Witam. Cierpię już od dawna na depresję i samotność. Leki nie pomagają, przyjaciele już nawet nie odpisują na wiadomości. Moje życie to tylko szkoła i ciągłe spanie w domu. Nie mam ochoty już nawet na naukę, bo nie widzę już w niczym sensu. Po co robić cokolwiek jak i tak będę nieszczęśliwy i samotny do końca życia. Przestało mnie cokolwiek cieszyć i bardzo negatywnie patrzę na przyszłość. Nie mam dosłownie nikogo z kim mógłbym się spotkać i nie widzę jakichkolwiek szans na poznanie jakiś nowych osób. Przestaję ufać komukolwiek. Czeka mnie jeszcze z 50 lat tak gównianego życia i potem umrę ze starości i mam nadzieję, że zniknę na zawsze i moja świadomość też. Nawet bym nie chciał, żeby po śmierci było jakieś niebo i bym musiał cierpieć dalej. Pozdrawiam wszystkich, którzy nie mają żadnych problemów psychicznych. Cieszcie się życiem i korzystajcie z niego, skoro jest wam to dane.
Witam. Cierpię już od dawna na depresję i samotność. Leki nie pomagają, przyjaciele już nawet nie odpisują na wiadomości. Moje życie to tylko szkoła i ciągłe spanie w domu. Nie mam ochoty już nawet na naukę, bo nie widzę już w niczym sensu. Po co robić cokolwiek jak i tak będę nieszczęśliwy i samotny do końca życia. Przestało mnie cokolwiek cieszyć i bardzo negatywnie patrzę na przyszłość. Nie mam dosłownie nikogo z kim mógłbym się spotkać i nie widzę jakichkolwiek szans na poznanie jakiś nowych osób. Przestaję ufać komukolwiek. Czeka mnie jeszcze z 50 lat tak gównianego życia i potem umrę ze starości i mam nadzieję, że zniknę na zawsze i moja świadomość też. Nawet bym nie chciał, żeby po śmierci było jakieś niebo i bym musiał cierpieć dalej. Pozdrawiam wszystkich, którzy nie mają żadnych problemów psychicznych. Cieszcie się życiem i korzystajcie z niego, skoro jest wam to dane.
Mówisz o lekach - czyli jesteś pod kontrolą lekarza psychiatry? Próbowałeś terapii mówionej?
Życie jest zmienne i przewrotne. Tyle rzeczy się może zdarzyć... Nie wiesz, bo nie możesz wiedzieć, jak będzie wyglądała reszta Twojego życia i czy będzie to 50 lat czy 20.
3 2018-02-16 17:34:10 Ostatnio edytowany przez SamotnyOdUrodzenia (2018-02-16 17:35:02)
Brałem różne leki, chodzę na terapię, ale poczucie samotności i tak wyniszcza mnie i nie pozwala normalnie żyć
Skoro nie ma poprawy po lekach, to trzeba poprosić o inne.
To samo dotyczy terapii. Dobrze dobrany tryb z reguły jest skuteczny. Chyba, że już się totalnie poddałeś i jesteś przekonany, że z tego nie wyjdziesz. Sposób myślenia i nastawienie gra tu dużą rolę.
5 2018-02-18 00:13:54 Ostatnio edytowany przez SamotnyOdUrodzenia (2018-02-18 00:28:04)
Mam 19 lat i czuję niesamowitą ochotę na posiadanie dziewczyny. Chciałbym, żeby ktoś wreszcie mnie pokochał. Ciągle siedzę w domu, bo nikt ze znajomych nie ma czasu, bo każdy ma swoją połówkę. Jest mi bardzo smutno z tego powodu, bo robię się coraz starszy, a mam zerowe doświadczenie z dziewczynami . Nie mogę niczym się zająć, bo natrętne myśli, że zostanę do końca życia sam skutecznie w tym przeszkadzają. Do tego jeszcze niedawno zdiagnozowana silna depresja powodują, że czuję się jak gówno. Boję się, że mimo leczenia, zrobię sobie coś złego przez samotność, która pewnie mnie czeka, jeśli przyjmą mnie na studia i będę musiał wyprowadzić się do innego miasta. Przeglądam sobie internet i jest tu pełno ludzi z wiekiem 25+, którzy nigdy się nie całowali ani nic i mam takie myśli w głowie, że chyba wolałbym umrzeć niż być na ich miejscu. A najgorsze jest to, że jestem bardzo wstydliwy, jeśli chodzi o dziewczyny, które mi się podobają i jakiekolwiek zapoznanie to dla mnie abstrakcja. Dosłownie mniej się boję zwyzywać grupę dresów w nocy niż zagadać do dziewczyny, która mi się podoba w szkole. Co robić? Powinienem teraz się uczyć do matury, ale nie daję rady, bo za krótko te leki działają. Rozpacz, smutek, samotność mnie ogarniają naprawdę mocno i nie mogę nad tym zapanować. Powiecie pewnie, że miłość przyjdzie sama i żeby się nie przejmować, ale ja już nie wierzę, że mnie cokolwiek dobrego spotka w tym życiu. Tyle rzeczy mnie spotkało złych, że ciągle tylko oczekuję kolejnych, a najgorszą z nich będzie samotność.
6 2018-02-18 00:31:53 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2018-02-18 00:39:34)
Mam 19 lat i czuję niesamowitą ochotę na posiadanie dziewczyny. Chciałbym, żeby ktoś wreszcie mnie pokochał. Ciągle siedzę w domu, bo nikt ze znajomych nie ma czasu, bo każdy ma swoją połówkę. Jest mi bardzo smutno z tego powodu, bo robię się coraz starszy, a mam zerowe doświadczenie z dziewczynami . Nie mogę niczym się zająć, bo natrętne myśli, że zostanę do końca życia sam skutecznie w tym przeszkadzają. Do tego jeszcze niedawno zdiagnozowana silna depresja powodują, że czuję się jak gówno. Boję się, że mimo leczenia, zrobię sobie coś złego przez samotność, która pewnie mnie czeka, jeśli przyjmą mnie na studia i będę musiał wyprowadzić się do innego miasta. Przeglądam sobie internet i jest tu pełno ludzi z wiekiem 25+, którzy nigdy się nie całowali ani nic i mam takie myśli w głowie, że chyba wolałbym umrzeć niż być na ich miejscu. A najgorsze jest to, że jestem bardzo wstydliwy, jeśli chodzi o dziewczyny, które mi się podobają i jakiekolwiek zapoznanie to dla mnie abstrakcja. Dosłownie mniej się boję zwyzywać grupę dresów w nocy niż zagadać do dziewczyny, która mi się podoba w szkole. Co robić? Powinienem teraz się uczyć do matury, ale nie daję rady, bo za krótko te leki działają. Rozpacz, smutek, samotność mnie ogarniają naprawdę mocno i nie mogę nad tym zapanować. Powiecie pewnie, że miłość przyjdzie sama i żeby się nie przejmować, ale ja już nie wierzę, że mnie cokolwiek dobrego spotka w tym życiu. Tyle rzeczy mnie spotkało złych, że ciągle tylko oczekuję kolejnych, a najgorszą z nich będzie samotność.
Pytasz o to, co robić. Leczyć się (farmakoterapia i psychoterapia) i uczyć. Uczyć się i leczyć (farmakoterapia i psychoterapia).
Nie, nie twierdzę, że miłość przyjdzie z czasem, ale z Twych słów wynika, że dziewczyna o której marzysz ma być kolejnym Twym lekarstwem, czyli... ma służyć Tobie/poprawie Twego samopoczucia. Kiepska to oferta dla dziewczyny i to nie z powodu Twych cech charakteru/umiejętności, ale z niebezpiecznych Twych oczekiwań wobec drugiej osoby.
Wielu ludzi myśli, że kochać kogoś to być jak stacja benzynowa: jak brakuje paliwa, przyjeżdżam i uzupełniam braki. Humanistyczni psychologowie nazywają to miłością braku, gdzie drugi człowiek ma nam dać to, czego nie mamy.
Poczucie osamotnienia ma to do siebie, że samo się wzmacnia, trzeba bardzo na to uważać. Nie obrażać się na życie. To nie samotność jest tragedią, ale nasze przekonanie, że jesteśmy pokrzywdzeni przez los.
Edycja:
Upss! Przepraszam. Nie zauważyłam, że to drugi wątek o tym samym. Ten pierwszy założony... wczoraj.
Ehh, no to w takim razie pewnie nici z jakiegokolwiek związku. Zestarzeję się jako prawiczek ;/
Ostatnio metoda na "biednego żuczka" przestała działać.
Połączyłąm oba Twoje wątki. Dotyczą tego samego tematu. Proszę, abyś uczestniczył w rozmowie, którą sam zacząłeś, zamiast zakładać kolejne, podobne wątki