Nie wiem do czego dążysz, ale raz, że zdjęcie ilustrowało tekst pod tytułem "Paznokcie hybrydowe? Zrób je sama!", więc co to jest, jeśli nie hybryda? Wkleiłam je, bo prosiłaś. Jeśli to do Ciebie nie przemawia, to trudno. Dwa - moja hybryda właśnie tak wygląda, łącznie z tym, że jest cieniutka i bez ozdób. Jeśli wokół Ciebie nie ma nikogo, kto potrafi taki manicure właściwie wykonać i przez to hybrydowe paznokcie kojarzą Ci się ze sztucznością, kiczem i tandetą, choć zasadnicza różnica jest taka, że tu używa się lakieru utwardzanego pod lampą LED lub UV, a tradycyjny lakier utwardza się wysychając, to widocznie opierasz to na swoich obserwacjach, a ja na własnym doświadczeniu, jak również na tym, co widzę wokół siebie. To że część osób dokłada do tego brokaciki, wzorki i co tam jeszcze ludzkość wymyśliła, to już kwestia indywidualnego gustu i tu rzeczywiście pojawiają się spore różnice. Ja w każdym razie lubię minimalizm, dlatego u mnie tego nie zobaczysz.
Zdjęcie numer dwa to również jak najbardziej właściwy przykład, bo zgodnie z zasadą, że hybryda to jest rodzaj lakieru, który najczęściej nakłada się metodą baza+lakier+top, pokazałam, że jego zastosowanie może być mniej tradycyjne, ale to wciąż jest przecież hybryda. Jednym słowem pod tym samym pojęciem można ukryć kilka znaczeń.
Powyższym postem udowodniłaś więc, że ostro i zawzięcie wypowiadasz się o czymś, co jest Ci obce, ale to Ci zupełnie nie przeszkadza wszystkie zwolenniczki tej metody nieomal obrażać i wrzucać do jednego worka.
Tak na marginesie, to na dobrą sprawę czerwone usta też są sztuczne
.
W każdym razie napisałam już, że nie zamierzam udowadniać wyższości paznokci hybrydowych nad pomalowanymi tradycyjnym lakierem, choć osobiście uważam, że tak jest, bo jeśli się je dobrze wykona, to wizualnie nie odstają, za to są praktyczne. Jeśli ktoś woli naturalne, to pozostaje mi tylko podziwiać, bo ja nie mam cierpliwości do malowania paznokci co dwa, trzy dni, z kolei takie w wersji sauté po prostu mi się nie podobają.
Fragment o dłoniach co prawda usunęłam (przepraszam, ale zrobiłam to prawie pół godziny przed napisaniem przez Ciebie posta i wyłącznie dlatego, że nikt się po mnie nie wypowiedział, więc nie ukrywam, że zaskoczyło mnie, że się do niego odniosłaś), ale oczywiście się z tego nie wycofuję. Wierzyć moim słowom nie musisz, udowadniać nie czuję potrzeby.
I masz rację, ta polemika nie ma sensu, bo masz swój własny i jedynie słuszny punkt widzenia, a wszystkie inne odrzucasz jakby dla zasady.