Loka Otóż to!
Dokładnie tego typu znajomości miałem na myśli, bo akurat mam takie w swoim otoczeniu. Ludzie się znają ze wspólnych spotkań, wyjazdów, skupiających osoby o podobnych poglądach czy zaintereoswaniach, często dość specjalistycznych. Poznają się dokładniej i dłużej a potem jest na czym budować taką relację. Nawet charakterami mogą się nieco różnić(jendo bardziej żywiołowe a drugie trochę spokojne) i właśnie takich znajomych akurat mam, równoważy się im to jakoś w małżeństwie. Widzę po prostu, że ci ludzie są ze sobą razem, żyją zwykłym, normalnym życiem, bez jakiś tam wielkich fajerwerków i są szczęśliwi
Może po prostu uznali, żę te motylki i fajerwerki( w typowym rozumieniu) nie są najważniejsze? Zbudowali raczej coś, co się rozwijało wolniej i bez spektakularnych epizodów. Wiedzieli, że mają w sobie wiele wspólnego i na tym oparli swoje szczęście.
Tymczasem, mam wrażenie, że prędzej się coś rozpadnie, jak się gwałtownie zacznie. Kiedy to zauroczenie się wypala, to potem dochodzi się nagle do wniosku, żę zbyt wiele tych ludzi nie łączy.
edit:
Rox, to przekonanie, przynajmniej z boku, jest dośc dziwne..Dlaczego? Może dlatego, żę osoba podświadomie liczy na coś więcej i chce od razu wiedzieć na czym stoi..Poza tym, z góry wyklucza, że uczucie się zrodzi z czasem. To, że ja do kogoś nie czuję na początku nic, nie oznacza, że kiedyś nie poczuję. Kontakt jest, bo ludzie i tak się znają i regualrnie ze sobą się widują i jakoś stopniowo to się rodzi. Dlatego możę być trwalsze.
Jak ktoś potrafi bardzo szybko ocenić, czy dana osoba jest atrakcyjna/odpowiednia to tylko pogratulować..
Zresztą, jeśli jest tak, jak mówisz, to z tymi kolegami/przyjaciółmi widujesz się rzadko a cąły czas i tak szukasz kogoś innego..A wśród tych znajomych, ci ludzie regualrnie się widywali na stopie przyjacielskiej i koleżeńskiej, skupiając się na tym, co ich na owej stopie łączy. Jak to uczucie się zrodziło, to już musiałbym ich zapytać
Ale z pewnością powstało, tyle że pewnie wolniej i nie tak gwałtownie..:)