Moj temat pod poprzednim nickiem został usunięty /zamknięty wiec zakładam nowy.
Od razu mówię, że nie oczekuję żadnych złotych rad ani tym bardziej współczucia. Zwłaszcza od osób, której w tej materii (rodzina, dzieci ) są spełnione. Pisze bardziej po to żeby się wygadac bo w życiu realnym nie mam komu.
Tak,tak po ludzku czuję że znarnowałam swoje życie. A w takie dni jak teraz czyli długie weekendy odczuwam swoją samotność jeszcze bardziej niż na co dzień....
Tu na forum siedzą też inne sfrustrowane życiem w pojedynkę osoby, między innymi te, które w poprzednim wątku przeczyły Twoim odczuciom i wmawiały Ci, że poczucie samotności to wyłącznie Twoja wina, że za mało aktywna jesteś. Nie jest to pocieszające, ale nie jesteś sama.
Niespełnione bywają też osoby w parach, dzisiaj np. wpadł mi nick w oczy "Samotnamężatka", a ostatnio korespondowałam trochę z mężczyzną żonatym powtórnie, który poślubił drugą żonę z wielkiej "miłości", a dziś pisze że go karma dopadła, jest sfrustrowany, czuje się niekochany i niepożądany, druga żona go zdradziła.
Poczucie szczęścia jest bardzo subiektywne.
Czesc Milka.
Chętnie z Tobą popiszę. Na pewno nie będzie to pocieszające, ale jestem w podobnej sytuacji. Dla mnie również weekendy sa tym czasem, kiedy czuję się najbardziej samotna. Tak blisko drugiego człowieka, a tak bardzo samotna...
Pozdrawiam Cie ciepło
Tu na forum siedzą też inne sfrustrowane życiem w pojedynkę osoby, między innymi te, które w poprzednim wątku przeczyły Twoim odczuciom i wmawiały Ci, że poczucie samotności to wyłącznie Twoja wina, że za mało aktywna jesteś. Nie jest to pocieszające, ale nie jesteś sama.
Niespełnione bywają też osoby w parach, dzisiaj np. wpadł mi nick w oczy "Samotnamężatka", a ostatnio korespondowałam trochę z mężczyzną żonatym powtórnie, który poślubił drugą żonę z wielkiej "miłości", a dziś pisze że go karma dopadła, jest sfrustrowany, czuje się niekochany i niepożądany, druga żona go zdradziła.
Poczucie szczęścia jest bardzo subiektywne.
Symbi , dobrze powiedziane. O ten subiektywnym w sumie chodzi. A poza tym, poczucie "zmarnowanego życia" można mieć w różnych obszarach, nie tylko w kwestii samotności. Mechanizm jest ten sam: każdy indywidualnie odbiera i przeżywa.
Kate to smutne co piszesz.
Wiem, że będąc w związku można być samotnym i pewnie to jeszcze bardziej przytłacza niż samotność gdy faktycznie żyje się w pojedynkę.
Poczucie samotności, zmarnowanego życia jest bardzo subiektywne. Każdy tez czegoś innego oczekuje od życia.Jeden marzy o szczęściu rodzinnym, takim zwykłym życiu z partnerem u boku i dziećmi. Ktoś inny marzy o karierze zawodowej i ja stawia na pierwszym miejscu.
Wiadomo, że niezależnie od okoliczności trzeba jakoś żyć ,ale nie jest to łatwe jeśli wiadomo, że nie zrealizuje się swoich pragnień. Są lepsze i gorsze dni. Takie długie weekendy nie nastrajaja mnie optymistycznie.
Teraz wzięłam się za porządki, później jakiś film obejrzany w samotności.
Pozdrawiam serdecznie mimo wszystko :-)
Milka, dlaczego czujesz, ze zmarnowalas sobie życie?
Ja, chcialabym jeszcze swoje naprawić, tylko nie mam odwagi, zeby robic ten "krok na przód".
Chciałam ratować swoje małżeństwo, próbowałam wiele razy rozmawiać z mężem, prosiłam żebyśmy poszli na terapie. Nie mam juz sily, by dalej o niego walczyć. Nie potrafimy w ogóle ze soba rozmawiać.
Szkoda mi tylko naszego synka... Tego zmarnowanego małżeństwa tez mi szkoda...
Milka z tego co widzę, jeszcze troszkę zycia przed Tobą zostało;-) Moze nie jest tak do konca zmarnowane.
Kate zawsze pragnęłam mieć rodzinę dzieci, a tak mi się życie ułożyło, że jestem sama. Na dzieci już za późno. O partnera tez nie łatwo.
Kate trudno mi Tobie radzić, bo nie wiem co jest przyczyną tego, że nie ma porozumienia między Tobą a Twoim mężem. Terapia mogłaby Wam pomoc,ale tego muszą chcieć obie strony. Bo do tanga trzeba dwojga. ...i tak jest ze wszystkim.
Przykro mi Milko. Moim zdanie partner może pojawić sie w Twoim zyciu w każdym momencie. Moze czasami warto dłużej poczekać na kogoś wartościowego niz zadowalać się byle kim. Wierzę, ze czasami też może Ci byc bardzo ciężko.
Moja sytuacja jest bardzo skomplikowana...
Nie bardzo moge tez liczyć na wsparcie rodziny...
Czasami leżąc samotnie w nocy czuję jak"pęka" mi serce z rozpaczy...
Każdego dnia podejmuję walkę na nowo dla synka przede wszystkim. Wiem, ze atmosfera w domu tez mu nie służy.
Chcialabym kochać i byc kochana...
Kate ja już na nic nie liczę. Po prostu mija dzień za dniem i nie widzę w tym większego sensu. ...
Przykro mi,że Ty mając rodzinę, dziecko wcale nie czujesz się lepiej . Nie chcę pisać, że będzie lepiej ,bo tego nie wiem...
10 2018-11-10 16:47:37 Ostatnio edytowany przez SonyXperia (2018-11-10 16:49:14)
milka76, rozumiem ze to 76 to rocznik, tak? Każdemu z nasz mija dzień za dniem, i generalnie życie przytłaczającej większość ludzi toczy się zwykłym codziennym trybem, każdy ma własny, utarty i niezmienny ![]()
No nie wiem, może chodzi o to, że życie nie jest tak zwariowane jak nam się wydawało, a zupełnie prozaiczne i przewidywalne. Też czasami dochodzę do takich wniosków, że generalnie jest takie sobie ![]()
Sony ja nie szukam jakiejś adrenaliny w życiu. Chcę spokojnego, przewidywalnego życia co nie znaczy ze nudnego zycia, ale u boku drugiej osoby. Widzę po koleżankach ktore mają rodziny, ze ich życie mimo że czesto schematyczne jest takie pełniejsze, ze nie jest takie nudne jak moje, że dzieci są bardzo kreatywne i niejako wymuszają na rodzicach to samo. U mnie każdy dzień roboczy wygląda tak samo i weekend każdy taki sam .
Tak 76 to mój rocznik.
Milko Droga nie wolno Ci tak myśleć. Cale życie przed Tobą. Wiem, łatwo mi tak pisać i sie mądrzyć, choc sama nie radze sobie z własnym życiem.
Moj maz zdradził mnie, kiedy nasz syn miał dwa lata. Dzisiaj ma 8. Nawet nie starał sie tego naprawić. Gdyby tylko chciał, starał sie, próbował... Nic, zero... Na domiar złego jest bardzo chory... I jak by bylo malo, w tym roku i ja poważnie zachorowałam... Wszystkie obowiązki spoczywają na moich barkach. On nie wychodzi w ogóle z domu. Ja- musze... Nie ma w nim za grosz zrozumienia ani współczucia. Jest bardzo źle między nami.
Próbuję z nim rozmawiać, ale to daremny trud. Już nie mam sily... Wiem, ze gdybyśmy rozmawiali, to byłoby mi o wiele lżej, nawet bez jego pomocy fizycznej, bo wszystko jest w głowie...
Tak Milko, wszystko jest w głowie. Daj sobie szanse... Samotnosc jest okropna. Zycze Ci z calego serca jak najlepiej. Walcz o siebie, o swoje szczescie... Ja teraz wszystko widzę trochę inaczej, gdybym tylko była zdrowa...
Moja choroba totalnie mnie dobiła... Boje sie, ze nikt nie będzie chciał być z osobą, powiedzmy, ze "stryczkiem na szyi"...
Ja naprawdę staram sie byc bardzo silna i jestem silna, ale sa właśnie takie chwile, gdy jest bardzo ciężko.
Jestem normalna kobietą, ktora potrafi sie śmiać mimo tego wszystkiego, tylko ta samotność...
14 2018-11-10 17:09:15 Ostatnio edytowany przez SonyXperia (2018-11-10 17:09:36)
Sony ja nie szukam jakiejś adrenaliny w życiu. Chcę spokojnego, przewidywalnego życia co nie znaczy ze nudnego zycia, ale u boku drugiej osoby. Widzę po koleżankach ktore mają rodziny, ze ich życie mimo że czesto schematyczne jest takie pełniejsze, ze nie jest takie nudne jak moje, że dzieci są bardzo kreatywne i niejako wymuszają na rodzicach to samo. U mnie każdy dzień roboczy wygląda tak samo i weekend każdy taki sam .
A nie myślałaś o tym, żeby w takim razie mieć chociaż dziecko?
W końcu jeszcze nie jest za późno. No chyba że istnieją ku temu innego przeszkody i przeciwwskazania.
Kate bardzo Ci współczuję i nawet nie wiem jak pocieszyć. Wstyd mi,że uzalam się nad sobą, a inni też mają ciężko w życiu, a czasami nawet gorzej. ..
Sony jest czas na zasiew i czas na zbiory. I myślę że na dziecko jest za późno .Tym bardziej na samotne macierzynstwo. Zresztą zawsze byłam przeciwna temu żeby decydować się na samotne macierzynstwo. To takie egoistyczne. Co innego gdy życie tak się potoczy, ze kobieta zostaje sama z dzieckiem.
Milko nie musi byc Ci wstyd. Kazdy ma swoje problemy. Mniejsze czy większe i tak samotność nas łączy... Dobrze sie czasami komuś obcemu wygadać. Po to tu jesteśmy:)
17 2018-11-10 17:45:52 Ostatnio edytowany przez Mahika (2018-11-10 17:51:12)
Małżeństwo i dziecko jako recepta na NUDĘ ?? Współczuję.
Nudzisz się- poczytaj wciągającą książkę, pojedź do schroniska i weź psa na spacer, idź do lasu- porób zdjęcia.
Zmęcz się fizycznie- przekop ogródek
Tak, wiem, to się nie liczy- ale nuda minie.
Mahika czytam książki, oglądam filmy, uczę się języka, fizycznie tez zdarza mi się pracować. Ale nie zmienia to faktu,ze jestem samotna i moje życie uważam za mało wartościowe i przegrane.
A ja napisze tak, - jak ktoś nie ma męza, dzieci, to mu się wydaje, ze gdyby miał, toby rozwiazalo to wszystkie jego problemy i bolączki. Tymczasem nie jest to prawda, bo problemy towarzysza każdemu człowiekowi, i majac partnera czy dzieci, tez pojawiaja się problemy, tyle ze innego typu. W malzenstwie tez można być samotnym, a dzieci mogą wkurzac. Rzecz jest w tym, jak sobie z tym radzimy, albo nie radzimy.
Małżeństwo i dziecko jako recepta na NUDĘ ?? Współczuję.
Nudzisz się- poczytaj wciągającą książkę, pojedź do schroniska i weź psa na spacer, idź do lasu- porób zdjęcia.
Zmęcz się fizycznie- przekop ogródekTak, wiem, to się nie liczy- ale nuda minie.
Ojejku, przecież ona nie o tym pisze! Nie trzeba się koniecznie zaraz zgadzać, ale po co czynić nieprzyjemne uwagi? Każdy odczuwa inaczej.
W malzenstwie tez można być samotnym, a dzieci mogą wkurzac. Rzecz jest w tym, jak sobie z tym radzimy, albo nie radzimy.
No właśnie. Ludzie różnie sobie radzą, albo nie radzą. Wydaje mi się, że kluczem do wielu spraw jest posiadanie skutecznego wsparcia.
Benita pewnie trochę racji w tym jest co piszesz. Ale jednak od wieków ludzie dążą do tego (z małymi wyjątkami ) żeby być z kimś, mieć rodzinę, dzieci .To takie naturalne pragnienie większości ludzi. I znajome, które mają rodziny narzekają na brak czasu dla siebie, zmęczenie, to że mąż czasami wkurza, dzieci również ale większość mówi, że nie zamienilaby swojego życia na samotne życie.
U mnie każdy dzień roboczy wygląda tak samo i weekend każdy taki sam .
Widziałem na pęczki wyznań kobiet, które mają podobne wrażenie, z tym że utknęły w kołowrotku obowiązków domowych, a każda chwila dla siebie jest na wagę złota. Tobie zdecydowanie łatwiej przerwać tę rutynę, np. spontanicznie urządzając sobie wycieczkę do innego miasta ![]()
milka, ja się zgadzam z tym pragnieniem posiadania rodziny, tylko ze moim zdaniem trochę to idealizujesz. Bo z drugiej strony można być singielką, i dobrze się w zyciu odnajdywać; to jest chyba kwestia pogodzenia się z tym, co zycie niesie (przy czym akceptacja nie musi oznaczac rezygnacji z podejmowania porb w tym kierunku), tylko pogodzenia się, ze ewentualnie może się nie udac, i tez ok. Wydaje mi się, ze to jest wlasnie dobre nastawienie.
Bo z drugiej strony można być singielką, i dobrze się w zyciu odnajdywać; to jest chyba kwestia pogodzenia się z tym, co zycie niesie (przy czym akceptacja nie musi oznaczac rezygnacji z podejmowania porb w tym kierunku), tylko pogodzenia się, ze ewentualnie może się nie udac, i tez ok. Wydaje mi się, ze to jest wlasnie dobre nastawienie.
Sądzę tak samo, Benita bardzo mądrze i klarowne to ujęła. To kwestia przyjęcia do wiadomości tego, że obecnie jest jak jest. Może za siedem miesięcy poznasz swojego przyszłego męża. A może nigdy go nie poznasz i co wtedy? Kolejne powiedzmy 30 lat zmartwienia się, że przegrałaś życie? Przecież tak się nie da. Jeszcze depresji dostaniesz a wtedy nie będzie za wesoło. Jakbys teraz miała 70 lat, to co byś sobie powiedziała? Czy byłoby to : jeszcze dużo przed tobą, żyj aby ci było najlepiej, rób o ci sprawia radość, rozwijaj się, dbaj o wyglad, ucz sie, miej przyjaciol, czy raczej: nic nie rób i się zamartwiaj przez kolejne 30 lat., nie strój się i nie maluj bo już nic cie w życiu nie spotka i zapomnij o facetach. No chyba nie powiedziałabys sobie tego drugiego zdania?
Może to głupie, co powiem, ale czytałam kiedyś reportaż o człowieku który dopiero gdy stracił wzrok, zaczął zwiedzać świat, a wcześniej prowadził banalne mało satysfakcjonujące życie.
LoneWolf problem w tym ,że mnie samotne podróże nie cieszą. Wręcz nie znoszę sama podróżować.
Benita ,ale większość samotnych kobiet sprawia wrażenie ze dobrze sobie radzi w życiu. Czesto to taka poza.To co czują w środku często nigdy nie ujrzy światła dziennego. Ja tez wśród mężatek nie zale się jak mi jest źle. Robię to tylko tu na forum.i spotkałam niejedną starszą samotną kobietę, która zalila się ze najbardziej żałuje, że nie założyła rodziny, nie ma dzieci, wnuków. Wtedy byłam jeszcze mlodsza liczylam, ze życie potoczy mi się inaczej. Dzisiaj już wiem, że podzielę ich los. ...
To działa też druga stronę, mam wrazenie. Widzisz dookoła szczęśliwe mężatki z dziećmi, a może to taka poza. Może z mężem im się nie układa, albo mają problemy z dziećmi.
To taka luźna obserwacja.
Milko, każdy w życiu ponosi jakieś straty. Ja na przykład po rozwodzie obiecywałam sobie, że gdy wyjdę z kłoptów finansowych, to wreszcie piszaleję, pochodzę na rajdy, zwiedzę rowerem całą okolicę - a tu bach! reumatyzm wlazł stopę i skazał mnie na spacerki tempem emeryta (no trochę koloryzuję ale po przejściu dłuższej trasy jednak stopa boli). Oczywiście czuję frustrację i nawet sobie na nią pozwalam, ale nie chcę się w niej pogrążać. Żółwin krokiem zwiedzam te zakątki miasta, w których już dawno nie zdarzyło mi się bywać.
Nie masz dzieci, nie masz rodziny, ale może jednak da się coś fajnego ze swoim życiem zrobić, żeby nie było przegrane w100% a jedynie w 15, powiedzmy.
Jak można przegrać życie, bo tego nie pojmuje?
(Za wyjątkiem kryminalistow, albo za siedzenia się 40 lat w nielubianej pracy, albo trwanie 40 lat z mężem, który zdradza czy bije...).
Rossanka oczywiście ze życie rodzinne to nie zawsze sielanka. Ale fakt ze ktoś ma nieudane życie rodzinne nie zmniejsza mojej samotności.
Całe życie robię wszystko w pojedynkę i po prostu mnie to już nie cieszy.
32 2018-11-10 19:38:02 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2018-11-10 19:48:14)
Rossanko, powiedział mi kiedyś ktoś mądry, że przegrać można tylko z samym sobą. Jednak nie brak ludzi, którzy uważają swoje życie za zmarnowane tylko dlatego że w jednej dziedzinie coś im nie wyszło.
Danuta Wawiłow napisała, że człowiek silny nigdy nie przegrywa.
Rossanka oczywiście ze życie rodzinne to nie zawsze sielanka. Ale fakt ze ktoś ma nieudane życie rodzinne nie zmniejsza mojej samotności.
Całe życie robię wszystko w pojedynkę i po prostu mnie to już nie cieszy.
Hm. To musisz, możesz zrobić coś, aby cie to zaczęło cieszyć. Przynajmniej niektóre rzeczy.
Załóżmy, że 30 lat będziesz teraz sama, to nigdy nie będziesz szczęśliwa z takim podejściem. Ma Ci być lepiej a nie gorzej.
Sam człowiek siedzi, wiem to trudne, ale co zrobisz jak jest jak jest?
MIka a co z tym drugim facetem co pisałaś? Z tym, co nawet coś zaczęło iskrzyc, ale coś pisałaś o odległości i o tym, że się nie chcesz angażować. Może jednak byłoby coś z tego, jeśli coś tam zaczęłaś czuć? On mieszkal w Polsce?
Ja wiem, że się powtarzam, ale żyję bez związku już kilka ładnych lat i to wcale nie oznacza że wszystko robię w pojedynkę. Przecież nie żyjemy na bezludnej wyspie. warto doceniać nawet banalne kontakty z ludźmi. Dzisiaj ucięłam sobie fajną pogawędkę ze starszym sąsiadem, a sąsiadów dopiero poznaję, ponieważ niedawno się przeprowadziłam.
Rossanka dla każdego przegrane życie oznacza co innego. Dla mnie jest to niespełnienie się jako matka. Moim zdaniem jest to jedna z ważniejszych ról w życiu kobiety. Podkreślam moim zdaniem. Oraz życie w samotności.
Rossanko, powiedział mi kiedyś ktoś mądry, że przegrać można tylko z samym sobą. Jednak nie brak ludzi, którzy uważają swoje życie za zmarnowane tylko dlatego że w jednej dziedzinie coś mi nie wyszło.
Danuta Wawiłow napisała, że człowiek silny nigdy nie przegrywa.
To też mówię, że dziwi mnie, że ktoś mówi, że ma zmarnowane życie. Zmarnowane życie może miec 80 letnia staruszka, która zyla 50 lat z mężem, który ją zdradzał na lewo i prawo, a ona bala się odejść, bo nigdy nie pracowała, a jej dzieci rozjechaly ie po świecie, na dodatek ona nie ma żadnych koleżanek i zero zainteresowan, ponadto jest niedołezna i schorowana -tak, ona może narzekać, ale z tego co obserwuje, to takie babcie bywają dość pogodne i zadowolone.
Milka, masz 42 lata a nie 82.
Dziecka może już nie urodzisz (ale kto wie), ale facet możesz jezcze mieć, nikt ci tego nie zapewni oczywiście, ale szanse masz.
Piegowata Ty jesteś matką więc w tej roli się spełniasz. Ja nie spełniam się ani jako matka ani jako żona.
Rossanka mieszka w Polsce ale dzieli nas sporo km a to utrudnia poznawanie.
Rossanka dla każdego przegrane życie oznacza co innego. Dla mnie jest to niespełnienie się jako matka. Moim zdaniem jest to jedna z ważniejszych ról w życiu kobiety. Podkreślam moim zdaniem. Oraz życie w samotności.
No dobrze, matką nie zostalas i co dalej?
Lepiej się czujesz jak o sobie tak myślisz, czy wrecz przeciwnie?
Takie myślenie ci w niczym nie pomoże. Będziesz tak samo pisać w 2019 i 2020 roku. To bez sensu.
Wiem, że chciałaś tu sobie ponarzekac i nie chcesz rad, ale czuję przez ekran, że narzekanie wcale Ci nie przyniosło ulgi, wręcz się nakręcasz coraz bardziej. Jest długi weekend, zamiast się relaksować, to się zamierzasz dołować.![]()
Piegowata Ty jesteś matką więc w tej roli się spełniasz. Ja nie spełniam się ani jako matka ani jako żona.
Rossanka mieszka w Polsce ale dzieli nas sporo km a to utrudnia poznawanie.
Czekaj czekaj to może nie wszystko stracone? Jakbyś pisała, że to znajomość z rozsądku, to bym cie nie namawiala.
Ale pisałaś, cze było jakieś zainteresowanie z obu stron, coś się działo, może warto spróbować, życie bywa nieprzewidywalne. Ja bym nie rezygnowala, zwłaszcza, że jaki mówiłaś zaczęłaś się angażować.
Chyba, że on ma jakiś feler, jest żonaty, albo narkomanów, albo lubi hazard itd.
Moim sposobem na życie jest docenianie rzeczy małych, które tak często lekceważymy i pomijamy.
Właśnie przyszedł do mnie kot i położył mi się na kolanach. Uratowaliśmy go z synem niemal spod kół samochodów. Dla nas drobiazg, dla niego - całe uratowane życie.
Wystarczy się rozejrzeć dookoła by zauważyć że świat na związkach się nie kończy. Świetnie rozumiem, że boli brak spełnienia w ważnej sprawie, też tego doświadczyłam, ale świadomi wybieram czy lepiej rozpamiętywać swoje braki, czy jednak wziąć z życia coś pozytywnego. Przysięgam, że jak człowiek naprawdę zechce, to może bardzo poprawić swój nastrój i podejście do życia.
41 2018-11-10 20:00:06 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2018-11-10 20:06:46)
Milko, długo byłam sama, miałam też obawy, że z powodu stanu zdrowia nigdy nie zostanę matką. Ale uwielbiałam być ciocia nie tylko dla dzieci z własnej rodziny ale także dla tych z sąsiedztwa. O pewnej dziewczynie, która dziś jest prawie 30 letnią kobietą do dziś wmawiam "moje dziecko".
Forumowa koleżanka napisała mi kiedyś, że jeśli nie da się pójść do celu jedną drogą, to trzeba poszukać innej.
W stu procentach może nie spełnisz swoich marzeń, ale dlaczego miałyby być w 100% niespełnione?
Rossanka właśnie odległość nie sprzyja blizszemu poznaniu. Wiem o nim tyle ile o sobie powiedział. O ile powiedział prawdę. A odległość utrudnia zweryfikowanie czy to co mówi to prawda.
Rossanka właśnie odległość nie sprzyja blizszemu poznaniu. Wiem o nim tyle ile o sobie powiedział. O ile powiedział prawdę. A odległość utrudnia zweryfikowanie czy to co mówi to prawda.
Widzieliście się na żywo, czy to były tylko e-maile, czy rozmowy przez telefon?
Rossanka nie zostałam matka czyli nie spełniłam swojej najważniejszej roli w życiu i to poczucie siedzi głęboko w moim sercu i rozum ,myślenie nic tu nie może zmienić.
A o tym,ze nieraz nie dwa było mi dane słyszeć ze nie powinnam się w jakiejs kwestii wypowiadać bo przecież jako samotna bezdzietna nie znam życia nawet nie wspomnę.
Rozmowy przez telefon i jedno spotkanie.
Rozmowy przez telefon i jedno spotkanie.
Miko, odległość utrudnia poznawanie się, ale nie uniemożliwia. Tu akurat plus braku dzieci: można swobodnie wyjeżdżać. Więc co stoi na przeszkodzie?
Rossanka nie zostałam matka czyli nie spełniłam swojej najważniejszej roli w życiu i to poczucie siedzi głęboko w moim sercu i rozum ,myślenie nic tu nie może zmienić.
A o tym,ze nieraz nie dwa było mi dane słyszeć ze nie powinnam się w jakiejs kwestii wypowiadać bo przecież jako samotna bezdzietna nie znam życia nawet nie wspomnę.
Ale masz język w gębie jak to się mówi? Nie znasz ludzi?Miałabyś dzieci to też by ci dogryzali. Tylko tu trafili w Twój czuły punkt dlatego cie zabolało.
Z ciekawości zawsze chciałeś mieć dzileci czy to przyszło z czasem?
Rozmowy przez telefon i jedno spotkanie.
Możesz coś napisać o spotkaniu?Jak było? Na żywo gorzej niż przez telefon czy wręcz przeciwnie, byłaś miło zaskoczona?
Ram to jest spora odległość wiec w jeden dzień nie obroce. Poza tym chyba nie chcę się angażować bo wiem ze to ja musiałabym zmienić pracę (co nie byłoby takie łatwe ).on z rożnych powodów nie może tego zrobić.
Ram to jest spora odległość wiec w jeden dzień nie obroce. Poza tym chyba nie chcę się angażować bo wiem ze to ja musiałabym zmienić pracę (co nie byłoby takie łatwe ).on z rożnych powodów nie może tego zrobić.
Tu mnie zaintrygowalas. Czyli jakieś zaangażowanie było. To dużo jak na początek. Zaryzykowalabym, już gdzieś pisałam, poznać kogoś nie jest trudno, ale aby zaiskrzylo-to się zadko zdarza. Chyba, że niemzaiskrzylo nic a nic, wtedy nie ma problemu.
Rossanka zawsze chciałam mieć rodzinę dzieci. Tak te słowa zabolaly tym bardziej ze były to slowa bliskich osób.
Spotkanie było miłe, ale za krótkie.jeśli chodzi o wygląd to zaskoczył mnie pozytywnie. Jednak jak dla mnie trochę za bardzo inicjowal bliskość. Jak na pierwsze spotkanie.
Ram to jest spora odległość wiec w jeden dzień nie obroce. Poza tym chyba nie chcę się angażować bo wiem ze to ja musiałabym zmienić pracę (co nie byłoby takie łatwe ).on z rożnych powodów nie może tego zrobić.
Nie obraź się, ale to bez sensu. Można przecież spędzić razem dłuższy weekend, wyjechać razem, coś przeżyć. Raz on do ciebie, a raz ty do niego. Nie musisz od razu rzucać wszystkiego i się przeprowadzać. Do takiej decyzji to chyba jest, czekam długa droga...?
Rossanka zawsze chciałam mieć rodzinę dzieci. Tak te słowa zabolaly tym bardziej ze były to slowa bliskich osób.
Spotkanie było miłe, ale za krótkie.jeśli chodzi o wygląd to zaskoczył mnie pozytywnie. Jednak jak dla mnie trochę za bardzo inicjowal bliskość. Jak na pierwsze spotkanie.
Naucz się albo olewac takie słowa, albo stanowczo odpowiadac. To że to były bliskie osoby, nie ma tu żadnego znaczenia.
W sumie bez obrazy, mile masz towarzystwo ![]()
Czyli wygląd ok, a zachowanie, charakter, poglądy? Jak się z nim czułaś?
Jak inicjowal bliskość -tzn lapal za rękę, czy obejmował czy co? Bo to różnie można rozpatrywać.
Rossanka po prostu sporo rozmawialiśmy przez tel i w pewnym momencie zeszło na temat co by było gdyby. .. i dowiedziałam się ze on nie może zmienić miejsca zamieszkania wiec gdyby coś to ja musiałabym to zrobić.
Rossanka po prostu sporo rozmawialiśmy przez tel i w pewnym momencie zeszło na temat co by było gdyby. .. i dowiedziałam się ze on nie może zmienić miejsca zamieszkania wiec gdyby coś to ja musiałabym to zrobić.
Czyli z obydwu stron brak chęci. Dobra, w takim układzie nie ma tematu.
A ten pierwszy mezczyzna-z nim nic a nic nie zaiskrzyło? Tak?
Rossanka po prostu sporo rozmawialiśmy przez tel i w pewnym momencie zeszło na temat co by było gdyby. .. i dowiedziałam się ze on nie może zmienić miejsca zamieszkania wiec gdyby coś to ja musiałabym to zrobić.
I na takim jednym zdaniu oparłaś decyzję o zerwaniu znajomości?
Ram wiem ze nawet gdyby coś wyszło to bardzo trudno byłoby mi się przeprowadzić, zmienić pracę. Wiec mam obawy czy to ma sens . Wspolny weekend byc moze sie zdecyduje .Ale nue chce nikogo oszukiwac ani tym bardziej siebie.brnac w coś co nie rokuje. dochodzi jeszcze inne aspekty ale nie chce o wszystkim pisać na forum.
Rossanka nie do końca brak chęci jesteśmy dorośli każdy ma już jakoś ułożone życie zawodowe i nie zawsze zmiany są możliwe.
Ram wiem ze nawet gdyby coś wyszło to bardzo trudno byłoby mi się przeprowadzić, zmienić pracę. Wiec mam obawy czy to ma sens . Wspolny weekend byc moze sie zdecyduje .Ale nue chce nikogo oszukiwac ani tym bardziej siebie.brnac w coś co nie rokuje. dochodzi jeszcze inne aspekty ale nie chce o wszystkim pisać na forum.
Milka, twoja decyzja, każdy jest kowale własnego losu, jak mówi ludowe przysłowie. Tylko trochę szkoda, skoro Ci się podobał ogólnie, ale jesteśmy dorośli i każdy podejmuje własne decyzję.
Nie chcesz to nic na siłę.
Ram nie tylko na tym zdaniu. Znajomości nie zerwałam definitywnie.
Rossanka nie do końca brak chęci jesteśmy dorośli każdy ma już jakoś ułożone życie zawodowe i nie zawsze zmiany są możliwe.
Tu mam akurat inne zdanie. Prace zawsze można zmienić. Może być trudno, ale życie jest ogólnie trudne.
Dzieci-to sama widzisz, pewnych rzeczy nie przeskoczysz.
Ale jak mówię, Twoja decyzja, Ty sama koerujesz swoim losem, nikt z forum nie może ci niczego narzucic.
Tak Rossanka ale dobrze wiemy ze samo podobnie to za mało. Są jeszcze inne ważne rzeczy. Nie chcę tu wszystkiego pisać na publicznym forum.
63 2018-11-10 20:48:22 Ostatnio edytowany przez milka76 (2018-11-10 20:49:26)
Rossanka oprócz dzieci ludzie maja jeszcze inne zobowiązania. I drugi ej stronie nie koniecznie musi to odpowiadać.
Ram nie tylko na tym zdaniu. Znajomości nie zerwałam definitywnie.
Rozumiem. Może to dobrze. Kto wie? ![]()
Ja Ciebie autorko doskonale rozumiem. Bycie matka i spełnienie w tej roli to po prostu cud. Znam wiele kobiet które w Twoim wieku miały pierwsze dziecko i uważam że nie jest za późno jeśli chodzi o fizyczne sprawy. Samotność to najokropniejsze co mnie spotkało. Bylo tak że przez prawie rok czułam się bardzo samotna i serce mi pękalo. Nie chodzi tylko o partnera ale o cała sytuację w której byłam. Nie ma nic gorszego. Moja rada jest taka abyś próbowała zrobić wszystko co możesz by z tego się wyrwać. Może randki z portalu internetowego ( moja znajoma bierze ślub w przyszłym roku z takiej znajomości, poznała super faceta ) zawsze weekend spędzisz na spotkaniu A przecież wcale nie musi to być od razu big love czy sex tylko po prostu poznasz nowych ludzi nawet pod kątem przyjaźni A może spotkasz bratnia dusze kto wie ? Jeśli nie zostaniesz matka może spotkasz wdowca, samotnego ojca i spełniasz się w roli matki której jakiemuś dziecku brakuje i dacie sobie ogrom miłości. Nie poddawaj się. Nigdy się nie poddawaj !!!