- Kochanie, mógłbyś odkurzyć?
- Daaaaj spokój, to nie robota dla faceta.
Cześć dziewczyny! Zaczęłam dość nietypowo ale dzięki temu każda z Was może domyślać się co w trawie piszczy. Otóż... Jestem ze swoim chłopakiem 5 lat. Nie mieszkamy razem, spotykamy się w tyg. bądź w weekendy. Mój życiowy partner zapewnia mnie, że on mi będzie pomagał, ugotuje, posprząta i ogólnie "złote góry" obiecuje. A ja, jak to kobitka - miłością zaślepiona wierzę w każde słowo. Tu też właśnie pojawia się problem. Po spotkaniach z jego rodzinką okazuje się, że zaczynam wątpić w te "złote góry". Tu skarpetka, tam jakieś ubranie. Mama zrobi pranie, poskłada itd. Synuś ma sielanke. Później słyszę, że jego zdaniem sprzątanie itp. to zajęcie dla kobiet. ZONK
Przecież mi mówił co innego..
Teraz kilka słów o mnie byście mogły mnie zrozumieć. Jestem osobą (nad)wrażliwą, przejmującą się i wybiegającą w przyszłość.
Ponadto lubię porządek, czystość. Jestem pedantką.
Mój problem polega na tym, że bardzo zniechęca mnie to, o czym się dowiaduje na jego temat, np. od jego mamy. A później czuje taki niesmak i jestem do niego zniechęcona..
Wyobrażam sobie od razu, że jak kiedyś zamieszkamy to mi nie będzie pomagal. A ja nie wyobrażam sobie żeby nasz dom traktował jak hotel. Z zawodu jestem pielęgniarką i dyżury są różne. Chciałabym żeby mi pomógł. Nie każe mu latać ze szczotką każdego dnia. Wyluzujmy. On też pracuje. Ale nie mogę się nadziwić jak mojej znajomej facet normalnie realnie odkurza, gotuje i jeszcze poświęca czas dzieciom.
Męczy mnie to, że tak szybko się zniechęcam po usłyszeniu czegoś, co mi się nie spodoba. A może tak źle nie będzie jak razem zamieszkamy? Może za bardzo wyolbrzymiam?