nie zatroszczy się się o Ciebie tak jak na to zasługujesz, bo przecież maksimum jej możliwości uruchomiłby kto inny. Cierpieć będzie Twoja godność, poczucie własnej wartości, może w końcu pomyślisz, że tak ma być, że na to zasługujesz.

Każdy wybór może się odbijać czkawką. I nie przesadzajmy z tym, że wszystko jedno z kim się zwiążesz. Podstawowe założenie jest takie, że jednak z jakiś względów bierzesz daną osobę pod uwagę. Względy mogą być przeróżne. Nawet takie brutalnie pragmatyczne. Nie ma szans na stworzenie długiego związku z osobą do której czujemy np. odrazę, z którą nie mamy absolutnie żadnych punktów wspólnych.
Weź też pod uwagę to, że w trakcie trwania związku zmienia się też jego postrzeganie. W ogóle zmienia się związek. To całkowicie naturalne. Jeśli trafisz na osobę nieodpowiedzialną to ona się nie będzie o Ciebie troszczyć bez względu na to jak wasz związek się zaczynał. Ludzkie emocje, uczucia to nie jest coś stałego, tylko jest to zmienna. Tak jak pisałem wcześniej początkowy "kompromis", może po jakimś czasie okazać się "miłością życia", a początkowa "miłość życia" może zamienić się w "zgniły kompromis". Nie przewidzisz tego co będzie w przyszłości. Nie jesteś w stanie nawet przewidzieć swoich pewnych zachowań. W sytuacjach ekstremalnych potrafimy zaskakiwać samych siebie i to zarówno pozytywnie, jak i negatywnie. Nie przewidzisz tego jaką determinację będzie mieć Twój partner za jakiś czas. To jak się zaczął związek może być tylko ewentualną wymówką. Ale jak ktoś szuka wymówek, żeby się usprawiedliwić przed sobą to zawsze je znajdzie. Nigdy nie słyszałaś jak ktoś powiedział do kogoś "Boże, jaka ja byłam ślepa" ? big_smile

126

Odp: Desperacja - co to właściwie oznacza?
Misinx napisał/a:
MagdaLena1111 napisał/a:
Misinx napisał/a:

Są faceci, którym seksu za mało, a są tacy dla których jest w sam raz. Bywa i tak, że kobieta narzeka, że seksu za mało big_smile Masz pewność jak będzie w przyszłości ? Nie masz. Młody "ogier" może z czasem zamienić się w "kanapowca" i nic na to nie poradzisz smile Wszystko ewoluuje.

Z takim podejściem, to w sumie wszystko jedno z kim się zwiążesz :-D Przecież niczego nie można przewidzieć :-P

Jednak uważam, że jak idziesz na kompromisy z samym sobą przy wyborze partnera, to prędzej, czy później zacznie odbijać się to czkawką. Gdy pojawią się problemy, to łatwiej będzie przypisać je temu drugogatunkowemu wyborowi zamiast z miłości wziąć się za ich rozwiązywanie. Brak pełnego oddania da o sobie znać w łóżku i poza nim, w drobnych i wielkich zachowaniach, będzie widoczny w braku szacunku, w zapominaniu o Twoich ważnych sprawach, ważnych dla Ciebie momentach, w braku rozmowy, w braku zainteresowania, itd.

PS. O tego słowa mi brakowało: DETERMINACJA.
Jak zabraknie determinacji Twojej partnerce, dla której będziesz wyborem z braku laku, to nie zatroszczy się się o Ciebie tak jak na to zasługujesz, bo przecież maksimum jej możliwości uruchomiłby kto inny. Cierpieć będzie Twoja godność, poczucie własnej wartości, może w końcu pomyślisz, że tak ma być, że na to zasługujesz.

Każdy wybór może się odbijać czkawką. I nie przesadzajmy z tym, że wszystko jedno z kim się zwiążesz. Podstawowe założenie jest takie, że jednak z jakiś względów bierzesz daną osobę pod uwagę. Względy mogą być przeróżne. Nawet takie brutalnie pragmatyczne. Nie ma szans na stworzenie długiego związku z osobą do której czujemy np. odrazę, z którą nie mamy absolutnie żadnych punktów wspólnych.
Weź też pod uwagę to, że w trakcie trwania związku zmienia się też jego postrzeganie. W ogóle zmienia się związek. To całkowicie naturalne. Jeśli trafisz na osobę nieodpowiedzialną to ona się nie będzie o Ciebie troszczyć bez względu na to jak wasz związek się zaczynał. Ludzkie emocje, uczucia to nie jest coś stałego, tylko jest to zmienna. Tak jak pisałem wcześniej początkowy "kompromis", może po jakimś czasie okazać się "miłością życia", a początkowa "miłość życia" może zamienić się w "zgniły kompromis".

Ale my tu nie o tym mówimy. My mowiny o sytuacji gdy, jak to określasz, początkowy kompromis NIE przeradza się w miłość. Nadal jest tak sobie, a ludzie decydują się być z kimś z desperacji, bo mnie inny już nie zechce.
Co do "miłości zycia" to przecież logiczne, że i za 30 lat można się rozwieść  . Jak się tak załozy, to po co eogole wchodzić w związki;D

127

Odp: Desperacja - co to właściwie oznacza?
Magnolia88 napisał/a:

Ciekawa jestem zdania forumowiczów na ten temat smile

Desperacja to jest ostatnie stadium przed rezygnacją z czegoś smile kiedy nic kompletnie nie wychodzi smile jak się komuś oczywiście spieszy smile

128

Odp: Desperacja - co to właściwie oznacza?
Misinx napisał/a:

Parafrazując powiedzenie jednego klasyka, to bym powiedział, że nie jest ważne jak się zaczyna, ale jak się kończy big_smile Związek może się zacząć od wewnętrznego kompromisu, ale z czasem może się okazać, że ludzie się po prostu szczerze pokochają. Na podobnej zasadzie jak np. kolega, który z czasem okazuje się coraz bliższy i bliższy. I jakie wtedy ma znaczenie to co było na początku ? Żadne.

Właśnie znam osobiście takie relacje, tzn nie budowane od razu na początkowym wybichu namiętności. Wszystko rozwija się w miarę powoli, ludzie sa w stanie się dobrze poznać a nie tylko się sobą pozachwycać.Porónując to do pewnego procesu fizykochemicznego, nie spala się wszystko od razu szybko i gwałtownie, ale odywa etapami, które nie niszczą struktury smile

129

Odp: Desperacja - co to właściwie oznacza?
rossanka napisał/a:

Ale my tu nie o tym mówimy. My mowiny o sytuacji gdy, jak to określasz, początkowy kompromis NIE przeradza się w miłość. Nadal jest tak sobie, a ludzie decydują się być z kimś z desperacji, bo mnie inny już nie zechce.
Co do "miłości zycia" to przecież logiczne, że i za 30 lat można się rozwieść  . Jak się tak załozy, to po co eogole wchodzić w związki;D

A ja mówię o tym, że po pierwsze to co nam z zewnątrz wydaje się aktem desperacji, wcale nie musi tym być. A po drugie, nawet jeśli to desperacja, to wcale nie oznacza, że podyktowana nią decyzja jest zła. To jest kwestia indywidualna w każdym przypadku.

130

Odp: Desperacja - co to właściwie oznacza?
Misinx napisał/a:
rossanka napisał/a:

Ale my tu nie o tym mówimy. My mowiny o sytuacji gdy, jak to określasz, początkowy kompromis NIE przeradza się w miłość. Nadal jest tak sobie, a ludzie decydują się być z kimś z desperacji, bo mnie inny już nie zechce.
Co do "miłości zycia" to przecież logiczne, że i za 30 lat można się rozwieść  . Jak się tak załozy, to po co eogole wchodzić w związki;D

A ja mówię o tym, że po pierwsze to co nam z zewnątrz wydaje się aktem desperacji, wcale nie musi tym być. A po drugie, nawet jeśli to desperacja, to wcale nie oznacza, że podyktowana nią decyzja jest zła. To jest kwestia indywidualna w każdym przypadku.

Jak dla mnie to jest słabe być z kimś, kogo się nie lubi, albo obrzydza fizycznie-moeie o sobie, nigdy nie umiałam się przełamać  inaczej już dawno byłabym mężatką. A raczej rozwódka po roku chyba yikes
Nie macie pojęcia jak to jest iść na randkę, bo nie trzeba wybrzydzać, podczas  gdy źle się czujecie przy tej osobie, a przy próbie kontaktu fizycznego jest jak z bratem .

Posty [ 66 do 130 z 179 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Desperacja - co to właściwie oznacza?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024