Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka

Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 6 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 66 do 130 z 337 ]

66

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka
feniks35 napisał/a:
Salomonka napisał/a:
feniks35 napisał/a:


Szczerze to nie bardzo rozumiem dlaczego ktos mialby przyjsc na forum zeby szukac przyklasniecia dla swej zajebistosci. Serio grupa anonimowych osob tak dobrze dziala na czyjes ego?  Bo dla mnie to jakas abstrakcja i srednio mnie interesuja pochwaly czy przygany od obcych. No ale moze mam za niskie mniemanie nt swej mocy sprawczej i tego jak moge ksztaltowac samopoczucie randomowych ludzi.
Ponownie rowniez pragne zauwazyc ze Autor wcale nie ukrywa ze ma zony powyzej dziurek w nosie i nie trzeba tego czuc ani zgadywac bo on to wprost komunikuje. On tylko przyszedl zapytac czy wobec tego wszystkiego powinien sie zdecydowac na odejscie od zony czy tez dla dobra malzenstwa i dziecka zacisnac zeby i trwac bo zycie to nie bajka albo wrecz uslyszec ze przesadza i zona ma  prawo tak sie zachowywac. A na forum chyba latwiej uzyskac obiektywna opinie niz od znajomych czy rodziny gdzie kazdy bedzie jednak sympatyzowal bardziej z ktoras ze stron.

Wyluzuj kobieto.. Nie do ciebie było przesłanie, więc się nie denerwuj.

To, że ty czegos nie rozumiesz, nie znaczy że nie istnieje:)

Znowu przeceniasz swoja role na forum. smile Dlaczego mialabym sie zdenerwowac opinia obcej osoby? Wyrazilam jedynie swe zdziwienie.


Nie przeceniam swojej roli, jest taka jak każdego, czyli mogę zadać pytanie autorowi wątku, bez twojego komentarza? Jesli tak, to dziękuję.

Zobacz podobne tematy :

67

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka

Mają wyczekiwaną i zaplanowaną córkę..
moze czegoś nie zrozumialam..ale zona raptem od roku nie pracuje, finansowo nie ma tragedii, ale Ty nie mozesz już tego,zniesc?
A kto by się zajmował córką, podobno największym pozytywem tego związku, jeśli oboje pracują na caly etat? Wtedy miLa 2,5 roku. Prawda? I teraz zona idzie we wrzesniu do pracy? Ale nie takiej jakbyś chcial..
A jak planowaliscie dziecko, to nie rozmawialiscie o tym, ze to Ty przejmiesz cięzar utrzymania rodziny?
Jak bylo w Twoim rodzinnym domu? Mama wszystko zalatwiala, pracowala na caly etat i w domu? Dlaczego deprecjonujesz domowe zajęcia jako mało wymagające.?
Jak dla mnie to Ty jestes Panwiecznieniezadowolonyzewszystkiego,  to zabiera energię ludziom z otoczenia bardziej niż borelioza..

68 Ostatnio edytowany przez feniks35 (2018-08-18 21:32:14)

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka
Ela210 napisał/a:

Mają wyczekiwaną i zaplanowaną córkę..
moze czegoś nie zrozumialam..ale zona raptem od roku nie pracuje, finansowo nie ma tragedii, ale Ty nie mozesz już tego,zniesc?
A kto by się zajmował córką, podobno największym pozytywem tego związku, jeśli oboje pracują na caly etat? Wtedy miLa 2,5 roku. Prawda? I teraz zona idzie we wrzesniu do pracy? Ale nie takiej jakbyś chcial..
A jak planowaliscie dziecko, to nie rozmawialiscie o tym, ze to Ty przejmiesz cięzar utrzymania rodziny?
Jak bylo w Twoim rodzinnym domu? Mama wszystko zalatwiala, pracowala na caly etat i w domu? Dlaczego deprecjonujesz domowe zajęcia jako mało wymagające.?
Jak dla mnie to Ty jestes Panwiecznieniezadowolonyzewszystkiego,  to zabiera energię ludziom z otoczenia bardziej niż borelioza..

Elu a z czego on ma byc zadowolony?  Z tego ze zona rzuca sobie prace bez konsultacji z nim czy wogole bedzie chcial i czul sie na silach utrzymywac cala rodzine? Z tego ze zona siedzac w domu z dzieckiem nie poczuwa sie do tego zeby chociaz to mieszkanie w miare ogarnac? Z tego ze zona wymusza na nim kolejne dziecko podczas gdy z jednym podobno sie czuje na maxa umeczona? Z tego ze drwi iz maz nie umie zrobic tego drugiego dziecka ale nie widzi ze mieszkaja w 2.pokojowym mieszkaniu i  to on je utrzymuje a ona ma tylko kosztowne wymagania?  No z czego on ma byc zadowolony? Ze ona sama w miare sie ogarnia? Tez nie bo wlasnego badania nie umiala wyznaczyc na czas.
Dla mnie nalezy byc w zyciu konsekwentnym. Jesli zona sie czuje chora i zmeczona to niech sie skupi na leczeniu i robi cos w tym kierunku. Mysle ze i maz by na to inaczej wtedy spojrzal. Bo jesli sie to sprowadza tylko do gadania za ktorym nic nie idzie i oprocz tego chce sobie taka umeczona i rzekomo chora sprawic kolejne dziecko to jakas gruba sciema i proba uwiazania przy sobie mocniej jelenia. Bedzie mogla go później podwojnie szantazowac ze powie rodzinie ze ja z 2 dzieci zostawil.
Co do zajmowania sie dzieckiem. Prawie 3 letnie dziecko mozna spokojnie dac do zlobka lub przedszkola. Owszem dzieci choruja, sa nerwy i zwolnienia lekarskie ale na litosc wiekszosc ludzi tak zyje i jakos da sie. Nie kazdego stac zeby zona do podstawowki siedziala w domu. Z tego co Autor mowi ich tez nie bardzo.

69

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka

Kurcze jaki odzew- nie spodziewałem się. Nie mogłem w ciągu dnia odpisać, gdyż byłem u rodziny. Dobra po kolei:
1. jaMajkaa i authority- jeśli chodzi o córkę- jak najbardziej- bardzo o nią dba. Fajnie się z nią bawi. Ogółem ona ileś lat pracowała w przedszkolu więc ma doświadczenie z dziećmi ogromne. Poza tym ma dryg artystyczny. Nasze dziecko od dawna maluje farbami, wycina itd. Ogółem wszystko fajnie. Zdarzało się jej jednak wielokrotnie, że moja żona się nie wywiązywała. I to było przed tym jak zaczęła mieć te objawy sugerujące boreliozę. Wtedy leżała, przysypiała a dziecku włączała telewizor np. na 2-3h. Tzn. nie kontrolowała na jak długo bo co rusz się budziła, co rusz zasypiała. Nie potępiam jej za to wcale. Rozumiem, że była zmęczona itd. Tylko chciałem być obiektywny. Ogółem uważam, że super się opiekuje dzieckiem. Może jest za bardzo przewrażliwiona i za bardzo marudzi. Ciągle wszystkich po 20 razy napomina: "uważajcie na osy" jak jemy lody czy pijemy sok w lato. Czasami również jest niekonsekwentna wobec córki. I czasami podważa mój autorytet. Ale zasadniczo w wychowaniu współpracujemy. Chociaż jak Mała miała 2 lata, to było kilka epizodów, że próbowała dziecko nastawić przeciwko mnie. Porozmawialiśmy, powiedziałem jej, żeby dziecku degrengolady z mózgu nie robiła itd., żeby się dzieckiem nie posługiwała w naszych kłótniach i zaprzestała. To były teksty w stylu- widzisz tatuś nas nie kocha, bo coś tam. Poza tym od wielu miesięcy ją proszę, aby nie kłóciła się przy dziecku. Nie ukrywam mi też potrafią puścić nerwy, ale opanowałem to i nie ma dla mnie kłótni przy dziecku. Mówię jej, że możemy się pokłócić jak Mała śpi. Ogółem ona jak rusza, to ciężko jej się zatrzymać. Kiedyś przy córce się kłóciliśmy, ale trochę udało mi się to wyhamować, bo teraz nie reaguję na zaczepki i mówię, że jak córka zaśnie to sobie wytłumaczymy. Poza tymi rzeczami uważam, że świetnie wychowuje córkę. Żadne dziecko nie jest święte, a my od początku chcemy, żeby nasza nie była taką grzeczniutką i cichutką. Ma być łobuziarą (oczywiście w granicach), żeby była przebojowa w życiu i sobie poradziła. Wiadomo karzemy ją, ale nie bijemy. Ja natomiast zawsze jestem konsekwentny.
2. MagdaLena1111- tutaj chodzi o całościowe poszukiwanie przyczyn jej złego stanu zdrowia/samopoczucia. Postawiliśmy tezę, że może być to borelioza, ale nie wiemy. Ciągle szukamy. Własnie ten IgM ma już drugi raz nisko pozytywny. A wszystkie inne negatywne. Ciągle szukamy.
3. troll- Twoje złośliwości mnie nie ruszają. Sam przyznałeś, że całej mojej "litanii" nie przeczytałeś. A może gdybyś to zrobił, to zobaczyłbyś, że staram się ratować ten związek od paru lat. A z jej strony nie ma żadnej inicjatywy. Także o to chodzi. Przez 15 lat raz zaprosiła mnie do kina- i tak uważam, że się nie wysiliła. Z mojej strony wielokrotnie ją zaskakiwałem a to wypadem za miasto. Kiedyś wziąłem ją do knajpy, w której pracowała jej koleżanka, której dawno nie widziała. Różne rzeczy. Ogółem uważam, że o małżeństwo trzeba dbać, aby nie wdała się rutyna. Ale muszą to robić obie strony, a nie tylko jedna. U mnie tak właśnie jest. Chciałem abyśmy mieli zawsze świeże uczucie wobec siebie. Ale prosiłem również o jej zaangażowanie. To wszystko. Temat tej koleżanki zostawmy już bo kilka razy już tłumaczyłem, że nie nigdy nie miałem wobec niej, nie mam i nie zamierzam mieć żadnych planów. Ona do mnie ma tak samo. Pozew rozwodowy- to nie był żart. To było wiadro zimnej wody na głowę żony, aby się przebudziła i zobaczyła dokąd jej zachowanie prowadzi. Brak wsparcia w chorobie? Proszę Cię- może nie angażuję się jak kiedyś- bo faktycznie jakiś uraz do niej mam, ale zawsze może na mnie liczyć- czy mam ją podwieźć, czy załatwić badanie, czy dać pieniądze. Mimo, że nie jeden odwróciłby się na pięcie. Gdyby mi się żona znudziła, to już dawno temu bym ją zdradził. Ja natomiast wierzę, że jeszcze jest szansa i dlatego uciekam się do różnych pomysłów- w tym do tego forum. Czy tak robi facet- malutki człowieczek wredny i pseudo zajebisty? Ratuje za wszelką cenę związek, który może nawet z boku dla innych nie ma szans na przetrwanie? Czy moje oczekiwania wobec niej, aby przejawiała więcej inicjatywy to coś złego? W nasz związek wdała się rutyna a ja chciałem tę rutynę zniszczyć- z mojej zony pomocą. Ale ona jakoś nie zareagowała na żadną z moich próśb. A co do pamiętliwości- moja żona wypomina mi od 15 lat to samo- 15 lat temu, będąc 18- letnim gnojkiem, coś powiedziałem i do dzisiaj o tym słucham. Na samo wspomnienie po raz 1000 o tym samym chce mi się rzygać. Ile razy można to samo wałkować.
terazszczesliwa- ciągle porównujesz mnie do swego ex, a swoje życie do życia mojej żony. Ja nie jestem takim facetem, który chodzi i pokazuje jaki to nie jest zajebisty. Jestem w miarę skromnym człowiekiem. Moja żona też. Bo nie łazi i nie wydaje pieniędzy na ciuchy, buty, kosmetyczki itd. Nie jesteśmy oboje typami lansiarzy, którzy muszą się pokazać czego to nie mają itd. Jeśli nawet coś mamy fajnego, to nie obwieszczamy o tym całemu światu. Po prostu mamy i tyle. Nie uważam, żebym gdzieś wspominał, że ja jestem taki super, a moja żona be.

70

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka
Slovian napisał/a:

. Po prostu mamy i tyle. Nie uważam, żebym gdzieś wspominał, że ja jestem taki super, a moja żona be.


Naprawdę? Caly twój wywód, to jeden wielki pean na twoj temat z detalami, jaka  to żona "be"..
Chyba, że ja nie znam polskiego...:) Zaprzeczysz?

71

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka

Teraz to przeskoczyles sam siebie big_smile

72 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2018-08-18 23:47:58)

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka

A moze na początek skup się na sobie, i zostaw tę żonę na trochę w spokoju..np 2 dni w tygodniu poprawiaj siebie, nie żonę..

Ps. Naprawdę nie widzisz swojej postawy?
Nawet córce już zaplanowaleś charakter - łobuziarą ma być.. O rany...zrób coś z tym,..

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka

"Borelioza może być przyczyną depresji, częstych zmian nastroju, drażliwości, problemów z koncentracją, a także otepienia i powstawania psychoz". O wychudzeniu i walce organizmu z chorobą nie wspomnę.
Autorze, Twoja żona prawdopodobnie jest chora. Cokolwiek postanowisz, zaczekaj.  Niech rozwiąże się sprawa z jej chorobą,  bo kiedyś będziesz miał żal do siebie,  że zostawiles rodzinę a powodem było coś niezależne od was.

74

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka

terazszczesliwa- kolejny post- nie piszę lekceważąco o jej dolegliwościach. Zrozum, że jestem też trochę zdenerwowany całą tą sytuacją. Ona tak zasadniczo jest zmęczona od 15 lat. Po urodzeniu dziecka była jeszcze bardziej zmęczona. A od kwietnia br. twierdzi, że to na pewno jakieś choróbsko, bo czuje się o wiele gorzej. Zrozum, że po tylu latach niektóre sprawy powszednieją, nie zwracasz uwagi, niektórymi jesteś zmęczony a innymi zniecierpliwiony. Ja przyznaję że tak mam. Ale starałem się wykazać zrozumienie- i to długo.
feniks35- dzięki za wsparcie. Ogółem ja długo ją wysyłałem do wielu lekarzy. Prosiłem ją, żeby poszła- parę lat temu prosiłem, żeby poszła do kardiologa, bo ma problem z ciśnieniem i narzekała chyba z rok. Zmusiłem ją siłą dopiero jak jej mama przyjechała, umówiłem jej wizytę prywatną i nakablowałem mamie, że ileś miesięcy ją proszę. Mama na nią wpłynęła i w końcu poszła. Oczywiście odbiło się to na mnie, bo po jakimś czasie okazało się u innego kardiologa, że tamten niby jej złe tabletki zapisał- znowu moja wina. A przecież przy nadciśnieniu co chwile są złe tabletki- moja żona już kilka razy zmieniała. Jak w ciąży była, to też musiała zmienić na mniej inwazyjne. Do dentysty ponad rok się umawiała- poszła jak jej mama znowu pocisnęła, bo zauważyła, że już ponad rok gada o dentyście i że jeszcze nie poszła. Ogółem podczepiła się pode mnie, bo akurat ja się zapisałem, to pojechała ze mną. Dietetyk- również prosiłem. Jest bardzo chuda- aż się boję, że za chuda. Prosiłem 3 lata, żeby poszła, żeby zbilansował jej dietę. Nie doprosiłem się. Ogółem do niedawna mieliśmy płatną dodatkową prywatną opiekę medyczną. Ale widząc, że żona niemrawo korzysta, a terminy w tej opiece podobne jak NFZ- zrezygnowałem. A chwilę później zaczęły się objawy z podejrzeniem boreliozy- ale tak jak mówiłem- nie szczędzę jej pieniędzy na leczenie. Jeśli chodzi o drugie dziecko- zacząłem mieć takie obawy, o których piszesz- że urodzi drugie dziecko i wtedy mam je utrzymać i od niej się odczepić, bo swoje już zrobiła. A chyba na tym nie polega związek co? I tak- przyszedłem tutaj po to, aby poznać zdanie kobiet i może trochę się upewnić, że jednak nie wszystko stracone. A kto ma mi pomóc jak nie inne kobiety?
troll- tylko kilka zdań- prawdziwy mężczyzna jest odpowiedzialny. Rzucanie wszystkiego bo ma się taki kaprys, czy jak ty to określiłeś- bo mi się żona znudziła- na pewno nie świadczy o odpowiedzialności. Pisałem w temacie wątku, że żal mi dziecka. Nie przyszedłem tu płakać, tylko poznać kobiecy punkt widzenia. Jeśli Ty lubisz emanować zajebistością- to może dla Ciebie jest to główna cecha męskości. Dla mnie główna cecha męskości to odpowiedzialność- za rodzinę, za żonę, za dziecko, za ich i moje życia. I tyle- tematu koleżanki już nie będę komentował.
sosenek- tak właśnie zamierzam zrobić- terapia i jeśli nic nie da- wtedy rozwód- przynajmniej nie będę miał wyrzutów sumienia, że mi się nie chciało o prawdziwą rodzinę dla córki postarać.
farmama- ona ciągle mi mówi, że na necie wszystkim chorym na boreliozę wmawiają depresję. Dlatego na samą propozycję, że może do depresja- reaguje agresją, że jestem kolejnym, który wmawia.
Cyngli- może oboje na siebie tak działamy- ja również czuję się wypalony. Takim beznamiętnym życiem- praca-dom-praca-kłótnia-ciche dni itd.
kate.middleton- dużo osób mi mówi, że mnie wykorzystuje- ja do niedawna tak nie patrzyłem, ale niedawno jakbym zaczynał to dostrzegać. Wiesz, ona już kiedyś pracę rzuciła, ta w sierpniu 2017 to była już druga praca przez nią olana. Chwilę wcześniej rzuciła tez studia podyplomowe- bo nie miała na nie sił. Swoją drogą to była podyplomówka dla nauczycieli angielskiego. Gdyby ją skończyła mogłaby nawet korepetycje zwyczajnie dawać. Tzn. i tak może, ale miała by papier, który by to potwierdzał. A tak ona przez ostatni rok chwaliła mi sie, że ogląda jakąs laskę na YT, która gada o angielskim i w ciągu 30 min. filmiku omawia- 3-4 słówka. Kiedyś w nerwach jej powiedziałem- że wszystko fajnie- a o co mi chodzi? A może i o to, że ona może sobie pracę rzucić kiedy chce bez mojej zgody itd. A ja nie mogę i nigdy tego nie zrobiłem.
Nikhol- być może sprawiam wrażenie aroganckiego- ale tak jak pisałem wyżej do terazszczesliwa- proszę zrozum moje zdenerwowanie na sytuację. Zniecierpliwienie i zrezygnowanie. Zawsze uważałem, że jesteśmy wyjątkowym związkiem. Bo wiele związków nie mogło o wielu sprawach porozmawiać, a ja z moją żoną kiedyś mogłem o wszystkim. Nie było tematu, o którym byśmy nie mogli swobodnie pogadać. Wtedy byliśmy przede wszystkim przyjaciółmi. Mogliśmy iść wszędzie razem a ja się cieszyłem, że ona jest ze mną. Obecnie ciężko nam się rozmawia. Za często schodzimy na stare sprawy. Ona lubowała się kiedyś wypominać mi rzeczy sprzed 10-15 lat. Albo to co kiedyś ktoś z mojej rodziny zrobił czy powiedział. W ogóle ostro jechała na moją rodzinę. I tego jakoś przeskoczyć razem nie umiemy. Każda rozmowa- ustalenie czegokolwiek ostatecznie kończy się na wypominaniu przeszłości- dlatego uważam, że ta terapia musi nam pomóc to sobie wybaczyć, zapomnieć, bo bez czystej karty niczego już nie stworzymy. A kiedy coś się zmieniło? Po porodzie, tzn. nie od razu- jakieś 1,5 roku po narodzinach córki. Po prostu dostrzegłem, że mnie wykorzystuje. Ja jej rodzinę przyjmowałem z otwartymi ramionami- gotowałem dla nich, obdługiwałem, zakup też ja- po prostu przyjmowałem ich jak należy przyjąć gości. Ja wszystko przynosiłem, gotowałem, znosiłem, sprzątałem, myłem. Moja żona nawet nie pomyślała, że trzeba coś przygotować, a to przecież jej rodzina przyjeżdżała. Ja po prostu zostałem tak wychowany, że jak ktoś przyjeżdża, to trzeba go należycie przyjąć. Nie mówię, żeby jakąś imprezę robić, ale nigdy głodnym nie dałem im odjechać. Gdybym o tym nie pomyślał- i to wiele razy- jej rodzinka przyjechałaby i co najwyżej dostała herbatkę. Co w niej dobrego? Ciężko mi teraz o tym pisać, bo widzę w niej głównie złe cechy. Ale na pewno dobrze dba o naszą córkę. To podstawowy plus. Co jak co, ale to priorytet. Zresztą dla mnie też. A tak- ciężko mi znaleźć- może to, że czasami potrafi przyjść i się przytulić. Ma poczucie humoru- jakoś tak nam się spasowało. Ale kiedyś częściej się z nią śmiałem. Teraz rzadko.
Salomonka- nie ukrywam mam mojej żony dosyć. Ale wspominam jak kiedyś nam ze sobą dobrze było. I to mnie trochę jeszcze trzyma- tak tylko trochę. Najbardziej dziecko. Pozytywne cechy pisałem wyżej. Ale prawda jest taka, że ostatnio ciężko u niej cokolwiek dobrego dostrzec. Jest zrzędliwa, marudna (zawsze była), przestała o siebie dbać (co również zauważyło kilka niezależnych osób), no i prawie ciągle się kłócimy. Pewnie ona we mnie też nic pozytywnego już nie dostrzega. A co do przyklaskiwania- ja chcę porady jak nas ratować i co zrobić. A nie potwierdzenia- tak chłopie rozwiedź się. Szczerze? Dla mnie rozwód to będzie porażka życiowa. Ale proszę nie nadinterpretować- żeby nie było znowu, że unikam rozwodu, bo to urazi moje ego itd. Po prostu chcę ratować małżeństwo- a że się źle o żonie wypowiadam- bo obecnie mam jej dość. Ale wierzę, że to może się zmienić. Tylko oboje muszą chcieć. Tutaj chciałem się dowiedzieć jak do niej dotrzeć, skoro do tej pory się nie udało.
Ela210- tak jak napisała feniks35- żona rzuciła pracę (już drugi raz) bez mojej zgody w sierpniu 2017 r. Wcześniej mieliśmy plany- drugie dziecko, większe mieszkanie. Wystarczyło, aby pół roku na cały etat popracowała- do kredytu na zdolność itd. Te plany zostały olane. Przedszkole- córka chodziła do przedszkola cały czas, ale fakt, że nam często chorowała. W poprzednim przedszkolu nie chorowała- a było to przedszkole z sieci, w której moja żona pracowała. Konsekwencją porzucenia przez nią pracy jest nie tylko strata drugiego źródła utrzymania, ale również utrata miejsca w przedszkolu (darmowego dla dzieci pracowników), stres dla dziecka związany ze zmianą przedszkola itd. Jej nowa praca? Ja jestem wniebowzięty, że ją znalazła, tylko że z takim pokładem sił- bardzo się obawiam czy ją utrzyma. Bo jeśli cały dzień nie będzie w stanie nic zrobić. A sami wiecie, że w nowej pracy trzeba zapierdzielać na początku. Tylko o to mi chodzi- cieszę się, ale mam obawy. Co do przejmowania ciężaru utrzymania rodziny- oczywiście ja miałem dalej pracować, ale nikt nie mówił o rzucaniu pracy. Zgodziłem się na urlop wychowawczy uznając, że ja będę utrzymywał i to robiłem. Ale moja żona w domu już taka fair nie była. W rodzinnym domu rodzice dzielili się obowiązkami. I ja również taką zasadę wyznaję. Ale chodzi o sprawiedliwość. Jeśli ja pracuję, a ona siedzi w domu, to nie będę gotował, sprzątał, prał, robił zakupów, zajmował się dzieckiem itd. Bo po prostu nie starczy mi na to czasu. Nie olewam obowiązków domowych, ale bez przesady- jest pralka, jest zmywarka, śmietnik widać z okna. Przez parę lat to wszystko robiłem- zakupy, gotowanie, sprzątanie, zajmowanie dzieckiem- po powrocie z pracy. Ale po porodzie w końcu trzeba wrócić do normalnego życia. Przyznaję, że obecnie nie udzielam się w takim stopniu w domu. Uważam, że skoro rzuciła pracę, a chce dalej żyć na takim samym poziomie (nie umie/nie lubi oszczędzać), to sorry, ale w domu powinna się bez problemu ogarniać. Ja jej chetnie pomogę, ale nie na zasadzie, ze ja zrobię 90% jej działki a ona resztę. Bo ja swoje 100% już robię w pracy.

75

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka
Salomonka napisał/a:
Slovian napisał/a:

. Po prostu mamy i tyle. Nie uważam, żebym gdzieś wspominał, że ja jestem taki super, a moja żona be.


Naprawdę? Caly twój wywód, to jeden wielki pean na twoj temat z detalami, jaka  to żona "be"..
Chyba, że ja nie znam polskiego...:) Zaprzeczysz?

Pisałem jak jest. Niczego nie ubarwiałem. Nie pisałem, że jestem wspaniały, mam wspaniałą pracę, życie, wykształcenie, jestem piękny itd. I tylko ta żona mi nie pasuje bo jest taka i siaka. Napisałem jedynie co mnie boli. Nie jestem ideałem i to pisałem już.

76

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka
Slovian napisał/a:

terazszczesliwa- kolejny post- nie piszę lekceważąco o jej dolegliwościach. Zrozum, że jestem też trochę zdenerwowany całą tą sytuacją. Ona tak zasadniczo jest zmęczona od 15 lat. Po urodzeniu dziecka była jeszcze bardziej zmęczona. A od kwietnia br. twierdzi, że to na pewno jakieś choróbsko, bo czuje się o wiele gorzej. Zrozum, że po tylu latach niektóre sprawy powszednieją, nie zwracasz uwagi, niektórymi jesteś zmęczony a innymi zniecierpliwiony. Ja przyznaję że tak mam. Ale starałem się wykazać zrozumienie- i to długo.
feniks35- dzięki za wsparcie. Ogółem ja długo ją wysyłałem do wielu lekarzy. Prosiłem ją, żeby poszła- parę lat temu prosiłem, żeby poszła do kardiologa, bo ma problem z ciśnieniem i narzekała chyba z rok. Zmusiłem ją siłą dopiero jak jej mama przyjechała, umówiłem jej wizytę prywatną i nakablowałem mamie, że ileś miesięcy ją proszę. Mama na nią wpłynęła i w końcu poszła. Oczywiście odbiło się to na mnie, bo po jakimś czasie okazało się u innego kardiologa, że tamten niby jej złe tabletki zapisał- znowu moja wina. A przecież przy nadciśnieniu co chwile są złe tabletki- moja żona już kilka razy zmieniała. Jak w ciąży była, to też musiała zmienić na mniej inwazyjne. Do dentysty ponad rok się umawiała- poszła jak jej mama znowu pocisnęła, bo zauważyła, że już ponad rok gada o dentyście i że jeszcze nie poszła. Ogółem podczepiła się pode mnie, bo akurat ja się zapisałem, to pojechała ze mną. Dietetyk- również prosiłem. Jest bardzo chuda- aż się boję, że za chuda. Prosiłem 3 lata, żeby poszła, żeby zbilansował jej dietę. Nie doprosiłem się. Ogółem do niedawna mieliśmy płatną dodatkową prywatną opiekę medyczną. Ale widząc, że żona niemrawo korzysta, a terminy w tej opiece podobne jak NFZ- zrezygnowałem. A chwilę później zaczęły się objawy z podejrzeniem boreliozy- ale tak jak mówiłem- nie szczędzę jej pieniędzy na leczenie. Jeśli chodzi o drugie dziecko- zacząłem mieć takie obawy, o których piszesz- że urodzi drugie dziecko i wtedy mam je utrzymać i od niej się odczepić, bo swoje już zrobiła. A chyba na tym nie polega związek co? I tak- przyszedłem tutaj po to, aby poznać zdanie kobiet i może trochę się upewnić, że jednak nie wszystko stracone. A kto ma mi pomóc jak nie inne kobiety?
troll- tylko kilka zdań- prawdziwy mężczyzna jest odpowiedzialny. Rzucanie wszystkiego bo ma się taki kaprys, czy jak ty to określiłeś- bo mi się żona znudziła- na pewno nie świadczy o odpowiedzialności. Pisałem w temacie wątku, że żal mi dziecka. Nie przyszedłem tu płakać, tylko poznać kobiecy punkt widzenia. Jeśli Ty lubisz emanować zajebistością- to może dla Ciebie jest to główna cecha męskości. Dla mnie główna cecha męskości to odpowiedzialność- za rodzinę, za żonę, za dziecko, za ich i moje życia. I tyle- tematu koleżanki już nie będę komentował.
sosenek- tak właśnie zamierzam zrobić- terapia i jeśli nic nie da- wtedy rozwód- przynajmniej nie będę miał wyrzutów sumienia, że mi się nie chciało o prawdziwą rodzinę dla córki postarać.
farmama- ona ciągle mi mówi, że na necie wszystkim chorym na boreliozę wmawiają depresję. Dlatego na samą propozycję, że może do depresja- reaguje agresją, że jestem kolejnym, który wmawia.
Cyngli- może oboje na siebie tak działamy- ja również czuję się wypalony. Takim beznamiętnym życiem- praca-dom-praca-kłótnia-ciche dni itd.
kate.middleton- dużo osób mi mówi, że mnie wykorzystuje- ja do niedawna tak nie patrzyłem, ale niedawno jakbym zaczynał to dostrzegać. Wiesz, ona już kiedyś pracę rzuciła, ta w sierpniu 2017 to była już druga praca przez nią olana. Chwilę wcześniej rzuciła tez studia podyplomowe- bo nie miała na nie sił. Swoją drogą to była podyplomówka dla nauczycieli angielskiego. Gdyby ją skończyła mogłaby nawet korepetycje zwyczajnie dawać. Tzn. i tak może, ale miała by papier, który by to potwierdzał. A tak ona przez ostatni rok chwaliła mi sie, że ogląda jakąs laskę na YT, która gada o angielskim i w ciągu 30 min. filmiku omawia- 3-4 słówka. Kiedyś w nerwach jej powiedziałem- że wszystko fajnie- a o co mi chodzi? A może i o to, że ona może sobie pracę rzucić kiedy chce bez mojej zgody itd. A ja nie mogę i nigdy tego nie zrobiłem.
Nikhol- być może sprawiam wrażenie aroganckiego- ale tak jak pisałem wyżej do terazszczesliwa- proszę zrozum moje zdenerwowanie na sytuację. Zniecierpliwienie i zrezygnowanie. Zawsze uważałem, że jesteśmy wyjątkowym związkiem. Bo wiele związków nie mogło o wielu sprawach porozmawiać, a ja z moją żoną kiedyś mogłem o wszystkim. Nie było tematu, o którym byśmy nie mogli swobodnie pogadać. Wtedy byliśmy przede wszystkim przyjaciółmi. Mogliśmy iść wszędzie razem a ja się cieszyłem, że ona jest ze mną. Obecnie ciężko nam się rozmawia. Za często schodzimy na stare sprawy. Ona lubowała się kiedyś wypominać mi rzeczy sprzed 10-15 lat. Albo to co kiedyś ktoś z mojej rodziny zrobił czy powiedział. W ogóle ostro jechała na moją rodzinę. I tego jakoś przeskoczyć razem nie umiemy. Każda rozmowa- ustalenie czegokolwiek ostatecznie kończy się na wypominaniu przeszłości- dlatego uważam, że ta terapia musi nam pomóc to sobie wybaczyć, zapomnieć, bo bez czystej karty niczego już nie stworzymy. A kiedy coś się zmieniło? Po porodzie, tzn. nie od razu- jakieś 1,5 roku po narodzinach córki. Po prostu dostrzegłem, że mnie wykorzystuje. Ja jej rodzinę przyjmowałem z otwartymi ramionami- gotowałem dla nich, obdługiwałem, zakup też ja- po prostu przyjmowałem ich jak należy przyjąć gości. Ja wszystko przynosiłem, gotowałem, znosiłem, sprzątałem, myłem. Moja żona nawet nie pomyślała, że trzeba coś przygotować, a to przecież jej rodzina przyjeżdżała. Ja po prostu zostałem tak wychowany, że jak ktoś przyjeżdża, to trzeba go należycie przyjąć. Nie mówię, żeby jakąś imprezę robić, ale nigdy głodnym nie dałem im odjechać. Gdybym o tym nie pomyślał- i to wiele razy- jej rodzinka przyjechałaby i co najwyżej dostała herbatkę. Co w niej dobrego? Ciężko mi teraz o tym pisać, bo widzę w niej głównie złe cechy. Ale na pewno dobrze dba o naszą córkę. To podstawowy plus. Co jak co, ale to priorytet. Zresztą dla mnie też. A tak- ciężko mi znaleźć- może to, że czasami potrafi przyjść i się przytulić. Ma poczucie humoru- jakoś tak nam się spasowało. Ale kiedyś częściej się z nią śmiałem. Teraz rzadko.
Salomonka- nie ukrywam mam mojej żony dosyć. Ale wspominam jak kiedyś nam ze sobą dobrze było. I to mnie trochę jeszcze trzyma- tak tylko trochę. Najbardziej dziecko. Pozytywne cechy pisałem wyżej. Ale prawda jest taka, że ostatnio ciężko u niej cokolwiek dobrego dostrzec. Jest zrzędliwa, marudna (zawsze była), przestała o siebie dbać (co również zauważyło kilka niezależnych osób), no i prawie ciągle się kłócimy. Pewnie ona we mnie też nic pozytywnego już nie dostrzega. A co do przyklaskiwania- ja chcę porady jak nas ratować i co zrobić. A nie potwierdzenia- tak chłopie rozwiedź się. Szczerze? Dla mnie rozwód to będzie porażka życiowa. Ale proszę nie nadinterpretować- żeby nie było znowu, że unikam rozwodu, bo to urazi moje ego itd. Po prostu chcę ratować małżeństwo- a że się źle o żonie wypowiadam- bo obecnie mam jej dość. Ale wierzę, że to może się zmienić. Tylko oboje muszą chcieć. Tutaj chciałem się dowiedzieć jak do niej dotrzeć, skoro do tej pory się nie udało.
Ela210- tak jak napisała feniks35- żona rzuciła pracę (już drugi raz) bez mojej zgody w sierpniu 2017 r. Wcześniej mieliśmy plany- drugie dziecko, większe mieszkanie. Wystarczyło, aby pół roku na cały etat popracowała- do kredytu na zdolność itd. Te plany zostały olane. Przedszkole- córka chodziła do przedszkola cały czas, ale fakt, że nam często chorowała. W poprzednim przedszkolu nie chorowała- a było to przedszkole z sieci, w której moja żona pracowała. Konsekwencją porzucenia przez nią pracy jest nie tylko strata drugiego źródła utrzymania, ale również utrata miejsca w przedszkolu (darmowego dla dzieci pracowników), stres dla dziecka związany ze zmianą przedszkola itd. Jej nowa praca? Ja jestem wniebowzięty, że ją znalazła, tylko że z takim pokładem sił- bardzo się obawiam czy ją utrzyma. Bo jeśli cały dzień nie będzie w stanie nic zrobić. A sami wiecie, że w nowej pracy trzeba zapierdzielać na początku. Tylko o to mi chodzi- cieszę się, ale mam obawy. Co do przejmowania ciężaru utrzymania rodziny- oczywiście ja miałem dalej pracować, ale nikt nie mówił o rzucaniu pracy. Zgodziłem się na urlop wychowawczy uznając, że ja będę utrzymywał i to robiłem. Ale moja żona w domu już taka fair nie była. W rodzinnym domu rodzice dzielili się obowiązkami. I ja również taką zasadę wyznaję. Ale chodzi o sprawiedliwość. Jeśli ja pracuję, a ona siedzi w domu, to nie będę gotował, sprzątał, prał, robił zakupów, zajmował się dzieckiem itd. Bo po prostu nie starczy mi na to czasu. Nie olewam obowiązków domowych, ale bez przesady- jest pralka, jest zmywarka, śmietnik widać z okna. Przez parę lat to wszystko robiłem- zakupy, gotowanie, sprzątanie, zajmowanie dzieckiem- po powrocie z pracy. Ale po porodzie w końcu trzeba wrócić do normalnego życia. Przyznaję, że obecnie nie udzielam się w takim stopniu w domu. Uważam, że skoro rzuciła pracę, a chce dalej żyć na takim samym poziomie (nie umie/nie lubi oszczędzać), to sorry, ale w domu powinna się bez problemu ogarniać. Ja jej chetnie pomogę, ale nie na zasadzie, ze ja zrobię 90% jej działki a ona resztę. Bo ja swoje 100% już robię w pracy.


Odpowiesz szczerze?

Od kiedy ją zdardzasz?

77

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka
Salomonka napisał/a:

Odpowiesz szczerze?

Od kiedy ją zdardzasz?

Nie wiem, co bierzesz, Salomonka, ale bierz tego najwyżej połowę...

78

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka
Ela210 napisał/a:

A moze na początek skup się na sobie, i zostaw tę żonę na trochę w spokoju..np 2 dni w tygodniu poprawiaj siebie, nie żonę..

Od lat nad sobą pracuję. Praktycznie nie piję, nie szwendam sie itd. Rzuciłem palenie. Przyznaję, mam problem z wagą. Walczę z tym całe życie i na razie idzie ku dobremu- np. zacząłem jeździć do pracy rowerem. Ponad 100 km tygodniowo. Gdyby było więcej czasu to pewnie bym wrócił na siłownię i do biegania. Udało mi się ustalić pewne zasady kłótni między mną a żoną. Pisałem o tym wcześniej- nie reaguję na zaczepki przy naszej córce, podczas gdy ona jedzie ostro. Ogółem wiele zmieniłem w swoim życiu. I mam nadzieję, że jeszcze wiele zmienię.

79 Ostatnio edytowany przez Salomonka (2018-08-18 23:57:37)

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka
santapietruszka napisał/a:
Salomonka napisał/a:

Odpowiesz szczerze?

Od kiedy ją zdardzasz?

Nie wiem, co bierzesz, Salomonka, ale bierz tego najwyżej połowę...


Zastosuje się obersztumbarfiurer:) smile smile

80

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka

Ja nie twierdzę, ze na być równy podzial obowiązków. On moze być nawet calkiem nierowny, zwłaszcza jak ktoš pracuje a ktos jest w domu, nawet znam dobrze funkcjinujące pary, gdzie on pracuje i Nic nie robi z prac domowych, wszystko ona, i jest super. A wiesz dlaczego? Bo tak ustalili i On to docenia, obije są zadowoleni z siebie i w pozostalych sferach ok.
A Ty bylbys zadowolony, gdyby zoba w ogole nie praciwala a tylko perfekcyjnie prowadzila dom?

81

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka

MrówkaBigbitówka- ona już wcześniej była taka chuda. Mi to nigdy nie przeszkadzało- zawsze mi się podobała. Po ciąży zmizerniała. Ale możliwe, że od dawna ma tę chorobę. Ja jej tak mówię, że może gdy miała kilkanaście lat albo ok. 20 to złapała kleszcza. Może ta choroba od dawna się rozwija. Bo tak jak wcześniej pisałem- od kwietnia widzę głównie pogłębienie tych jej dolegliwości.

Salomonka- nie zdradzam jej. A wiesz dlaczego? Bo wiem, ze to byłby definitywny koniec. Może ktoś mi powie, że nie jestem facetem, nie mam jaj itd. Ale ja uważam, że można się powstrzymać i ja unikam wszelkich dziwnych sytuacji. Wystrzegam się ich. Poza tym uważam, że nie zasłużyła na taki los. Przez te 15 lat razem i to że mi wspaniałą córkę urodziła. Jakbym ją zdradził- nie mógł bym jej w oczy spojrzeć. A jakby się dowiedziała nie mógłbym znieść, że ją zawiodłem i tak zraniłem. Że te jej oczy patrzyłyby na mnie z bólem wręcz śmiertelnym, który ja spowodowałem. Dlatego dopóki jesteśmy małżeństwem- nie zdradzę jej i o tym wiem. Jestem konsekwentnym do bólu, staram się być uczciwy i zawsze dotrzymuję słowa (słowa przysięgi małżeńskiej). Może jestem staroświecki, ale mam kręgosłup moralny i tyle.

82

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka
Ela210 napisał/a:

Ja nie twierdzę, ze na być równy podzial obowiązków. On moze być nawet calkiem nierowny, zwłaszcza jak ktoš pracuje a ktos jest w domu, nawet znam dobrze funkcjinujące pary, gdzie on pracuje i Nic nie robi z prac domowych, wszystko ona, i jest super. A wiesz dlaczego? Bo tak ustalili i On to docenia, obije są zadowoleni z siebie i w pozostalych sferach ok.
A Ty bylbys zadowolony, gdyby zoba w ogole nie praciwala a tylko perfekcyjnie prowadzila dom?

Nie musi perfekcyjnie prowadzić domu. Nigdy tego nie oczekiwałem. Ale obiad po pracy by się nadał. Porządek w domu również, a nie dzień w dzień bajzel. A my nic nie ustaliliśmy, bo moja żona mimo, że do końca sierpnia na bezrobociu od paru lat non stop mi gada, że nic w domu nie robię. Docelowo wymyśla mi zadania w zależności od humoru. Nawet jak sporo robiłem, ona twierdziła, że nic. Mojemu bratu też powiedziała, że ja ani kiedyś ani obecnie nic w domu nie robię. Strasznie się wtedy wkurzyłem, bo to było wierutne kłamstwo. Beze mnie jeszcze do niedawna dom nie funkcjonował. Wszystko zaczynało się ode mnie- praca- zakupy- dom- obiad- sprzatanie- mycie naczyń (zmywarka)- zabawa z dzieckiem- mycie dziecka- karmienie- usypianie- itd. itp. i tak przez prawie 2 lata. Potem kilka z w/w zadań odeszło. Ale schemat był ten sam.

83

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka
Slovian napisał/a:

MrówkaBigbitówka- ona już wcześniej była taka chuda. Mi to nigdy nie przeszkadzało- zawsze mi się podobała. Po ciąży zmizerniała. Ale możliwe, że od dawna ma tę chorobę. Ja jej tak mówię, że może gdy miała kilkanaście lat albo ok. 20 to złapała kleszcza. Może ta choroba od dawna się rozwija. Bo tak jak wcześniej pisałem- od kwietnia widzę głównie pogłębienie tych jej dolegliwości.

Salomonka- nie zdradzam jej. A wiesz dlaczego? Bo wiem, ze to byłby definitywny koniec. Może ktoś mi powie, że nie jestem facetem, nie mam jaj itd. Ale ja uważam, że można się powstrzymać i ja unikam wszelkich dziwnych sytuacji. Wystrzegam się ich. Poza tym uważam, że nie zasłużyła na taki los. Przez te 15 lat razem i to że mi wspaniałą córkę urodziła. Jakbym ją zdradził- nie mógł bym jej w oczy spojrzeć. A jakby się dowiedziała nie mógłbym znieść, że ją zawiodłem i tak zraniłem. Że te jej oczy patrzyłyby na mnie z bólem wręcz śmiertelnym, który ja spowodowałem. Dlatego dopóki jesteśmy małżeństwem- nie zdradzę jej i o tym wiem. Jestem konsekwentnym do bólu, staram się być uczciwy i zawsze dotrzymuję słowa (słowa przysięgi małżeńskiej). Może jestem staroświecki, ale mam kręgosłup moralny i tyle.


Hmm... I ten kręgosłup moralny pozwala ci się wyżywać na żonie, pisać o niej jak o najgorszej... Może rzeczywiście kiedyś ją kochałeś, ale teraz nic z tego nie zostało. Zachwycasz się  paniami z pracy, bo takie wycacane.. Tylko to one nie mają nieprzespanych nocy z waszym dzieckiem...

Ja myślę, że zauroczyłes się jakąs panienką z plastikowymi paznokciami i teraz szukasz usparwiedliwienia dla swojej słabości. Nagle twoja żona to zespół wszelkich wad, choć przecież kochałeś ją i nawet masz z nią dziecko,. Podobno chciane i upragnione:)

Bądź facetem i powiedz jak się sprawy mają. Może można ci pomóc, ale musisz być szczery.. Inaczej nic z tego nie wyjdzie.

84

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka

A przed ciąża pracowała i normalnie prowadziliscie dom razem? Tzn dzieliliscie się obowiązkami?

Tarczyce ma przebadana I anemie wykluczona?

85

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka

Tak piszesz autorze że tyle robisz ciężko pracujesz utrzymujesz rodzinę kupujesz drogie kosmetyki i wakacje zagraniczne. A czy chwalisz swoją żonę i czy twoim zdaniem wystarczająco często? Potrafisz jej powiedzieć że ją doceniasz ? Prawisz jej komplementy zdobywasz ją w jakiś sposób czułymi słówkami aby miała ochotę na figle?
Mówisz że żona ciągle zmęczona mimo że nie pracuje. A czy ona się dobrze wysypia/ zdrowo odżywia? Znaczy się śpi te 8 godzin bez budzenia się w ciemnym cichym pomieszczeniu? Sam jeździsz na rowerze a żona ma jakąś aktywność fizyczną co by poprawiała jej kondycję? Ma problemy z nerwami a czy jest w jej planie dnia czas który ma tylko dla siebie gdzie może zwyczajnie odpocząć od zajmowania się dzieckiem nieudolnego sprzątania/gotowania i tak dalej. Ty jej kupujesz czasem sexy bieliznę /kosmetyki a czy ona sama ma kiedy wyjść na kobiece zakupy np z siostrą?

86

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka

Salomonka- a niby jak się wyżywam? Ja uważam, że nie raz to ona się na mnie wyżywała. Nie raz mi robiła jakieś dziwne wymówki o bzdurne rzeczy. Nie raz doprowadziła mnie do takiego stanu, że szkoda gadać. Nie piszę o niej jak o najgorszej- piszę jaka jest obecnie. Nie zachwycam się paniami z pracy. Widzę tylko, że one wyglądają inaczej- dbają o siebie. A też mają dzieci, niektóre po 3 nawet. A jeśli chodzi o nieprzespane noce- nie martw się sam też wiele zaliczyłem i jeszcze do pracy szedłem po 2-3 godzinach snu. Kilka razy na SOR-ze byłem w nocy też, bo moja żona miała jazdy. Sam też mocno odczułem i przez pierwsze 2-3 lata życia mojej córki nie raz lepiej wiedziałem co jej jest, jakie leki bierze czy co może a czego nie może jeść. Jeśli o to chodzi to jestem świadomym ojcem i zawsze byłem na bieżąco. Również w nocy wstawałem na początku proporcja była ok 40% ja 60% żona. Potem to spadało, gdyż w pracy też musiałem jakoś wyglądać.
Co do tej rzekomej panienki- ja taki nie jestem. Nie mam, nie miałem i nie zamierzam mieć kochanki. Nie zdradzam, nie zdradzałem i nie zamierzam zdradzać mojej żony. Nie zakochałem się w żadnej innej kobiecie. Nie będę już więcej tego powtarzał- Twoja sprawa czy mi wierzysz. Ja sobie nie mam nic do zarzucenia w tej kwestii- nigdy nie szukałem przygód z innymi kobietami i wręcz unikam takich sytuacji (np. nie łażę na imprezy firmowe, bo wiem co się na nich dzieje- a nie zamierzam kusić losu). Ja tak łatwo nie lecę za kobietami. Nie wiem po prostu jestem wierny tej jednej- inne tak jakby dla mnie nie istniały- nie potrafię tego wytłumaczyć. Wiadomo są kobiety które mogą mi się podobać- tak samo są mężczyźni, których uważam za przystojnych i seksownych- ale to wszystko- podoba mi się facet, podoba mi się kobieta i to moja subiektywna ocena- są ładni i to wszystko. Nawet nie próbuję, bo nie chcę cokolwiek z taką kobietą. Nie flirtuję, nie zagaduję, nie zaczepiam itd. Po prostu nie stwarzam sytuacji. Tak samo nie daję łapówek policjantom- nie bo nie i koniec.

terazszczesliwa- zanim się poznaliśmy to kiedyś mi mówiła, że ma anemię. Na tarczycę od lat bierze hormony, ale u endokrynologa jest regularnie- jest dokładnie pod tym kątem przebadana i wszystko ma w normie. Tzn. hormony ma dobrze dobrane. Jak była w ciąży to od razu szła do lekarza na podwyższenie dawki. Ostatnio z miesiąc temu wyniki robiła na tarczyce- wszystko ok. A co do obowiązków domowych przed ciążą- razem prowadziliśmy dom. Ja często gotowałem, bo ogółem lubię i myślę, że umiem gotować. Tzn. zawsze mnie żona i parę innych osób chwaliło. Sprzątaliśmy razem z tym, że ja zawsze brałem na pewno łazienkę- tak było u mnie w domu- mycie kibla to męskie zadanie smile. W ogóle u mnie w domu była zasada sprzątania co sobotę. U niej nie. Kiedyś jak chciałem to wprowadzić, to mnie wyśmiała, że czyścioszek czy coś takiego. No i się nie przyjęło. I tak z doskoku robiliśmy sprzątanie. Przyznaję- nie lubię mycia naczyń, ale teraz jest zmywarka to luz. Poza tym mam tak opracowany system w kuchni, że robię jedno danie, przygotowuję drugie i w międzyczasie zmywam ręcznie naczynia po pierwszym. Ogółem lubię mieć w kuchni porządek. Lubię mieć czyste i ostre noże kuchenne i dla mnie nie do pomyślenia jest, aby duży nóż leżał w zlewie pół dnia. Ja od razu go biorę myję, wycieram i chowam. U mojej żony leży pół dnia albo i półtora w zlewie. Nie mówię, że zawsze, ale często jej się to zdarza, mimo że nie raz ją prosiłem, aby tego nie robiła. Wiem, to pierdoła. Ale tak samo dla facetów np. pierdołą są brudne skarpetki na podłodze big_smile.

87

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka
uleshe napisał/a:

Tak piszesz autorze że tyle robisz ciężko pracujesz utrzymujesz rodzinę kupujesz drogie kosmetyki i wakacje zagraniczne. A czy chwalisz swoją żonę i czy twoim zdaniem wystarczająco często? Potrafisz jej powiedzieć że ją doceniasz ? Prawisz jej komplementy zdobywasz ją w jakiś sposób czułymi słówkami aby miała ochotę na figle?
Mówisz że żona ciągle zmęczona mimo że nie pracuje. A czy ona się dobrze wysypia/ zdrowo odżywia? Znaczy się śpi te 8 godzin bez budzenia się w ciemnym cichym pomieszczeniu? Sam jeździsz na rowerze a żona ma jakąś aktywność fizyczną co by poprawiała jej kondycję? Ma problemy z nerwami a czy jest w jej planie dnia czas który ma tylko dla siebie gdzie może zwyczajnie odpocząć od zajmowania się dzieckiem nieudolnego sprzątania/gotowania i tak dalej. Ty jej kupujesz czasem sexy bieliznę /kosmetyki a czy ona sama ma kiedy wyjść na kobiece zakupy np z siostrą?

Jeśli mam ją za co chwalić- to chwalę. Przyznaję, że jak mi obiad nie smakuje, to pokręcę nosem, ale najczęściej zjem. Ewentualnie sobie przyprawię po swojemu i zjem. Kiedyś mi wielkie pretensje robiła, że śmiałem u jej mamusi na obiedzie dodać sobie soli i pieprzu do zupy- o taką pierdołę mi zrobiła całą litanię. Czy ją doceniam? Pewnie jej tego nie mówię- przyznaję. Komplementy? Hmm mówiłem kiedyś- ale zrozum- mamy taką wojenną ścieżkę, że to chyba nie ten etap. Bo jak jej mówię, że przejechałem już w tym miesiącu ponad 200 km na rowerze. Ona bez zainteresowania. A przy kłótni mi rzuca, że i tak mi te jeżdżenie na rowerze gówno da i zawsze będę gruby. To wiesz- ja też od niej praktycznie żadnych komplementów nie słyszę. A nie przepraszam- jakiś tydzień temu. Cały tydzień przyjeżdżałem z pracy- kapałem się i zabierałem córkę na plac zabaw na ok. 2h. Potem ją myłem, czytałem bajkę i spać. Któregoś dnia po tym jak córka zasnęła- wziąłem kurczaka (którego wcześniej kupiłem)- rozprawiłem go i ugotowałem- zupę pomidorową, potrawkę z ryżem i pieczone pałki. Zrobiłem to dlatego, że tak jak wcześniej pisałem moja żona przez kilka dni gotowała- obiad zostawał- ona zapominała, przeleżał w lodówce i ona bez żadnych rozterek po kilku dniach do śmietnika. Wkurzyłem się i powiedziałem jej, że sam będę gotował, bo nie mogę patrzeć jak marnuje jedzenie- bo po prostu nie może spojrzeć do lodówki co należałoby zjeść. Po prostu odwozi dziecko do przedszkola i bezmyślnie kupuje kolejne składniki i robi nowy obiad mimo, że jeszcze jest ten z wczoraj. Wieczorem jej mówię, że obiad z wczoraj nie zjedzony- a ona, ze zapomniała- na to ja, to sobie proszę pisz. I na drugi dzień to samo. I tak od dawna. W każdym razie ugotowałem te 3 dania. To na drugi dzień mnie pochwaliła, że jednak ja lepiej od niej gotuję. Ogółem mało się komplementujemy nawzajem.
Czy się wysypia? Jej nie przegadasz- położyła się dzisiaj o 1 w nocy. O 15 wyjechałem z córką do rodziny. Wróciliśmy o 19:30. Potem się chwilę pobawiłem i wziąłem Małą do kąpieli. Żona poczytała jej bajkę, ale Mała zasnęła w 10 min (wyjątkowo smile). I zamiast się położyć, moja żona w komórce, w telewizji siedziała i w komputerze. Ale jak jej mówię, że ma szansę iść wcześniej spać, to ona twierdzi, że nie może zasnąć. I że to i tak nie ma sensu bo ona nie może spać. A ja się spytałem- a próbowałaś iść o 23 spać albo o 22? A ona nie, bo ona nie może zasnąć. A ja- a próbowałaś? I tak w kółko. Odżywianie? Uważam, że źle się odżywia- najchętniej by jadła tylko pomidory. Co najmniej raz w tygodniu smaży córce i sobie naleśniki. Nie je konkretów. Zresztą w którymś poście pisałem już, że 3 lata ją proszę aby poszła do dietetyka- i nic. Chciałem żonie kupić rower- nawet jej ładny kolor wybrałem. To mi powiedziała, że obecnie nawet nie ma mowy, bo ona w ogóle się nie czuje na jeżdżenie rowerem (bo ma zawroty głowy itd.). Ogółem ona ma słabą kondycję. W szkole średniej zwolnienie z w-f. Na studiach jakiś pilates raz w tygodniu. I nic więcej. Czasami jogę ćwiczy, ale coraz rzadziej. Jeśli chodzi o wolny czas- nie robię jej problemów. Wiadomo są dni gdy mi ewidentnie nie pasuje zając się córką. Ale np. dzisiaj miała 4 godziny- znając życie przesiedziała w telefonie lub w komputerze i czytała o tej boreliozie. Ogółem kiedyś wyganiałem ją z domu- robiła mi wyrzuty, że nie umiem się dzieckiem zająć, że na pewno będę w coś grał, nie spojrzę i dziecko spadnie i w ogóle nie wiadomo co sobie zrobi. Ciężko ją było gdzieś wypchnąć, a jak się udało to wracała po 1 godz- max 2 i twierdziła, że się za córką stęskniła. Obecnie nie proponuję- po prostu biorę córkę, a zona sobie sama czas organizuje- z tym, że zaznaczam- nie zawsze regularnie córkę zabieram, ale chce z moim dzieckiem spędzać czas i jeśli mam możliwość i siłę, to to robię. Był tydzień, że jeździliśmy codziennie wieczorem na plac, a był tydzień, ze byliśmy tylko 1-2 razy. Niestety zazwyczaj moja żona siedzi wtedy w domu- nie przejawia inicjatywy na jakieś aktywności. Teraz tym bardziej jak się gorzej czuje. Dodam jeszcze, że normalnie jak córka jest zdrowa, to chodzi do przedszkola. W lipcu była przerwa wakacyjna, ale sierpień już chodzi. Moja żona zawozi córkę na 8 i jedzie po nią po 15. Przez te 6h (odliczając dojazdy, mimo że do przedszkola jest 2 km, ale dziecko trzeba ubrać, przygotować itd.) można chyba wszystko ogarnąć.

88

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka

Nie pierdola bo przy 3/4 latku nóż na blacie I przysypiajacej mamie to niebezpieczeństwo. Kurcze z tego co piszesz to przed dzieckiem też Ty więcej zajmowałes się czystością i organizacja domu może ona liczyła na to że to się nie zmieni? (nie twierdzę że to jest ok skoro ona nie pracuje zarobków). Ustalaliscie jak to będzie wyglądało czy tam na żywioł? Może zaczekaj do tego września z decyzjami jest też szansa że wyjdzie do ludzi i ja rozrusza to w innych dziedzinach życia. Jeśli hormony ma ustawione to jeszcze ta anemia bo też potrafi zatruć życie i chorującemu i najbliższym. Senność  frustracja ataki złości tyle że Ty za nią na badania biegać nie będziesz i tabletek lykac czy diety pilnować jeśli sama nie zechce to ciężko będzie.

89

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka

Wiesz, ta anemia to była kiedyś. Niedawno miała brak żelaza i potasu. Jakieś 1-2 miesiące temu. Ale brała tabletki i w sumie lekarz dowalil jej taka dawkę ze po miesiącu miała nadwyżki. Teraz ma w normie. Ogółem ja zawsze we wszystkim przejawialem więcej inicjatywy. Zawsze w naszym związku byłem tym motorem i sternikiem. Ona była często tylko pasażerem. Często była bierna- wolała odpowiedzieć nie wiem niż wziąć odpowiedzialność. Trochę sie to przez lata zmieniło ale nadal nie mogę jej zaufać i na niej polegać. Bo jeśli dla niej zrobienie porządku w szafie oznacza wyrzucenie 80% zawartości? To sorry ja się boję zostawiać moje rzeczy w tej szafie.
Oczywiście żadnych decyzji nie podejmę. Będę ja wspierał w tych badaniach.  No i pomagał w pracy na ile będę umiał. A to trochę moja branża więc może coś jej pomoge. Ale również  tej terapii jej nie odpuszczę.

90

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka
MrówkaBigbitówka napisał/a:

"Borelioza może być przyczyną depresji, częstych zmian nastroju, drażliwości, problemów z koncentracją, a także otepienia i powstawania psychoz". O wychudzeniu i walce organizmu z chorobą nie wspomnę.
Autorze, Twoja żona prawdopodobnie jest chora. Cokolwiek postanowisz, zaczekaj.  Niech rozwiąże się sprawa z jej chorobą,  bo kiedyś będziesz miał żal do siebie,  że zostawiles rodzinę a powodem było coś niezależne od was.

Zostawmy diagnozowanie chorób lekarzom. Objawy, o których piszesz pasują również do mnóstwa innych chorób.
Poza tym te objawy są od 15 lat, więc dla mnie to jednak lenistwo.

91 Ostatnio edytowany przez Slovian (2018-08-19 14:10:35)

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka

Jeśli to borelioza to niestety objawy mogą przypominać wszystko. Nawet stwardnienie rozsiane. Ale niby póki co stwardnienie zostało wykluczone. Zmęczenie senność itp. Ma rzeczywiście od samego początku. Ale może to kwestia jej słabej kondycji i ogółem tego że niestety jest raczej wątlego zdrowia. W każdym razie ona sama twierdzi że od kwietnia br. To wszystko się nasiliło i do tego doszły dodatkowe objawy jak zawroty głowy drętwienie kończyn ogólne otepienie itp. Ogolem uwqza ze to nie to samo co kiedyś i że na bank coś musiała złapać no nie jest w stanie funkcjonować.

92

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka

Witaj,
Może to dziwnie zabrzmi.. jak wygląda małżeństwo Twoich rodziców? A jak małżeństwo rodziców Twojej żony?

93 Ostatnio edytowany przez authority (2018-08-20 00:17:09)

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka

Boreliozę bardzo trudno zidentyfikować

Masz rumień wędrujący – masz boreliozę
Najczęściej pierwszym objawem boreliozy jest zmiana na skórze nazywana rumieniem wędrującym. Jeśli do zakażenia dojdzie, a taka zmiana się pojawi, to można zaryzykować stwierdzenie, że mieliśmy szczęście.

Rumień wędrujący występuje bowiem wyłącznie w boreliozie i w związku z tym uznaje się go za wystarczający do postawienia diagnozy. O pewnym rozpoznaniu można mówić, gdy owa zmiana ulega powiększeniu w ciągu kilku dni, a jej średnica przekroczy 5 cm. Nieistotne jest przy tym, czy w miejscu rumienia wcześniej był stwierdzony kleszcz, gdyż bardzo często pajęczak ten skutecznie znieczula miejsce wkłucia i pozostaje niezauważony. Wszystkie inne objawy boreliozy są na tyle nieswoiste, że wymagają potwierdzenia testami serologicznymi.

Badania na borelioz to testy na obecność przeciwciał
Badania serologiczne mają za zadanie wykazać obecność w surowicy krwi przeciwciał (IgA i IgG) skierowanych przeciwko krętkom Borrelia. Przeprowadza się je dwuetapowo:

etap 1 – ilościowy test immunoenzymatyczny (od nazwy metody, jaką się go wykonuje, nazywany testem ELISA);
etap 2 – badanie techniką Western blot, wykonywane jeśli wynik testu ELISA jest dodatni lub niejednoznaczny.
Test Western blot jest bardziej jakościowy, dzięki temu pozwala wyeliminować fałszywie dodatnie wyniki testu ELISA, wywołane np. obecnością w surowicy krwi przeciwciał przeciwko innym krętkom, np. kiły, albo chorobami autoimmunologicznymi.

Nawet dwuetapowe badania serologiczne nie rozwiewają jednak wszystkich wątpliwości. Przeciwciała IgG (odpowiedzialne za tak zwaną pamięć immunologiczną) potrafią bowiem utrzymywać się we krwi przez miesiące, a nawet lata. Dlatego u ludzi, którzy byli wcześniej zakażeni krętkami Borrelia i zostali skutecznie wyleczeni (albo ich organizm sam zwalczył infekcję), testy mogą dawać dodatnie wskazania chociaż nie są oni aktualnie chorzy na boreliozę.

Zdarza się też, że badania są wykonywane w momencie, gdy przeciwciał jest zbyt mało, by je wykryć (organizm nie zdążył ich jeszcze wytworzyć) i wtedy, mimo że doszło do zakażenia, dają wynik ujemny.

W obu przypadkach światło na sprawę może rzucić powtórzenie testów w odstępie kilku tygodni (bo tyle czasu zajmuje z reguły ich wytworzenie), tyle że opóźnia to postawienie diagnozy i rozpoczęcie leczenia, które w boreliozie powinno być wprowadzone jak najwcześniej.

I an koniec ważna informacja to jest eldorado dla oszukańczych firm doradców może się naczytała bzdet ale niestety bardzo trudno ocenić czy ktoś ma boreliozę czy nie na 100% nigdy się tego nie wykryje(lekarze wyciągają grube pieniądze na pseudo wykrywające badania). Ja myślę iż w ostateczności lekarz powinien ją leczyć tak jakby miała boreliozę to na 100% wyleczy bo leczona jest w 100% wyleczalna. Nie wiem czy tak można ale jeśli tak to niech podejmie takie leczenie.

94

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka
Salomonka napisał/a:

Hmm... I ten kręgosłup moralny pozwala ci się wyżywać na żonie, pisać o niej jak o najgorszej... Może rzeczywiście kiedyś ją kochałeś, ale teraz nic z tego nie zostało. Zachwycasz się  paniami z pracy, bo takie wycacane.. Tylko to one nie mają nieprzespanych nocy z waszym dzieckiem...

Ja myślę, że zauroczyłes się jakąs panienką z plastikowymi paznokciami i teraz szukasz usparwiedliwienia dla swojej słabości. Nagle twoja żona to zespół wszelkich wad, choć przecież kochałeś ją i nawet masz z nią dziecko,. Podobno chciane i upragnione:)

Bądź facetem i powiedz jak się sprawy mają. Może można ci pomóc, ale musisz być szczery.. Inaczej nic z tego nie wyjdzie.


Tak, tak bo wy kobiety to jesteście wszystkie idealne w małżeństwie i to zawsze facet winny. Przecież kobieta może mieć swoje wady i humory, ale trzeba ją kochać taką jaką jest i być wyrozumiałym no bo przecież te całe macierzyństwo - to takie poświęcenie się...

W dup.. się poprzewracało.

95

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka
Hrefi napisał/a:
Salomonka napisał/a:

Hmm... I ten kręgosłup moralny pozwala ci się wyżywać na żonie, pisać o niej jak o najgorszej... Może rzeczywiście kiedyś ją kochałeś, ale teraz nic z tego nie zostało. Zachwycasz się  paniami z pracy, bo takie wycacane.. Tylko to one nie mają nieprzespanych nocy z waszym dzieckiem...

Ja myślę, że zauroczyłes się jakąs panienką z plastikowymi paznokciami i teraz szukasz usparwiedliwienia dla swojej słabości. Nagle twoja żona to zespół wszelkich wad, choć przecież kochałeś ją i nawet masz z nią dziecko,. Podobno chciane i upragnione:)

Bądź facetem i powiedz jak się sprawy mają. Może można ci pomóc, ale musisz być szczery.. Inaczej nic z tego nie wyjdzie.


Tak, tak bo wy kobiety to jesteście wszystkie idealne w małżeństwie i to zawsze facet winny. Przecież kobieta może mieć swoje wady i humory, ale trzeba ją kochać taką jaką jest i być wyrozumiałym no bo przecież te całe macierzyństwo - to takie poświęcenie się...

W dup.. się poprzewracało.

Większość kobiet podpowiada przyczyny tego stanu, a Ty sobie wybrałeś wypowiedź JEDNEJ użytkowniczki, która koniecznie chce Autorowi wmówić zdradę.

Niesprawiedliwe jest  wybranie jednej wypowiedzi, która nie pokrywa się z pozostałymi wypowiedziami kobiet i na tej podstawie obrażanie nas WSZYSTKICH i macierzyństwo, które jest czymś wspaniałym i wyjątkowym.

96

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka

Nim2- zrozumiałe ze o to pytasz. Ogółem moja mama od końca kwietnia br. Nie żyje. Ale ogółem moi rodzice byli dobrym małżeństwem. Klocili wiadomo ale zasadniczo realizowali zawsze swoj plan. Nawet pomiko kłótni. Dzięki temu wyksztalcili mojego brata, mnie, mieli mieszkanie, działkę, garaż, porządny samochód. Mogli sobie również pozwolić na wyjazdy kilka razy w roku. Uwielbiali to. Na emeryturze mieli jeździć po całym świecie. Nie zdążyli, przynajmniej moja mama nie dała rady. Teściowie- porządni ludzie ale teściowa ciągle pilnuje co kto mówi. Ogółem jest pełno tematów tabu. Ogółem teściowa woli słuchać niż mówić. Są rolnikami tzn. Tesciu nadal pomimo wieku uprawia ziemię, teściowa pomaga. Tesciu to trochę taki maruda, marzyciel- snuje 1000 planów na raz. Teściowa macha ręką i nie bierze do głowy bo i tak żaden nie będzie zrealizowany. Często tesciu o wielu sprawach nie wie. Teściowa mu nie gada żeby nie marudził lub nie wygadal dalej. Ogółem nie można z nimi tak pogadać poradzić się itd. U nich się na niektóre tematy nie rozmawia- np. Seks to jest u nich totalny kosmos nie ma tematu. Ale to szanuje.
Authority- dzięki za info, wiem to wszystko. Ogółem potwierdziles nasze obawy odnosnie wyludzania kasy. Dużo o tym mowa na różnych forach. Elise robiła dwa razy i za każdym razem IgM nisko pozytywny. Western blot wszystko negatywne. Teraz 23.08 idzie do lekarza. Zobaczymy co dalej.
Hrefi- do końca się nie zgadzam, ale coś w tym co piszesz jest. Szkoda że nikt nie patrzy na ojcostwo jak na poświęcenie się. Jak mówiłem kuzynce że ja bardzo chętnie zostawilbym pracę na rzecz zostanie domu z dzieckiem. Że bycie z córką jest najważniejsze i nic nie jest tak ważne oraz nic nie zwróci mi czasu, który straciłem w pracy zamiast siedzieć z córką. Wysmiala mnie. Raz że prawie żaden facet o tym nie marzy bo się miga.  Dwa że prawie żaden facet sobie nie zdaje sprawy jaki to zapieprz. Ja się nie migam i bardzo dobrze wiem z czym to się wiąże. Obowiązki domowe mnie nie przerażają, wszystko potrafię. No może prasowanie koszul jest dla mnie najtrudniejsze. Ale teraz mało w koszulkach chodzę to i nie prasuje. Jak kobieta powie że chce zostać w domu z dzieckiem to wszyscy rozumieją, facet zostanie wysmiany- tak jak ja zostałem. Od razu mówię że nie płacze z tego powodu. Opisałem tylko sytuacje jaka miała miejsce.

97

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka
Slovian napisał/a:

Ale ogółem moi rodzice byli dobrym małżeństwem. Klocili wiadomo ale zasadniczo realizowali zawsze swoj plan. Nawet pomiko kłótni. Dzięki temu wyksztalcili mojego brata, mnie, mieli mieszkanie, działkę, garaż, porządny samochód. Mogli sobie również pozwolić na wyjazdy kilka razy w roku. Uwielbiali to.

Co raz bardziej się utwierdzam w przekonaniu, że jesteś materialistą. To, czy ktoś tworzył szczęśliwe małżeństwo zmierzyłeś wartościami materialnymi, ile zarobili i co kupili realizując swój plan (?).

Ja nie odczuwam, że w swoim związku realizuje jakiś plan. Po prostu staram się dbać o męża, on o mnie i dzięki temu jesteśmy szczęśliwi. Nie chciałabym, żeby moje dziecko za kilka lat oceniło nasze małżeństwo przez pryzmat, ile się dorobiliśmy i ile razy w roku gdzieś wyjeżdżaliśmy.

98

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka
Lady Siggy napisał/a:
Slovian napisał/a:

Ale ogółem moi rodzice byli dobrym małżeństwem. Klocili wiadomo ale zasadniczo realizowali zawsze swoj plan. Nawet pomiko kłótni. Dzięki temu wyksztalcili mojego brata, mnie, mieli mieszkanie, działkę, garaż, porządny samochód. Mogli sobie również pozwolić na wyjazdy kilka razy w roku. Uwielbiali to.

Co raz bardziej się utwierdzam w przekonaniu, że jesteś materialistą. To, czy ktoś tworzył szczęśliwe małżeństwo zmierzyłeś wartościami materialnymi, ile zarobili i co kupili realizując swój plan (?).

Ja nie odczuwam, że w swoim związku realizuje jakiś plan. Po prostu staram się dbać o męża, on o mnie i dzięki temu jesteśmy szczęśliwi. Nie chciałabym, żeby moje dziecko za kilka lat oceniło nasze małżeństwo przez pryzmat, ile się dorobiliśmy i ile razy w roku gdzieś wyjeżdżaliśmy.

Tak myślałem że zostanę tak zaszufladkowany. Jak mam opisać małżeństwo moich rodziców w kilku zdaniach. Napisałem że zdazaly się kłótnie ale zasadniczo byli zgodni. Na poparcie tego napisałem co osiągnęli w ramach tego malzenstwa. To wszystko. Nie uważam siebie za materialiste. Nie oceniam ich małżeństwa prze pryzmat tego co kupili. A bardziej intymnych kwestii nie będę ujawnial np. Jak u nich było z seksem, bo nie chce tego robić przez wzgląd na moja mamę. Moja żona również nie jest materialistka. Nie będę Cię przekonywał do zmiany zdania, ale Twoja opinia jest mocno krzywdząca. Jeśli chodzi o mój stosunek do pieniedzy- są mi potrzebne do tego aby żyć. Nie dowartosciowuje się nimi Ani nie wynagradzam sobie za ich pomoca jakichś moich defektów czy kompleksów. Ale nie ukrywam że mam z domu wyniesiona chociaz częściowo wojskowa dyscyplinę. Moja tata był oficerem WP i niestety nie lubię jak mi się budżet nie spina. I tylko tyle.

99

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka

Gdyby kobieta opisała tak swojego męża, który rzucił pracę i siedzi mało zainteresowany obowiązkami rodzinnymi w domu...to jakie by były komentarze ???

Czy naprawdę ciężko skupić się forumowiczom na poradach jak poprawić małżeństwo ???? jak próbować wpłynąć na żonę ?? co innego mógłby zmienić w swoim zachowaniu autor by żona się uruchomiła pozytywnie ???


Autorze, współczuję sytuacji.


Nie doczytałam jak żona zareagowała na propozycję terapii małżeńskiej ? Może sam powinieneś iść do psychologa??

Z doświadczenia wiem ze tylko zmiany w naszym zachowaniu , wywołują (mogą ) zmiany w otoczeniu . Ale musisz sobie postawić cel - ratuję małżeństwo , o ile rzeczywiście tego chcesz.

Straszenie rozwodem nic nie zmieni, a wręcz pogłębi Wasz konflikt . Kolejna sprawa - ustawianie żony jak małej dziewczynki też nie ociepli relacji.

Potrzebne są zachowania wręcz odwrotne - wsparcie, zrozumienie bez oceniania .
Wychowanie wojskowe najprawdopodobniej spowodowało u Ciebie takie zadaniowe podejście do wielu spraw, stąd u Ciebie takie określanie ludzi przez pryzmat zrobili/nie zrobili.. osiągnęli cel …

Byłam w podobnym miejscu … w związku . I to ja się zmieniam, to ja chodziłam do psychologa - a mogłabym powiedzieć że wiele z rzeczy którymi opisywałeś siebie to jestem JA .
Doskonale Cię rozumiem z tym nożem w zlewie smile a co do sprzątania kuchni w trakcie gotowania - tez tak mam smile.

Ale nasze podejście do obowiązków nie musi być takie same jak innych,  to że ktoś robi cos inaczej (nie tak jak my ) nie znaczy że źle (to cytat z psychologa) .
Parterowi należy dać przestrzeń, ciągła krytyka i niezadowolenie, postawa - ja zrobię lepiej , szybciej....w dłuższej perspektywie frustruje obie strony. ..


Z jakiegoś powodu jesteście razem tyle lat ,zacznij cenić żonę , popatrz na jej dobre strony a nie tylko deficyty czy słabości.

Jeszcze raz polecam Tobie psychologa - jeśli nawet Twój wysiłek nie przyniesie tego co chcesz , będziesz miał pewność ze zrobiłeś wszystko by ratować rodzinę .
A wsparcie psychologa pomoże Ci odpowiednio układać relacje z dzieckiem co może być konieczne przy złym scenariuszu.

100

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka

Dostałeś pare podpowiedzi/odpowiedzi,przemyśl sobie wszystko i zastanów się czego chcesz.

Przede wszystkim porozmawiaj z żoną,powiedz jej co cię boli, co dokucza,irytuje i wkurza.Niech żona też ma szansę to zrozumieć i przemyśleć... Zapytaj o jej stosunek do waszego wspólnego życia.I zostaw to na kilka dni. Dajcie sobie "chwilkę" na przemyślenia, poskładajcie je razem do kupy i albo działamy razem albo odpuszczamy. Bo kurde,jak już myślisz o rozwodzie to fajnie nie jest...

I tak jak pisze chceuciekacstad,zajrzyj do psychologa,może będzie Ci łatwiej podjąć temat?

101

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka
Slovian napisał/a:
Lady Siggy napisał/a:
Slovian napisał/a:

Ale ogółem moi rodzice byli dobrym małżeństwem. Klocili wiadomo ale zasadniczo realizowali zawsze swoj plan. Nawet pomiko kłótni. Dzięki temu wyksztalcili mojego brata, mnie, mieli mieszkanie, działkę, garaż, porządny samochód. Mogli sobie również pozwolić na wyjazdy kilka razy w roku. Uwielbiali to.

Co raz bardziej się utwierdzam w przekonaniu, że jesteś materialistą. To, czy ktoś tworzył szczęśliwe małżeństwo zmierzyłeś wartościami materialnymi, ile zarobili i co kupili realizując swój plan (?).

Ja nie odczuwam, że w swoim związku realizuje jakiś plan. Po prostu staram się dbać o męża, on o mnie i dzięki temu jesteśmy szczęśliwi. Nie chciałabym, żeby moje dziecko za kilka lat oceniło nasze małżeństwo przez pryzmat, ile się dorobiliśmy i ile razy w roku gdzieś wyjeżdżaliśmy.

Tak myślałem że zostanę tak zaszufladkowany. Jak mam opisać małżeństwo moich rodziców w kilku zdaniach. Napisałem że zdazaly się kłótnie ale zasadniczo byli zgodni. Na poparcie tego napisałem co osiągnęli w ramach tego malzenstwa. To wszystko. Nie uważam siebie za materialiste. Nie oceniam ich małżeństwa prze pryzmat tego co kupili. A bardziej intymnych kwestii nie będę ujawnial np. Jak u nich było z seksem, bo nie chce tego robić przez wzgląd na moja mamę. Moja żona również nie jest materialistka. Nie będę Cię przekonywał do zmiany zdania, ale Twoja opinia jest mocno krzywdząca. Jeśli chodzi o mój stosunek do pieniedzy- są mi potrzebne do tego aby żyć. Nie dowartosciowuje się nimi Ani nie wynagradzam sobie za ich pomoca jakichś moich defektów czy kompleksów. Ale nie ukrywam że mam z domu wyniesiona chociaz częściowo wojskowa dyscyplinę. Moja tata był oficerem WP i niestety nie lubię jak mi się budżet nie spina. I tylko tyle.


Kiedy własnie tak oceniłeś, a przynajmniej nam przedstawiłeś takie wnioski, więc nie rozumiem dlaczego masz się czuć skrzywdzony. Można mieć piękny dom i jeździć super-autem, ale w małżeństwie być nieszczęśliwym. Więc, albo się w ogóle nie zaczyna tematu relacji między rodzicami, albo się temat rozwija, a nie wymienia co kupili.

Osiągnięciem w małżeństwie jest wychowanie dzieci w miłości (jasne, ważne jest zagwarantowanie wykształcenia i bytu na wysokim poziomie, ale nie najważniejsze), nauczenie ich najważniejszych cech w życiu, szacunku, odpowiedzialności, dbanie o drugą osobę kosztem siebie. To są osiągnięcia, które ja podziwiam w małżeństwach z wieloletnim stażem. Nic takiego, ani podobnego nie padło.

102

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka
Lady Siggy napisał/a:
Slovian napisał/a:
Lady Siggy napisał/a:

Co raz bardziej się utwierdzam w przekonaniu, że jesteś materialistą. To, czy ktoś tworzył szczęśliwe małżeństwo zmierzyłeś wartościami materialnymi, ile zarobili i co kupili realizując swój plan (?).

Ja nie odczuwam, że w swoim związku realizuje jakiś plan. Po prostu staram się dbać o męża, on o mnie i dzięki temu jesteśmy szczęśliwi. Nie chciałabym, żeby moje dziecko za kilka lat oceniło nasze małżeństwo przez pryzmat, ile się dorobiliśmy i ile razy w roku gdzieś wyjeżdżaliśmy.

Tak myślałem że zostanę tak zaszufladkowany. Jak mam opisać małżeństwo moich rodziców w kilku zdaniach. Napisałem że zdazaly się kłótnie ale zasadniczo byli zgodni. Na poparcie tego napisałem co osiągnęli w ramach tego malzenstwa. To wszystko. Nie uważam siebie za materialiste. Nie oceniam ich małżeństwa prze pryzmat tego co kupili. A bardziej intymnych kwestii nie będę ujawnial np. Jak u nich było z seksem, bo nie chce tego robić przez wzgląd na moja mamę. Moja żona również nie jest materialistka. Nie będę Cię przekonywał do zmiany zdania, ale Twoja opinia jest mocno krzywdząca. Jeśli chodzi o mój stosunek do pieniedzy- są mi potrzebne do tego aby żyć. Nie dowartosciowuje się nimi Ani nie wynagradzam sobie za ich pomoca jakichś moich defektów czy kompleksów. Ale nie ukrywam że mam z domu wyniesiona chociaz częściowo wojskowa dyscyplinę. Moja tata był oficerem WP i niestety nie lubię jak mi się budżet nie spina. I tylko tyle.


Kiedy własnie tak oceniłeś, a przynajmniej nam przedstawiłeś takie wnioski, więc nie rozumiem dlaczego masz się czuć skrzywdzony. Można mieć piękny dom i jeździć super-autem, ale w małżeństwie być nieszczęśliwym. Więc, albo się w ogóle nie zaczyna tematu relacji między rodzicami, albo się temat rozwija, a nie wymienia co kupili.

Osiągnięciem w małżeństwie jest wychowanie dzieci w miłości (jasne, ważne jest zagwarantowanie wykształcenia i bytu na wysokim poziomie, ale nie najważniejsze), nauczenie ich najważniejszych cech w życiu, szacunku, odpowiedzialności, dbanie o drugą osobę kosztem siebie. To są osiągnięcia, które ja podziwiam w małżeństwach z wieloletnim stażem. Nic takiego, ani podobnego nie padło.


każdy z nas w jakimś procencie jest materialistą , tak funkcjonuje obecne społeczeństwo . …
Można być szczęśliwym nie mogąc zaspokoić podstawowych potrzeb swoich i rodziny ???
To co napisał o swoich rodzicach to raczej podstawy jakich pragnie człek.

Myślę że autor ma taki charakter... być może wychowanie ( wojskowe takie daje efekty ) , raczej wydaje się być  pragmatykiem …. i stad jego problemy z  współczuciem dla żony i zrozumieniem takim głębszym jej sytuacji...

autorze , popatrz na swoje zachowanie , na swoje reakcje - żona wydaje się być delikatna, emocjonalna …  Ty używasz racjonalnych argumentów.. ona raczej jest w sferze emocji.


To nie jest tak że ktoś jest gorszy / lepszy … jesteście inni , i żeby się dogadać potrzeba jest zobaczenia tej inności i akceptacja jej , znalezienie wspólnych płaszczyzn ( dobra matka, dobrze wychowuje dziecko, Ty dbasz o rodzinę , jesteś motorem … itak dalej  ) ..
Każdy z was ma swoją rolę , ale musicie sobie to uświadomić i zaakceptować - uzgodnić .
Teraz Ty wymagasz by ona była podobna do Ciebie , a ona najprawdopodobniej oczekuje ze Ty będziesz taki jak ona...

Pomyśl o tym.

103

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka

Chceuciekacstad- na moja ostatnia propozycje terapii sprzed paru dni zareagowała tym, że ona najpierw się zdiagnozuje pod kątem obecnych objawow A Potem może pomyśli o terapii. Ale w naszych relacjach zawsze tak jest że zawsze jest coś ważniejszego A być może potem znajdzie czas. O terapii ogółem mówię jej pewnie już z 2 lata. Mnie to już meczy i postawiłem jej ultimatum że ma sama znaleźć terapeutę i skonsultować ze mną do konca sierpnia. Jak nie to ja we wrześniu wybiorę i będę chciał żeby poszła. Jak nie to dla mnie nie ma juz o czym gadać.
Psycholog mi się przyda, bo dużo rzeczy mnie.przytlacza- mieliśmy tragiczne ostatnie 1,5 roku- choroba nowotworowa mojej mamy, potem śmierć mojego niespełna 40 letniego kuzyna, potem śmierć tragiczna wujka żony, rzucenie przez nią pracy, A w tym roku śmierć mamy. Poza tym cały szereg mniejszych problemow- no cóż życie. Ale nie ukrywam że brak chęci współpracy z jej strony dodatkowo powoduje we mnie frustracje. Bo ja jej mówię o ratowaniu naszego małżeństwa chociażby dla dobra córki. Niby rozumie e ostatecznie ma to w głębokim poważaniu. To tak jakbym gadal do ściany. To mnie najbardziej zadziwia.
Straszenie rozwodem- nic innego już na nią nie działa. To nawet nie było straszenie tylko zakomunikowajie jej na jakim etapie w związku jestem ja. Że jeszcze trochę i złożę pozew, bo już mam dosyć. Ona takich odczuć nie bo niby nie chce się rozwodzić, ale nie zrobiła nic żeby temu zapobiec.
Wychowanie wojskowe- racja podchodzę do życia zadaniowo. Jest zadanie trzeba je zrealizować. Nie jestem systematyczny- to mnie najbardziej w sobie wkurza. A często kobieta- żona swoim wsparciem takie cechy w gazecie niweluje. Ale w rodzinie mojej żony ma się inne myślenie. Tam jest czas zadanie jest ale nie musi zostać wykonane. Może.kiedys A może w ogóle. Cel? A kto ustawia sobie cele. Ogółem taki trochę chillout. Ja jednak jestem trochę bardziej nagrzany. Jest cel i go realizuje jeśli mi bardzo zależy to zawsze go wykonam. Czasami zdarza się że go nie wykonam, przez brak systematyczności lub czasami przez brak wsparcia chociażby żony (A nieraz bardzo tego potrzebuje). 
Jeśli chodzi o podejście do obowiązków- zasadniczo chodzi glownie o efekt. Przyznaje że zdarza mi się krytykować żonę bo coś źle wg mnie zrobiła. Sorry ale z tym moim podejściem do realizacji zadań- to chodzi o to aby zrobić zadanie ale nie po trupach. Najlepiej najmniejszym możliwym kosztem. Nie jestem w stanie zaakceptować sytuacji gdy moja zona robi zamówienie w aptece internetowej i razem z wysyłką (15 zl) płaci 286 zł A od 300 zł jest darmowa wysyłka. To nie chodzi o te 15 zl. Chodzi o to, aby myslec. Przeciez to aznsie prosi zeby dobrac rzeczy za 30 dodatkowr 30 zl. Dobra, to jest pierdola, ale to się notorycznie powtarza. Podobnie było z tym rezonansem (ona znalazła za 560 ja za 300). I nie chodzi tylko o kwestie finansowe i zakupy, ale ogółem o różne sytuacje. Wiesz, z mojego punktu widzenia to jest taka troche nieporadnosc. A ona dobrze wie, że jak coś kupuje, to zawsze staram się kupić tanio. Uczyłem jej tego nie raz pokazywałem. To nie jest takie tzw. "januszowanie". Od zawsze miałem dryg do różnych negocjacji i zasadniczo niczego nie kupie bez rozeznania i często negocjuje. Ludzie nawet nie wiedza, ze w wielu sklepach mozna negocjowac nawet w gsleriach handlowych. A tym bardziej przez Internet. Nie uważam tego za jakąś tragiczna cechę, że jestem sknera itd. Po prostu uważam że jeśli coś mogę kupić taniej to czemu mam kupować drożej. A jak zapytam sprzedawcę o cene to przecież nic nie tracę. Znowu pisze o kupowaniu- znowu zostanę posadzony o materializm. Po prostu najlepiej na takich przykładach opisać takie moje podejście do życia- mój pragmatyzm.
Ale jeszcze co do krytyki- jeśli chodzi o krytykę opieki nad dzieckiem to moja zona absolutnie króluje. Po co mi 5 razy powtarza że mam patrzec na dziecko. Przecież ja o tym wiem. Kiedyś w ogóle ciągle mnie krytykowała że nie umiem sie dzieckiem zajmowac. Az sie kiedys wkurzylem i jej udowodnilem ze nie jestem w tym gorszy od niej. I skończyłem temat w taki sposób, że jej powiedziałem że uważam się za zajebstego ojca i nigdy wiecej nie dam sobie wmówić że jestem słaby. A długo mi tak po głowie jeździła robiłem sobie wyrzuty miałem dziwne jazdy. A przecież  naprawde nic zle nie robilem, tylko czasami inaczej. Zresztą żona w ogóle dziecka nie angazowala np. W znoszenie naczyń do kuchni po posiłku. Potem narzekala ze tyle roboty itd. A ja dziecko zacząłem angażować i teraz od córki wymagamy oboje żeby tak robiła. Broń Boże gdyby coś się Małej stalo podczas mojej opieki to przecież by mi moja zona chyba łeb urwala. Nie wypominalem jej że to Za jej tury Mała kilka razy się wywrocila. Nie będę dalej tej kwestii opisywał, bo znowu watek zejdzie na inny temat.

Dzięki za Twoja wypowiedź. Trochę inaczej spojrzałem na parę kwestii- przede wszystkim Kanye różnice między mną a moja zona. Kwestia chyba wychowania. Oczywiście to wiedziałem itd. Bo już dawno to dostrztgalem, ale wiesz czasami trzeba sobie cos uzmysłowić albo i ktoś musi to przypomnieć. W każdym razie do psychologa ma pewno ja pójdę. Mam nadzieje ze pójdziemy oboje. Bo przecież gdyby mi nie zależało to bym sobie jakąś inną kobietę poszukal. A ja nie chce tego robić.

104

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka
chceuciekacstad napisał/a:
Lady Siggy napisał/a:
Slovian napisał/a:

Tak myślałem że zostanę tak zaszufladkowany. Jak mam opisać małżeństwo moich rodziców w kilku zdaniach. Napisałem że zdazaly się kłótnie ale zasadniczo byli zgodni. Na poparcie tego napisałem co osiągnęli w ramach tego malzenstwa. To wszystko. Nie uważam siebie za materialiste. Nie oceniam ich małżeństwa prze pryzmat tego co kupili. A bardziej intymnych kwestii nie będę ujawnial np. Jak u nich było z seksem, bo nie chce tego robić przez wzgląd na moja mamę. Moja żona również nie jest materialistka. Nie będę Cię przekonywał do zmiany zdania, ale Twoja opinia jest mocno krzywdząca. Jeśli chodzi o mój stosunek do pieniedzy- są mi potrzebne do tego aby żyć. Nie dowartosciowuje się nimi Ani nie wynagradzam sobie za ich pomoca jakichś moich defektów czy kompleksów. Ale nie ukrywam że mam z domu wyniesiona chociaz częściowo wojskowa dyscyplinę. Moja tata był oficerem WP i niestety nie lubię jak mi się budżet nie spina. I tylko tyle.


Kiedy własnie tak oceniłeś, a przynajmniej nam przedstawiłeś takie wnioski, więc nie rozumiem dlaczego masz się czuć skrzywdzony. Można mieć piękny dom i jeździć super-autem, ale w małżeństwie być nieszczęśliwym. Więc, albo się w ogóle nie zaczyna tematu relacji między rodzicami, albo się temat rozwija, a nie wymienia co kupili.

Osiągnięciem w małżeństwie jest wychowanie dzieci w miłości (jasne, ważne jest zagwarantowanie wykształcenia i bytu na wysokim poziomie, ale nie najważniejsze), nauczenie ich najważniejszych cech w życiu, szacunku, odpowiedzialności, dbanie o drugą osobę kosztem siebie. To są osiągnięcia, które ja podziwiam w małżeństwach z wieloletnim stażem. Nic takiego, ani podobnego nie padło.


każdy z nas w jakimś procencie jest materialistą , tak funkcjonuje obecne społeczeństwo . …
Można być szczęśliwym nie mogąc zaspokoić podstawowych potrzeb swoich i rodziny ???
To co napisał o swoich rodzicach to raczej podstawy jakich pragnie człek.

Myślę że autor ma taki charakter... być może wychowanie ( wojskowe takie daje efekty ) , raczej wydaje się być  pragmatykiem …. i stad jego problemy z  współczuciem dla żony i zrozumieniem takim głębszym jej sytuacji...

autorze , popatrz na swoje zachowanie , na swoje reakcje - żona wydaje się być delikatna, emocjonalna …  Ty używasz racjonalnych argumentów.. ona raczej jest w sferze emocji.


To nie jest tak że ktoś jest gorszy / lepszy … jesteście inni , i żeby się dogadać potrzeba jest zobaczenia tej inności i akceptacja jej , znalezienie wspólnych płaszczyzn ( dobra matka, dobrze wychowuje dziecko, Ty dbasz o rodzinę , jesteś motorem … itak dalej  ) ..
Każdy z was ma swoją rolę , ale musicie sobie to uświadomić i zaakceptować - uzgodnić .
Teraz Ty wymagasz by ona była podobna do Ciebie , a ona najprawdopodobniej oczekuje ze Ty będziesz taki jak ona...

Pomyśl o tym.


Co to są podstawowe potrzeby rodziny? Jedzenie, ubranie, wyprawka do szkoły.

Działka, garaż, wyjazdy, Autor nawet podkreślił, że porządny samochód, to nie są już podstawowe rzeczy, więc tak można być szczęśliwym.

105

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka
Lady Siggy napisał/a:
chceuciekacstad napisał/a:
Lady Siggy napisał/a:

Kiedy własnie tak oceniłeś, a przynajmniej nam przedstawiłeś takie wnioski, więc nie rozumiem dlaczego masz się czuć skrzywdzony. Można mieć piękny dom i jeździć super-autem, ale w małżeństwie być nieszczęśliwym. Więc, albo się w ogóle nie zaczyna tematu relacji między rodzicami, albo się temat rozwija, a nie wymienia co kupili.

Osiągnięciem w małżeństwie jest wychowanie dzieci w miłości (jasne, ważne jest zagwarantowanie wykształcenia i bytu na wysokim poziomie, ale nie najważniejsze), nauczenie ich najważniejszych cech w życiu, szacunku, odpowiedzialności, dbanie o drugą osobę kosztem siebie. To są osiągnięcia, które ja podziwiam w małżeństwach z wieloletnim stażem. Nic takiego, ani podobnego nie padło.


każdy z nas w jakimś procencie jest materialistą , tak funkcjonuje obecne społeczeństwo . …
Można być szczęśliwym nie mogąc zaspokoić podstawowych potrzeb swoich i rodziny ???
To co napisał o swoich rodzicach to raczej podstawy jakich pragnie człek.

Myślę że autor ma taki charakter... być może wychowanie ( wojskowe takie daje efekty ) , raczej wydaje się być  pragmatykiem …. i stad jego problemy z  współczuciem dla żony i zrozumieniem takim głębszym jej sytuacji...

autorze , popatrz na swoje zachowanie , na swoje reakcje - żona wydaje się być delikatna, emocjonalna …  Ty używasz racjonalnych argumentów.. ona raczej jest w sferze emocji.


To nie jest tak że ktoś jest gorszy / lepszy … jesteście inni , i żeby się dogadać potrzeba jest zobaczenia tej inności i akceptacja jej , znalezienie wspólnych płaszczyzn ( dobra matka, dobrze wychowuje dziecko, Ty dbasz o rodzinę , jesteś motorem … itak dalej  ) ..
Każdy z was ma swoją rolę , ale musicie sobie to uświadomić i zaakceptować - uzgodnić .
Teraz Ty wymagasz by ona była podobna do Ciebie , a ona najprawdopodobniej oczekuje ze Ty będziesz taki jak ona...

Pomyśl o tym.


Co to są podstawowe potrzeby rodziny? Jedzenie, ubranie, wyprawka do szkoły.

Działka, garaż, wyjazdy, Autor nawet podkreślił, że porządny samochód, to nie są już podstawowe rzeczy, więc tak można być szczęśliwym.


Może według Twojej definicji nie tongue

Według mojej i mojego otoczenia , tak .

I jak się głęboko zastanowisz... to Twoje również . tongue

106 Ostatnio edytowany przez Lady Siggy (2018-08-20 12:21:22)

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka
chceuciekacstad napisał/a:
Lady Siggy napisał/a:
chceuciekacstad napisał/a:

każdy z nas w jakimś procencie jest materialistą , tak funkcjonuje obecne społeczeństwo . …
Można być szczęśliwym nie mogąc zaspokoić podstawowych potrzeb swoich i rodziny ???
To co napisał o swoich rodzicach to raczej podstawy jakich pragnie człek.

Myślę że autor ma taki charakter... być może wychowanie ( wojskowe takie daje efekty ) , raczej wydaje się być  pragmatykiem …. i stad jego problemy z  współczuciem dla żony i zrozumieniem takim głębszym jej sytuacji...

autorze , popatrz na swoje zachowanie , na swoje reakcje - żona wydaje się być delikatna, emocjonalna …  Ty używasz racjonalnych argumentów.. ona raczej jest w sferze emocji.


To nie jest tak że ktoś jest gorszy / lepszy … jesteście inni , i żeby się dogadać potrzeba jest zobaczenia tej inności i akceptacja jej , znalezienie wspólnych płaszczyzn ( dobra matka, dobrze wychowuje dziecko, Ty dbasz o rodzinę , jesteś motorem … itak dalej  ) ..
Każdy z was ma swoją rolę , ale musicie sobie to uświadomić i zaakceptować - uzgodnić .
Teraz Ty wymagasz by ona była podobna do Ciebie , a ona najprawdopodobniej oczekuje ze Ty będziesz taki jak ona...

Pomyśl o tym.


Co to są podstawowe potrzeby rodziny? Jedzenie, ubranie, wyprawka do szkoły.

Działka, garaż, wyjazdy, Autor nawet podkreślił, że porządny samochód, to nie są już podstawowe rzeczy, więc tak można być szczęśliwym.


Może według Twojej definicji nie tongue

Według mojej i mojego otoczenia , tak .

I jak się głęboko zastanowisz... to Twoje również . tongue


ja nie piszę o sobie, bo moje wymagania co do standardu życia, to moja sprawa.

ale nie powiesz mi, że każda rodzina, która liczy od pierwszego do pierwszego, nie ma porządnego auta, tylko stare, ale jeżdzące, nie jeździ co rok na wakacje, nie posiada działki nie jest szczęśliwa. Nie powiesz mi, że nie można wychować dwójki szczęśliwych dzieci w dwupokojowym mieszkaniu. I nie powiesz mi, ze przy tym rodzice tych dzieci nie są szczęśliwi. Nawet ja uważam, że tacy ludzie są bardziej szczęśliwi, niż ludzie którzy za wszelką cenę muszą coś mieć, muszą zarobić na to na tamto, starczy im najniższa krajowa plus socjal, żyją skromnie, ale mają czas dla dzieci i dla siebie.

Podkreślę jeszcze raz, że na to, czy małżeństwo jest szczęśliwe, czy nie, nie należy patrzeć przez pryzmat, tego czego się dorobili.

naprawdę miarą rodziny nie jest ich dobrobyt materialny, tylko to jak się na wzajem traktują.

107

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka

Aż mnie telepie jak czytam ten twój post główny. Jak można się tak dać spantoflic ? Przejąles kobiece obowiązki w domu nie wiedząc że w tym momencie przestałes mieć pożądanie i szacunek żony. Tak to działa. Jak zaczynasz w domu robić to co kobieta robić powinna to przestaniesz być traktowany jak mężczyzna. Później już równia pochyla. Seks raz na miesiąc, żarty z Ciebie wśród znajomych. Cóż, sam na to zapracowales.

Musisz się odpantoflić. Długa droga przed Tobą.
Zero, ale to zero tolerancji dla jej humoru, obrażania Ciebie, żarty czy wypominania Ci czegokolwiek. Opierdól z góry na dół za każdym razem jak zaczyna fikac. Przydziel jej obowiązki domowe i egzekwuj ich wykonanie. Totalny urwa mac Blitzkrieg wszystkimi silami.

Bądź nieugiety w tym jak z nią postepujesz. To ty jesteś szefem tej firmy zwanej małżeństwo. Ty dowodzisz a ona chce abyś dowodził. Taka jej podświadomość. Przestałes dowodzić lub nigdy nie dowodziles to ci się pracownik zbuntowal i ma Cię gdzieś.

Udpornij się na jej łzy, jęki a z czasem szantozowanie dzieckiem.

Nie bój się jej stracić. Tylko w ten sposób zyskasz szacunek i powazanie. Za tym pójdzie łóżko.

Co to znaczy że nie mam seksu ? Jakie nie ma ? Dzieciak do łóżka, a ty wieczorem mówisz damie konkretnie co chcesz. Ma być za 20 min w łóżku i niech się postara bo nie lubisz rozczarowań. A jak nie przyjdzie to idziesz przed ten telewizor, zdejmujesz spodnie, wacka do ręki i damie do ust. Tylko taka akcję zrób po 2-3 miesiącach od zmiany podejścia do niej. Bo jak dzisiaj wieczorem pójdziesz z siusiakiem wiwijac jej przed oczyma to cie śmiechem zabije albo opierdoli tak że do Świąt Ci nie stanie.

Mówię poważnie. Nie ma miłego przygrubego misia. Jest facet, który egzekwuje swoje. Masz sie stać złym mężem, który w poważaniu ma obowiązki domowe.

Naprawdę da się tak wychować kobietę że ty przychodzisz z pracy a ona kleka do loda, tylko żeby tak było, kobieta musi widzieć w tobie mężczyznę.

Musisz przedewszystkim zacząć dbać o sobie. Zacząć podobać się innym kobietom. Flirtuj z nimi a nie że kręgosłup moralny i takie pierdoly. Twoja żona doprawi Ci rogi wkrótce jak nic nie zrobisz. Niech tylko pójdzie do pracy , zaczną się imprezy integracyjne, piwo z koleżankami ... Zaprawdę powiadam Ci że z kochankiem nie będzie ja głowa boleć ani strzykac ja w jej kręgosłupie moralnym też nie będzie.

Natomiast na dzień dzisiejszy to od razu do prawnika aby doradzil Ci jak się przygotować do rozwodu. Tak, wiesz na wszelki wypadek. Nie sugeruje Ci abyś brał rozwód a jedynie po prostu nie został na lodzie jak twoja żona podziękuję Ci za współpracę.

108

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka

Orsaya- właśnie to jest główny problem. Komunikowalem jej parę razy że jestem nieszczęśliwy. Mówiłem co mi się nie podoba. I jak do ściany. O to chodzi że próbowałem rozmawiać i robiłem to już 2 lata temu- bez żadnego skutku. A widzę że jest co raz gorzej. Bo ostatnio nawet nie udaje nam się w spokoju porozmawiać bo od razu się klocimy. Do tego jeszcze teraz ta jej choroba. Ona mi teraz mówi że ona o niczym nie będzie dyskutować bo ona teraz jest chora i skupia się tylko i wyłącznie na tym co jej jest i żeby to wyleczyć. Tylko że 2 lata temu bolała ja głowa. 1.5 roku temu była zmęczona. A rok temu bo dziecko. I tak cały czas zawsze jest powód żeby się wymigac.

Lady Siggy- ogółem bilem się z myslami czy w ogóle coś pisać o min rodzicach. Jakoś tak nie chciałem ich małżeństwa wplatywac w moje problemy. Ogolem uwazam ze byli dobrym malzenstwem i dobrze mnie i brata wychowali. Ojciec dał nam poczucie odpowiedzialności za rodzinę i podejście zadaniowe do problemów. Mama była silna kobieta i zawsze byla konsekwenta. Dali nam oboje duzo milosci- na swój sposób i poczucie bezpieczenstwa. Myślę że oboje z bratem mamy w sobie sporo empatii, sporo realizmu i trzezwego spojrzenia. Oboje rowniez potrafimy poswiecic sie dla drugiej osoby- dla nas to jest normalka- po prostu czasami trzeba przedłożyć dobra cudze ponad swoje.
Od razu zanzaczam ze w domu nikt się z nami nie piescil- nie było trzymania za spódnicę mamusi. Każdy miał swoje zadania w domu. Oboje z rodzicow nie raz się zcierali ale ostatecznie zawsze działali razem. I byli zawsze gotowi na każdą sytuację. Prawie. Nawet do pogrzebu wszystko było przygotowane, sprawy zalatwione itd. Nic więcej w tej kwestii nie napiszę bo czuje się teraz totalnie obnazony. Nie.wiem może to przez śmierć mamy.

Chceuciekacstad- dzięki za kolejny wpis masz sporo racji. Jestem pragmatykiem. Nie lubię sobie komplikować niepotrzebnie życia tym bardziej jeśli rozwiązanie jest proste. Co do żony- jest bardzo emocjonalna nie raz mi takie rzeczy w nerwach mówiła, że po prostu szkoda gadać. Tylko widzisz ma taka moralność że jeśli nikt tego nie słyszał to się nie liczy. Poza tym jeśli to było w nerwach to już w ogóle nie ma znaczenia. Za to jak przy jej mamusi 5 lat temu jej zwróciłem o coś uwage, nawet nie krzyknalem, tylko powiedziałem stanowczym tonem, to do dzisiaj mi robi z tego powodu gownoburze. Ogółem ja jestem w stanie wszytko zapomnieć, te wszystkie obelgi które rzucala na mój temat i na temat całej mojej rodziny. Ale to musi wyjść od niej. Tak jak wyszło Od niej wypominanie przeszłości również od niej. Bo u mojej żony funkcjonuje to w taki sposób że ja coś 15 lat temu powiedziałem i to przy jej mamusi, więc ona moze podeptac wszystkie świętości, bo przecież to ja zacząłem te 15 lat temu. Dlatego chce iść na terapię. Zakończyć te bezsensowne wypominanie tego co kto powiedział gdy miał 19 lat. Ja się nawet za to nie czuje odpowiedzialny- zupełnie jakby inny człowiek to powiedział. Wtedy byłem zupelnie kimś innym- jakimś małoletnim idiota. Tak samo nie mam urazu za to że coś mi tam zrobiła 10 lat temu. Też była innym człowiekiem. Tylko jeśli ona ciągle do tego wraca to niestety zaczyna się koncert boli sprzed 10-15 lat. Musimy to przepracować te przeszłość bo inaczej nie będzie przyszłości.
Co do kwestii charakterow- chodzi o to że ja się bardzo zmieniłem dla rodziny, dla żony dla dziecka. A po niej tego nie widzę. Ja potrafiłem prawie każde przyzwyczajenia czy nałogi zwalczyć. Kiedyś się z nią umówiłem że rzucam palenie. I rzuciłem A ona miał przestać obzerac pazury. I co? Do dzisiaj to robi, co mnie osobiście obrzydza. Do tego zauważyłem że córka ja naśladuje. Także wydaje mi się, pewnie subiektywnie, że ja więcej dla tego związku zmieniłem w sobie. Nie ukrywam rzucenie palenia bardzo mi sluzy i się bardzo cieszę z tego.

109

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka
Slovian napisał/a:

Chceuciekacstad- na moja ostatnia propozycje terapii sprzed paru dni zareagowała tym, że ona najpierw się zdiagnozuje pod kątem obecnych objawow A Potem może pomyśli o terapii. Ale w naszych relacjach zawsze tak jest że zawsze jest coś ważniejszego A być może potem znajdzie czas. O terapii ogółem mówię jej pewnie już z 2 lata. Mnie to już meczy i postawiłem jej ultimatum że ma sama znaleźć terapeutę i skonsultować ze mną do konca sierpnia. Jak nie to ja we wrześniu wybiorę i będę chciał żeby poszła. Jak nie to dla mnie nie ma juz o czym gadać.
Psycholog mi się przyda, bo dużo rzeczy mnie.przytlacza- mieliśmy tragiczne ostatnie 1,5 roku- choroba nowotworowa mojej mamy, potem śmierć mojego niespełna 40 letniego kuzyna, potem śmierć tragiczna wujka żony, rzucenie przez nią pracy, A w tym roku śmierć mamy. Poza tym cały szereg mniejszych problemow- no cóż życie. Ale nie ukrywam że brak chęci współpracy z jej strony dodatkowo powoduje we mnie frustracje. Bo ja jej mówię o ratowaniu naszego małżeństwa chociażby dla dobra córki. Niby rozumie e ostatecznie ma to w głębokim poważaniu. To tak jakbym gadal do ściany. To mnie najbardziej zadziwia.
Straszenie rozwodem- nic innego już na nią nie działa. To nawet nie było straszenie tylko zakomunikowajie jej na jakim etapie w związku jestem ja. Że jeszcze trochę i złożę pozew, bo już mam dosyć. Ona takich odczuć nie bo niby nie chce się rozwodzić, ale nie zrobiła nic żeby temu zapobiec.
Wychowanie wojskowe- racja podchodzę do życia zadaniowo. Jest zadanie trzeba je zrealizować. Nie jestem systematyczny- to mnie najbardziej w sobie wkurza. A często kobieta- żona swoim wsparciem takie cechy w gazecie niweluje. Ale w rodzinie mojej żony ma się inne myślenie. Tam jest czas zadanie jest ale nie musi zostać wykonane. Może.kiedys A może w ogóle. Cel? A kto ustawia sobie cele. Ogółem taki trochę chillout. Ja jednak jestem trochę bardziej nagrzany. Jest cel i go realizuje jeśli mi bardzo zależy to zawsze go wykonam. Czasami zdarza się że go nie wykonam, przez brak systematyczności lub czasami przez brak wsparcia chociażby żony (A nieraz bardzo tego potrzebuje). 
Jeśli chodzi o podejście do obowiązków- zasadniczo chodzi glownie o efekt. Przyznaje że zdarza mi się krytykować żonę bo coś źle wg mnie zrobiła. Sorry ale z tym moim podejściem do realizacji zadań- to chodzi o to aby zrobić zadanie ale nie po trupach. Najlepiej najmniejszym możliwym kosztem. Nie jestem w stanie zaakceptować sytuacji gdy moja zona robi zamówienie w aptece internetowej i razem z wysyłką (15 zl) płaci 286 zł A od 300 zł jest darmowa wysyłka. To nie chodzi o te 15 zl. Chodzi o to, aby myslec. Przeciez to aznsie prosi zeby dobrac rzeczy za 30 dodatkowr 30 zl. Dobra, to jest pierdola, ale to się notorycznie powtarza. Podobnie było z tym rezonansem (ona znalazła za 560 ja za 300). I nie chodzi tylko o kwestie finansowe i zakupy, ale ogółem o różne sytuacje. Wiesz, z mojego punktu widzenia to jest taka troche nieporadnosc. A ona dobrze wie, że jak coś kupuje, to zawsze staram się kupić tanio. Uczyłem jej tego nie raz pokazywałem. To nie jest takie tzw. "januszowanie". Od zawsze miałem dryg do różnych negocjacji i zasadniczo niczego nie kupie bez rozeznania i często negocjuje. Ludzie nawet nie wiedza, ze w wielu sklepach mozna negocjowac nawet w gsleriach handlowych. A tym bardziej przez Internet. Nie uważam tego za jakąś tragiczna cechę, że jestem sknera itd. Po prostu uważam że jeśli coś mogę kupić taniej to czemu mam kupować drożej. A jak zapytam sprzedawcę o cene to przecież nic nie tracę. Znowu pisze o kupowaniu- znowu zostanę posadzony o materializm. Po prostu najlepiej na takich przykładach opisać takie moje podejście do życia- mój pragmatyzm.
Ale jeszcze co do krytyki- jeśli chodzi o krytykę opieki nad dzieckiem to moja zona absolutnie króluje. Po co mi 5 razy powtarza że mam patrzec na dziecko. Przecież ja o tym wiem. Kiedyś w ogóle ciągle mnie krytykowała że nie umiem sie dzieckiem zajmowac. Az sie kiedys wkurzylem i jej udowodnilem ze nie jestem w tym gorszy od niej. I skończyłem temat w taki sposób, że jej powiedziałem że uważam się za zajebstego ojca i nigdy wiecej nie dam sobie wmówić że jestem słaby. A długo mi tak po głowie jeździła robiłem sobie wyrzuty miałem dziwne jazdy. A przecież  naprawde nic zle nie robilem, tylko czasami inaczej. Zresztą żona w ogóle dziecka nie angazowala np. W znoszenie naczyń do kuchni po posiłku. Potem narzekala ze tyle roboty itd. A ja dziecko zacząłem angażować i teraz od córki wymagamy oboje żeby tak robiła. Broń Boże gdyby coś się Małej stalo podczas mojej opieki to przecież by mi moja zona chyba łeb urwala. Nie wypominalem jej że to Za jej tury Mała kilka razy się wywrocila. Nie będę dalej tej kwestii opisywał, bo znowu watek zejdzie na inny temat.

Dzięki za Twoja wypowiedź. Trochę inaczej spojrzałem na parę kwestii- przede wszystkim Kanye różnice między mną a moja zona. Kwestia chyba wychowania. Oczywiście to wiedziałem itd. Bo już dawno to dostrztgalem, ale wiesz czasami trzeba sobie cos uzmysłowić albo i ktoś musi to przypomnieć. W każdym razie do psychologa ma pewno ja pójdę. Mam nadzieje ze pójdziemy oboje. Bo przecież gdyby mi nie zależało to bym sobie jakąś inną kobietę poszukal. A ja nie chce tego robić.

Slovan, wiesz masz szansę zmienić swoje życie i swojego dziecka - ale  to TY  musisz zrobić krok!

Wydaje mi się że frustracja przez Ciebie mocno przemawia, czujesz się niedoceniany pomimo tego ze Ty dużo robisz dla was...starasz się, próbujesz . I znowu ktoś Ci  pisze że to znowu TY musisz cos zrobić !


Tak jest , jeśli chcesz zmiany … zmień siebie.

To wszystko co opisujesz to są pewnie i zalety … ale w dobrze zorganizowanym zespole , jeden jest odpowiedzialny za cześć zadań , inny członek za kolejne.
W normalnym życiu tacy ludzie jak my są ciężcy do współżycia , nam się wydaje że robimy/  wiemy najlepiej .
Jestem kobietą , i mam wiele cech jakie opisujesz u siebie -  mój M jest bardziej uczuciowy i według Twoich i moich kryteriów , najczęściej nie tak dobrze robi , nie tak szybko, nie tak tanio … w ogóle nie tak !

Jeśli rzeczywiście kochasz zonę i chcesz szczerze ratować związek - to nie tak że ja nie wierze w prawdziwość Twoich słów. Raczej zwracam Ci uwagę czy z powodu wartości "rodzina " i "dzieci " najważniejsze w życiu … nie dopuszczasz do siebie tego że nie kochasz żony. Bo tak też może być … ale z różnych powodów nie pozwalasz sobie na te uczucia .

Jeśli  chcesz ratować rodzinę - odrzuć wszystko co napisałeś wyżej...  odrzuć to co było... i zacznij od nowa . Postaw sobie taki cel jeśli tak lubisz  - ale proszę nie strasz, nie terroryzuj tym zony...
( jak tym psychologiem do końca sierpnia …. "postawiłem jej ultimatum że ma sama znaleźć terapeutę i skonsultować ze mną do konca sierpnia tak się traktuje podwładnego w pracy a nie zonę / męża ).
Bez pozbycia się tych żali nie uda Ci się spojrzeć inaczej .
Psycholog pomaga czasami dotrzeć do siebie - bo to najważniejsze by żyć w zgodzie ze sobą , ale ze świadomością siebie , i podejmując decyzje być świadomym ich konsekwencji .
Bo wiesz, skoro zona była taka słaba zawsze … to dlaczego Ty wymagasz żeby nagle była siłaczem ????
Myślę że ten trudny okres ( choroba i śmierć matki, zwłaszcza  ) mogły spowodować u ciebie takie głębokie frustracje i przypatrywanie się swojemu życiu z którego nie jesteś zadowolony..
Wiem coś na ten temat , mamy podobne bolesne  doświadczenia z ostatnich lat:(.

Myślę że Ty siłacz ( tak o sobie myślisz prawda ? )  -  potrzebowałeś wsparcia … i nie takie dostałeś . Tylko pytanie jakiego oczekiwałeś ??? Sam wiesz co miała żona zrobić wtedy ?? jak się zachować byś to odczuł jako wsparcie ??

Co do podejścia do kasy - ile milionów byś dał by wyleczyć mamę ???  a co to znaczy ??? ZDROWIE  jest najważniejsze !!! i wspólna radość .. i możliwość patrzenia i doświadczania tego !!!!
jeśli możesz dzięki tej kasie widzieć szczęście swojego dziecka i może zony … to to jest największa wartość ! kasę się zarobi  .
Żyj … ciesz się z życia. 


Ten psycholog jest przede wszystkim dla Ciebie - nie patrz na to że kolejny raz Ty cos robisz dla was .. a ona nie . … bo niezależnie od tego jak się wasze scenariusze potoczą … to Ci pomoże.

Ludzi trzeba umieć kochać pomimo , i przyjmować ich miłość taka jaka jest . często mamy własny obraz tego jak to powinno wyglądać...a oczekiwania to prosta droga do zawodu i frustracji .

110

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka
Lady Siggy napisał/a:
chceuciekacstad napisał/a:
Lady Siggy napisał/a:

Co to są podstawowe potrzeby rodziny? Jedzenie, ubranie, wyprawka do szkoły.

Działka, garaż, wyjazdy, Autor nawet podkreślił, że porządny samochód, to nie są już podstawowe rzeczy, więc tak można być szczęśliwym.


Może według Twojej definicji nie tongue

Według mojej i mojego otoczenia , tak .

I jak się głęboko zastanowisz... to Twoje również . tongue


ja nie piszę o sobie, bo moje wymagania co do standardu życia, to moja sprawa.

ale nie powiesz mi, że każda rodzina, która liczy od pierwszego do pierwszego, nie ma porządnego auta, tylko stare, ale jeżdzące, nie jeździ co rok na wakacje, nie posiada działki nie jest szczęśliwa. Nie powiesz mi, że nie można wychować dwójki szczęśliwych dzieci w dwupokojowym mieszkaniu. I nie powiesz mi, ze przy tym rodzice tych dzieci nie są szczęśliwi. Nawet ja uważam, że tacy ludzie są bardziej szczęśliwi, niż ludzie którzy za wszelką cenę muszą coś mieć, muszą zarobić na to na tamto, starczy im najniższa krajowa plus socjal, żyją skromnie, ale mają czas dla dzieci i dla siebie.

Podkreślę jeszcze raz, że na to, czy małżeństwo jest szczęśliwe, czy nie, nie należy patrzeć przez pryzmat, tego czego się dorobili.

naprawdę miarą rodziny nie jest ich dobrobyt materialny, tylko to jak się na wzajem traktują.


ale jedno drugiego nie wyklucza.
więc ocena "materialista ' nie musi być trafna. smile
ja tez jestem pragmatykiem, rzeczy materialne mają dla mnie wartość ale nie w znaczeniu łał majątek mam  , ale dlatego  bo są namacalne … dają mi poczucie bezpieczeństwa ,  stabilizacji … i są iluzją trwałości …
Piszę iluzją … bo w zderzeniu ze śmiercią bliskich , ich ciężka chorobą tracą na znaczeniu, nawet tym finansowym.... bo żadne miliony nie wyleczą nowotworu złośliwego.....

A i porządny samochód - dla jednych to sprawne , ekonomiczne auto gwarantujące bezproblemowy dojazd do pracy , warte kilka tysięcy... dla innych roczne za sto .
I tak można dyskutować o innych "podstawowych potrzebach " . tongue

111

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka

Hrefi- ostro się uśmiałem. Ogółem nie godzi się to z moim swiatopogladem. Mówiąc w Twoim slangu odnośnie pracowników- z niewolnika nie ma pracownika. Co mi da że ja sterroryzuje. Przecież nie o to chodzi w związku. Ja liczę na partnerstwo i to partnerstwo chce osiągnąć. Lubię gotować i nie jest to dla mnie żadna ujma. Posprzątać też mogę tym bardziej po sobie w kuchni. Byc może on sobie inaczej to wymyśliła. Według mnie nie jestem pod pantoflem bo partnerstwo to podstawa w dzisiejszych czasach. Żaden wstyd dla faceta że kobiecie pomoże. Byłbym pod pantoflem gdybym nie zareagował na dalsze takie nasze zycie. A tu proszę rozmawiam z nią i chce się dogadać. Niejako ponownie zdefiniować nasze małżeństwo. Pierwsza część definicji brzmi że to związek partnerski A nie tyrania.

112 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2018-08-20 13:03:02)

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka
Slovian napisał/a:

Nim2- zrozumiałe ze o to pytasz. Ogółem moja mama od końca kwietnia br. Nie żyje. Ale ogółem moi rodzice byli dobrym małżeństwem. Klocili wiadomo ale zasadniczo realizowali zawsze swoj plan. Nawet pomiko kłótni. Dzięki temu wyksztalcili mojego brata, mnie, mieli mieszkanie, działkę, garaż, porządny samochód. Mogli sobie również pozwolić na wyjazdy kilka razy w roku. Uwielbiali to. Na emeryturze mieli jeździć po całym świecie. Nie zdążyli, przynajmniej moja mama nie dała rady. .


Realizowali swój plan? big_smile  mimo kłotni? Czy plan jednego z nich? I tak Ty chcesz.. wykłócić swoje.
PS . Moj tata też był oficerem WP.. chwała Bogu również kimś z otwartym umysłem smile dzięki Ci losie..
A że mieszkałam w w miejscu zagęszczena takich rodzin, to wiele słyszałam od żon oficerów, oj wiele..

113

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka

Slovian nawet nie bierz pod uwagę rad Hrefiego, poki nie przeczytasz jak na własne życzenie spartolił swoje małżeństwo.

114

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka

Chceuciekacstad- tak szczerze mówiąc to w zeszłym roku najbardziej przeżyłem chyba rzucenie tej pracy przez żonę i dalszych związanych z tym konsekwencji. Choroba mamy wykryta, ale jakoś na początku nikt nie zdawał sobie sprawy z powagi sytuacji. Uznaliśmy że razem jako rodzina damy radę. Tym bardziej że mama miała juz sporo operacji. Zmarła w kwietniu br. I dopiero teraz mocno to odczuwam. Mimo że byliśmy z nią do końca to wtedy wiadomo było nam przykro itd. Ale to nic w porownaniu z tym co jest teraz kilka miesięcy po jej śmierci. Ogolem mam jakas dętka powiem melancholie ale nie jest źle.
Co do tego zagrania z tym psychologiem- chodzi o to, że chciałem aby ona też chociaż trochę się przełożyła. Żeby chociaż raz pokazala że jej zależy. Dlatego dalem jej wybor- wybierz Ty albo ja wybiorę. A czemu termin do końca sierpnia? Bo lubię naturalne terminy- koniec miesiąca jest naturalny. Prawie 2 tygodnie to duzo czasu aby kogos znaleźć. Poza tym termin ma ja zmotywowac zeby znowu tego nie odkładala na później jak to często ma w zwyczaju.

115 Ostatnio edytowany przez Slovian (2018-08-20 13:07:42)

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka
Ela210 napisał/a:
Slovian napisał/a:

Nim2- zrozumiałe ze o to pytasz. Ogółem moja mama od końca kwietnia br. Nie żyje. Ale ogółem moi rodzice byli dobrym małżeństwem. Klocili wiadomo ale zasadniczo realizowali zawsze swoj plan. Nawet pomiko kłótni. Dzięki temu wyksztalcili mojego brata, mnie, mieli mieszkanie, działkę, garaż, porządny samochód. Mogli sobie również pozwolić na wyjazdy kilka razy w roku. Uwielbiali to. Na emeryturze mieli jeździć po całym świecie. Nie zdążyli, przynajmniej moja mama nie dała rady. .


Realizowali swój plan? big_smile  mimo kłotni? Czy plan jednego z nich? I tak Ty chcesz.. wykłócić swoje.
PS . Moj tata też był oficerem WP.. chwała Bogu również kimś z otwartym umysłem smile dzięki Ci losie..
A że mieszkałam w w miejscu zagęszczena takich rodzin, to wiele słyszałam od żon oficerów, oj wiele..

Mój ojciec nie jest typowym "trepem". Cele rodzice mieli zawsze wspólne. Rozwiązania wypracowywali na zasadzie rozmowy- kompromisu.
Wierze ze słyszałaś. Ja też. Zdrady, kłótnie, bijatyki, alkoholizm. Na szczęście to wszystko ominęło moja rodzinę. Ojciec też nie rozstawial nas jakoś po kątach. Był normalny- jak na żołnierza. Zresztą mama była na tyle silna kobieta że potrafiła mu się przeciwstawić i sprowadzić na ziemię. Ale rzadko zdarzało mu się aby dziwnie odpalić.

116

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka
Slovian napisał/a:

Hrefi- ostro się uśmiałem. Ogółem nie godzi się to z moim swiatopogladem. Mówiąc w Twoim slangu odnośnie pracowników- z niewolnika nie ma pracownika. Co mi da że ja sterroryzuje. Przecież nie o to chodzi w związku. Ja liczę na partnerstwo i to partnerstwo chce osiągnąć. Lubię gotować i nie jest to dla mnie żadna ujma. Posprzątać też mogę tym bardziej po sobie w kuchni. Byc może on sobie inaczej to wymyśliła. Według mnie nie jestem pod pantoflem bo partnerstwo to podstawa w dzisiejszych czasach. Żaden wstyd dla faceta że kobiecie pomoże. Byłbym pod pantoflem gdybym nie zareagował na dalsze takie nasze zycie. A tu proszę rozmawiam z nią i chce się dogadać. Niejako ponownie zdefiniować nasze małżeństwo. Pierwsza część definicji brzmi że to związek partnerski A nie tyrania.


no i fajnie w założeniach - ale z wykonaniem nie najlepiej . tongue
Slovian, bo my samą postawą terroryzujemy delikatne osoby . … wymaganiami, które dla nas i być może większości są oczywiste ..ale nie dla naszych partnerów .
Np.  to "doświadczenie z rachunkami " przeprowadziłam kilkakrotnie , żeby nie było że ja o wszystkim decyduję … i tez była klapa .
Ja się stresowałam ze on zapomni, nie w terminie zapłaci … że historię kredytową nam zepsuje ( a może być kiedyś potrzebna ) …. jeden psycholog radził by pozwolić mu się wykazać … ale to powodowało więcej według mnie stresu nam obojgu...
I jaki efekt - ja pilnuje i płace wszystkie rachunki - ale nie robię z tego zarzutu . Po prostu zaakceptowaliśmy fakt ze to ja jestem bardziej zorganizowana, pamiętająca … i to moje obowiązki w kontrakcie tongue
On ma swoje inne … wiesz my mamy od jakiegoś czasu kartki - listę rzeczy do zrobienia .
Według mnie super - nie dość że można zaplanować rzeczy do zrobienia … to widać również ile kto zrobił.
Docenia się te rzeczy które robione są w tle … ja je nazywam mało ważne ale jednak ktoś to musi... i ktoś to zrobił... a kiedyś tego nie widziałam.


Co do psychologa - ja kilku przerobiłam, bo zawsze mi cos nie pasowało smile A to głupoty gadał, a to nie było chemii... dużo czytałam o samoświadomości, akceptacji , oczekiwaniach w związku, relacjach.

Z doświadczenia powiem , że im bardziej się wzbraniałam przed pewnymi sugestiami dotyczącymi mojej osoby, mojego  zachowania  - tym bardziej były one w punkt.

Ale to dopiero z perspektywy czasu , jak dojrzałam do tego by patrzeć na siebie z ciekawością i zainteresowaniem - zadaję sobie często pytanie "dlaczego mnie to denerwuje, dlaczego mnie to uruchamia …. ".
Podobno im bardziej nas coś dotyczy tym bardziej dotyka . … choć nie chcemy się z tym zgodzić. …


Śmierć taty spowodowała że patrzę na wiele rzeczy inaczej, nie wiemy ile tego życia przed nami, szkoda je zmarnować na walkę kto ma rację i kto jest lepszy... a kasy i rzeczy materialnych tez z sobą nie zabierzemy... więc co tak naprawdę ma wartość ??

Życzę Ci dobrych dla siebie decyzji

117

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka
Ola_la napisał/a:

Slovian nawet nie bierz pod uwagę rad Hrefiego, poki nie przeczytasz jak na własne życzenie spartolił swoje małżeństwo.

A jest wątek na ten temat?

118

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka
Slovian napisał/a:

Chceuciekacstad- tak szczerze mówiąc to w zeszłym roku najbardziej przeżyłem chyba rzucenie tej pracy przez żonę i dalszych związanych z tym konsekwencji. Choroba mamy wykryta, ale jakoś na początku nikt nie zdawał sobie sprawy z powagi sytuacji. Uznaliśmy że razem jako rodzina damy radę. Tym bardziej że mama miała juz sporo operacji. Zmarła w kwietniu br. I dopiero teraz mocno to odczuwam. Mimo że byliśmy z nią do końca to wtedy wiadomo było nam przykro itd. Ale to nic w porownaniu z tym co jest teraz kilka miesięcy po jej śmierci. Ogolem mam jakas dętka powiem melancholie ale nie jest źle.
Co do tego zagrania z tym psychologiem- chodzi o to, że chciałem aby ona też chociaż trochę się przełożyła. Żeby chociaż raz pokazala że jej zależy. Dlatego dalem jej wybor- wybierz Ty albo ja wybiorę. A czemu termin do końca sierpnia? Bo lubię naturalne terminy- koniec miesiąca jest naturalny. Prawie 2 tygodnie to duzo czasu aby kogos znaleźć. Poza tym termin ma ja zmotywowac zeby znowu tego nie odkładala na później jak to często ma w zwyczaju.


Facet, mnie akurat nie musisz tego tłumaczyć. Termin musi być tongue ja to znam dla mnie to naturalne.... dla innych nie koniecznie .
Ja Ci próbuję raczej otworzyć oczy - że nasze działanie jest może super … ale nie dla wszystkich .

Delikatni ludzie ( Twoja żona ) z pewnością ceni Ciebie za Twoja siłę, dajesz jej to co większość kobiet oczekuje i  potrzebuje - oparcie, stabilizację , bezpieczeństwo....
Ale zupełnie nie potrafi sprostać Twoim wymaganiom.... i stąd np. popadanie w choroby …
Czy jesteś w stanie dopuścić do siebie taki scenariusz … ze Twoje niezadowolenie mogło nasilić stany żony ??

Tylko nie wrzeszcz!  tongue i nie pluj na ekran tongue

jest akcja i reakcja …..  z jakiegoś powodu związałeś się z mizerną osobą ..  słabą … wymagającą ciągłej opieki . .. z tego co piszesz jej stan się pogorszył... o dziwo w okresie choroby twojej mamy (????  dobrze czytałam ) … zapewne Twoja uwaga była skierowana poza żonę ….
Nam się wydaje że wszyscy ( tak jak my ) dają radę w takich chwilach …

Dla nas bezpieczeństwo to rzeczy materialne , stała pensja - i dlatego według mnie tak Ciebie walnęło jej rzucenie pracy = czyli nie było wsparcia dla ciebie w trudnym okresie, czy też dodatkowe obciążenie .
Dlatego kojarzysz to jako większa traumę … niż śmierć matki.


W partnerskich związkach - czułbyś ze dla zony to było jedyne wyjście, bo akceptowałbyś ja jako taka osobę , i byś ja wspierał - a nie oceniał źle.

119

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka
Slovian napisał/a:

Hrefi- ostro się uśmiałem. Ogółem nie godzi się to z moim swiatopogladem. Mówiąc w Twoim slangu odnośnie pracowników- z niewolnika nie ma pracownika. Co mi da że ja sterroryzuje. Przecież nie o to chodzi w związku. Ja liczę na partnerstwo i to partnerstwo chce osiągnąć. Lubię gotować i nie jest to dla mnie żadna ujma. Posprzątać też mogę tym bardziej po sobie w kuchni. Byc może on sobie inaczej to wymyśliła. Według mnie nie jestem pod pantoflem bo partnerstwo to podstawa w dzisiejszych czasach. Żaden wstyd dla faceta że kobiecie pomoże. Byłbym pod pantoflem gdybym nie zareagował na dalsze takie nasze zycie. A tu proszę rozmawiam z nią i chce się dogadać. Niejako ponownie zdefiniować nasze małżeństwo. Pierwsza część definicji brzmi że to związek partnerski A nie tyrania.


Związek partnerski można zbudować ale pod warunkiem, że druga osoba również wyznaje takie wartości. Czyli inaczej mówiąc jak chcesz mieć związek partnerski to szukasz kobiety pod tym kątem i od pierwszego dnia budujecie swój związek. Nigdy odwrotnie. Czyli nie da się wziąć sobie kobiety na chybil trafil a dopiero później próbować tworzyć z nią relacja partnerską. Ona może nie wiedzieć co to związek partnerski, nie czuć go. Nie podzielac twojej opinii, nie traktować tego jako wartość. Mając naście lat, kiedy zacząłeś spotykać się że swoją obecną żoną, nie mogłeś patrzeć na nią pod kątem związku partnerskiego bo byłeś za młody aby cokolwiek wiedzieć na ten temat.


To nie chodzi aby zrobić z pracownika niewolnika. To chodzi a oto aby pracownik sam do pracy chętnie przychodził.

Bardzo dobrze, że gotujesz i sprzątasz po sobie. Tak być powinno. Kobieta powinna cały czas mieć poczucie, że dasz dasz sobie radę w życiu bez niej. Że jesteś samodzielny i zaradny.

Co to znaczy że nie godzi się to z twoim swiatopogladem ? Czy to nie twój światopogląd doprowadził Cię do sytuacji w której nie czujesz się szczęśliwy w małżeństwie ? Czy twój światopogląd nie zdradzil Cię ? Czy nie warto go zmienić ? Czy wiesz, że twój światopogląd nie jest twój. On w dużej mierze należy do twoich rodziców, otoczenia, religii jak jesteś wierzący. Człowiek jest poddawany ciąglemu programowaniu przez wszystkich których spotyka.

120

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka
chceuciekacstad napisał/a:

no i fajnie w założeniach - ale z wykonaniem nie najlepiej . tongue
Slovian, bo my samą postawą terroryzujemy delikatne osoby . … wymaganiami, które dla nas i być może większości są oczywiste ..ale nie dla naszych partnerów .
Np.  to "doświadczenie z rachunkami " przeprowadziłam kilkakrotnie , żeby nie było że ja o wszystkim decyduję … i tez była klapa .
Ja się stresowałam ze on zapomni, nie w terminie zapłaci … że historię kredytową nam zepsuje ( a może być kiedyś potrzebna ) …. jeden psycholog radził by pozwolić mu się wykazać … ale to powodowało więcej według mnie stresu nam obojgu...
I jaki efekt - ja pilnuje i płace wszystkie rachunki - ale nie robię z tego zarzutu . Po prostu zaakceptowaliśmy fakt ze to ja jestem bardziej zorganizowana, pamiętająca … i to moje obowiązki w kontrakcie tongue
On ma swoje inne … wiesz my mamy od jakiegoś czasu kartki - listę rzeczy do zrobienia .
Według mnie super - nie dość że można zaplanować rzeczy do zrobienia … to widać również ile kto zrobił.
Docenia się te rzeczy które robione są w tle … ja je nazywam mało ważne ale jednak ktoś to musi... i ktoś to zrobił... a kiedyś tego nie widziałam.


Co do psychologa - ja kilku przerobiłam, bo zawsze mi cos nie pasowało smile A to głupoty gadał, a to nie było chemii... dużo czytałam o samoświadomości, akceptacji , oczekiwaniach w związku, relacjach.

Z doświadczenia powiem , że im bardziej się wzbraniałam przed pewnymi sugestiami dotyczącymi mojej osoby, mojego  zachowania  - tym bardziej były one w punkt.

Ale to dopiero z perspektywy czasu , jak dojrzałam do tego by patrzeć na siebie z ciekawością i zainteresowaniem - zadaję sobie często pytanie "dlaczego mnie to denerwuje, dlaczego mnie to uruchamia …. ".
Podobno im bardziej nas coś dotyczy tym bardziej dotyka . … choć nie chcemy się z tym zgodzić. …


Śmierć taty spowodowała że patrzę na wiele rzeczy inaczej, nie wiemy ile tego życia przed nami, szkoda je zmarnować na walkę kto ma rację i kto jest lepszy... a kasy i rzeczy materialnych tez z sobą nie zabierzemy... więc co tak naprawdę ma wartość ??

Życzę Ci dobrych dla siebie decyzji

Doświadczenie z rachunkami- gdyby nie wypominala mi że sobie rachuneczki place, to nie byłby dla mnie problem. Dla mnie to oczywista oczywistość. Jak dałem jej rachunek do zapłacenia nie stresowalem się że nie zapłaci. Ale wkurzyłem się gdy nie zapłaciła.
Przyznaje jesteśmy bardzo podobni. Widzę że mnie rozumiesz. Prawda może być że nasza postawa terroryzuje osoby delikatniejsze.
Kartki- od lat mówię jej- nie pamietasz- zapisuj sobie. To nie pamięta że ma zapisywać. Może to glupio brzmi ale troche tsk to wyglada.
Jeśli chodzi o rzeczy materialne. Pisałem wcześniej o większym mieszkaniu. Ale to było jakieś założenie. Chodziło o to żeby je kupić przed drugim dzieckiem. Niestety mało kogo stać na mieszkanie za gotówkę. I dla pozostałych pozostaje kredyt w banku. Brałem hipoteczny już Dwa razy i wiem z czym to się je. W pewnym momencie dochodzi się do momentu że bankowi coś się nie podoba. Uznałem zatem pragmatcyznie- może bezuczuciowo itd. Że mamy większe szanse na kredyt przed drugim dzieckiem. Ale wiadomo życie życiem planu ciągle się zmieniają. Trzeba być elastycznym. Przyznaje że nie lubię zmieniać planów. Ale cóż.
Ja nawet przed śmiercią mamy zawsze najważniejsza była rodzina i zdrowie. Pieniądze? Chodzę do pracy żeby mieć pieniądze na życie. Nie ganiam w pracy po 15 godzin bo muszę mieć najnowszego iPhonea. Szczerze mam to gdzieś. Nie muszę mieć firmowych ciuchów itd. Pieniądze są tylko środkiem do uzyskania celu. A celem jest żyć szczęśliwie w rodzinie (samemu nie dałbym rady) I w zdrowiu.

121

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka
chceuciekacstad napisał/a:

Delikatni ludzie ( Twoja żona ) z pewnością ceni Ciebie za Twoja siłę, dajesz jej to co większość kobiet oczekuje i  potrzebuje - oparcie, stabilizację , bezpieczeństwo....
Ale zupełnie nie potrafi sprostać Twoim wymaganiom.... i stąd np. popadanie w choroby …
Czy jesteś w stanie dopuścić do siebie taki scenariusz … ze Twoje niezadowolenie mogło nasilić stany żony ??

Tylko nie wrzeszcz!  tongue i nie pluj na ekran tongue

W partnerskich związkach - czułbyś ze dla zony to było jedyne wyjście, bo akceptowałbyś ja jako taka osobę , i byś ja wspierał - a nie oceniał źle.


No i dowiedziałes się, że to twoja wina. Całkiem szybko bo na 4 stronie wątku.
Zaraz Ci tu wmowia, że ty jesteś winien temu, że żona nie pracuje a ogólnie kawał wuja z Ciebie bo masz czelność wymagać czegokolwiek od żony, a przecież powinieneś akceptować ją taka jaką jest. Brakuje, żeby miała kochanka to też by ci powiedzieli że to twoja wina.

Związek partnerski to jak feminizm. One są tam wyznawane przez kobiety gdzie im pasuje.

122

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka

Chcestaduciekac- po Twoich komentarzach czuje się lepiej. Masz zupełnie inne podejście. Analizujesz mnie jak terapeuta. Dziękuję. Co do pytania- już ktoś o tym pisał. Biorę pod uwagę że może podświadomie się mnie boi lub coś podobnego i dlatego jej stan zdrowia się pogorszył. Zdaje sobie sprawę że tak może być. Niestety. Fakt jest taki że moja zona gorzej przeżyła chorobę i śmierć mojej mamy. Ale nie było tak że przez ten czas ja zaniedbywalem itd. Ojciec nas z bratem trochę od tego odsunal. Chcialem wziac pol roku bezpłatnego urlopu żeby się mama opiekować to mnie rodzice zjechali że jestem niepoważne i że to najgłupsze pomysł jaki miałem chyba w cały moim życiu.
Z tym rzucania pracy- to był juz kolejny raz. Bez uzgodnienia ze mną, po prostu sobie rzuciła. Na początku ja poparlem ale potem trochę to zweryfikowalem. Podalem jej jednak ręke- przekonałem ja że musi zrobić podyplomowke z administracji. Dzięki temu od września ma nową pracę w zupełnie nowej branży. Tamta branża przedszkola prywatne ja wykanczala. To nie jest partnerstwo? Gdyby że mną ustaliła i doszlibysmy do takich ustala  razem to byłoby ok. A tak samowolnie po raz kolejny rzuciła sobie pracę- pomimo wczesniej ustalonych planów (Wiesz dziecko, wcześniej wieksze mieszkanie itd.) I pomimo tego że wcześniej wzbraniala się przed przekwalifikowaniem. Uważam że i tak dobrze się zachowalem. A ona niestety nie wykazała się dojrzałościa. Ja mogę zaakceptować np. Ze zrobiła sobie tatuaż nie wiem sprzedała samochód którym jeździła bo jej się nie podobał czy ogolila na łyso. Ok. Ale to co ma tak istotny wpływ na nasz związek- musimy ustalać razem. Ja nie mogę sobie rzucić pracy z dnia na dzień. A wielokrotnie o tym marzyłem. A jakby to zrobił to co? Bez porozumienia z nią? To było by fair byłoby to zachowanie po partnerski?

Hrefi- teraz jak spusciles z tonu,  jest o wiele lepiej. Z częścią Twoich racji się zgadzam. Dziękuję za Twoja opinie i Twój punkt widzenia.

123

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka

,,Jestem nieszczęśliwy od lat i moje wszelkie próby ratowania małżeństwa po prostu upadły. ,,
Skoro tak, to wniosek jest jeden. Nie da się dla ,,dobra dzieci,, reanimować martwego związku. Dzieci nie są ślepe i głuche, a złe relacje miedzy rodzicami tez nie za dobrze na nich wpływają.

124 Ostatnio edytowany przez Hrefi (2018-08-20 13:50:43)

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka
chceuciekacstad napisał/a:

Co do psychologa - ja kilku przerobiłam, bo zawsze mi cos nie pasowało smile A to głupoty gadał, a to nie było chemii... dużo czytałam o samoświadomości, akceptacji , oczekiwaniach w związku, relacjach.

Czyli innymi słowy - wzięłaś sobie słabego faceta, trochę niedorajde, miłości nie było, więc  sama sobie pranie mózgu zrobiłaś i wyszło Ci że jest cacy.

125

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka
Slovian napisał/a:
Ola_la napisał/a:

Slovian nawet nie bierz pod uwagę rad Hrefiego, poki nie przeczytasz jak na własne życzenie spartolił swoje małżeństwo.

A jest wątek na ten temat?

https://www.netkobiety.pl/t111218.html

126

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka
Ola_la napisał/a:

,,Jestem nieszczęśliwy od lat i moje wszelkie próby ratowania małżeństwa po prostu upadły. ,,
Skoro tak, to wniosek jest jeden. Nie da się dla ,,dobra dzieci,, reanimować martwego związku. Dzieci nie są ślepe i głuche, a złe relacje miedzy rodzicami tez nie za dobrze na nich wpływają.

Wiem, dlatego nie pozwalam na robienie scen przy dziecku. Myślę że nasza córka bardzo dużo widzi. Czasami boli mnie że niby milczy podczas jakiejś wymiany zdań. Ale wg mnie milczy bo się przyzwyczaila. A tak naprawdę to wszystko rejestruje. Boli mnie to niesamowicie dlatego ukrocilem te kłótnie przy dziecku.

127

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka
Hrefi napisał/a:
chceuciekacstad napisał/a:

Co do psychologa - ja kilku przerobiłam, bo zawsze mi cos nie pasowało smile A to głupoty gadał, a to nie było chemii... dużo czytałam o samoświadomości, akceptacji , oczekiwaniach w związku, relacjach.

Czyli innymi słowy - wzięłaś sobie słabego faceta, trochę niedorajde, miłości nie było, więc  sama sobie pranie mózgu zrobiłaś i wyszło Ci że jest cacy.


możesz rozumieć i tak tongue- mnie to nie boli.

Ludzi się nie bierze , to nie rzecz tongue

Hrefi, jesteś poraniony bardzo. Nic ci nie da że mnie atakujesz tongue ..czujesz te narastające emocje??? potrzebujesz tego ???
Szczęście jest w nas , wszystko co dobre też...ale złość również . Od nas  zależy jacy chcemy być .


I mylnie zakładasz że mój facet jest słaby.
Nie jest wcale cacy , ale ja przestałam wymagać żeby cacy był.

128

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka
chceuciekacstad napisał/a:

I mylnie zakładasz że mój facet jest słaby.
Nie jest wcale cacy , ale ja przestałam wymagać żeby cacy był.

Czyli poddałaś się, wybrałaś wygodę i strefę komfortu w zamian za jakość.
Broń bożę nie krytykuje tego, bo była to hipokryzja - ja pozostając w małżeństwie wybieram tak samo.

129 Ostatnio edytowany przez Hrefi (2018-08-20 14:34:52)

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka

Zdublowany post.

130

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka
Slovian napisał/a:
Ola_la napisał/a:

,,Jestem nieszczęśliwy od lat i moje wszelkie próby ratowania małżeństwa po prostu upadły. ,,
Skoro tak, to wniosek jest jeden. Nie da się dla ,,dobra dzieci,, reanimować martwego związku. Dzieci nie są ślepe i głuche, a złe relacje miedzy rodzicami tez nie za dobrze na nich wpływają.

Wiem, dlatego nie pozwalam na robienie scen przy dziecku. Myślę że nasza córka bardzo dużo widzi. Czasami boli mnie że niby milczy podczas jakiejś wymiany zdań. Ale wg mnie milczy bo się przyzwyczaila. A tak naprawdę to wszystko rejestruje. Boli mnie to niesamowicie dlatego ukrocilem te kłótnie przy dziecku.

No dobrze.. uporządkujmy;  Robisz co możesz, aby uratować malżeństwo. No własnie, co robisz?
Starasz sie, sprzatasz, pomagasz, nie tolerujesz kłótni przy dziecku...

Żona nie sprzata, nie "ogarnia", nie stara się o dom i o ciebie. Ma tylko pretensje i wymagania, utrzymuje że jest chora..Rzuciła kolejną pracę.

Aha! Nie dba o siebie, i chodzi w poplamionym dresie (!)

Może rzeczywiście jest chora? Może nie "ogarnia", bo nie daje rady?  Jakoś mi umknęło, czy żona miala w końcu zdiagnozowaną tę chorobę? Na twoim miejscu nie szczędzilabym sił a tym bardziej środków, aby w końcu sytuację wyjaśnić i podać żonie na tacy diagnozę;  JESTES ZDROWA.

Wiele by to wyjasniło.

Albo...

Posty [ 66 do 130 z 337 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 6 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024