Ela210 napisał/a:W relacjach międzyludzkich jak dla mnie desperacja oznacza to że bardziej kogoś interesuje fakt bycia z kimś poznania kogoś bycia w związku niż ta konkretna osoba. Po prostu skupienie na swoich celach nie na niej.
Tu mnie nurtuje pytanie postawione przeze mnie w temacie - czy da się tak być z kimś nie zważając, kim ta osoba jest? Przecież każdego dnia, każdej godziny, mogą wychodzić różnice nie do pogodzenia... Moim zdaniem to by długo nie potrwało, nie wierzę, że niedopasowanie nie zaczyna każdego prędzej czy później "uwierać"..
Kris_Doc napisał/a:Dla mnie desperacje jest wtedy kiedy jakaś osoba po zobaczeniu najmniejszej oznaki zainteresowania jest w stanie zrobić wszystko żeby tylko rozwianąć z tego relacje mimo że druga osoba robi znacznie mniej lub jest całkowicie bierna.
Zgodzę się ale tylko z pierwszą częścią wypowiedzi. Robienie zbyt dużo na samym początku, nie znając w ogóle kogoś i nie wiedząc, czy to ktoś dla nas wyjątkowy - tak, to desperacja. Natomiast jeśli druga osoba robi mniej, to może chwilę trzeba pozwolić dać się poznać, ale nie być natarczywym?;)
Kris_Doc napisał/a: Jeżeli chodzi o zagadywanie na ulicy czy w parkach to w samym zagadaniu ciężko nazwać zdesperowanym bo stwarza ono nową możliwość dla zagadującego i może on sobie tworzyć takie możliwości jak długo zechce.
Ja to widzę dokładnie tak samo, w takim zachowaniu nie widzę desperacji a jedynie stwarzanie okazji
Byłam tak zaczepiana kilka razy, ale właśnie z powodu takiego zaskoczenia mnie zawsze odpowiadałam wymijająco, ale mój unik nie był związany z samą osobą zaczepiającą, nad którą nawet nie miałam czasu się zastanowić w ogóle w takiej sytuacji.
rossanka napisał/a:Moje kryterium wyboru mężczyzn było takie, że umawiałam się z każdym, który zaproponował mi spotkanie. W 100 procentach mezczyzni ci nie podobali mi się, charakterologicznie też było różnie, często zmuszałam się do spotkań, choć nie chciałam, bo bałam się, że zaprzepaszcze okazję spotkania miłości, uważałam też, że każdemu należy się szansa.
Szczerze mówiąc nie nazwałabym tego desperacją. Jeżeli piszesz o spotykaniu się poznając facetów przez internet, to z własnego doświadczenia powiem, że każde takie spotkanie było dla mnie zaskoczeniem, a spotkana osoba zawsze mniej lub bardziej inna (na + lub -) od moich wyobrażeń po internetowym kontakcie. Nazwałabym to włąśnie dawaniem sobie szansy, stwarzaniem jej. Jeśli (załóżmy hipotetycznie zupełnie) 1 osoba na 100 mogłaby yć do nas dopasowana, to trzeba trochę jej poszukać i się pospotykać
Także jeżeli tylko czas Ci na to pozwalał nie widzę w tym nic złego
Co innego kontynuowanie znajomości, kiedy dana osoba w ogóle Ci nie odpowiadała - tu już byłaby desperacja.
rossanka napisał/a: Pozwolalam się im czasem dotykać , brać za rękę, chociaż brało mnie obrzydzenie, ale nie chciałam być niegrzeczna mowiac"zabierz reke". Żadnemu nigdy nie odmówiłam
Tu już niestety jest bardziej hardcorowy fragment, tak, to desperacja. Dlaczego uważasz za niegrzeczność odmawianie fizycznego kontaktu osobie, która Ci się nie podoba? Odmowa w tym przypadku to asertywność i stawianie granic, nie wyobrażam sobie, dać się dotknąć komuś, kto mi się nie podoba. Rossanko, skoro się brzydziłaś to jak widziałaś dalej ewentualne rozwijanie tej relacji?