terazszczesliwa- kolejny post- nie piszę lekceważąco o jej dolegliwościach. Zrozum, że jestem też trochę zdenerwowany całą tą sytuacją. Ona tak zasadniczo jest zmęczona od 15 lat. Po urodzeniu dziecka była jeszcze bardziej zmęczona. A od kwietnia br. twierdzi, że to na pewno jakieś choróbsko, bo czuje się o wiele gorzej. Zrozum, że po tylu latach niektóre sprawy powszednieją, nie zwracasz uwagi, niektórymi jesteś zmęczony a innymi zniecierpliwiony. Ja przyznaję że tak mam. Ale starałem się wykazać zrozumienie- i to długo.
feniks35- dzięki za wsparcie. Ogółem ja długo ją wysyłałem do wielu lekarzy. Prosiłem ją, żeby poszła- parę lat temu prosiłem, żeby poszła do kardiologa, bo ma problem z ciśnieniem i narzekała chyba z rok. Zmusiłem ją siłą dopiero jak jej mama przyjechała, umówiłem jej wizytę prywatną i nakablowałem mamie, że ileś miesięcy ją proszę. Mama na nią wpłynęła i w końcu poszła. Oczywiście odbiło się to na mnie, bo po jakimś czasie okazało się u innego kardiologa, że tamten niby jej złe tabletki zapisał- znowu moja wina. A przecież przy nadciśnieniu co chwile są złe tabletki- moja żona już kilka razy zmieniała. Jak w ciąży była, to też musiała zmienić na mniej inwazyjne. Do dentysty ponad rok się umawiała- poszła jak jej mama znowu pocisnęła, bo zauważyła, że już ponad rok gada o dentyście i że jeszcze nie poszła. Ogółem podczepiła się pode mnie, bo akurat ja się zapisałem, to pojechała ze mną. Dietetyk- również prosiłem. Jest bardzo chuda- aż się boję, że za chuda. Prosiłem 3 lata, żeby poszła, żeby zbilansował jej dietę. Nie doprosiłem się. Ogółem do niedawna mieliśmy płatną dodatkową prywatną opiekę medyczną. Ale widząc, że żona niemrawo korzysta, a terminy w tej opiece podobne jak NFZ- zrezygnowałem. A chwilę później zaczęły się objawy z podejrzeniem boreliozy- ale tak jak mówiłem- nie szczędzę jej pieniędzy na leczenie. Jeśli chodzi o drugie dziecko- zacząłem mieć takie obawy, o których piszesz- że urodzi drugie dziecko i wtedy mam je utrzymać i od niej się odczepić, bo swoje już zrobiła. A chyba na tym nie polega związek co? I tak- przyszedłem tutaj po to, aby poznać zdanie kobiet i może trochę się upewnić, że jednak nie wszystko stracone. A kto ma mi pomóc jak nie inne kobiety?
troll- tylko kilka zdań- prawdziwy mężczyzna jest odpowiedzialny. Rzucanie wszystkiego bo ma się taki kaprys, czy jak ty to określiłeś- bo mi się żona znudziła- na pewno nie świadczy o odpowiedzialności. Pisałem w temacie wątku, że żal mi dziecka. Nie przyszedłem tu płakać, tylko poznać kobiecy punkt widzenia. Jeśli Ty lubisz emanować zajebistością- to może dla Ciebie jest to główna cecha męskości. Dla mnie główna cecha męskości to odpowiedzialność- za rodzinę, za żonę, za dziecko, za ich i moje życia. I tyle- tematu koleżanki już nie będę komentował.
sosenek- tak właśnie zamierzam zrobić- terapia i jeśli nic nie da- wtedy rozwód- przynajmniej nie będę miał wyrzutów sumienia, że mi się nie chciało o prawdziwą rodzinę dla córki postarać.
farmama- ona ciągle mi mówi, że na necie wszystkim chorym na boreliozę wmawiają depresję. Dlatego na samą propozycję, że może do depresja- reaguje agresją, że jestem kolejnym, który wmawia.
Cyngli- może oboje na siebie tak działamy- ja również czuję się wypalony. Takim beznamiętnym życiem- praca-dom-praca-kłótnia-ciche dni itd.
kate.middleton- dużo osób mi mówi, że mnie wykorzystuje- ja do niedawna tak nie patrzyłem, ale niedawno jakbym zaczynał to dostrzegać. Wiesz, ona już kiedyś pracę rzuciła, ta w sierpniu 2017 to była już druga praca przez nią olana. Chwilę wcześniej rzuciła tez studia podyplomowe- bo nie miała na nie sił. Swoją drogą to była podyplomówka dla nauczycieli angielskiego. Gdyby ją skończyła mogłaby nawet korepetycje zwyczajnie dawać. Tzn. i tak może, ale miała by papier, który by to potwierdzał. A tak ona przez ostatni rok chwaliła mi sie, że ogląda jakąs laskę na YT, która gada o angielskim i w ciągu 30 min. filmiku omawia- 3-4 słówka. Kiedyś w nerwach jej powiedziałem- że wszystko fajnie- a o co mi chodzi? A może i o to, że ona może sobie pracę rzucić kiedy chce bez mojej zgody itd. A ja nie mogę i nigdy tego nie zrobiłem.
Nikhol- być może sprawiam wrażenie aroganckiego- ale tak jak pisałem wyżej do terazszczesliwa- proszę zrozum moje zdenerwowanie na sytuację. Zniecierpliwienie i zrezygnowanie. Zawsze uważałem, że jesteśmy wyjątkowym związkiem. Bo wiele związków nie mogło o wielu sprawach porozmawiać, a ja z moją żoną kiedyś mogłem o wszystkim. Nie było tematu, o którym byśmy nie mogli swobodnie pogadać. Wtedy byliśmy przede wszystkim przyjaciółmi. Mogliśmy iść wszędzie razem a ja się cieszyłem, że ona jest ze mną. Obecnie ciężko nam się rozmawia. Za często schodzimy na stare sprawy. Ona lubowała się kiedyś wypominać mi rzeczy sprzed 10-15 lat. Albo to co kiedyś ktoś z mojej rodziny zrobił czy powiedział. W ogóle ostro jechała na moją rodzinę. I tego jakoś przeskoczyć razem nie umiemy. Każda rozmowa- ustalenie czegokolwiek ostatecznie kończy się na wypominaniu przeszłości- dlatego uważam, że ta terapia musi nam pomóc to sobie wybaczyć, zapomnieć, bo bez czystej karty niczego już nie stworzymy. A kiedy coś się zmieniło? Po porodzie, tzn. nie od razu- jakieś 1,5 roku po narodzinach córki. Po prostu dostrzegłem, że mnie wykorzystuje. Ja jej rodzinę przyjmowałem z otwartymi ramionami- gotowałem dla nich, obdługiwałem, zakup też ja- po prostu przyjmowałem ich jak należy przyjąć gości. Ja wszystko przynosiłem, gotowałem, znosiłem, sprzątałem, myłem. Moja żona nawet nie pomyślała, że trzeba coś przygotować, a to przecież jej rodzina przyjeżdżała. Ja po prostu zostałem tak wychowany, że jak ktoś przyjeżdża, to trzeba go należycie przyjąć. Nie mówię, żeby jakąś imprezę robić, ale nigdy głodnym nie dałem im odjechać. Gdybym o tym nie pomyślał- i to wiele razy- jej rodzinka przyjechałaby i co najwyżej dostała herbatkę. Co w niej dobrego? Ciężko mi teraz o tym pisać, bo widzę w niej głównie złe cechy. Ale na pewno dobrze dba o naszą córkę. To podstawowy plus. Co jak co, ale to priorytet. Zresztą dla mnie też. A tak- ciężko mi znaleźć- może to, że czasami potrafi przyjść i się przytulić. Ma poczucie humoru- jakoś tak nam się spasowało. Ale kiedyś częściej się z nią śmiałem. Teraz rzadko.
Salomonka- nie ukrywam mam mojej żony dosyć. Ale wspominam jak kiedyś nam ze sobą dobrze było. I to mnie trochę jeszcze trzyma- tak tylko trochę. Najbardziej dziecko. Pozytywne cechy pisałem wyżej. Ale prawda jest taka, że ostatnio ciężko u niej cokolwiek dobrego dostrzec. Jest zrzędliwa, marudna (zawsze była), przestała o siebie dbać (co również zauważyło kilka niezależnych osób), no i prawie ciągle się kłócimy. Pewnie ona we mnie też nic pozytywnego już nie dostrzega. A co do przyklaskiwania- ja chcę porady jak nas ratować i co zrobić. A nie potwierdzenia- tak chłopie rozwiedź się. Szczerze? Dla mnie rozwód to będzie porażka życiowa. Ale proszę nie nadinterpretować- żeby nie było znowu, że unikam rozwodu, bo to urazi moje ego itd. Po prostu chcę ratować małżeństwo- a że się źle o żonie wypowiadam- bo obecnie mam jej dość. Ale wierzę, że to może się zmienić. Tylko oboje muszą chcieć. Tutaj chciałem się dowiedzieć jak do niej dotrzeć, skoro do tej pory się nie udało.
Ela210- tak jak napisała feniks35- żona rzuciła pracę (już drugi raz) bez mojej zgody w sierpniu 2017 r. Wcześniej mieliśmy plany- drugie dziecko, większe mieszkanie. Wystarczyło, aby pół roku na cały etat popracowała- do kredytu na zdolność itd. Te plany zostały olane. Przedszkole- córka chodziła do przedszkola cały czas, ale fakt, że nam często chorowała. W poprzednim przedszkolu nie chorowała- a było to przedszkole z sieci, w której moja żona pracowała. Konsekwencją porzucenia przez nią pracy jest nie tylko strata drugiego źródła utrzymania, ale również utrata miejsca w przedszkolu (darmowego dla dzieci pracowników), stres dla dziecka związany ze zmianą przedszkola itd. Jej nowa praca? Ja jestem wniebowzięty, że ją znalazła, tylko że z takim pokładem sił- bardzo się obawiam czy ją utrzyma. Bo jeśli cały dzień nie będzie w stanie nic zrobić. A sami wiecie, że w nowej pracy trzeba zapierdzielać na początku. Tylko o to mi chodzi- cieszę się, ale mam obawy. Co do przejmowania ciężaru utrzymania rodziny- oczywiście ja miałem dalej pracować, ale nikt nie mówił o rzucaniu pracy. Zgodziłem się na urlop wychowawczy uznając, że ja będę utrzymywał i to robiłem. Ale moja żona w domu już taka fair nie była. W rodzinnym domu rodzice dzielili się obowiązkami. I ja również taką zasadę wyznaję. Ale chodzi o sprawiedliwość. Jeśli ja pracuję, a ona siedzi w domu, to nie będę gotował, sprzątał, prał, robił zakupów, zajmował się dzieckiem itd. Bo po prostu nie starczy mi na to czasu. Nie olewam obowiązków domowych, ale bez przesady- jest pralka, jest zmywarka, śmietnik widać z okna. Przez parę lat to wszystko robiłem- zakupy, gotowanie, sprzątanie, zajmowanie dzieckiem- po powrocie z pracy. Ale po porodzie w końcu trzeba wrócić do normalnego życia. Przyznaję, że obecnie nie udzielam się w takim stopniu w domu. Uważam, że skoro rzuciła pracę, a chce dalej żyć na takim samym poziomie (nie umie/nie lubi oszczędzać), to sorry, ale w domu powinna się bez problemu ogarniać. Ja jej chetnie pomogę, ale nie na zasadzie, ze ja zrobię 90% jej działki a ona resztę. Bo ja swoje 100% już robię w pracy.