A moźe ktoś zdrapał z szafek wszystkie znaczki rodzaju męskiego ( grzybek, samochodzik, lekarz, kalosz) , a zostawił tylko żeńskie?
A moźe ktoś zdrapał z szafek wszystkie znaczki rodzaju męskiego ( grzybek, samochodzik, lekarz, kalosz) , a zostawił tylko żeńskie?
Skandal. Od siebie dodam jeszcze, że w przedszkolu mojego syna tylko woźny jest płci męskiej. Nie wiem jak my mężczyźni mogliśmy na to pozwolić...
dobrze że chociaż wożny, ja pamiętam tylko Panie wożne.
a moze Pan starał sieo pracę jako przedszkolanka i to temat polityczny jest.
69 2021-02-10 16:14:19 Ostatnio edytowany przez paslawek (2021-02-10 16:19:28)
A moźe ktoś zdrapał z szafek wszystkie znaczki rodzaju męskiego ( grzybek, samochodzik, lekarz, kalosz) , a zostawił tylko żeńskie?
Śledztwo trwa Zenek na tropie ![]()
Zenek odezwij się bo na forum może być wojna - początek końca cywilizacji.
Co zmalowały te przedszkolaki,jaki jest problem i źródło konfliktu,może uda się rozwiązać problem bez udziału ONZ,UE,KBWE,OBWE,Banku Światowego,Green Peace,NATO,Red Pills,Kazi Szczuki.
W tym momencie faktycznie powiało grozą i upadek europejskiej cywilizacji widać gółym okiem ,o wyginięciu chromosomu Y nie wspomnę
Zalezy jak definiowac cywilizacje. Czy wedlug Ciebie Polska to europa w kulturowym tego slowa znaczeniu?
Wiele negatywnych cech zachodu jak naprzyklad rasizm, materializm czy szowinizm przejela caly czas rosnaca cywilizacja Chinska i jest to jeden z filarow ich wzrostu. Kultura na zachodzie znacznie zmienila przez ostatnie lata ale o ile przyjety zostanie jakis rozsadny model gospodarczy zachod bedzie istnial bo ludzie dalej czuja jakas jednosc. Polska z kolei upadnie demograficznie. Polskie kobiety masowo rodza dzieci obcokrajowcom ktorzy najczesciej wywodza sie z krajow kulturowo bardzo ofensywnych jak Turcja czy kraje Arabskie. Dzieci te nie beda czuly zadnego przywiazania do kultury Polskiej co doporowadzi do stopniowej agonii polskiej panstwowosci. A Polscy mezczyzni? Przegralismy biologicznie i w pewnym momencie albo wszyscy umra albo beda starali sie ukryc swoje pochodzenie.
A co do tematu to jest on raczej smieszny. Kobiety uwielbiaja silnych mezczyzn ktorzy nimi pomiataja ale do tego musza byc oni jeszcze dla nich bardzo atrakcyjni (niekoniecznie znaczy przystojni). Biedni, zapracowani i wyprani z energii do zycia Polacy tacy poprostu nie sa a ciezko blefowac i zgrywac mocnego jak na kazdym kroku czarno na bialym wychodzi ze jest sie slabym.
Zgadzam się z Elą.
Tak mnie zawsze zastanawialo jak to jest jak związek tworzy dwójka ludzi o mocno przywódczych charakterach a jak, jak dwójka bardzo uległych charakterów. I którym ciężej.
Moi rodzice to dwie silne, dominujące osobowości, no i im nie bardzo wyszło, z tym, że to był tylko jeden z powodów rozpadu związku. Podstawowym była niewierność.
paslawek napisał/a:W tym momencie faktycznie powiało grozą i upadek europejskiej cywilizacji widać gółym okiem ,o wyginięciu chromosomu Y nie wspomnę
Zalezy jak definiowac cywilizacje. Czy wedlug Ciebie Polska to europa w kulturowym tego slowa znaczeniu?
Wiele negatywnych cech zachodu jak naprzyklad rasizm, materializm czy szowinizm przejela caly czas rosnaca cywilizacja Chinska i jest to jeden z filarow ich wzrostu. Kultura na zachodzie znacznie zmienila przez ostatnie lata ale o ile przyjety zostanie jakis rozsadny model gospodarczy zachod bedzie istnial bo ludzie dalej czuja jakas jednosc. Polska z kolei upadnie demograficznie. Polskie kobiety masowo rodza dzieci obcokrajowcom ktorzy najczesciej wywodza sie z krajow kulturowo bardzo ofensywnych jak Turcja czy kraje Arabskie. Dzieci te nie beda czuly zadnego przywiazania do kultury Polskiej co doporowadzi do stopniowej agonii polskiej panstwowosci. A Polscy mezczyzni? Przegralismy biologicznie i w pewnym momencie albo wszyscy umra albo beda starali sie ukryc swoje pochodzenie.
A co do tematu to jest on raczej smieszny. Kobiety uwielbiaja silnych mezczyzn ktorzy nimi pomiataja ale do tego musza byc oni jeszcze dla nich bardzo atrakcyjni (niekoniecznie znaczy przystojni). Biedni, zapracowani i wyprani z energii do zycia Polacy tacy poprostu nie sa a ciezko blefowac i zgrywac mocnego jak na kazdym kroku czarno na bialym wychodzi ze jest sie slabym.
Taki nick jak Twój sam w sobie zapowiada chore teorie ![]()
73 2021-02-10 17:12:28 Ostatnio edytowany przez Gary (2021-02-10 17:17:38)
Po dzisiejszej rozmowie z matką przedszkolaka do głosu ponownie doszło pytanie które od wielu miesięcy siedzi w mojej głowie. Kieruje je głównie do ojców, mężów.
Dlaczego nie chcecie być głowami swoich rodzin, dlaczego nimi nie kierujecie i nie nadajecie im tonu, tonu w wychowywaniu dzieci, zarządzaniu domem, finansami.
Nie chcecie podejmować decyzji i brać za nie odpowiedzialności? Dlaczego?
Odpowiedź jest zadziwiająco prosta.
Był Adam i Ewa i mieli synka Jasia. Adam pracował dużo, aby Ewie i Jasiowi było w życiu dobrze. Ewa nawet nie musiała pracować, skupiła się na Jasiu, prowadzeniu domu, fitnesie. Jasiu miał wszystko, kolorowe zabawki, ciuszki z fajnym znaczkiem, komóreczkę dziecinną, mini komputerek... POtem się uczył w szkole, Ewa z nim razem siedziała (bo tak wszyscy rodzice robią...), a jak nauczycielka była nieodpowiednia, to walczyła przez kuratorium i dyrekcję (bo inni rodzice też walczyli). Jasiu żył pod kloszem mamy. Nic nie musiał, nie miał obowiązków. Stał się nastolatkiem, wciąż się uczył i uczył, angielskiego, francuskiego i muzyki. Dostał się na dobre studia. Mając 24 lata poznał dziewczynę Marysię, która też kończyła dobre studia -- Ewa tę dziewczynę zaakcetpowała, więc i Jasiu był zadowolony. Po studiach się zaręczyli, bo mama Ewa mówiła, że najpierw dyplom, bo na życie jest czas. Za rok był ślub, a potem Jasiu zrobił jedno dziecko i drugie dziecko. Pracował na bezpiecznym etacie, a gdy miał dostać awans na większą odpowiedzialność, to po konsultacji z żoną (nieważna) i z mamą (potajemna, ważna), odrzucił propozycję.
Ale Jasiu nie był głową rodziny. Gdy kłócił się z żoną to konsultował to z mamą. Mama mówiła jaka synowa jest zła. Radzili razem jak spowodować, aby życie Jasia było lepsze. Bo jego koledzy choć nie uczyli się tak dobrze, i nie mają takiego prestiżowwego zawodu, ani nie znają tylu języków, no i na gitarze też nie grają Beatelsów, jakoś lepiej sobie w życiu radzą...
Marysia, żona Jasia też jest z "dobrego domu". Też miała podłożone wszystko pod nos, miała się tylko uczyć. Ale rodzina jakoś nie funkcjonuje dobrze. Jasiu jest ciapowaty, nie odkleił się od mamy. Nie walczy o ich dzieci, jak pani w szkole nakrzyczy, albo da tróję jak dziecko miało średnią 3.71, a przecież od 3.7 powinna być czwórka.
Jasiu, i drugi Jasiu, i trzeci i dziesiąty spowodują, że nastaną ciężkie czasy. Mężowie będą słabi, więc kobiety będą musiały sobie lepiej radzić od swoich mężów. Ostrzej będą chować dzieci, w dyscyplinie, bo nie będą miały innego wyjścia -- mąż pasożyt, ona na etacie, a tu jeszcze dziecko. To dziecko stanie się silniejszym mężczyzną z kiepskiej rodziny. Obieca sobie, że jego rodzina będzie lepsza. Nastaną lepsze czasy z silnymi mężczyznami.
I ten cykl będzie się powtarzał w kółko...
Silni mężczyźni spowodują, ża czasy będą dobre. W dobrych czasach matki wychowają słabych mężczyzn. Słabi mężczyźni zrobią ciężkie czasy. W ciężkich czasach kobiety wychowają silnych synów. Silni synowie znowu stworzą dobre czasy.
Stoicie z boku i patrzycie jak wasze żony przejmują wasze funkcje ( bo tak wygodniej ) pod pozorem partnerstwa zwalacie na nie wszystkie decyzje, dlaczego?
Jasiu myślisz, że to widzi? Nie widzi... Najpierw matka, potem żona musi być głową rodziny.
I na końcu - nie pokazujecie swoim dzieciom zdrowych wartości w życiu, tego że w życiu trzeba czasem upaść, że czasem jest ból, czasem trzeba być pokornym a czasem pokazać przysłowiowe "jaja", swoim synom że bezpieczeństwo nie jest najważniejsze, że ważne jest ryzyko i związana z tym odpowiedzialność.
Co Ty nie powiesz? Czy Jasiu musiał upadać? Nie, nigdy... Mama obroniła... Czy jako dorosły wykształcony Jasiu na etacie ma jakiś ból? Nie... dostaje pensję, jest zdolnym pracownikiem. Czy musi ryzykować? Nieeee... Odpowiedzialność? Niekoniecznie....
Produkcja zakłamanych miłych facetów sięga zenitu, mili mężowie, z silnymi poglądami w spodniach swoich kobiet, a za kulisami słabi, bezdecyzyjni, leniwi i tchórzliwi...
Myślisz, że Jasiu wychowuje swoje dzieci? Nieeee... nie wychowuje, bo on nigdy nic nie musiał -- Ewa, jego matka zawsze wszystko za niego robiłą.
Zero autorytetu...zero męskości na wszystkie pytania gotowi odpowiedzieć: Idź spytaj mamy...
Jaki atorytet? Hę? Ewa Jasia wychowała... Jasiu nie wie co to jest autorytet. Co najwyżej mama, która robiła drakę w szkole o oceny, nauczycielkę, i że Rysiu złamał mu ołówek.
To trochę moje żale, ale naprawdę ogarnia mnie wściekłość gdy widzę takie rodziny i to jakie konsekwencje to za sobą niesie.
Rzym musi spłonąć, cywilizacja europejska kończy się na naszym oczach.
Musi, musi... ale w ciężkich czasach chłopcy staną się mężni... pod okiem kobiet, któ©ym jest ciężko łączyć życie i opiekę nad dziećmi...
74 2021-02-10 17:20:49 Ostatnio edytowany przez SaraS (2021-02-10 17:21:13)
Zenka wizje jako takie trochę zero-jedynkowe mi się jawią.
Albo facet z autorytetem, głowa rodziny, samiec alfa, moc podejmowania decyzji i zarządzania rodziną, albo mała wystraszona ciapa, która trwożliwie chowa się za żoniną spódnicą, byle tylko nie musieć wyrazić własnego zdania. Naprawdę nie ma nic pomiędzy? Takiego, na przykład - o, to będzie doprawdy szalony pomysł - wspólnego podejmowania decyzji? Wymiany opinii, pomysłów, szukania rozwiązań? Niee... No jakby takie dziwo mogło istnieć... Rozmowa? Podział obowiązków? Uzupełnianie się? Uu, kto to słyszał, toż to wymysły obłąkanych umysłów.
Ciekawe, jak się żyje w takim świecie.
Taki nick jak Twój sam w sobie zapowiada chore teorie
Oh jak milo, nie ma to jak konstruktywna rozmowa.
Do tego co napisał Gary, dorzucę, że na to zjawisko też wpływają niepełne rodziny, gdzie w zasadzie tylko matka wychowuje dzieci, a facet jest tatusiem na wakacje i weekendy albo w ogóle nieobecny. Jak w takiej rodzinie chłopak ma się nauczyć jak być mężczyzną, jak z domu wynosi obraz zacharowującej się na maksa kobiety i beztroskiego ojca, który albo pełni tylko role kumpla do zabawy albo kogos kto nie chce ponosić żadnej odpowiedzialności?
R_ita napisał/a:"Jest kilka odwiecznych zasad, które rządzą wszystkim w życiu. Mówiąc konkretnie- trudne czasy kształtują silnych ludzi, silni mężczyźni tworzą dobre czasy, dobre czasy rodzą słabych, a słabi tworzą ciężkie czasy. Dobrobyt produkuje pasożyty, a nie bojowników (...)"
Dziwnym trafem feministki (nazwa żeńska, nie chodzi o płeć), najbardziej aktywni są w dobrobycie i jak się spokojnie dzieje. Jak np. grozi powódź, feministek brak. Kiedyś jedną z feministek zapytano, gdzie były np. podczas stanu wojennego? Na co ona odpowiedziała. No przecież ktoś musiał robić kanapki bohaterom. Co oczywiście nie świadczy o tym, że nie było odważnych kobiet.
Ciekawe czy traktowałbyś o feminizmie, gdybyś wiedział kogo cytowałam ![]()
Ja z racji starania się pozostawania względnie biernym obserwatorem zmian społecznie zachodzących i dopatrywania się słuszności obu frontów... to po tej wypowiedzi nawet nie będę się z Tobą Prego przepychać. Tymi paroma słowami uzmysłowiłeś- myślę, że nie tylko mnie- praktycznie zerową wiedzę na temat więcej niż ostatnich 150 lat. Jeśli chcesz takie tematy podnosić, dokształć się proszę nie tylko historycznie.
nie pokazujecie swoim dzieciom zdrowych wartości w życiu, .
..tylko wylewacie żale na babskich forach...
Po dzisiejszej rozmowie z matką przedszkolaka do głosu ponownie doszło pytanie które od wielu miesięcy siedzi w mojej głowie. Kieruje je głównie do ojców, mężów.
Do ojców i mężów... To umieściłeś to pytanie na właściwym forum.
80 2021-02-10 19:42:50 Ostatnio edytowany przez prego (2021-02-10 19:45:34)
Tymi paroma słowami uzmysłowiłeś- myślę, że nie tylko mnie- praktycznie zerową wiedzę na temat więcej niż ostatnich 150 lat. Jeśli chcesz takie tematy podnosić, dokształć się proszę nie tylko historycznie.
Wymień choć ze 3 wydarzenia historyczne Chętnie doczytam.
Walkę o prawa kobiet pomijamy, to się nie liczy, bo feministki wszystko biorą jako jedyną własną zasługę. ![]()
81 2021-02-10 19:48:10 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2021-02-10 19:50:14)
Może Autor powinien postawić takie pytanie na męskim forum? W każdym razie, umieszczenie tytułowego posta nie dało zbyt dużo efektów, bo nie wiadomo tak naprawdę o co chodziło w rozmowie z panią przedszkolanką. Choć po sposobie, w jaki Autor się wyraził, przypuszczam, podobnie jak SaraS, że widzi on tą sprawę zbyt czarno-biało: żadnych pośrednich możliwości między patriachalną głową rodziny a bezwolną "pipą", która daje sobą pomiatać i nie chce podjąć się żadnego zadania.
Co do rządzenia, to nie lubię osobiście tego słowa, już lepiej brzmi "zarządzanie". Zawsze sobie wyobrażałem, że jeśli spotykają się dwie osoby dominujące, to naprawdę ciężko cokolwiek wypracować, bo każdy usilnie próbuje przeforsować swoje racje. Z dwiema uległymi może być problem. Natomiast nie wiem, czy słuszne jest uznawanie, iż jeśli jedna jest tą bardziej dominującą a druga uległą, oznacza to, iż jest tam jakaś wielka przepaść, bo czy tak jest zawsze? Chyba raczej nie..? ![]()
82 2021-02-11 09:41:52 Ostatnio edytowany przez zwyczajny gość (2021-02-11 10:25:45)
Paradoks gender. ![]()
Im więcej kobiety chcą równości i niezależności.....tym bardziej tęsknią potem za silnymi i zdecydowanymi mężczyznami, rycerzami co by je na rękach nosili, bad boyami.....
I z wypiekami na twarzy oglądają filmy typu "50 twarzy Greya" marząc by je ktoś piękny i bogaty sponiewierał....
Do tego co napisał Gary, dorzucę, że na to zjawisko też wpływają niepełne rodziny, gdzie w zasadzie tylko matka wychowuje dzieci, a facet jest tatusiem na wakacje i weekendy albo w ogóle nieobecny. Jak w takiej rodzinie chłopak ma się nauczyć jak być mężczyzną, jak z domu wynosi obraz zacharowującej się na maksa kobiety i beztroskiego ojca, który albo pełni tylko role kumpla do zabawy albo kogos kto nie chce ponosić żadnej odpowiedzialności?
Mówiłem, że będzie ciśnięcie po facetach. ![]()
Najtrudniej rozmawia się o mentalności. Dlatego łatwiej rozmawiać o stereotypach, np. o facetach, beztroskich leniach, wykorzystujących te biedne kobiety.
Zwyczajny gość poruszył trochę problematykę. Na kobiecym forum nie wypada mówić, co jest faktycznie najczęstsza przyczyną rozpadania się małżeństw.
Beyondblackie napisał/a:Do tego co napisał Gary, dorzucę, że na to zjawisko też wpływają niepełne rodziny, gdzie w zasadzie tylko matka wychowuje dzieci, a facet jest tatusiem na wakacje i weekendy albo w ogóle nieobecny. Jak w takiej rodzinie chłopak ma się nauczyć jak być mężczyzną, jak z domu wynosi obraz zacharowującej się na maksa kobiety i beztroskiego ojca, który albo pełni tylko role kumpla do zabawy albo kogos kto nie chce ponosić żadnej odpowiedzialności?
Mówiłem, że będzie ciśnięcie po facetach.
Najtrudniej rozmawia się o mentalności. Dlatego łatwiej rozmawiać o stereotypach, np. o facetach, beztroskich leniach, wykorzystujących te biedne kobiety.
Zwyczajny gość poruszył trochę problematykę. Na kobiecym forum nie wypada mówić, co jest faktycznie najczęstsza przyczyną rozpadania się małżeństw.
A czy ja Ci piszę, że to WYŁĄCZNIE wina facetów? Przecież wiadomo, że nie każda kobieta traktuje malżeństwo poważnie i czasem nawet świadomie decyduje się na samotne macierzyństwo. Większość rozwodów jest z powództwa kobiet. Poza tym, nierzadko też sie zdarza, że po rozwodzie, matka nastawia dzieci przeciw ojcu. Także, ten teges...
85 2021-02-11 11:25:13 Ostatnio edytowany przez kamiloo86 (2021-02-11 11:33:41)
Dużo rodzin wychowuje się bez ojca, matka go nie zastąpi, to nie jest problem żadnej cywilizacji Europejskiej tylko całego świata - - - - > patrz murzynskie gangi w Usa gdzie wiekszosc się wychowuje z rozbitych rodzin.
Świata nie ogarniesz, wychowaj swoją rodzinę jak trzeba. Światem nie rządzą kobiety, tylko w wiekszosci są to starsi mezczyzni i to oni wciaz nadają ton temu światu a jak gdzieś się pojawia kobieta to tez pokazuje wysoki poziom testosteronu i te rządy jakościowo wcale się nie różnią wiele - patrzy Merkel, czy Iron Lady
A odnośnie innych kwestii 8 na 10 rozwodów inicjuje kobieta.
Kobiety czesto zdradzają żeby sprawdzić swoją wartość rynkową i podnieść samoocenę.
Znam sporo domów gdzie facet ogarnia dziecko i dba o porządek i czystość a kobieta ani nie umie sprzątać ani zająć się dzieckiem, nie myśl plcią, kazdy człowiek jest inny, raz beznadziejni są faceci, innym kobiety.
86 2021-02-11 11:39:12 Ostatnio edytowany przez merle (2021-02-11 11:47:56)
A odnośnie innych kwestii 8 na 10 rozwodów inicjuje kobieta.
Skąd takie info?
EDIT:
Z tego co na szybko wyczytałem, raczej proporcja jest 2 z 3 pozwów wychodzi od kobiet. To i tak spora dysproporcja. Okazuje się, że to kobiety częściej są niezadowolone z małżeństwa do tego stopnia, że decydują się na rozwód.
Najwyraźniej instytucja małżeństwa się nie bardzo sprawdza.
87 2021-02-11 11:56:28 Ostatnio edytowany przez Monoceros (2021-02-11 11:57:05)
Ja tylko zapytam, kto tutaj tęskni za "silnym mężczyzną" i co to znaczy? Pytam serio, nie w celu prowokacji. Widzę w tym jakieś dziwne marzenie, utopię, której nikt nie potrafi wyjaśnić, ale tak sobie powtarzamy jak to dobrze by było, gdyby był "silny mężczyzna".
Tylko co wtedy? Kobieta "mogłaby być sobie słaba" i już wszystko byłoby OK?
Oczywiście. O tym właśnie piszę, że nie ma takich instrumentów. Albo uda Ci się wypracować odpowiednią relację albo nie, a i tak w okresie dojrzewania rodzice schodzą na bardzo daleki plan i choćbyś nie wiem jak się starała, Twoje dziecko może zacząć obracać się w bardzo szemranym towarzystwie. Tak samo jak w patologicznych rodzinach zdarzają się złote dzieci, które świetnie sobie układają życie.
Znów. Sytuacja, którą opisałem z najstarszym dzieckiem żony, tutaj po prostu nie udało się stworzyć odpowiedniej relacji pomiędzy nami. I to mimo wielu prób z mojej strony, aż w końcu odpuściłem. I tak jak piszę, odpowiedzialność nie była stricte moja, ale zachowanie najstarszego odbijało się już na moich dzieciach, a realnie niewiele mogłem zrobić. Bicie to tylko skrajny przykład i nigdy go nie wykorzystałem przez lata bycia ojcem, ale dobrze by było, żeby jakaś świadomość możliwych konsewkencji w głowach nastolaktów istniała. Tymczasem oni świetnie orientują się w swoich prawach, a na obowiązki często mają wywalone. I nic nie zrobisz, możesz tylko przeczekać w nadziei, że z czasem się poprawi (że dojrzeją).
[...]
Pisanie, że trzeba je sobie wypracować jest prawdą, ale niezawsze się da. A jak się nie uda, to nie masz nic, żadnego realnego instrumentu (czyt. dzieci nie ponoszą żadnych konsekwencji niesłuchania rodziców mimo że prawo mówi, że są im winne posłuszeństwo).
Odniosę się też do tego, co dawno temu w poście 46 napisał merle. Niezależnie od tego, czy klaps jest "dobrą metodą czy złą", jest zwyczajnie NIESKUTECZNA. No i to jest fakt. Nie przynosi zamierzonych efektów, które ma w głowie rodzic stosujący taki "instrument". (Np. rodzic myśli: nauczę go szacunku, posłuszeństwa - nie, uczysz w ten sposób dziecko strachu i oszukiwania).
I druga rzecz. Marzy mi się taka edukacja, że każdy wychodząc ze szkoły będzie wiedział, że nastolatek fizycznie nie jest zdolny do pojmowania konsekwencji. Wynika to z prostego faktu, że jego kora przedczołowa przebudowuje się przez wiele lat i w czasie, kiedy się oczekuje od nastolatków przewidywania przyszłości, to oni nie mają do tego narzędzia, jest odcięte, niekompletne, nierozwinięte do końca.
Dlatego nastolatek BARDZO potrzebuje rodziców, chce być z nimi w relacji, są ważni, chce z nimi rozmawiać i pytać, ale nie chce być pouczany w tej rozmowie. Szuka partnera do wymiany, kogoś, komu bezpiecznie może powiedzieć o swoich szalonych myślach, z kim może się posprzeczać, z kim może skonfrontować swoje poglądy, i nie zostanie za to obśmiany czy strofowany. Są potrzebne mu zarówno wyjaśnienia, jak i granice.
Ale że rodzice sobie tak grabią w trakcie dzieciństwa różnymi rzeczami, że dziecko w okresie nastoletnim ma już w głowie tylko niechęć do rodziców, to jest wina rodziców.
Problem rozbitych rodzin istniał niestety od zawsze. Drażniącą kwestię, którą poruszył zwyczajny a które może wielu facetów nie rozumie, jest właśnie to, że współcześnie kobieta pragnie być samodzielna i niezależna, silna, ale cały czas potrzebuje takkiego faceta, który ma więcej wspólnego z patriachalną głową rodziny, niż z ową "miękką pipą", których według autora wątku jest coraz więcej. Z jednej strony jest to zrozumiałe, ale osobiście mam wrażenie, że owa "pipowatość" jest bardzo często przywoływana i stosowana zbyt pochopnie. Niektórzy oczekują w życiu możę zbyt dużo, chcą coraz więcej i więcej, a druga strona zwyczajnie nie nadąża. Osoba dobrze zarabiająca, na wsyokim stanowiku często musi po prostu sporo czasu spędzać poza domem, bo tego wymaga zawód. Zatem druga strona może czuć się zbyt samotna i przytłoczona, jednak kiedy tylko pada słowo o zwolnieniu tempa, to nieraz przecież podnoszą się głosy protestu, związane w wizją utraty profitów, jakie niewątpliwie wiążą się z byciem partnerem kogoś na wysokim stanowisku. Tak źle i tak niedobrze. Może niektórzy zbyt dużo wymagają od siebie i od innych?
Paradoks gender.
Im więcej kobiety chcą równości i niezależności.....tym bardziej tęsknią potem za silnymi i zdecydowanymi mężczyznami, rycerzami co by je na rękach nosili, bad boyami.....
I z wypiekami na twarzy oglądają filmy typu "50 twarzy Greya" marząc by je ktoś piękny i bogaty sponiewierał....
Żeby to jeszcze jakoś ogłaszali od jakiego poziomu liczy się piękność i bogatość, to by człowiek miał jakiś jasny kierunek w życiu. A tak, kurła wszystko po omacku...
Jedną z rzeczy, które wyniosłam z tego forum, to przekonanie, że najwięcej o silnych mężczyznach, których ponoć tak bardzo potrzebują kobiety wiedza i mówią ci najsłabsi. Przeważnie sami są odrzucani przez kobiety i sfrustrowani, albo w związku, w którym służą tylko jako byki rozpłodowe i bankomaty
Problem rozbitych rodzin istniał niestety od zawsze. Drażniącą kwestię, którą poruszył zwyczajny a które może wielu facetów nie rozumie, jest właśnie to, że współcześnie kobieta pragnie być samodzielna i niezależna, silna
Dalej te feministyczne mity. Proszę Cię, lwia większość kobiet w te banialuki nie wierzy. Wiesz jaki procent głosów dostała feministyczna partia, pod nazwą Parta kobiet w wyborach?
kamiloo86 napisał/a:A odnośnie innych kwestii 8 na 10 rozwodów inicjuje kobieta.
Skąd takie info?
EDIT:
Z tego co na szybko wyczytałem, raczej proporcja jest 2 z 3 pozwów wychodzi od kobiet. To i tak spora dysproporcja. Okazuje się, że to kobiety częściej są niezadowolone z małżeństwa do tego stopnia, że decydują się na rozwód.
Najwyraźniej instytucja małżeństwa się nie bardzo sprawdza.
My coraz mocniej kopiujemy styl życia Usa więc wiele zjawisk społecznych u nas ma podobny wymiar i statystykę, u nas się już rozpada w Warszawie 49 na 100 zawieranych małżeństw w ciągu 3 lat od zawarcia - Warszawa
Zrodlo:
According to a study conducted by wf-lawyers.com, about 50% of marriages in the United States end in divorce. Of those divorces, about 80% are initiated by women"
"
93 2021-02-11 12:23:12 Ostatnio edytowany przez Salomonka (2021-02-11 12:27:05)
Feminizm to nie walka z mężczyznami
Seksmisja to był film, w prawdziwym życiu kobiety lubią mężczyzn. Ogólnie to walka o równouprawnienie kobiet, dlatego rozumiem fakt, że partia kobiet nie zdobyła zbyt wielu głosów. Nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie popierał radykalizmu w żadnej postaci. Dziś kobiety są wykształcone i wiedzą, co dla nich jest dobre.
94 2021-02-11 12:33:39 Ostatnio edytowany przez Misinx (2021-02-11 12:33:51)
Feminizm to nie walka z mężczyznami
Seksmisja to był film, w prawdziwym życiu kobiety lubią mężczyzn. Ogólnie to walka o równouprawnienie kobiet, dlatego rozumiem fakt, że partia kobiet nie zdobyła zbyt wielu głosów. Nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie popierał radykalizmu w żadnej postaci. Dziś kobiety są wykształcone i wiedzą, co dla nich jest dobre.
Trzeba powiedzieć otwarcie, że Feminizm to dość szeroki nurt i ma też swoje ekstremum, które jest bardzo antymęskie i wręcz nienawidzi mężczyzn. Niestety ich działanie stanowi raczej szkodę dla "zwykłego" Feminizmu.
95 2021-02-11 12:34:25 Ostatnio edytowany przez kamiloo86 (2021-02-11 12:34:56)
Umówmy się zarówno wiele kobiet jak i mężczyzn wcale nie wie czego chce, stad potem ta cała idea wrzucania ludzi w pewne ramy i tęsknota za przeszłością, duzo zależy od domu rodzinnego. Jedni mają wzorce gdzie domem rządziła kobieta, inni facet. Podswiadomie czasem to w nas tkwi. Ważne żeby w związek z 2 człowiekiem wchodzić swiadomie i przepracowac wcześniej deficyty, które każdy z nas ma. Mówienie że facet ma być alfa, beta, omega jest tylko jedną z wielu teorii która stara się ubrać w pewne ramy fakt ze coraz mniej jest wartości i rozmowy między ludźmi a coraz więcej przemocy i dominacji. Stąd coraz więcej samotnych ludzi w związku.
raczej proporcja jest 2 z 3 pozwów wychodzi od kobiet. To i tak spora dysproporcja. Okazuje się, że to kobiety częściej są niezadowolone z małżeństwa .
Druga strona tego medalu jest taka, że chyba większość ślubów też inicjują kobiety. Także i tu na forum tematy w rodzaju 'jak zmusić go do oświadczyn' są standardem...
97 2021-02-11 12:51:14 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2021-02-11 13:20:23)
Skoro tak wiele małżeństw (czy związków w szerszym zakresie) się rozpada, może to oznaczać, że ludzie nie dobierają się kompletnie pod względem charakterów, bo ciężko przypuszczać, że ktoś po tylu latach może się zmienić o 180 stopni. Odnosi się nieodparte wrażenie, że często jedna strona(albo obie wzajemnie) próbują zmienić tą drugą na swoją modłę i wyobrażenie, pozbawiając ją wszystkiego, co do tej pory było dla niej ważne. To trochę takie pseudowychowanie, gdzie jedna strona pokazuje palcem, co druga musi czy powinna zmienić w swoim życiu, aby związek się dobrze rozwijał. Poza tym, czy to nie jest tez tak, że jeśli ktoś uważa nas za słabego, to rzeczywiście my okazujemy się być słabi, czy może to druga połowa wymaga zbyt dużo, wyobrażając sobie,że wszystko się będzie dziać pod jej dyktando? Jeśli inni ludzie mają o nas dobre zdanie a tylko nasz połówka twierdzi inaczej, to już może dawać do myślenia..
Widzę, że kolejny wątek zmienia się w dyskusję „trwałość vs jakość” związku.
Kiedyś to ludzie żyli krócej, więc jakoś z sobą wytrzymywali oraz nie mieli specjalnie opcji na życie w pojedynkę, bo zależeli od siebie pod zbyt wieloma względami, więc się z sobą męczyli i zaciskali zęby.
Skoro tak wiele małżeństw (czy związków w szerszym zakresie) się rozpada, może to oznaczać, że ludzie nie dobierają się kompletnie pod względem charakterów, bo ciężko przypuszczać, że ktoś po tylu latach może się zmienić o 360 stopni. Odnosi się nieodparte wrażenie, że często jedna strona(albo obie wzajemnie) próbują zmienić tą drugą na swoją modłę i wyobrażenie, pozbawiając ją wszystkiego, co do tej pory było dla niej ważne. To trochę takie pseudowychowanie, gdzie jedna strona pokazuje palcem, co druga musi czy powinna zmienić w swoim życiu, aby związek się dobrze rozwijał. Poza tym, czy to nie jest tez tak, że jeśli ktoś uważa nas za słabego, to rzeczywiście my okazujemy się być słabi, czy może to druga połowa wymaga zbyt dużo, wyobrażając sobie,że wszystko się będzie dziać pod jej dyktando? Jeśli inni ludzie mają o nas dobre zdanie a tylko nasz połówka twierdzi inaczej, to już może dawać do myślenia..
Ale co daje do myślenia? Przecież to nie inni ludzie będą z tobą żyć Bagienniku, ale twoja żona (przyszła). To z nią będziesz dzielił stół i łoże. Mało jest przykładów tego, że facet (kobieta też, żeby nie było) ma dla wszystkich innych miłą, pomocną twarz, a w domu psychol, alkoholik, przemocowiec, damski bokser? Z resztą bez drastycznych przykładów, wystarczy że dla innych ktoś ma czas, zrobi wiele a w domu dzieckiem się nie zajmie, kranu nie naprawi tylko leży na kanapie z piwem albo mecze ogląda. Nie poznasz nikogo, zanim nie zjesz z nim beczki soli i naprawdę przekonałam się, że wiele w tym prawdy.
Skoro tak wiele małżeństw (czy związków w szerszym zakresie) się rozpada, może to oznaczać, że ludzie nie dobierają się kompletnie pod względem charakterów, bo ciężko przypuszczać, że ktoś po tylu latach może się zmienić o 360 stopni. Odnosi się nieodparte wrażenie, że często jedna strona(albo obie wzajemnie) próbują zmienić tą drugą na swoją modłę i wyobrażenie, pozbawiając ją wszystkiego, co do tej pory było dla niej ważne. To trochę takie pseudowychowanie, gdzie jedna strona pokazuje palcem, co druga musi czy powinna zmienić w swoim życiu, aby związek się dobrze rozwijał. Poza tym, czy to nie jest tez tak, że jeśli ktoś uważa nas za słabego, to rzeczywiście my okazujemy się być słabi, czy może to druga połowa wymaga zbyt dużo, wyobrażając sobie,że wszystko się będzie dziać pod jej dyktando? Jeśli inni ludzie mają o nas dobre zdanie a tylko nasz połówka twierdzi inaczej, to już może dawać do myślenia..
O 180 stopni, ale ja się zgadzam.
101 2021-02-11 13:20:08 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2021-02-11 13:24:25)
Ale co daje do myślenia? Przecież to nie inni ludzie będą z tobą żyć Bagienniku, ale twoja żona (przyszła). To z nią będziesz dzielił stół i łoże. Mało jest przykładów tego, że facet (kobieta też, żeby nie było) ma dla wszystkich innych miłą, pomocną twarz, a w domu psychol, alkoholik, przemocowiec, damski bokser? Z resztą bez drastycznych przykładów, wystarczy że dla innych ktoś ma czas, zrobi wiele a w domu dzieckiem się nie zajmie, kranu nie naprawi tylko leży na kanapie z piwem albo mecze ogląda. Nie poznasz nikogo, zanim nie zjesz z nim beczki soli i naprawdę przekonałam się, że wiele w tym prawdy.
W porządku
Tylko czy nie bierzesz pod uwage innej możliwości? Akurat takiej, o której wspomniałem? Choćby wtedy, kiedy dana osoba jest zaślepiona uczuciem a nie widzi, że ta druga połówka zwyczajnie jej/go nie szanuje, wymaga nie wiadomo czego, nie wspiera w codziennym życiu, ale już dla siebie tego wsparcia wymaga. Problem, kiedy wszystko staje się jednostronne, kiedy rzeczywiście jedna strona się stara i robi, co może a druga tego zwyczajnie nie docenia. Zresztą to, o co mi chodziło, to w szczególności to prowadzenie za rękę i pokazywanie, jak ma czyjes życie wyglądać i próba zmiany drugiego człowieka, którą widac zresztą dość często w opisywanych wątkach.
Trzeźwy osąd z zewnątrz zawsze się przydaje ![]()
102 2021-02-11 13:57:24 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2021-02-11 13:58:08)
Kobiety są niezależne i cenią mężczyzn którzy im na tę niezależność pozwalają.
Niezależność nie oznacza braku szacunku czy szukania lepszego portu 3 lata po ślubie.
Nie wiem po co w ogóle ludziom ślub skoro jak po 3 latach się rozwodzą to znaczy że po 2 mają dość.
Może sobie w ogóle te śluby przed 30 odpuście. Moje pokolenie zakładając rodzinę ok 22 25 lat jako 30 latki mialo już dwójkę dzieci często.i konkretne plany życiowe.
Może po prostu dojrzewacie dłużej teraz.
Definicja silnego mężczyzny nakazującego coś kobiecie jest po prostu archaiczna. Powiedziałabym że mężczyzna jest silny siłą spokoju i szacunku dla partnerki ale powinien też czegoś od niej wymagać w związku wymagać nie wymuszać.
Dziwne że wielu Panów wbrew o biega za Karynami.
A potem płacze
Autor rzucił gorący temat i poszedł po popcorn ![]()
Ja tylko zapytam, kto tutaj tęskni za "silnym mężczyzną" i co to znaczy? Pytam serio, nie w celu prowokacji. Widzę w tym jakieś dziwne marzenie, utopię, której nikt nie potrafi wyjaśnić, ale tak sobie powtarzamy jak to dobrze by było, gdyby był "silny mężczyzna".
Tylko co wtedy? Kobieta "mogłaby być sobie słaba" i już wszystko byłoby OK?
Generalnie zgadzam się z Tobą tutaj... że mowa jest o pewnych nierealnych oczekiwaniach, czyli mieć ciastko i je zjeść.
Odpowiadzieć na Twoje pytanie, mogę tylko przez pryzmat własnych, męskich doświadczeń. Osobiście dla mnie wystarczy chemia fizyczna, dobre serce, by partnerka potrafiła się otworzyć, bym był kochany i byśmy mieli podobny system wartości. Resztę można dograć w praniu. Gdy to mam, nie szukam na boku i jestem szczęśliwy. Proste? Proste.
Kobieta może być silna, słaba, może zarabiać kupę kasy lub może nie pracować wcale (o ile sam jestem w stanie całej rodzinie zapewnić byt), to nie ma znaczenia. Znaczenie ma tylko, żebyśmy się umieli dogadać. Każdy ma wady i zalety. Można patrzeć na szklankę w połowie pełną lub w połowie pustą. Wolę patrzeć na tą pierwszą połowę. Skoro się z kimś na poważnie wiążę tzn. że nie będę próbował tej osoby na siłę zmienić. Akceptuję ją. Co nie znaczy, że jak czymś wkurzy, należy to przemilczeć.
Myślę, że nie jestem jakimś odosobnionym przypadkiem i wielu mężczyzn mogłoby się pod tym podpisać. My lubimy prostotę, nie lubimy komplikować i szukać dziury w całym. Żyj i daj żyć.
Do drugiej części się nie odniosę, bo to jak otwarcie puszki Pandory ![]()
Co do rządzenia, to nie lubię osobiście tego słowa, już lepiej brzmi "zarządzanie". Zawsze sobie wyobrażałem, że jeśli spotykają się dwie osoby dominujące, to naprawdę ciężko cokolwiek wypracować, bo każdy usilnie próbuje przeforsować swoje racje. Z dwiema uległymi może być problem. Natomiast nie wiem, czy słuszne jest uznawanie, iż jeśli jedna jest tą bardziej dominującą a druga uległą, oznacza to, iż jest tam jakaś wielka przepaść, bo czy tak jest zawsze? Chyba raczej nie..?
Moim zdaniem w takich dyskusjach błędem jest - może nieświadome - wychodzenie z założenia, że jedyną rzeczą determinującą zachowanie w kontaktach międzyludzkich jest skłonność do dominacji lub uległości. Gdyby tak było, gdyby nic poza tym nie miało znaczenia, to jasne: weźmiemy dwóch dominujących i cały czas będą usiłowali postawić na swoim, weźmiemy dwóch uległych - nikt nie wyjdzie z inicjatywą. Tylko że w rzeczywistości (a nie - w czysto hipotetycznej sytuacji, w której rozważamy wpływ wyłącznie dwóch przeciwstawnych cech i niczego poza tym) zachowanie zależne jest od wielu innych czynników. Jeżeli pominiemy osoby, u których potrzeba dominacji/uległości jest tak silna, że zakrawa o zaburzenie i nadaje się do psychoterapii (czyli "NIGDY się nie odezwę, nawet, jeśli chcę" oraz "ZAWSZE musi być mojemu, nawet jeśli mi nie zależy"), to zostaną nam osoby mniej lub bardziej takie czy takie, które motywowane są do konkretnego działania przez multum innych czynników, a nie tylko przez tę jedną cechę.
Na przykładzie: mi i mojemu partnerowi bliżej do dominacji, w każdym razie na pewno nie jesteśmy ulegli. Tylko co z tego? Przecież:
- jeżeli poruszam jakąś kwestię, to dlatego, że jest dla mnie ważna, a nie dlatego, że jestem dominująca - motywacja;
- jeżeli partner mnie wysłucha, to dlatego, że jest zainteresowany tym, co ktoś, na kim mu zależy, ma do powiedzenia, a nie dlatego, że sam jest uległy - emocje, uczucia;
- jeżeli potrzebujemy dłuższej dyskusji, to dlatego, że chcemy poznać zdanie drugiej osoby, dowiedzieć się, na ile to dla kogo ważne, pogadać o możliwych rozwiązaniach, a nie dlatego, że jesteśmy dominujący - świadomość tego, co jest niezbędne do budowania relacji;
- jeżeli jedno drugiemu ustąpi, to np. dlatego, że wie, że dla drugiego akurat ta sprawa była ważniejsza, a nie dlatego, że jest uległy - znowu motywacja albo cokolwiek innego właściwie, bo przecież powodów ostatecznie podjętej decyzji może być mnóstwo.
I można by tak długo wymieniać...
Tak że uważam, że jeśli nie mówimy o totalnie skrajnych przypadkach, typu "zawsze po mojemu", "nigdy się nie odezwę", to skłonność do bycia dominującym/uległym stanowi tylko składową (i to raczej niewielką) tego, co prowadzi do danego zachowania w relacjach, bo motywowani do działania jesteśmy przede wszystkim przez inne rzeczy.
Natomiast nie twierdzę, oczywiście, że to w ogóle nie ma odzwierciedlenia w zachowaniu - ma, ale przede wszystkim w tych relacjach i sytuacjach, gdzie wiele powyższych powodów odpada, czyli najczęściej chyba w relacjach, powiedzmy, mniej ważnych. Bo tak: jeśli para planuje wakacje i ona chce jechać tylko z nim, a on - w większym gronie, to pogadają i podejmą jakąś decyzję. Jeżeli jednak to ktoś tam - X - usłyszy, że chcą jechać sami na wakacje, i zaproponuje wspólny wyjazd, to:
- bardziej dominująca osoba odpowie, że nie, że jadą sami, bo w tej relacji nie istnieją te powody, które sprawiały, że z partnerem podejmowała dyskusję; nie ma przekonania, że trzeba znaleźć rozwiązanie, nie wchodzą w grę /tak silne/ uczucia, emocje, nie ma powodu, dla którego ta osoba miałaby uważać, że zdanie X jest w tej sprawie równie ważne, jak jej itd. - zostaje przede wszystkim to, że ma skłonności do dominacji, więc decyzja będzie taka, a nie inna;
- z kolei bardziej uległa osoba może odpowiedzieć, że dobrze, jedźcie, bo jej z kolei znikną powody, dla których z partnerem by rozmawiała; może będzie się czuła mniej komfortowo, dyskutując z kimś nie tak bliskim, może zniknie motywacja, bo uzna, że w końcu z X kontakt jest mniejszy niż z partnerem, więc jak raz ustąpi, to świat się nie zawali, bo to "tylko raz" i większych konsekwencji nie będzie itd. - kiedy odpadną powody, dla których z partnerem "walczyła o swoje", zostaje uległość.
I to i tak jest, wiadomo, w dużym uproszczeniu, ale tak tylko chciałam zwrócić uwagę na to, że rozpatrywanie WYŁĄCZNIE tych dwóch cech jest bardzo... niemiarodajne. Na pewno każdy zna osoby dominujące, z którymi się świetnie dogaduje, i takie, z którymi dogadać się nie da. Tak samo na pewno każdy zna osoby uległe, z którymi można coś ustalić, jak i te, z którymi kontakt może być trudniejszy niż z dominującymi. To tylko skłonności do jakiegoś zachowania; one nie determinują tego, czy dana osoba chce się porozumieć czy nie - a to jest przecież klucz.
106 2021-02-11 15:25:02 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2021-02-11 16:25:25)
SaraS Akurat miałem na myśli sytuacje, kiedy to wyraźnie daje się odczuć ową dominację i uległość, spowodowaną chęcią kontroli samą w sobie. Jeśli w ciągu dziesiątków przypadków jest tak, że jedna osoba stawia na swoim, to coś tu chyba nie gra, prawda? Sporo jest pewnie takich związków, gdzie można sobie słuchać drugiej strony, dyskutować czy próbować znaleźć kompromis, ale i tak końćowy wynik jest zawsze bliższy jednej stronie, tej dominującej. Może to przekonanie, że dana osoba/płeć powinna "rządzić" a może też przekonanie o własnej nieomylności czy słuszności swojego podejścia? W dodatku, kiedy padają słowa o potrzebach czy ważności, to wtedy druga strona zaczyna mięknąć, bo wie, jak blisko znajduje się groźba konfliktu. Gorzej, jeśli w drugą stronę nie jest to zachowane a najgorzej, kiedy nie padają żadne argumenty czy słowa tłumaczące daną decyzję, lecz coś w stylu "bo ja tak powiedziałem/am i już". Zapewne osoby takie nie zdają sobie sprawy, że ich charakter zbliża się już do fazy zaburzenia i nalezy coś z tym zrobić, jeśli relacja ma przetrwać. Mało jest takich związków, gdzie jedna strona jest podporządkowana drugiej? I to nawet nie uciekając się specjalnie do żadnej przemocy czy czegoś podobnego..
Jak już o wakacjach mowa, to osobiście widziałbym problem, gdyby nawet grupa znajomych(niekoniecznie potencjalna partnerka) zaproponowali wspólny wyjazd gdzieś, gdzie głównym zajęciem byłby tzw "bierny odpoczynek". Wyjazd na tydzień czy nie daj Boże dłużej- choćby nie wiem, gdzie to było - ja się osobiście na coś takiego nie piszę, nawet, jakbym bardzo dobrze znał tych znajomych i wiedziałbym, że sa spoko ekipą. Jeśli jednak mają zamiar spędząc czas w stylu bohaterów "Pamiętników z wakacji"(basenik, drineczki, plaża disco), to ja dziękuję. Wytrzymałbym dzień, może dwa i miałbym dość.
Oczywiście, że są osoby, które muszą zawsze postawić na swoim, tyle że - jak to ze skrajnościami - myślę, że jest ich zdecydowanie mniej niż tych, powiedzmy, umiarkowanych, skierowanych bardziej w jedną czy drugą stronę. Poza tym obieranie takich za przykład to trochę tak, jakby dyskutować o związkach z alkoholikiem tłukącym żonę - można, ale wiadomo, że taka osoba do związku się nie nadaje, raczej nie zmieni tego sama i właściwie koniec dyskusji. Dlatego skupiłam się na pozostałych. Bo o ile to nie jest patologiczna potrzeba dominacji/uległości, tylko jakaś tam skłonność, to ta skłonność sama w sobie nie musi stanowić problemu. Można być dominującym lub uległym ORAZ umieć rozmawiać, szukać kompromisów itd., bo za tym nigdy nie stoi tylko jedna cecha, a do nich dochodzą jeszcze wyuczone zachowania, normy itd. Założenie, że każdy dominujący będzie stawiać na swoim, jest takie samo jak założenie, że każdy facet mający ochotę na seks będzie gwałcicielem, a każda kobieta, która chce zostać matką, wrobi kogoś w dziecko - totalnie bez sensu. Na to, czy i jak umiemy rozmawiać, ma wpływ wiele rzeczy, i tak samo o tym, czy uprawiamy seks/staramy się o dziecko, nie decyduje WYŁĄCZNIE ochota. Poza - właśnie - patologiami. ![]()
108 2021-02-11 19:49:17 Ostatnio edytowany przez zwyczajny gość (2021-02-11 19:56:18)
zwyczajny gość napisał/a:Paradoks gender.
Im więcej kobiety chcą równości i niezależności.....tym bardziej tęsknią potem za silnymi i zdecydowanymi mężczyznami, rycerzami co by je na rękach nosili, bad boyami.....
I z wypiekami na twarzy oglądają filmy typu "50 twarzy Greya" marząc by je ktoś piękny i bogaty sponiewierał....Żeby to jeszcze jakoś ogłaszali od jakiego poziomu liczy się piękność i bogatość, to by człowiek miał jakiś jasny kierunek w życiu. A tak, kurła wszystko po omacku...
Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia - stara prawda. Czasem wystarczy gdy rycerz porwie swoją wybrankę luksusowym samochodem Skoda Octavia i wywizie do apartamentu w SPA - FWP Czarodziejka V w Polanicy Zdrój ![]()
Jedną z rzeczy, które wyniosłam z tego forum, to przekonanie, że najwięcej o silnych mężczyznach, których ponoć tak bardzo potrzebują kobiety wiedza i mówią ci najsłabsi. Przeważnie sami są odrzucani przez kobiety i sfrustrowani, albo w związku, w którym służą tylko jako byki rozpłodowe i bankomaty
Czyli uważasz, że ci słabi są sami winni swojego losu?
109 2021-02-11 23:39:03 Ostatnio edytowany przez Snake (2021-02-11 23:45:44)
Kobiety są niezależne i cenią mężczyzn którzy im na tę niezależność pozwalają.
A co z kobietami, które:
- nie są niezależne,
- cenią mężczyzn, którzy o nie dbają w szerokim tego słowa znaczeniu,
- lubią ten stan i uważają za naturalny?
Może od razu wyznaczyć w systematyce jakieś podgatunki: kobieta prawdziwa, kobieta nieprawdziwa, albo kobieta nowoczesna i kobieta zacofana (w domyśle głupia, niewykształcona, bita, zastraszona)?
W końcu grunt, to dobrze zaszufladkować! Bez tego cały porządek świata diabli biorą!
Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia - stara prawda. Czasem wystarczy gdy rycerz porwie swoją wybrankę luksusowym samochodem Skoda Octavia i wywizie do apartamentu w SPA - FWP Czarodziejka V w Polanicy Zdrój
Coś w tym jest! Długo płakałem jak mi żona zarzuciła, że w ramach kryzysu wieku średniego kupiłem sobie nową furę żeby dupy wozić.
Kombi.
Diesel.
Spalanie 5,6 litra na 100.
A może jeszcze nic nie wiem o świecie i są jakieś panny, które na coś takiego lecą? ![]()
110 2021-02-11 23:59:43 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2021-02-12 00:03:21)
Nigdzie nie napisałam że takie są nieprawdziwe.
Moja mama tak ma i są z ojcem fajnym małżeństwem.
Jak się ludzie dobiorą to nie problemu.
Ale wiele kobiet jest niezależnych i tu przecież zgłaszany jest problem.
Poza tym wielu Panów nie chce takiej tradycyjnej żony a często te które na taki model postawią pozostają z niczym bo mąż się zmywa ok 50 .
Moja córka po akcji ojca powiedziała że nie planuje żadnego męża tylko karierę bo to nie ma sensu.
Mam ja przekonywać do innego modelu?
Zapewnić że może postawic na karierę męża i dzieci? To chyba bym jej nie kochała.
Ale wiele kobiet jest niezależnych i tu przecież zgłaszany jest problem.
No to ok, aczkolwiek nieprawomyślnie zmodyfikowałbym to na: wielu LUDZI jest niezależnych. Ewentualnie na LUDZIE mają różne wizje życia.
Jako mianowany seksista zwykłem klasyfikować kobiety jako LUDZI, wbrew ciemnym przesądom, że LUDZIE, to mężczyźni.
Poza tym wielu Panów nie chce takiej tradycyjnej żony a często te które na taki model postawią pozostają z niczym bo mąż się zmywa ok 50
Ha! Powiało optymizmem! Znaczy jeszcze wszystko przede mną! ![]()
Moja córka po akcji ojca powiedziała że nie planuje żadnego męża tylko karierę
No bo 'karierę' się robi tak samo jak wychodzi za mąż. Ot, się bierze i się robi... Tak po prostu. Realizm pokolenia fejsbuka...
Jak córka popracuje 12 godzin na dobę przez - powiedzmy- 10 lat, bez sobót, często bez niedziel, o wakacjach nawet mowy nie ma, to wtedy wróćcie do tematu....
Bo tak się robi karierę. Tylko tak i rzadko kiedy się udaje.
Ale mężczyźni są zawsze niezależni.
Społeczeństwo im od zawsze zezwalało na nie zajmowanie się domem i dziećmi jeśli utrzymują dom. Nawet ojciec 3 dzieci nie brał zwykle wolnego w pracy gdy dzieci miały anginy.
Ale mężczyźni są zawsze niezależni.
Społeczeństwo im od zawsze zezwalało na nie zajmowanie się domem i dziećmi jeśli utrzymują dom. Nawet ojciec 3 dzieci nie brał zwykle wolnego w pracy gdy dzieci miały anginy.
Jeśli ojciec 3 dzieci zacznie brać wolne w pracy za każdym razem, gdy któreś dziecko jest chore, to mu te dzieci szybko z głodu pozdychają.
Zabawy w 'oboje rodzice pracują' są wykonalne przy jednym, góra dwójce dzieci. Przy dużej rodzinie bez efektywnego podziału ról się nie obejdzie.
Facet który zarabia na utrzymanie domu zajmuje się dziećmi w takim samym stopniu jak kobieta, która opiekuje się nimi w domu - tylko w innym zakresie.
Kobiety są naturalnie predysponowane do zajmowania się dziećmi i domem, a mężczyźni do zarabiania. Taki układ po prostu jest bardziej wydajny i to nie żadne 'społeczeństwo' tylko życie tak ten świat urządziło.
Ale mężczyźni są zawsze niezależni.
Społeczeństwo im od zawsze zezwalało na nie zajmowanie się domem i dziećmi jeśli utrzymują dom. Nawet ojciec 3 dzieci nie brał zwykle wolnego w pracy gdy dzieci miały anginy.
To się od zawsze nazywało - pragmatyzm. Wolne bierze ten z rodziców, który przynosi do domu mniej dutków. Zwolnienie, 80 % pensji mniejszej czy większej mniej kosztuje CAŁĄ rodzinę? Rodzic A, żeby nie stosować określeń dyskryminujących płeć zarabiając 5 razy więcej niż rodzic B powie - kochanie, ja posiedzę z chorym dzieckiem 2 tygodnie, a ty:
- zaakceptujesz brak 20% z 5 razy większej pensji rodzica A,
- pokryjesz różnicę w dochodach RODZINY.
Stanowisko rodzica B dla mnie jest dość oczywiste w większości sytuacji ale to nie oznacza, że jedyne możliwe.
Ciekawe, że dla ciebie codzienna orka na utrzymanie trójki dzieci i żony, to przejaw niezależności, ogólnej swobody i niemalże życia jak tzw. niebieski ptak.
Żeby było śmieszniej. Bezapelacyjnie wychowałem się w tzw. tradycyjnej rodzinie. Ojciec zarabiał na rodzinę w pracy podstawowej, pracach dodatkowych, dbał o techniczne funkcjonowanie domu itp. Całą pensję oddawał matce i nie interesowało go jak i skąd pojawiało się jedzenie na stole. Nie interesowało go jak dom robi się czysty, a ubrania uprane. No chyba, że trzeba było naprawić odkurzacz czy pralkę. Matka oczywiście jak to w czasach słusznie minionego reżimu pracowała normalnie na etacie.
Dziś moja matka, już jako babcia nie może się nadziwić skąd jej synom wzięło się, że:
- pracują,
- robią zakupy (żony jej synów praktycznie nie pojawiają się w sklepach spożywczych),
- płacą wszystkie domowe rachunki (mój ojciec nic nie wiedział w tej materii, nie po to oddawał żonie pensję żeby sobie zawracać głowę rachunkiem za prąd, czynszem itp.),
- sprzątają i gotują (tu muszę się posiłkować głównie przykładem braciaka, ja to raczej okazyjnie jak trzeba trochę zabrylować he, he),
- zajmują się dziećmi ile tylko trzeba (brat pensja państwowa zbliżona do takiejże państwowej bratowej, ja od zawsze wolny strzelec, który zarabiać może i w knajpie, i przy kołysce),
- ogarniają dziecięce potrzeby i zainteresowania (mój ojciec ogarniał tylko swoje zainteresowania realizowane przez synów, naszych własnych nie ogarniał traktując je jako jakieś nowomodne czy wręcz dziecinne pierdoły). My spełniamy życzenia dzieci, próbując w miarę możliwości, a czasem właśnie zaharowując się spełnić ich oczekiwania, życzenia, potrzeby jak głupie by się nam nie wydawały.
Nie przeszliśmy żadnego nowomodnego szkolenia jak nowocześnie żyć. Obaj mamy po 40-tce. Obaj po prostu założyliśmy rodziny i żyjemy jak nam się wydaje najlepiej.
Niezależność? Nazwałbym to raczej niewolnictwem. Jeśli wiem, że aby utrzymać RODZINĘ, nie mnie osobiście, muszę co miesiąc przynieść do domu dajmy na to 15 koła złotych, to jaki jest mój margines niezależności? Ze niby mogę pie*****ć tym wszystkim i zawołać, że jadę w Bieszczady? Acha....
Niezależność? Nazwałbym to raczej niewolnictwem.
Bingo. Tak naprawdę to każda płeć ma ciężko, ale która płeć żyje krócej? Kobiety przeciętnie 82, a mężczyźni tylko 74. A jak z wiekiem emerytalnym? 60 vs 65. Czyli średnio panie pobawią się na emeryturze 22 lata, a panowie 9. Jest różnica?
Panowie tyrają dłużej i nie mają przerw w karierze związanych z ciąża i opieką nad noworodkami.
Akurat w dzisiejszym świecie to panowie musieli dużo więcej na siebie wziąć niż wcześniej. Ciągle oczekiwanie jest, że to mężczyzna zapewni byt rodzinie (ale jednocześnie będzie bardzo wspierał partnerkę w obowiązkach domowych i w opiece nad dziećmi), a w przypadku kobiety jej praca to "nice-to-have". Kobieta może wybrać karierę, mężczyzna wręcz musi. Mężczyźni żyją po prostu pod większą presją, nie bez powodu średnią długość życia obu płci dzieli aż 8 lat.
Mężczyźni dostali nowe obowiązki w tym nowoczesnym świecie, a w tym samym czasie wszystkie ich dotychczasowe obowiązki zostały. Czy panie mogą powiedzieć o sobie to samo?
Tak naprawdę to każda płeć ma ciężko,
Ciężko to mieli x-set lat temu, gdy co roku rodziło się nowe dziecko, co drugi rok któreś umierało. Od świtu do nocy zasuwało się w polu, a i tak większość zabierały wojska, stale i wesoło maszerujące wzdłuż i wszerz kontynentu realizując chore ambicje posranych władców.
W porównaniu z tym, zarówno kobiety jak i mężczyźni mają dzisiaj jedne wielkie wczasy od urodzenia aż po kres życia.
A to powszechne marudzenie, narzekanctwo i licytowanie się kto ma gorzej jest epidemią gorszą niż średniowieczna dżuma.
Ciężko to mieli x-set lat temu, gdy co roku rodziło się nowe dziecko, co drugi rok któreś umierało. Od świtu do nocy zasuwało się w polu, a i tak większość zabierały wojska, stale i wesoło maszerujące wzdłuż i wszerz kontynentu realizując chore ambicje posranych władców.
W porównaniu z tym, zarówno kobiety jak i mężczyźni mają dzisiaj jedne wielkie wczasy od urodzenia aż po kres życia.
A to powszechne marudzenie, narzekanctwo i licytowanie się kto ma gorzej jest epidemią gorszą niż średniowieczna dżuma.
Było ciężko, ale i tak było mniej stresu. Dziś wiele rodzin ma kredyt na dom, kredyt na samochód i tak naprawdę jak się komuś powinie noga, może być pozamiatane.
Natomiast co do licytowania się kto ma gorzej, przedstawiłem po prostu fakty, nie wymysły. Mam dość narzekania na kryzys męskości. Nie jesteśmy mrówkami, żeby od rana do wieczora zaiwaniać. Trzeba mieć trochę zrozumienia dla drugiej osoby i stawiać realne oczekiwania, a nie "mission impossible".
Te wszystkie ruchy kobiece, jak feminizm. Czy męskie, ostatnio coraz bardziej aktywne. Kierują ludzie mający problemy w relacjach z druga płcią.
Gdy tak się na to popatrzy z boku, to w sumie te same manipulacje do głowy ludziom ładują. Typu kobieta i mężczyzna są niezależni, w sumie do niczego nie potrzebują drugiej płci. Twierdza, że wystarczy się rozwieść, albo nie wiązać z nikim i będziesz szczęśliwy.
120 2021-02-12 10:20:07 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2021-02-12 10:21:36)
Jednym słowem, jak ktoś chce uniknąć podwójnej dawki tego stresu, to niech rodziny nie zakłada. Problemy w pracy czy związane z samym sobą to i tak mniej niż gdyby się człowiek miał przejmowac kimś jeszcze?
Chcąc, nie chcąc żyjemy w trochę innych czasach, niż jeszcze te kilkadziesiąt lat temu. Jakość życia czy nawet zwykła przyzwoitość a także możliwości, jakie ku temu istnieją, nakazują, abym poza pracą interesował się jeszcze tym, co się w domu dzieje. Mając czas czy możliwości, nie widzę nic zdrożnego w zrobieniu zakupów, posprzątaniu domu czy podkuraniu, co wielu facetów uważa za jakąś hmm obrazę męskości czy coś...?
Zgadzam się natomiast z tym, że od faceta się WYMAGA z zewnątrz, aby spełniał właśnie te swoje dawne role, jak i te nowe,z których część przypisana była dawniej kobietom. Dopóki oboje partnrzy potrafią dojść do porzumienia i dogadywać się w tych kwestiach, problem nie istnieje. Gorzej jednak, kiedy na jedną ze stron zwali się za dużo lub każda zaczyna udowadniać drugiej, że to ona więcej łoży na utrzymanie domu czy wychowanie dzieci. Czy to matka czy to ojciec próboują wykazać, że ich wkład jest ważniejszy od tej drugiej, kiedy obia się tak naprawdę uzupełniają.
merle W punkt! ![]()
Bagienni_k jesteś tu długo na forum. Powiedz tak z lektury forum, jacy faceci są najczęściej zdradzani? Ci co zwalają dużo roboty na kobiety, zaglądają do kieliszka, czy ogólnie kiepsko traktują kobiety. Czy jednak ci spokojni, ułożeni, wykonujący swoje obowiązki domowe, starający się dogadywać.
Było ciężko, ale i tak było mniej stresu. Dziś wiele rodzin ma kredyt na dom, kredyt na samochód i tak naprawdę jak się komuś powinie noga, może być pozamiatane.
A to proponuję zapoznać się co na wsi znaczyło słowo przednówek. Dwa, na wsi mało kto gospodarzył na swoim. Pańszczyzna czyli życie na ziemi pana i właściciela, i odrabianie zapłaty za ziemię pracą przeszła płynnie w czynsze. Czyli dalej życie na cudzym i praca żeby przede wszystkim spłacić czynsz za ziemię. W miastach życie na czynszu za mieszkanie. Mój dziadek został wyprawiony w dorosłe życie poza rodzinnym domem mając 12 lat. To był wiek umożliwiający podjęcie samodzielnej walki o byt.
123 2021-02-12 11:22:19 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2021-02-12 11:48:32)
W biografiach wielu podróżników czy odkrywców(szczególnie żeglarzy) można wyczytać, że taki 15 latek zaciąga się do służby na morzu. Wyobrażacie sobie dzisiaj analogiczną sytuację? ![]()
A to proponuję zapoznać się co na wsi znaczyło słowo przednówek. Dwa, na wsi mało kto gospodarzył na swoim. Pańszczyzna czyli życie na ziemi pana i właściciela, i odrabianie zapłaty za ziemię pracą przeszła płynnie w czynsze. Czyli dalej życie na cudzym i praca żeby przede wszystkim spłacić czynsz za ziemię. W miastach życie na czynszu za mieszkanie. Mój dziadek został wyprawiony w dorosłe życie poza rodzinnym domem mając 12 lat. To był wiek umożliwiający podjęcie samodzielnej walki o byt.
Dobra, dobra
Nie będę się kłócił. Niemniej stres jako pojęcie zdefiniowany został jakoś w połowie ubiegłego wieku. Ogólnie uznaje się, że obecne czasy (mowa oczywiście o okresach pokoju, nie wojen) są bardziej stresujące niż powiedzmy tez 300 lat temu. Czy to dobra diagnoza, nie wiem. Fakt jest jednak taki, że żyjemy w czasach, gdzie nie rozumiemy świata bardziej niż kiedyś (tzn rozumiemy bardziej, ale znacznie więcej wiedzy jest do przyswojenia). Gdzie do ogarnięcia jest więcej pojęć i obowiązków. Gdzie ludzie coraz bardziej się specjalizują, a jednocześnie o fachowców coraz ciężej.
Nie ma co patrzeć na przeszłość. Obecnie widać, że równouprawnienie nałożyło na mężczyzn więcej obowiązków. Rozwodów jest coraz więcej i mimo tego, żeśmy tacy niby oświeceni, coraz trudniej nam się odnaleźć w świecie. Mamy więcej możliwości, ale chyba nie do końca umiemy z nich poprawnie korzystać. Przez koncupcjonizm i wyścigi szczurów ludziom brakuje równowagi.
Nie sposób się nie zgodzić merle. Najgorsze w tym wszystkim, to chyba to szybkie tempo życia, jakie jest narzucane, które jednocześnie zaburza to poczucie równowagi między ciągłym korzystaniem i doskonaleniem się a świętym spokojem ![]()
W biografiach wielu podróżników czy odkrywców(szczególnie żeglarzy) można wyczytać, że taki 15 latek zaciągła się do służby na morzu.Wyobrażacie sobie dzisiaj analogiczną sytuację?
15 latek na morzu, to już powinien być wilk morski
Mój pradziadek miał 12 dzieci i co najmniej dwóch synów w takim wieku ok. 12 lat pogonił z domu. Z tego co wiem nawet nie względu na biedę, bo pradziad był z porządnych gospodarzy. Jego dom wciąż stoi, kolejne pokolenia w nim mieszkają. Po prostu pradziad dzieci lubił ale niekoniecznie gdy osiągały już wiek, kiedy wyrostek lubi się odszczekiwać. No i mój dziadek poszedł do pracy, znalazł sobie kąt do mieszkania i wykształcił się terminem na rzemieślnika. Tuż przed II wojną światową jako 35-latek był już pan pełną gębą. Na zdjęciach z babcią w futrach, kapelusz, te sprawy
Gdyby dziadek był żyd, to mające te 12 lat po prostu wsiadłby na statek do Ameryki
Kiedyś znalazłem stronę ze spisami imigrantów do USA na przełomie XIX i XX wieku. Ile tam znalazłem nazwisk z mojego rodzinnego miasteczka właśnie z tego okresu! Gdyby dziadek wtedy popłynął do USA, to dziś byłbym na 100 % szczęśliwym konsumentem majątku zrobionego przez dziadka i kumulowanego przez trzy pokolenia. A tak dziadek za sanacji zdołał dorobić się porządnego warsztatu, wręcz zakładu produkującego maszyny, jeszcze kupił nowiutką, murowaną kamienicę od Żydówki (choć z lekka była ona naruszona wojną), wystawił sklep babci. Potem komuchy go gnębiły przez lata, bo był synem kułaka i prywaciarzem.
MagdaLena1111 napisał/a:Jedną z rzeczy, które wyniosłam z tego forum, to przekonanie, że najwięcej o silnych mężczyznach, których ponoć tak bardzo potrzebują kobiety wiedza i mówią ci najsłabsi. Przeważnie sami są odrzucani przez kobiety i sfrustrowani, albo w związku, w którym służą tylko jako byki rozpłodowe i bankomaty
Czyli uważasz, że ci słabi są sami winni swojego losu?
Ależ skąd :-/
Wiesz co wg mnie świadczy o sile mężczyzny, ale też kobiety, czyli człowieka?
Nie to, że nie zalicza upadków. Nie to, że nie ma problemów. Nie to, że nie ma słabości, słabszych dni, jest wrażliwa(y) czy krucha(y).
Ale to, jak się podnosi z trudnych życiowych sytuacji, jak mierzy się z problemami, jak wyciąga wnioski z własnych potknięć, jak nie poddaje i nie rezygnuje w dążeniu do akceptacji i/lub usunięcia własnych słabości.
Już się nauczyłam, że niektórzy nad sobą pracują, a inni narzekają na forum, jaki to świat jest zły, jakie to kobiety są złe, dają wyraz swoim frustracjom narzekając na kobiety, albo się z nimi wykłócając. Sam jeden z drugim nie za bardzo nad sobą pracuje, ale teorii na temat kobiet, relacji z nimi mają cały wór. Oczywiście oni są biedni, wszystkiemu winien ten świat, kiedyś to było lepiej itd.
Już się nauczyłam, że niektórzy nad sobą pracują, a inni narzekają na forum, jaki to świat jest zły, jakie to kobiety są złe, dają wyraz swoim frustracjom narzekając na kobiety, albo się z nimi wykłócając. Sam jeden z drugim nie za bardzo nad sobą pracuje, ale teorii na temat kobiet, relacji z nimi mają cały wór. Oczywiście oni są biedni, wszystkiemu winien ten świat, kiedyś to było lepiej itd.
Mam nadzieję, że nie pijesz do mnie ![]()
Ludzie są różni bez względu na płeć i prawda leży po środku.
Poza tym można robić obie rzeczy, tzn. narzekać jeśli jest na co oraz pracować nad sobą, jeśli jest nad czym. Te rzeczy się wzajemnie nie wykluczają.
Dobrze jest czasem ponarzekać i zrzucić z siebie jakiś tam ciężar.
Natomiast przez moje osobiste doświadczenia z ostatnich miesięcy faktycznie trochę straciłem wiarę w płeć piękną. Pewnie to nieuczciwie mierzyć ponad połowę ludzkości przez pryzmat pojedyńczych osób, ale jak to śpiewali "jeszcze będzie przepięknie, jeszcze będzie normalnie" ![]()
Ja tak sobie myślę, że to u nas pokutuje takie przeświadczenie, ze dziecko to jeszcze ktoś kto ma np. 25 lat.
Na przykładzie sportu. Pamiętacie ten wypadek kolarzy na Tour de Pologne. Chłopaki mieli niewiele lat, a obaj już znani i niestety bezwzględni w osiąganiu swoich celów.
Inny przykład to zaskoczenie jednego z dziennikarzy sportowych, gdy pojechał pooglądać klub PSG w Paryżu. Był zaskoczony, tym że tam młodzi piłkarze wiek 15-16 lat , są doskonale przygotowani do gry pod względem motorycznym, taktycznym i technicznym - prawie dorosli piłkarze, czekający na szansę na grę w pierwszym składzie.
MagdaLena1111 napisał/a:Już się nauczyłam, że niektórzy nad sobą pracują, a inni narzekają na forum, jaki to świat jest zły, jakie to kobiety są złe, dają wyraz swoim frustracjom narzekając na kobiety, albo się z nimi wykłócając. Sam jeden z drugim nie za bardzo nad sobą pracuje, ale teorii na temat kobiet, relacji z nimi mają cały wór. Oczywiście oni są biedni, wszystkiemu winien ten świat, kiedyś to było lepiej itd.
Mam nadzieję, że nie pijesz do mnie
Ludzie są różni bez względu na płeć i prawda leży po środku.
Poza tym można robić obie rzeczy, tzn. narzekać jeśli jest na co oraz pracować nad sobą, jeśli jest nad czym. Te rzeczy się wzajemnie nie wykluczają.
Dobrze jest czasem ponarzekać i zrzucić z siebie jakiś tam ciężar.
Natomiast przez moje osobiste doświadczenia z ostatnich miesięcy faktycznie trochę straciłem wiarę w płeć piękną. Pewnie to nieuczciwie mierzyć ponad połowę ludzkości przez pryzmat pojedyńczych osób, ale jak to śpiewali "jeszcze będzie przepięknie, jeszcze będzie normalnie"
Nie merle, nie o Tobie i nie do Ciebie to :-)
Wręcz przeciwnie, uważam, że dobrze sobie radzisz, jak na dół, który jest obecnie Twoim udziałem i wskazane jest nawet, abyś sobie trochę odpuścił i pozwolił na słabość.
Bardziej mi chodziło ludzi, którzy mają taki styl bycia, tj. niewiele z sobą robić, tylko narzekać, udowadniać, że to cały świat wokół jest zły, mieć postawę roszczeniową itd.