Tylko żeby kogoś poznać trzeba z nim spędzić wiele czasu. Związek na odleglosc nie daje takich możliwości. Nie da się stwierdzić jak ta osoba zachowuje się na codzien. Nawet weekendowe spotkanie nie wiele wyjaśnia w tym temacie.
Eeeee..z takim mysleniem to nikt nigdy by się z nikim nie związał..Sutuacje które sprawdzają związki zdarzają się po 5. 10 i 20 latach..Jakoś w większosci kobiety wypowiadające się w tym wątku mają jakieś siniaki i blizny, a jakoś żyjemy i nie żądamy gwarancji, bo jej nie ma..
Najlepiej więc spotkać się gdzieś pośrodku, ale to muszą chcieć dwie strony.
Ja nadal twierdzę że "to nie to" bo człowiek tak łatwo nie odpuszcza.
Jak od pocztątju są takie "rozkminy" to to nie to.
A że może oszukać? Na pewno jak ktoś mieszka w znacznym oddaleniu łatwiej jest zataić pewne fakty, ale oczukać może nawet osoba mieszkająca na sąsiedniej ulicy.
Z takim podejściem, to ród ludzki by wymarł, bo ludzie bali by się wiązać ze sobą.
By poznać człowieka (niezależnie od płci) w codzienności, trzeba z nim zamieszkać, ale i wtedy, nawet po latach, jego zachowanie może zaskoczyć. Nikt nikomu nie zagwarantuje wiecznej szczęśliwości w związku (bez związku też nie).
Ptaki urodzone w klatce myślą, że latanie to choroba.
Wielu ludzi myśli, że kochać kogoś to być jak stacja benzynowa: jak brakuje paliwa, przyjeżdżam i uzupełniam braki. Humanistyczni psychologowie nazywają to miłością braku, gdzie drugi człowiek ma nam dać to, czego nie mamy.
Zgoda na relację z drugim człowiekiem, to zawsze jest ryzyko. Nikt nam nie da gwarancji, że nie zostaniemy zdradzeni.
Ludzie szybko uczą się bezradności, czyli poczucia, że ich kontrola i wpływ na sytuację są nieskuteczne. Bezradność chroni nas przed konfrontacją z innymi stanami, których nie chcemy. Ze złością, z frustracją, lękiem.
Rossanko po jednym spotkaniu na żywo mam wiedzieć juz ze to jest to? ?szczerze nigdy tak nie miałam. Zawsze potrzebowałam trochę czasu.
331 2018-11-18 13:36:43 Ostatnio edytowany przez rossanka (2018-11-18 13:51:14)
Jak chcesz, to się z nim spotkaj jeszcze raz i kolejny. Jak zobaczysz że Cię te spotkania meczą, że znajomość nie sprawia Ci radości to faktycznie po co się zmuszać.
Edit
Milka a chciałabyś się z nim jeszcze raz spotkać?
O matko... Milka znowu w natarciu... ![]()
Szczerze podziwiam za konsekwencję... Wprawdzie chyba trochę szkoda życia na te nieustające użalanie się nad sobą, ale co kto lubi... ![]()
Rossanka myślę że chciałabym się jeszcze z nim spotkać.
Volver ja się nie uzalam. Ja piszę o swoich uczuciach a to jest różnica.
Rossanka myślę że chciałabym się jeszcze z nim spotkać. .
To się spotkaj i zobaczysz co dalej. Na razie bez spiny.
milka, A odczucia masz takie a nie inne, bo traktujesz to wszystko zadaniowo. A wyników brak. Mówimy Ci tu jednym głosem - zmień w końcu nastawienie. ![]()
Sony ale już wcześniej pisałam że niezależnie od tego co mysle czy robię to do głosu i tak dochodzą pragnienia serca. Przeciez wiadomo ze tak naprawdę to co robimy ,ile dzieci mamy ,czy jesteśmy biedni czy bogaci nie ma żadnego znaczenia. I tak skończy się to nasze ziemskie życie Ja to wszystko wiem. Ale i tak nie żyje mi się łatwiej.
Poczucie osamotnienia ma to do siebie, że samo się wzmacnia, trzeba bardzo na to uważać. Nie obrażać się na życie. To nie samotność jest tragedią, ale nasze przekonanie, że jesteśmy pokrzywdzeni przez los.
Sony ale już wcześniej pisałam że niezależnie od tego co mysle czy robię to do głosu i tak dochodzą pragnienia serca. Przeciez wiadomo ze tak naprawdę to co robimy ,ile dzieci mamy ,czy jesteśmy biedni czy bogaci nie ma żadnego znaczenia. I tak skończy się to nasze ziemskie życie Ja to wszystko wiem. Ale i tak nie żyje mi się łatwiej.
A co by się musiało stać, aby żyło Ci się łatwiej?
Sony ale już wcześniej pisałam że niezależnie od tego co mysle czy robię to do głosu i tak dochodzą pragnienia serca. Przeciez wiadomo ze tak naprawdę to co robimy ,ile dzieci mamy ,czy jesteśmy biedni czy bogaci nie ma żadnego znaczenia. I tak skończy się to nasze ziemskie życie Ja to wszystko wiem. Ale i tak nie żyje mi się łatwiej.
Ale pragnień serca akurat nie realizuje się zadaniowo. To nie plan, który ma być wykonany do określonego czasu, w określonej formie. Pisze jak jakaś męczennica.
milka, A jacy mężczyźni są dla Ciebie interesujący? I jaką ich sytuację życiową jesteś w stanie zaakceptować?
Milka musiała by poznać fajnego faceta, tylko o takich trudno. A i wejście w związek nie gwarantuje szczęścia. Wiem to po sobie.
341 2018-11-18 15:18:58 Ostatnio edytowany przez missnowegojorku (2018-11-18 15:20:41)
milka76 napisał/a:Sony ale już wcześniej pisałam że niezależnie od tego co mysle czy robię to do głosu i tak dochodzą pragnienia serca. Przeciez wiadomo ze tak naprawdę to co robimy ,ile dzieci mamy ,czy jesteśmy biedni czy bogaci nie ma żadnego znaczenia. I tak skończy się to nasze ziemskie życie Ja to wszystko wiem. Ale i tak nie żyje mi się łatwiej.
Ale pragnień serca akurat nie realizuje się zadaniowo. To nie plan, który ma być wykonany do określonego czasu, w określonej formie. Pisze jak jakaś męczennica.
milka, A jacy mężczyźni są dla Ciebie interesujący? I jaką ich sytuację życiową jesteś w stanie zaakceptować?
To już pisała kawaler bez zobowiązań. Akurat słynny Eichelberger jest starym zarozumialcem.
[...]To już pisała kawaler bez zobowiązań.[...]
Tak przypuszczałam.
missnowegojorku napisał/a:[...]To już pisała kawaler bez zobowiązań.[...]
Tak przypuszczałam.
To akurat nie jest niewykonalne. Trochę ich zostało. Niewielu, ale się zdarzają. Nie jest to jakieś super zaostrzone kryterium
344 2018-11-18 15:56:04 Ostatnio edytowany przez SonyXperia (2018-11-18 15:57:08)
SonyXperia napisał/a:missnowegojorku napisał/a:[...]To już pisała kawaler bez zobowiązań.[...]
Tak przypuszczałam.
To akurat nie jest niewykonalne. Trochę ich zostało. Niewielu, ale się zdarzają. Nie jest to jakieś super zaostrzone kryterium
Czyli rozwiedziony z dziećmi, ale troskliwy, opiekuńczy, godny zaufania, gotowy na ustępstwa, pragnący stworzyć pełną rodzine, taki domator, nie lekkoduch i hulaka, i to w typie, byłby bez szans? ![]()
Rossanka wcale nie jest aż tak mało tych kawalerów tylko problem w tym, że oni zazwyczaj szukają młodszych bo chcą mieć jeszcze dzieci.
Dla niektórych to jakieś mega wymaganie. Jak ktoś jest po rozwodzie, ma dzieci to owszem może być mega wymaganie. Ale jeśli ktoś nie ma zobowiązan to co w tym dziwnego że chciałby być z kimś kto jest na podobnym etapie życia.
Na tym kończę mój udział w tym temacie.
rossanka napisał/a:SonyXperia napisał/a:Tak przypuszczałam.
To akurat nie jest niewykonalne. Trochę ich zostało. Niewielu, ale się zdarzają. Nie jest to jakieś super zaostrzone kryterium
Czyli rozwiedziony z dziećmi, ale troskliwy, opiekuńczy, godny zaufania, gotowy na ustępstwa, pragnący stworzyć pełną rodzine, taki domator, nie lekkoduch i hulaka, i to w typie, byłby bez szans?
To już od Milka zależy. No każdy ma jakieś preferencje i oczekiwania.
Z dziećmi to ją nawet rozumiem. Dziecko nigdy nie będzie jej traktować jak matki, co najwyżej usłyszy, nie mów mi co mam robić, nie jesteś moją matką, a i w tle jest zawsze pierwsza żona, dla której ta druga jest nikim.(z obserwacji w rodzinie -związek nie przetrwal)
Oczywiście może się zdarzyć wariant, że jakoś się wszystko poskłada, ale różnie bywa.
Myślę, że bardziej dogadałby się rozwodnik z dzieckiem z rozwodką z dziećmi, bo są na podobnym etapie życiowym. Obydwoje już są rodzicami.
To tak na marginesie.
Ale nie ma co gdybać, bo ten mężczyzna z internetu nie ma dzieci, ani nie miał żony. To sobie możemy tak bić piane.
347 2018-11-18 16:10:43 Ostatnio edytowany przez SonyXperia (2018-11-18 16:12:22)
Znam taką jedną, która również twierdziła, że szuka partnera. Ona samotna była, sama mieszkała, a w domu ciągle się coś psuło, męskiej ręki brakowało, i trzeba było płacić za naprawy różnym hydraulikom, elektrykom itp. majstrom. Poza tym, całe życie nie było stać ją na dobre auto, więc najlepiej jakby kandydat takowe posiadał, to by ją wtedy podwoził tu i tam, bo jej się zużywa. Wymogiem dla kandydata do jej ręki było też to aby oczywiście zamieszkał w jej rodzinnym domu, bo ona nie będzie się nigdzie na 'stare' lata przeprowadzać. Żeby było śmieszniej to jest kobieta naprawdę ładna i atrakcyjna, zwraca uwagę mężczyzna. Niestety żaden nie przyjął posady "złotej rączki" od domowych napraw i podwózki ![]()
348 2018-11-18 16:11:46 Ostatnio edytowany przez rampampam (2018-11-18 16:12:15)
Ale jeśli ktoś nie ma zobowiązan to co w tym dziwnego że chciałby być z kimś kto jest na podobnym etapie życia.
Na tym kończę mój udział w tym temacie.
Jakbyś miała 10 lat mniej, to ok. Teraz to już utopia, moim skromnym zdaniem. Ewentualnie szukaj wśród 50-latków.
Czasem, niestety - a wiem to z własnych bolesnych doświadczeń - trzeba przestać oszukiwać samą siebie.
Twoje szansę na taki związek, o jakim mówisz, są w moim odczuciu bliskie zeru. Warto albo zmienić kryteria, albo nauczyć się z tym żyć.
Rossanka wcale nie jest aż tak mało tych kawalerów tylko problem w tym, że oni zazwyczaj szukają młodszych bo chcą mieć jeszcze dzieci.
Dla niektórych to jakieś mega wymaganie. Jak ktoś jest po rozwodzie, ma dzieci to owszem może być mega wymaganie. Ale jeśli ktoś nie ma zobowiązan to co w tym dziwnego że chciałby być z kimś kto jest na podobnym etapie życia.
Na tym kończę mój udział w tym temacie.
To już kwestia upodobań, mają prawo do tego by szukać kobiety, która urodzi im dzieci, tak jak Ty masz prawo szukać bedzietnego mężczyzny.
Ale mylę też, co do dzieci, że dużo szuka partnerki do życia, a nie tylko matki dla dzieci. A co jakby poznali powiedzmy 25 latke, a ona dzieci z jakichs medycznych powodów nigdy nie będzie miała? Myślę, że zależy jaką ona by była osobą.
A jak się zdarza, że facet odchodzi, bo kobieta niby nie może mu dać dziecka-w większości przypadków jest to taka zasłona dymna, ale trzeba jakoś umitywowac odejście.
Znam taką jedną, która również twierdziła, że szuka partnera. Ona samotna była, sama mieszkała, a w domu ciągle się coś psuło, męskiej ręki brakowało, i trzeba było płacić za naprawy różnym hydraulikom, elektrykom itp. majstrom. Poza tym, całe życie nie było stać ją na dobre auto, więc najlepiej jakby kandydat takowe posiadał, to by ją wtedy podwoził tu i tam, bo jej się zużywa. Wymogiem dla kandydata do jej ręki było też to aby oczywiście zamieszkał w jej rodzinnym domu, bo ona nie będzie się nigdzie na 'stare' lata przeprowadzać. Żeby było śmieszniej to jest kobieta naprawdę ładna i atrakcyjna, zwraca uwagę mężczyzna. Niestety żaden nie przyjął posady "złotej rączki" od domowych napraw i podwózki
![]()
Czyli ladnośc i atrakcyjność, to za mało, wbrew temu co niektórzy sądzą:)
To autentyczny przypadek?
351 2018-11-18 16:18:21 Ostatnio edytowany przez SonyXperia (2018-11-18 16:18:54)
SonyXperia napisał/a:Znam taką jedną, która również twierdziła, że szuka partnera. Ona samotna była, sama mieszkała, a w domu ciągle się coś psuło, męskiej ręki brakowało, i trzeba było płacić za naprawy różnym hydraulikom, elektrykom itp. majstrom. Poza tym, całe życie nie było stać ją na dobre auto, więc najlepiej jakby kandydat takowe posiadał, to by ją wtedy podwoził tu i tam, bo jej się zużywa. Wymogiem dla kandydata do jej ręki było też to aby oczywiście zamieszkał w jej rodzinnym domu, bo ona nie będzie się nigdzie na 'stare' lata przeprowadzać. Żeby było śmieszniej to jest kobieta naprawdę ładna i atrakcyjna, zwraca uwagę mężczyzna. Niestety żaden nie przyjął posady "złotej rączki" od domowych napraw i podwózki
Czyli ladnośc i atrakcyjność, to za mało, wbrew temu co niektórzy sądzą:)
To autentyczny przypadek?
Tak.
W rodzinie. Teraz już na jakikolwiek związek bez szans.
milka76 napisał/a:Ale jeśli ktoś nie ma zobowiązan to co w tym dziwnego że chciałby być z kimś kto jest na podobnym etapie życia.
Na tym kończę mój udział w tym temacie.Jakbyś miała 10 lat mniej, to ok. Teraz to już utopia, moim skromnym zdaniem. Ewentualnie szukaj wśród 50-latków.
Czasem, niestety - a wiem to z własnych bolesnych doświadczeń - trzeba przestać oszukiwać samą siebie.
Twoje szansę na taki związek, o jakim mówisz, są w moim odczuciu bliskie zeru. Warto albo zmienić kryteria, albo nauczyć się z tym żyć.
E tam. A ja niedawno poznałam w moim wieku faceta bez zobowiazan. Istnieją jeszcze tacy. (Uprzedzam, to tylko kolega).;)
To "pragnienie serca" to raczej potrzeba zaklejenia emocjonalnej dziury..
SonyXperia napisał/a:Znam taką jedną, która również twierdziła, że szuka partnera. Ona samotna była, sama mieszkała, a w domu ciągle się coś psuło, męskiej ręki brakowało, i trzeba było płacić za naprawy różnym hydraulikom, elektrykom itp. majstrom. Poza tym, całe życie nie było stać ją na dobre auto, więc najlepiej jakby kandydat takowe posiadał, to by ją wtedy podwoził tu i tam, bo jej się zużywa. Wymogiem dla kandydata do jej ręki było też to aby oczywiście zamieszkał w jej rodzinnym domu, bo ona nie będzie się nigdzie na 'stare' lata przeprowadzać. Żeby było śmieszniej to jest kobieta naprawdę ładna i atrakcyjna, zwraca uwagę mężczyzna. Niestety żaden nie przyjął posady "złotej rączki" od domowych napraw i podwózki
Czyli ladnośc i atrakcyjność, to za mało, wbrew temu co niektórzy sądzą:)
To autentyczny przypadek?
A może ona nie chce tak naprawdę być w zwiazu (z przyczyn jedynie sobie znanych).
rampampam napisał/a:milka76 napisał/a:Ale jeśli ktoś nie ma zobowiązan to co w tym dziwnego że chciałby być z kimś kto jest na podobnym etapie życia.
Na tym kończę mój udział w tym temacie.Jakbyś miała 10 lat mniej, to ok. Teraz to już utopia, moim skromnym zdaniem. Ewentualnie szukaj wśród 50-latków.
Czasem, niestety - a wiem to z własnych bolesnych doświadczeń - trzeba przestać oszukiwać samą siebie.
Twoje szansę na taki związek, o jakim mówisz, są w moim odczuciu bliskie zeru. Warto albo zmienić kryteria, albo nauczyć się z tym żyć.E tam. A ja niedawno poznałam w moim wieku faceta bez zobowiazan. Istnieją jeszcze tacy. (Uprzedzam, to tylko kolega).;)
A ja lubię mężczyzn ze zobowiązaniami (dziećmi)
To jak traktują własne dzieci stanowi dla mnie bardzo ważne kryterium oceny. ![]()
To "pragnienie serca" to raczej potrzeba zaklejenia emocjonalnej dziury..
A dziura wessie każdego kto się zbliży, i okaże się, że nadal w tym miejscu jest dziura, gdyż tak to działa.
rampampam napisał/a:milka76 napisał/a:Ale jeśli ktoś nie ma zobowiązan to co w tym dziwnego że chciałby być z kimś kto jest na podobnym etapie życia.
Na tym kończę mój udział w tym temacie.Jakbyś miała 10 lat mniej, to ok. Teraz to już utopia, moim skromnym zdaniem. Ewentualnie szukaj wśród 50-latków.
Czasem, niestety - a wiem to z własnych bolesnych doświadczeń - trzeba przestać oszukiwać samą siebie.
Twoje szansę na taki związek, o jakim mówisz, są w moim odczuciu bliskie zeru. Warto albo zmienić kryteria, albo nauczyć się z tym żyć.E tam. A ja niedawno poznałam w moim wieku faceta bez zobowiazan. Istnieją jeszcze tacy. (Uprzedzam, to tylko kolega).;)
Ja nie mówię, że takich nie ma. Ale, nie oszukujmy się : z jakiegoś powodu też są sami, nie? A ci przyzwoici zawsze będą woleli kobiety młodsze, bez dwóch zdań. Więc co zostaje?
rossanka napisał/a:SonyXperia napisał/a:Znam taką jedną, która również twierdziła, że szuka partnera. Ona samotna była, sama mieszkała, a w domu ciągle się coś psuło, męskiej ręki brakowało, i trzeba było płacić za naprawy różnym hydraulikom, elektrykom itp. majstrom. Poza tym, całe życie nie było stać ją na dobre auto, więc najlepiej jakby kandydat takowe posiadał, to by ją wtedy podwoził tu i tam, bo jej się zużywa. Wymogiem dla kandydata do jej ręki było też to aby oczywiście zamieszkał w jej rodzinnym domu, bo ona nie będzie się nigdzie na 'stare' lata przeprowadzać. Żeby było śmieszniej to jest kobieta naprawdę ładna i atrakcyjna, zwraca uwagę mężczyzna. Niestety żaden nie przyjął posady "złotej rączki" od domowych napraw i podwózki
Czyli ladnośc i atrakcyjność, to za mało, wbrew temu co niektórzy sądzą:)
To autentyczny przypadek?A może ona nie chce tak naprawdę być w zwiazu (z przyczyn jedynie sobie znanych).
Chce, chce, bo otwarcie o tym mówi i w sumie ciągle szuka, rozgląda się
Tylko niestety ona potrzebuje, tak jak napisałam, złotej rączki do domu, a nie partnera. Mężczyźni wyczuwają takie kwestie. Podobnie jak kobiety, kiedy mężczyzna zamiast partnerki szuka tak naprawdę gospodyni domowej. ![]()
rossanka napisał/a:rampampam napisał/a:Jakbyś miała 10 lat mniej, to ok. Teraz to już utopia, moim skromnym zdaniem. Ewentualnie szukaj wśród 50-latków.
Czasem, niestety - a wiem to z własnych bolesnych doświadczeń - trzeba przestać oszukiwać samą siebie.
Twoje szansę na taki związek, o jakim mówisz, są w moim odczuciu bliskie zeru. Warto albo zmienić kryteria, albo nauczyć się z tym żyć.E tam. A ja niedawno poznałam w moim wieku faceta bez zobowiazan. Istnieją jeszcze tacy. (Uprzedzam, to tylko kolega).;)
A ja lubię mężczyzn ze zobowiązaniami (dziećmi)
To jak traktują własne dzieci stanowi dla mnie bardzo ważne kryterium oceny.
A nie balabys się. Że zawsze będziesz po dzieciach, że one będą zawsze na pierwszym miejscu i ich zdanie się będzie liczyło na pierwszym miejscu, a nie Twoje? Bo one i ich ojciec to rodzina, a Ty do niej nie należysz?
Kto przy zdrowych zmysłach szuka 40 letniego kawalera, albo panny ? Niby z jakich powodów taki partner ma być lepszy od rozwodnika ? Bo teoretycznie nie ma zobowiązań ? Może dzieci nie ma, ale ma za to pierdylion swoich dziwactw i przyzwyczajeń oraz najczęściej nie potrafi współegzystować z drugim człowiekiem pod jednym dachem. Od kilu lat mieszkam sama i widzę jak dziwaczeję pod pewnymi względami. Takie są fakty. Dlatego na dzień dzisiejszy uważam, że dla mnie fajnego faceta to zwyczajnie szkoda, bo ja z czasem zrobiłam się już mało fajna. Milka na fajną też mi nie wygląda... ![]()
SonyXperia napisał/a:rossanka napisał/a:E tam. A ja niedawno poznałam w moim wieku faceta bez zobowiazan. Istnieją jeszcze tacy. (Uprzedzam, to tylko kolega).;)
A ja lubię mężczyzn ze zobowiązaniami (dziećmi)
To jak traktują własne dzieci stanowi dla mnie bardzo ważne kryterium oceny.
A nie balabys się. Że zawsze będziesz po dzieciach, że one będą zawsze na pierwszym miejscu i ich zdanie się będzie liczyło na pierwszym miejscu, a nie Twoje? Bo one i ich ojciec to rodzina, a Ty do niej nie należysz?
Ross, przecież to różne relacje. Naprawdę uważasz, że powinny że sobą rywalizować? Że tu musi być hierarchia?
Ja nie mówię, że takich nie ma. Ale, nie oszukujmy się : z jakiegoś powodu też są sami, nie? A ci przyzwoici zawsze będą woleli kobiety młodsze, bez dwóch zdań. Więc co zostaje?
Przyzwoici zawsze będą woleli mlodsze"- myślałam, że takie, z którymi im dobrze na płaszczyźnie fizycznej i psychicznej.
I cytaty wypowiedzi jeszcze dwóch starych zarozumialców:
Tak bardzo kochamy swoje marzenia, że boimy się je realizować.
Aby dowiedzieć się, co ludzie naprawdę myślą, trzeba zwrócić większą uwagę na to, co robią, niż na to, co mówią.
364 2018-11-18 16:31:39 Ostatnio edytowany przez SonyXperia (2018-11-18 16:34:09)
SonyXperia napisał/a:rossanka napisał/a:E tam. A ja niedawno poznałam w moim wieku faceta bez zobowiazan. Istnieją jeszcze tacy. (Uprzedzam, to tylko kolega).;)
A ja lubię mężczyzn ze zobowiązaniami (dziećmi)
To jak traktują własne dzieci stanowi dla mnie bardzo ważne kryterium oceny.
A nie balabys się. Że zawsze będziesz po dzieciach, że one będą zawsze na pierwszym miejscu i ich zdanie się będzie liczyło na pierwszym miejscu, a nie Twoje? Bo one i ich ojciec to rodzina, a Ty do niej nie należysz?
Nie, nie bałabym się, bo dzieci powinny być na pierwszym miejscu, przynajmniej te, które ze względu na swój wiek tego miejsca jeszcze wymagają. I gdybym się jeszcze miała decydować, to właśnie z takim mężczyzną chciałabym mieć dziecko. Gdyby te dzieci mnie lubiły, chciałyby spędzać ze mną czas, bardzo by mnie to cieszyło. Wcale, ale to wcale nie stawiałabym się na miejscu ich matki.
Poza tym, gdyby przyszło mi jeszcze kiedyś wychodzić za mąż (nie mówią tu o niezalegalizowanym związku partnerskim), to z pewnością nie miałyby dla mnie znaczenia kwestie materialne. Byłabym pierwszą w tym związku, która zaproponowałaby rozdzielność majątkową. Natomiast jedyne czego oczekiwałabym to lojalności nieprzeliczalnej na pieniądze.
rossanka napisał/a:SonyXperia napisał/a:A ja lubię mężczyzn ze zobowiązaniami (dziećmi)
To jak traktują własne dzieci stanowi dla mnie bardzo ważne kryterium oceny.
A nie balabys się. Że zawsze będziesz po dzieciach, że one będą zawsze na pierwszym miejscu i ich zdanie się będzie liczyło na pierwszym miejscu, a nie Twoje? Bo one i ich ojciec to rodzina, a Ty do niej nie należysz?
Ross, przecież to różne relacje. Naprawdę uważasz, że powinny że sobą rywalizować? Że tu musi być hierarchia?
W rodzinie tak było, napatrzylam się i dziękuję za takie cos:( Druga strona na głowie mogła stawać, a i tak było, nie rozkazu mi, bo nie jesteś moim rodzicem. Dziadkowie tzn nie lepsi- nie będziesz się tak zwracać do naszych wnuków.
I koniec końców się rozpadlo. A szkoda, bo na początku rokowało dobrze.
rampampam napisał/a:Ja nie mówię, że takich nie ma. Ale, nie oszukujmy się : z jakiegoś powodu też są sami, nie? A ci przyzwoici zawsze będą woleli kobiety młodsze, bez dwóch zdań. Więc co zostaje?
Przyzwoici zawsze będą woleli mlodsze"- myślałam, że takie, z którymi im dobrze na płaszczyźnie fizycznej i psychicznej.
Moim zdaniem to złudzenie.
rampampam napisał/a:rossanka napisał/a:A nie balabys się. Że zawsze będziesz po dzieciach, że one będą zawsze na pierwszym miejscu i ich zdanie się będzie liczyło na pierwszym miejscu, a nie Twoje? Bo one i ich ojciec to rodzina, a Ty do niej nie należysz?
Ross, przecież to różne relacje. Naprawdę uważasz, że powinny że sobą rywalizować? Że tu musi być hierarchia?
W rodzinie tak było, napatrzylam się i dziękuję za takie cos:( Druga strona na głowie mogła stawać, a i tak było, nie rozkazu mi, bo nie jesteś moim rodzicem. Dziadkowie tzn nie lepsi- nie będziesz się tak zwracać do naszych wnuków.
I koniec końców się rozpadlo. A szkoda, bo na początku rokowało dobrze.
Cóż, tu po prostu Ci konkretni ludzie mieli ogromny problem...
rossanka napisał/a:SonyXperia napisał/a:A ja lubię mężczyzn ze zobowiązaniami (dziećmi)
To jak traktują własne dzieci stanowi dla mnie bardzo ważne kryterium oceny.
A nie balabys się. Że zawsze będziesz po dzieciach, że one będą zawsze na pierwszym miejscu i ich zdanie się będzie liczyło na pierwszym miejscu, a nie Twoje? Bo one i ich ojciec to rodzina, a Ty do niej nie należysz?
Nie, nie bałabym się, bo dzieci powinny być na pierwszym miejscu, przynajmniej te, które ze względu na swój wiek tego miejsca jeszcze wymagają. I gdybym się jeszcze miała decydować, to właśnie z takim mężczyzną chciałabym mieć dziecko. Gdyby te dzieci mnie lubiły, chciałyby spędzać ze mną czas, bardzo by mnie to cieszyło. Wcale, ale to wcale nie stawiałabym się na miejscu ich matki.
e.
Podejście warunkiem, że by cie polubily. A jak nie? Bo niby dlaczego dzieci by się miały cieszyć, że ich tata ma nową partnerkę?
Mi się zdaje, że dzieci zawsze chcą aby ich rodzice byli razem (pomijając skrajne przypadki, gdzie mąż maltretuje zone), a do nowej osoby mają wrogie uczucia. W końcu to kobieta, która odciąga od nich ich ojca.
SonyXperia napisał/a:rossanka napisał/a:A nie balabys się. Że zawsze będziesz po dzieciach, że one będą zawsze na pierwszym miejscu i ich zdanie się będzie liczyło na pierwszym miejscu, a nie Twoje? Bo one i ich ojciec to rodzina, a Ty do niej nie należysz?
Nie, nie bałabym się, bo dzieci powinny być na pierwszym miejscu, przynajmniej te, które ze względu na swój wiek tego miejsca jeszcze wymagają. I gdybym się jeszcze miała decydować, to właśnie z takim mężczyzną chciałabym mieć dziecko. Gdyby te dzieci mnie lubiły, chciałyby spędzać ze mną czas, bardzo by mnie to cieszyło. Wcale, ale to wcale nie stawiałabym się na miejscu ich matki.
e.
Podejście warunkiem, że by cie polubily. A jak nie? Bo niby dlaczego dzieci by się miały cieszyć, że ich tata ma nową partnerkę?
Mi się zdaje, że dzieci zawsze chcą aby ich rodzice byli razem (pomijając skrajne przypadki, gdzie mąż maltretuje zone), a do nowej osoby mają wrogie uczucia. W końcu to kobieta, która odciąga od nich ich ojca.
Nie. Tak jest raczej rzadko - zwykle wtedy, gdy relacje między rodzicami są patologiczne. A i to nie zawsze.
rossanka napisał/a:rossanka napisał/a:
Czyli ladnośc i atrakcyjność, to za mało, wbrew temu co niektórzy sądzą:)
To autentyczny przypadek?A może ona nie chce tak naprawdę być w zwiazu (z przyczyn jedynie sobie znanych).
Chce, chce, bo otwarcie o tym mówi i w sumie ciągle szuka, rozgląda się
Tylko niestety ona potrzebuje, tak jak napisałam, złotej rączki do domu, a nie partnera. Mężczyźni wyczuwają takie kwestie. Podobnie jak kobiety, kiedy mężczyzna zamiast partnerki szuka tak naprawdę gospodyni domowej.
Bo może szuka hydraulika a nie męża ![]()
Żartuję, ale pewnie tam jest jakiś problem, przez forum trudno wyrokować.
371 2018-11-18 16:47:06 Ostatnio edytowany przez SonyXperia (2018-11-18 16:48:23)
SonyXperia napisał/a:rossanka napisał/a:A nie balabys się. Że zawsze będziesz po dzieciach, że one będą zawsze na pierwszym miejscu i ich zdanie się będzie liczyło na pierwszym miejscu, a nie Twoje? Bo one i ich ojciec to rodzina, a Ty do niej nie należysz?
Nie, nie bałabym się, bo dzieci powinny być na pierwszym miejscu, przynajmniej te, które ze względu na swój wiek tego miejsca jeszcze wymagają. I gdybym się jeszcze miała decydować, to właśnie z takim mężczyzną chciałabym mieć dziecko. Gdyby te dzieci mnie lubiły, chciałyby spędzać ze mną czas, bardzo by mnie to cieszyło. Wcale, ale to wcale nie stawiałabym się na miejscu ich matki.
e.
Podejście warunkiem, że by cie polubily. A jak nie? Bo niby dlaczego dzieci by się miały cieszyć, że ich tata ma nową partnerkę?
Mi się zdaje, że dzieci zawsze chcą aby ich rodzice byli razem (pomijając skrajne przypadki, gdzie mąż maltretuje zone), a do nowej osoby mają wrogie uczucia. W końcu to kobieta, która odciąga od nich ich ojca.
A to byłyby już problem tych dzieci gdyby mnie nie polubiły. Poza tym rozmawiamy bardzo teoretycznie. Akurat ten 'problem' ma wiele twarzy. To zależy od wieku dzieci, od tego z którym z rodziców mieszkają, i od wielu innych kwestii. Nie sądzę aby interesowało mnie zdanie na przykład jakiegoś nastolatka, który raz na dwa tygodnie przyjeżdża zobaczyć swojego rozwiedzionego z jego matką ojca. Natomiast interesowałoby mnie to jak ten ojciec traktuje tego syna, bo to by mi dużo mówiło o tym człowieku, oraz to jak traktuje mnie.
372 2018-11-18 16:48:25 Ostatnio edytowany przez rossanka (2018-11-18 16:51:39)
rossanka napisał/a:SonyXperia napisał/a:Nie, nie bałabym się, bo dzieci powinny być na pierwszym miejscu, przynajmniej te, które ze względu na swój wiek tego miejsca jeszcze wymagają. I gdybym się jeszcze miała decydować, to właśnie z takim mężczyzną chciałabym mieć dziecko. Gdyby te dzieci mnie lubiły, chciałyby spędzać ze mną czas, bardzo by mnie to cieszyło. Wcale, ale to wcale nie stawiałabym się na miejscu ich matki.
e.
Podejście warunkiem, że by cie polubily. A jak nie? Bo niby dlaczego dzieci by się miały cieszyć, że ich tata ma nową partnerkę?
Mi się zdaje, że dzieci zawsze chcą aby ich rodzice byli razem (pomijając skrajne przypadki, gdzie mąż maltretuje zone), a do nowej osoby mają wrogie uczucia. W końcu to kobieta, która odciąga od nich ich ojca.Nie. Tak jest raczej rzadko - zwykle wtedy, gdy relacje między rodzicami są patologiczne. A i to nie zawsze.
Ram-Nie pamiętam, czy twój były partner ma nową partnerkę czy żonę. Zakładamy, że się ożenił to czego oczekiwalabys od jego żony względem swojego dziecka?co ona musiałaby robić, o czym decydowac, jak ziemi zachowywać, jakie czynnosci wykonywać względem dziecka ?
rossanka napisał/a:SonyXperia napisał/a:Nie, nie bałabym się, bo dzieci powinny być na pierwszym miejscu, przynajmniej te, które ze względu na swój wiek tego miejsca jeszcze wymagają. I gdybym się jeszcze miała decydować, to właśnie z takim mężczyzną chciałabym mieć dziecko. Gdyby te dzieci mnie lubiły, chciałyby spędzać ze mną czas, bardzo by mnie to cieszyło. Wcale, ale to wcale nie stawiałabym się na miejscu ich matki.
e.
Podejście warunkiem, że by cie polubily. A jak nie? Bo niby dlaczego dzieci by się miały cieszyć, że ich tata ma nową partnerkę?
Mi się zdaje, że dzieci zawsze chcą aby ich rodzice byli razem (pomijając skrajne przypadki, gdzie mąż maltretuje zone), a do nowej osoby mają wrogie uczucia. W końcu to kobieta, która odciąga od nich ich ojca.A to byłyby już problem tych dzieci gdyby mnie nie polubiły. Poza tym rozmawiamy bardzo teoretycznie. Akurat ten 'problem' ma wiele twarzy. To zależy od wieku dzieci, od tego z którym z rodziców mieszkają, i od wielu innych kwestii. Nie sądzę aby interesowało mnie zdanie na przykład jakiegoś nastolatka, który raz na dwa tygodnie przyjeżdża zobaczyć swojego rozwiedzionego z jego matką ojca. Natomiast interesowałoby mnie to jak ten ojciec traktuje tego syna, bo to by mi dużo mówiło o tym człowieku, oraz to jak traktuje mnie.
Zakładałam, że dzieci przychodzą prawie codziennie, przecież to ich ojciec. A nie raz na 2 tyg. (Jeśli to to samo miasto)
Co do wieku to pewnie inaczej jak dziecko ma 5 a 15 lat. Albo jest już pelnoletnie.
Tak, tylko teoretyzujemy, bo nie ma obecnie takiej sytuacji.
rampampam napisał/a:rossanka napisał/a:Podejście warunkiem, że by cie polubily. A jak nie? Bo niby dlaczego dzieci by się miały cieszyć, że ich tata ma nową partnerkę?
Mi się zdaje, że dzieci zawsze chcą aby ich rodzice byli razem (pomijając skrajne przypadki, gdzie mąż maltretuje zone), a do nowej osoby mają wrogie uczucia. W końcu to kobieta, która odciąga od nich ich ojca.Nie. Tak jest raczej rzadko - zwykle wtedy, gdy relacje między rodzicami są patologiczne. A i to nie zawsze.
Ram-Nie pamiętam, czy twój były partner ma nową partnerkę czy żonę. Zakładamy, że się ożenił to czego oczekiwaliśmy od jego żony względem swojego dziecka?co ona musiałaby robić, o czym decydowac, jak ziemi zachowywać, jakie czynnosci wykonywać względem dziecka ?
Żadnych. Ja jako matka nigdy nie miałam żadnych oczekiwań wobec partnerki ojca mojego dziecka. Miałam oczekiwania wobec niego.
rossanka napisał/a:rampampam napisał/a:Nie. Tak jest raczej rzadko - zwykle wtedy, gdy relacje między rodzicami są patologiczne. A i to nie zawsze.
Ram-Nie pamiętam, czy twój były partner ma nową partnerkę czy żonę. Zakładamy, że się ożenił to czego oczekiwaliśmy od jego żony względem swojego dziecka?co ona musiałaby robić, o czym decydowac, jak ziemi zachowywać, jakie czynnosci wykonywać względem dziecka ?
Żadnych. Ja jako matka nigdy nie miałam żadnych oczekiwań wobec partnerki ojca mojego dziecka. Miałam oczekiwania wobec niego.
Chodziło mi o coś np: podały się spodnie-trzeba kupić nowe, albo dziecko ma kłopoty w szkole-trzeba z nim porozmawiac, albo pomoc w lekcjach, albo podwiezc na basen, albo dać karę bo wagaruje/pobiło się z kolegami/przeklina - cokolwiek.
Co ma zrobić w takich sytuacjach nowa żona? Czy nic, bo to obca osoba, noe rodzina?
Mi się zdaje, że dzieci zawsze chcą aby ich rodzice byli razem (pomijając skrajne przypadki, gdzie mąż maltretuje zone), a do nowej osoby mają wrogie uczucia. W końcu to kobieta, która odciąga od nich ich ojca.
Ross, naprawdę tak uważasz? Skąd w dzisiejszych czasach bierze się w ludziach takie stereotypowe myślenie?
Z dziećmi się rozmawia - to naprawdę przynosi efekty. A kobieta też ma prawo nie chcieć być z ojcem swojego dziecka, wiesz?
Moja córka lubi dziewczynę swojego taty z wzajemnością i nie ma z tym problemu żadnego.
SonyXperia napisał/a:rossanka napisał/a:Podejście warunkiem, że by cie polubily. A jak nie? Bo niby dlaczego dzieci by się miały cieszyć, że ich tata ma nową partnerkę?
Mi się zdaje, że dzieci zawsze chcą aby ich rodzice byli razem (pomijając skrajne przypadki, gdzie mąż maltretuje zone), a do nowej osoby mają wrogie uczucia. W końcu to kobieta, która odciąga od nich ich ojca.A to byłyby już problem tych dzieci gdyby mnie nie polubiły. Poza tym rozmawiamy bardzo teoretycznie. Akurat ten 'problem' ma wiele twarzy. To zależy od wieku dzieci, od tego z którym z rodziców mieszkają, i od wielu innych kwestii. Nie sądzę aby interesowało mnie zdanie na przykład jakiegoś nastolatka, który raz na dwa tygodnie przyjeżdża zobaczyć swojego rozwiedzionego z jego matką ojca. Natomiast interesowałoby mnie to jak ten ojciec traktuje tego syna, bo to by mi dużo mówiło o tym człowieku, oraz to jak traktuje mnie.
Zakładałam, że dzieci przychodzą prawie codziennie, przecież to ich ojciec. A nie raz na 2 tyg. (Jeśli to to samo miasto)
Co do wieku to pewnie inaczej jak dziecko ma 5 a 15 lat. Albo jest już pelnoletnie.
Tak, tylko teoretyzujemy, bo nie ma obecnie takiej sytuacji.
rossanka, Mądry rodzić wie, że dziecko kiedyś dorośnie i zacznie żyć własnym życiem. Gdybym widziała, że mam do czynienia z partnerem rodzicem, który poświęca się dla dziecka, to w ogóle nie wchodziłabym w taką relację, bo chyba taka relacja nie byłaby nawet możliwa, takie osoby nie układają sobie życia na nowo, a właśnie poświęcają się.
rossanka napisał/a:Mi się zdaje, że dzieci zawsze chcą aby ich rodzice byli razem (pomijając skrajne przypadki, gdzie mąż maltretuje zone), a do nowej osoby mają wrogie uczucia. W końcu to kobieta, która odciąga od nich ich ojca.
Ross, naprawdę tak uważasz? Skąd w dzisiejszych czasach bierze się w ludziach takie stereotypowe myślenie?
Z dziećmi się rozmawia - to naprawdę przynosi efekty. A kobieta też ma prawo nie chcieć być z ojcem swojego dziecka, wiesz?
Moja córka lubi dziewczynę swojego taty z wzajemnością i nie ma z tym problemu żadnego.
Dokładnie. I nie ma sensu tego roztrząsać.
rampampam napisał/a:rossanka napisał/a:Ram-Nie pamiętam, czy twój były partner ma nową partnerkę czy żonę. Zakładamy, że się ożenił to czego oczekiwaliśmy od jego żony względem swojego dziecka?co ona musiałaby robić, o czym decydowac, jak ziemi zachowywać, jakie czynnosci wykonywać względem dziecka ?
Żadnych. Ja jako matka nigdy nie miałam żadnych oczekiwań wobec partnerki ojca mojego dziecka. Miałam oczekiwania wobec niego.
Chodziło mi o coś np: podały się spodnie-trzeba kupić nowe, albo dziecko ma kłopoty w szkole-trzeba z nim porozmawiac, albo pomoc w lekcjach, albo podwiezc na basen, albo dać karę bo wagaruje/pobiło się z kolegami/przeklina - cokolwiek.
Co ma zrobić w takich sytuacjach nowa żona? Czy nic, bo to obca osoba, noe rodzina?
Nic ponad to, co zrobiłby każdy normalny dorosły.
380 2018-11-18 17:01:21 Ostatnio edytowany przez SonyXperia (2018-11-18 17:02:14)
rampampam napisał/a:rossanka napisał/a:Ram-Nie pamiętam, czy twój były partner ma nową partnerkę czy żonę. Zakładamy, że się ożenił to czego oczekiwaliśmy od jego żony względem swojego dziecka?co ona musiałaby robić, o czym decydowac, jak ziemi zachowywać, jakie czynnosci wykonywać względem dziecka ?
Żadnych. Ja jako matka nigdy nie miałam żadnych oczekiwań wobec partnerki ojca mojego dziecka. Miałam oczekiwania wobec niego.
Chodziło mi o coś np: podały się spodnie-trzeba kupić nowe, albo dziecko ma kłopoty w szkole-trzeba z nim porozmawiac, albo pomoc w lekcjach, albo podwiezc na basen, albo dać karę bo wagaruje/pobiło się z kolegami/przeklina - cokolwiek.
Co ma zrobić w takich sytuacjach nowa żona? Czy nic, bo to obca osoba, noe rodzina?
Spodnie bym kupila, w lekcjach bym pomogła (o ile by tego chciało), na basen bym podwiozła, o kłopotach w szkole porozmawiałbym (jeśli by tego chciało), jedyne do czego bym sie nie brała, to do karania. Nie bardzo rozumiem dlaczego masz problem z tą hierarchią?
rossanka napisał/a:Mi się zdaje, że dzieci zawsze chcą aby ich rodzice byli razem (pomijając skrajne przypadki, gdzie mąż maltretuje zone), a do nowej osoby mają wrogie uczucia. W końcu to kobieta, która odciąga od nich ich ojca.
Ross, naprawdę tak uważasz? Skąd w dzisiejszych czasach bierze się w ludziach takie stereotypowe myślenie?
o.
Pisałam, że miałam taki przypadek w rodzinie. "Drugi nowy rodzic" był praktycznie nikim dla dzieci.
Aga30 napisał/a:rossanka napisał/a:Mi się zdaje, że dzieci zawsze chcą aby ich rodzice byli razem (pomijając skrajne przypadki, gdzie mąż maltretuje zone), a do nowej osoby mają wrogie uczucia. W końcu to kobieta, która odciąga od nich ich ojca.
Ross, naprawdę tak uważasz? Skąd w dzisiejszych czasach bierze się w ludziach takie stereotypowe myślenie?
o.Pisałam, że miałam taki przypadek w rodzinie. "Drugi nowy rodzic" był praktycznie nikim dla dzieci.
Wiesz, a ja znam takie przypadki, że ludzie bez dzieci i bez byłych mężów też się rozstają.
rossanka napisał/a:rampampam napisał/a:Żadnych. Ja jako matka nigdy nie miałam żadnych oczekiwań wobec partnerki ojca mojego dziecka. Miałam oczekiwania wobec niego.
Chodziło mi o coś np: podały się spodnie-trzeba kupić nowe, albo dziecko ma kłopoty w szkole-trzeba z nim porozmawiac, albo pomoc w lekcjach, albo podwiezc na basen, albo dać karę bo wagaruje/pobiło się z kolegami/przeklina - cokolwiek.
Co ma zrobić w takich sytuacjach nowa żona? Czy nic, bo to obca osoba, noe rodzina?Spodnie bym kupila, w lekcjach bym pomogła (o ile by tego chciało), na basen bym podwiozła, o kłopotach w szkole porozmawiałbym (jeśli by tego chciało), jedyne do czego bym sie nie brała, to do karania. Nie bardzo rozumiem dlaczego masz problem z tą hierarchią?
A jakby jego matka miała pretensje, że dlaczego rozmawiasz z jej dzieckiem o problemach w szkole, czy kupiłaś takie a takie spodnie (ona by kupiła inne, ), że to nie Twoja sprawa?
Aga30 napisał/a:rossanka napisał/a:Mi się zdaje, że dzieci zawsze chcą aby ich rodzice byli razem (pomijając skrajne przypadki, gdzie mąż maltretuje zone), a do nowej osoby mają wrogie uczucia. W końcu to kobieta, która odciąga od nich ich ojca.
Ross, naprawdę tak uważasz? Skąd w dzisiejszych czasach bierze się w ludziach takie stereotypowe myślenie?
o.Pisałam, że miałam taki przypadek w rodzinie. "Drugi nowy rodzic" był praktycznie nikim dla dzieci.
rossanka, bo im to dziecko starsze ( a i nie zawsze wtedy) tym ten 'nowy drugi rodzic' jest praktycznie nikim. Może się stać kimś więcej, ale to już zalezy od wzajemnych relacji, sympatii, akceptacji, poszanowania. Poza tym więzy krwi tez nikomu nie gwarantują bycie dla kogoś kim więcej jak nikim ![]()
rossanka napisał/a:Aga30 napisał/a:Ross, naprawdę tak uważasz? Skąd w dzisiejszych czasach bierze się w ludziach takie stereotypowe myślenie?
o.Pisałam, że miałam taki przypadek w rodzinie. "Drugi nowy rodzic" był praktycznie nikim dla dzieci.
Wiesz, a ja znam takie przypadki, że ludzie bez dzieci i bez byłych mężów też się rozstają.
Rozmawiamy o hioptetycznym związku z partnerem z dziećmi a nie o ogólnych powodach rozwodów.
W takim układzie nie istnieje on +ona, ale on+ ona+ dzieci+ex. Plus dziadkowie niezadko.
386 2018-11-18 17:10:03 Ostatnio edytowany przez SonyXperia (2018-11-18 17:10:25)
SonyXperia napisał/a:rossanka napisał/a:Chodziło mi o coś np: podały się spodnie-trzeba kupić nowe, albo dziecko ma kłopoty w szkole-trzeba z nim porozmawiac, albo pomoc w lekcjach, albo podwiezc na basen, albo dać karę bo wagaruje/pobiło się z kolegami/przeklina - cokolwiek.
Co ma zrobić w takich sytuacjach nowa żona? Czy nic, bo to obca osoba, noe rodzina?Spodnie bym kupila, w lekcjach bym pomogła (o ile by tego chciało), na basen bym podwiozła, o kłopotach w szkole porozmawiałbym (jeśli by tego chciało), jedyne do czego bym sie nie brała, to do karania. Nie bardzo rozumiem dlaczego masz problem z tą hierarchią?
A jakby jego matka miała pretensje, że dlaczego rozmawiasz z jej dzieckiem o problemach w szkole, czy kupiłaś takie a takie spodnie (ona by kupiła inne, ), że to nie Twoja sprawa?
rossanko, Ty tak na serio? To bym jej powiedziała, żeby mnie o to pozwała
A póki co może mnie cmoknąć dowolnie gdzie chce ![]()
V
rossanka napisał/a:SonyXperia napisał/a:Spodnie bym kupila, w lekcjach bym pomogła (o ile by tego chciało), na basen bym podwiozła, o kłopotach w szkole porozmawiałbym (jeśli by tego chciało), jedyne do czego bym sie nie brała, to do karania. Nie bardzo rozumiem dlaczego masz problem z tą hierarchią?
A jakby jego matka miała pretensje, że dlaczego rozmawiasz z jej dzieckiem o problemach w szkole, czy kupiłaś takie a takie spodnie (ona by kupiła inne, ), że to nie Twoja sprawa?
rossanko, Ty tak na serio? To bym jej powiedziała, żeby mnie o to pozwała
A póki co może mnie cmoknąć dowolnie gdzie chce
Dokładnie! Kogo to obchodzi? Każdy żyje po swojemu. I jedno z drugim niewiele ma wspólnego...
rossanka napisał/a:Aga30 napisał/a:Ross, naprawdę tak uważasz? Skąd w dzisiejszych czasach bierze się w ludziach takie stereotypowe myślenie?
o.Pisałam, że miałam taki przypadek w rodzinie. "Drugi nowy rodzic" był praktycznie nikim dla dzieci.
rossanka, bo im to dziecko starsze ( a i nie zawsze wtedy) tym ten 'nowy drugi rodzic' jest praktycznie nikim. Może się stać kimś więcej, ale to już zalezy od wzajemnych relacji, sympatii, akceptacji, poszanowania. Poza tym więzy krwi tez nikomu nie gwarantują bycie dla kogoś kim więcej jak nikim
Na szczęście tylko teoretyzujemy.![]()
Ironia losu jednak istnieje, nie wiadomo kogo się spotka.
Wywód hipotetycznych dzieci przyszlego oblubienca koncze, bo mówię, teraz to takie bicie piany.
Ale obawę bym miała, że te dzieci mnie będą miały za nic, ex żona tym bardziej.
A jakby co, to facet mając do wyboru mnie a swoje dzieci, jeśli jest oddany dzieciom i zależy mu na nich, to zawsze wybierze je a nie mnie. To po co mi taki związek.
Ja jednak, teoretyzując póki co
miałabym nadzieję, ze bedzie to zrównoważona i ciepła kobieta..bo w koncu chodziłoby o moje dzieci, więc nie byłoy mi wszystko jedno.
A dzieci ostatecznie układają sobie same relacje i co się wklada to i wyciąga..
SonyXperia napisał/a:rossanka napisał/a:Chodziło mi o coś np: podały się spodnie-trzeba kupić nowe, albo dziecko ma kłopoty w szkole-trzeba z nim porozmawiac, albo pomoc w lekcjach, albo podwiezc na basen, albo dać karę bo wagaruje/pobiło się z kolegami/przeklina - cokolwiek.
Co ma zrobić w takich sytuacjach nowa żona? Czy nic, bo to obca osoba, noe rodzina?Spodnie bym kupila, w lekcjach bym pomogła (o ile by tego chciało), na basen bym podwiozła, o kłopotach w szkole porozmawiałbym (jeśli by tego chciało), jedyne do czego bym sie nie brała, to do karania. Nie bardzo rozumiem dlaczego masz problem z tą hierarchią?
A jakby jego matka miała pretensje, że dlaczego rozmawiasz z jej dzieckiem o problemach w szkole, czy kupiłaś takie a takie spodnie (ona by kupiła inne, ), że to nie Twoja sprawa?
A co cię to obchodzi?