Jeśli zaiskrzylo to dlaczego odległość jest przeszkodą, by bliżej sie poznać?? Są pociągi, samochód. Facet mieszka w Polsce a nie na drugim końcu świata.
66 2018-11-10 21:43:12 Ostatnio edytowany przez Mahika (2018-11-10 21:44:21)
Lully jeśli chodzi o dziecko to temat zamknięty. Wkrótce stuknie mi 43 to już nie wiek na dziecko. Muszę się pogodzić ze ominęła mnie najważniejsza rola kobiety . Tylko nie jest to takie łatwe bo co innego rozum a co innego serce :-(
Lully jeśli chodzi o dziecko to temat zamknięty. Wkrótce stuknie mi 43 to już nie wiek na dziecko. Muszę się pogodzić ze ominęła mnie najważniejsza rola kobiety . Tylko nie jest to takie łatwe bo co innego rozum a co innego serce :-(
Medycyna jest innego zdania
Ale to oczywiście Twój wybór.
Milko, zwróć uwagę, że dokonałeś pewnego wyboru z tym swoim znajomym. Czasami samotność jest naszym świadomym wyborem.
Sony z biologicznego punktu kobieta dopóki ma owulacje może zająć w ciążę. Ale zajść, urodzić to jedna sprawa a wychować to drugie. No i dziecko to nie zabawka żeby świadomie skazywac je na brak ojca.bo póki co jestem sama i tylko taka opcja wchodzi w grę.
Piegowata w tej konkretnej sytuacji dokonałam wyboru. Ale były sytuacje gdzie nie miałam wyboru. Bo do tanga trzeba dwojga. ...
milka76 napisał/a:Lully jeśli chodzi o dziecko to temat zamknięty. Wkrótce stuknie mi 43 to już nie wiek na dziecko. Muszę się pogodzić ze ominęła mnie najważniejsza rola kobiety . Tylko nie jest to takie łatwe bo co innego rozum a co innego serce :-(
Medycyna jest innego zdania
Ale to oczywiście Twój wybór.
Jak najbardziej. Zdrowa kobieta moze spokojnie urodzić 1 dziecko w okolicy 40.Mam takie koleżanki. Jak już zajdzie się w ciążę i Ona się utrzyma na początku, to płód jest silny, a rokowania dobre. Umówmy się, że mamy łatwiej teraz niż kobiety dawniej nie pracujemy tak ciężko. A ciążę można rozwiązać cesarką.
Ella ale ja nie podwazam tego co napisala Sony. Zyje wsrod ludzi i wiem ze zdarzają się ciąże ok.40 zazwyczaj nieplanowane. urodzić to można pewnie i mając 45 lat ale jaka rozsądna kobieta się na to decyduje w tym wieku? Dziecko jeszcze trzeba wychować.
Lully jeśli chodzi o dziecko to temat zamknięty. Wkrótce stuknie mi 43 to już nie wiek na dziecko. Muszę się pogodzić ze ominęła mnie najważniejsza rola kobiety . Tylko nie jest to takie łatwe bo co innego rozum a co innego serce :-(
To przynajmniej nie bądź samotna. Marzenie o rodzicielstwie może się już nie spełni, ale jeszcze możesz być szczęśliwa.
Co sądzisz o wolontariacie w domu dziecka? Pragniesz dziecka którego z Twojego punktu widzenia już nie będziesz mieć, ale masz miłość w sobie która chcesz się dzielić. Możesz coś organizować dla dzieci np. Paczki świąteczne. Zrób cokolwiek co da Ci odrobinę spełnienia w tej kwestii.
74 2018-11-10 23:11:10 Ostatnio edytowany przez SonyXperia (2018-11-10 23:12:52)
Ella ale ja nie podwazam tego co napisala Sony. Zyje wsrod ludzi i wiem ze zdarzają się ciąże ok.40 zazwyczaj nieplanowane. urodzić to można pewnie i mając 45 lat ale jaka rozsądna kobieta się na to decyduje w tym wieku? Dziecko jeszcze trzeba wychować.
Ja bym sie zdecydowała, gdybym tylko miała do tego warunki
Teraz dziecko by mi trochę spraw skomplikowało, ale jakby się przytrafiło, to by było. Co do wychowania. Aż tak nie demonizowałabym wieku rodziców, bo tych dziecko moze stracić niezależnie od ich wieku.
Możliwe że moje zapatrywanie na tę kwestię wynika z tego że miałam 'starszych' rodziców ![]()
urodzić to można pewnie i mając 45 lat ale jaka rozsądna kobieta się na to decyduje w tym wieku? Dziecko jeszcze trzeba wychować.
Jakbyś miała 36 lat atwój facet 45, to też.bys się bała znaczy że on nie zdąży wychować? Faceci tak nie myślą. Owszem jest obawa czy dziecko będzie zdrowe, ale jak jest zdrowe a ojciec ma 45 lat to się mu gratuluję.A 45 letnia matka to.stara babcia, ale co się dziwić, skoro kobiety same tak o sobie mówią.
milka76 napisał/a:Ella ale ja nie podwazam tego co napisala Sony. Zyje wsrod ludzi i wiem ze zdarzają się ciąże ok.40 zazwyczaj nieplanowane. urodzić to można pewnie i mając 45 lat ale jaka rozsądna kobieta się na to decyduje w tym wieku? Dziecko jeszcze trzeba wychować.
Ja bym sie zdecydowała, gdybym tylko miała do tego warunki
Teraz dziecko by mi trochę spraw skomplikowało, ale jakby się przytrafiło, to by było. Co do wychowania. Aż tak nie demonizowałabym wieku rodziców, bo tych dziecko moze stracić niezależnie od ich wieku.
Możliwe że moje zapatrywanie na tę kwestię wynika z tego że miałam 'starszych' rodziców
Wlasnie Sony. Mojej kolezanki ojciec zmarl jak mial 33 lata. Ona chyba 7 miala wtedy. A drugiej koleżanki mama urodziła ją prawie w 40 urodziny. Nie ma reguły.
Wiem ze nie ma reguły. Bardziej mi chodziło o to ze trzeba mieć siły to dziecko wychować i np żeby ono wyjeżdżając z domu np na studia nie musiało się martwić ze zostawia starszych coraz mniej sprawnych rodziców. Znam takie przypadki. I znam też przypadki gdzie kobieta po 40stce rodziła chore dziecko. Wiem młode tez rodzą chore ale i sił mają więcej żeby je wychowywać.
78 2018-11-10 23:25:28 Ostatnio edytowany przez SonyXperia (2018-11-10 23:25:51)
Wiem ze nie ma reguły. Bardziej mi chodziło o to ze trzeba mieć siły to dziecko wychować i np żeby ono wyjeżdżając z domu np na studia nie musiało się martwić ze zostawia starszych coraz mniej sprawnych rodziców. Znam takie przypadki. I znam też przypadki gdzie kobieta po 40stce rodziła chore dziecko. Wiem młode tez rodzą chore ale i sił mają więcej żeby je wychowywać.
Troska o rodziców w ich starości istnieje przez całe życie dziecka, niezależnie od tego jakie życie prowadzi, czy jest studentem, czy ma własną rodzinę, czy mieszka tuż obok, czy na drugim końcu świata. To nie jest argument przeciwko późnemu macierzyństwu.
Wiem ze nie ma reguły. Bardziej mi chodziło o to ze trzeba mieć siły to dziecko wychować i np żeby ono wyjeżdżając z domu np na studia nie musiało się martwić ze zostawia starszych coraz mniej sprawnych rodziców. Znam takie przypadki. I znam też przypadki gdzie kobieta po 40stce rodziła chore dziecko. Wiem młode tez rodzą chore ale i sił mają więcej żeby je wychowywać.
Jak się ma martwić to się i tak będzie martwić i rodziców.
Ja bym się zdecydowała urodzić jak ul cudem jakimś zaszła w ciążę. Pewnie wykonalabym z milion badań wcześniej...
Oczywiście ze dziecko zawsze martwi się o rodziców zwłaszcza jak są starzy. Tylko decydując się świadomie na późne macierzynstwo niejako skazujemy to dziecko ze bardzo szybko będzie tym obarczone juz we wczesnej młodości. Nie mówiąc już o sytuacji gdzie kobieta decyduje się na bardzo późne samotne macierzynstwo.
Oczywiście ze dziecko zawsze martwi się o rodziców zwłaszcza jak są starzy. Tylko decydując się świadomie na późne macierzynstwo niejako skazujemy to dziecko ze bardzo szybko będzie tym obarczone juz we wczesnej młodości. Nie mówiąc już o sytuacji gdzie kobieta decyduje się na bardzo późne samotne macierzynstwo.
Czyli nie potrzebnie się właściwie zadreczasz teraz tym, że nie masz, dziecka bo i tak już byś się na nie nie zdecydowała nawet, gdybyś miała męża. Nawet mając partnera wybralabys wspólne życie, ale we dwoje. Niepotrzebnie się więc smucisz tym wszystkim.
Rossanka smucę się bo moje serce się smuci bo macierzynstwo było moim pragnieniem.
Poza tym facet o którym tu pisałam tez poruszył kwestię dzieci i z jego rozmowy wynikało ze chciałby je mieć. Gdy powiedziałam ze jeśli o mnie chodzi to temat zamknięty bo mam już swoje lata. Odpowiedział mi tak jak tu niektóre piszą o tym ze z medycznego punktu widzenia jest to możliwe żeby kobieta w moim wieku urodziła dziecko. Ja powiedziałam jak ja to widzę. I temat zakończyliśmy. Ale myślę, że gdyby było nam dane być razem to niestety ten temat mógłby kiedyś wypłynąć i nas podzielić. Niestety to pokazuje że wielu mężczyzn chce jednak dzieci. Zresztą na portalach wielu mi odpisywalo, ze szukają młodszych bo marzą jeszcze o pełnej rodzinie. Ciężko znaleźć faceta bez zobowiązań który nie chce dzieci.
83 2018-11-11 00:03:26 Ostatnio edytowany przez SonyXperia (2018-11-11 00:03:55)
Oczywiście ze dziecko zawsze martwi się o rodziców zwłaszcza jak są starzy. Tylko decydując się świadomie na późne macierzynstwo niejako skazujemy to dziecko ze bardzo szybko będzie tym obarczone juz we wczesnej młodości. Nie mówiąc już o sytuacji gdzie kobieta decyduje się na bardzo późne samotne macierzynstwo.
Weź pod uwagę że taka sytuacja ma miejsce w przypadku niedołężnej starości. Nie każda starość wymaga absorbującej opieki.
Zresztą, mnie ten argument nie przekonuje. Rodząc dziecko w wieku 45 lat, ono będzie miało aż 25 kiedy Ty będziesz miała dopiero 70. Piszę 'dopiero' bo moja mama ma więcej i oprócz zdrowotnego incydentu, który wymagał czasowego zaopiekowania się nią, jest w pełni sprawna, i to jeszcze jak
Nie przesadzajmy z tym późnym macierzyństwem. ![]()
Twoja mama jeszcze z tego trochę silniejszego pokolenia. Teraz ludzie mimo że mniej pracują fizycznie niż np ich rodzice to są słabsi, bardziej chorowici.
Nie wspominając już o tym że badania jasno mówią im starsi rodzice głównie matka (ale nie tylko wiek ojca tez ma znaczenie ) tym większe ryzyko urodzenia chorego dziecka.
85 2018-11-11 00:11:56 Ostatnio edytowany przez SonyXperia (2018-11-11 00:20:50)
Twoja mama jeszcze z tego trochę silniejszego pokolenia. Teraz ludzie mimo że mniej pracują fizycznie niż np ich rodzice to są słabsi, bardziej chorowici.
Nie wspominając już o tym że badania jasno mówią im starsi rodzice głównie matka (ale nie tylko wiek ojca tez ma znaczenie ) tym większe ryzyko urodzenia chorego dziecka.
Skoro masz na wszytko odpowiedź, to chyba wszystko jasne.
Z "siła pokolenia" mojej mamy nie jestem w stanie dyskutować. W każdym razie, moi rodzice na nic mnie nie skazali. Tylko tyle Ci chciałam uzmysłowić.
Jeśli masz takie pesymistyczne podejście do życia, nie dziwię się że wieje w nim niespełnieniem.
Rossanka smucę się bo moje serce się smuci bo macierzynstwo było moim pragnieniem.
Poza tym facet o którym tu pisałam tez poruszył kwestię dzieci i z jego rozmowy wynikało ze chciałby je mieć. Gdy powiedziałam ze jeśli o mnie chodzi to temat zamknięty bo mam już swoje lata. Odpowiedział mi tak jak tu niektóre piszą o tym ze z medycznego punktu widzenia jest to możliwe żeby kobieta w moim wieku urodziła dziecko. Ja powiedziałam jak ja to widzę. I temat zakończyliśmy. Ale myślę, że gdyby było nam dane być razem to niestety ten temat mógłby kiedyś wypłynąć i nas podzielić. Niestety to pokazuje że wielu mężczyzn chce jednak dzieci. Zresztą na portalach wielu mi odpisywalo, ze szukają młodszych bo marzą jeszcze o pełnej rodzinie. Ciężko znaleźć faceta bez zobowiązań który nie chce dzieci.
Nie rozumiem. Nie jesteś młodziutkamlodziutka Ale w wieku 43 lat jeszcze .oze byś mogła urodzić. Medycyna, badanie prenatalne- wszystko jest o niebo lepsze niż 100 lat temu.
Pojawił się facet A Ty z góry odpowiedziałaś, że temat dzieci już jest dla Ciebie zamknięty
Przecież tamten .mężczyzna dobrze wiedział, ile masz lat. I że z tą ciąża może być różnie.
Milka mi się zdaje że ty jesteś na wszystko na nie
Sama dokonujesz wyborów, a potem płaczesz że nie wyszło. Może urodzić w wieku 43 lat jest ciężko. Ale ciężej w wieku 50 lat.
Ja jakbym miała partnera zaryzykowalabym jeszcze oczywiście że stałą opieką lekarską z powodu wieku.
87 2018-11-11 00:27:35 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2018-11-11 00:46:18)
jak 42 latka rodzi dziecko to jako 60 latka nie jest przecież staruszką, dajcie spokój, Moja mama ma 71 lat wygląda świetnie.
Poza tym natura jest mądra- póki jest owulacja- możesz mieć dzieci. Jakbym naprawdę pragnęła tego męża i dzieci, to bym zrobiła 2 etat z poszukiwania kandydata i nie marnowała ani chwili.
Może Milka po prostu zbytnio chcesz wszystko mieć przewidziane, zabezpieczone, a prawda jest taka, że zawsze życie może nas wykopać na inną orbitę i trzeba zaczynać od nowa.
milka76 napisał/a:Rossanka dla każdego przegrane życie oznacza co innego. Dla mnie jest to niespełnienie się jako matka. Moim zdaniem jest to jedna z ważniejszych ról w życiu kobiety. Podkreślam moim zdaniem. Oraz życie w samotności.
No dobrze, matką nie zostalas i co dalej?
Lepiej się czujesz jak o sobie tak myślisz, czy wrecz przeciwnie?
Takie myślenie ci w niczym nie pomoże. Będziesz tak samo pisać w 2019 i 2020 roku. To bez sensu.
Wiem, że chciałaś tu sobie ponarzekac i nie chcesz rad, ale czuję przez ekran, że narzekanie wcale Ci nie przyniosło ulgi, wręcz się nakręcasz coraz bardziej. Jest długi weekend, zamiast się relaksować, to się zamierzasz dołować.
:(
Nie zdążyłam się przywitać i napisać coś o sobie jak już wciagnelam się w lekturę:)Jestem wdową z 2 dzieci 12 i 15 lat która w chwili usunięcia swojego męża rozwodzila się z nim,dziedzicząc same d lugi włącznie z mieszkaniem do licytacji w którym nie mieszkam od 3 lat tulając się z dziećmi i 2 psami po kątach to tu to tam- obecnie wynajmuje 2 pokoje u starszego ode mnie wdowca(i widzę jak mnie osacza i ma zamiar mnie usidlic w sposób damsko-męski,obrzydzajac mi się coraz gorzej)Mam dług i po mężu w Polsce,Niemczech i Danii-kwota okolo 1000000zlotych w Niemczech 80000euro Dania w fazie zliczania- zrzekkam się spadku po nim i w imieniu dzieci wszczynajac tym proces spadkowy co oznacza szukanie innych zstępnych uprawnionych do spadku
**(d lugi tylko są w Polsce),A to komplikuje pewne procedury np odszkodowanie z polis jego zagranicznych i s wiadczen bo ukrywał przede mną fakt że rozwodzić się że mną w Polsce zostawi mnie na lodzie z długami nie patrząc na dzieci a sam w Danii na koncie posiadał oszczednosci których nie odziedzicze bo spadek odrzucilam oraz wiele innych należnych świadczeń bo nie mam albo uprawnień albo nie dziedziczy albo mam uważać bo żony w Polsce są ścigane za dług podatkowy męża w Danii np.Toczylo się śledztwo w spr jego śmierci...i dalej jakbym p isala to do rana by mi zeszlo.Dzieci i psy podnosimy mnie na duchu niestety jedna z suk chorował 2 lata na wątrobę trzustjke a sledzione wycinali niestety 4 tygodnie temu poddała się i uśpione druga suczka 2 letnia malutka została sama i jest zagubiona co mobilizuje mnie do spacerów zabaw treningów z nią i dzieci angażuje skutecznie w poczucie odpowiedzialności moralności empatii oraz rzeczowego podejścia do życia- korzystac z małych przyjemności spacery;gadanie z pisarzami złote liście piękna jesień a p rzeciez mam ciężką postać depresji wubiegunowej stałe na lekach, utylam bardzo,A moim jedynym źródłem utrzymania jest renta rodzinna po nim ale konta bankowe mam zajęte do kwoty wolnej od zajęć czyli 1530zl oraz 500plus..na miesiac.Inny Social mi się nie należyAlinentt a funduszy uciekli z dniem jego smierci.zostalam bez domu bez s wiadczen sama z psami.Nie wspomnę o śledztwie gdzie teściowa została uznana za pokrzywdzona a ja z dziećmi mimo że jesteśmy glownymi pokrzywdzonymi wg prawa podobno nie byliśmy adresów uchwytni toteż nie mogli psów nas o śmierci męża i ojca oraz uznać ba piśmie za pokrzywdzonych by móc mieć wpływ na spraw oraz być uprawnionymi do zadośćuczynienia czy odszkodowania..a tak syn wracając że szkoły dostał telefon od "wujka"(że tata nie żyje i powtórz mamie że zabrany jest mąż do nich do pochówku i nasteonego dnia jechałam 970 km zygzakiem na pogrzeb za ostatnie p ieniadze i tam dokonała sie..masakra ..dalej?ogólnie to sprawa będzie zgloszona do rzecznika praw obywatelskich bo na 99%śledczy zostali przekupieni akta niekompletne- rozliczone się pod stołem bez mnie i sprawę wyciszony oraz przestanie prowadzić śledztwo i musiałam to zażądać i prosić o status pokrztszonej sama.nie dostałam akt kompketnych- wiele nadużyć niespojnosci oraz nieuwzgleniono wniesienia moich dowodów.Dalej też są jaja bo przez śmierć meza(żal mi to strasznie)dzieci moje w szkole stały się podmiotem szczególnej obserwacji przez pedagogów pod kątem mojej wydolności oraz zapewnienia dzieciom warunków do np nauki lub sprawdzanie mnie czy realizuje obowiązek szkolny syn bo we wrześniu mąż się utopil na jachcie i miał syn frekwencję 40%usptawiedliwionych godzin (nerwica zoladka)- aż w końcu szkoła pomijając procecury złożyła wniosek do sądu o ustanowienie kuratora jako dozór w spr frekwencję .dalej?Chyba starczy- chcecie później jak odpocznę to Wam napiszę jak traktowane są samotne matki i dzieci i jak moja córka zaczyna być obserwowana przez pedagoga bo zgłosiła wypadek w szkole w którym uczestniczyl nauczyciel i się zaczęło zastraszania i że oni mogą przyjrzeć się skolei mi jako matce skoro niby to nasz nauczyciel popchnal moja córkę która chciała wejść do sali co zaskutkowalo urazem kolana i wielkiego krwiaka do punkcji(ściąganie krwi woli kolana)i tak dalej.Uwazam że nie marnuje życia chociaż to nie mam...depresja nie daje mi spać siedzę nocami w przepisach i sama jakoś się bronie..czuje się tylko samotna i trochę jak skopany kundel i czasami płaczę i tęsknię za wspomnieniami z wesołych wydarzeń śmiechu wyglupow..samotna jako kobieta bo boję się nawet wyjść z domu bez psa to gdzie mam kogos spotkac?patrzę czasem przez okno na ulice i auta marzac o wejściu do auta bo jeździć też po lekach nie mogę samochód nie moj..to są moje żale..tak,żałuję siebie bo jestem od wszystkiego każdy mnie ocenia ale nie zmarnowalam swojego życia 15% było dobre..jutro dslej.
milka76 napisał/a:Rossanka dla każdego przegrane życie oznacza co innego. Dla mnie jest to niespełnienie się jako matka. Moim zdaniem jest to jedna z ważniejszych ról w życiu kobiety. Podkreślam moim zdaniem. Oraz życie w samotności.
No dobrze, matką nie zostalas i co dalej?
Lepiej się czujesz jak o sobie tak myślisz, czy wrecz przeciwnie?
Takie myślenie ci w niczym nie pomoże. Będziesz tak samo pisać w 2019 i 2020 roku. To bez sensu.
Wiem, że chciałaś tu sobie ponarzekac i nie chcesz rad, ale czuję przez ekran, że narzekanie wcale Ci nie przyniosło ulgi, wręcz się nakręcasz coraz bardziej. Jest długi weekend, zamiast się relaksować, to się zamierzasz dołować.
:(
Nie zdążyłam się przywitać i napisać coś o sobie jak już wciagnelam się w lekturę:)Jestem wdową z 2 dzieci 12 i 15 lat która w chwili usunięcia swojego męża rozwodzila się z nim,dziedzicząc same d lugi włącznie z mieszkaniem do licytacji w którym nie mieszkam od 3 lat tulając się z dziećmi i 2 psami po kątach to tu to tam- obecnie wynajmuje 2 pokoje u starszego ode mnie wdowca(i widzę jak mnie osacza i ma zamiar mnie usidlic w sposób damsko-męski,obrzydzajac mi się coraz gorzej)Mam dług i po mężu w Polsce,Niemczech i Danii-kwota okolo 1000000zlotych w Niemczech 80000euro Dania w fazie zliczania- zrzekkam się spadku po nim i w imieniu dzieci wszczynajac tym proces spadkowy co oznacza szukanie innych zstępnych uprawnionych do spadku
**(d lugi tylko są w Polsce),A to komplikuje pewne procedury np odszkodowanie z polis jego zagranicznych i s wiadczen bo ukrywał przede mną fakt że rozwodzić się że mną w Polsce zostawi mnie na lodzie z długami nie patrząc na dzieci a sam w Danii na koncie posiadał oszczednosci których nie odziedzicze bo spadek odrzucilam oraz wiele innych należnych świadczeń bo nie mam albo uprawnień albo nie dziedziczy albo mam uważać bo żony w Polsce są ścigane za dług podatkowy męża w Danii np.Toczylo się śledztwo w spr jego śmierci...i dalej jakbym p isala to do rana by mi zeszlo.Dzieci i psy podnosimy mnie na duchu niestety jedna z suk chorował 2 lata na wątrobę trzustjke a sledzione wycinali niestety 4 tygodnie temu poddała się i uśpione druga suczka 2 letnia malutka została sama i jest zagubiona co mobilizuje mnie do spacerów zabaw treningów z nią i dzieci angażuje skutecznie w poczucie odpowiedzialności moralności empatii oraz rzeczowego podejścia do życia- korzystac z małych przyjemności spacery;gadanie z pisarzami złote liście piękna jesień a p rzeciez mam ciężką postać depresji wubiegunowej stałe na lekach, utylam bardzo,A moim jedynym źródłem utrzymania jest renta rodzinna po nim ale konta bankowe mam zajęte do kwoty wolnej od zajęć czyli 1530zl oraz 500plus..na miesiac.Inny Social mi się nie należyAlinentt a funduszy uciekli z dniem jego smierci.zostalam bez domu bez s wiadczen sama z psami.Nie wspomnę o śledztwie gdzie teściowa została uznana za pokrzywdzona a ja z dziećmi mimo że jesteśmy glownymi pokrzywdzonymi wg prawa podobno nie byliśmy adresów uchwytni toteż nie mogli psów nas o śmierci męża i ojca oraz uznać ba piśmie za pokrzywdzonych by móc mieć wpływ na spraw oraz być uprawnionymi do zadośćuczynienia czy odszkodowania..a tak syn wracając że szkoły dostał telefon od "wujka"(że tata nie żyje i powtórz mamie że zabrany jest mąż do nich do pochówku i nasteonego dnia jechałam 970 km zygzakiem na pogrzeb za ostatnie p ieniadze i tam dokonała sie..masakra ..dalej?ogólnie to sprawa będzie zgloszona do rzecznika praw obywatelskich bo na 99%śledczy zostali przekupieni akta niekompletne- rozliczone się pod stołem bez mnie i sprawę wyciszony oraz przestanie prowadzić śledztwo i musiałam to zażądać i prosić o status pokrztszonej sama.nie dostałam akt kompketnych- wiele nadużyć niespojnosci oraz nieuwzgleniono wniesienia moich dowodów.Dalej też są jaja bo przez śmierć meza(żal mi to strasznie)dzieci moje w szkole stały się podmiotem szczególnej obserwacji przez pedagogów pod kątem mojej wydolności oraz zapewnienia dzieciom warunków do np nauki lub sprawdzanie mnie czy realizuje obowiązek szkolny syn bo we wrześniu mąż się utopil na jachcie i miał syn frekwencję 40%usptawiedliwionych godzin (nerwica zoladka)- aż w końcu szkoła pomijając procecury złożyła wniosek do sądu o ustanowienie kuratora jako dozór w spr frekwencję .dalej?Chyba starczy- chcecie później jak odpocznę to Wam napiszę jak traktowane są samotne matki i dzieci i jak moja córka zaczyna być obserwowana przez pedagoga bo zgłosiła wypadek w szkole w którym uczestniczyl nauczyciel i się zaczęło zastraszania i że oni mogą przyjrzeć się skolei mi jako matce skoro niby to nasz nauczyciel popchnal moja córkę która chciała wejść do sali co zaskutkowalo urazem kolana i wielkiego krwiaka do punkcji(ściąganie krwi woli kolana)i tak dalej.Uwazam że nie marnuje życia chociaż to nie mam...depresja nie daje mi spać siedzę nocami w przepisach i sama jakoś się bronie..czuje się tylko samotna i trochę jak skopany kundel i czasami płaczę i tęsknię za wspomnieniami z wesołych wydarzeń śmiechu wyglupow..samotna jako kobieta bo boję się nawet wyjść z domu bez psa to gdzie mam kogos spotkac?patrzę czasem przez okno na ulice i auta marzac o wejściu do auta bo jeździć też po lekach nie mogę samochód nie moj..to są moje żale..tak,żałuję siebie bo jestem od wszystkiego każdy mnie ocenia ale nie zmarnowalam swojego życia 15% było dobre..jutro dslej.
milka76 napisał/a:Rossanka dla każdego przegrane życie oznacza co innego. Dla mnie jest to niespełnienie się jako matka. Moim zdaniem jest to jedna z ważniejszych ról w życiu kobiety. Podkreślam moim zdaniem. Oraz życie w samotności.
No dobrze, matką nie zostalas i co dalej?
Lepiej się czujesz jak o sobie tak myślisz, czy wrecz przeciwnie?
Takie myślenie ci w niczym nie pomoże. Będziesz tak samo pisać w 2019 i 2020 roku. To bez sensu.
Wiem, że chciałaś tu sobie ponarzekac i nie chcesz rad, ale czuję przez ekran, że narzekanie wcale Ci nie przyniosło ulgi, wręcz się nakręcasz coraz bardziej. Jest długi weekend, zamiast się relaksować, to się zamierzasz dołować.
:(
Nie zdążyłam się przywitać i napisać coś o sobie jak już wciagnelam się w lekturę:)Jestem wdową z 2 dzieci 12 i 15 lat która w chwili usunięcia swojego męża rozwodzila się z nim,dziedzicząc same d lugi włącznie z mieszkaniem do licytacji w którym nie mieszkam od 3 lat tulając się z dziećmi i 2 psami po kątach to tu to tam- obecnie wynajmuje 2 pokoje u starszego ode mnie wdowca(i widzę jak mnie osacza i ma zamiar mnie usidlic w sposób damsko-męski,obrzydzajac mi się coraz gorzej)Mam dług i po mężu w Polsce,Niemczech i Danii-kwota okolo 1000000zlotych w Niemczech 80000euro Dania w fazie zliczania- zrzekkam się spadku po nim i w imieniu dzieci wszczynajac tym proces spadkowy co oznacza szukanie innych zstępnych uprawnionych do spadku
**(d lugi tylko są w Polsce),A to komplikuje pewne procedury np odszkodowanie z polis jego zagranicznych i s wiadczen bo ukrywał przede mną fakt że rozwodzić się że mną w Polsce zostawi mnie na lodzie z długami nie patrząc na dzieci a sam w Danii na koncie posiadał oszczednosci których nie odziedzicze bo spadek odrzucilam oraz wiele innych należnych świadczeń bo nie mam albo uprawnień albo nie dziedziczy albo mam uważać bo żony w Polsce są ścigane za dług podatkowy męża w Danii np.Toczylo się śledztwo w spr jego śmierci...i dalej jakbym p isala to do rana by mi zeszlo.Dzieci i psy podnosimy mnie na duchu niestety jedna z suk chorował 2 lata na wątrobę trzustjke a sledzione wycinali niestety 4 tygodnie temu poddała się i uśpione druga suczka 2 letnia malutka została sama i jest zagubiona co mobilizuje mnie do spacerów zabaw treningów z nią i dzieci angażuje skutecznie w poczucie odpowiedzialności moralności empatii oraz rzeczowego podejścia do życia- korzystac z małych przyjemności spacery;gadanie z pisarzami złote liście piękna jesień a p rzeciez mam ciężką postać depresji wubiegunowej stałe na lekach, utylam bardzo,A moim jedynym źródłem utrzymania jest renta rodzinna po nim ale konta bankowe mam zajęte do kwoty wolnej od zajęć czyli 1530zl oraz 500plus..na miesiac.Inny Social mi się nie należyAlinentt a funduszy uciekli z dniem jego smierci.zostalam bez domu bez s wiadczen sama z psami.Nie wspomnę o śledztwie gdzie teściowa została uznana za pokrzywdzona a ja z dziećmi mimo że jesteśmy glownymi pokrzywdzonymi wg prawa podobno nie byliśmy adresów uchwytni toteż nie mogli psów nas o śmierci męża i ojca oraz uznać ba piśmie za pokrzywdzonych by móc mieć wpływ na spraw oraz być uprawnionymi do zadośćuczynienia czy odszkodowania..a tak syn wracając że szkoły dostał telefon od "wujka"(że tata nie żyje i powtórz mamie że zabrany jest mąż do nich do pochówku i nasteonego dnia jechałam 970 km zygzakiem na pogrzeb za ostatnie p ieniadze i tam dokonała sie..masakra ..dalej?ogólnie to sprawa będzie zgloszona do rzecznika praw obywatelskich bo na 99%śledczy zostali przekupieni akta niekompletne- rozliczone się pod stołem bez mnie i sprawę wyciszony oraz przestanie prowadzić śledztwo i musiałam to zażądać i prosić o status pokrztszonej sama.nie dostałam akt kompketnych- wiele nadużyć niespojnosci oraz nieuwzgleniono wniesienia moich dowodów.Dalej też są jaja bo przez śmierć meza(żal mi to strasznie)dzieci moje w szkole stały się podmiotem szczególnej obserwacji przez pedagogów pod kątem mojej wydolności oraz zapewnienia dzieciom warunków do np nauki lub sprawdzanie mnie czy realizuje obowiązek szkolny syn bo we wrześniu mąż się utopil na jachcie i miał syn frekwencję 40%usptawiedliwionych godzin (nerwica zoladka)- aż w końcu szkoła pomijając procecury złożyła wniosek do sądu o ustanowienie kuratora jako dozór w spr frekwencję .dalej?Chyba starczy- chcecie później jak odpocznę to Wam napiszę jak traktowane są samotne matki i dzieci i jak moja córka zaczyna być obserwowana przez pedagoga bo zgłosiła wypadek w szkole w którym uczestniczyl nauczyciel i się zaczęło zastraszania i że oni mogą przyjrzeć się skolei mi jako matce skoro niby to nasz nauczyciel popchnal moja córkę która chciała wejść do sali co zaskutkowalo urazem kolana i wielkiego krwiaka do punkcji(ściąganie krwi woli kolana)i tak dalej.Uwazam że nie marnuje życia chociaż to nie mam...depresja nie daje mi spać siedzę nocami w przepisach i sama jakoś się bronie..czuje się tylko samotna i trochę jak skopany kundel i czasami płaczę i tęsknię za wspomnieniami z wesołych wydarzeń śmiechu wyglupow..samotna jako kobieta bo boję się nawet wyjść z domu bez psa to gdzie mam kogos spotkac?patrzę czasem przez okno na ulice i auta marzac o wejściu do auta bo jeździć też po lekach nie mogę samochód nie moj..to są moje żale..tak,żałuję siebie bo jestem od wszystkiego każdy mnie ocenia ale nie zmarnowalam swojego życia 15% było dobre..jutro dslej.
Przepraszam że taką długą odpowiedź a raczej opowiadanie mojej historii i pocieszenia że inni mogą mieć gorzej
Przepraszam że taką długą odpowiedź a raczej opowiadanie mojej historii i pocieszenia że inni mogą mieć gorzej
Przepraszam że taką długą odpowiedź a raczej opowiadanie mojej historii i pocieszenia że inni mogą mieć gorzej
Przepraszam że taką długą odpowiedź a raczej opowiadanie mojej historii i pocieszenia że inni mogą mieć gorzej
Przepraszam że taką długą odpowiedź a raczej opowiadanie mojej historii i pocieszenia że inni mogą mieć gorzej
Przepraszam że taką długą odpowiedź a raczej opowiadanie mojej historii i pocieszenia że inni mogą mieć gorzej
Przepraszam że taką długą odpowiedź a raczej opowiadanie mojej historii i pocieszenia że inni mogą mieć gorzej
Przepraszam że taką długą odpowiedź a raczej opowiadanie mojej historii i pocieszenia że inni mogą mieć gorzej
Przepraszam że taką długą odpowiedź a raczej opowiadanie mojej historii i pocieszenia że inni mogą mieć gorzej
Przepraszam że taką długą odpowiedź a raczej opowiadanie mojej historii i pocieszenia że inni mogą mieć gorzej
Przepraszam że taką długą odpowiedź a raczej opowiadanie mojej historii i pocieszenia że inni mogą mieć gorzej
Przepraszam że taką długą odpowiedź a raczej opowiadanie mojej historii i pocieszenia że inni mogą mieć gorzej
Przepraszam że taką długą odpowiedź a raczej opowiadanie mojej historii i pocieszenia że inni mogą mieć gorzej
Przepraszam że taką długą odpowiedź a raczej opowiadanie mojej historii i pocieszenia że inni mogą mieć gorzej
jak 42 latka rodzi dziecko to jako 60 latka nie jest przecież staruszką, dajcie spokój, Moja mama ma 71 lat wygląda świetnie.
Poza tym natura jest mądra- póki jest owulacja- możesz mieć dzieci. Jakbym naprawdę pragnęła tego męża i dzieci, to bym zrobiła 2 etat z poszukiwania kandydata i nie marnowała ani chwili.
Może Milka po prostu zbytnio chcesz wszystko mieć przewidziane, zabezpieczone, a prawda jest taka, że zawsze życie może nas wykopać na inną orbitę i trzeba zaczynać od nowa.
Ja bym polemizował z tą mądrością natury. Albo inaczej. Natura ma cholernie dużo na głowie i czasem zdarza jej się coś przegapić ![]()
106 2018-11-11 14:24:54 Ostatnio edytowany przez SonyXperia (2018-11-11 14:32:04)
Ela210 napisał/a:jak 42 latka rodzi dziecko to jako 60 latka nie jest przecież staruszką, dajcie spokój, Moja mama ma 71 lat wygląda świetnie.
Poza tym natura jest mądra- póki jest owulacja- możesz mieć dzieci. Jakbym naprawdę pragnęła tego męża i dzieci, to bym zrobiła 2 etat z poszukiwania kandydata i nie marnowała ani chwili.
Może Milka po prostu zbytnio chcesz wszystko mieć przewidziane, zabezpieczone, a prawda jest taka, że zawsze życie może nas wykopać na inną orbitę i trzeba zaczynać od nowa.Ja bym polemizował z tą mądrością natury. Albo inaczej. Natura ma cholernie dużo na głowie i czasem zdarza jej się coś przegapić
Ale Ty nie jesteś kobietą
A po drugie polemizować z naturą, to tak jak dyskutować z faktami. Tu nie ma reguły. Tak jak młode i zdrowe kobiety rodzą chore/kalekie dzieci, tak starsze, o których mówi się jako zasadniczo zagrożonych, rodzą zdrowe.
Misinx napisał/a:Ela210 napisał/a:jak 42 latka rodzi dziecko to jako 60 latka nie jest przecież staruszką, dajcie spokój, Moja mama ma 71 lat wygląda świetnie.
Poza tym natura jest mądra- póki jest owulacja- możesz mieć dzieci. Jakbym naprawdę pragnęła tego męża i dzieci, to bym zrobiła 2 etat z poszukiwania kandydata i nie marnowała ani chwili.
Może Milka po prostu zbytnio chcesz wszystko mieć przewidziane, zabezpieczone, a prawda jest taka, że zawsze życie może nas wykopać na inną orbitę i trzeba zaczynać od nowa.Ja bym polemizował z tą mądrością natury. Albo inaczej. Natura ma cholernie dużo na głowie i czasem zdarza jej się coś przegapić
Ale Ty nie jesteś kobietą
A po drugie polemizować z naturą, to tak jak dyskutować z faktami. Tu nie ma reguły. Tak jak młode i zdrowe kobiety rodzą chore/kalekie dzieci, tak starsze, o których mówi się jako zasadniczo zagrożonych, rodzą zdrowe.
Nic nie szkodzi apelować do natury
Też czasem zmienia zdanie. Faceci też w sumie powinni mieć płodność tylko do czasu.
Niestety matka natura nie jest doskonała. Chore dziecko może urodzić każda. Różnica taka ze młoda ma więcej siły żeby to dziecko jakiś wychowywać, rehabilitowac.
Moja znajoma rodziła po 30stce i mówi, że to był ostatni dzwonek, że nie wyobraża sobie siebie teraz biegająca za 2-3 latkiem.
Nie lubię takich dni jak dzisiaj. Nie wiadomo co ze sobą zrobić. Wczoraj miałam dzień filmowy i na razie mi wystarczy. Samotny spacer mi się jakos nie uśmiecha. Może posprzątam coś. No ale ile można sprzątać.
109 2018-11-12 11:45:43 Ostatnio edytowany przez SonyXperia (2018-11-12 11:48:52)
Niestety matka natura nie jest doskonała. Chore dziecko może urodzić każda. Różnica taka ze młoda ma więcej siły żeby to dziecko jakiś wychowywać, rehabilitowac.
Moja znajoma rodziła po 30stce i mówi, że to był ostatni dzwonek, że nie wyobraża sobie siebie teraz biegająca za 2-3 latkiem.
Nie lubię takich dni jak dzisiaj. Nie wiadomo co ze sobą zrobić. Wczoraj miałam dzień filmowy i na razie mi wystarczy. Samotny spacer mi się jakos nie uśmiecha. Może posprzątam coś. No ale ile można sprzątać.
milka Nie zrozum mnie źle, ale za młoda jesteś jeszcze na takie zgorzknienie. Do tego z Twoich wypowiedzi przebije malkontenctwo. Bardzo ciągniesz w dół. Głównie sama siebie, bo zafiksowałaś się na opcji macierzyństwa jako jednej jedynej mogącej dać Ci szczęście i spełnienie w życiu w oparciu o wizję zdrowego bobaska. A gdybyś to dziecko miała, ale chore i wymagające opieki, nie przynoszące tyle szczęścia i radości, co w pełni zdrowe i sprawne w tym sensie, że wymagające ciągłego leczenie, rehabilitacji, wizyt u lekarzy itp., to jakby to było z Twoim spełnieniem życiowym? Bo odnoszę wrażenie, że też byłabyś tutaj na forum i pisała jaka to jesteś nieszczęśliwa i masz zmarnowane życie, bo masz chore dziecko zamiast zdrowego.
milka Nudzisz, zamiast szukać swojego szczęścia i spełnienia.
Milka, twoja koleżanka może być maruda i tak sobie klepie.A Ty musisz jej słuchać?
Czyli nieważne czy masz 42 lata czy 32. Jakbyś miała 32 to też byś była za stara, bo byś nie miała tyle siły i wigoru co 20 latka, aby biegać za swoim dzieckiem, bo niestety tak to wygląda z twoich wpisów.
Też uważam jak Sony, że zawsze znajdziesz powód by narzekać. Załóżmy że w sylwestra poznałabyś faceta i załóżmy, że zaszła byś z nim w ciaze. Zalozmy nawet, se urodziłabyś zdrowiutenkie dziecko na 10 punktów, a poród również przebiegły sprawnie.
To za rok założyłabyś temat, że znowu źle, bo masz 44 lata i nie masz siły wstawać, biegać, opiekować się dzieckiem i to Cię męczy i przytłacza. I znowu by było źle. ![]()
111 2018-11-12 12:14:02 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2018-11-12 12:15:45)
Instynkt macierzyński jest tak silny, ze jak już masz dziecko, to znajdujesz w sobie siłę ogromną, o którą byś się nie posądzała i robisz rzeczy, których byś wcześniej nie zrobiła.
Nie ma z tym dyskusji..W ciąży jeszcze można mieć milion wątpliwości, a potem już jesteś jak silne zwierzę i drapieżne..Tak to urządzone.:)
Wiem że kobiety rodzą w różnym wieku ,ale często ciaze po 40stce a właściwie bliżej 45 są to wpadki. Mało która świadomie decyduje się na dziecko po 40stce.
Rossanka nie planuje juz dziecka niezależnie czy kogoś poznam czy nie. Zresztą nawet nie wiem czy bym zaszla nawet gdybym chciała (ale to nie wątek medyczny ).
Sylwestera raczej spędzę w domu.Jakos nie uśmiecha mi się spędzić tego dnia wśród samych par.
113 2018-11-12 12:43:55 Ostatnio edytowany przez SonyXperia (2018-11-12 12:47:54)
milka A Ty w kółko jedno i to samo. Rzadko która decyduje się po 40, bo w większości kobiety po 40 mają już dzieci, odchowane, i są spełnione jako matki lub mają to "odbębnione". Natomiast ja nie rozumiem dlaczego dla Ciebie punktem odniesienie są inne kobiety.
Natomiast co do Sylwestra, to nigdy nie rozumiałam tego przymusu jego 'spędzania'. Noc jak każda inna. Idź spać w starym roku, obudź się w nowym. Koniec, kropka.
Czy to jest naprawdę jedna jedyna noc w ciągu roku, podczas której można się bawić, tańczyć i pić oraz pocałować? ![]()
Natomiast ja nie rozumiem dlaczego dla Ciebie punktem odniesienie są inne kobiety.
Moim zdaniem to jest tak, że rzadko jest ktoś, kto nie ma jakiegoś "obszaru niespełnienia" w życiu. Tylko te obszary czy dziedziny życia u różnych ludzi są różne. Raz na jakiś czas każdy sobie pomyśli: co by było, gdyby? Gdybym wybrała inny zawód? Gdybym wyszła/nie wyszła za mąż? Gdybym zrobiła to czy tamto, a nie zrobiła tego? Przykłady można mnożyć. To naturalne, ludzkie. Tylko po co???
To, co możliwe, należy zmienić, a z całą resztą zwyczajnie się pogodzić.
Ja tylko na chwilę. ![]()
Instynkt macierzyński jest tak silny, ze jak już masz dziecko, to znajdujesz w sobie siłę ogromną, o którą byś się nie posądzała i robisz rzeczy, których byś wcześniej nie zrobiła.
Nie ma z tym dyskusji..W ciąży jeszcze można mieć milion wątpliwości, a potem już jesteś jak silne zwierzę i drapieżne..Tak to urządzone.:)
Hm... . Na pewno? Zawsze?
Macierzyństwo, nawet w tzw. młodym wieku, wyłącznie jako pasmo radości i szczęśliwości? A może rzeczywistość jest jednak inna?
To, jak często w mych postach, pytania retoryczne.
Gdy czytam Ciebie Milka kojarzysz mi się z męczennicą, kimś kto czerpie jakieś korzyści (nie twierdzę, że uświadomione ) z dręczeniem siebie, bo to co robisz sama sobie to dręczenie. Musisz siebie bardzo nie lubić i to jest smutne.
Co by było gdybyś puściła wolno tę "fiksację "?? Jak by wyglądało Twoje życie ? Co byś robiła ?
SonyXperia napisał/a:Natomiast ja nie rozumiem dlaczego dla Ciebie punktem odniesienie są inne kobiety.
Moim zdaniem to jest tak, że rzadko jest ktoś, kto nie ma jakiegoś "obszaru niespełnienia" w życiu.
Ja uważam wręcz przeciwnie, jeśli się weźmie pod uwagę takie podstawowe obszary. Większość ludzi w określonym wieku ma partnerów, dzieci i pracę. Oczywiście można dyskutować o jakości tych dziedzin, ale jednak dla mnie poczucie niedopasowania jest zrozumiałe.
Mahika moje życie byłoby takie same, bo przecież obiektywnie nic by się nie zmieniło. Nadal byłabym samotna tak jak jestem teraz.Tak samo spędzała bym wolny czas, chodzila do pracy.
Ktoś pisał o presji sylwestra. Nigdzie nie pisałam ze ja mam. Dla mnie dzień jak co dzień. Może gdybym miała się z kim wybrać gdzieś to bym to zrobiła. Ale sama nie zamierzam się pchać w sparowane towarzystwo.
119 2018-11-12 13:41:19 Ostatnio edytowany przez SonyXperia (2018-11-12 13:43:55)
rampampam napisał/a:SonyXperia napisał/a:Natomiast ja nie rozumiem dlaczego dla Ciebie punktem odniesienie są inne kobiety.
Moim zdaniem to jest tak, że rzadko jest ktoś, kto nie ma jakiegoś "obszaru niespełnienia" w życiu.
Ja uważam wręcz przeciwnie, jeśli się weźmie pod uwagę takie podstawowe obszary. Większość ludzi w określonym wieku ma partnerów, dzieci i pracę. Oczywiście można dyskutować o jakości tych dziedzin, ale jednak dla mnie poczucie niedopasowania jest zrozumiałe.
W jakiś szablon?
O ile dobrze rozumiem Twoją wypowiedź, to miernikiem szczęścia ma być wpasowanie się w określone ramy jakie wyznacza nam życie(?)
Mahika moje życie byłoby takie same, bo przecież obiektywnie nic by się nie zmieniło. Nadal byłabym samotna tak jak jestem teraz.Tak samo spędzała bym wolny czas, chodzila do pracy.
Ktoś pisał o presji sylwestra. Nigdzie nie pisałam ze ja mam. Dla mnie dzień jak co dzień. Może gdybym miała się z kim wybrać gdzieś to bym to zrobiła. Ale sama nie zamierzam się pchać w sparowane towarzystwo.
Tylko że ta presja wychodzi z Twojej wypowiedzi. Sparowane towarzystwo. A nie możesz tego Sylwestra spędzić na swój własny indywidualny sposób. Wyjechać na urlop? A może jakąś egzotyczną wycieczkę w ciepłe kraje? Cokolwiek co nie wymaga posiadania pary do tego żeby spędzić miło i ciekawie czas.
Aga30 napisał/a:rampampam napisał/a:Moim zdaniem to jest tak, że rzadko jest ktoś, kto nie ma jakiegoś "obszaru niespełnienia" w życiu.
Ja uważam wręcz przeciwnie, jeśli się weźmie pod uwagę takie podstawowe obszary. Większość ludzi w określonym wieku ma partnerów, dzieci i pracę. Oczywiście można dyskutować o jakości tych dziedzin, ale jednak dla mnie poczucie niedopasowania jest zrozumiałe.
W jakiś szablon?
O ile dobrze rozumiem Twoją wypowiedź, to miernikiem szczęścia ma być wpasowanie się w określone ramy jakie wyznacza nam życie(?)
Moja odpowiedź dotyczyła tego, że z moich obserwacji wynika, że jednak większość osób w moim (naszym) wieku jest spełniona w podstawowych (dla mnie) obszarach życia. I jeśli ja też pragnę jednego z tych obszarów, to ci inni potęgują to poczucie niespełnienia.
Sony a co w tym dziwnego że ktoś chce się czuć dopasowany do reszty?
Nie każdy chce i nie każdy musi być indywidualista płynącym pod prąd. Ty taka jesteś to ok.Szanuję. Ale pozwól innym mieć swoje zdanie.
Pisałam już powyżej chyba kilka razy ze nienawidzę samotnego podróżowania (Lubie podróżować z jedna czy dwoma osobami )a Ty proponujesz mi samotny wyjazd. Gdybym to lubiła to sama bym na to wpadła.
Dokładnie Aga.
123 2018-11-12 13:56:00 Ostatnio edytowany przez SonyXperia (2018-11-12 14:00:35)
Sony a co w tym dziwnego że ktoś chce się czuć dopasowany do reszty?
Nie każdy chce i nie każdy musi być indywidualista płynącym pod prąd. Ty taka jesteś to ok.Szanuję. Ale pozwól innym mieć swoje zdanie.
Pisałam już powyżej chyba kilka razy ze nienawidzę samotnego podróżowania (Lubie podróżować z jedna czy dwoma osobami )a Ty proponujesz mi samotny wyjazd. Gdybym to lubiła to sama bym na to wpadła.
Nie ma nic złego, lecz właśnie może w tym jest cały problem.
Mnie bardziej chodziło o umiejętność bycia szczęśliwym samym z sobą, dla samego siebie. Jeśli jestem osobą, która potrafi czuć się szczęśliwa sama ze sobą, taka jaka jest, to i potrafi być szczęśliwa z drugim człowiekiem. Wycieczki to był tylko przykład, a nie instrukcja czy patent na samotnego Sylwestra.
Ja widzę w Tobie osobę, która w niczym, dosłownie w niczym, nie znajduje radości z życia. A tę mają nawet osoby samotne, które potrafią czerpac radość z czegokolwiek, chociażby z drobiazgów.
Mahika moje życie byłoby takie same, bo przecież obiektywnie nic by się nie zmieniło. Nadal byłabym samotna tak jak jestem teraz.Tak samo spędzała bym wolny czas, chodzila do pracy.
Ok, to zadam pytanie inaczej- jakbyś się czuła, jakbyś postrzegała siebie i swoje życie gdyby to poczucie niespełnienia rozmyło się, przestało istnieć ? wiem, trudne pytanie.
Sony bo ciężko czuć radość jeśli jest się niespełnionym w podstawowych obszarach życia. Ja nie pragnęłam jakiejś kariery, sławy, mega bogactwa. To osiągają nieliczni. Moje pragnienia są takie pospolite, a jednak mi się nie udało ich zrealizować.
Sony bo ciężko czuć radość jeśli jest się niespełnionym w podstawowych obszarach życia. Ja nie pragnęłam jakiejś kariery, sławy, mega bogactwa. To osiągają nieliczni. Moje pragnienia są takie pospolite, a jednak mi się nie udało ich zrealizować.
Jak każdemu z nas. Mnie również. Na pewne rzeczy mam jeszcze wpływ i staram się je osiągnąć, na inne już wpływu nie mam, czasu nie cofnę. Biorę życie takie, jakie jest i cieszę się nim na tyle na ile mogę, to są małe radości, ale są, dlatego jeszcze nie zgorzkniałam, nie siedzę i nie narzekam, co mi nie wyszło, a co mi wyszło nie tak. Nie na tym polega życie, żeby patrzeć wstecz.
Sony nie jak każdemu z nas bo zdecydowanej większości udaje się spełnić te podstawowe pragnienia.
Ponadto ciężko jest jeśli człowiek otoczony jest ludźmi którzy są spełnieni w tych obszarach w których ja się nie spełniłam. Poczucie niedopasowania na każdym kroku potęguje wyobcowanie.
128 2018-11-12 14:24:42 Ostatnio edytowany przez Aga30 (2018-11-12 14:30:15)
milka76 napisał/a:Sony bo ciężko czuć radość jeśli jest się niespełnionym w podstawowych obszarach życia. Ja nie pragnęłam jakiejś kariery, sławy, mega bogactwa. To osiągają nieliczni. Moje pragnienia są takie pospolite, a jednak mi się nie udało ich zrealizować.
Jak każdemu z nas. Mnie również. Na pewne rzeczy mam jeszcze wpływ i staram się je osiągnąć, na inne już wpływu nie mam, czasu nie cofnę. Biorę życie takie, jakie jest i cieszę się nim na tyle na ile mogę, to są małe radości, ale są, dlatego jeszcze nie zgorzkniałam, nie siedzę i nie narzekam, co mi nie wyszło, a co mi wyszło nie tak. Nie na tym polega życie, żeby patrzeć wstecz.
I tu dochodzimy do sedna. Chodzi o to, żeby próbować dążyć do tego czego się tak bardzo pragnie. Ale niestety wziąć pod uwagę okoliczności i się bardziej otworzyć. Bo pozostawanie przez lata w takim samym schemacie oczekiwań efektu nie przyniosło. Dalej się wypowiadać nie będę, bo już wielokrotnie to pisałam. Ale ogólnie mam na myśli to, że czasem człowiek musi się trochę nagiąć do okoliczności.
Podsumowując, dalsze życie nie ma sensu. Tak wynika. Nie ma rodziny, nie będzie nigdy rodziny, to po co dalej żyć?
A zdajesz sobie sprawę z tego, że z roku na rok będziesz jeszcze bardziej zgorzkniała, nieszczęśliwa i wyobcowana ? Czytam Cię od kilu lat i nie widzę żebyś chociaż starała się spojrzeć na swoją z innej strony.