Dlatego też się już nie bawię w randki z internetu, nie dlatego, że to dziwaczne czy coś, ale dlatego, ze brakowało mi tu naturalności, wiecie, takiego czegoś,
gdy się poznaje kogoś na żywo. A na tych spotkaniach z neta to wiadomo, że idziemy się spotkać z kimś w celu, że a nuż to będzie to, mąż, partner i tak dalej.
To jest takie trochę sztuczne. I zamiast dobrze się bawić i miło spędzać czas, człowiek się zastanawia: ma to sens, nie ma to sensu?
I te pytania: gdzie pracujesz, lubisz swoją pracę, długo sama, gdzie szukasz jeszcze, na jakich portalach, a długo byliście razem itd
To znaczy te pytania zadawałoby się też w przypadku, gdy kogoś poznało by się poza internetem, nie wiem wszystko jedno gdzie, może nawet w windzie,
ale wtedy wychodzi to tak naturalnie, a bez spiny.
Nie chce przez to pisać, że umawianie się przez portal to coś złego, ale mnie to nużyło w pewnym momencie. doszło do tego, że jak miałam iść na randkę, a czasem nawet kolejną,
zamiast takiego radosnego oczekiwania, wiecie jak na coś miłego, myślałam - o matko, jutro 19:30 jeszcze muszę iść się spotkać z X. Dobra, posiedzimy do 21, potem mu powiem, że muszę rano wstawać. Nie mówię, że to byli jacyś całkiem beznadziejni faceci(chociaż i tacy bywali), ale to wszystko było takie jakieś, nie wiem miałkie, czy jak to się mówi.
Umówiłam się, przyszłam na spotkanie, bo jak się umówiłam, to wypadało przyjść. Potem rozmowa, za wcześnie wyjść nie grzecznie.
Z resztą często brak większego zaangażowania był też z drugiej strony i jak po takiej randce on już nie zadzwonił, to oddychałam z ulgą, bo gorzej, jak mi nie pasowało,
a ktos dalej nalegał na spotkanie. A tak to problem był z głowy.
A teraz twierdzę, że co ma być to będzie, to znaczy, że albo będzie się samemu na wieki, albo pewnego dnia ot tak się kogoś pozna, nawet nie wiadomo jak i nie wiadomo skąd
osoba taka stanie nam na drodze.
Piszę tak, bo od jakiegoś roku, kompletnie mi się już nie chce szukać i nie szukam, bo to bez sensu (w znaczeniu, że się człowiek tylko nadenerwuje, jak szuka, szuka i nic
, a nie że ogólnie bez sensu jest kogoś poznawać).
Jakbym ja miała kogoś poznać, to chciałabym własnie tak naturalnie, a nie, że spotkanie to już randka (no bo on i ona spotykają sie bo szukają partnera, anie spotykają się, bo
fajnie się rozmawia i chcą po prostu spędzić ze sobą czas). Z resztą jakbym znowu miała chadzać na takie ustawiane randki i przybierać barwy wojenne i mizdrzyć się dwie godziny
przed lustrem, to mi się wszystkiego odechciewa ( ale nie bierzcie mnie za jakiegoś kocmołucha, nie chodzę poczochrana w wyciągniętych dresach do ludzi. O, nawet sukienkę sobie dziś kupiłam).
Jednym słowem jak będzie to będzie. Ja bym miała oczy szeroko otwarte, ale nie szukała gorączkowo, bo jak widać to nic nie daje.