Po dzisiejszej rozmowie z matką przedszkolaka do głosu ponownie doszło pytanie które od wielu miesięcy siedzi w mojej głowie. Kieruje je głównie do ojców, mężów.
Dlaczego nie chcecie być głowami swoich rodzin, dlaczego nimi nie kierujecie i nie nadajecie im tonu, tonu w wychowywaniu dzieci, zarządzaniu domem, finansami.
Nie chcecie podejmować decyzji i brać za nie odpowiedzialności? Dlaczego?
Stoicie z boku i patrzycie jak wasze żony przejmują wasze funkcje ( bo tak wygodniej ) pod pozorem partnerstwa zwalacie na nie wszystkie decyzje, dlaczego?
I na końcu - nie pokazujecie swoim dzieciom zdrowych wartości w życiu, tego że w życiu trzeba czasem upaść, że czasem jest ból, czasem trzeba być pokornym a czasem pokazać przysłowiowe "jaja", swoim synom że bezpieczeństwo nie jest najważniejsze, że ważne jest ryzyko i związana z tym odpowiedzialność.
Produkcja zakłamanych miłych facetów sięga zenitu, mili mężowie, z silnymi poglądami w spodniach swoich kobiet, a za kulisami słabi, bezdecyzyjni, leniwi i tchórzliwi...
Zero autorytetu...zero męskości na wszystkie pytania gotowi odpowiedzieć: Idź spytaj mamy...
To trochę moje żale, ale naprawdę ogarnia mnie wściekłość gdy widzę takie rodziny i to jakie konsekwencje to za sobą niesie.
Rzym musi spłonąć, cywilizacja europejska kończy się na naszym oczach.