Dom to nie hotel dla faceta, czyli jak to jest z tymi obowiązkami? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Dom to nie hotel dla faceta, czyli jak to jest z tymi obowiązkami?

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 65 z 115 ]

Temat: Dom to nie hotel dla faceta, czyli jak to jest z tymi obowiązkami?

- Kochanie, mógłbyś odkurzyć?
- Daaaaj spokój, to nie robota dla faceta.

Cześć dziewczyny! Zaczęłam dość nietypowo ale dzięki temu każda z Was może domyślać się co w trawie piszczy. Otóż... Jestem ze swoim chłopakiem 5 lat. Nie mieszkamy razem, spotykamy się w tyg. bądź w weekendy. Mój życiowy partner zapewnia mnie, że on mi będzie pomagał, ugotuje, posprząta i ogólnie "złote góry" obiecuje. A ja, jak to kobitka - miłością zaślepiona wierzę w każde słowo. Tu też właśnie pojawia się problem. Po spotkaniach z jego rodzinką okazuje się, że zaczynam wątpić w te "złote góry". Tu skarpetka, tam jakieś ubranie. Mama zrobi pranie, poskłada itd. Synuś ma sielanke. Później słyszę, że jego zdaniem sprzątanie itp. to zajęcie dla kobiet. ZONK
Przecież mi mówił co innego..

Teraz kilka słów o mnie byście mogły mnie zrozumieć. Jestem osobą (nad)wrażliwą, przejmującą się i wybiegającą w przyszłość.
Ponadto lubię porządek, czystość. Jestem pedantką.

Mój problem polega na tym, że bardzo zniechęca mnie to, o czym się dowiaduje na jego temat, np. od jego mamy. A później czuje taki niesmak i jestem do niego zniechęcona.. hmm Wyobrażam sobie od razu, że jak kiedyś zamieszkamy to mi nie będzie pomagal. A ja nie wyobrażam sobie żeby nasz dom traktował jak hotel. Z zawodu jestem pielęgniarką i dyżury są różne. Chciałabym żeby mi pomógł. Nie każe mu latać ze szczotką każdego dnia. Wyluzujmy. On też pracuje. Ale nie mogę się nadziwić jak mojej znajomej facet normalnie realnie odkurza, gotuje i jeszcze poświęca czas dzieciom.

Męczy mnie to, że tak szybko się zniechęcam po usłyszeniu czegoś, co mi się nie spodoba. A może tak źle nie będzie jak razem zamieszkamy? Może za bardzo wyolbrzymiam?

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Dom to nie hotel dla faceta, czyli jak to jest z tymi obowiązkami?

Nie wyolbrzymiasz. Masz rację, że dom to nie hotel dla faceta. I on nie " ma ci pomagać", on ma sprzątać tak samo jak ty, bo on tez mieszka , też brudzi!
A nie, że ma ci pomagać.
pomaganie zakłada  - jak mi się zachce, to cos zrobię, a jak nie to nie, jak raz na tydzień odniosę szklanke to przeciez ci pomogłem. No nie, nie  jesteś jego służącą, jak jego mamusia. Jak jego mamusia tak lubi, trudno
ale czy ty chcesz być jego mamusią?

3

Odp: Dom to nie hotel dla faceta, czyli jak to jest z tymi obowiązkami?

Ja bym się nie kierowała tym, że teraz w domu nic nie robi. Nie robi, bo nie musi. Widocznie mama od niego tego nie wymaga, albo ma inne obowiązki (palenie w piecu).

Natomiast Ty musisz od razu zacząć wymagać i jasno przedstawić jak widzisz podział obowiązków.

4

Odp: Dom to nie hotel dla faceta, czyli jak to jest z tymi obowiązkami?
cataga napisał/a:

Nie wyolbrzymiasz. Masz rację, że dom to nie hotel dla faceta. I on nie " ma ci pomagać", on ma sprzątać tak samo jak ty, bo on tez mieszka , też brudzi!
A nie, że ma ci pomagać.
pomaganie zakłada  - jak mi się zachce, to cos zrobię, a jak nie to nie, jak raz na tydzień odniosę szklanke to przeciez ci pomogłem. No nie, nie  jesteś jego służącą, jak jego mamusia. Jak jego mamusia tak lubi, trudno
ale czy ty chcesz być jego mamusią?

Jasne, że ja nie będę jego mamusią. Zapowiedziałam mu, że on jak zamieszka ze mną to nie będzie miał jak u mamusi. Że wszystko będę za niego robić i we wszystkim wyręczać. Mieszkamy razem, razem brudzimy i razem sprzątamy. Pomagamy sobie, a nie, że jedna osoba tylko ogarnia wszystko. Wysłałam mu nawet taki opis, że dom to nie hotel, a on nie ma być pomocą tylko jego częścią, bo tak samo jak ja używa talerzy, widelca i innych rzeczy. Odpowiedział, że ktoś kto to napisał ma rację i, że on mi zawsze będzie pomagał, że będziemy dzielić się obowiązkami. Ale później jadę do niego i się dowiaduje, że on taki pomocny to nie jest i dostałam radę, że jak zamieszkamy razem to mam go trzymać krótko.

5

Odp: Dom to nie hotel dla faceta, czyli jak to jest z tymi obowiązkami?

Musisz zacząć wymagać tak, jak mówi to Siggy, ale nastaw się też na to, że to będzie długa i ciężka przeprawa, żeby on zaczął faktycznie coś robić. Obstawiam, że pierwsze pół roku będzie ciągła wojna o to, że Ty coś od niego chcesz, a z jego strony będziesz słyszeć teksty o tym, że to praca dla kobiet.

Jak dla mnie, to najlepszy będzie zimny prysznic od razu po zamieszkaniu. Czyli jak nie zacznie pomagać, to nie rób nic za niego. Jak będzie miał dookoła siebie stos niewypranych majtek i nie będzie miał co założyć, to może zrozumie, że dom jest nie tylko Twój smile

swoją drogą mężczyzna nie ma "pomagać" w domu. Mężczyzna ma mieć równe obowiązki co kobieta, bo to też jego dom.

6

Odp: Dom to nie hotel dla faceta, czyli jak to jest z tymi obowiązkami?
Lady Siggy napisał/a:

Ja bym się nie kierowała tym, że teraz w domu nic nie robi. Nie robi, bo nie musi. Widocznie mama od niego tego nie wymaga, albo ma inne obowiązki (palenie w piecu).

Natomiast Ty musisz od razu zacząć wymagać i jasno przedstawić jak widzisz podział obowiązków.

Jest tak jak mówisz.. On nie jest nygus i nie robię z niego jakiegoś chłoptasia, który bez mamusi to jak bez ręki. Jego mama po prostu lubi wszystko robić po swojemu.. Ale po prostu boję się, że on się do takiego stanu przyzwyczai i będzie tak samo postępował w naszym domu. Wiele razy o tym z nim rozmawiam, bo nie ma nic lepszego jak szczera rozmowa w związku ale on się denerwuje, że się zniechęcam przez takie pierdoły i słucham się kogoś. hmm

7

Odp: Dom to nie hotel dla faceta, czyli jak to jest z tymi obowiązkami?
Lady Loka napisał/a:

Musisz zacząć wymagać tak, jak mówi to Siggy, ale nastaw się też na to, że to będzie długa i ciężka przeprawa, żeby on zaczął faktycznie coś robić. Obstawiam, że pierwsze pół roku będzie ciągła wojna o to, że Ty coś od niego chcesz, a z jego strony będziesz słyszeć teksty o tym, że to praca dla kobiet.

Jak dla mnie, to najlepszy będzie zimny prysznic od razu po zamieszkaniu. Czyli jak nie zacznie pomagać, to nie rób nic za niego. Jak będzie miał dookoła siebie stos niewypranych majtek i nie będzie miał co założyć, to może zrozumie, że dom jest nie tylko Twój smile

swoją drogą mężczyzna nie ma "pomagać" w domu. Mężczyzna ma mieć równe obowiązki co kobieta, bo to też jego dom.

Aż się boję tego wspólnego mieszkania ze sobą. Ale jakoś będzie trzeba się dogadać. hmm Nie będę się rozstawać z tego powodu. Uważam, że zawsze jest jakieś wyjście z takiej sytuacji. Rozumiem, że on pracuje i będzie wracał późno no ale ja też będę pracować (póki co, będę dziennie studiować mgr).. Już nawet zaczęłam dopuszczać do siebie taką myśl, że może tworzę niepotrzebnie problem, bo u mnie w rodzinie zawsze powtarzają, że facet to tylko przyjść, najeść się, zaspokoić i to by było na tyle. Może taki pogląd mam od małego wpojony i teraz sama tworze taki obraz swojego faceta. Ajjj już nie wiem...

8

Odp: Dom to nie hotel dla faceta, czyli jak to jest z tymi obowiązkami?
Olunia12113 napisał/a:
Lady Loka napisał/a:

Musisz zacząć wymagać tak, jak mówi to Siggy, ale nastaw się też na to, że to będzie długa i ciężka przeprawa, żeby on zaczął faktycznie coś robić. Obstawiam, że pierwsze pół roku będzie ciągła wojna o to, że Ty coś od niego chcesz, a z jego strony będziesz słyszeć teksty o tym, że to praca dla kobiet.

Jak dla mnie, to najlepszy będzie zimny prysznic od razu po zamieszkaniu. Czyli jak nie zacznie pomagać, to nie rób nic za niego. Jak będzie miał dookoła siebie stos niewypranych majtek i nie będzie miał co założyć, to może zrozumie, że dom jest nie tylko Twój smile

swoją drogą mężczyzna nie ma "pomagać" w domu. Mężczyzna ma mieć równe obowiązki co kobieta, bo to też jego dom.

Aż się boję tego wspólnego mieszkania ze sobą. Ale jakoś będzie trzeba się dogadać. hmm Nie będę się rozstawać z tego powodu. Uważam, że zawsze jest jakieś wyjście z takiej sytuacji. Rozumiem, że on pracuje i będzie wracał późno no ale ja też będę pracować (póki co, będę dziennie studiować mgr).. Już nawet zaczęłam dopuszczać do siebie taką myśl, że może tworzę niepotrzebnie problem, bo u mnie w rodzinie zawsze powtarzają, że facet to tylko przyjść, najeść się, zaspokoić i to by było na tyle. Może taki pogląd mam od małego wpojony i teraz sama tworze taki obraz swojego faceta. Ajjj już nie wiem...


Jak dla mnie to za bardzo robisz z tego problem. Rozmawiałaś ze swoim partnerem, złożył Ci pewne deklaracje, więc teraz kwestia tylko egzekwowania tego w przyszłości. Przedstawiłaś mu warunki przed zamieszkaniem, a on je zaakceptował.

9

Odp: Dom to nie hotel dla faceta, czyli jak to jest z tymi obowiązkami?
Olunia12113 napisał/a:
Lady Loka napisał/a:

Musisz zacząć wymagać tak, jak mówi to Siggy, ale nastaw się też na to, że to będzie długa i ciężka przeprawa, żeby on zaczął faktycznie coś robić. Obstawiam, że pierwsze pół roku będzie ciągła wojna o to, że Ty coś od niego chcesz, a z jego strony będziesz słyszeć teksty o tym, że to praca dla kobiet.

Jak dla mnie, to najlepszy będzie zimny prysznic od razu po zamieszkaniu. Czyli jak nie zacznie pomagać, to nie rób nic za niego. Jak będzie miał dookoła siebie stos niewypranych majtek i nie będzie miał co założyć, to może zrozumie, że dom jest nie tylko Twój smile

swoją drogą mężczyzna nie ma "pomagać" w domu. Mężczyzna ma mieć równe obowiązki co kobieta, bo to też jego dom.

Aż się boję tego wspólnego mieszkania ze sobą. Ale jakoś będzie trzeba się dogadać. hmm Nie będę się rozstawać z tego powodu. Uważam, że zawsze jest jakieś wyjście z takiej sytuacji. Rozumiem, że on pracuje i będzie wracał późno no ale ja też będę pracować (póki co, będę dziennie studiować mgr).. Już nawet zaczęłam dopuszczać do siebie taką myśl, że może tworzę niepotrzebnie problem, bo u mnie w rodzinie zawsze powtarzają, że facet to tylko przyjść, najeść się, zaspokoić i to by było na tyle. Może taki pogląd mam od małego wpojony i teraz sama tworze taki obraz swojego faceta. Ajjj już nie wiem...

No to masz średni pogląd.
Facet jest pełnoprawnym domownikiem, więc pełnoprawnie sprząta smile
rozmowę na ten temat możesz zacząć prowadzić jak już będziecie mieli plany na wspólne mieszkanie.
Postawić sprawę jasno - co zrobisz Ty, a co ma zrobić on. I potem egzekwować. Jak czegoś nie zrobi - nie robisz za niego. Jak nie umyje naczyń - umyj tylko dla siebie. Nie powiesi prania? Ok, powieś swoje.
Tylko do tego trzeba niesamowicie dużo wytrwałości i konsekwencji.

10

Odp: Dom to nie hotel dla faceta, czyli jak to jest z tymi obowiązkami?

Święta racja. Zycie po równo. Po równo sprzątacie, gotujecie, pierzecie. Po równo dokładacie się do domowego budżetu. Hm, a co jeśli on zarabia 3-4 razy więcej? Ojej, to już niesprawiedliwe po równo... W końcu jeśli zarabia tak dobrze, to mógłby opłacać sam ratę za wymarzone, rodzinne gniazdko, a w sumie to i wszystkie opłaty. No i zabrać 2 razy do roku gdzieś w świat za swoje...

11

Odp: Dom to nie hotel dla faceta, czyli jak to jest z tymi obowiązkami?

Snake to nie temat o finansach więc nie wiem po co takie zaczepne teksciki zasuwać

12

Odp: Dom to nie hotel dla faceta, czyli jak to jest z tymi obowiązkami?

Snake, czyli jak facet więcej zarabia, to ma mniej sprzątać? tongue
a kobiecie zapłaci za to sprzątanie?

Czy ma być tak, że facet pracuje sobie na etat, wraca po 8.5h do domu, włącza tv i dostaje/odgrzewa sobie obiad.
Kobieta pracuje na etat, wraca po 8.5h do domu, robi obiad, sprząta, robi pranie, prasuje ciuchy na następny dzień, sprząta po obiedzie, zmywa naczynia, odkurza, wiesza pranie.
Tak to widzisz tylko dlatego, że ona może zarabiać mniej? big_smile
no bez jaj. Co innego gdyby kobieta nie pracowała. Ale tutaj Autorka jasno mówi, że studiuje dziennie, więc nie będzie siedzieć całego dnia przed tv.

Ja już w innym temacie mówiłam, mój tata zarabia kilka razy więcej od mojej mamy. Nawet bym powiedziała, że więcej niż 4x tongue
i nie ma problemu w tym, żeby na kolanach ze ścierą zmywać płytki na dwóch piętrach naszego domu.
Więc sorry. Zarobki nie usprawiedliwiają lenistwa.

A co do reszty to ja osobiście nie widzę problemu w tym, żeby każdy dokładał się do budżetu adekwatnie do swoich zarobków. Mam znajomych, którzy tak robią i całkiem nieźle im to wychodzi. Podzielili, że każde daje na dom np. 1/3 swoich zarobków, a z reszty odkładają/mają dla siebie. I nie mają z tym żadnego problemu. Zresztą w zdrowym związku, gdzie obie osoby pracują finanse są naprawdę mało istotną kwestią i nie wywołują takiej burzy jak tutaj, w kwestiach skrajnych.

13

Odp: Dom to nie hotel dla faceta, czyli jak to jest z tymi obowiązkami?

Jeśli myślicie,że da się wymusić na nim określone postępowanie to się grubo mylicie. Jakbym wam powiedział, że macie obowiązek gotować i sprzątać po mnie i zmuszał was do tego to byście się oburzyły. Taka będzie jego reakcja, bo to głęboko zakorzeniona cecha jego charakteru powoduje że nie sprząta po sobie i jest leniwy, przerzuca obowiązki na innych. Próbujecie zastosować w działaniu ten sam syndrom kobiety, która uważa że faceta da się zmienić tylko trzeba trochę nad tym popracować a potem dziwicie się,że to wy a nie on kończycie w psychiatryku. Ona wie dobrze jak to będzie wyglądało, bo przyjrzała się zachowaniu w obecności mamusi. Proponuję poszukać innych czerwonych flag i wymiksować się z tego związku. Zmusić? Wymagać? Stawiać warunki? Wtedy to już nie będzie miłość a układ. Jak posprzątasz po sobie, misiaczku, to zrobię ci loda! Czy o to chodzi?

14 Ostatnio edytowany przez jjbp (2018-08-16 22:15:10)

Odp: Dom to nie hotel dla faceta, czyli jak to jest z tymi obowiązkami?

Po pierwsze ona nie chce go zmuszać - on sam twierdzi że zaangazuje się w prowadzenie domu. Sam samiutki z siebie.
Po drugie Chryste, mówimy o sprzątaniu we wspólnym domu a nie o zmienianiu człowieka na siłę. Sprzątanie to jest zwykła prozaiczna czynność, myślę że dwójka dorosłych się o to umie dogadać. Trochę za dużo dramaturgii poszło, np z tym psychiatrykiem I lodem za odkurzanie to już Cie poniosło trochę big_smile

15

Odp: Dom to nie hotel dla faceta, czyli jak to jest z tymi obowiązkami?
jjbp napisał/a:

Snake to nie temat o finansach więc nie wiem po co takie zaczepne teksciki zasuwać

Dokładnie. Temat finansów nie podlega dyskusji. Dwie osoby pracują, każda ze swojej pensji odklada część na wspólną "kupkę", a resztę ma na swoje wydatki. W tej kwestii jesteśmy zgodni, także nie poruszajcie tematu finansów :-)

16

Odp: Dom to nie hotel dla faceta, czyli jak to jest z tymi obowiązkami?
jjbp napisał/a:

Po pierwsze ona nie chce go zmuszać - on sam twierdzi że zaangazuje się w prowadzenie domu. Sam samiutki z siebie.
Po drugie Chryste, mówimy o sprzątaniu we wspólnym domu a nie o zmienianiu człowieka na siłę. Sprzątanie to jest zwykła prozaiczna czynność, myślę że dwójka dorosłych się o to umie dogadać. Trochę za dużo dramaturgii poszło, np z tym psychiatrykiem I lodem za odkurzanie to już Cie poniosło trochę big_smile

Ja go nie zmusze, jak się sam nie ogarnie to będzie zapitalał w brudnych gaciach, skarpetkach itp. Ja go nie zmienie na siłę. On ma mieć świadomość tego, że ma mi pomóc. My się dogadamy. Kwestia tego, że ja jestem przewrazliwiona i może nakręcam się za bardzo. :-) Może nie będzie tak źle. Chociaż nie wiem, bo zgodze się też z tym, że przyjrzalam się temu, jak on się zachowuje w swoim domu. W sumie to nie musiałam się też przyglądać, wystarczy że jego mama, tudzież siostra mi opowiedziały.

17 Ostatnio edytowany przez jjbp (2018-08-16 22:30:45)

Odp: Dom to nie hotel dla faceta, czyli jak to jest z tymi obowiązkami?

Myśle że się nakręcasz. Powody do obaw by były jakbyś zapytała go o zdanie odnośnie podziału obowiązków w wspólnym domu a on by się wielce zdziwił że ma Ci pomagać bo dbanie o dom to domena kobiet. Wtedy rozumiem. Ale nie mieszkacie razem więc na razie nie masz co oceniać a odpowiedź w tym temacie dal Ci taka jakiej oczekiwałas. Więc wyluzuj smile

18 Ostatnio edytowany przez Olunia12113 (2018-08-16 22:31:28)

Odp: Dom to nie hotel dla faceta, czyli jak to jest z tymi obowiązkami?
marionetkanetka napisał/a:

Jak posprzątasz po sobie, misiaczku, to zrobię ci loda! Czy o to chodzi?

Pod warunkiem jak mi jeansy kupi.  ;]

19 Ostatnio edytowany przez Lady Loka (2018-08-16 22:37:37)

Odp: Dom to nie hotel dla faceta, czyli jak to jest z tymi obowiązkami?
marionetkanetka napisał/a:

Jeśli myślicie,że da się wymusić na nim określone postępowanie to się grubo mylicie. Jakbym wam powiedział, że macie obowiązek gotować i sprzątać po mnie i zmuszał was do tego to byście się oburzyły. Taka będzie jego reakcja, bo to głęboko zakorzeniona cecha jego charakteru powoduje że nie sprząta po sobie i jest leniwy, przerzuca obowiązki na innych. Próbujecie zastosować w działaniu ten sam syndrom kobiety, która uważa że faceta da się zmienić tylko trzeba trochę nad tym popracować a potem dziwicie się,że to wy a nie on kończycie w psychiatryku. Ona wie dobrze jak to będzie wyglądało, bo przyjrzała się zachowaniu w obecności mamusi. Proponuję poszukać innych czerwonych flag i wymiksować się z tego związku. Zmusić? Wymagać? Stawiać warunki? Wtedy to już nie będzie miłość a układ. Jak posprzątasz po sobie, misiaczku, to zrobię ci loda! Czy o to chodzi?

Jak posprzątasz po sobie, misiaczku, to jutro zjesz śniadanie z czystego talerza smile
seks nigdy nie powinien być kartą przetargową.

edit.
Ja już gdzieś wspominałam - mój facet jest ogromnym bałaganiarzem. 4 lata mieszkał sam, jego kawalerskie mieszkanie momentami wyglądało tak, że 1/4 była zawalona kartonami po paczkach od matki. W zlewie było tyle naczyń, że jak mieliśmy coś tam gotować, to musiał najpierw umyć, a i tak mył tylko to, co było potrzebne - dwa talerze, dwie szklanki, dwa widelce. Czasami jadł łyżką, bo akurat była czysta, a jemu się nie chciało umyć widelca.
Mył więcej tylko wtedy, kiedy wyjeżdżał na dłużej, ale i tak nie widziałam aż do czasu wyprowadzki, żeby umył wszystko. Zresztą przed wyprowadzką też nie umył sam big_smile ja próbowałam pomagać, ale jak zobaczyłam, jak tam jest dużo pleśni to stwierdziłam, że palcem tego nie tknę.
Tak samo z ubraniami. Pralka z mokrymi rzeczami przez cały dzień leży, bo jemu się nie chce wieszać. Kosz na brudy zapełniony na fulla, a i tak ciuchy walały się wszędzie. Książki na półkach byle jak, bo nie chce mu się układać.
Ja nie jestem mistrzynią porządku, ale szczerze, przerażało mnie to bardzo. Próbowałam motywować, ale skutki były bardzo mizerne.

Od stycznia planowaliśmy wspólne zamieszkanie, które dojdzie do skutku w przyszłym miesiącu. I od razu przegadaliśmy podział obowiązków domowych. Okazało się, że on naczyń myć nie znosi. Tak samo z tym wieszaniem prania. I w sumie ja to rozumiem, bo ja np. nie znoszę odkurzania i mycia łazienek wink wyszło na to, że to, czego ja nie znoszę może robić on, a ja będę robić to, czego on nie znosi.
Póki co drugi tydzień mieszkamy razem jeszcze nie na swoim i całkiem nam to wychodzi.
Ale tak naprawdę żadne z nas się nie dopomina. On sam widzi, że trzeba wynieść śmieci, a ja, że opróżnić zmywarkę. Czasami zrobię to wieczorem zamiast rano, tak samo on big_smile ale nie mamy terroru, a w domu jest czysto.

20 Ostatnio edytowany przez Olunia12113 (2018-08-16 22:35:17)

Odp: Dom to nie hotel dla faceta, czyli jak to jest z tymi obowiązkami?
Lady Loka napisał/a:
marionetkanetka napisał/a:

Jeśli myślicie,że da się wymusić na nim określone postępowanie to się grubo mylicie. Jakbym wam powiedział, że macie obowiązek gotować i sprzątać po mnie i zmuszał was do tego to byście się oburzyły. Taka będzie jego reakcja, bo to głęboko zakorzeniona cecha jego charakteru powoduje że nie sprząta po sobie i jest leniwy, przerzuca obowiązki na innych. Próbujecie zastosować w działaniu ten sam syndrom kobiety, która uważa że faceta da się zmienić tylko trzeba trochę nad tym popracować a potem dziwicie się,że to wy a nie on kończycie w psychiatryku. Ona wie dobrze jak to będzie wyglądało, bo przyjrzała się zachowaniu w obecności mamusi. Proponuję poszukać innych czerwonych flag i wymiksować się z tego związku. Zmusić? Wymagać? Stawiać warunki? Wtedy to już nie będzie miłość a układ. Jak posprzątasz po sobie, misiaczku, to zrobię ci loda! Czy o to chodzi?

Jak posprzątasz po sobie, misiaczku, to jutro zjesz śniadanie z czystego talerza smile
seks nigdy nie powinien być kartą przetargową.

DOKŁADNIE. A tak gwoli precyzji. Moja poprzednia odpowiedź stanowi formę sarkazmu

21

Odp: Dom to nie hotel dla faceta, czyli jak to jest z tymi obowiązkami?
jjbp napisał/a:

Po pierwsze ona nie chce go zmuszać - on sam twierdzi że zaangazuje się w prowadzenie domu. Sam samiutki z siebie.
Po drugie Chryste, mówimy o sprzątaniu we wspólnym domu a nie o zmienianiu człowieka na siłę. Sprzątanie to jest zwykła prozaiczna czynność, myślę że dwójka dorosłych się o to umie dogadać. Trochę za dużo dramaturgii poszło, np z tym psychiatrykiem I lodem za odkurzanie to już Cie poniosło trochę big_smile

A ja myślę, że bardziej prozaiczne nieporozumienia doprowadziły w ostateczności do rozwodu. Tylko po co czas tracić skoro i tak wiadomo do jakich konsekwencji to doprowadzi. Poza tym myślę, że prędzej któraś z was wyląduje na księżycu na miotle niż zmieni charakter faceta. Nie wiem czy wiecie,ale my faceci jesteśmy z natury leniwi i jeśli znajdzie się kobieta, na którą da się przerzucić wszystkie domowe obowiązki to tak będzie. Jedynym gwarantem partnerstwa jest prawdziwa miłość ze strony faceta,ale w tym przypadku nie ma żadnych przesłanek świadczących oprócz pustych deklaracji.

22 Ostatnio edytowany przez jjbp (2018-08-16 22:48:44)

Odp: Dom to nie hotel dla faceta, czyli jak to jest z tymi obowiązkami?

A ja nie wiem czemu upierasz się że chodzi o charakter faceta.
To, że jego matka popełnia błąd robiąc wszystko za niego nie znaczy że facet w charakterze ma balaganiarstwo i przerzucanie obowiązków na innych. Może tak być ale nie musi. I mówię to z doświadczenia.
Tak naprawdę dopóki nie dojdzie co do czego i razem nie zamieszkaja to kto wie czy jego obietnice są puste. Tak samo skąd założenie że nie ma żadnych przesłanek że jest między nimi prawdziwe partnerstwo?
A po co tracić czas na kogoś kto się różni od nas? No nie wiem to wygląda na to że każdy związek jest bez sensu chyba że z dokładną kopią nas samych bo przecież wiadomo jakie konsekwencje maja różnice między partnerami (rozwód boże broń dogadanie się).
I błagam bez "my faceci tacy jesteśmy". Co facet to charakter smile

23

Odp: Dom to nie hotel dla faceta, czyli jak to jest z tymi obowiązkami?
Lady Loka napisał/a:
marionetkanetka napisał/a:

Jeśli myślicie,że da się wymusić na nim określone postępowanie to się grubo mylicie. Jakbym wam powiedział, że macie obowiązek gotować i sprzątać po mnie i zmuszał was do tego to byście się oburzyły. Taka będzie jego reakcja, bo to głęboko zakorzeniona cecha jego charakteru powoduje że nie sprząta po sobie i jest leniwy, przerzuca obowiązki na innych. Próbujecie zastosować w działaniu ten sam syndrom kobiety, która uważa że faceta da się zmienić tylko trzeba trochę nad tym popracować a potem dziwicie się,że to wy a nie on kończycie w psychiatryku. Ona wie dobrze jak to będzie wyglądało, bo przyjrzała się zachowaniu w obecności mamusi. Proponuję poszukać innych czerwonych flag i wymiksować się z tego związku. Zmusić? Wymagać? Stawiać warunki? Wtedy to już nie będzie miłość a układ. Jak posprzątasz po sobie, misiaczku, to zrobię ci loda! Czy o to chodzi?

Jak posprzątasz po sobie, misiaczku, to jutro zjesz śniadanie z czystego talerza smile
seks nigdy nie powinien być kartą przetargową.

edit.
Ja już gdzieś wspominałam - mój facet jest ogromnym bałaganiarzem. 4 lata mieszkał sam, jego kawalerskie mieszkanie momentami wyglądało tak, że 1/4 była zawalona kartonami po paczkach od matki. W zlewie było tyle naczyń, że jak mieliśmy coś tam gotować, to musiał najpierw umyć, a i tak mył tylko to, co było potrzebne - dwa talerze, dwie szklanki, dwa widelce. Czasami jadł łyżką, bo akurat była czysta, a jemu się nie chciało umyć widelca.
Mył więcej tylko wtedy, kiedy wyjeżdżał na dłużej, ale i tak nie widziałam aż do czasu wyprowadzki, żeby umył wszystko. Zresztą przed wyprowadzką też nie umył sam big_smile ja próbowałam pomagać, ale jak zobaczyłam, jak tam jest dużo pleśni to stwierdziłam, że palcem tego nie tknę.
Tak samo z ubraniami. Pralka z mokrymi rzeczami przez cały dzień leży, bo jemu się nie chce wieszać. Kosz na brudy zapełniony na fulla, a i tak ciuchy walały się wszędzie. Książki na półkach byle jak, bo nie chce mu się układać.
Ja nie jestem mistrzynią porządku, ale szczerze, przerażało mnie to bardzo. Próbowałam motywować, ale skutki były bardzo mizerne.

Od stycznia planowaliśmy wspólne zamieszkanie, które dojdzie do skutku w przyszłym miesiącu. I od razu przegadaliśmy podział obowiązków domowych. Okazało się, że on naczyń myć nie znosi. Tak samo z tym wieszaniem prania. I w sumie ja to rozumiem, bo ja np. nie znoszę odkurzania i mycia łazienek wink wyszło na to, że to, czego ja nie znoszę może robić on, a ja będę robić to, czego on nie znosi.
Póki co drugi tydzień mieszkamy razem jeszcze nie na swoim i całkiem nam to wychodzi.
Ale tak naprawdę żadne z nas się nie dopomina. On sam widzi, że trzeba wynieść śmieci, a ja, że opróżnić zmywarkę. Czasami zrobię to wieczorem zamiast rano, tak samo on big_smile ale nie mamy terroru, a w domu jest czysto.


Żebyś widziała mimikę mojej twarzy, zwłaszcza na temat wzmianki o tej pleśni.

24

Odp: Dom to nie hotel dla faceta, czyli jak to jest z tymi obowiązkami?
Lady Loka napisał/a:
marionetkanetka napisał/a:

Jeśli myślicie,że da się wymusić na nim określone postępowanie to się grubo mylicie. Jakbym wam powiedział, że macie obowiązek gotować i sprzątać po mnie i zmuszał was do tego to byście się oburzyły. Taka będzie jego reakcja, bo to głęboko zakorzeniona cecha jego charakteru powoduje że nie sprząta po sobie i jest leniwy, przerzuca obowiązki na innych. Próbujecie zastosować w działaniu ten sam syndrom kobiety, która uważa że faceta da się zmienić tylko trzeba trochę nad tym popracować a potem dziwicie się,że to wy a nie on kończycie w psychiatryku. Ona wie dobrze jak to będzie wyglądało, bo przyjrzała się zachowaniu w obecności mamusi. Proponuję poszukać innych czerwonych flag i wymiksować się z tego związku. Zmusić? Wymagać? Stawiać warunki? Wtedy to już nie będzie miłość a układ. Jak posprzątasz po sobie, misiaczku, to zrobię ci loda! Czy o to chodzi?

Jak posprzątasz po sobie, misiaczku, to jutro zjesz śniadanie z czystego talerza smile
seks nigdy nie powinien być kartą przetargową.

edit.
Ja już gdzieś wspominałam - mój facet jest ogromnym bałaganiarzem. 4 lata mieszkał sam, jego kawalerskie mieszkanie momentami wyglądało tak, że 1/4 była zawalona kartonami po paczkach od matki. W zlewie było tyle naczyń, że jak mieliśmy coś tam gotować, to musiał najpierw umyć, a i tak mył tylko to, co było potrzebne - dwa talerze, dwie szklanki, dwa widelce. Czasami jadł łyżką, bo akurat była czysta, a jemu się nie chciało umyć widelca.
Mył więcej tylko wtedy, kiedy wyjeżdżał na dłużej, ale i tak nie widziałam aż do czasu wyprowadzki, żeby umył wszystko. Zresztą przed wyprowadzką też nie umył sam big_smile ja próbowałam pomagać, ale jak zobaczyłam, jak tam jest dużo pleśni to stwierdziłam, że palcem tego nie tknę.
Tak samo z ubraniami. Pralka z mokrymi rzeczami przez cały dzień leży, bo jemu się nie chce wieszać. Kosz na brudy zapełniony na fulla, a i tak ciuchy walały się wszędzie. Książki na półkach byle jak, bo nie chce mu się układać.
Ja nie jestem mistrzynią porządku, ale szczerze, przerażało mnie to bardzo. Próbowałam motywować, ale skutki były bardzo mizerne.

Od stycznia planowaliśmy wspólne zamieszkanie, które dojdzie do skutku w przyszłym miesiącu. I od razu przegadaliśmy podział obowiązków domowych. Okazało się, że on naczyń myć nie znosi. Tak samo z tym wieszaniem prania. I w sumie ja to rozumiem, bo ja np. nie znoszę odkurzania i mycia łazienek wink wyszło na to, że to, czego ja nie znoszę może robić on, a ja będę robić to, czego on nie znosi.
Póki co drugi tydzień mieszkamy razem jeszcze nie na swoim i całkiem nam to wychodzi.
Ale tak naprawdę żadne z nas się nie dopomina. On sam widzi, że trzeba wynieść śmieci, a ja, że opróżnić zmywarkę. Czasami zrobię to wieczorem zamiast rano, tak samo on big_smile ale nie mamy terroru, a w domu jest czysto.

Dobrze, tylko nie jest to obraz dwojga kochających się ludzi a raczej być może założenie fabryki produkującej dzieci. Ty stoisz przy taśmie a ja pakuję na palety. Jak będziecie mieli dzieci  to ty zmieniasz pampersy a ja się brzydzę to zmieniam buciki. Rozumiem podział obowiązków a czasem uzupełnianie się i wspieranie, wspólne przygotowanie ale tak skrupulatne rozdzielanie obowiązków to jakaś wyspecjalizowana fabryka pozbawiona czynnika duchowego i uczuć. To jakaś kohabitacja.

25

Odp: Dom to nie hotel dla faceta, czyli jak to jest z tymi obowiązkami?
Olunia12113 napisał/a:
jjbp napisał/a:

Snake to nie temat o finansach więc nie wiem po co takie zaczepne teksciki zasuwać

Dokładnie. Temat finansów nie podlega dyskusji. Dwie osoby pracują, każda ze swojej pensji odklada część na wspólną "kupkę", a resztę ma na swoje wydatki. W tej kwestii jesteśmy zgodni, także nie poruszajcie tematu finansów :-)

Jak każdy odkłada na kupkę równą część, tak jak po równo dzieli się obowiązkami to nie ma problemu. Przynajmniej dopóki są w wolnym związku, bo kiedy zawrą związek małżeński, to nagle okazuje się, że to więcej kasy pana należy również do pani. Tak na marginesie kiedy facet zarabia więcej, to godzina jego sprzątania "kosztuje" więcej niż godzina jej sprzątania. Czas to pieniądz...

26 Ostatnio edytowany przez jjbp (2018-08-16 23:05:53)

Odp: Dom to nie hotel dla faceta, czyli jak to jest z tymi obowiązkami?

Czyli obraz dwojga kochających się ludzi byłby tylko wtedy gdy obowiązki domowe wykonuje się spontanicznie? Wszelkie ustalenia i podział zabijają miłość?
Rozumiem robić sobie grafik na seks albo czułości, tu bym zrozumiała ten argument ale w czym rozdysponowanie obowiązków typu zmywanie talerzy w sposob który opisuje Loka zaprzecza miłości?

27

Odp: Dom to nie hotel dla faceta, czyli jak to jest z tymi obowiązkami?
marionetkanetka napisał/a:
Lady Loka napisał/a:
marionetkanetka napisał/a:

Jeśli myślicie,że da się wymusić na nim określone postępowanie to się grubo mylicie. Jakbym wam powiedział, że macie obowiązek gotować i sprzątać po mnie i zmuszał was do tego to byście się oburzyły. Taka będzie jego reakcja, bo to głęboko zakorzeniona cecha jego charakteru powoduje że nie sprząta po sobie i jest leniwy, przerzuca obowiązki na innych. Próbujecie zastosować w działaniu ten sam syndrom kobiety, która uważa że faceta da się zmienić tylko trzeba trochę nad tym popracować a potem dziwicie się,że to wy a nie on kończycie w psychiatryku. Ona wie dobrze jak to będzie wyglądało, bo przyjrzała się zachowaniu w obecności mamusi. Proponuję poszukać innych czerwonych flag i wymiksować się z tego związku. Zmusić? Wymagać? Stawiać warunki? Wtedy to już nie będzie miłość a układ. Jak posprzątasz po sobie, misiaczku, to zrobię ci loda! Czy o to chodzi?

Jak posprzątasz po sobie, misiaczku, to jutro zjesz śniadanie z czystego talerza smile
seks nigdy nie powinien być kartą przetargową.

edit.
Ja już gdzieś wspominałam - mój facet jest ogromnym bałaganiarzem. 4 lata mieszkał sam, jego kawalerskie mieszkanie momentami wyglądało tak, że 1/4 była zawalona kartonami po paczkach od matki. W zlewie było tyle naczyń, że jak mieliśmy coś tam gotować, to musiał najpierw umyć, a i tak mył tylko to, co było potrzebne - dwa talerze, dwie szklanki, dwa widelce. Czasami jadł łyżką, bo akurat była czysta, a jemu się nie chciało umyć widelca.
Mył więcej tylko wtedy, kiedy wyjeżdżał na dłużej, ale i tak nie widziałam aż do czasu wyprowadzki, żeby umył wszystko. Zresztą przed wyprowadzką też nie umył sam big_smile ja próbowałam pomagać, ale jak zobaczyłam, jak tam jest dużo pleśni to stwierdziłam, że palcem tego nie tknę.
Tak samo z ubraniami. Pralka z mokrymi rzeczami przez cały dzień leży, bo jemu się nie chce wieszać. Kosz na brudy zapełniony na fulla, a i tak ciuchy walały się wszędzie. Książki na półkach byle jak, bo nie chce mu się układać.
Ja nie jestem mistrzynią porządku, ale szczerze, przerażało mnie to bardzo. Próbowałam motywować, ale skutki były bardzo mizerne.

Od stycznia planowaliśmy wspólne zamieszkanie, które dojdzie do skutku w przyszłym miesiącu. I od razu przegadaliśmy podział obowiązków domowych. Okazało się, że on naczyń myć nie znosi. Tak samo z tym wieszaniem prania. I w sumie ja to rozumiem, bo ja np. nie znoszę odkurzania i mycia łazienek wink wyszło na to, że to, czego ja nie znoszę może robić on, a ja będę robić to, czego on nie znosi.
Póki co drugi tydzień mieszkamy razem jeszcze nie na swoim i całkiem nam to wychodzi.
Ale tak naprawdę żadne z nas się nie dopomina. On sam widzi, że trzeba wynieść śmieci, a ja, że opróżnić zmywarkę. Czasami zrobię to wieczorem zamiast rano, tak samo on big_smile ale nie mamy terroru, a w domu jest czysto.

Dobrze, tylko nie jest to obraz dwojga kochających się ludzi a raczej być może założenie fabryki produkującej dzieci. Ty stoisz przy taśmie a ja pakuję na palety. Jak będziecie mieli dzieci  to ty zmieniasz pampersy a ja się brzydzę to zmieniam buciki. Rozumiem podział obowiązków a czasem uzupełnianie się i wspieranie, wspólne przygotowanie ale tak skrupulatne rozdzielanie obowiązków to jakaś wyspecjalizowana fabryka pozbawiona czynnika duchowego i uczuć. To jakaś kohabitacja.

Czy Ty właśnie po 3 moich komentarzach w jednym temacie doszedłeś do wniosku, że nie ma między nami miłości big_smile
no proszę Cię. Jasne. Miłością utrzymujemy dom, miłością robimy zakupy i miłość sama za nas wyrzuca śmieci.
Sprzątanie jest naprawdę marginalną sprawą jeżeli chodzi o dyskusje w moim związku. Tutaj ją opisuję, bo o tym dokładnie jest ten temat.
I tak big_smile teraz opiekujemy się dwoma kotami i jest podział: Ty karmisz, bo mnie kocie jedzenie obrzydza, za to ja sprzątam kuwety.

Jak się ze sobą mieszka i żyje, to się o takich rzeczach też rozmawia smile tylko u nas to wyszło po prawie pół roku omawiania wspólnego zamieszkania. Tyle, bo tyle czekaliśmy na zwolnienie go przez poprzednich lokatorów. Więc spokojnie mieliśmy czas na jakieś luźne pogawędki na temat podziału obowiązków domowych.
Szczerze? Dla mnie to związek idealny. Bo ja się nie wkurzam tym, że wracam do domu i są śmieci w koszu. Ja wiem, że mój facet je wyniesie i po prostu zamiast się wkurzać i dwudziesty raz mówić "Kochanie wynieś śmieci" to zlewam, bo wiem, że on jest świadomy tego, że ma to zrobić smile
I to jest milion razy lepsze niż jakbym miała przy każdym sprzątaniu go prosić o pomoc.

To może Ty powiedz, w jaki sposób ten problem rozwiązaliście z partnerką?

28 Ostatnio edytowany przez Olunia12113 (2018-08-16 23:07:07)

Odp: Dom to nie hotel dla faceta, czyli jak to jest z tymi obowiązkami?
jjbp napisał/a:

A ja nie wiem czemu upierasz się że chodzi o charakter faceta.
To, że jego matka popełnia błąd robiąc wszystko za niego nie znaczy że facet w charakterze ma balaganiarstwo i przerzucanie obowiązków na innych. Może tak być ale nie musi. I mówię to z doświadczenia.
Tak naprawdę dopóki nie dojdzie co do czego i razem nie zamieszkaja to kto wie czy jego obietnice są puste. Tak samo skąd założenie że nie ma żadnych przesłanek że jest między nimi prawdziwe partnerstwo?
A po co tracić czas na kogoś kto się różni od nas? No nie wiem to wygląda na to że każdy związek jest bez sensu chyba że z dokładną kopią nas samych bo przecież wiadomo jakie konsekwencje maja różnice między partnerami (rozwód boże broń dogadanie się).
I błagam bez "my faceci tacy jesteśmy". Co facet to charakter smile

Z tym charakterem to w sumie racja... On pracuje jako kierowca i w swoim tirze ma czyściutko, do tego stopnia, że jak piachu mu się trochę naniesie to od razu bierze szczotkę i zamiata.

29 Ostatnio edytowany przez Olunia12113 (2018-08-16 23:12:05)

Odp: Dom to nie hotel dla faceta, czyli jak to jest z tymi obowiązkami?

Z tym charakterem to w sumie racja... On pracuje jako kierowca i w swoim tirze ma czyściutko, do tego stopnia, że jak piachu mu się trochę naniesie to od razu bierze szczotkę i zamiata. Wszędzie zapachy żeby pachniało, chodniczki rozłożone, że bosą stópką można się w tym tirze przechadzać. Także czyściocha z niego czasem niezła.

30 Ostatnio edytowany przez jjbp (2018-08-16 23:10:22)

Odp: Dom to nie hotel dla faceta, czyli jak to jest z tymi obowiązkami?
Snake napisał/a:

Przynajmniej dopóki są w wolnym związku, bo kiedy zawrą związek małżeński, to nagle okazuje się, że to więcej kasy pana należy również do pani.

Nie gdy zadbasz o intercyze smile

31

Odp: Dom to nie hotel dla faceta, czyli jak to jest z tymi obowiązkami?
jjbp napisał/a:

A ja nie wiem czemu upierasz się że chodzi o charakter faceta.
To, że jego matka popełnia błąd robiąc wszystko za niego nie znaczy że facet w charakterze ma balaganiarstwo i przerzucanie obowiązków na innych. Może tak być ale nie musi. I mówię to z doświadczenia.
Tak naprawdę dopóki nie dojdzie co do czego i razem nie zamieszkaja to kto wie czy jego obietnice są puste. Tak samo skąd założenie że nie ma żadnych przesłanek że jest między nimi prawdziwe partnerstwo?
A po co tracić czas na kogoś kto się różni od nas? No nie wiem to wygląda na to że każdy związek jest bez sensu chyba że z dokładną kopią nas samych bo przecież wiadomo jakie konsekwencje maja różnice między partnerami (rozwód boże broń dogadanie się).
I błagam bez "my faceci tacy jesteśmy". Co facet to charakter smile

Gwarantuję ci,że zawsze to lenistwo faceta w jakiejś formie się przejawi. Faceci potrafią się kamuflować na różne sposoby tylko po to by kobietom dobrać się do tyłka stąd pewnie wydaje ci się ,że tyle jest charakterów. Nawet pracocholik może okazać się leniem i to jest pewne. Jak? Bo zaniedbuje kobietę,eureka dziewczyno, ty chyba nie znasz facetów.
Związki nie są bez sensu,ale trzeba być rozważnym i myśleć głową a nie hormonami.
Obietnice są puste dopóki nie zostaną spełnione! Ciebie trzeba życia uczyć?

32 Ostatnio edytowany przez jjbp (2018-08-16 23:22:24)

Odp: Dom to nie hotel dla faceta, czyli jak to jest z tymi obowiązkami?

Ale rozumiesz że nie miały się okazji spełnić bo razem nie mieszkają ale Ty już wydajesz werdykt? Może mnie trzeba życia uczyć ale Ciebie chyba logicznego myślenia.
A właśnie zaplanowanie wspólnego mieszkania jest myśleniem głową no ale tak też niedobrze więc zdecyduj się big_smile
co do mężczyzn i ich charakterów to cieszę się że mamy w końcu specjalistę od wszystkich mężczyzn na całym świecie zebranych w jednym worku. O jak dobrze.

33

Odp: Dom to nie hotel dla faceta, czyli jak to jest z tymi obowiązkami?

Swoją drogą jeszcze o miłości i ustaleniach, to przypomniało mi się jak moja mama uczyła tatę gotować i sprzątać big_smile
bo tata na początku małżeństwa zawsze uciekał do swojej matki jak nie miał mu kto zrobić jedzenia. I w efekcie on miał śniadanko na talerzu od swojej mamusi, a moja mama karmiła małe dziecko (mnie), przewijała, myła, usypiała i głodna szła sobie coś przygotowywać.
I zrobiła bunt, ustaliła reguły i od tej pory nie było żadnego problemu ani z mężem ani z teściową.
Moi rodzice od tamtego czasu ciągle są ze sobą, a to już 27 lat, więc myślę, że jednak to miłość, a nie układ produkujący dzieci, zwłaszcza, że dzieci mają tylko dwoje, i obie z siostrą jesteśmy już jakiś czas dorosłe.

34

Odp: Dom to nie hotel dla faceta, czyli jak to jest z tymi obowiązkami?
Olunia12113 napisał/a:

Z tym charakterem to w sumie racja... On pracuje jako kierowca i w swoim tirze ma czyściutko, do tego stopnia, że jak piachu mu się trochę naniesie to od razu bierze szczotkę i zamiata.

Bzdury! Ten tir jest jego i jeśli on sam nie posprząta to nikt tego nie zrobi a w domu ma służącą... czyli kobietę. Przecież nie wypada, żeby w tym czasie oglądała seriale i tak się marnował jej potencjał.

35

Odp: Dom to nie hotel dla faceta, czyli jak to jest z tymi obowiązkami?
Snake napisał/a:

Jak każdy odkłada na kupkę równą część, tak jak po równo dzieli się obowiązkami to nie ma problemu. Przynajmniej dopóki są w wolnym związku, bo kiedy zawrą związek małżeński, to nagle okazuje się, że to więcej kasy pana należy również do pani. Tak na marginesie kiedy facet zarabia więcej, to godzina jego sprzątania "kosztuje" więcej niż godzina jej sprzątania. Czas to pieniądz...

Nie wiem po co mieszać kwestie finansowe do obowiązków domowych.
Oczywistym jest, że zwykle któreś zarabia więcej, a drugie mniej. Nieporozumieniem jest przekładać wysokość zarobków na wysokość wkładu w prace domowe hmm

36

Odp: Dom to nie hotel dla faceta, czyli jak to jest z tymi obowiązkami?
marionetkanetka napisał/a:
Olunia12113 napisał/a:

Z tym charakterem to w sumie racja... On pracuje jako kierowca i w swoim tirze ma czyściutko, do tego stopnia, że jak piachu mu się trochę naniesie to od razu bierze szczotkę i zamiata.

Bzdury! Ten tir jest jego i jeśli on sam nie posprząta to nikt tego nie zrobi a w domu ma służącą... czyli kobietę. Przecież nie wypada, żeby w tym czasie oglądała seriale i tak się marnował jej potencjał.

Równie dobrze mógłby mieć tam taki rozpier.. jak poprzedni pracownik busa, którego mój partner przejął po nim. wink Klejąca się kierownica, poniszczone siedzenia. Jedna wielka porażka. Także nie mów, że bzdury wink

37

Odp: Dom to nie hotel dla faceta, czyli jak to jest z tymi obowiązkami?

DZIĘKUJĘ WSZYSTKIM ZA ODPOWIEDZI I DOBRE RADY :-) Zgadzam się z tym, że czas pokaże i sytuacja się wyjaśni dopiero jak razem zamieszkamy. Może rzeczywiście "góry", które mi obiecał będą "złote", a ja muszę przestać się nakręcać. Dziękuję jeszcze raz. Temat uwazam za zakończony. :-)

38

Odp: Dom to nie hotel dla faceta, czyli jak to jest z tymi obowiązkami?

Nie nastawiaj sie na nic, co ma być to będzie. Powodzenia smile

39

Odp: Dom to nie hotel dla faceta, czyli jak to jest z tymi obowiązkami?
jjbp napisał/a:

Czyli obraz dwojga kochających się ludzi byłby tylko wtedy gdy obowiązki domowe wykonuje się spontanicznie? Wszelkie ustalenia i podział zabijają miłość?
Rozumiem robić sobie grafik na seks albo czułości, tu bym zrozumiała ten argument ale w czym rozdysponowanie obowiązków typu zmywanie talerzy w sposob który opisuje Loka zaprzecza miłości?

Bardzo podoba mi się ta wypowiedź bo właśnie pomogła umocnić moją hipotezę. Wyobrażasz sobie grafik na seks! Np zaczniemy o 22:00. Ty zrobisz mi loda do 22:10. Potem ja od 22:10 do 22:20 będę wykonywał ruchy frykcyjne z wzrastającą częstotliwością od 20 do 40 posunięć na minutę. 22:20-ejakulacja. 22:21 ja zasypiam...
Bardzo słusznie, może przypadkowo odkryłaś, że wszystko co nie jest spontaniczne jest antytezą miłości bo to są czynności wykonywane instrumentalnie, na komendę,oczekiwane,przewidywalne a to wszystko kobiety zabija. Wy uwielbiacie spontaniczność, nieprzewidywalność i zmienność.
Nieee! Może jednak wróćmy do siermiężnej rzeczywistości: kochanie zrobię ci loda ale najpierw muszę pozmywać naczynia.

40 Ostatnio edytowany przez jjbp (2018-08-16 23:38:24)

Odp: Dom to nie hotel dla faceta, czyli jak to jest z tymi obowiązkami?

Marionetka czytaj ze zrozumieniem, co? smile
Jeśli grafik godzinowy na seks jest dla Ciebie na równi absurdalny jak umówienie się kto zmywa to ja już chyba wszystko wiem o Twojej umocnionej "hipotezie" I pytań nie mam

41

Odp: Dom to nie hotel dla faceta, czyli jak to jest z tymi obowiązkami?
marionetkanetka napisał/a:
jjbp napisał/a:

Czyli obraz dwojga kochających się ludzi byłby tylko wtedy gdy obowiązki domowe wykonuje się spontanicznie? Wszelkie ustalenia i podział zabijają miłość?
Rozumiem robić sobie grafik na seks albo czułości, tu bym zrozumiała ten argument ale w czym rozdysponowanie obowiązków typu zmywanie talerzy w sposob który opisuje Loka zaprzecza miłości?

Bardzo podoba mi się ta wypowiedź bo właśnie pomogła umocnić moją hipotezę. Wyobrażasz sobie grafik na seks! Np zaczniemy o 22:00. Ty zrobisz mi loda do 22:10. Potem ja od 22:10 do 22:20 będę wykonywał ruchy frykcyjne z wzrastającą częstotliwością od 20 do 40 posunięć na minutę. 22:20-ejakulacja. 22:21 ja zasypiam...
Bardzo słusznie, może przypadkowo odkryłaś, że wszystko co nie jest spontaniczne jest antytezą miłości bo to są czynności wykonywane instrumentalnie, na komendę,oczekiwane,przewidywalne a to wszystko kobiety zabija. Wy uwielbiacie spontaniczność, nieprzewidywalność i zmienność.
Nieee! Może jednak wróćmy do siermiężnej rzeczywistości: kochanie zrobię ci loda ale najpierw muszę pozmywać naczynia.

Ty się dobrze czujesz?
Sama podkreśliłam wcześniej, że seks w związku nie powinien być kartą przetargową.
I nie odpowiedziałeś mi na pytanie, jak to funkcjonuje w Twoim związku.
Czyżbyś był tylko teoretykiem?

Wiesz, że czasami, w dłuższych związkach seks też trzeba wpisać w kalendarz? Bo inaczej po prostu nie ma na niego czasu? My np. połowę wakacji byliśmy w rozjazdach, to mieliśmy w kalendarzu, że jak już się widzimy, to jesteśmy absolutnie niedostępni dla nikogo innego. I to nie ma nic wspólnego z tą idiotyczną rozpiską, którą Ty robisz. Zresztą mówiłam wcześniej, że u mnie absolutnie nie ma podziału godzinowego odnośnie tego, co kiedy trzeba zrobić z porządków.
Jest podział co KTO robi. I to podział, który póki co świetnie funkcjonuje i oby funkcjonował dalej. Nie zabiera nic z romantyzmu i z miłości. Mnie jako kobiety to nie zabija, bo ja lubię mieć życie zorganizowane.
I z całym szacunkiem, ale jako facet rzucając teksty w stylu "Wy lubicie..." daleko nie zajedziesz.

42

Odp: Dom to nie hotel dla faceta, czyli jak to jest z tymi obowiązkami?

Ja osobiście to nie pamiętam kiedy robiłem sam pranie. Na pewno nie za kadencji obecnej pralki, bo nawet nie wiem co tam się wyświetla. Pewnie więc że 3 lata. Naczynia myję jak jestem sam w domu więc od wielkiego dzwonu. Nie myję podłóg na kolanach. Czasem poodkurzam, a co! Nie sądzę za to żebym był gnuśny i leniwy.

43

Odp: Dom to nie hotel dla faceta, czyli jak to jest z tymi obowiązkami?
jjbp napisał/a:

Marionetka czytaj ze zrozumieniem, co? smile
Jeśli grafik godzinowy na seks jest dla Ciebie na równi absurdalny jak umówienie się kto zmywa to ja już chyba wszystko wiem o Twojej umocnionej "hipotezie" I pytań nie mam

Mam nadzieję ,że wiesz dobrze, że mam rację. W domu,w którym ma panować miłość żadna czynność nie może podlegać grafikowi i podziałom na wykonywanie różnych czynności. Nawet sprzątanie odkurzaczem może prowadzić do intymnych czynności i powinno być spontaniczne. Czyż nie jest tak w sytuacji ludzi,którym zawirował świat? Wtedy każda czynność prowadzi do jednego. Zgodzisz się chyba, że seks jeśli przestanie być spontaniczny robi się nudny bo maleje polaryzacja płciowa. Podobnie im więcej czynności wykonujemy pod grafik a nie wspólnie celebrując swoje byty wtedy stopniowo oddalamy się od siebie i maleje polaryzacja, która gwarantuje iskrzenie. Dlaczego każda czynność uznawana za romantyczne zachowanie jest wykonywana spontanicznie? Bo wtedy lepiej oddziaływuje na wasze zmysły. Tu nie chodzi o to, żeby wypić wino bo się zepsuje tylko by porozmawiać przy okazji o minionym dniu, poprzytulać się, może wypić wino z zagłębienia pępka a potem... Tak może być z każdą czynnością wykonywaną wspólnie. Chyba, że wolicie, żeby facet was wyrypał a potem zgodnie z grafikiem: no to teraz samochód, muszę iść kochanie, bo teraz muszę podłubać przy samochodzie (zbieżność znaczeniowa całkiem przypadkowa). Albo tak, tuż po skończonym seksie facet: kochanie muszę wyrzucić śmieci, pamiętasz, grafik. Ujmę to inaczej: każdy facet, który kocha swoją kobietę chętnie wykona dowolną czynność szczególnie wspólnie, nie tylko seks. Dla fanatyków grafiku i podziału obowiązków proponuję zrobić to samo z seksem: każdy w oddzielnej sypialni.

44

Odp: Dom to nie hotel dla faceta, czyli jak to jest z tymi obowiązkami?
Olunia12113 napisał/a:

A może tak źle nie będzie jak razem zamieszkamy? Może za bardzo wyolbrzymiam?

Owszem, to jak najbardziej może, ale absolutnie nie musi źle wyglądać, kiedy razem zamieszkacie. Uważam, że to jest zupełnie naturalne, że skoro mamusia za niego wszystko robi, w dodatku dlatego, że sama tego chce, bo "musi mieć po swojemu", to on zwyczajnie korzysta. Kto normalny nie korzystałby, gdyby mu taki układ odpowiadał?
Jestem przekonana, że gdybym tylko była podobnie wspaniałomyślna i mojemu synowi czy mężowi wszystko gotowe podstawiała pod nos, a nawet za nich myślała, przypominając o tym, co mają do zrobienia, to nie usłyszałabym nawet słowa sprzeciwu. To tak po prostu działa.

Osobiście jestem zwolenniczką tworzenia wspólnoty, czyli nasz dom tworzymy wspólnie - tak jak wspólnie z niego korzystamy, tak i wspólnie dbamy, nawet jeśli obowiązkami dzielimy się w ten sposób, że każdy zajmuje się tym, co mu najlepiej wychodzi i/lub na co w danej chwili pozwala mu czas i możliwości.

Najważniejsze jest, żebyście wszystko między sobą ustalili, ale skoro Twój partner już dziś deklaruje, że dom to nie będzie tylko Twoja działka, a on nie będzie w nim tylko miłym, lub nie big_smile, dodatkiem, to masz pełne prawo tego się trzymać, a kiedy już teoria przejdzie w praktykę, czyli wspólnie zamieszkacie, również oczekiwać.

Olunia12113 napisał/a:

Z tym charakterem to w sumie racja... On pracuje jako kierowca i w swoim tirze ma czyściutko, do tego stopnia, że jak piachu mu się trochę naniesie to od razu bierze szczotkę i zamiata. Wszędzie zapachy żeby pachniało, chodniczki rozłożone, że bosą stópką można się w tym tirze przechadzać. Także czyściocha z niego czasem niezła.

Akurat kwestii dbałości o mieszkanie nie przekładałabym na dbałość o samochód. Zauważyłam bowiem taką zależność, że relatywnie często mężczyźni traktują swoje cztery kółka tak, jak większość kobiet traktuje swoje małe królestwo, czyli dom - dbają o niego, chuchają i dmuchają, irytując się przy tym każdym zadrapaniem czy dodatkowym stukiem. Ci sami mężczyźni mogą być równocześnie strasznymi bałaganiarzami w domu, pracy czy gdziekolwiek się pojawią.

45

Odp: Dom to nie hotel dla faceta, czyli jak to jest z tymi obowiązkami?
Lady Loka napisał/a:
marionetkanetka napisał/a:
jjbp napisał/a:

Czyli obraz dwojga kochających się ludzi byłby tylko wtedy gdy obowiązki domowe wykonuje się spontanicznie? Wszelkie ustalenia i podział zabijają miłość?
Rozumiem robić sobie grafik na seks albo czułości, tu bym zrozumiała ten argument ale w czym rozdysponowanie obowiązków typu zmywanie talerzy w sposob który opisuje Loka zaprzecza miłości?

Bardzo podoba mi się ta wypowiedź bo właśnie pomogła umocnić moją hipotezę. Wyobrażasz sobie grafik na seks! Np zaczniemy o 22:00. Ty zrobisz mi loda do 22:10. Potem ja od 22:10 do 22:20 będę wykonywał ruchy frykcyjne z wzrastającą częstotliwością od 20 do 40 posunięć na minutę. 22:20-ejakulacja. 22:21 ja zasypiam...
Bardzo słusznie, może przypadkowo odkryłaś, że wszystko co nie jest spontaniczne jest antytezą miłości bo to są czynności wykonywane instrumentalnie, na komendę,oczekiwane,przewidywalne a to wszystko kobiety zabija. Wy uwielbiacie spontaniczność, nieprzewidywalność i zmienność.
Nieee! Może jednak wróćmy do siermiężnej rzeczywistości: kochanie zrobię ci loda ale najpierw muszę pozmywać naczynia.

Ty się dobrze czujesz?
Sama podkreśliłam wcześniej, że seks w związku nie powinien być kartą przetargową.
I nie odpowiedziałeś mi na pytanie, jak to funkcjonuje w Twoim związku.
Czyżbyś był tylko teoretykiem?

Wiesz, że czasami, w dłuższych związkach seks też trzeba wpisać w kalendarz? Bo inaczej po prostu nie ma na niego czasu? My np. połowę wakacji byliśmy w rozjazdach, to mieliśmy w kalendarzu, że jak już się widzimy, to jesteśmy absolutnie niedostępni dla nikogo innego. I to nie ma nic wspólnego z tą idiotyczną rozpiską, którą Ty robisz. Zresztą mówiłam wcześniej, że u mnie absolutnie nie ma podziału godzinowego odnośnie tego, co kiedy trzeba zrobić z porządków.
Jest podział co KTO robi. I to podział, który póki co świetnie funkcjonuje i oby funkcjonował dalej. Nie zabiera nic z romantyzmu i z miłości. Mnie jako kobiety to nie zabija, bo ja lubię mieć życie zorganizowane.
I z całym szacunkiem, ale jako facet rzucając teksty w stylu "Wy lubicie..." daleko nie zajedziesz.

Nie musisz czuć się gorsza tylko dlatego, że w twoim związku brakuje miłości a takie jest moje przypuszczenie.

46

Odp: Dom to nie hotel dla faceta, czyli jak to jest z tymi obowiązkami?
marionetkanetka napisał/a:
Lady Loka napisał/a:
marionetkanetka napisał/a:

Bardzo podoba mi się ta wypowiedź bo właśnie pomogła umocnić moją hipotezę. Wyobrażasz sobie grafik na seks! Np zaczniemy o 22:00. Ty zrobisz mi loda do 22:10. Potem ja od 22:10 do 22:20 będę wykonywał ruchy frykcyjne z wzrastającą częstotliwością od 20 do 40 posunięć na minutę. 22:20-ejakulacja. 22:21 ja zasypiam...
Bardzo słusznie, może przypadkowo odkryłaś, że wszystko co nie jest spontaniczne jest antytezą miłości bo to są czynności wykonywane instrumentalnie, na komendę,oczekiwane,przewidywalne a to wszystko kobiety zabija. Wy uwielbiacie spontaniczność, nieprzewidywalność i zmienność.
Nieee! Może jednak wróćmy do siermiężnej rzeczywistości: kochanie zrobię ci loda ale najpierw muszę pozmywać naczynia.

Ty się dobrze czujesz?
Sama podkreśliłam wcześniej, że seks w związku nie powinien być kartą przetargową.
I nie odpowiedziałeś mi na pytanie, jak to funkcjonuje w Twoim związku.
Czyżbyś był tylko teoretykiem?

Wiesz, że czasami, w dłuższych związkach seks też trzeba wpisać w kalendarz? Bo inaczej po prostu nie ma na niego czasu? My np. połowę wakacji byliśmy w rozjazdach, to mieliśmy w kalendarzu, że jak już się widzimy, to jesteśmy absolutnie niedostępni dla nikogo innego. I to nie ma nic wspólnego z tą idiotyczną rozpiską, którą Ty robisz. Zresztą mówiłam wcześniej, że u mnie absolutnie nie ma podziału godzinowego odnośnie tego, co kiedy trzeba zrobić z porządków.
Jest podział co KTO robi. I to podział, który póki co świetnie funkcjonuje i oby funkcjonował dalej. Nie zabiera nic z romantyzmu i z miłości. Mnie jako kobiety to nie zabija, bo ja lubię mieć życie zorganizowane.
I z całym szacunkiem, ale jako facet rzucając teksty w stylu "Wy lubicie..." daleko nie zajedziesz.

Nie musisz czuć się gorsza tylko dlatego, że w twoim związku brakuje miłości a takie jest moje przypuszczenie.

Hahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahaha.

Jasne.

Zycze szybkiego bana smile

47 Ostatnio edytowany przez jjbp (2018-08-17 09:03:43)

Odp: Dom to nie hotel dla faceta, czyli jak to jest z tymi obowiązkami?

Marionetka no pewnie ze wiem ze masz rację, w końcu jesteś specjalista od wszystkich mezczyzn a teraz okazuje się także że od wszystkich związków smile
Mysle, że kupno domu albo wzięcie kredytu na 30 lat również powinno być spontaniczne, nie chcemy ryzykować wyparowania miłości ze związku przez takie planowanie, prawda? A dzieci to tylko z wpadki

48

Odp: Dom to nie hotel dla faceta, czyli jak to jest z tymi obowiązkami?
jjbp napisał/a:

Marionetka no pewnie ze wiem ze masz rację, w końcu jesteś specjalista od wszystkich mezczyzn a teraz okazuje się także że od wszystkich związków smile
Mysle, że kupno domu albo wzięcie kredytu na 30 lat również powinno być spontaniczne, nie chcemy ryzykować wyparowania miłości ze związku przez takie planowanie, prawda? A dzieci to tylko z wpadki


Przecież wyjmowanie mokrych ubrań z pralki powinno się odbywać zawsze razem, bo nie wiadomo, kiedy przyjdzie ochota na seks.
W ogóle jak wyjść do pracy na 8 godzin? Czy to nie jest zabijanie związku? 8 godzin bez siebie, a w tym czasie można było zrobić tyle spontanicznych rzeczy, które by umocniły związek.
A jak ktoś pracuje na zmiany i się mija z mężem/ żoną to już koniec -tylko rozwód.


Przy zakładaniu konta tutaj powinna być jakaś ankieta. Kolejna osoba, która wie wszystko, a od razu widać, że nigdy żadnego związku nie tworzyła.

Bycie w związku to ponoszenie mega odpowiedzialności za rodzinę, którą się założyło. W związku z tym trzeba wykonywać mnóstwo czynności, które wg Ciebie marionetko zabijają miłość, a tak naprawdę, które się robi jak
najszybciej i o nich nie myśli, za to spędza czas wolny z rodziną. No, ale o tym się przekonasz, jak stworzysz związek kiedyś ;]

49

Odp: Dom to nie hotel dla faceta, czyli jak to jest z tymi obowiązkami?
Olinka napisał/a:

Kto normalny nie korzystałby, gdyby mu taki układ odpowiadał?

Ja. Mi nie odpowiadało i nie odpowiada traktowanie mnie jak, za przeproszeniem, niepełnosprawnej. I właściwie uważam, że to właśnie powinno być normalne od pewnego wieku u obu płci.

Olinka napisał/a:

Ci sami mężczyźni mogą być równocześnie strasznymi bałaganiarzami w domu, pracy czy gdziekolwiek się pojawią.

Też tę prawidłowość przyuważyłam. Jest wkurzająca wink

50

Odp: Dom to nie hotel dla faceta, czyli jak to jest z tymi obowiązkami?
Adria napisał/a:
Olinka napisał/a:

Kto normalny nie korzystałby, gdyby mu taki układ odpowiadał?

Ja. Mi nie odpowiadało i nie odpowiada traktowanie mnie jak, za przeproszeniem, niepełnosprawnej. I właściwie uważam, że to właśnie powinno być normalne od pewnego wieku u obu płci.

Wyraźnie i świadomie zaznaczyłam "gdyby mu taki układ odpowiadał", bo ja sama czuję się zażenowana, kiedy ktoś usiłuje mnie we wszystkim wyręczać. Zresztą tak mam odkąd byłam nastolatką. Gdzieś od 15-16 roku życia sama ogarniałam całą górę domu, prałam i prasowałam swoje rzeczy, kiedy miałam gości, to nie moja mama, ale ja piekłam dla nich ciasto czy przygotowywałam kolację. Do dziś tak mam, że nawet będąc u kogoś z wizytą, zwłaszcza dłuższą, staram się sprawiać jak najmniej problemu, w tym odwdzięczyć się przynajmniej ugotowaniem obiadu czy pomocą w zajęciach domowych.
Są jednak tacy, którzy w roli bycia wyręczanym czują się bardzo dobrze, bo im z tym po prostu wygodnie.
Reasumując - chodziło mi o sytuacje, kiedy z jednej strony mamy kogoś, kto z własnej woli sam woli wszystko zrobić 'po swojemu' i/lub nadskakiwać drugiej osobie, a z drugiej chętnego i nieskrępowanego tym biorcę.

51

Odp: Dom to nie hotel dla faceta, czyli jak to jest z tymi obowiązkami?
marionetkanetka napisał/a:
jjbp napisał/a:

Marionetka czytaj ze zrozumieniem, co? smile
Jeśli grafik godzinowy na seks jest dla Ciebie na równi absurdalny jak umówienie się kto zmywa to ja już chyba wszystko wiem o Twojej umocnionej "hipotezie" I pytań nie mam

Nawet sprzątanie odkurzaczem może prowadzić do intymnych czynności i powinno być spontaniczne. i.

Ależ Ty chrzanisz jak potrzaskany big_smile big_smile big_smile nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek sponanicznie poodkurzała podłogę - żebym tak nagle zapragnęła odkurzyć i nie mogła sie powstrzymać i po prostu musiała z uśmiechem na ustach pobiec po odkurzać, no bo nie mogę juz wytrzymać i muszę, muszę odkurzyć!!! tongue

Odkurzam regularne, bo trzeba, bo sie syf robi na podłodze, okruchy, kurz i roztocza. I jakoś mi się to z intymną czynnością nie kojarzy ani do intymnych czynności nie doprowadziło. Pralka jeszcze teoretycznie może - te wibracje... i na pralce można, ale na odkurzaczu? yikes to raczej dla faceta zabawa, bo dobrze ciągnie big_smile

52

Odp: Dom to nie hotel dla faceta, czyli jak to jest z tymi obowiązkami?
CatLady napisał/a:

Ależ Ty chrzanisz jak potrzaskany big_smile big_smile big_smile nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek sponanicznie poodkurzała podłogę - żebym tak nagle zapragnęła odkurzyć i nie mogła sie powstrzymać i po prostu musiała z uśmiechem na ustach pobiec po odkurzać, no bo nie mogę juz wytrzymać i muszę, muszę odkurzyć!!! tongue

Odkurzam regularne, bo trzeba, bo sie syf robi na podłodze, okruchy, kurz i roztocza. I jakoś mi się to z intymną czynnością nie kojarzy ani do intymnych czynności nie doprowadziło. Pralka jeszcze teoretycznie może - te wibracje... i na pralce można, ale na odkurzaczu? yikes to raczej dla faceta zabawa, bo dobrze ciągnie big_smile

Padłam big_smile.

Odnoszę wrażenie, że niektórym wydaje się, że seks powinien w domowym powietrzu unosić się nieustannie i każda czynność, nawet najbardziej prozaiczna, zmierzać wyłącznie do jednego. To tak jednak nie działa, przynajmniej poza fazą miodowego miesiąca. Chyba nawet na szczęście wink.

53

Odp: Dom to nie hotel dla faceta, czyli jak to jest z tymi obowiązkami?
Olinka napisał/a:
CatLady napisał/a:

Ależ Ty chrzanisz jak potrzaskany big_smile big_smile big_smile nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek sponanicznie poodkurzała podłogę - żebym tak nagle zapragnęła odkurzyć i nie mogła sie powstrzymać i po prostu musiała z uśmiechem na ustach pobiec po odkurzać, no bo nie mogę juz wytrzymać i muszę, muszę odkurzyć!!! tongue

Odkurzam regularne, bo trzeba, bo sie syf robi na podłodze, okruchy, kurz i roztocza. I jakoś mi się to z intymną czynnością nie kojarzy ani do intymnych czynności nie doprowadziło. Pralka jeszcze teoretycznie może - te wibracje... i na pralce można, ale na odkurzaczu? yikes to raczej dla faceta zabawa, bo dobrze ciągnie big_smile

Padłam big_smile.

Odnoszę wrażenie, że niektórym wydaje się, że seks powinien w domowym powietrzu unosić się nieustannie i każda czynność, nawet najbardziej prozaiczna, zmierzać wyłącznie do jednego. To tak jednak nie działa, przynajmniej poza fazą miodowego miesiąca. Chyba nawet na szczęście wink.

No tak oczywiście! Miesiąc miodowy a potem seks już tylko raz na miesiąc. Czy ty jesteś z PISu?

54

Odp: Dom to nie hotel dla faceta, czyli jak to jest z tymi obowiązkami?
marionetkanetka napisał/a:
Olinka napisał/a:
CatLady napisał/a:

Ależ Ty chrzanisz jak potrzaskany big_smile big_smile big_smile nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek sponanicznie poodkurzała podłogę - żebym tak nagle zapragnęła odkurzyć i nie mogła sie powstrzymać i po prostu musiała z uśmiechem na ustach pobiec po odkurzać, no bo nie mogę juz wytrzymać i muszę, muszę odkurzyć!!! tongue

Odkurzam regularne, bo trzeba, bo sie syf robi na podłodze, okruchy, kurz i roztocza. I jakoś mi się to z intymną czynnością nie kojarzy ani do intymnych czynności nie doprowadziło. Pralka jeszcze teoretycznie może - te wibracje... i na pralce można, ale na odkurzaczu? yikes to raczej dla faceta zabawa, bo dobrze ciągnie big_smile

Padłam big_smile.

Odnoszę wrażenie, że niektórym wydaje się, że seks powinien w domowym powietrzu unosić się nieustannie i każda czynność, nawet najbardziej prozaiczna, zmierzać wyłącznie do jednego. To tak jednak nie działa, przynajmniej poza fazą miodowego miesiąca. Chyba nawet na szczęście wink.

No tak oczywiście! Miesiąc miodowy a potem seks już tylko raz na miesiąc. Czy ty jesteś z PISu?

A czy Ty jesteś poważny?

55

Odp: Dom to nie hotel dla faceta, czyli jak to jest z tymi obowiązkami?
CatLady napisał/a:
marionetkanetka napisał/a:
jjbp napisał/a:

Marionetka czytaj ze zrozumieniem, co? smile
Jeśli grafik godzinowy na seks jest dla Ciebie na równi absurdalny jak umówienie się kto zmywa to ja już chyba wszystko wiem o Twojej umocnionej "hipotezie" I pytań nie mam

Nawet sprzątanie odkurzaczem może prowadzić do intymnych czynności i powinno być spontaniczne. i.

Ależ Ty chrzanisz jak potrzaskany big_smile big_smile big_smile nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek sponanicznie poodkurzała podłogę - żebym tak nagle zapragnęła odkurzyć i nie mogła sie powstrzymać i po prostu musiała z uśmiechem na ustach pobiec po odkurzać, no bo nie mogę juz wytrzymać i muszę, muszę odkurzyć!!! tongue

Odkurzam regularne, bo trzeba, bo sie syf robi na podłodze, okruchy, kurz i roztocza. I jakoś mi się to z intymną czynnością nie kojarzy ani do intymnych czynności nie doprowadziło. Pralka jeszcze teoretycznie może - te wibracje... i na pralce można, ale na odkurzaczu? yikes to raczej dla faceta zabawa, bo dobrze ciągnie big_smile

A czy ty odkurzasz regularnie swoją kolekcję sztucznych pe... pewnie nie?
Pozycja na odkurzaczu to kanon Kamasutry. Mogłabyś się wiele nauczyć zwłaszcza że dobrze ciągnie.

56 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2018-08-18 12:17:28)

Odp: Dom to nie hotel dla faceta, czyli jak to jest z tymi obowiązkami?

U nas od paru lat funkcjonuje lista rzeczy do zrobienia. W każdą niedzielę drukuję tabelę obowiązków na cały tydzień. Robię to, ponieważ mój mąż należy do tych mężczyzn, którym trzeba podpowiedzieć, co mają zrobić. Nie wynika to ze złej woli, najzwyczajniej w świecie nie ma głowy do tego, poza tym pracuje ciężko od poniedziałku do soboty i w niedzielę czasem też (firma rodzinna i warsztat przy domu).

Bądźmy szczerzy, nie będę wymagała od mężczyzny pracującego po 12 godzin, żeby mi sprzątał chałupę, zwłaszcza, że sama nie pracuję na cały etat. Obecnie dorabiam sobie wykonując pracę komputerze, prowadzę korespondencję i dokumentację firmy oraz zajmuję się naszym niepełnosprawnym synem, i domem. Mąż pomaga, kiedy tylko może. Robi zakupy, żebym nie musiała dźwigać, wynosi śmieci, gdy może, zaskakuje mnie pysznym śniadaniem lub kolacją. W wolnym czasie 90% czasu poświęca dziecku, bym mogła odpocząć.

Oprócz tego wykonuje wszelkie prace typu wymiana żarówki, uszczelki, naprawi, gdy coś się zepsuje, etc.
Możliwe, że gdy w przyszłości podejmę pracę na pełen etat, to będziemy musieli przeorganizować wiele rzeczy, ale na razie taki układ nam odpowiada.

57

Odp: Dom to nie hotel dla faceta, czyli jak to jest z tymi obowiązkami?
Lady Siggy napisał/a:
marionetkanetka napisał/a:
Olinka napisał/a:

Padłam big_smile.

Odnoszę wrażenie, że niektórym wydaje się, że seks powinien w domowym powietrzu unosić się nieustannie i każda czynność, nawet najbardziej prozaiczna, zmierzać wyłącznie do jednego. To tak jednak nie działa, przynajmniej poza fazą miodowego miesiąca. Chyba na szczęście big_smile.

No tak oczywiście! Miesiąc miodowy a potem seks już tylko raz na miesiąc. Czy ty jesteś z PISu?

A czy Ty jesteś poważny?

Ja jestem zabawny a wy? Czasem śmieję się z własnych dowcipów chociaż to chyba szczyt obłudy. Po co ta spina? Wybory dopiero za dwa miesiące.

58 Ostatnio edytowany przez CatLady (2018-08-18 12:19:55)

Odp: Dom to nie hotel dla faceta, czyli jak to jest z tymi obowiązkami?
marionetkanetka napisał/a:
CatLady napisał/a:
marionetkanetka napisał/a:

Nawet sprzątanie odkurzaczem może prowadzić do intymnych czynności i powinno być spontaniczne. i.

Ależ Ty chrzanisz jak potrzaskany

Pozycja na odkurzaczu to kanon Kamasutry. Mogłabyś się wiele nauczyć zwłaszcza że dobrze ciągnie.

Podtrzymuje powyższe.

59

Odp: Dom to nie hotel dla faceta, czyli jak to jest z tymi obowiązkami?
marionetkanetka napisał/a:

Czasem śmieję się z własnych dowcipów .

Ciekawe, czy ktoś poza Tobą się z nich śmieje?

60

Odp: Dom to nie hotel dla faceta, czyli jak to jest z tymi obowiązkami?

Marinetkanetka, proszę, abyś poziom dyskusji dostosował do obowiązujących na forum zasad, w tym powstrzymał się od osobistych wycieczek, które nie tylko nie są śmieszne, ale też swoją obraźliwą formą coraz częściej naruszają zasady współżycia społecznego. Uprzedzam, że w przypadku niedostosowania się do prośby, otrzymasz oficjalne ostrzeżenie.
Wszystkich proszę o zaniechanie off topu i skupienie się na głównym temacie wątku.
Z pozdrowieniami, Olinka

61

Odp: Dom to nie hotel dla faceta, czyli jak to jest z tymi obowiązkami?
Cyngli napisał/a:

U nas od paru lat funkcjonuje lista rzeczy do zrobienia. W każdą niedzielę drukuję tabelę obowiązków na cały tydzień. Robię to, ponieważ mój mąż należy do tych mężczyzn, którym trzeba podpowiedzieć, co mają zrobić. Nie wynika to ze złej woli, najzwyczajniej w świecie nie ma głowy do tego, poza tym pracuje ciężko od poniedziałku do soboty i w niedzielę czasem też (firma rodzinna i warsztat przy domu).

Bądźmy szczerzy, nie będę wymagała od mężczyzny pracującego po 12 godzin, żeby mi sprzątał chałupę, zwłaszcza, że sama nie pracuję na cały etat. Obecnie dorabiam sobie wykonując pracę komputerze, prowadzę korespondencję i dokumentację firmy oraz zajmuję się naszym niepełnosprawnym synem, i domem. Mąż pomaga, kiedy tylko może. Robi zakupy, żebym nie musiała dźwigać, wynosi śmieci, gdy może, zaskakuje mnie pysznym śniadaniem lub kolacją. W wolnym czasie 90% czasu poświęca dziecku, bym mogła odpocząć.

Oprócz tego wykonuje wszelkie prace typu wymiana żarówki, uszczelki, naprawi, gdy coś się zepsuje, etc.
Możliwe, że gdy w przyszłości podejmę pracę na pełen etat, to będziemy musieli przeorganizować wiele rzeczy, ale na razie taki układ nam odpowiada.

Drukując listę obowiązków zabijasz związek. Spontaniczność, losowość, nieoczekiwanie to prawa natury obowiązujące w całym wszechświecie. Spontaniczność nadaje dynamikę i energię a jej brak powoduje letarg i apatię. Przecież nawet pozornie martwa natura  ma dynamikę. Kontynenty się przemieszczają a skały ulegają erozji. Związek potrzebuje nieustannych impulsów a nie rutyny w postaci grafika obowiązków. Nawet obowiązki nie powinny być odbierane/postrzegane jako obowiązki tylko jako przyjemności poprzez zmianę paradygmatu. Jeśli jesteśmy zmęczeni to przygotowanie obiadu może być traktowane jako ciężki obowiązek, ale jeśli  kochamy kogoś będzie największą przyjemnością.

62 Ostatnio edytowany przez Lady Siggy (2018-08-18 13:02:20)

Odp: Dom to nie hotel dla faceta, czyli jak to jest z tymi obowiązkami?
marionetkanetka napisał/a:
Cyngli napisał/a:

U nas od paru lat funkcjonuje lista rzeczy do zrobienia. W każdą niedzielę drukuję tabelę obowiązków na cały tydzień. Robię to, ponieważ mój mąż należy do tych mężczyzn, którym trzeba podpowiedzieć, co mają zrobić. Nie wynika to ze złej woli, najzwyczajniej w świecie nie ma głowy do tego, poza tym pracuje ciężko od poniedziałku do soboty i w niedzielę czasem też (firma rodzinna i warsztat przy domu).

Bądźmy szczerzy, nie będę wymagała od mężczyzny pracującego po 12 godzin, żeby mi sprzątał chałupę, zwłaszcza, że sama nie pracuję na cały etat. Obecnie dorabiam sobie wykonując pracę komputerze, prowadzę korespondencję i dokumentację firmy oraz zajmuję się naszym niepełnosprawnym synem, i domem. Mąż pomaga, kiedy tylko może. Robi zakupy, żebym nie musiała dźwigać, wynosi śmieci, gdy może, zaskakuje mnie pysznym śniadaniem lub kolacją. W wolnym czasie 90% czasu poświęca dziecku, bym mogła odpocząć.

Oprócz tego wykonuje wszelkie prace typu wymiana żarówki, uszczelki, naprawi, gdy coś się zepsuje, etc.
Możliwe, że gdy w przyszłości podejmę pracę na pełen etat, to będziemy musieli przeorganizować wiele rzeczy, ale na razie taki układ nam odpowiada.

Drukując listę obowiązków zabijasz związek. Spontaniczność, losowość, nieoczekiwanie to prawa natury obowiązujące w całym wszechświecie. Spontaniczność nadaje dynamikę i energię a jej brak powoduje letarg i apatię. Przecież nawet pozornie martwa natura  ma dynamikę. Kontynenty się przemieszczają a skały ulegają erozji. Związek potrzebuje nieustannych impulsów a nie rutyny w postaci grafika obowiązków. Nawet obowiązki nie powinny być odbierane/postrzegane jako obowiązki tylko jako przyjemności poprzez zmianę paradygmatu. Jeśli jesteśmy zmęczeni to przygotowanie obiadu może być traktowane jako ciężki obowiązek, ale jeśli  kochamy kogoś będzie największą przyjemnością.


A co w momencie jak pojawiają się dzieci? O zmianie pieluchy ma również decydować losowość i spontaniczność? "Kochanie dziecko się zesrało i płacze, ale ja mam teraz na Ciebie taką ochotę, szybki numerek i zaraz zmienię mu pieluchę".

W związku powinno być logiczne, że jak leży brudna skarpeta to trzeba ją podnieść, jak jest brudny kibel to trzeba go wyczyścić, jak śmierdzi ze śmietnika to trzeba wynieść te śmieci, każdy z  domowników powinien dbać o wspólny dom.
Życie nie składa się tylko z przyjemności i życia miłością, ludzie mają w życiu obowiązki. Dzieci też powinny się uczyć swoich obowiązków od małego, że należy po sobie posprzątać, czy szanować pracę innych.

A prawdziwa miłość nie jest wtedy, gdy wszystko jest kolorowo, tylko jak trzeba podjąć decyzję o kredycie na 30 lat, kiedy trzeba się dogadać kto gotuje, a kto zmywa, lub pogodzić się po kłótni, bo o coś poprosiłam, a facet tego nie zrobił.

63 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2018-08-18 13:18:09)

Odp: Dom to nie hotel dla faceta, czyli jak to jest z tymi obowiązkami?
marionetkanetka napisał/a:
Cyngli napisał/a:

U nas od paru lat funkcjonuje lista rzeczy do zrobienia. W każdą niedzielę drukuję tabelę obowiązków na cały tydzień. Robię to, ponieważ mój mąż należy do tych mężczyzn, którym trzeba podpowiedzieć, co mają zrobić. Nie wynika to ze złej woli, najzwyczajniej w świecie nie ma głowy do tego, poza tym pracuje ciężko od poniedziałku do soboty i w niedzielę czasem też (firma rodzinna i warsztat przy domu).

Bądźmy szczerzy, nie będę wymagała od mężczyzny pracującego po 12 godzin, żeby mi sprzątał chałupę, zwłaszcza, że sama nie pracuję na cały etat. Obecnie dorabiam sobie wykonując pracę komputerze, prowadzę korespondencję i dokumentację firmy oraz zajmuję się naszym niepełnosprawnym synem, i domem. Mąż pomaga, kiedy tylko może. Robi zakupy, żebym nie musiała dźwigać, wynosi śmieci, gdy może, zaskakuje mnie pysznym śniadaniem lub kolacją. W wolnym czasie 90% czasu poświęca dziecku, bym mogła odpocząć.

Oprócz tego wykonuje wszelkie prace typu wymiana żarówki, uszczelki, naprawi, gdy coś się zepsuje, etc.
Możliwe, że gdy w przyszłości podejmę pracę na pełen etat, to będziemy musieli przeorganizować wiele rzeczy, ale na razie taki układ nam odpowiada.

Drukując listę obowiązków zabijasz związek. Spontaniczność, losowość, nieoczekiwanie to prawa natury obowiązujące w całym wszechświecie. Spontaniczność nadaje dynamikę i energię a jej brak powoduje letarg i apatię. Przecież nawet pozornie martwa natura  ma dynamikę. Kontynenty się przemieszczają a skały ulegają erozji. Związek potrzebuje nieustannych impulsów a nie rutyny w postaci grafika obowiązków. Nawet obowiązki nie powinny być odbierane/postrzegane jako obowiązki tylko jako przyjemności poprzez zmianę paradygmatu. Jeśli jesteśmy zmęczeni to przygotowanie obiadu może być traktowane jako ciężki obowiązek, ale jeśli  kochamy kogoś będzie największą przyjemnością.

U nas spontaniczność objawia się na innych płaszczyznach niż sprzątanie. Ale dziękuję za radę.

Dodam, że ze sfery seksualnej jesteśmy oboje zadowoleni, w sypialni nie wieje nudą mimo dużej ilości obowiązków i niepełnosprawności naszego dziecka. Więc można to połączyć.

64

Odp: Dom to nie hotel dla faceta, czyli jak to jest z tymi obowiązkami?
Olinka napisał/a:
CatLady napisał/a:

Ależ Ty chrzanisz jak potrzaskany big_smile big_smile big_smile nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek sponanicznie poodkurzała podłogę - żebym tak nagle zapragnęła odkurzyć i nie mogła sie powstrzymać i po prostu musiała z uśmiechem na ustach pobiec po odkurzać, no bo nie mogę juz wytrzymać i muszę, muszę odkurzyć!!! tongue

Odkurzam regularne, bo trzeba, bo sie syf robi na podłodze, okruchy, kurz i roztocza. I jakoś mi się to z intymną czynnością nie kojarzy ani do intymnych czynności nie doprowadziło. Pralka jeszcze teoretycznie może - te wibracje... i na pralce można, ale na odkurzaczu? yikes to raczej dla faceta zabawa, bo dobrze ciągnie big_smile

Padłam big_smile.

Odnoszę wrażenie, że niektórym wydaje się, że seks powinien w domowym powietrzu unosić się nieustannie i każda czynność, nawet najbardziej prozaiczna, zmierzać wyłącznie do jednego. To tak jednak nie działa, przynajmniej poza fazą miodowego miesiąca. Chyba nawet na szczęście wink.

Dokładnie 24/ dobę. Seks z ang. płeć to wcale nie tylko działalność prokreacyjna, ale może przejawiać się na różne sposoby w postaci interakcji między dwojgiem ludzi. Może to być flirtowanie, które nie powinno się kończyć w momencie podrywu. Może to być zajmująca rozmowa,w której zadajemy pytania na jakie ktoś nie potrafi dać odpowiedzi bo dotyczą rzeczy abstrakcyjnych. Możecie uznać mnie za wariata, zresztą to już niejako zostało przyjęte, ale dla mnie jakąś formą seksu czyli obcowania z kobietą była rozmowa z nią. Czasem sprawiało mi to bardzo dużą przyjemność i chyba w tym chodziło właśnie o tą dynamikę, spontaniczność. Nigdy nie musiałem nawet zakładać o czym będę mówił a puszka Pandory otwierała się sama i te wszystkie prowokujące rzeczy rozpierzchały się. Chwila refleksji pozwoliłaby wam dostrzec, że to tylko odmienna opinia i nie ma co się mną tak bardzo przejmować, ale za to ile tu jest dynamiki! Wkurzacie się conajmniej jakby miała wybuchnąć III w.św. Luzik.

65

Odp: Dom to nie hotel dla faceta, czyli jak to jest z tymi obowiązkami?
Lady Siggy napisał/a:
marionetkanetka napisał/a:
Cyngli napisał/a:

U nas od paru lat funkcjonuje lista rzeczy do zrobienia. W każdą niedzielę drukuję tabelę obowiązków na cały tydzień. Robię to, ponieważ mój mąż należy do tych mężczyzn, którym trzeba podpowiedzieć, co mają zrobić. Nie wynika to ze złej woli, najzwyczajniej w świecie nie ma głowy do tego, poza tym pracuje ciężko od poniedziałku do soboty i w niedzielę czasem też (firma rodzinna i warsztat przy domu).

Bądźmy szczerzy, nie będę wymagała od mężczyzny pracującego po 12 godzin, żeby mi sprzątał chałupę, zwłaszcza, że sama nie pracuję na cały etat. Obecnie dorabiam sobie wykonując pracę komputerze, prowadzę korespondencję i dokumentację firmy oraz zajmuję się naszym niepełnosprawnym synem, i domem. Mąż pomaga, kiedy tylko może. Robi zakupy, żebym nie musiała dźwigać, wynosi śmieci, gdy może, zaskakuje mnie pysznym śniadaniem lub kolacją. W wolnym czasie 90% czasu poświęca dziecku, bym mogła odpocząć.

Oprócz tego wykonuje wszelkie prace typu wymiana żarówki, uszczelki, naprawi, gdy coś się zepsuje, etc.
Możliwe, że gdy w przyszłości podejmę pracę na pełen etat, to będziemy musieli przeorganizować wiele rzeczy, ale na razie taki układ nam odpowiada.

Drukując listę obowiązków zabijasz związek. Spontaniczność, losowość, nieoczekiwanie to prawa natury obowiązujące w całym wszechświecie. Spontaniczność nadaje dynamikę i energię a jej brak powoduje letarg i apatię. Przecież nawet pozornie martwa natura  ma dynamikę. Kontynenty się przemieszczają a skały ulegają erozji. Związek potrzebuje nieustannych impulsów a nie rutyny w postaci grafika obowiązków. Nawet obowiązki nie powinny być odbierane/postrzegane jako obowiązki tylko jako przyjemności poprzez zmianę paradygmatu. Jeśli jesteśmy zmęczeni to przygotowanie obiadu może być traktowane jako ciężki obowiązek, ale jeśli  kochamy kogoś będzie największą przyjemnością.


A co w momencie jak pojawiają się dzieci? O zmianie pieluchy ma również decydować losowość i spontaniczność? "Kochanie dziecko się zesrało i płacze, ale ja mam teraz na Ciebie taką ochotę, szybki numerek i zaraz zmienię mu pieluchę".

W związku powinno być logiczne, że jak leży brudna skarpeta to trzeba ją podnieść, jak jest brudny kibel to trzeba go wyczyścić, jak śmierdzi ze śmietnika to trzeba wynieść te śmieci, każdy z  domowników powinien dbać o wspólny dom.
Życie nie składa się tylko z przyjemności i życia miłością, ludzie mają w życiu obowiązki. Dzieci też powinny się uczyć swoich obowiązków od małego, że należy po sobie posprzątać, czy szanować pracę innych.

A prawdziwa miłość nie jest wtedy, gdy wszystko jest kolorowo, tylko jak trzeba podjąć decyzję o kredycie na 30 lat, kiedy trzeba się dogadać kto gotuje, a kto zmywa, lub pogodzić się po kłótni, bo o coś poprosiłam, a facet tego nie zrobił.

Dziecko zesrało się spontanicznie, przecież nie zrobiło tego umyślnie więc mama niech spontanicznie posprząta. A czy ty myślisz, że śmieci w koszu wiedzą,że mają śmierdzieć i robią to specjalnie? One też śmierdzą spontanicznie świadcząc o tym, że ktoś tu mieszka i zapewnie spontanicznie zniszczy ten spontaniczny chaos w koszu wynosząc śmieci w inne miejsce, żeby sobie w spokoju pośmierdziały.

Posty [ 1 do 65 z 115 ]

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Dom to nie hotel dla faceta, czyli jak to jest z tymi obowiązkami?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024