Moja sytuacja przedstawia się następująco...
16 lat w związku. Jedyny związek w życiu. Zaczęliśmy dość wcześnie. Ja miałem 16 lat.Zdradziłem żonę zaraz po tym jak urodziło nam sie dziecko.
Z głopty, przez niedojrzałość, z wielu powodów. Bardzo bardzo bardzo mocno tego żałuję do dzisiaj i będę żałował do końca życia.
Żona sie o tym dowiedziała i od listopada nie mieszkaliśmy razem. Kiedy dowiedziała się o mojej zdradzie ja zapewniałem, że bardzo ją kocham, że chcę żebyśmy do siebie wrócili. Ona wtedy nie chciala tego słuchać.
Kilka razy zapytała mnie czy nie spotykam sie z nikim. Odpowiadałem, że "nie", ale niestety jeszcze do ok. końca lutego spotkałem się kilka razy z tą drugą kobietą. Dopiero wtedy udało mi się kategorycznie zakończyć tamtą znajomość.
Kolejne miesiące skupiłem się na lepszym zrozumieniu siebie i staraniach o powrót do żony. W końcu udało się. Oboje zdecydowaliśmy, że chcemy postarać sie odbudować nasz związek. Wprowadziłem się do niej i do córeczki. I przez kilka dni było mi z nimi bardzo dobrze. Budziłem sie rano przy żonie w łóżku. Wyjmowałem malucha z łożeczka, a ona przytulała się raz do mnie raz do żony. To bylo niesamowite uczucie szczęścia. I w jednej chwili to straciłem...
W ramach odbudowywania zaufania dałem, żonie dostępy do maila, telefonu, kont bankowych, komunikatorów. I niestety stało sie tak, że żona znalazłem na poczcie jeden nieszczęsny email, który napisałem w lutym od pewnego specjalisty psychologa/seksuologa. W tym mailu były treści, które bardzo ją uraziły. Z niego też dowiedziała się, że zakonczylem romans później niź jej to deklarowałem wtedy. Mail ten napisałem w momencie kiedy miałem jakieś głupie rozterki
Od tamtego czasu wiele się we mnie zmieniło. Przede wszystkim zamknąłem romans kategorycznie. Po drugie zrozumiałem, jakie rzeczy są prawdziwie w życiu ważne. Zrozumialem, poczułem i dokopałem się do do tego, że pomimo wszystko co zrobiłem kocham swoją żonę i ona jest tą wyjątkową kobietą, z którą chciałbym spędzić życie.Przeżywam to co się stało bardzo mocno. Chciałem zacząć wszystko z totalnie czystą kartą z nowym sobą, nastawionym na pracę nad związkiem... a tu nagle takie brudy z przeszłości wypłynęły do wierzchu i zrujnowały cały wspaniały plan :(Bardzo chciałbym odzyskać żonę, jej zaufanie, dać jej szczęście. Chciałbym zasłużyć na jej uczucie. Niestety ona w tym momencie na wszystkie moje przekonywania reaguje tylko słowami, że jestem notorycznym kłamcą i nie wierzy w nic co mówie. A ja teraz mówię już tylko prawdę :(Poradźcie co można zrobić w takiej sytuacji...
Z jednej strony chcę szanować jej granice (on chce zebym odpuścił i dał jej spokój) a ja bardzo chcę walczyć o ten związek....
Jeśli chciałeś na tej ruinie, którą stworzyłeś, zbudować nowy związek, taką samą wizję przedstawiłeś żonie, a jednak niedługo potem okazało się, że nie byłeś z nią szczery, że pojawiło się kłamstwo, jakieś rozterki, to ona ma prawo czuć się oszukana podwójnie.
Po zdradzie zaufanie jest równe zeru, nie ma tu miejsca na żadne wpadki. Dostałeś szansę, ale w zasadzie na samym starcie nawaliłeś. To, że teraz mówisz już tylko prawdę, wiesz wyłącznie Ty, dla żony Twoje słowa nie mają już żadnej wartości, gubi się między tym co słyszy, a tym czego doświadcza. Musisz zdać sobie sprawę, że na wszystko będzie już brać poprawkę i upłynie wiele czasu zanim staniesz się w jej oczach wiarygodny, o ile w ogóle to jeszcze nastąpi.
Bardzo trudna sytuacja. Możesz dalej walczyć o związek, ale zawiodłeś ją dwa razy. Na jakiej podstawie Twoja żona ma Ci teraz zaufać? Zdradziłeś, wybaczyła, a potem znów dowiedziała się o Twoich kłamstwach. Często jest tak, że mężczyźni mówią jedno, a robią drugie. Sama to przerabiałam. Niestety teraz wyznaję zasadę, że nie warto dawać drugiej szansy.
4 2020-07-10 20:23:59 Ostatnio edytowany przez Karol1212 (2020-07-10 20:41:07)
Dziękuję wam za odpowiedzi. Sytuacja rzeczywiście wydaje sie beznadziejna. Liczę w sumie jedynie na to, że jest w niej jeszcze chociaż iskra uczucia, które łączyło nas przez prawie 16 lat. Dopóki starczy mi sił, będę próbował. Najgorsze jest to, że od kilku miesięcy naprawdę się zmieniłem, przewartościowałem swój moralny kręgosłup i teraz nagle takie coś jak grom z jasnego nieba prosto w serce
Olinka jest dokładnie tak jak piszesz. ONa nie wierzy aktualnie w żadne moje slowo
A teraz jestem czysty jak łza i nie okłamuję. Mam nadzieję, że zakończenie tej historii będzie poztywne i jeszcze będziemy razem. Może za rok, może za dwa... Mam nadzieję, że starczy mi tyle sił.
Karolu, zaufanie odbudowuje się bardzo długo i jest to trudny i wyczerpujący proces, bo będziesz stale na cenzurowanym. Jeśli jednak jest, jak napisałeś, czyli pokazujesz jej, że Ci zależy, że potrafisz, że nie ma już miejsca na żadne kłamstwa, to z czasem powinno być lepiej.
Dużo ze sobą rozmawiajcie, wciąż zapewniaj ją, że jest ważna, że żałujesz, że zrobisz wszystko, aby jeszcze było dobrze, przede wszystkim jednak całym sobą jej to pokazuj. Musisz przy tym pamiętać, że zdrada zwykle jest traumatycznym i destrukcyjnym przeżyciem, żona będzie tę krzywdę analizować na milion sposobów, a każde Twoje potknięcie, to cofanie się o trzy kroki do tyłu. Na pewno będą Ci potrzebne ogromne pokłady cierpliwości i determinacji. Niemniej jeśli to wytrzymasz i dasz z siebie wszystko, jak najbardziej jest nadzieja, że to posklejacie.
6 2020-07-10 21:34:22 Ostatnio edytowany przez Karol1212 (2020-07-10 21:35:11)
Dziękuję za Twoje słowa. Jest w nich dużo prawdy i nadziei dla mnie. Całkowiecie się z Tobą zgadzam.
Zastanawiam się nad żoną bohatera wątku.
Dowiedziała się o zdradzie, po długich rozmowach z mężem, jego namowach i zapewnieniach o swej uczciwości, zaufała ponownie.
I... okazało się, że jego uczciwość to tylko słowa. Czym różnią się obecne słowa męża od tych sprzed kilku miesięcy? Po czym poznać, że mąż teraz mówi prawdę? Jak wierzyć, że obecne wyznania są prawdziwe, że nie ma w nich fałszu? Dlaczego ma ponownie zaufać?
Twierdzenie o gromie z jasnego nieba, wypłynięciu brudów, o zaczynaniu z czystą kartą jest - łagodnie rzecz nazywając - nieporozumieniem. Przecież reaktywacja związku oparta była na kłamstwie.
Karolu1212, co masz robić i zrobić?
Zobacz rzeczywistość i nie umniejszaj swej roli w ponownym kryzysie, gdy żona - z trudem - zdecydowała się na reaktywację związku.
Chcesz walczyć? Walcz. Stawiaj czoła uczuciom żony. Odwróć sytuację, wyobraź sobie, że to żona zdradziła i oszukała Cię i pomyśl, co Tobie byłoby potrzebne do, choćby, pozwolenia sobie na myśl o dalszym wspólnym życiu.
Dziękuję Ci za Twoje słowa. Rozumiem co masz na myśli. Jeszcze w styczniu i w lutym zaprzeczałem żonie, że się z kimś spotykam robiąc to. Ale od tamtego momentu luty/marzec byłem już szczery. Zakończyłem definitywnie tamtą relację i skupiłem się na "naprawie" siebie i w kolejnym kroku na odzyskaniu żony.
Może nie przedstawiłem tego wystarczająco jasno, ale nasz związek reaktywowaliśmy dopiero trochę ponad tydzień temu. W momencie (i kilka miesięcy wstecz) kiedy się oboje na to zdecydowaliśmy, nie było żadnych kłamstw. Wszystkie kłamstwa zostawiłem za sobą i nie chcę już nigdy tego robić. Bardzo wiele rzeczy nauczyła mnie ta cała sytuacja. Głównie tego co jest dla mnie w życiu naprawdę ważne i tego, że zweryfikować życiowe wartości i drogowskazy.
9 2020-07-10 22:02:42 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2020-07-10 22:03:58)
Naprawdę ciężko jest komuś zaufać drugi raz, wiedząc, że ten ktoś dwa razy dopuścił się kłamstwa, z czego za drugim razem już właściwie bardziej perfidnie. Kobieta poczuła się podwójnie oszukana i ciężko teraz w cokolwiek jej uwierzyć. Jednak może jeszcze jest dla Was nadzieja, jeśli będziesz cierpliwie dążył do tego, co sobie postanowiłeś.
Generalnie jesteś samolubnym dup...iem. Twoim jedynym problemem jest to, ze żona pokapowała się w twoich kłamstwach, a nie to, ze tak bardzo pragniesz być z nią. Skupiłeś sie na powrocie do zony i jednoczesnie baraszkowaleś z kochanką... no sorry Johnny - z kogo chcesz frajera zrobić? Piszesz co jej mówiłeś, czyli: "zapewniałem, ze bardzo ją kocham", "chcę, zebysmy do aiebie wrócili", "nie spotykam się z nikim" - kochance mówiłeś to samo?
bagienni_k: dzięki za odpowiedź
BEKAśmiechu: dzięki za dość dosadne słowa. Byłem samolubnym dup... jeśli już mamy być precyzyjni. Nie rozumiem Twojej emocjonalnej rekacji. Z Twojej wypowiedzi wynika, że nie czytasz całości postów tylko nietkóre zdania. Napisałem, że po zakończeniu tamtej znajomości mogłem w pełni skupić się na powrocie do żony.
bagienni_k: dzięki za odpowiedź
BEKAśmiechu: dzięki za dość dosadne słowa. Byłem samolubnym dup... jeśli już mamy być precyzyjni. Nie rozumiem Twojej emocjonalnej rekacji. Z Twojej wypowiedzi wynika, że nie czytasz całości postów tylko nietkóre zdania. Napisałem, że po zakończeniu tamtej znajomości mogłem w pełni skupić się na powrocie do żony.
Jesteś nadal, tylko teraz musisz sobie jakoś poradzić z ostatnim kłamstwem. I jakie to chwalebne z twojej strony, ze skupiłeś sie na swojej zonie:) Zauważyłeś, ze w kazdym poście piszesz: "napisałem"? Odnoszę wrażenie, ze to zwrot, który ma odciągnąc uwage od tego kim jesteś i co myślisz. Ja mogę napisać: "Jestem Batman!", ale czy faktycznie jestem?
BEKAśmiechu: dziekuję za Twoje posty.
Może nie przedstawiłem tego wystarczająco jasno, ale nasz związek reaktywowaliśmy dopiero trochę ponad tydzień temu. W momencie (i kilka miesięcy wstecz) kiedy się oboje na to zdecydowaliśmy, nie było żadnych kłamstw.
Czy ja dobrze rozumiem, że ten ponowny kryzys nastąpił tuż po tym, kiedy wróciłeś do domu? Jeśli tak, to żona jeszcze nie zdążyła oswoić się z nową sytuacją, w tym, że pomimo jej lęków znów jesteś, bo postanowiła dać Ci szansę, a już dostała po głowie. Usiłując postawić się na jej miejscu od razu mówię, że nie wygląda to ciekawie.
Sama zdrada emocjonalnie jest bardzo trudna do udźwignięcia, stawić jej czoła jest ogromnym, czasem niemal heroicznym wyzwaniem. Każde kłamstwo, każde potknięcie osobie zdradzonej tego ciężaru jeszcze dokłada.
Weź też pod uwagę, że choć - zgodnie z tym, co twierdzisz - od lutego minęło kilka miesięcy bez Twoich kłamstw, to dla niej to, które właśnie się wydało, jest czymś zupełnie świeżym, z czym zmierzyć musi się tu i teraz.
Tak. To stało się po moim powrocie do domu
bo wtedy dałem jej wszystkie dostępy do emaila etc. Wiem, że wygląda to beznadziejnie iże ona traktuje to kłąmstwo jakby stało się teraz. Dla mnie natomiast to jest przeszłość, do której nie chce wracać. Chociaż sytuacja wygląda beznadziejnie będę próbował i będę pokazywał jej jak bardzo mi na niej zależy, że bardzo za nią tęsknie i że ją kocham. Zobaczymy co z tego wyjdzie ostatecznie...
I na tym polega różnica. Dla Ciebie to przeszłość, dla niej - teraźniejszość.
Mimo, że faktycznie, tak jak twierdzisz, jest to przeszłość, ona dostała cios po raz drugi i dla niej czas inaczej płynie czy wręcz się zatrzymał. Ogromnie trudno jest udźwignąć ten kolejny cios, bo ona dowiedziała się o tym TERAZ, zatem musi to przechodzić od nowa, to dla niej zupełnie świeża sprawa.
18 2020-07-11 09:31:57 Ostatnio edytowany przez Karol1212 (2020-07-11 09:36:18)
Co myślicie, że będzie najlepsze co mogę zrobić w tej chwili?
Aktualnie staram sie jej nie narzucać za bardzo. W sumie mineło dopiero 3 dni. Czasem próbuję poruszyć temat. O ile na początku była bardzo kategoryczna, oschła nie chciala nic słyszeć etc. to widzę, że teraz ma dwa stany. Raz rozmawia ze mną bardzo oschle i formalnie a czasem normalnie. Wczoraj zapytałem ją czy odkąd się wprowadziłem zrobiłem coś złego albo ją okłamałem... i najpierw powiedziała, że tak, że ją oszukałem. Potem ja powiedziełem, że oszukałem ją wtedy, a odkąd się wprowadziłem nie zrobiłem nic złego. Zauważyłem chwilę wahania w jej wzroku. Oczywiście powiedziała, że nie chce przechodzić tego cyrku ponownie...
Wtedy ja powiedziałem, że nie było żadnego cyrku... i nie będzie, że nic złego nie zrobiłem odkąd się wprowadziłem.
Codziennie piszę jej na dobranoc i na dzień dobry wiadomości. I czasem kiedy zatęsknię za nią w ciągu dnia też piszę, że bardzo mi źle bez niej, że bardzo tęsknię i że bardzo ją kocham.
Wczoraj prawie przez cały dzień zachowywała się w stosunku do mnie w miarę normalnie. Mam na myśli, że nie była niemiła i bardzo formalna i oschła. Bardzo chciałbym, żeby było dobrze. Żebyśmy byli szczęsliwi razem
Mam zamiar drążyć tę skałę każdego dnia... może kiedyś uda mi się ją skruszyć i dotrzeć znowu do jej serca.
Na razie mam chyba tak jak ona. Sinusoidy emocjonalne. Raz bardzo w to wierzę, a za chwilę tracę nadzieję i jestem totalnie załamany...
Niestety chciałbym, żeby mój ból i jej minął teraz, natychmiast i dlatego ciężko mi przyjąć na ten moment, że to wszystko potrzebuje czasu...
Myślę, że nie przyjmujesz do wiadomości tego, że żona teraz, trzy dni temu, dowiedziała się o Twych kłamstwach. Co z tego, że to wydarzenia sprzed kilku miesięcy. Wtedy ją zapewniałeś, że zakończyłeś romans. Teraz, trzy dni temu, dowiedziała się, że okłamałeś ją w tak ważnej dla reaktywacji związku sprawie.
Chcesz, by Twój (?) i jej ból już minął teraz i ciężko Ci jest się pogodzić, że właśnie ponosisz konsekwencje swoich decyzji.
Przytomności życzę.
20 2020-07-11 10:07:27 Ostatnio edytowany przez Karol1212 (2020-07-11 10:08:42)
Może źle się wyraziłem. Zwłaszcza pisząc "w tej chwili".
Pytanie powinno brzmieć: Co najlepszego mogę zrobić w tej sprawie, żeby zmaksymalizować szanse na szcześliwe zakończenie?
Rozumiem to, że dla niej stało się to teraz. Nie chcę po prostu działać emocjonalnie i pogarszać sytuacji. Zapewne w tym momencie polepszyć się nie da...
21 2020-07-11 10:14:06 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2020-07-11 10:16:29)
Pogorszyć możesz. Naciskając, namawiając, przyspieszając.
Skoro to, co robiłeś po wprowadzeniu do domu było szczere, skoro żona oceniała te Twe zachowania pozytywnie, to czyń tak dalej. I bądź cierpliwym.
Daj jej czas. Sobie też.
***
Gdy słyszę, czytam opowieści tych, którzy zdradzili (płci obojga) a chcą reaktywować związek, uderza mnie ich niecierpliwość i pozorna akceptacja przeżyć zdradzonej osoby.
Co masz na myśli pisząc "pozorna akceptacja przeżyć zdradzonej osoby" ?
Ja tu widzę wyrachowanego taktyka, a nie skruszonego męża, który chce naprawić relację. Ty sie zastanawiasz nad tym jak namieszac jej w głowie, zeby tylko nie poniesc zadnych konsekwencji. A romans? Przeciez to bylo 5 miesiecy temu?! Gruba kreska bo tak bys chciał? Mam nadzieje, ze twoja zona widzi z kim ma do czynienia.
Co masz na myśli pisząc "pozorna akceptacja przeżyć zdradzonej osoby" ?
Bo niby wszystko wiesz, niby rozumiesz, ale chcesz pstryknąć palcami i stworzyć świat wedle swej wizji. Bo, to co napisał BEKAśmiechu, jawisz się jako taktyk, nie ten, który żałuje tego, co zrobił.
25 2020-07-11 10:35:03 Ostatnio edytowany przez Karol1212 (2020-07-11 10:37:28)
To, że chciałbym żeby to zniknęło w tym momencie, żeby gruba kreska oddzieliła to co bylo od tego co teraz wynika z tego, że jest aktualnie we mnie dużo emocji i bólu, którego chciałbym sie pozbyć. Stąd też wrażenie tej cierpliowści etc.
A co do tego czy żałuję... BARDZO ŻAŁUJĘ TERAZ! I żałowałem wcześniej. Daltego też podjąłem się zmiany siebie. Przewartościowania. Być może tych zmian jest jeszcze zbyt mało?
Więc pytam was jako osoby postronne i w miarę obiektywne co do sytuacji. Co mogę zrobić, żeby nie wychdzić na taktykta, żeby przestać być dup***iem (o którym pisze BEKAśmiechu) Co zrobić kiedy ja realnie chcę się zmienić, chcę naprawić krzywdy które wyrządziłem, jak zadośćuczynić...
BEKAśmiechu: rozumiem, że nazwanie i zauważenie pewnych rzeczy jest bardzo ważne. Ale pisz też proszę jak można to zmienić, co można zrobić. Bo w tym momenie Twoje posty (pomimo tego, że są bardzo wartościowe) odczywam jako hejtujące i atakujące.
26 2020-07-11 10:37:52 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2020-07-11 10:44:17)
Napisałam wyżej. Tobie jednak to za mało, bo ma być TERAZ, ma być JUŻ.
Krzywdę wyrządziłeś, gumką myszką jej nie wytrzesz, pamięć o niej nie zniknie ani u Ciebie, ani u żony.
***
Albo, albo.
Albo posty są wartościowe, albo hejtujace, atakujące.
Zdradziłeś żonę tuz po tym jak urodziła dziecko, to nie był epizod, tylko romans, pomimo tego wróciłeś i jeszcze raz ją oszukałeś. Oczekujesz rady? Daj spokój swojej żonie, bo nie bedzie z tobą nigdy szczesliwa. Moze pochwal sie tym jak doszlo do romansu, jak ją oszukiwałeś, co mówiłeś kochance, jak to sie zakończyło? To moze rzucić nowe swiatło
Podstawą dokonania zmian jest świadomość przyczyn swego zachowania (a ich należy szukać w sobie, nie na zewnątrz).
BEKAśmiechu: "bo nie bedzie z tobą nigdy szczesliwa" - tego raczej wiedzieć nie możesz.
Wielokropek: Odnalazłem w sobie przyczyny swojego zachowania. Nie zwalam winy na nikogo ani na żadne czynniki zewnętrzne. Wiem co zrobiłem źle.
Karol, zachowałeś się jak skończony d*pek zdradzając i okłamując żonę.
Poczytaj sobie inne wątki w tym dziale. Z nich dowiesz się, że zdecydowana większość kobiet chce dać szansę niewiernemu, szczególnie kiedy są dzieci a ten żałuje tego co zrobił i udowodni, że zależy mu na rodzinie.
Nic się nie stanie ot tak z dnia na dzień, nie wystarczy powiedzieć, że się zmieniłeś. Pełnego zaufania żony już pewnie nigdy nie zdobędziesz.
Wiele kobiet po tym jak dało szansę niewiernemu, po czasie i tak odchodzi bo uznaje, że facet za mało stara, że wciąż kłamie, a nawet znów zdradził. Zwykle takie decyzje pojawiają się po roku czy nawet kilku latach.
Ciężka droga przed Wami. Nikt Ci tu nie da złotego środka. Czas wszystko zweryfikuje. I to czy Twoja skrucha i zmiana jest szczera i długotrwała czy też to tylko słomiany zapał.
Roxann dzięki za te słowa. Dają mi one jakąś kruchą nadzieję, której tak rozpaczliwie teraz szukam.
Oczywiście bardzo mi zależy na rodzinie. Odkąd się od nich wyprowadziłem w listopadzie były może 3 dni kiedy nie byłem u nich żeby zobaczyć się z żoną i dzieckiem. Kocham tego małego szkraba ponad wszystko i kiedy nie jesteśmy razem żona, dziecko i ja to czuję, dużą pustkę.
Jestem też nastawiony na dalszą pracę nad sobą i długą pracę nad powrotem do żony i nad tym, żeby czynami udowodnić jej, że może mi ufać i że może znaleźć we mnie oparcie.
Karol, ja wierzę, że można popełnić błąd, że może i szczerze żałujesz zdrady ale... ona już zawsze będzie miedzy Wami.
Można ją wybaczyć ale nie zapomnieć. Najmniejsze Twoje potknięcie będzie wywoływało w żonie podobne reakcje do tych, które spowodowało odkrycie Twojego kłamstwa.
Jak masz coś jeszcze na sumieniu od razu powiedz. Nie łudź się, że Ci się upiecze, że żona tego nie odkryje.
Tak jak tu wcześniej osoby pisały, dla Ciebie to przeszłość, dla żony teraźniejszość bo Twoje kłamstwo odkryła teraz i emocje TERAZ takie a nie inne jej towarzyszą.
Zdrada to jedno z najgorszych świństw jakie można zrobić drugiej osobie.
Nic więcej na sumieniu nie mam. A co będzie to czas pokaże...
Czyli tuz po wyprowadzce czesto odwiedzałeś zone i dziecko, równoczesnie kontynuując romans. No dżentelmen starej daty! Dlaczego nic nie piszesz o swojej relecji z kochanką? Czyzby dlatego, ze zburzyłoby to twoj wizerunek skruszonego męża? Na anonimowym forum nie potrafisz wyłożyć kart na stół, a żonie niby powiedzialeś wszystko. Coś mnie się nie wydaje chłopie.
Co do romansu. Myślę, że tutaj było książkowo... Niezaspokojne/frustrowane potrzeby etc. Nagle znalazł się ktoś kto powiedział, że jestem fajny, miły, przystojny etc etc same zalety... Jak głupi poleciałem na to, tym bardziej że czułem się niedoceniany wcześniej w związku itp. itd. (można by dużo pisać). Ostatecznie odpowiedzialność za sytuację jest moja bo to ja podjąłem takie decyzje a nie inne. Kilka razy ta znajomość konczyła się... potem znowu wracała
W koncu ostatecznie powiedziałem KONIEC. Odciąłem się od niej całkowiecie. I to był koniec.
BEKAśmiechu: jeśli pytasz czy coś kochance obiecywałem, zapewniałem, że nie zależy mi na żone etc. to nic takiego nie było...
36 2020-07-11 12:17:32 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2020-07-11 12:19:21)
Nie wiem, czy żonie potrzebna jest szczegółowa wiedza dotycząca romansu i byłej kochanki męża. Nie wiem, czy chce wiedzieć wszystko. Co miałaby z tą wiedzą zrobić?
I komu (i do czego) tu, na forum, potrzebna jest też ta wiedza?
***
Karolu1212, czułeś się niedoceniany w związku. Sporo pracy przed Tobą.
Karolu, mnie Twoja skrucha wydaje się szczera. Popełniłeś ogromny błąd, jego konsekwencje będą ciągnąć się za Wami do końca, przypuszczalnie nigdy już nie zdobędziesz żony pełnego zaufania i nigdy nie będziecie tak beztrosko szczęśliwi, jak moglibyście być. Twój związek, jeśli to przetrwa, będzie inny. Nie napiszę czy lepszy, czy gorszy, ale na pewno inny.
Niestety to jest tak, że jak wiesz, że ktoś, kogo wpuściłeś do swojego życia, przyszedł i coś Ci ukradł, to już zawsze będzie w Tobie obawa, że przy kolejnej wizycie zrobi to po raz kolejny. I tak samo jest po zdradzie - przekroczyłeś pewną barierę, nieprzekraczalną granicę i żona mając tego świadomość będzie miała w sobie lęk, bo już o tym wie, że jesteś do tego zdolny, że kiedyś sytuacja się powtórzy. Życie po zdradzie jest bardzo trudne, choć nie niemożliwe. Najlepszym lekarstwem jest czas, ogromne pokłady pracy nad sobą, chęci, pokory i cierpliwości.
pracuję nad sobą cały czas. Od początku roku jestem na terapii. Z powodu charakteru/temperamentu brakuje mi czasem cierpliwości do odraczania i dawana czasu pewnym sprawom. Nad tym też pracuję. Jestem zdeterminowany do odbudowy tego związku. Mogę poświęcić swoją prywatność (email, telefon, lokalizacja) jeżeli to sprawi, że będzie spokojniejsza. Dostępy na dobrą sprawdę już ma, mi.in. do lokalizacji. Nie wiem czy nadal ma u siebie tę aplikację, ale ja nie odinstalowałem więc ma non stop pogląd gdzie jestem.
Gdybyś na początku napisał to, co w ostatnim poście myślę, że niektóre odpowiedzi byłyby inne albo w ogóle ich by nie było. To, że podjąłeś terapię sprzyja Tobie i Twym celom.
Cierpliwości życzę.
40 2020-07-11 16:26:33 Ostatnio edytowany przez Karol1212 (2020-07-11 16:35:22)
Jutro ja i ona wyjezdzamy w rodzinne strony. Ona do swoich rodziców, ja do swoich. Jutro zamierzam porozmawiać z jej rodzicami i bratem. Przeprosić wszystkich za to co się stało. Moja żona chciała żebym zrobił to na początku roku. To było jednym z warunków powrotu. Ale wtedy było mi tak bardzo wstyd, że nie miałem na to odwagi. Teraz jestem zdecydowany to zrobić i mam w sobie odwagę. To też jeden z owoców terapii, że nie uciekam od trudnych i przykrych dla mnie sytuacji.
Nie wiem czy to coś pomoże w tej sytuacji, ale na pewno tak powinienem zrobić od razu kiedy wynikła cała sytuacja ze zdradą.
P.S. Zamierzam również powiedzieć, że bardzo mocno mi zależy na naszej rodzinie, na żonie i dziecku i że zamierzam się starać o to żebyśmy byli razem.
***
Wielokropek: Dziękuję!
Jeżeli mogę zapytać, jaki był główny motyw podjęcia przez Ciebie decyzji o rozpoczęciu terapii? To miało przekonać żonę do Twojego powrotu czy doszedłeś do wniosku, że sam ze sobą masz jakiś problem bądź problemy?
Jeśli mam być szczera, to wciąganie rodziny w to, co dzieje się między Wami, jest zupełnie niepotrzebne, przynajmniej moim zdaniem. Niemniej ja to ja, zawsze trzymałam się tej zasady, że małżeńskie problemy rozwiązuje się między sobą. Tak jest nie tylko łatwiej, ale przede wszystkim zdrowiej.
Na terapię poszedłem ponieważ, przede wszystkim chciałem wyplątać się z tej toksycznej relacji (romansu) i lepiej poznać siebie i przyczyny tego co się stało. Uporządkować w sobie różne sprawy. Poczuć spójność wewnętrzną.
Co do rodziny to pewnie zależy od rodziny. Ja czuje w sobie poczucie winy z powodu tego co się stało więc też czuję trochę ich za to przeprosić. Może to chociaż trochę oczyści atmosferę...
Aż mnie mdli jak czytam co wyprawiasz. Kastrujesz się w każdy możliwy sposob i jeszcze się z tego cieszysz a wszystkie panie poklepują Cie po ramieniu że słowami rób tak dalej... Rób, a Twoja żona będzie miała Cie dość. Kobiety nie znoszą płaszczacych, płaczących i uzalajacych się nad sobą mężczyzn. I choćbyś sobie obciął jaja to niczego tym nie ugrasz. Zalóż wreszcie spodnie! Zdradziłeś, trudno - przyjmij konsekwencje. Przeproś raz, wyciągnij wnioski DLA SIEBIE i daj jej zdecydować.
HH Dzięki za nowy punkt widzenia. Z tym, że kobiety nie lubią płączących mężczyzn to akurat sie nie zgodzę. To jest powielany stereotyp mężczyzny maczo, "z jajami" etc. Nie lubię też posługiwać się uogólnieniami ponieważ nie we wszystkich przypadkach są prawdziwe i skuteczne.
Wnioski wyciągnąłem. Wystarczą mi na całe życie. A ponieważ zależy mi na tej kobiecie to mogę poświęcić część swojej męskiej dumy na to, żeby spróbować ją odzyskać.
45 2020-07-12 09:24:58 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2020-07-12 09:30:33)
Ktoś tutaj zachęcał autora do płaszczenia i użalania się?
Póki co autor wszystko co robi, robi dla siebie. To on będzie zbierał (i już zbiera) owoce swej terapii. To on widzi rzeczywistość. Z jednym się zgodzę, decyzję o dalszym losie związku podejmie żona.
Swoją drogą, ciekawa jestem jak miałby się zachowywać zdradzający, gdy stwierdzi, że chce reaktywacji związku. Jak wyglądałoby to polecane "założenie spodni"? Jeden konkret już jest: przeproszenie, a reszta?
***
Między płaczącym a użalającym się i lamentującym jest olbrzymia różnica. Kobiety nie lubią mężczyzn, którzy potrafią i nie wstydzą się okazywać uczucia? Część na pewno, ale uogólniać, że wszystkie?
***
Trzeba poświęcić męską dumę, by naprawić to, co się zepsuło i stworzyć to, o czym się marzy? Dumę?
To co robi autor to manipulacja. Przecież jak na dłoni widać, że bohaterem tej egzaltowanej skruchy jest ten biedy zdradzający autor. Daj spokój z tym teatrem przepraszania. Zajmij się soba, zadbaj o dziecko i daj kobiecie zdecydować w spokoju. Macie małe dziecko, a to dużo zmienia na Twoja korzyść. Cierpliwości tylko.
47 2020-07-12 09:33:07 Ostatnio edytowany przez Karol1212 (2020-07-12 09:37:13)
Wielokropek tam powinno być "dumę" w cudzyslowiu. Dumę w rozumieniu stereotypowego maczo.
***
HH w pewnym sensie masz rację. Ale z drugiej strony swoim postępowaniem skrzywdziłem też w pewnym sensie jej (i swoją) rodzinę.
Gdybym działał na zasadzie "Przeprosiłem, a teraz to tylko już decyzja należy do Ciebie" to nic by z tego nie wyszło zapewne już za pierwszym razem.
Koledze chyba chodziło o to, że Autor nic nie wskóra samymi słowami i przeprosinami, po których mógłby oczekiwać, że żona ot tak z dnia na dzień zapomni. Raczej warto okazać skruchę i żal, ale potem zacząć udowadniać żonie, że to nie słowa rzucane na wiatr. Kobieta (chyba?) też musi widzieć, że facetowi jest przykro i tego żałuje a jak on tego nie pokaże, to żona znowu odbierze jego zachowanie tak, że wydarzenia były nic nie znaczącymi incydentami. Potem już rzeczywiście powinien stanąć twardo na nogi.
bagienni_k: dokładnie tak mam zamiar zrobić. Okazać realną skruchę, między innymi robiąc to o co mnie wcześniej prosiła a czego nie zrobiłem (Rozmowa z jej rodziną. Rozumiem, że jej na tym zależy...). Może to w jakiś sposób pokaże jej, że bardzo mi zależy. Potem już pozostanie tylko cierpliwość i czas... Sam na pewno też lepiej poczuję się, że zrobiłem wszystko co mogłem żeby oczyścić sytuację nie tylko w naszym związku, ale również w rodzinie.
Albo ktoś uważa, że zrobił świństwo i jego zachowanie o tym świadczy (i nie jest to bycie podnóżkiem, nie jest to też użalanie się i filcowanie do poziomu małosprytnej istoty), albo nie zmienił myślenia, a czynione gesty są fałszywe. Jedno od drugiego dość łatwo odróżnić.
Są amatorki facetów (bo nie mężczyzn) typu maczo. O gustach, podobno, się nie dyskutuje.
Czasami tak jest, że facet musi wręcz przekonywać kobietę, że jego także dotknęło emocjonalnie jakieś przykre zdarzenie, związane z ich związkiem, bo inaczej, jeśli on nie pokaże tych emocji tak bardzo, jak ona tego oczekuje, zostaje uznane, że jego to za nic nie obchodzi i ma na to wywalone. Natomiast między żalem i skruchą a płaszczeniem się jest chyba spora różnica..
52 2020-07-12 16:26:00 Ostatnio edytowany przez Karol1212 (2020-07-12 16:32:31)
Była rozmowa z teściami. Dobrze, że się odbyła. Może teraz atmosfera się trochę oczyści. Żona była zaskoczona tym, że chcę z nimi porozmawiać. Myślę, że pozytywnie, ale nie dała po sobie tego poznać.Na razie trzyma się wersji, że to kategoryczny koniec. Uzbrajam się teraz w cierpliwość i będę drążył w skale...
Cierpliwości i czasu. ![]()
Wielokropek: dzięki
Świadkowie są, teraz tylko pozew do sądu i golenie Karola:)))
Dowody były już wcześniej. Raczej nie potrzeba świadków.
Zaimponowałeś mi.
58 2020-07-12 22:25:02 Ostatnio edytowany przez Karol1212 (2020-07-12 22:26:23)
Wielokropek:
sobie też! Jeszcze pół roku temu nie byłem w stanie się na to zdobyć. A dzisiaj poczułem się lepiej kiedy to się stało. Chociaż stres był ogromny no i przyjemnie nie było. Ale dałem im przestrzeń na wyrażenie emocji, które w nich również siedziały w związku z tą sytuacją. Myślę, że im też jest trochę lepiej przez to, że zainicjowałem tę rozmowę.
BEKAśmiechu: co do alimentów i "golenia" Karola to u nas nie było, z tym żadnych problemów. Odkąd się wyprowadziłem płacę co miesiąc, ustaloną wspólnie kwotę na malucha. Bez sądów, bez rozpraw.
Najgorsze są poranki
bardzo za nimi tęsknie i mam wtedy bardzo dużo myśli i emocji w sobie... Nie mam ochoty się budzić rano ![]()
Najgorsze są poranki
bardzo za nimi tęsknie i mam wtedy bardzo dużo myśli i emocji w sobie... Nie mam ochoty się budzić rano
Pamiętaj, że u niej są gorsze.
Działaj cierpliwie. Może za rok lub dwa zobaczysz rezultaty. Nie zniechęcaj się nawet jak będzie bardzo źle. Rób swoje. To jedyna droga ale bez żadnej gwarancji...
Domyślam się, że są gorsze
między innymi dlatego też ciągle o niej myślę...
Zastanawia mnie na dany moment jedno... Czasem "w przelocie" delikatnie ją dotykam, w dłoń, przez ubranie. Tylko bardzo delikatne muśnięcia. Ona wtedy mówi, żebym jej nie dotykał. Czasem to całkiem ignoruje. Czasem przyjmuje kategoryczną minę i stanowczo mówi, żebym tego nie robił.
Zastanawiam się czy czy robić to dalej czy przestać... Trochę się dopatruje w tym iskierki nadziei. Że gdyby tak 100% nie chciała żebym ją dotykał to najprawdopodobiej by zrobiła awanturę i powiedziała mi to w taki sposób, że rzeczywiście więcej bym tego nie zrobił...
Byś zrozumiał, że ktoś czegoś nie chce potrzebujesz awantury, bo same słowa nie wystarczą.
Ach! Przecież ona czasem ignoruje Twe "przypadkowe" dotknięcia. Tak, to jest dowód, że chce, pragnie, tylko czasem jej szajba odbija.
Smutne.
Po takiej przykrości, jaką się doświadcza od jednego człowieka, który jeszcze do niedawna był bliski a wywinął taki numer, nawet dotyk może być nieprzyjemny.
Macie rację. Przestanę to robić.