Rodzice nie mają obowiązku fundować wakacji dziewczynie syna.
A kto będzie sponsorem egzotycznego wypadu tej niby żony?
Zakładam, ze te buraki co im słoma z butów wystaje bo maja czelność zabierać na wakacje swojego 20 letniego syna, któremu zapewne jeszcze póki mogą, chcą pokazać kawałek świata i trochę zaznajomić z kulturami np. Ewentualnie trochę pobyć razem zwyczajnie. Wbrew pozorom rodziny tak robią.
Przecież nie można tak drastycznie i bez poszanowania dla czyiś relacji, wiec albo wykładają grube koła na dziewczynę albo spadać.
Przypominam, ze mowa o 20 letnim studenciku a nie 40 czy nawet 30 latku czy mężczyźnie posiadającym żonę/dzieci/konkretne zobowiązania.
Taka mnie jeszcze naszła refleksja, jakie to dziwne, ze na randkach dziewczyny powinny za siebie płacić nawet za głupia kawę bo inaczej to przecież wyzysk biednego faceta ale jeśli chodzi o ta sytuacje, to nawet nie facet ma powinność a jego rodzice i nie głupie pare złotych ale kilka tysięcy, bo inaczej to buractwo
Jeśli chłopak sam zarabiałby na wakacje to może sobie zapraszać dziewczynę i kogo tam chce. Ich sprawy finansowe to kwestia umowy miedzy parą. Rodzice nią mają obowiązku finansować obcej osoby.
nie no proszę was nie róbmy z 20sto letnich studentów dorosłych ludzi bo to może i 20sto latek 100 lat temu już był głową rodziny ale na dzień dzisiejszy to jest tylko 20sto latek.... A potem płacz nad straconym życiem bo licealna miłość zabrała mu całą młodość i kryzys wieku średniego w wieku lat 30stu bo nie miał czasu na zabawę w życiu.... Tak to się kończy jak w wieku lat 20stu rzucasz wakacje z rodzicami i cały czas spędzasz z dziewczyną bo już mieszkacie razem i to poważny związek.
Jeśli chłopak sam zarabiałby na wakacje to może sobie zapraszać dziewczynę i kogo tam chce. Ich sprawy finansowe to kwestia umowy miedzy parą. Rodzice nią mają obowiązku finansować obcej osoby.
Dokładnie tak.
A oczekiwanie, ze chłopak zrezygnuje z wyjazdu bo dziewczynie jest smutno to abstrakcja na podobnym poziomie.
Co będzie jak gość znajdzie prace gdzie będą imprezy firmowe, wyjazdy integracyjne, nagrody wycieczkowe, kiedy będzie miał ochotę na wypad z kumplami albo okazje wyjazdu na szkolenie czy w delegacje? Tez będzie smutno i niesprawiedliwie?
Po co komu wielkie oczy jak nie zauwazylas ze pisalam o wyjazdach służbowych? Okulary proponuję: D
Po 2 jak ktoś ma pieniądze, to nie znaczy, że ma nimi szastać na prawo i lewo... ![]()
73 2019-12-24 11:58:31 Ostatnio edytowany przez wielkieoczy (2019-12-24 11:59:34)
Po co komu wielkie oczy jak nie zauwazylas ze pisalam o wyjazdach służbowych? Okulary proponuję: D
A to akurat było w kwestii podejścia do tematu autorki bo twoje w tym temacie raczej nie ma wpływu na ich życie ![]()
Po co komu wielkie oczy jak nie zauwazylas ze pisalam o wyjazdach służbowych? Okulary proponuję: D
A po co komu te złośliwości?
75 2019-12-25 10:56:57 Ostatnio edytowany przez nokiaaa (2019-12-25 18:01:09)
rozumiem ze go kochasz i chcesz byc dla niego najwazniejsza, przypomina mi sie 10 lat temu jak moj chlopak pojechal na chrzciny a ja zostalam u siebie. bylam taka wsciekla ze wywalilam telefon do kontenera, taka zazdrosna. ze mnie nie zabral, a to byly tylko chrzciny. moj pierwszy powazny zwiazek. jak wrocil to zrobilam mu ogromna przykrosc, juz bez szczegółów. najbardziej wnerwialo mnie to, ze wozil tesciową i szwagierkę, ktore mnie szczerze nie lubily.
minely lata- chyba cie rozumiem, skoro my oddajemy komus nasze cialo, to myslimy ze to juz bardzo wazne. wy dzielicie zycie w akademiku, ale na swieta kazde jedzie oddzielnie. z takiego chodzenia moze byc jednak cos waznego, przyszla rodzina chociazby. swieta spedzalismy razem, tzn mieszkamy od siebie kilkadziesiat km, ale jak zostawil mnie bo jechal np do cioci to postaralam sie zeby wiedzial ze ide na calonocną dyskotekę, na ktorej się swietnie bawię. byl zazdrosny i psulam mu kazdą rodzinną imprezę, kiedy mnie nie bylo. bylam zlosliwa. dzis zmądrzalam i tak nie robię, balam sie ze nie bede dla niego wazna, ze odejdzie. nie wiem. glupio sie przyznac, nikt o tym nie wie oprocz was tu na forum. ilez to zlosliwosci w jednej kobiecie bylo.
76 2019-12-25 14:08:14 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2019-12-25 14:26:42)
Właśnie takie notoryczne złośliwości i głupie jazdy są zpełnie pozbawione logiki, bo zwyczajnie nie mają pokrycia w faktach.
1. Jeżeli jesteśmy w związku to automatycznie nie stajemy się przecież niewolnikami drugiej strony. Możemy spędzać czas i robić inne rzeczy, niż ciągle przebywać ze swoją drugą połówką. Bycie w związku nie pozbawia nas możliwości spotykania się z rodziną, znajomymi czy poświęcania się samemu sobie. Ni emożna tez wszystkiego co się w życiu robi podporzadkowywać pod życie związkowe, przynajmniej na poczatku a najlepiej w ogóle.
2. Z drugiej strony, jeśli traktujemy zawsze czyjeś zachowanie, jako objaw braku zainteresowania naszą osobą, braku poczucia, że jesteśmy dla kogoś ważni, to zwyczajny nonsens.
Dlaczego? Ano właśnie - patrz punkt 1.
Cały czas w tym wątku Autorkę martwi to, że się nie widują w ten krótki wakacyjny okres, podczas gdy mieszkają ze sobą cały czas
Chyba cie rozumiem, skoro my oddajemy komus nasze cialo, to myslimy ze to juz bardzo wazne.
Można prosić o coś bliżej w tym temacie bo coś szantażykiem a co najmniej handelkiem wymiennym mi tu pachnie? Ja zrozumiałem to " ja ci dałam i ja tu rządzę teraz".
78 2019-12-25 17:58:47 Ostatnio edytowany przez nokiaaa (2019-12-25 17:59:44)
kobieta od początku chce udowodnić tesciowej, siostrom męza/narzeczonego ze chce byc wazniejsza. potem są przytyczki, docinki, dopierdzielanie. calkiem glupia wojna podjazdowa. nie wiem czemu, kobieta sądzi ze skolonizowala faceta i on jest jej.
jak widac nie koniecznie, bo ona ma jeszcze rodzinę. mija już dziesiec lat od tamtych historii, glupie to strasznie co?
Tu nie szuka porady dzieciak tylko młoda kobieta, która żyje na co dzień z mężczyzną. Nie jest to też Wielkie oczy bez urazy kącik dla rodziców nastolatek.
Bo różnica między 15 łatka 20 latką jest spora, chociaż niektórym mamusiom ciężko to pojąć. I z tej roli wyrosnąć :) Może w tym rzecz, że autorka żyje z dzieciakiem właśnie, nie mężczyzną.
I dla jego rodziców On nie jest w związku, tylko to ich mały Jasio co ucieszy się z wycieczki. To zmienia postać rzeczy.
Ale gdybamy, bo może autorka jest dziewczynką, co sama nawet na drugą stronę ulicy nie przejdzie. Osobiście znam 20 latki samodzielne kobiety i 30 letnich synków mamusi co się nimi nie nacieszyły.
Zgadzam się z.tym poglądem. Różnica w statusie materialnym nie usprawiedliwia zachowań niehonorowych mężczyzny - tak, to już mężczyzna! To są dorośli ludzie, którzy mieszkają razem i współżyją, a nie dzieciaki na wychowaniu rodziców. Chyba, że chłopak traktuje Autorkę jako przelotną i niezobowiazujacą znajomosc, a to warto wyjasnic, żeby nie robić sobie złudzeń co do przyszłości. Tez miałam chłopaka podczas studiów, potem został moim mężem, ale pomimo mezaliansu i różnicy w zamożności rodziców, opisana przez Autorkę sytuacja byłaby niewyobrazalna.
kobieta od początku chce udowodnić tesciowej, siostrom męza/narzeczonego ze chce byc wazniejsza. potem są przytyczki, docinki, dopierdzielanie. calkiem glupia wojna podjazdowa. nie wiem czemu, kobieta sądzi ze skolonizowala faceta i on jest jej.
jak widac nie koniecznie, bo ona ma jeszcze rodzinę. mija już dziesiec lat od tamtych historii, glupie to strasznie co?
Niektore kobiety maja silna potrzebe taka, ale nie bardzo wtedy ma sens, ze wybieraja faceta, ktory nie stawia ich ponad rodzine.
81 2019-12-26 08:27:38 Ostatnio edytowany przez nokiaaa (2019-12-26 08:30:34)
jaki mezczyzna? to dzieciak ktory za pieniadze rodzicow wynajmuje pokoj z dziewczyna, facet to jest wtedy gdy sie utrzymuje z pracy chocby od lopaty byl. duzy chlopiec i nic wiecej, tez mialam 20 lat. to ze sie bawimy, palimy fajki, a nawet wspolzyjemy- to nie oznacza wcale doroslosci. facetem to sie stanie jak zarobi 2000 i pol wyda na wynajem z dziewczyna. pamietam te moja doroslosc-kawa i zupka chinska, a obiady od mamusi.
jaki mezczyzna? to dzieciak ktory za pieniadze rodzicow wynajmuje pokoj z dziewczyna, facet to jest wtedy gdy sie utrzymuje z pracy chocby od lopaty byl. duzy chlopiec i nic wiecej, tez mialam 20 lat. to ze sie bawimy, palimy fajki, a nawet wspolzyjemy- to nie oznacza wcale doroslosci. facetem to sie stanie jak zarobi 2000 i pol wyda na wynajem z dziewczyna. pamietam te moja doroslosc-kawa i zupka chinska, a obiady od mamusi.
W jednych kulturach chłopiec staje się mężczyzną, gdy wróci z polowania z trofeum na plecach, w innych inicjacja następuje w burdelu, jeszcze w innych gdy dobrze da w mordę, a tu - no, proszę... gdy zarobi 2 tys. zeta!
Cóż... mam inne kryteria męskości. Ale ja przedwojenna...
Młoda dziewczyna prosi o poradę w delikatnej sprawie. Sugestii było wiele, a nawet wiele utarczek słownych, zupełnie bez potrzeby. Rozsądne stanowisko zajęli assassin i Ela 210 -"zerwać w trybie natychmiastowym". Myślę, że większość wypowiadających się nie zrozumiała intencji autorki.W mojej ocenie Jej nie zależy na tym aby gówniarz Ją niańczył przez tydzień czy dwa, tylko aby się zadeklarował jako mężczyzna. Wszelkie tłumaczenia, że to "dziecko" mamusi i tatusia którzy obiecali mu czekoladkę nie trzyma się kupy i w złym świetle stawia podpowiadających. Skoro od 4 lat traktuje dziewczynę jako "wkład do łóżka" i dzięki Jej uległości nie ma z tym żadnego problemu /i tu występuje jako pożal się Boże dorosły.../, to w sytuacji kiedy należy podjąć wcale nie skomplikowaną decyzję chowa ogon między nogi i wybiera opcję korzystniejszą dla siebie. A dziewczyna? Dziewczyna się nie liczy, ona poczeka! Również porady aby w ramach odwetu pojechała pod namiot z dziewczynami, a jeszcze lepiej z chłopakami /mieli by frajdę/ pozbawione są jakiejkolwiek logiki chyba, że wyznajemy zasadę byle gdzie i z byle kim! Cztery lata wspólnego łóżka niczego gówniarza nie nauczyły, traktuje dziewczynę instrumentalnie a, że jest miły "przed" i może "po" to absolutnie o niczym nie świadczy. W ogóle nie wiadomo, czy powiadomił rodziców o swoim czteroletnim związku /cokolwiek byśmy przez to nie rozumieli/, jakie ma oprócz łóżka plany itd itp. Przypuszczam, że NIE i nie ma żadnych planów! Ot, zwyczajny kurzy mózg! A co będzie jak dziewczyna zajdzie w ciążę, to co, też się będzie bał czy wstydził powiadomić o tym swoich rodziców?? A może oświadczy Jej, że na dziecko nie jest gotowy? Kompletna katastrofa! Jako mężczyzna powinien postąpić następująco: podziękować rodzicom za dobre intencje i powiadomić ich o tym, że na taką wycieczkę pojedzie razem ze swoją Hanią czy Anią wtedy kiedy będzie ich RAZEM na to stać! Świat się nie zawali. Jeśli postąpił inaczej, nie jest wart funta kłaków! Gonić gówniarza i tyle! Przypuszczam, że Autorka nie wyciągnie z tego żadnych wniosków i przełykając gorycz będzie pokornie czekała. Życie pokaże Jej kto miał rację.
bardzo ciekawa odpowiedz, ale powiedz mi przeciez my same godziny się na to aby zyc z kims "tylko na stancji" a potem rozjechac sie do swoich domow na swieta?
wiem mialam chlopakow, zaden na swieta ze swojego miasta nie przyjechal do mnie.
czy stoi cos na przeszkodzie, azeby zareczyc sie i nawet wziąc slub i zyc tak jak teraz, moze wtedy nasza autorka bedzie czula sie lepiej?nie musza miec przeciez dzieci nim nie skoncza studiów,moze tego wlasnie jej brakuje, chociaz tego pierscionka ktory pokaze wszystkim-ze jest wazniejsza niz mysla inni.
Młoda dziewczyna prosi o poradę w delikatnej sprawie. Sugestii było wiele, a nawet wiele utarczek słownych, zupełnie bez potrzeby. Rozsądne stanowisko zajęli assassin i Ela 210 -"zerwać w trybie natychmiastowym". Myślę, że większość wypowiadających się nie zrozumiała intencji autorki.W mojej ocenie Jej nie zależy na tym aby gówniarz Ją niańczył przez tydzień czy dwa, tylko aby się zadeklarował jako mężczyzna. Wszelkie tłumaczenia, że to "dziecko" mamusi i tatusia którzy obiecali mu czekoladkę nie trzyma się kupy i w złym świetle stawia podpowiadających. Skoro od 4 lat traktuje dziewczynę jako "wkład do łóżka" i dzięki Jej uległości nie ma z tym żadnego problemu /i tu występuje jako pożal się Boże dorosły.../, to w sytuacji kiedy należy podjąć wcale nie skomplikowaną decyzję chowa ogon między nogi i wybiera opcję korzystniejszą dla siebie. A dziewczyna? Dziewczyna się nie liczy, ona poczeka! Również porady aby w ramach odwetu pojechała pod namiot z dziewczynami, a jeszcze lepiej z chłopakami /mieli by frajdę/ pozbawione są jakiejkolwiek logiki chyba, że wyznajemy zasadę byle gdzie i z byle kim! Cztery lata wspólnego łóżka niczego gówniarza nie nauczyły, traktuje dziewczynę instrumentalnie a, że jest miły "przed" i może "po" to absolutnie o niczym nie świadczy. W ogóle nie wiadomo, czy powiadomił rodziców o swoim czteroletnim związku /cokolwiek byśmy przez to nie rozumieli/, jakie ma oprócz łóżka plany itd itp. Przypuszczam, że NIE i nie ma żadnych planów! Ot, zwyczajny kurzy mózg! A co będzie jak dziewczyna zajdzie w ciążę, to co, też się będzie bał czy wstydził powiadomić o tym swoich rodziców?? A może oświadczy Jej, że na dziecko nie jest gotowy? Kompletna katastrofa! Jako mężczyzna powinien postąpić następująco: podziękować rodzicom za dobre intencje i powiadomić ich o tym, że na taką wycieczkę pojedzie razem ze swoją Hanią czy Anią wtedy kiedy będzie ich RAZEM na to stać! Świat się nie zawali. Jeśli postąpił inaczej, nie jest wart funta kłaków! Gonić gówniarza i tyle! Przypuszczam, że Autorka nie wyciągnie z tego żadnych wniosków i przełykając gorycz będzie pokornie czekała. Życie pokaże Jej kto miał rację.
Litości! To jest tylko krótki wyjazd z rodzicami, a nadajesz temu rangę życiowego dramatu. Pojawiają się przy tym zupełnie zbędne epitety w stylu "gówniarz", "kurzy mózg", a ja pytam: co złego jest w tym, że chłopak spędza trochę czasu z najbliższymi, być może zresztą w ten sposób po raz ostatni?
Cała reszta posta to tylko domysły i wynikająca z nich nadinterpretacja.
86 2019-12-27 22:18:44 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2019-12-27 22:32:28)
A ktoś coś pisał o świętach? Dla zaciemnienia tematu piszecie o świętach, co są czasem rodzinnym i delegacjach, co są służbowym obowiązkiem.
Autorka pytała o ferie i wakacje, i po co przedstawiać ja jako kogoś kto nie zgadza się na żaden wyjazd z rodziną, jak istota pytania jest taka, że czas odpoczynku i zabawy spędza głównie bez niej poza rokiem akademickim.
Czy tak trudno to wydobyć z tekstu??
Mam wrażenie że autorka traktuje te 4 lata jak związek, a on się tylko w związek bawi.
Być może po raz ostatni?? ![]()
Bo co,jak będzie żonaty to nie mogą rodzinnie wyjechać na wakacje czasem?
Może żeby odpowiedzieć tak jak ja, assassin czy niezwykła trzeba mieć za sobą przynajmniej jedno doświadczenie odpuszczenia roli mamy dziecka a zostania matką dorosłego syna?
Ja to zrobiłam gdy starszy syn skończył 19 lat i znalazł partnerkę. I to mimo iż był jako dziecko blisko przy mamusi ![]()
A dla córki nastolatki nie chciałabym takiego chłopaka by po 4latach główną atrakcją wakacji były te z tego mamą..
No właśnie. Regularne spędzanie wakacji bez dziewczyny jest czymś dziwnym. Przecież mógłby swoje wolne chociażby podzielić między nią a rodzinę. I z dziewczyną zorganizować jakiś skromniejszy wyjazd w kraju, na który byłoby ją stać. Ale zdaje się, że takie go nie interesują, a o partnerce nie myśli. Samo to, że mu nie zależy, by spędzić wolny czas z nią jest niepokojące. Tu nie chodzi o pieniądze, tylko o podejście. Pamiętam, jak w młodych latach spędzałam wakacje z moim ex, noclegi w schroniskach, podłych hostelach albo pod namiotem, ale nad pięknym polskim jeziorem i nikomu nie było trzeba więcej. Jakoś sobie nie wyobrażam, by ktoś wtedy stwierdził, że nie jedziemy nigdzie razem, bo rodzina może mu zasponsorować lepsze wakacje - a mogła, zwłaszcza moja. Wszystko da się pogodzić, jeśli się chce.
Buractwo to zostawienie kogoś niby najbliższego samemu sobie, bo mam lepszy sposób na zabawę, bez niego, a on niech tyra całe lato w markecie, sam, jak go nie stać...
Być może po raz ostatni??
Bo co,jak będzie żonaty to nie mogą rodzinnie wyjechać na wakacje czasem?
W tym niepowiększonym składzie już pewnie nie
.
Może żeby odpowiedzieć tak jak ja, assassin czy niezwykła trzeba mieć za sobą przynajmniej jedno doświadczenie odpuszczenia roli mamy dziecka a zostania matką dorosłego syna?
Mam za sobą takie doświadczenie i mogę powiedzieć z całą pewnością, że rola zaborczej, nadopiekuńczej mamusi zdecydowanie mi nie grozi, syna świadomie wychowałam dla innej kobiety. Po prostu uważam, że żadna skrajność nie jest dobra i jeśli chłopak ma dziewczynę, to od tego momentu cały świat nie musi, a nawet nie powinien, kręcić się wokół jej osoby. Swoboda w związku też jest bardzo ważna, inaczej można się udusić.
Zachęcam przy okazji, by wrócić do początku tematu, gdzie Autorka wyraźnie zaznaczyła z czym ma w tej sytuacji największy problem. To może również wskazywać, że wyczulona na pewne rzeczy wyolbrzymia inne.
Autorki a Ty mu kiedykolwiek powiedziałaś, że odłożysz tyle aby móc z nim kiedyś wspólnie wyjechać ? Czy oczekujesz że on będzie dawał z siebie 100% a Ty już nie musisz, które to śmieszne myślenie zdają się potwierdzać niektóre netkobirtki.
Uważasz, że nie jesteś dla niego najważniejsza? Wolisz aby mieszkał z rodzicami cami a jeździł z Tobą czy aby mieszkał z Tobą a jeździł z rodzicami?
Chcesz być najważniejsza czy jedyna ?
Zarówno Ty jak i część wypowiadających się niecch poczyta o bluszczach
90 2019-12-28 09:55:12 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2019-12-28 10:26:47)
Może bluszczem młodzieniec co u mamy pełną gębą dziecko a u dziewczyny full wypas mąż, bez zobowiązań.?:) Żyć nie umierać pobawmy się w dom ![]()
W sensie finansowym to ona nie jest bluszczem, pracuje. W sensie emocjonalnym nie wiem, ale chyba nie robią wszystkiego razem, bo praca wymaga czasu chociażby .
Rozważania już teoretyczne bo autorka się zmyła.
Mimo wszystko poradziłabym jej zamieszkanie z koleżankami na czas studiów, poznanie też innych osób bo może wieku 16 lat on wydawał się księciem z bajki a wcale tyłu zalet nie ma. i być może na narzeczoną nigdy nie awansujesz..
A może zaczniesz pisać o sytuacji autorki a nie własnej ?
Bluszczem i dzieckiem jest osobą wyjeżdżająca 2 razy do roku z rodzicami na wakacje natomiast normalna jest dziewczyną która każda wolną chwilę ma spędzać z chłopakiem a jak nie to awantura.
No ale ona bluszczem nie jest ! W końcu w pracy z nim nie jest ! W kiblu pewnie też nie
92 2019-12-28 11:42:56 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2019-12-28 12:15:49)
A może zaczniesz pisać o sytuacji autorki a nie własnej ?
Bluszczem i dzieckiem jest osobą wyjeżdżająca 2 razy do roku z rodzicami na wakacje natomiast normalna jest dziewczyną która każda wolną chwilę ma spędzać z chłopakiem a jak nie to awantura.No ale ona bluszczem nie jest ! W końcu w pracy z nim nie jest ! W kiblu pewnie też nie
Sorry ale jak myślisz, że istotą problemu jest to że on spędzi czasem wakacje z rodzicami,a nie ogólne podejście do niej jako osoby to nie porozumiemy się.
Chodzi o ogarnięcie całości problemu, a nie wybieranie fragmentu.
Może ten dylemat rozumiemy inaczej.
Ty bardzo prosto,że nie chce się rozstać na 2 tygodnie, twoje prawo. Niby tak napisała, że tęskni wtedy
Ale też trochę innych rzeczy z których wynika, że nie to jest głównym problemem.
W sumie na proste pytanie czy kiedyś dostąpie zaszczytu ? odpowiedź tu padla: po ślubie;)
Czy takowy się odbędzie?
Ty odpowiedz jako przedstawiciel młodszego pokolenia -Ja86- na miejscu tego 20 latka, deklarował byś się? Co byś miał na tym zyskać?
marakujka napisał/a:Tak podsumuję ten "subtelny dylemat": wyjazd na kurs językowy - jak najbardziej ok; wyjazd do umierającej cioci - też ok; ale już wyjazd z rodziną na wakacje - bebe, fuj i jedna wielka hańba.
Wersja skrócona dla opornych.:
Dla mnie mieszkanie razem to poważny związek czy masz 20 czy 50 lat
Czyli piszę do niej jak do mężatki.
To chyba wyjaśnia sprawę czy może ktoś proponuje osobne działy dla mężatek i nie zaobraczkowanych?
Albo w jakich przedziałach wiekowych?
Mężatce poradziłabyś inaczej ? Ja nie.
Więc problem w klasyfikacji ich związku.
Czyli mąż jedzie na szkolenie do Londynu sam lub fundatorem, A na wakacje z żoną. chyba że oprócz tego gdzieś sam, jak taki styl przyjmą.
Resztę napisałam w postach?
Miałam nic tu już nie pisać, ale dostałam wenę.
Chłopak nie ma chęci jej dawać nadziei, że kiedyś będzie tak pięknie, i gdy będą mieli więcej własnej kasy, to sobie też odpalą jakieś wakacje, a ty już traktujesz ich związek na równi z małżeństwem... Nie wiedząc przy tym niczego więcej, ponad to, co dziewczyna napisała.
W dodatku wpychasz swoją rękę w portfel jego rodziców i opiniujesz, na co powinni wydawać, a na co nie i dlaczego... Oszołomsko. Póki co wychodzi u ciebie na to, że jego rodzice muszą koniecznie fundować coś komuś tylko z powodu fanaberii (lekkiego podejścia do związku) ich syna. Bo jeśli nie zafundują, to są hołotą.
Nawet nie wiesz, jak wygląda reszta ich wakacji. Może nie jest przypadkiem to, ze ich wspólne wyjazdy są tylko ze znajomymi? Bo wiadomo, ze znajomymi taniej. Może dziewczyna jest z tego typu ludzi przekładających złocisze w skarpecie i na jakiekolwiek inny sposób spędzenia czasu ponad siedzenie w domu, najlepiej z chłopem oczywiście lub wlaśnie ten wyjazd ze znajomymi, nie pójdzie?
Czekam na dalsze olśnienia, bo jak z tego co pisałam zrozumiałaś że chodzi o fundowanie wycieczek to słabo.
I jakbyś nie zauważyła to z punktu widzenia autorki to poważny związek i takiego traktowania oczekuje.
Jakby uznawała go za niepoważny,nie byłoby tematu.
Twoja logika jest z innej bajki, sorry,
Autorka może traktować ten związek poważnie chłopak nie. Zresztą o czym my tu mówimy. Wakacje za granicą w dzisiejszych czasach to nie jest żaden rarytas. Wystarczy pokombinować i można pojechać za grosze. Do Tajlandii jedzie całą bieda z Europy Zachodniej, bo tam dla nich tanio. Także nie demonizujmy. Nie żyjemy w latach 70 czy 80.
Czekam na dalsze olśnienia, bo jak z tego co pisałam zrozumiałaś że chodzi o fundowanie wycieczek to słabo.
I jakbyś nie zauważyła to z punktu widzenia autorki to poważny związek i takiego traktowania oczekuje.Jakby uznawała go za niepoważny,nie byłoby tematu.
Twoja logika jest z innej bajki, sorry,
W wątku pierwsza zaopiniowałaś, że cała rodzina to buraki, bo wyjeżdżają gdzieś na wakacje.
Itd itp.
Ela, może przejrzyj swoje wpisy w tym wątku. Cytować cię nie będę, bo rozmowa z tobą nie ma już większego sensu.
A to na pewno, moja logika, a twoja - to dwie różne bajki. ![]()
Autorko wątku, zaglądasz jeszcze tutaj, czy nie?
Może napisz coś więcej o waszej relacji? Czy jego rodzice cię zapraszają do siebie?
Ela20 jakie rzekome problemy w związku autorki sobie sama wymyśliłaś, które tylko Ty widzisz ? Na podstawie krótkiego, mało szczegółowego opisu stworzyłaś sobie całą teorie zachowania jej partnera i na podstawie tej teorie zdążyłaś obrazić zarówno jego jak i cała jego rodzinę.
Jako przedstawiciel młodszego pokolenia śpieszę tłumaczyć, że plotkowanie i odgadywanie innych a zwłaszcza obdzieranie ich z czci na podstawie jednej wypowiedzi jednej tylko strony już dawno zostało przez nas porzucone i zostaje tylko w gestii starych niewykształconych bab wioskowych.
Autorka nic nie wyjaśniła nic nie rozwinęła, ba nic a nic nie wspomniała o swojej sytuacji, o tym co sama robi aby móc pojechać z chłopakiem. Pracuje. To wiemy, razem mieszkają, to wiemy. Czy robi coś w kierunku oszczędzania aby móc z chłopakiem gdzieś pojechać ? Czy w ogóle gdzieś razem jeżdżą ? Czy tylko mieszkają ? Jakie są ich relacje gdy razem mieszkają ? Czy kiedykolwiek gdzieś ja zabrał ? Tysiące pytań istotnych aby móc cokolwiek stwierdzić pozostały bez odpowiedzi.
Wiemy że autorka ma za źle że jego rodzice mają kasę a jej nie i że wyjeżdża z nimi na wakacje jako 20 latek.
Tylko tyle wiemy. reszta to tylko i wyłącznie projekcje każdego komentującego
Ja bym wszystko zrozumiał, gdby spędzali ze sobą mało czasu i ten wolny okres, zamiast wykorzystać na wspólny wypoczynek chłopak poświęcał czas na wakacje z rodziną. tymczasem oni si e regularnie i często widują. Więc powstaje schemat taki, ze facet nie może się urwać GDZIEKOLWIEK sam, bo już dziewcze płacze i tęskni. Nieważne, czy to Seszele, Monako, Międzuyzdroje czy Sandomierz - grunt, że go NIE MA przy niej.
Zatem pojawi się pytanie czy problem leży w tym gdzie i na jak długo gość wyjeżdża czy też czy w ogóle wyjeżdża...?Mam po prostu wrażenie( możę mylne) że Autorka chce go przy sobie mieć cały czas..
Zdaje się, że problem w tym, że oni w ogóle nie spędzają wakacji razem?
Nie chodzi o to, że nie może nigdzie pojechać sam czy z rodzicami.
99 2019-12-28 22:46:55 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2019-12-28 22:50:41)
Odzieranie że czci? ![]()
Ubawilam się, ale nie takie było pytanie do przedstawiciela światłego pokolenia.
Jak Ci tak lepiej, niech Ci będzie,że ja wioskowa stara baba a Ty oświecony świeżak.;) Zapewne z Wielkiego City ![]()
100 2019-12-29 01:42:08 Ostatnio edytowany przez ja86 (2019-12-29 01:44:36)
Niepodobna autorka nic nie napisała wprost, że nie spędzają. Nie podała też ewentualnych powodów dlaczego, czy to przez jej brak kasy (no ale pracuje w końcu to odłożyć na namiot może), czy niechęć chłopaka, czy brak urlopu, który wykorzystuje na jeżdżenie z rodzicami, czy z jakiegokolwiek innego powodu. W 100% skupia się na kasie rodziców i faktem jego wyjazdów z nimi.
Ela220 nazwała jego rodzinę burakami, w sumie do tej pory nie wyjaśniając dlaczego. Jak rozumiem to była więc pochwała tak ?
101 2019-12-29 10:26:40 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2019-12-29 10:28:00)
i nie wycofuję się z tego określenia,o ile rodzice wiedzą o 4 letnim związku i mieszkaniu razem,a żadna propozycja wspólnych wakacji, choćby częściowo współfinansowanych nie padła. A tak wygląda.
Jak poda inne fakty, to zmienię zdanie.
Pisałam o tym we wcześniejszych postach, wystarczy czytać jak się do kogoś odnosisz na forum.
Ale jak widać autorka nie ma o tym ochoty dyskutować, więc dyskusja jest raczej teoretyczna.
I nie mówimy tu o jakiejś poznanej 3miesiace wcześniej ntej panience syna.
Jeśli on traktuje tą relację niepoważnie i tak to przedstawia rodzicom, oni oczywiście burakami nie są, tylko On botwinką.
Jeśli propozycje padają, a ona za każdym razem obrusza się podkreślając jaka to między nimi różnica materialną, zamiast zrobić coś by częściowo się dołożyć, może nawet by nie chcieli, to botwinką jest ona.
Czy teraz wystarczająco jasno?
i nie wycofuję się z tego określenia,o ile rodzice wiedzą o 4 letnim związku i mieszkaniu razem,a żadna propozycja wspólnych wakacji, choćby częściowo współfinansowanych nie padła. A tak wygląda.
Jak poda inne fakty, to zmienię zdanie.
Pisałam o tym we wcześniejszych postach, wystarczy czytać jak się do kogoś odnosisz na forum.
Ale jak widać autorka nie ma o tym ochoty dyskutować, więc dyskusja jest raczej teoretyczna.
I nie mówimy tu o jakiejś poznanej 3miesiace wcześniej ntej panience syna.
Jeśli on traktuje tą relację niepoważnie i tak to przedstawia rodzicom, oni oczywiście burakami nie są, tylko On botwinką.
Jeśli propozycje padają, a ona za każdym razem obrusza się podkreślając jaka to między nimi różnica materialną, zamiast zrobić coś by częściowo się dołożyć, może nawet by nie chcieli, to botwinką jest ona.
Czy teraz wystarczająco jasno?
Super. Teraz mam straszna ochote za zupe botwinke. Nie dosc, ze jest 3 w nocy to jeszcze botwiny tutaj nie sprzedaja.
Wracajac jednak do tematu to jezeli moj syn bylby w cztero letnim zwiazku i bym miala duzo pieniedzy, to bym zabrala jego dziewczyne na wakacje tez.
Bardzo jasne, nazwę wszystkich burakami bo taki mam kaprys.
Niepodobna autorka nic nie napisała wprost, że nie spędzają. Nie podała też ewentualnych powodów dlaczego, czy to przez jej brak kasy (no ale pracuje w końcu to odłożyć na namiot może), czy niechęć chłopaka, czy brak urlopu, który wykorzystuje na jeżdżenie z rodzicami, czy z jakiegokolwiek innego powodu. W 100% skupia się na kasie rodziców i faktem jego wyjazdów z nimi.
Ela220 nazwała jego rodzinę burakami, w sumie do tej pory nie wyjaśniając dlaczego. Jak rozumiem to była więc pochwała tak ?
Jeśli o mnie chodzi, to ja nazwałam buractwem zachowanie, kiedy ktoś na wakacje przestaje pamiętać o partnerze, niech się martwi o siebie, spędza czas w pracy/siedzi w domu, skoro go nie stać na tak drogi wyjazd jak mnie, ważne że ja mogę się bawić, jemu zdjęcia pokażę.
To tylko kwestia woli, żeby zorganizować coś przystępnego wspólnie przynajmniej na część urlopu.
O jego rodzinie nie pisałam.
A ile robi autorka aby móc wyjechać z chłopakiem? Pracuje. Dlaczego nic nie wspomina o tym, że zbiera na wyjazd pieniądze ?
Oczekuje, że jego rodzice sfinansują jej wyjazd bo oni mają kasę a jej nie.
Buractwem nazwac można co najwyżej ocenianie innych na podstawie dwóch zdań jednej strony i stworzonej przez siebie fantazji
A ile robi autorka aby móc wyjechać z chłopakiem? Pracuje. Dlaczego nic nie wspomina o tym, że zbiera na wyjazd pieniądze ?
Oczekuje, że jego rodzice sfinansują jej wyjazd bo oni mają kasę a jej nie.
Buractwem nazwac można co najwyżej ocenianie innych na podstawie dwóch zdań jednej strony i stworzonej przez siebie fantazji
Gdzie napisała, że oczekuje, że jego rodzice sfinansują jej wyjazd? Nigdzie.
Może więc oceniasz innych "na podstawie dwóch zdań jednej strony i stworzonej przez siebie fantazji".
Pisała natomiast bardzo wyraźnie, że boli ją rozłąka.
Na co ma zbierać? Na wczasy na Karaibach, ze swoimi możliwościami?
Jak pracuje, to pewnie na skromny wyjazd w Polsce ją stać, tylko on musiałby być chętny; czy znowu wyciągasz bardzo daleko idące wnioski z tego, że nie napisała, że zbiera na namiot?
107 2019-12-29 15:20:54 Ostatnio edytowany przez assassin (2019-12-29 15:34:12)
Autorki a Ty mu kiedykolwiek powiedziałaś, że odłożysz tyle aby móc z nim kiedyś wspólnie wyjechać ? Czy oczekujesz że on będzie dawał z siebie 100% a Ty już nie musisz, które to śmieszne myślenie zdają się potwierdzać niektóre netkobirtki.
Uważasz, że nie jesteś dla niego najważniejsza? Wolisz aby mieszkał z rodzicami cami a jeździł z Tobą czy aby mieszkał z Tobą a jeździł z rodzicami?
Chcesz być najważniejsza czy jedyna ?
Zarówno Ty jak i część wypowiadających się niecch poczyta o bluszczach
Gdzie jest napisane, że typ pracuje na przykład, bo tylko stąd może być te 100%, no GDZIE?!?!?!?!?!?
Cześć,
pisze do was z prośbą o wypowiedzenie się, gdyż nie jestem pewna co na ten temat myśleć.
Mam 20 lat.Pochodzę z niezamożnej rodziny, inaczej niż mój chłopak. Bardzo się kochamy, jednak gdy przychodzą ferie lub wakacje, bardzo przeżywam jego wyjazdy z rodziną. Rozstajemy się na tydzień dwa, ja pracuje, on bawi się na drugim końcu świata. Z jednej strony nie chce go ograniczać i chce żeby dobrze spędził czas na wyjeździe. Z drugiej strony bardzo boli mnie ten dysonans, czasem chciałbym żeby powiedział, że ważniejsze jest dla niego żeby być ze mną, a kiedyś na pewno będziemy jeździli razem. Co wy na to?
A powiedziałaś mu o swoich odczuciach i czego Tobie w tej sytuacji brakuje, czy oczekujesz, że facet się domyśli(?), bo ...zakochani ponoć czytają sobie w myślach ;-)
Oczywiście facet ma możliwość zrezygnowania z możliwości, które zapewniają mu rodzice i zostać z Tobą, żeby nie było Ci przykro. Bo jednak nie widzę powodów, dla których jego rodzice mieliby finansować wakacje partnerce swojego syna. Czy to jednak ma sens? Jak sama zauważyłaś bez sensu byłoby, żeby tracił okazję do odpoczynku i fajnie, że ma taką możliwość. Zatem wszystko rozchodzi się o Twoje złe samopoczucie z powodu jego wyjazdów i to, że przez tydzień albo dwa tęsknisz i trawi Cię poczucie gorszości a facet nie domyśla się. Może zacznij mówić co myślisz i czujesz, zamiast tworzyć sztuczne problemy.