Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka

Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 6 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 131 do 195 z 337 ]

131

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka
Slovian napisał/a:

Chcestaduciekac- po Twoich komentarzach czuje się lepiej. Masz zupełnie inne podejście. Analizujesz mnie jak terapeuta. Dziękuję. Co do pytania- już ktoś o tym pisał. Biorę pod uwagę że może podświadomie się mnie boi lub coś podobnego i dlatego jej stan zdrowia się pogorszył. Zdaje sobie sprawę że tak może być. Niestety. Fakt jest taki że moja zona gorzej przeżyła chorobę i śmierć mojej mamy. Ale nie było tak że przez ten czas ja zaniedbywalem itd. Ojciec nas z bratem trochę od tego odsunal. Chcialem wziac pol roku bezpłatnego urlopu żeby się mama opiekować to mnie rodzice zjechali że jestem niepoważne i że to najgłupsze pomysł jaki miałem chyba w cały moim życiu.
Z tym rzucania pracy- to był juz kolejny raz. Bez uzgodnienia ze mną, po prostu sobie rzuciła. Na początku ja poparlem ale potem trochę to zweryfikowalem. Podalem jej jednak ręke- przekonałem ja że musi zrobić podyplomowke z administracji. Dzięki temu od września ma nową pracę w zupełnie nowej branży. Tamta branża przedszkola prywatne ja wykanczala. To nie jest partnerstwo? Gdyby że mną ustaliła i doszlibysmy do takich ustala  razem to byłoby ok. A tak samowolnie po raz kolejny rzuciła sobie pracę- pomimo wczesniej ustalonych planów (Wiesz dziecko, wcześniej wieksze mieszkanie itd.) I pomimo tego że wcześniej wzbraniala się przed przekwalifikowaniem. Uważam że i tak dobrze się zachowalem. A ona niestety nie wykazała się dojrzałościa. Ja mogę zaakceptować np. Ze zrobiła sobie tatuaż nie wiem sprzedała samochód którym jeździła bo jej się nie podobał czy ogolila na łyso. Ok. Ale to co ma tak istotny wpływ na nasz związek- musimy ustalać razem. Ja nie mogę sobie rzucić pracy z dnia na dzień. A wielokrotnie o tym marzyłem. A jakby to zrobił to co? Bez porozumienia z nią? To było by fair byłoby to zachowanie po partnerski?

Hrefi- teraz jak spusciles z tonu,  jest o wiele lepiej. Z częścią Twoich racji się zgadzam. Dziękuję za Twoja opinie i Twój punkt widzenia.

a pytałeś się jej co zamierza , co chce zrobić ??? jaki ma plan na siebie skoro nie lubi swojej pracy ??

Cos pisałeś o jej zdolnościach artystycznych ….


Widzisz , ja z boku to widzę tak - że Ty podejmujesz decyzje w domu  , (strzelam ? )raczej informujesz żonę że takie oto wspaniałości dla WAS wymyśliłeś, zaplanowałeś … czy to urlop, czy to mieszkanie większe …. u nas to ja też mam plany , cele o których mówię i je razem realizujemy  …. i przypisuje sobie zasługi "GDYBY NIE JA .. to by tamto czy siamto było złe , albo nie było by wcale "... wiesz zemy w ten sposób pokazujemy swoja wyższość ????
no a chcemy partnerstwa przecież … ;P

Wsparcie to zaufanie , a my raczej jesteśmy kontrolujący … no bo musi być w czasie i określony cel tongue

W życiu z takimi osobami jak my  trudno o własną przestrzeń dla naszych partnerów  … nam trudno przyjąć inny plan niż my wymyślimy ( zona w ogóle miała odwagę powiedzieć co chce ????? )…


Moje uwagi są mocno pokierowane moim doświadczeniem, jak przeczytałam Twój post to aż przez chwilę zastanawiałam się czy to nie o mnie ...hehehhe
Twój przypadek , Twój związek może być zupełnie inny . Może Twoja zona jest po prostu leniwa i Cię wykorzystuje , może jest chora - ja tego nie wiem.

Wiem jednak że często wpadamy w pułapkę własnych pretensji …. i zaczynamy widzieć samo zło .
Wiem też że nastawienie zmienia optykę . Widzimy połowę pustej szklanki …. albo pełnej. 
A nie ma idealnych ludzi , my tez idealni nie jesteśmy tongue choć często tak o sobie myślimy. tongue

Zobacz podobne tematy :

132 Ostatnio edytowany przez chceuciekacstad (2018-08-20 14:52:16)

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka
Hrefi napisał/a:
chceuciekacstad napisał/a:

I mylnie zakładasz że mój facet jest słaby.
Nie jest wcale cacy , ale ja przestałam wymagać żeby cacy był.

Czyli poddałaś się, wybrałaś wygodę i strefę komfortu w zamian za jakość .
Broń bożę nie krytykuje tego, bo była to hipokryzja - ja pozostając w małżeństwie wybieram tak samo.

A jesteś w stanie uwierzyć kobiecie na słowo - że ja się przyznaję do winy za jakość naszego związku ???
tongue
W końcu obie strony są odpowiedzialne za związek …. idealnie by było gdyby było po równo … hahha

Dla mnie partnerstwo to również zrozumienie drugiej osoby , zwłaszcza jej słabości … czyli M mi wybaczy awanturę za nóż szefa kuchni w zlewie smile

a ja z ironią i przekąsem podziękuję mu ze mi załatwił robotę w kuchni - bo ugotował obiad zostawiając wszędzie ślady .
Ja wymyślam kolejne cele a on mnie prosi by dokończyć ten obecny.... 

Gdyby nie było miłości między nami , nie byłoby powodu znosić te "deficyty " wzajemne.

Poddałam się ? może , ale ja to nazywam dojrzałością .
pytanie tylko o co tak naprawdę w  życiu walczymy ??? Myślę że wielu o iluzję idealnego związku ..
A jak związek dwojga  nieidealnych ludzi może być idealny ?????  może ta jego idealność polega właśnie na tym ? że potrafią się dogadać pomimo różnic

133

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka
Ola_la napisał/a:
Slovian napisał/a:
Ola_la napisał/a:

Slovian nawet nie bierz pod uwagę rad Hrefiego, poki nie przeczytasz jak na własne życzenie spartolił swoje małżeństwo.

A jest wątek na ten temat?

https://www.netkobiety.pl/t111218.html


Nie trać czasu na mój wątek. Zupełnie inny przypadek, inny problem.

W skrócie:
Ty- starasz się, zależy ci na żonie i małżeństwie. Żona ma to w poważaniu, nie wiele daje z siebie a już napewno nie nocami. Zdradzić ja nie zamierzasz bo kręgosłup.

Ja - nie staram się, na żonie mi nie zależy. Żona staje na głowie abym był zadowolony, stara się, nie chce słyszeć o rozwodzie. Seks mam na zawołanie a nawet więcej ale i tak ja zdradzam.

Różne problemy. Łączą nas dwie rzeczy. Obaj boimi się odejść bo dziecko i obaj nie jesteśmy szczęśliwi w swoich związkach.

134

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka
chceuciekacstad napisał/a:

A jak związek dwojga  nieidealnych ludzi może być idealny ?????  może ta jego idealność polega właśnie na tym ? że potrafią się dogadać pomimo różnic

Jesteś zadowolona że swojego związku ?

135

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka
Hrefi napisał/a:
chceuciekacstad napisał/a:

A jak związek dwojga  nieidealnych ludzi może być idealny ?????  może ta jego idealność polega właśnie na tym ? że potrafią się dogadać pomimo różnic

Jesteś zadowolona że swojego związku ?

ogólnie tak ,
ale mam gorsze dni.
Jestem bardzo wymagającym człowiekiem, zarządzam ludźmi , mam zapędy na pedantkę … i zapominam się w domu.
Poza tym, jestem też z zimnego chowu w domu, co powoduje że np. nie umiem otwarcie mówić o uczuciach, dużo łatwiej mówi mi się o namacalnych rzeczach.


Nie pamiętam tytułu, ale czytałam kiedyś o teorii że przyciągamy ludzi którzy wyciągają na światło nasze deficyty … i cos w tym jest .

136

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka
Hrefi napisał/a:
Ola_la napisał/a:
Slovian napisał/a:

A jest wątek na ten temat?

https://www.netkobiety.pl/t111218.html


Nie trać czasu na mój wątek. Zupełnie inny przypadek, inny problem.

W skrócie:
Ty- starasz się, zależy ci na żonie i małżeństwie. Żona ma to w poważaniu, nie wiele daje z siebie a już napewno nie nocami. Zdradzić ja nie zamierzasz bo kręgosłup.

Ja - nie staram się, na żonie mi nie zależy. Żona staje na głowie abym był zadowolony, stara się, nie chce słyszeć o rozwodzie. Seks mam na zawołanie a nawet więcej ale i tak ja zdradzam.

Różne problemy. Łączą nas dwie rzeczy. Obaj boimi się odejść bo dziecko i obaj nie jesteśmy szczęśliwi w swoich związkach.


Ale Ty jesteś nieszczęśliwy na własne życzenie, jest Ci wygodnie i schlebia Ci że tak upodlasz drugiego człowieka .
To wszystko tylko świadczy o Tobie  .. źle .
jesteś smutnym  człowiekiem,  krzywdzisz  własne dziecko poniżając jego matkę … jeśli masz córkę pokazujesz jej jak ma ja traktować facet w przyszłości …. 
Nie czytałam Twojego wątku. Raczej nie warto.

137 Ostatnio edytowany przez Slovian (2018-08-20 15:49:51)

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka

Salomonka- aż tak czarno biało nie jest, że ja jestem idealny a żona calkowicie be. Choroby Jeszcze nie ma zdiagnozowanej ale środków nie szczędze. Ale nie chce również żeby zamknęła sie w swojej chorobie i kowila mi nie bo jestem chora. Chcę abyśmy poszli do terapeuty.
Chceuciekacstad- A wyobraź sobie Że ja w sumie nie wiem czego ona chce. Bo nie potrafi podjąć decyzji. Jak się jej pytam co dalej itp. Ona mi mówi: "nie wiem". Rzuca pracę i ma sobie tak nie wiedzieć ile czasu? Dla mnie to bezdecyzyjnosc osoby dorosłej. Ironia losu bo pisała z tego pracę magiaterska. Najbardziej mnie wkurza że ona nie podejmuje żadnej decyzji albo tak bardzo boi się odpowiedzialności za podjęcie decyzji że zrzuca ten obowiązek na kogoś innego. I to jest kwintesencją problemu. Od samego początku naszego związku o wszystkich pytałem, żeby nic nie mówiła że nie mogła podjąć decyzji. Ale to od początku było widać- szliśmy na spacer i rozwidlenie drogi- idziemy w lewo czy w prawo- nie miało to znaczenia, ale ona nie wiem. Pytałem kilka razy i co? Może do dzisiaj bym tam stał bo ona nie wiedziała. I tak jest zawsze . Chcoiaz czasami potrafi działać ale musi jej bardzo zależeć i działa wtedy po trupach. Nie chciała kanapy to uznała że wyrzucimy- bo zmieniła jej się koncepcja wystroju pokoju. No super. Kanapa dobra A ja mamwyrzucic bo już jej nie pasuje po 4 latach. I gdybhm sie nie postawił to jeszcze tego samego dnia wyladowalaby na śmietniku. Podobnie z innymi rzeczami. Ale właśnie w kwestii wystroju itd. Ale życiowe decyzje- ona nie wie. Decyzję zawsze podejmujemy razem chyba że rzeczywiście znowu nie wie. To wtedy musze ja podjac ostateczna. Wakacje jest w stanie określić czego chce. Plany- może się boi sprzeciwiać ale jakie to ma znaczenie skoro i tak potem ma to w pompie. Z mojego punktu widzenia sa ustalone zatwierdzone i do realizacji. Rozmawialiśmy o tym nie miała obiekcje. Ale.potem jak coś odwali to w nerwach tysiąc rzeczy jej się przypomina że ona się nie chciała zgodzić itd. Ogółem na pewno moje nastawienie do niej jest negatywne- to wynik mojego zmęczenia, że zawsze z nia jest jakiś problem. Też trochę mam problem z mówieniem o uczuciach. Ogółem lubię ciszę (tzn. lubie jak mi ktos ciągle nie gada) i nie muszę ciągle opowiadać jak się czuje itp. Wystarczy mi że coś powiem raz i uważam że nie muszę się powtarzać. Ale nie martw się nie raz mówiłem kiedyś że ja kocham. Pedantem w domu nie jestem. Jak coś kolekckonuje to faktycznie jestem. Mam lub miałem swoje hobby. To co zbierałem zawsze było przeze mnie szanowane. Dziecko nie może tego dostać w swoje ręce bo bym chyba szalu dostal że rozwali wygięcie itp. To przyznaje. Ale W domu może być syf nie rusza mnie to, ale nie gdy dziecko w przedszkolu A żona w domu na własne życzenie. Tu też chodzi o zasady.
Herfi- A pytanie A jakbyś się dowiedział teraz że żona Cię zdradza- nie ruszyło by Cię to?

138

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka
Slovian napisał/a:

Herfi- A pytanie A jakbyś się dowiedział teraz że żona Cię zdradza- nie ruszyło by Cię to?

Ruszyło by mnie ale w inny sposób. Żaden facet o zdrowych zmysłach nie chce aby mu ktoś kobietę posuwał. Nie chciał bym żony dotykać po innym facecie.
Aczkolwiek z racji tego, że zony nie kocham nie robiłbym dramatu. Po prostu miałbym powód do rozwodu, ale nie robiłbym jej awantur czy jakiś chorych jazd. To była by hipokryzja.

139

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka
chceuciekacstad napisał/a:

Nie pamiętam tytułu, ale czytałam kiedyś o teorii że przyciągamy ludzi którzy wyciągają na światło nasze deficyty … i cos w tym jest .

Może kiedyś będzie dane Ci się zakochać, to wówczas nie będzie gorszych dni.
Pytałem czy jesteś zadowolona ze swojego związku bo osoby zadowolone nie siedzą na forach dyskusyjnych tylko cieszą się swoim zadowoleniem.

140

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka
Hrefi napisał/a:
Slovian napisał/a:

Herfi- A pytanie A jakbyś się dowiedział teraz że żona Cię zdradza- nie ruszyło by Cię to?

Ruszyło by mnie ale w inny sposób. Żaden facet o zdrowych zmysłach nie chce aby mu ktoś kobietę posuwał. Nie chciał bym żony dotykać po innym facecie.
Aczkolwiek z racji tego, że zony nie kocham nie robiłbym dramatu. Po prostu miałbym powód do rozwodu, ale nie robiłbym jej awantur czy jakiś chorych jazd. To była by hipokryzja.


No to jest twoją kobietą, czy nie? Nie chcesz żony posuwać po innym facecie, a sam gzisz się na potęgę?

Kogo tu bardziej żałować?

Masakra...

141

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka

Hrefi, jesteś jednak prowokatorem.
Twoja kochanka przecież jest męzatką..
I zoną bys się brzydził, a kochanką nie?

142 Ostatnio edytowany przez Secondo1 (2018-08-20 19:03:03)

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka
Ela210 napisał/a:

Hrefi, jesteś jednak prowokatorem.
Twoja kochanka przecież jest męzatką..
I zoną bys się brzydził, a kochanką nie?

Ela, przecież Hrefi pisze, ze brzydziłby się gdyby mu OBCY facet kobietę "posuwał".

Mąż to nie obcy facet, ale swojak.
Takiemu pozwala "posuwać " mu kobietę smile

143

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka

Bardzo, ale to bardzo współczuje Ci śmierci mamy. Musisz strasznie to przezywac.
A także dziękuję za odpowiedź, zwłaszcza, że poczules się obnazony. Nie miałam takiego celu.
Sądzę, że zamiast na ratowaniu małżeństwa lepiej skupić się na przeżyciu żałoby...serio, Ty jesteś strasznie przybity. Mężczyźni tez płaczą, mają prawo mieć słabsze momenty - to żadna ujma na honorze. Daj sobie do tego prawo. Może tydzień urlopu na ...rowerze? Nie wiem..

Jestes świetnym mężczyzną, zobacz ile osiągnąłes!!! Każdy odpowiedzialny mężczyzna jest poniekąd materialista, bo troszczy się o dom, dba, żeby na wszystko starczyło.

144

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka
Ela210 napisał/a:

Hrefi, jesteś jednak prowokatorem.
Twoja kochanka przecież jest męzatką..
I zoną bys się brzydził, a kochanką nie?

Trochę się brzydzę i kochanki, ale podniecenie seksualne odczuwalne kiedy jestem z nią, zaburza mi to odczucie. Żeby nie było, mówiłem jej o tym. Mówi, że to rozumie.
Muszę jednak przyznać, że im dłużej z kochanką jestem, tym bardziej mi to przeszkadza i zapewne w końcu powiem koniec bo gdzieś tam są granice upodlenia.
Inna sprawa, że kochanka nie jest moja. Należy do innego faceta, a że jest to kobieta z inwentarzem to nie spieszno mi z deklaracją przejęcia własności.

145 Ostatnio edytowany przez Salomonka (2018-08-20 20:17:56)

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka
Hrefi napisał/a:
Ela210 napisał/a:

Hrefi, jesteś jednak prowokatorem.
Twoja kochanka przecież jest męzatką..
I zoną bys się brzydził, a kochanką nie?

Trochę się brzydzę i kochanki, ale podniecenie seksualne odczuwalne kiedy jestem z nią, zaburza mi to odczucie. Żeby nie było, mówiłem jej o tym. Mówi, że to rozumie.
Muszę jednak przyznać, że im dłużej z kochanką jestem, tym bardziej mi to przeszkadza i zapewne w końcu powiem koniec bo gdzieś tam są granice upodlenia.
Inna sprawa, że kochanka nie jest moja. Należy do innego faceta, a że jest to kobieta z inwentarzem to nie spieszno mi z deklaracją przejęcia własności.



Żony nie kochasz, kochanka jest jak dmuchana lalka do zaspokojenia..

To może z tobą jest coś nie tak? My tu się "rozpętlamy" żeby znaleźć jakieś wyjście, a wyjście jest... W poradni psychiatrycznej?

Pomyslałeś o tym?

146 Ostatnio edytowany przez Hrefi (2018-08-20 20:51:11)

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka
Salomonka napisał/a:

Żony nie kochasz, kochanka jest jak dmuchana lalka do zaspokojenia..

To może z tobą jest coś nie tak? My tu się "rozpętlamy" żeby znaleźć jakieś wyjście, a wyjście jest... W poradni psychiatrycznej?

Pomyslałeś o tym?

Kochanka nie jest dmuchana jak lalka. Jest wspaniałą kobietą i matką. Zazdroszczę jej mężowi, że ma taką kobietę, ale spotkaliśmy się za późno. Wątpię abym zdecydował się na bycie z nią bo ma dwoje dzieci, ja mam dziecko  i naprawdę nie wyobrażam sobie abym mógł wziąść cudze dzieci a zostawić swoje dziecko. W głowie mi się to nie mieści. Swoje zostawić a cudze nasienie pielęgnować.

Byłem u dwóch psychologów. U kobiety i mężczyzny. Żaden nie stwierdził u mnie zaburzeń, choć prosilem aby poddać mnie testowi czy nie jestem czasem psychopata albo mam inne zaburzenie. Oboje odmówili jako że nie widzieli takiej potrzeby.

Ale nie piszmy już o mnie w tym wątku. To jest wątek Slaviania.

Co radzisz Slavianowi ? Ja mu radzę żeby stał się zły dla żony a w seksie bym dominujący i mało się interesował co ona o tym sądzi.

147 Ostatnio edytowany przez Salomonka (2018-08-20 21:14:41)

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka
Hrefi napisał/a:
Salomonka napisał/a:

Żony nie kochasz, kochanka jest jak dmuchana lalka do zaspokojenia..

To może z tobą jest coś nie tak? My tu się "rozpętlamy" żeby znaleźć jakieś wyjście, a wyjście jest... W poradni psychiatrycznej?

Pomyslałeś o tym?

Kochanka nie jest dmuchana jak lalka. Jest wspaniałą kobietą i matką. Zazdroszczę jej mężowi, że ma taką kobietę, ale spotkaliśmy się za późno. Wątpię abym zdecydował się na bycie z nią bo ma dwoje dzieci, ja mam dziecko  i naprawdę nie wyobrażam sobie abym mógł wziąść cudze dzieci a zostawić swoje dziecko. W głowie mi się to nie mieści. Swoje zostawić a cudze nasienie pielęgnować.

Byłem u dwóch psychologów. U kobiety i mężczyzny. Żaden nie stwierdził u mnie zaburzeń, choć prosilem aby poddać mnie testowi czy nie jestem czasem psychopata albo mam inne zaburzenie. Oboje odmówili jako że nie widzieli takiej potrzeby.


A pomyslałes, że o twojej, tej niekochanej, zbywanej, całkowicie ignorowanej i poniżanej  żonie, ktoś napisze jak ty o kochance?

Nie twój wątek, więc się nie będę rozwijać... Jednak lecisz  mi na kilometr jakimś zaburzeniowcem.

Do tego... Żaden psycholog nie stwierdzi braku zaburzeń, jeśli nie poddasz się testom.

To tak na marginesie.

148 Ostatnio edytowany przez netkobieta88 (2018-08-20 22:30:11)

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka
Salomonka napisał/a:
Hrefi napisał/a:
Salomonka napisał/a:

Żony nie kochasz, kochanka jest jak dmuchana lalka do zaspokojenia..

To może z tobą jest coś nie tak? My tu się "rozpętlamy" żeby znaleźć jakieś wyjście, a wyjście jest... W poradni psychiatrycznej?

Pomyslałeś o tym?

Kochanka nie jest dmuchana jak lalka. Jest wspaniałą kobietą i matką. Zazdroszczę jej mężowi, że ma taką kobietę, ale spotkaliśmy się za późno. Wątpię abym zdecydował się na bycie z nią bo ma dwoje dzieci, ja mam dziecko  i naprawdę nie wyobrażam sobie abym mógł wziąść cudze dzieci a zostawić swoje dziecko. W głowie mi się to nie mieści. Swoje zostawić a cudze nasienie pielęgnować.

Byłem u dwóch psychologów. U kobiety i mężczyzny. Żaden nie stwierdził u mnie zaburzeń, choć prosilem aby poddać mnie testowi czy nie jestem czasem psychopata albo mam inne zaburzenie. Oboje odmówili jako że nie widzieli takiej potrzeby.


A pomyslałes, że o twojej, tej niekochanej, zbywanej, całkowicie ignorowanej i poniżanej  żonie, ktoś napisze jak ty o kochance?

Nie twój wątek, więc się nie będę rozwijać... Jednak lecisz  mi na kilometr jakimś zaburzeniowcem.

Do tego... Żaden psycholog nie stwierdzi braku zaburzeń, jeśli nie poddasz się testom.

To tak na marginesie.

Tak na marginesie, to tu chyba mało normalnych (szczęśliwych, dobrych i wyluzowanych) ludzi na tym forum. Tu nie promuje się normalności. Tylko pewne, specyficzne poglądy, dobre dla pewnej grupy kobiet. Reszta to takie dziwolągi - nawet jak autor jest normalny, to jego żona jakaś kaczka dziwaczka. Chociaż z drugiej strony, tak sobie myślę, czy autor również jest zdrowy swoich zmysłów? Bo kto normalny, by takie coś w ogóle znosił? I jeszcze radził się, na głupkowatym forum. Nawet nie wie, z kim rozmawia? Może z jakimś psycholem? Albo zboczeńcem? Głupie.

A to co pisze o swojej własnej żonie w sumie też nie jest normalne. Masakra. A pisze o nienormalnościach, bo żona też w sumie nienormalna. To forum mnie tylko dołuje. Nie ma nic tu dla mnie dobrego. Same gówno.

A do tego masa zakompleksonych kobiet, które żyją tu. Bo nie mają nic lepszego do roboty. Nie wiem, ale jedno kłóci się z drugim. Niby są szczęśliwe, jakby 10,000 postów i tysiące godzin tutaj, dawało im szczęście. Nie zazdroszczę.
Pa pa.

149

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka
netkobieta88 napisał/a:

Tak na marginesie, to tu chyba mało normalnych (szczęśliwych, dobrych i wyluzowanych) ludzi na tym forum. Tu nie promuje się normalności. Tylko pewne, specyficzne poglądy, dobre dla pewnej grupy kobiet. .

Całkowita racja. Każdy kto jest zarejestrowany albo śledzi to forum jest w pewien sposób doświadczony przez życie. Trochę uszkodzony.

150

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka

Slovian dostal wiele rad, zwłaszcza od  Chceuciekaćstąd cennych. Ma nad czym myśleć.
żony Hrefiego mi nie szkoda, jest dorosła, ma co chce.
Hrefi masz syndrom Boga- obrażasz się na rzeczywistość, bo coś nie jest po Twojej myśli idealnie.
masz problem z powodu tych niebotycznych wymagań.. jako mąż musisz być okropny i nie piszę o zdradzie.

151

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka

Dobry Wieczór w ten deszczowy, pochmurny wieczór smile Hmm tak przeczytałam niektóre posty włącznie z postami autora i zastanawiam się jak można krzywdzić siebie i tkwić w związku który nie daje szczęścia, poczucia wartości etc., a no chyba jednak można. Tak sobie myślę, że związek z dłuższym stażem staje się przyzwyczajeniem, no to normalne oczywiście, że na początku są motylki trala la la, a później przychodzą inne etapy, myślę tu o swoim związku trochę. Jeśli ludzie często mają zgrzyty pomiędzy sobą, nie dogadują się, a jakiekolwiek rozmowy itp nie przynoszą efektów, i ciągle coś jest nie tak to po co w tym tkwić. Dla dobra dziecka ? Never. Będzie co raz starsze i coraz bardziej będzie odczuwać i przeżywać to co się dzieje w domu, chyba znam to trochę z autopsji. Niestety moim zdaniem ludzie się nie zmieniają, a jedynie stają się "lepsi" na jakiś czas.

152 Ostatnio edytowany przez Slovian (2018-08-20 23:27:57)

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka

Nim2- dziękuję że zrozumiałaś, jakkolwiek to brzmi. Ja ogółem cierpię w milczeniu. Raczej nie afiszuje się. Kwestii materializmu dalej nie kontynuuje- nie mam siły i ochoty dalej o tym pisać. Tłumaczyć się czy cos takiego.

Netkobieta88- A może w Internecie łatwiej. Ja osobiście nie czuje się źle z uwagi na to że odpowiedziałem swoją historię. Może.najmniej wygodne było dla mnie mówienie o moich rodzicach. Dlatego że to jednak ich życie, A mamy już nie ma z nami. To ich intymność. Ja mam swoją i mogę wg mnie o niej opowiadać. Mam też mózg i potrafię rozdzielić porady wg dobre od tych złych. Na przykład raczej nie zastosuje się do porad hrefiego. Ale to co mi pisze Chceuciekacstad ma dla mnie dużo sensu. A czy jak idziesz do terapeuty to na.poczatku nie jest on obcy? Mówi się że psychologię studiują ludzie z problemami i idą na.studia aby szukać dla siebe ratunku. Poza tym jest opinia że każdy ma w s0bie coś z psychopata czasami wystarczy tylko iskra- odpowiednie miejsce i czas aby to sie uaktywnilo. Chcialem zapytsc ogolu co sadza o moich rozterkach- zanim zrobilbym cos czego mógłbym potem żałować. Kogo mam pytać o inna jak nie kobiet? Na meskim forum mialbym 1000 opinii takich jak przedstawił hrefi. Ale ja to już wiem. Chce opinii kobiet bo myślą podobnie do mojej żony. Przynajmniej tak zakładam.

LadyAnette- uważam że każdy ma prawo hdziesntam zbladzic. Każdy ma prawo na szanse. Najłatwiej jest rzucić wszystko i pójść w cholerę. Za moje dziecko jestem w stanie dalej walczyć. A może się uda. Jak będę miał 100% pewności że nie ma sensu, wtedy dam sobie spokój. Na razie jakąś tam szanse dostrzegam. Jeśli sie uda wtedy chyba już nic nas nie zlamie. Co do zmiany cech ludzkich- też to widzę że masa ludzi się nie zmienia ale ja nie chce w 100% zmienić moja żonę. Chce kilka rzeczy wspólnie poprawić.

153

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka
Hrefi napisał/a:
netkobieta88 napisał/a:

Tak na marginesie, to tu chyba mało normalnych (szczęśliwych, dobrych i wyluzowanych) ludzi na tym forum. Tu nie promuje się normalności. Tylko pewne, specyficzne poglądy, dobre dla pewnej grupy kobiet. .

Całkowita racja. Każdy kto jest zarejestrowany albo śledzi to forum jest w pewien sposób doświadczony przez życie. Trochę uszkodzony.

A ktoś Wam rozkazał tu siedzieć? smile
ktoś Was łańcuchami przypiął i kazał czytać netkobiety?
Przecież jak Wam się nie podoba, to w prawym górnym rogu macie krzyżyk.
I krzyżym Wam na drogę wink

154

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka

Slovian przeczytałam Twój post z niejakim obrzydzeniem. Dawno nie słyszałam, żeby ktoś z taką niechęcią mówił o teoretycznie najbliższej osobie. Ty jej nie kochasz. Ty ją nienawidzisz. Wkurza Cię każdy jej gest i każde słowo.

155

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka

Ja tez to zauważyłem od samego początku.

156 Ostatnio edytowany przez chceuciekacstad (2018-08-21 07:41:29)

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka
Hrefi napisał/a:
chceuciekacstad napisał/a:

Nie pamiętam tytułu, ale czytałam kiedyś o teorii że przyciągamy ludzi którzy wyciągają na światło nasze deficyty … i cos w tym jest .

Może kiedyś będzie dane Ci się zakochać, to wówczas nie będzie gorszych dni.
Pytałem czy jesteś zadowolona ze swojego związku bo osoby zadowolone nie siedzą na forach dyskusyjnych tylko cieszą się swoim zadowoleniem.

ależ ja jestem … ale poziom wyżej od zakochania , a jeśli myślisz że się zakochasz... i będą żyli długo i szczęśliwie.... no cóż marzenia są dla ludzi.
..ale takie podejście jest niedojrzałe niestety. Nie wiem czy u Ciebie to wiek i niedojrzałość … czy tylko niedojrzałość

Stan zakochania mija … i albo jest miłość i praca by tej miłości nie zepsuć … albo  pustka - tak jak u Ciebie .
Nic nie dostajemy na zawsze .

Co do forum, przyszłam tu dawno, szukając odpowiedzi na tamte problemy...i zostałam. Robię co jakiś czas przerwę w forum, bo jednak przychodzą tu ludzie z problemami przede wszystkim. … i ilość smutku potrafi przeniknąć do realnego życia.. Czasami myślę dużo o problemach ludzi których tu spotykam.
Ale jest tu wiele osób doświadczonych przez życie , mądrych i których rady są wartościowe.

157

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka
Slovian napisał/a:

Nim2- dziękuję że zrozumiałaś, jakkolwiek to brzmi. Ja ogółem cierpię w milczeniu. Raczej nie afiszuje się. Kwestii materializmu dalej nie kontynuuje- nie mam siły i ochoty dalej o tym pisać. Tłumaczyć się czy cos takiego.

Netkobieta88- A może w Internecie łatwiej. Ja osobiście nie czuje się źle z uwagi na to że odpowiedziałem swoją historię. Może.najmniej wygodne było dla mnie mówienie o moich rodzicach. Dlatego że to jednak ich życie, A mamy już nie ma z nami. To ich intymność. Ja mam swoją i mogę wg mnie o niej opowiadać. Mam też mózg i potrafię rozdzielić porady wg dobre od tych złych. Na przykład raczej nie zastosuje się do porad hrefiego. Ale to co mi pisze Chceuciekacstad ma dla mnie dużo sensu. A czy jak idziesz do terapeuty to na.poczatku nie jest on obcy? Mówi się że psychologię studiują ludzie z problemami i idą na.studia aby szukać dla siebe ratunku. Poza tym jest opinia że każdy ma w s0bie coś z psychopata czasami wystarczy tylko iskra- odpowiednie miejsce i czas aby to sie uaktywnilo. Chcialem zapytsc ogolu co sadza o moich rozterkach- zanim zrobilbym cos czego mógłbym potem żałować. Kogo mam pytać o inna jak nie kobiet? Na meskim forum mialbym 1000 opinii takich jak przedstawił hrefi. Ale ja to już wiem. Chce opinii kobiet bo myślą podobnie do mojej żony. Przynajmniej tak zakładam.

LadyAnette- uważam że każdy ma prawo hdziesntam zbladzic. Każdy ma prawo na szanse. Najłatwiej jest rzucić wszystko i pójść w cholerę. Za moje dziecko jestem w stanie dalej walczyć. A może się uda. Jak będę miał 100% pewności że nie ma sensu, wtedy dam sobie spokój. Na razie jakąś tam szanse dostrzegam. Jeśli sie uda wtedy chyba już nic nas nie zlamie. Co do zmiany cech ludzkich- też to widzę że masa ludzi się nie zmienia ale ja nie chce w 100% zmienić moja żonę. Chce kilka rzeczy wspólnie poprawić.

Hmm zbłądzić, chyba za dużo powiedziane. Człowiek może zbłądzić, owszem ale jeśli robi coś notorycznie to robi to naumyślnie i raczej chce to robić, tak mu wygodnie, no nie wiem, to tak według mnie. Tak sobie przypominam ile razy kiedy byłam starsza mówiłam mamie czemu się nie rozwiodła z tatą skoro tak się im nie układało (a uwierz mi było gorzej niż u Ciebie), to wiesz co mi odpowiadała zawsze ? Że ze względu na mnie! Nie uważam to jako poświęcenia. To jest męczarnia.

158 Ostatnio edytowany przez Hrefi (2018-08-21 07:45:35)

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka
chceuciekacstad napisał/a:
Hrefi napisał/a:
chceuciekacstad napisał/a:

Nie pamiętam tytułu, ale czytałam kiedyś o teorii że przyciągamy ludzi którzy wyciągają na światło nasze deficyty … i cos w tym jest .

Może kiedyś będzie dane Ci się zakochać, to wówczas nie będzie gorszych dni.
Pytałem czy jesteś zadowolona ze swojego związku bo osoby zadowolone nie siedzą na forach dyskusyjnych tylko cieszą się swoim zadowoleniem.

ależ ja jestem … ale poziom wyżej od zakochania , a jeśli myślisz że się zakochasz... i będą żyli długo i szczęśliwie.... no cóż marzenia są dla ludzi.
..ale takie podejście jest niedojrzałe niestety. Nie wiem czy u Ciebie to wiek i niedojrzałość … czy tylko niedojrzałość

Stan zakochania mija … i albo jest miłość i praca by tej miłości nie zepsuć … albo  pustka .
Nic nie dostajemy na zawsze .

Co do forum, przyszłam tu dawno, szukając odpowiedzi na tamte problemy...

Ani wiek, ani niedojrzałość.
Powiem Ci, że to jest oklepane jedno z tych górnolotnych twierdzeń, że nad związkiem trzeba pracować i że zakochanie mija a później przychodzi codzienność.
Jak ludzie się prawidłowo dobiorą (czyli łączy ich przyjaźń, szacunek oraz wspólny system wartości moralnych) to związek sam z siebie jest udany, pracy nie wymaga bo oboje pracują podświadomie nawet tego nie czując a chemiczny stan zakochania przechodzi w głęboką przyjaźń i dostajemy to na zawsze.

Natomiast tam gdzie trzeba "pracować" świadomie nad miłością to inaczej mówiąc jest to łatanie rozpadającego związku, podtrzymywanie go na siłę.

Edit - Za wyjątkiem pierwszych kilku lat po pojawieniu się dziecka, które może zepsuć każdy związek. Trzeba się pilnować w tym okresie.

159

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka
Hrefi napisał/a:
netkobieta88 napisał/a:

Tak na marginesie, to tu chyba mało normalnych (szczęśliwych, dobrych i wyluzowanych) ludzi na tym forum. Tu nie promuje się normalności. Tylko pewne, specyficzne poglądy, dobre dla pewnej grupy kobiet. .

Całkowita racja. Każdy kto jest zarejestrowany albo śledzi to forum jest w pewien sposób doświadczony przez życie. Trochę uszkodzony.


Netkobieta88 i Hredfi - witajcie wśród swoich tongue hehhehe

czujcie się jak u siebie … tongue

160

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka
Hrefi napisał/a:
chceuciekacstad napisał/a:
Hrefi napisał/a:

Może kiedyś będzie dane Ci się zakochać, to wówczas nie będzie gorszych dni.
Pytałem czy jesteś zadowolona ze swojego związku bo osoby zadowolone nie siedzą na forach dyskusyjnych tylko cieszą się swoim zadowoleniem.

ależ ja jestem … ale poziom wyżej od zakochania , a jeśli myślisz że się zakochasz... i będą żyli długo i szczęśliwie.... no cóż marzenia są dla ludzi.
..ale takie podejście jest niedojrzałe niestety. Nie wiem czy u Ciebie to wiek i niedojrzałość … czy tylko niedojrzałość

Stan zakochania mija … i albo jest miłość i praca by tej miłości nie zepsuć … albo  pustka .
Nic nie dostajemy na zawsze .

Co do forum, przyszłam tu dawno, szukając odpowiedzi na tamte problemy...

Ani wiek, ani niedojrzałość.
Powiem Ci, że to jest oklepane jedno z tych górnolotnych twierdzeń, że nad związkiem trzeba pracować i że zakochanie mija a później przychodzi codzienność.
Jak ludzie się prawidłowo dobiorą (czyli łączy ich przyjaźń, szacunek oraz wspólny system wartości moralnych) to związek sam z siebie jest udany, pracy nie wymaga bo oboje pracują podświadomie nawet tego nie czując a chemiczny stan zakochania przechodzi w głęboką przyjaźń i dostajemy to na zawsze.

Natomiast tam gdzie trzeba "pracować" świadomie nad miłością to inaczej mówiąc jest to łatanie rozpadającego związku, podtrzymywanie go na siłę.

Edit - Za wyjątkiem pierwszych kilku lat po pojawieniu się dziecka, które może zepsuć każdy związek. Trzeba się pilnować w tym okresie.

czyli jednak można zepsuć .
Nie wiem skąd u Ciebie tak idealistyczne podejście do związku. … i jego bezproblemowej natury. … za dużo bajek jednak.

Czyli Ty źle dobrałeś kobietę ???? i gdyby ona była inna to byś był aniołem ?????

161

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka

,,Heh, tylko że ja bym mógł mieć jeszcze z 10 dzieci tylko nie z nią I w tym tkwi problem. Dopóki się nie zmieni i nie ogarnie to może.dostac ode mnie tylko rozwód.,,
Z takim podejściem partnera, to nikt nie chciałby się starać. Pogarda i brak szacunku do niej wylewa się z każdego twojego postu.
Co ciebie w takim razie powstrzymuje przed rozwodem? I nie zasłaniaj się dzieckiem.
A ta koleżanka to byłaby idealna na matkę twojego dziecka?!

162

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka
chceuciekacstad napisał/a:

Czyli Ty źle dobrałeś kobietę ???? i gdyby ona była inna to byś był aniołem ?????

Tak.

163

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka
Ola_la napisał/a:

,,Heh, tylko że ja bym mógł mieć jeszcze z 10 dzieci tylko nie z nią I w tym tkwi problem. Dopóki się nie zmieni i nie ogarnie to może.dostac ode mnie tylko rozwód.,,
Z takim podejściem partnera, to nikt nie chciałby się starać. Pogarda i brak szacunku do niej wylewa się z każdego twojego postu.
Co ciebie w takim razie powstrzymuje przed rozwodem? I nie zasłaniaj się dzieckiem.

Ja wiem co go powstrzymuje. Koszty rozwodu. Nie mówię tu o 600 zł za złożenie pozwu.
1. Ustalenie czy żona zgodzi się na rozwód bez orzekania o winie, jeśli się nie zgodzi to walka na całego. Mnóstwo nerwów i czasu.
2. Podział majątku i związany z tym niejako restart w życiu.
3. Niełatwa opieka na dzieckiem - może być wyrywanie sobie dziecka.
4. Ewentualnie nowy mężczyzna w życiu kobiety (to nie powinien być problem skoro sam chce odejść) ale i nowy ojciec dla jego dziecka.
5. Restart w życiu towarzyskim - od nowa szukanie partnerki a lata lecą, na rynku coraz mniej atrakcyjnych jednostek. Choć jak Slavian ma 30+ lat to jeszcze nie jest tak źle.

Ola_la napisał/a:

A ta koleżanka to byłaby idealna na matkę twojego dziecka?!

smile

164

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka
Hrefi napisał/a:
chceuciekacstad napisał/a:

Czyli Ty źle dobrałeś kobietę ???? i gdyby ona była inna to byś był aniołem ?????

Tak.


… moim zdaniem jesteś uzależniony od tych emocji jakie daje romans, zdrada , kłamstwo … dlatego piszesz o zakochaniu...
to podobny poziom emocjonalnej burzy.... gdzie optykę zmienia cała ta chemia związana z uczuciami i pragnieniami. … często ludzie działają jak w amoku


mówiąc,  że za Twoje zachowanie ,niskie wartości , brak szacunku do ludzi … odpowiada Twoja zona - próbujesz przerzucić na nią odpowiedzialność
za swoje decyzje  i to jak żyjesz.

Czyli taka marionetka .. pacynka jesteś - zależy jaka kobieta pociąga za sznurek... tak Hrefi będzie.

Smutny pusty Pacynek Hrefi .
Dorośli ludzie sami odpowiadają za swoje czyny, czyli jesteś mocno niedojrzały.... dzieciństwo było ok ????
Zrobiłeś sobie tarczę z " miłość do dziecka " żeby ukryć wydmuszkę  człowieka …

165

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka
chceuciekacstad napisał/a:
Hrefi napisał/a:
chceuciekacstad napisał/a:

Czyli Ty źle dobrałeś kobietę ???? i gdyby ona była inna to byś był aniołem ?????

Tak.


… moim zdaniem jesteś uzależniony od tych emocji jakie daje romans, zdrada , kłamstwo … dlatego piszesz o zakochaniu...
to podobny poziom emocjonalnej burzy.... gdzie optykę zmienia cała ta chemia związana z uczuciami i pragnieniami. … często ludzie działają jak w amoku


mówiąc,  że za Twoje zachowanie ,niskie wartości , brak szacunku do ludzi … odpowiada Twoja zona - próbujesz przerzucić na nią odpowiedzialność
za swoje decyzje  i to jak żyjesz.

Czyli taka marionetka .. pacynka jesteś - zależy jaka kobieta pociąga za sznurek... tak Hrefi będzie.

Smutny pusty Pacynek Hrefi .
Dorośli ludzie sami odpowiadają za swoje czyny, czyli jesteś mocno niedojrzały.... dzieciństwo było ok ????
Zrobiłeś sobie tarczę z " miłość do dziecka " żeby ukryć wydmuszkę  człowieka …

A moim zdaniem to ci się dużo wydaje bo zapewne doświadczenia nie posiadasz. Miałaś kiedyś romans ? Masz męża, dziecko ? Stanełaś kiedys w obliczu zdrady malzenskiej po ktorejs ze stron ?
Natomiast stroisz się na domorosłą psycholożkę, co udowadniasz próbując wydać opinie na mój temat po kilku moich postach.

Tak, dziecinstwo było OK, do dzisiaj moi rodzice stanowią kochającą się parę, prawie 40 lat razem. Żadnych patologii nie doświadczyłem,

166

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka
Hrefi napisał/a:
chceuciekacstad napisał/a:
Hrefi napisał/a:

Tak.


… moim zdaniem jesteś uzależniony od tych emocji jakie daje romans, zdrada , kłamstwo … dlatego piszesz o zakochaniu...
to podobny poziom emocjonalnej burzy.... gdzie optykę zmienia cała ta chemia związana z uczuciami i pragnieniami. … często ludzie działają jak w amoku


mówiąc,  że za Twoje zachowanie ,niskie wartości , brak szacunku do ludzi … odpowiada Twoja zona - próbujesz przerzucić na nią odpowiedzialność
za swoje decyzje  i to jak żyjesz.

Czyli taka marionetka .. pacynka jesteś - zależy jaka kobieta pociąga za sznurek... tak Hrefi będzie.

Smutny pusty Pacynek Hrefi .
Dorośli ludzie sami odpowiadają za swoje czyny, czyli jesteś mocno niedojrzały.... dzieciństwo było ok ????
Zrobiłeś sobie tarczę z " miłość do dziecka " żeby ukryć wydmuszkę  człowieka …

A moim zdaniem to ci się dużo wydaje bo zapewne doświadczenia nie posiadasz. Miałaś kiedyś romans ? Masz męża, dziecko ? Stanełaś kiedys w obliczu zdrady malzenskiej po ktorejs ze stron ?
Natomiast stroisz się na domorosłą psycholożkę, co udowadniasz próbując wydać opinie na mój temat po kilku moich postach.

Tak, dziecinstwo było OK, do dzisiaj moi rodzice stanowią kochającą się parę, prawie 40 lat razem. Żadnych patologii nie doświadczyłem,




Czuły punkt jednak, blisko celu ?

zadziwiają mnie nadal ludzie którzy twierdzą że są nieszczęśliwi i nie chcą spojrzeć na siebie , że sami sobie taki los wybierają.

Wiesz dlaczego uważasz że to wina żony że jesteś taki ??? Bo gdybyś przyjął odpowiedzialność za to jak żyjesz i chciałbyś żyć inaczej- TO TY SAM MUSIAŁBYŚ COŚ ZROBIĆ
Uważam,  że żyjesz tak bo inaczej nie potrafisz , jesteś "upośledzony ", zresztą sam tak nazwałeś nas - ludzi tu zarejestrowanych tongue .

Pytanie co dla Ciebie jest patologią ?????
dla wielu osób to jak obecnie żyjesz jest właśnie nienormalne i patologiczne … więc możesz być w błędzie oceniając własne dzieciństwo .

To Ty po kilku moich postach masz złudzenie że mnie rozkminiłeś tongue .

Nie zastanawia Cię twoja reakcja na  moje pisanie ???? tak zupełnie na luzie? czemu się wkurzyłeś , jeśli to co napisałam było chybione ???
przecież słowa nie zmieniają rzeczywistości … i tylko ty wiesz jak było i jest …

Rodzice wiedzą jak żyjesz ???

167

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka
Hrefi napisał/a:

Ja mu radzę żeby stał się zły dla żony a w seksie bym dominujący i mało się interesował co ona o tym sądzi.

Hrefi napisał/a:

Co to znaczy że nie mam seksu ? Jakie nie ma ? Dzieciak do łóżka, a ty wieczorem mówisz damie konkretnie co chcesz. Ma być za 20 min w łóżku i niech się postara bo nie lubisz rozczarowań. A jak nie przyjdzie to idziesz przed ten telewizor, zdejmujesz spodnie, wacka do ręki i damie do ust.

To się nazywa gwałt. Chyba, że ty z tych co uważają, że w małżeństwie gwałtu nie ma? Ty jednak jesteś bardzo biednym, sfrustrowanym facetem.

168 Ostatnio edytowany przez Ola_la (2018-08-21 10:06:00)

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka

za 20 lat dziecko Hrefiego powie, że żyło w patologii, bo ojciec był delikatnie mówiąc potworem dla matki

kochankiem tez jest jak widać marnym

169

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka

Entropia- od miłości do nienawiści tylko krok. Ale to jeszcze nie ten etap. Jestem blisko nienawiści ale jeszcze jej nie nienawidzę. Poza tym uważam, że nie napisałem o niej aż tak źle. Nie było obelg itd. Na co dzień nie raz słucham jak niektórzy gorzej się wypowiadają o swoich zonach wyzywając je chociażby od debilka czy idiotek. Opisałem trochę jak nasze zycie wygląda. Przyznaje że trochę negatywnych emocji w ten post włożyłem, ale i tak uważam że mogłem gorzej ja przedstawić, zwymyslac,  zwyzywac itd. Reasumując nie uważam abym aż tak źle się o niej wypowiedział, bo gdybym rzeczywiście ja tak czysto nienawidził to napsialbym o wiele wiele gorzej. Poza tym to jeszcze nie jest nienawiść bo jednak czuje do niej jakieś pozytywne uczucia. Dowodem na to jest moj post- mimo ze negatywny w wymowie to jednak jego zamieszczenie ma jakiś cel- A celem moim jest wyszukanie rozwiązania i wyjscia z tej matni. Mam nadzieje ze pozytywnego dla rodziny.
Authority- tak jak wyżej
LadyAnette- nie zamierzam się męczyć całe życie. Chce mieć po prostu pewność że zrobiłem wszystko, abym mógł za 10 lat powiedzieć córce że jednsk nie byłem tym zimnym draniem o którym matka jej opowiada. Żebym w ogole miał możliwość rozmowy z moim dzieckiem. Statystyki są nieubłagane- dzieci zostają głównie przy matkach. A ojcowie mają z nimi najczęściej sporadyczny i słaby kontakt. A ja tak nie chce.
Hrefi- też mam duże odczucie że to właśnie po dziecku wszystko się zepsuło. Co do tego co pisałem rozwód, koszty itd. Wiadomo że to dodatkowo mnie powstrzymuje. Kto chce się zabijać w sądzie. Dzieciaka targac itd. Ale i tak najważniejsze jest dla mnie dobro dziecka. Nie wyobrażam sobie tego smutku, tej rozpaczy jakie by spotkało moje dziecko z tego powodu, że się rozwodzimy. Po prostu pękło by mi serce. A moja córka jest przeszczesliwym dzieckiem. Jest wiecznie uśmiechnięta. Zlamalibysmy jej dzieciństwo. Dlatego jeśli już ma.dojsc do rozwodu to muszę mieć 100% pewności że próbowałem i nie dało się nic zrobić.
Ola_la- czemu wycinasz z kontekstu? Widziałaś co napisałem wcześniej? Jak moja zona skomentowała fakt, że sąsiadka w ciąży? Z jej strony to nie była pogarda w stosunku do mnie? Prosze Cie, bo to jest smieszne jak to komentujesz. Moja pogarda wynika z mojego stosunku do jej pogardliwego tekstu podwazajacego moja męskość i w ogóle traktujacego mnie jak debila (bo skoro podważa mój brak umiejętności zrobienia jej drugiego dziecka- to jak mam się czuć?). Koleżanki tak jak wcześniej już pisalem nie komentuje, bo już wszystko w tym temacie powiedziałem.

170

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka
Hrefi napisał/a:
chceuciekacstad napisał/a:
Hrefi napisał/a:

Może kiedyś będzie dane Ci się zakochać, to wówczas nie będzie gorszych dni.
Pytałem czy jesteś zadowolona ze swojego związku bo osoby zadowolone nie siedzą na forach dyskusyjnych tylko cieszą się swoim zadowoleniem.

ależ ja jestem … ale poziom wyżej od zakochania , a jeśli myślisz że się zakochasz... i będą żyli długo i szczęśliwie.... no cóż marzenia są dla ludzi.
..ale takie podejście jest niedojrzałe niestety. Nie wiem czy u Ciebie to wiek i niedojrzałość … czy tylko niedojrzałość

Stan zakochania mija … i albo jest miłość i praca by tej miłości nie zepsuć … albo  pustka .
Nic nie dostajemy na zawsze .

Co do forum, przyszłam tu dawno, szukając odpowiedzi na tamte problemy...

Ani wiek, ani niedojrzałość.
Powiem Ci, że to jest oklepane jedno z tych górnolotnych twierdzeń, że nad związkiem trzeba pracować i że zakochanie mija a później przychodzi codzienność.
Jak ludzie się prawidłowo dobiorą (czyli łączy ich przyjaźń, szacunek oraz wspólny system wartości moralnych) to związek sam z siebie jest udany, pracy nie wymaga bo oboje pracują podświadomie nawet tego nie czując a chemiczny stan zakochania przechodzi w głęboką przyjaźń i dostajemy to na zawsze.

Natomiast tam gdzie trzeba "pracować" świadomie nad miłością to inaczej mówiąc jest to łatanie rozpadającego związku, podtrzymywanie go na siłę.

Edit - Za wyjątkiem pierwszych kilku lat po pojawieniu się dziecka, które może zepsuć każdy związek. Trzeba się pilnować w tym okresie.

Hrefi, normalnie pierwszy raz się z Tobą zgodzę, nawet Twój wywód włączę w swój światopogląd. Apropo, że tutaj są tylko ludzie z problemami, ja jestem w małżeństwie bardzo szczęśliwa, z racji, że jestem na L4 z powodu ciąży mam sporo czasu, by tu zajrzeć i napisać. Moja aktywność zniknie pewnie po narodzinach maluszka i powrocie do pracy.

I cały czas się zastanawiałam jak to jest, że u mnie w związku wszystko wychodzi tak naturalnie. Jak czytałam tutaj o problemach innych, o terapiach, rozmowach, cieszyłam się, że nie mieliśmy problemu z podziałem wydatków, z podziałem obowiązków w domu, problemu z teściami, w żadną stronę, z brakiem wyrażania uczuć, nikt nie musiał z niczego rezygnować, itp. Teraz wiem, że po prostu się dobraliśmy zgodnie z "systemem moralnym" i pewne rzeczy są dla nas oczywistością.

Wybaczcie mi offtop, ale nigdy nie popatrzyłam na to z tej strony.

171 Ostatnio edytowany przez Ola_la (2018-08-21 10:37:51)

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka

Dziwi mnie jak może dziecko psuć małżeństwo? Czy to nie jest dopełnienie i cel małżeństwa? Wiadomo, ze jest trudniej znaleźć dla siebie czas, gdy jest praca, rachunki, choroby itd., ale to dziecko jest wspólne i to powinno łączyc a nie dzielić.

Nie chcesz z nia drugiego dziecka, a z innymi mógłbyś mieć jeszcze 10 jak mówisz. Myślisz, ze ona tego nie widzi i nie czuje?
Jednak jeśli nie chcesz, to wiadomo, że dobrze ze nie zmuszasz się do tego, bo to nie byłoby dobre.

172

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka

Lady Siggy- nie chce Cię martwić. U mnie było tak jak u Ciebie. Dopiero ok. Rok po urodzeniu dziecka zaczęło się psuć. Jak urodzisz przewartosciujesz swoje zycie. Nagle się okaże że mąż już wcale nie jest dla Ciebie taki ważny. Dziecko zawsze będzie na.pierwszym miejscu. I teraz od Was będzie zależeć w która stronę pojdziecie- czy Twój mąż taki stan rzeczy zaakceptuje czy będzie zazdrosny, a może to wyposrodkujecie. Ja osobiście zawsze to akceptowalem- dziecko jest najważniejsze ale rodzice również mają prawo od tego dziecka odpocząć. Moja żona nie widziała potrzeby odpoczynku od dziecka oraz potrzeby pielęgnacji naszego związku. Jeśli Ty jako matka pójdziesz w tym kierunku- przeświadczenie że Wasze małżeństwo jest super bo zawsze byliście tacy fajni i tacy sobie bliscy, to za parę lat nagle stwierdzisz, że łączy Was juz tylko dziecko i ewentualnie jakieś kwestie formalne typu wspólny kredyt, majątek. Dlatego obydwie strony zawsze muszą dbać o związek to jest niekończąca się praca.
Ola_la- to jest właśnie ta ironia. Nasze dziecko jest wynikiem naszej miłości. Oboje bardzo chcieliśmy. I potem jak już corka przyszła na świat było cudnie. No i potem trochę czasu minęło. I w sumie okazało się że tak na dobra sprawę to właśnie z powodu dziecka i tego że to jakoś źle poukladalismy w naszym malzenstwie- teraz tak jakby to jest przyczyną że się od siebie oddalilismy. I to nie jest tak że obwiniam dziecko- po prostu przybyło obowiązków A my jakoś tego nie uradzilismy.
Co do drugiego dziecka. Bardzo pragnę drugiego i mógłbym mieć nawet trzecie, ale jak mam chcieć z osobą która z tego powodu mi ciśnie, wywiera presje itd. Dodatkowo nie radzi sobie ogółem z życiem mając tylko jedno dziecko, a co dopiero gdy byłoby drugie. Nasza córka jest z czystej miłości. Rok po jej urodzeniu byłem jak w jakimś amoku- byłem taki szczęśliwy że nie zwracałem uwagi że moja zona nawet swoim rodzicom nie raczy herbaty zrobić, ba nawet nie zaproponuje. Ja to wszystko robiłem. Przy drugim dziecku bez takiego mojego nastawienia, bo nasze małżeństwo już jest po przejściach, a ja ewidentnie zakochany to raczej nie jestem, to wszystko by po prostu walnęło. No moja zona by tego nie uradzila znowu, a ja nie dałbym się dalej tak wykorzystywać. I jaka miałbym perspektywę? Rozwiesc się i zostawić dwójkę dzieci? No way.

173

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka

Po przeczytaniu postów,z pewnością dużo przemyslałeś,może więcej wiesz? Slovian, co na dzień dzisiejszy? Jak to "czujesz"?

174 Ostatnio edytowany przez Slovian (2018-08-21 11:48:05)

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka

Na pewno terapia. Tak jak pisała chceuciekacstad- pójdę nawet jakbym miał iść sam. I wtedy zobaczymy. Poza tym czekam na wyniki diagnostyki mojej żony. Lada dzień ma miecnwyniki rezonansu. Wyniki krwi wychodzą jej w jednym teście nisko pozytywne cokolwiek to znaczy. Przez ostatnie parę dni też widzę w jej postępowaniu że jest trochę lepiej. Tzn. W domu się stara. Wprawdzie nie raz już tak było taka sinusoida. Raz lepiej raz gorzej. W naszym relacjach podobnie od bardzo źle do hurra optymizmu. I tak kilka razy w miesiącu. A ja nie ukrywam że takie cos mnie męczy za duże wahania jak dla mnie. No ale w każdym razie zobaczymy. Ona pewnie nie wyszuka terapeuty więc ja to zrobię.
W każdym razie prawie nic od niej nie wymagam bo boję się naciąć na stwierdzenie że przecież jest chora. Seksu też nie ma- nawet nie zabiegam. Chorzy przecież się nie bzykaja. Przynajmniej takie jest przeświadczenie mojej żony.

175

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka
Lady Siggy napisał/a:
Hrefi napisał/a:
chceuciekacstad napisał/a:

ależ ja jestem … ale poziom wyżej od zakochania , a jeśli myślisz że się zakochasz... i będą żyli długo i szczęśliwie.... no cóż marzenia są dla ludzi.
..ale takie podejście jest niedojrzałe niestety. Nie wiem czy u Ciebie to wiek i niedojrzałość … czy tylko niedojrzałość

Stan zakochania mija … i albo jest miłość i praca by tej miłości nie zepsuć … albo  pustka .
Nic nie dostajemy na zawsze .

Co do forum, przyszłam tu dawno, szukając odpowiedzi na tamte problemy...

Ani wiek, ani niedojrzałość.
Powiem Ci, że to jest oklepane jedno z tych górnolotnych twierdzeń, że nad związkiem trzeba pracować i że zakochanie mija a później przychodzi codzienność.
Jak ludzie się prawidłowo dobiorą (czyli łączy ich przyjaźń, szacunek oraz wspólny system wartości moralnych) to związek sam z siebie jest udany, pracy nie wymaga bo oboje pracują podświadomie nawet tego nie czując a chemiczny stan zakochania przechodzi w głęboką przyjaźń i dostajemy to na zawsze.

Natomiast tam gdzie trzeba "pracować" świadomie nad miłością to inaczej mówiąc jest to łatanie rozpadającego związku, podtrzymywanie go na siłę.

Edit - Za wyjątkiem pierwszych kilku lat po pojawieniu się dziecka, które może zepsuć każdy związek. Trzeba się pilnować w tym okresie.

Hrefi, normalnie pierwszy raz się z Tobą zgodzę, nawet Twój wywód włączę w swój światopogląd. Apropo, że tutaj są tylko ludzie z problemami, ja jestem w małżeństwie bardzo szczęśliwa


Czyli jesteś bardzo szczęśliwa z problemami ????   skoro są tu tylko ludzie z problemami tongue

Lady Siggy napisał/a:

, z racji, że jestem na L4 z powodu ciąży mam sporo czasu, by tu zajrzeć i napisać. Moja aktywność zniknie pewnie po narodzinach maluszka i powrocie do pracy.

I cały czas się zastanawiałam jak to jest, że u mnie w związku wszystko wychodzi tak naturalnie. Jak czytałam tutaj o problemach innych, o terapiach, rozmowach, cieszyłam się, że nie mieliśmy problemu z podziałem wydatków, z podziałem obowiązków w domu, problemu z teściami, w żadną stronę, z brakiem wyrażania uczuć, nikt nie musiał z niczego rezygnować, itp. Teraz wiem, że po prostu się dobraliśmy zgodnie z "systemem moralnym" i pewne rzeczy są dla nas oczywistością.

Wybaczcie mi offtop, ale nigdy nie popatrzyłam na to z tej strony.



Uważaj więc , jesteś w tym okresie psucia się związku tongue i za chwilę będziesz rozmawiać o terapiach i obowiązkach.

jesteś bardzo doświadczona życiowo więc wiesz co mówisz. I żeby było jasne , nie kpię z Ciebie raczej myślę że więcej będziesz miała do powiedzenia za 20 lat..- oczywiście życzę Ci byś nigdy nie musiała zmieniać swojego patrzenia na ludzi i świat. smile

ale ..

Ludzie się zmieniają , ja wychodząc za mąż nie planowałam rozwodu , też wierzyłam że "będą żyli długo i szczęśliwe ". ..

Teraz inaczej podchodzę do wielu spraw, bo realia są inne. 



Slovian i Hrefi -  pytanie tylko kto nie dorósł do roli rodzica ??? i teraz twierdzi że to przez dziecko rozpadł się  związek ?
Czyli nie mieliście wpływu ?? nic nie mogliście zrobić ??? nie było Was w związku ? Zmiany was zaskoczyły i im nie podołaliście ??
Czy może to wymówka … no bo ktoś winny być musi tongue

176

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka

Chętnie napiszę za kilka miesięcy, ale wątpię, że dziecko może zniszczyć związek, zbudowany na takicj podstawach jak napisał Hrefi.
To, że u Ciebie wady żony nasilily się po narodzinach dziecka, nie znaczy, że dziecko niszczy związek.

177

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka
chceuciekacstad napisał/a:
Lady Siggy napisał/a:
Hrefi napisał/a:

Ani wiek, ani niedojrzałość.
Powiem Ci, że to jest oklepane jedno z tych górnolotnych twierdzeń, że nad związkiem trzeba pracować i że zakochanie mija a później przychodzi codzienność.
Jak ludzie się prawidłowo dobiorą (czyli łączy ich przyjaźń, szacunek oraz wspólny system wartości moralnych) to związek sam z siebie jest udany, pracy nie wymaga bo oboje pracują podświadomie nawet tego nie czując a chemiczny stan zakochania przechodzi w głęboką przyjaźń i dostajemy to na zawsze.

Natomiast tam gdzie trzeba "pracować" świadomie nad miłością to inaczej mówiąc jest to łatanie rozpadającego związku, podtrzymywanie go na siłę.

Edit - Za wyjątkiem pierwszych kilku lat po pojawieniu się dziecka, które może zepsuć każdy związek. Trzeba się pilnować w tym okresie.

Hrefi, normalnie pierwszy raz się z Tobą zgodzę, nawet Twój wywód włączę w swój światopogląd. Apropo, że tutaj są tylko ludzie z problemami, ja jestem w małżeństwie bardzo szczęśliwa


Czyli jesteś bardzo szczęśliwa z problemami ????   skoro są tu tylko ludzie z problemami tongue

Lady Siggy napisał/a:

, z racji, że jestem na L4 z powodu ciąży mam sporo czasu, by tu zajrzeć i napisać. Moja aktywność zniknie pewnie po narodzinach maluszka i powrocie do pracy.

I cały czas się zastanawiałam jak to jest, że u mnie w związku wszystko wychodzi tak naturalnie. Jak czytałam tutaj o problemach innych, o terapiach, rozmowach, cieszyłam się, że nie mieliśmy problemu z podziałem wydatków, z podziałem obowiązków w domu, problemu z teściami, w żadną stronę, z brakiem wyrażania uczuć, nikt nie musiał z niczego rezygnować, itp. Teraz wiem, że po prostu się dobraliśmy zgodnie z "systemem moralnym" i pewne rzeczy są dla nas oczywistością.

Wybaczcie mi offtop, ale nigdy nie popatrzyłam na to z tej strony.



Uważaj więc , jesteś w tym okresie psucia się związku tongue i za chwilę będziesz rozmawiać o terapiach i obowiązkach.

jesteś bardzo doświadczona życiowo więc wiesz co mówisz. I żeby było jasne , nie kpię z Ciebie raczej myślę że więcej będziesz miała do powiedzenia za 20 lat..- oczywiście życzę Ci byś nigdy nie musiała zmieniać swojego patrzenia na ludzi i świat. smile

ale ..

Ludzie się zmieniają , ja wychodząc za mąż nie planowałam rozwodu , też wierzyłam że "będą żyli długo i szczęśliwe ". ..

Teraz inaczej podchodzę do wielu spraw, bo realia są inne. 



Slovian i Hrefi -  pytanie tylko kto nie dorósł do roli rodzica ??? i teraz twierdzi że to przez dziecko rozpadł się  związek ?
Czyli nie mieliście wpływu ?? nic nie mogliście zrobić ??? nie było Was w związku ? Zmiany was zaskoczyły i im nie podołaliście ??
Czy może to wymówka … no bo ktoś winny być musi tongue


Przeczytaj  zdanie, dotyczące problemów ze zrozumieniem.

A druga sprawa jest taka, że nie czuję się doświadczona, mam 25 lat i wiele przede mną. Jednak czytając o problemach jakie pojawiają się w związkach,  stwierdzam, że u mnie ich nie ma.

178

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka
Lady Siggy napisał/a:

Hrefi, normalnie pierwszy raz się z Tobą zgodzę, nawet Twój wywód włączę w swój światopogląd. Apropo, że tutaj są tylko ludzie z problemami, ja jestem w małżeństwie bardzo szczęśliwa 




Przeczytaj  zdanie, dotyczące problemów ze zrozumieniem.

A druga sprawa jest taka, że nie czuję się doświadczona, mam 25 lat i wiele przede mną. Jednak czytając o problemach jakie pojawiają się w związkach,  stwierdzam, że u mnie ich nie ma.


Ty też jesteś tutaj …. czyli szczęśliwy związek nie wyklucza obecności na forach.  ????  tongue

179

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka

Chceuciekacstad- to nie tak, że dziecko jest winne. Opisalem o co mi chodzi. Nie żałuję że mam dziecko. Moja córka jest dla mnie najważniejsza. Kiedyś żona i córka były na równi. Teraz córka jest ważniejsza. Fakt jest jednak taki że dziecko zmieniło nasze małżeństwo. Tzn. Nie dziecko tylko to, że nasze małżeństwo źle do nowej sytuacji spasowalismy. Moja wina też jest, ale uważam że.moja żona wykazała się dużym brakiem przewidywania i nieumiejętność spojrzenia z szerszej perspektywy. Bo dla niej się liczyło tylko tu i teraz. A jak jej mówiłem że teraz ciagle nie ma dla mnie czasu to jutro nam się to odbije. Ja sobie czas zagospodarowalem i ona sie dziwi ze sie oddalilismy. Obecnie średnio lubię spędzać z nią czas. Nie.ma mi nic do zaoferowania poza marudzeniem i opowieściami o swojej prawdopodbnej chorobie- boreliozie. Jak ja jej opowiadam o moich zainteresowaniach to od lat mnie nie słucha. Dlaczego więc to zawsze ja muszę być mądrzejszy i jej swoją uwagę poświęcać- A ona jest z tego samego zwolniona w stosunku do mnie.

180

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka
chceuciekacstad napisał/a:
Lady Siggy napisał/a:

Hrefi, normalnie pierwszy raz się z Tobą zgodzę, nawet Twój wywód włączę w swój światopogląd. Apropo, że tutaj są tylko ludzie z problemami, ja jestem w małżeństwie bardzo szczęśliwa 




Przeczytaj  zdanie, dotyczące problemów ze zrozumieniem.

A druga sprawa jest taka, że nie czuję się doświadczona, mam 25 lat i wiele przede mną. Jednak czytając o problemach jakie pojawiają się w związkach,  stwierdzam, że u mnie ich nie ma.


Ty też jesteś tutaj …. czyli szczęśliwy związek nie wyklucza obecności na forach.  ????  tongue


Dobrze, wytłumaczę Ci to zdanie. Jest to zdanie złożone i składa się z dwóch części. Pierwsza część zdania mówi do czego chce się odnieść, czyli do tematu, ktory adł wyżej, że są tu sami ludzie z problemami. Nie poparłam tej tezy, z tego nie wynika, że uważam, że są tu ludzie z problemami.  A druga część zdania właśnie to potwierdza, skoro napisałam, że ja jestem szczęśliwa.
I apropo nie pogrubione też jest ważne w pelnym odbiorze zdania. No jaśniej juz sie nie da chyba.

181

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka
Lady Siggy napisał/a:

Chętnie napiszę za kilka miesięcy, ale wątpię, że dziecko może zniszczyć związek, zbudowany na takicj podstawach jak napisał Hrefi.
To, że u Ciebie wady żony nasilily się po narodzinach dziecka, nie znaczy, że dziecko niszczy związek.

Dziecko nie, nowa sytuacja i nie dopasowanie do niej- tak. Jeśli stara się tylko jedna strona- druga jest pokrzywdzona. A musi być odzew od obu stron. I chodzi tu o różne aspekty zwiazku- rodzicielstwo, partnerstwo itd.

182

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka
Lady Siggy napisał/a:
Hrefi napisał/a:
chceuciekacstad napisał/a:

ależ ja jestem … ale poziom wyżej od zakochania , a jeśli myślisz że się zakochasz... i będą żyli długo i szczęśliwie.... no cóż marzenia są dla ludzi.
..ale takie podejście jest niedojrzałe niestety. Nie wiem czy u Ciebie to wiek i niedojrzałość … czy tylko niedojrzałość

Stan zakochania mija … i albo jest miłość i praca by tej miłości nie zepsuć … albo  pustka .
Nic nie dostajemy na zawsze .

Co do forum, przyszłam tu dawno, szukając odpowiedzi na tamte problemy...

Ani wiek, ani niedojrzałość.
Powiem Ci, że to jest oklepane jedno z tych górnolotnych twierdzeń, że nad związkiem trzeba pracować i że zakochanie mija a później przychodzi codzienność.
Jak ludzie się prawidłowo dobiorą (czyli łączy ich przyjaźń, szacunek oraz wspólny system wartości moralnych) to związek sam z siebie jest udany, pracy nie wymaga bo oboje pracują podświadomie nawet tego nie czując a chemiczny stan zakochania przechodzi w głęboką przyjaźń i dostajemy to na zawsze.

Natomiast tam gdzie trzeba "pracować" świadomie nad miłością to inaczej mówiąc jest to łatanie rozpadającego związku, podtrzymywanie go na siłę.

Edit - Za wyjątkiem pierwszych kilku lat po pojawieniu się dziecka, które może zepsuć każdy związek. Trzeba się pilnować w tym okresie.

Hrefi, normalnie pierwszy raz się z Tobą zgodzę, nawet Twój wywód włączę w swój światopogląd. Apropo, że tutaj są tylko ludzie z problemami, ja jestem w małżeństwie bardzo szczęśliwa, z racji, że jestem na L4 z powodu ciąży mam sporo czasu, by tu zajrzeć i napisać. Moja aktywność zniknie pewnie po narodzinach maluszka i powrocie do pracy.

I cały czas się zastanawiałam jak to jest, że u mnie w związku wszystko wychodzi tak naturalnie. Jak czytałam tutaj o problemach innych, o terapiach, rozmowach, cieszyłam się, że nie mieliśmy problemu z podziałem wydatków, z podziałem obowiązków w domu, problemu z teściami, w żadną stronę, z brakiem wyrażania uczuć, nikt nie musiał z niczego rezygnować, itp. Teraz wiem, że po prostu się dobraliśmy zgodnie z "systemem moralnym" i pewne rzeczy są dla nas oczywistością.

Wybaczcie mi offtop, ale nigdy nie popatrzyłam na to z tej strony.

Zgadzam się w tym.
Niech to będzie przestrogą dla tych, którzy od początku mają problemy, a chcą nad związkiem pracować, jak nad uczniem bez słuchu, który ma się stać wirtuozem, bo rodzic tak  chce.

natomiast NAD SOBĄ pracować można i trzeba- tak jak Chcęuciekaćstąd.  wtedy coś się może zmienić. ale to ciężka praca.

Natomiaast Hrefi- zaachowujesz się dziecinnie, sorry- żona  Cię do ślubu nie zmuszała.
wybierasz małżeństwo nie rozwod, to ponoś konsekwencje wyboru! I zaachowuj się tak by nie zatruwać życia w domu, jak rozwydrzony dzieciak.
chcesz tak obrzydzić żonie życie, by sama podjęłą decyzję, byś Ty miał czyste rączki?
Z kochanką to samo pewnie- najlepiej by obie za Ciebie zdecydowaly.
Tyko że one dzieci już mają..

183

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka
Slovian napisał/a:

Entropia- od miłości do nienawiści tylko krok.

Bzdura rodem z południowoamerykańskich telenowel. Jak się kogoś kocha, to przede wszystkim cieszy się jego obecnością. Ciebie jej obecność wkurza. Założę się, że jak wracasz do domu, to wolałbyś, żeby akurat wyszła. Drażni Cię wszystko, co ona robi. Nie dostrzegasz w niej zalet, same wady. Nie lubisz jej charakteru. To mi nie wygląda jak miłość. Raczej na taki karykaturalny związek z musu. Jak tacy starzy ciotka i wujek, co to się chajtnęli na szybko 40 lat temu i już od lat nie mogą na siebie patrzeć.

Slovian napisał/a:

Poza tym uważam, że nie napisałem o niej aż tak źle. Nie było obelg itd.

Użycie obelg to tylko kwestia kultury osobistej. Z Twoich postów bije niechęć do tej kobiety.


Slovian napisał/a:

Na co dzień nie raz słucham jak niektórzy gorzej się wypowiadają o swoich zonach wyzywając je chociażby od debilka czy idiotek.

To smutne, że masz w swoim otoczeniu chamów i prostaków.

Slovian napisał/a:

A celem moim jest wyszukanie rozwiązania i wyjscia z tej matni. Mam nadzieje ze pozytywnego dla rodziny.

Nic się nie zmieni, jeśli dalej będziesz postrzegał żonę tak jak ją postrzegasz. Problemem jest to, że szukasz problemu tylko w niej. Czepiasz się jakichś pierdół typu niegaszenie światła w przedpokoju. To nie ona się zmieniła po urodzeniu dziecka, to Ty ją zacząłeś inaczej postrzega i to, co wcześniej było dla Ciebie neutralne, nagle stało się problemem.

184

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka

Entropia- co mam Ci powiedzieć. Jak mam się czuć po latach z osobą, której nie zależy na tym żeby czasami się postarać dla męża, żeby chociazby ładnie wyglądać. Do fryzjera ja ją zaprowadziłem. Nie dlatego że miała brzydkie włosy. Po prostu stwierdziłem że każda kobieta musi miec.cos takiego że pójdzie do jakiejś specjalistki kosmetyczki czy fryzjerki, która spowoduje że będzie się czuła fantastycznie i pięknie. Ale ona nie czuła takiej potrzeby wtedy. Jak ja wziąłem to teraz.chodzi regularnie, bo przyznała że lubi tam chodzić i lepiej się po fryzjerze czuje. I takich przykładów mógłbym mnożyć ale po co. Chodzi o to że się zaniedbala, zaniedbala nasze małżeństwo, zaniedbala mnie jako męża i swojego mężczyznę, głównie Chodzi o nasza intymnosc itd. Ja naprawdę wiele rzeczy aranzowalem. Ale po pewnym czasie miałem już dość. Szczególnie gdy z drugiej strony zero odzewu albo wygodnictwo- po co się starać samo się zrobi (w domyśle ja zrobie). Kiedyś oznajmiłem jej że zabieram ja na weekend do fajnego hotelu w górach. Chwilę potem dodałem że za niecaly miesiąc bo teraz nie było terminów. I moja zona zamiast sie cieszyc ze pojedziemy bedziemy mieli fajny czas itd, to smutna bo dopiero za miesiac. Ręce opadają. Jak do tego dodać brak seksu itd. to tak, czuje się jak stary dziad który z żona spędzil całe życie i meczy się od 40 lat. Zupełnie jak jakiś impotent. Tak, właśnie tak się czuje.
Moja niechęć do żony wynika w dużym stopniu z jej nastawienia.
Co do tych chamow i prostakow- są różni. Ale kobiety jak mowia o swoich mezach "mój stary" to też to fajne nie jest. A czesto sie z tym spotykam. Niby tylko określenie ale można się czepiać.

Sugerujesz że wina jest we mnie bo sie jej czepiam? Może i tak. Nie gaszenie światła to może i jest pierdola, szczególnie jak jest wyrwane z kontekstu. W zestawieniu z ogólnym kształtem 100 pierdol zmienia się w jeden wielki problem. Zdaje sobie sprawę że Nie jestem święty. Mam świadomość że.mam trudny charakter tak samo zresztą pisała chceuciekacstad. Ale nie oszukujmy się- musiałbym chyba całkowicie nic nie wymagać, żeby w tym momencie moja zona była szczęśliwa, bo nikt by sie jej nie czepial. W.zwiazku z tym sam również uważam, że  takiej sytuacji miałbym prawo robić.co mi się podoba.
I jeszcze jedno- zmieniła się i to bardzo porodzie. Naprawdę

185

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka

zostaw ją w spokoju.pozbiera się albo zatonie. Bo na razie to wcieliłeś się w rolę upierdliwego tatusia.
kolor rowerka wybierasz?, do fryzjera prowadzisz?
przestań, zajmij się sobą. nie żebraj o seks, znajdź sobie kochankę, albo się rozwiedź. to co teraz robisz do niczego dobrego nie prowadzi.

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka

Entropia, Ela210, macie 100% racji.
Autor jest człowiekiem, którego nikt i nic nie przekona.
Tytuł posta mówi sam za siebie, on chce rozwodu. Zatem Autorze, zamiast robić głupie żarty w dniu Waszej rocznicy, pofatyguj się do sądu i uwolnij Was z tego małżeństwa. Wszyscy na tym skorzystają.

187

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka

Witaj
Co jest pod tym, że żona choruję, że córka choruję, Ty chcesz 2 dziecko, gdy z jednym sobie nie radzi, itd... Może woli jeść świeże jedzeninie tu się nie dziw.
Idźcie na sesje bez ograniczeń, my tez mieliśmy poza indywidualna rodzinnie i wiesz, to jest bezcenne. twoją żonę stać na puder za 300 zł, to lepiej 300 zainwestować w sesję i uzdrowić relacje. Polecam, bo nigdy łatwiejszej drogi nie znalazłam.
Chcesz to zadzwoń na numer i zapytaj co  możesz u siebie zrobić, po 10 min będziesz wiedział. To nie typowa psychoterapia, to niczym poezja.

188

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka
Ela210 napisał/a:

zostaw ją w spokoju.pozbiera się albo zatonie. Bo na razie to wcieliłeś się w rolę upierdliwego tatusia.
kolor rowerka wybierasz?, do fryzjera prowadzisz?
przestań, zajmij się sobą. nie żebraj o seks, znajdź sobie kochankę, albo się rozwiedź. to co teraz robisz do niczego dobrego nie prowadzi.

Heh, niesamowite że mi to poradziła kobieta. Czyli ogółem mam ja olać i zajac sie sobą? I może coś zrozumie a jak nie to kochanka lub rozwód albo to i to.

189

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka
Slovian napisał/a:

Chceuciekacstad- to nie tak, że dziecko jest winne. Opisalem o co mi chodzi. Nie żałuję że mam dziecko. Moja córka jest dla mnie najważniejsza.
Kiedyś żona i córka były na równi. Teraz córka jest ważniejsza. Fakt jest jednak taki że dziecko zmieniło nasze małżeństwo. Tzn. Nie dziecko tylko to, że nasze małżeństwo źle do nowej sytuacji spasowalismy. 

Moja wina też jest, ale uważam że.moja żona wykazała się dużym brakiem przewidywania i nieumiejętność spojrzenia z szerszej perspektywy. Bo dla niej się liczyło tylko tu i teraz. A jak jej mówiłem że teraz ciagle nie ma dla mnie czasu to jutro nam się to odbije. Ja sobie czas zagospodarowalem i ona sie dziwi ze sie oddalilismy. Obecnie średnio lubię spędzać z nią czas. Nie.ma mi nic do zaoferowania poza marudzeniem i opowieściami o swojej prawdopodbnej chorobie- boreliozie. Jak ja jej opowiadam o moich zainteresowaniach to od lat mnie nie słucha. Dlaczego więc to zawsze ja muszę być mądrzejszy i jej swoją uwagę poświęcać- A ona jest z tego samego zwolniona w stosunku do mnie.

każdy w związku ma swoja rolę , gdy realia się zmieniają , np. pojawia się dziecko, choroba, kłopoty finansowe... nie wiem co jeszcze , należy dostosować swoje działania do nowych realiów … a nie czekać ze teraz ta druga strona ma cos zrobić bo ja robiłem ostatnio.

Żeby nie było że ja Ciebie nie rozumiem, doskonale to rozumiem ….
Ale ta odpowiedzialność za rodzinę , druga osobę właśnie na tym polega … że nie moje jest ważne ale nasze dobro.

Slovian, myślę że jest trudno w "starym " związku wykonać taką pracę nad sobą …   no bo jak wyrzucić te negatywne emocje i spojrzeć na żonę innymi oczami  ?
Ale nowy może być trudniejszy … bo …

ja się rozwiodłam dawno temu  … w obecnym związku na początku miałam olbrzymie trudności …. różnej natury … bo  nie przychodziło naturalnie wiele rzeczy … bo bagaż każdy ma , swoje sprawy , exów, dzieci … ze strachem patrzy na pewne sprawy i chyba ma jakiś taki schemat " no przecież taki byłeś i to się nie udało "... hehhe
Trzeba się wszystkiego nauczyć , uważam że jest  trudno bardzo ułożyć taki związek , bo nie jest tylko kobieta i mężczyzna i nasze …..ale to temat rzeka .


Ja tez uważam że dziecko to największa wartość w moim życiu , ale nigdy bym nie pomyślała że ono jest winne rozpadowi rodziny .

Nawet jeśli jego pojawienie do tego się przyczyniło - to jednak była decyzja dorosłych , że chcą być rodzicami i jeśli cos spieprzyliśmy to jest to nasza odpowiedzialność !

ale to nasze dzieci zapłacą jednak za nasze błędy . …

ja do psychologa pierwszy raz poszłam bo bałam się ze będę złą matką , że nie będę konsekwentna w wychowaniu , bojąc się tekstu " ja wolę tatusia, bo tatuś to mi daje/pozwala  ". …

Wyszło kilka spraw we mnie ,moje podejście , i że warto się nad tym czy owym zastanowić bo to się przeniesie na kolejny związek... bo taka jestem lub bywam w określonych sytuacjach...

190 Ostatnio edytowany przez MagdaLena1111 (2018-08-21 15:31:56)

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka

Slovian, czy Ty dociekałeś co się stało z Twoją żoną? Piszesz, że kiedyś była inna, więc coś się wydarzyło, że uleciała z niej energia. Ludzie nie tracą motywacji do działania bez powodu, chyba że ona od zawsze miała problemy ze wskrzeszeniem w sobie zapału. Zachowanie Twojej żony, jej wyszukiwanie w sobie chorób, niechęć do pracy, niechęć do nauki, awersja do zajmowania się domem, to wygląda jak zachowania depresyjne kogoś, komu się nie chce żyć, nie widzi sensu. Może to niezdiagnozowana depresja poporodowa, która się ciągnie latami. Ciebie irytuje indolencja żony zamiast niepokoić albo budzić Twoje zastanowienie, jakby była współpracownikiem a nie najbliższą osobą.

191

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka
Slovian napisał/a:

Sugerujesz że wina jest we mnie bo sie jej czepiam? Może i tak. Nie gaszenie światła to może i jest pierdola, szczególnie jak jest wyrwane z kontekstu. W zestawieniu z ogólnym kształtem 100 pierdol zmienia się w jeden wielki problem. Zdaje sobie sprawę że Nie jestem święty. Mam świadomość że.mam trudny charakter tak samo zresztą pisała chceuciekacstad. Ale nie oszukujmy się- musiałbym chyba całkowicie nic nie wymagać, żeby w tym momencie moja zona była szczęśliwa, bo nikt by sie jej nie czepial. W.zwiazku z tym sam również uważam, że  takiej sytuacji miałbym prawo robić.co mi się podoba.
I jeszcze jedno- zmieniła się i to bardzo porodzie. Naprawdę

Nie chodzi o to, żeby się przerzucać winą. Ale jeśli zamkniesz się w tej swojej nienawiści, niechęci i pretensjach, to małżeństwo nie ma szans.

Jeśli żona rzeczywiście drastycznie zmieniła się po porodzie, to w grę mogą wchodzić jakieś stany depresyjne. To się przy pierwszym dziecku, także chcianym, często zdarza. I tłumaczyłoby niemożność ogarnięcia prostych rzeczy czy niezainteresowanie swoim wyglądem. Czepianie się o niezjedzenie wczorajszego obiadu czy niezgaszenie światła może w takiej sytuacji tylko pogorszyć sprawę, a ją utwierdzić w przekonaniu, że tak naprawdę to masz ją gdzieś. Razi mnie też Twoje podejście do jej potencjalnych problemów zdrowotnych. Gdyby ktokolwiek w mojej rodzinie podejrzewał, że ma boreliozę, oddałabym ostatnie grosze na leczenie. Ty podchodzisz do tego raczej obojętnie i jeszcze boli Cię wydatek. Dziwisz się, że ona się może czuć niekochana? Mówisz, że coś dla niej robisz, ale tak naprawdę robisz dla siebie. Wyjazd to zabawa dla Ciebie, nie spytałeś jej, czy w sumie ma na to ochotę. Na siłę prowadzisz ją do fryzjera, Ty wiesz wszystko lepiej. Próbujesz ją urabiać jak plastelinę, żeby pasowała do modelu żony, jaką Ty chcesz mieć. Mam wrażenie, że kompletnie nie interesuje Cię, jaka ona jest naprawdę i czego naprawdę chce, wkurza Cię za to, że nie chce być taka, jak Ty byś chciał.

Nie mówię, że Twoja żona jest bez winy, bo pewnie oboje przyłożyliście rękę do tego, jak to wszystko teraz wygląda. Ale w Twoich postach nie ma ani krztyny miłości czy troski i Twoja żona na pewno to czuje. Nie piszę tego, żeby Cię obrazić, ale naprawdę nie chciałbym być w związku z kimś takim jak Ty. Może i z zewnątrz robisz wszystko, jak należy. Pracujesz, bierzesz na sobie sporą część obowiązków domowych. Ale emocjonalnie jest w tym wszystkim taki chłód i brak zainteresowania drugim człowiekiem. Może i prawdę piszesz, że żona się Tobą nie interesuje, ale Ty tak naprawdę nią jako osobą też nie.

192

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka

On nawet siostrze żony życie układa żona to mały pikuś ciekawe co córce zaplanował. U osób z cechami narcystycznymi właśnie taki model związku obowiązuje najpierw bierze sobie za żonę osobę uległa empatyczna a jak ja ją usiedli (dziecko) to dojeżdża do żywego. Przecież żona ma być taka i taka i sorry choćby się.. To taka nie będzie bo coś nowego on wymyśli i zajdzie dziewczynę a to że ona jest bez energii wcale się nie dziwię po rozwodzie energia wraca i nie mówię tu tylko o sobie ale całym szeregu  zon/dziewczyn/kobiet które wychodzą z zawlaszczenia tylko dziewczyna będzie go musiała skutecznie wywalić z życiorysu choć będzie wracał jak bumerang (bo dziecko). Ja już na pierwszych stronach napisałam rozwiedz się całej trójce zrobisz przysługę.

193

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka
chceuciekacstad napisał/a:

każdy w związku ma swoja rolę , gdy realia się zmieniają , np. pojawia się dziecko, choroba, kłopoty finansowe... nie wiem co jeszcze , należy dostosować swoje działania do nowych realiów … a nie czekać ze teraz ta druga strona ma cos zrobić bo ja robiłem ostatnio.

Żeby nie było że ja Ciebie nie rozumiem, doskonale to rozumiem ….
Ale ta odpowiedzialność za rodzinę , druga osobę właśnie na tym polega … że nie moje jest ważne ale nasze dobro.

No i ja właśnie przez te kilka stron watku próbuje wyjasnic ze ponosze odpowiedzialność za cała rodzinę. A co chwilę się zdarza osoba która mi pisze że ja wiem najlepiej co jest dla mojej żony dobre. Jak razi mnie wyrzucanie zywnosci, jak chce oszczędzać i tne koszty (przypominam że żona sama rzuciła pracę i ustaliliśmy że w związku z powyższym trzeba trochę zaciągnąć pasa), to znowu słyszę zarzuty że zmuszam żonę do zachowywania się jak ja chce. Nikt mi nie powie ze jak mieso, ktore kupilismy od producenta BIO (ktore jest kikka razy drozsze od zwyklego) po raz kolejny idzie w kibel, bo moja zona o nim zapomniała, to wszystko jest spoko. I zaraz znowu ktoś wypali że jestem materialista. Przykre to. Mogę powiedzieć jako czlonek naszej rodziny, że robię wszystko aby nasza rodzina była szczęśliwa. Mam po prostu wrażenie że to moja zona.sie zatrzymała . A ja już jestem dalej. I w tym jest problem.

chceuciekacstad napisał/a:

Ja tez uważam że dziecko to największa wartość w moim życiu , ale nigdy bym nie pomyślała że ono jest winne rozpadowi rodziny .

Nawet jeśli jego pojawienie do tego się przyczyniło - to jednak była decyzja dorosłych , że chcą być rodzicami i jeśli cos spieprzyliśmy to jest to nasza odpowiedzialność !
ale to nasze dzieci zapłacą jednak za nasze błędy . …

Nie chodziło mi o to że dziecko jest winne. Napisałem już.ze my tego nie uradzilismy. Ale jak miałem wskazać kiedy zaczęło się psuć, to właśnie ok 1,5-2 lata po urodzeniu córki. Zle to poukladalismy. I teraz próbuje robić rewizję i chciałem to inaczej poskładać.

chceuciekacstad napisał/a:

ja do psychologa pierwszy raz poszłam bo bałam się ze będę złą matką , że nie będę konsekwentna w wychowaniu , bojąc się tekstu " ja wolę tatusia, bo tatuś to mi daje/pozwala  ". …

Widzisz mi żona przez rok- dwa wmawiala że jestem złym ojcem. Bo np. Mnie nie ma kiedy ona mnie potrzebuje. Pocisnela mi nie raz że czuje się jak samotna matka. Potem jak zostawalem z dzieckiem to wmawiala mi że na pewno włączam corce telewizor i mam wszytko w pompie. A to wszystio były jej wymysły. Córka mnie uwielbia i z wzajemnością. A wiesz dlaczego? Bo ją dopuszczam do moich zwykłych spraw. Jak np. Idę na pocztę biorę ja ze sobą. Już od dawna. Wzialem ja na przeglad samochodu- do dzisiaj mi przypomina z uśmiechem na ustach ze ja zabralem. To było dla niej ważne. Dla mojej zony to byłby problem zabrać ja chiciazby na pocztę bo będzie musiała na nią uważać itd. A ja ja zabieram bo uważam że sobie poradzę  w tym się różnimy że ja się nie boję szukac nowych wyzwań dla mnie i dla mojej córki. Ja dla niej znalazłem nowy plac zabaw który moja córka uwielbia. Moja żona rok siedziała w domu. Większy czas córka spędziła w przedszkolu. Ale myślisz że cokolwiek dla niej wymyśliła? Zabralem córkę do teatru. Zabrałem ja na koncert dla dzieci. Tylko niech nikt mi nie pisze, że znowu wiem lepiej co córka chce. Albo ze ja przekupuje. Moja córka po każdej z tych atrakcji była wniebowzieta. Dla mnie nie ma problemu że dziecko chce się winda przejechać. Jeżdżę z nią z góry na dół nawet i 10 razy. Nie rozpieszczam jej. Mówię jej że ostatni raz i jest ostatni raz. I tak mógłbym w kółko wymieniać. Także wszystko chodzi tylko i wyłącznie o inicjatywę. U mojej żony całkowicie jej brak. I to jest mój główny zarzut wobec niej.
A córka normalnie się zajmuje (oczywiscie po powrocie z pracy- wracam max po 17) oprócz tego przedwczoraj ja myłem. Wczoraj i przedwczoraj chociażby usypialem. Dwa dni temu piekła ze mną pizzę. Moglbym tak wymieniac bez konca.

194

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka
MagdaLena1111 napisał/a:

Slovian, czy Ty dociekałeś co się stało z Twoją żoną? Piszesz, że kiedyś była inna, więc coś się wydarzyło, że uleciała z niej energia. Ludzie nie tracą motywacji do działania bez powodu, chyba że ona od zawsze miała problemy ze wskrzeszeniem w sobie zapału. Zachowanie Twojej żony, jej wyszukiwanie w sobie chorób, niechęć do pracy, niechęć do nauki, awersja do zajmowania się domem, to wygląda jak zachowania depresyjne kogoś, komu się nie chce żyć, nie widzi sensu. Może to niezdiagnozowana depresja poporodowa, która się ciągnie latami. Ciebie irytuje indolencja żony zamiast niepokoić albo budzić Twoje zastanowienie, jakby była współpracownikiem a nie najbliższą osobą.

Być może to depresja poporodowa. Bo wtedy tenjej cechy najbardziej się uwidocznily. Ja kojarzę że ona była nawet rok po porodzie ciągle zmęczona. Jutro idzie do neurologa. O depresji ona nawet Nie chce słyszeć. Mówi ciągle o tej boreliozie i powtarza że na forach wszyscy mówią że im depresję wmawiali. Mamy jeszcze pomysł żeby poszła do onkologa i zrobiła jakieś badanie na węzły chłonne.

195

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka
Slovian napisał/a:
chceuciekacstad napisał/a:

każdy w związku ma swoja rolę , gdy realia się zmieniają , np. pojawia się dziecko, choroba, kłopoty finansowe... nie wiem co jeszcze , należy dostosować swoje działania do nowych realiów … a nie czekać ze teraz ta druga strona ma cos zrobić bo ja robiłem ostatnio.

Żeby nie było że ja Ciebie nie rozumiem, doskonale to rozumiem ….
Ale ta odpowiedzialność za rodzinę , druga osobę właśnie na tym polega … że nie moje jest ważne ale nasze dobro.

No i ja właśnie przez te kilka stron watku próbuje wyjasnic ze ponosze odpowiedzialność za cała rodzinę. A co chwilę się zdarza osoba która mi pisze że ja wiem najlepiej co jest dla mojej żony dobre. Jak razi mnie wyrzucanie zywnosci, jak chce oszczędzać i tne koszty (przypominam że żona sama rzuciła pracę i ustaliliśmy że w związku z powyższym trzeba trochę zaciągnąć pasa), to znowu słyszę zarzuty że zmuszam żonę do zachowywania się jak ja chce. Nikt mi nie powie ze jak mieso, ktore kupilismy od producenta BIO (ktore jest kikka razy drozsze od zwyklego) po raz kolejny idzie w kibel, bo moja zona o nim zapomniała, to wszystko jest spoko. I zaraz znowu ktoś wypali że jestem materialista. Przykre to. Mogę powiedzieć jako czlonek naszej rodziny, że robię wszystko aby nasza rodzina była szczęśliwa. Mam po prostu wrażenie że to moja zona.sie zatrzymała . A ja już jestem dalej. I w tym jest problem.

chceuciekacstad napisał/a:

Ja tez uważam że dziecko to największa wartość w moim życiu , ale nigdy bym nie pomyślała że ono jest winne rozpadowi rodziny .

Nawet jeśli jego pojawienie do tego się przyczyniło - to jednak była decyzja dorosłych , że chcą być rodzicami i jeśli cos spieprzyliśmy to jest to nasza odpowiedzialność !
ale to nasze dzieci zapłacą jednak za nasze błędy . …

Nie chodziło mi o to że dziecko jest winne. Napisałem już.ze my tego nie uradzilismy. Ale jak miałem wskazać kiedy zaczęło się psuć, to właśnie ok 1,5-2 lata po urodzeniu córki. Zle to poukladalismy. I teraz próbuje robić rewizję i chciałem to inaczej poskładać.

chceuciekacstad napisał/a:

ja do psychologa pierwszy raz poszłam bo bałam się ze będę złą matką , że nie będę konsekwentna w wychowaniu , bojąc się tekstu " ja wolę tatusia, bo tatuś to mi daje/pozwala  ". …

Widzisz mi żona przez rok- dwa wmawiala że jestem złym ojcem. Bo np. Mnie nie ma kiedy ona mnie potrzebuje. Pocisnela mi nie raz że czuje się jak samotna matka. Potem jak zostawalem z dzieckiem to wmawiala mi że na pewno włączam corce telewizor i mam wszytko w pompie. A to wszystio były jej wymysły. Córka mnie uwielbia i z wzajemnością. A wiesz dlaczego? Bo ją dopuszczam do moich zwykłych spraw. Jak np. Idę na pocztę biorę ja ze sobą. Już od dawna. Wzialem ja na przeglad samochodu- do dzisiaj mi przypomina z uśmiechem na ustach ze ja zabralem. To było dla niej ważne. Dla mojej zony to byłby problem zabrać ja chiciazby na pocztę bo będzie musiała na nią uważać itd. A ja ja zabieram bo uważam że sobie poradzę  w tym się różnimy że ja się nie boję szukac nowych wyzwań dla mnie i dla mojej córki. Ja dla niej znalazłem nowy plac zabaw który moja córka uwielbia. Moja żona rok siedziała w domu. Większy czas córka spędziła w przedszkolu. Ale myślisz że cokolwiek dla niej wymyśliła? Zabralem córkę do teatru. Zabrałem ja na koncert dla dzieci. Tylko niech nikt mi nie pisze, że znowu wiem lepiej co córka chce. Albo ze ja przekupuje. Moja córka po każdej z tych atrakcji była wniebowzieta. Dla mnie nie ma problemu że dziecko chce się winda przejechać. Jeżdżę z nią z góry na dół nawet i 10 razy. Nie rozpieszczam jej. Mówię jej że ostatni raz i jest ostatni raz. I tak mógłbym w kółko wymieniać. Także wszystko chodzi tylko i wyłącznie o inicjatywę. U mojej żony całkowicie jej brak. I to jest mój główny zarzut wobec niej.
A córka normalnie się zajmuje (oczywiscie po powrocie z pracy- wracam max po 17) oprócz tego przedwczoraj ja myłem. Wczoraj i przedwczoraj chociażby usypialem. Dwa dni temu piekła ze mną pizzę. Moglbym tak wymieniac bez konca.


Slovian, to co każdy z nas pisze jest jego " wizją " , nie ma co być złym .
Weź to co Ci odpowiada i rób po swojemu. Konsekwencje i tak poniesiesz Ty , więc decyzje musza być Twoje ")

Ja czytając o Tobie widzę swoje niektóre zachowania  i powiem Ci że pomimo że one są słuszne... ekonomicznie , ideologicznie itp...., to trudno żyć w takich wiecznych zakazach, ograniczeniach i przymusach ,błędy popełniają wszyscy... gdy jesteśmy  za każdym razem punktowani .. to zaczyna to być obsesja .. rodzaj przeciągania liny … Ty się wkur… wiasz…. bo ileż razy można powtarzać …. a druga strona trzyma się opcji - PO co takie hallo o głupotę. .. i jakby złośliwie ignoruje …. a my się nakręcamy tongue


Polecam do poczytania Michał Pasterski - Zacznij od siebie . tongue w czeluściach Internetu znajdziesz

Posty [ 131 do 195 z 337 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 6 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024