Prawdę powiedziawszy to powiedziałbym, że ten stan ma dużo więcej zalet niż wad.
Na pewno ogrom czasu jaki człowiek wtedy posiada jest wręcz bezcenny. To co wykorzystam teraz na swój rozwój, tego mi nikt nie odbierze
67 2018-02-15 22:57:00 Ostatnio edytowany przez Bland44 (2018-02-15 22:57:36)
Prawdę powiedziawszy to powiedziałbym, że ten stan ma dużo więcej zalet niż wad.
Na pewno ogrom czasu jaki człowiek wtedy posiada jest wręcz bezcenny. To co wykorzystam teraz na swój rozwój, tego mi nikt nie odbierze
Mówisz z pozycji faceta ... nie wychowującego dzieci na codzień.
Niestety kobiety singielki (z dziećmi) muszą być jednocześnie - kucharkami, sprzątaczkami, praczkami, oczywiście pracując zawodowo i jeszcze pełnić w miarę możliwości rolę ojca ![]()
Niezły z ciebie LUCYFER
Lucyfer666 napisał/a:Prawdę powiedziawszy to powiedziałbym, że ten stan ma dużo więcej zalet niż wad.
Na pewno ogrom czasu jaki człowiek wtedy posiada jest wręcz bezcenny. To co wykorzystam teraz na swój rozwój, tego mi nikt nie odbierzeMówisz z pozycji faceta ... nie wychowującego dzieci na codzień.
Niestety kobiety singielki (z dziećmi) muszą być jednocześnie - kucharkami, sprzątaczkami, praczkami, oczywiście pracując zawodowo i jeszcze pełnić w miarę możliwości rolę ojca
Liczy się każda opinia. Inny jest singiel 20 letni a inny 40 letni. Jeszcze inny taki, który ma sam dzieci albo jest sam bez dzieci. Co innego też singiel, który jest świeżo po rozstaniu i taki jakiś czas po rozstaniu itd
Tzw samorozwój tudzież samogwałt osobisty?;-)
Mnie w singlowaniu podoba się inna rzecz.Sw.Anielski spokój w kwestii męczenia buły przez tfu partnerkę jej interpretacjami i domysłami oraz spokój ducha w kwestii mojego zaufania do kogoś.Taki emocjonalny cyborg. Zaczynam umawiać się na spotkania,przed urodzinami pójdę w kwestiach fizycznych a potem się zobaczy ;-)
Lou71.71 napisał/a:Lucyfer666 napisał/a:Prawdę powiedziawszy to powiedziałbym, że ten stan ma dużo więcej zalet niż wad.
Na pewno ogrom czasu jaki człowiek wtedy posiada jest wręcz bezcenny. To co wykorzystam teraz na swój rozwój, tego mi nikt nie odbierzeMówisz z pozycji faceta ... nie wychowującego dzieci na codzień.
Niestety kobiety singielki (z dziećmi) muszą być jednocześnie - kucharkami, sprzątaczkami, praczkami, oczywiście pracując zawodowo i jeszcze pełnić w miarę możliwości rolę ojcaLiczy się każda opinia. Inny jest singiel 20 letni a inny 40 letni. Jeszcze inny taki, który ma sam dzieci albo jest sam bez dzieci. Co innego też singiel, który jest świeżo po rozstaniu i taki jakiś czas po rozstaniu itd
Ale to przez tak myślących jak Lucyfer zostałyśmy same ![]()
Tzw samorozwój tudzież samogwałt osobisty?;-)
Mnie w singlowaniu podoba się inna rzecz.Sw.Anielski spokój w kwestii męczenia buły przez tfu partnerkę jej interpretacjami i domysłami oraz spokój ducha w kwestii mojego zaufania do kogoś..
Brzmi męxcząco, cokolwiek się działo.
Mi się marzy związek, w którym jednocześnie jesteś z kimś ale masz też święty spokój.
Mam nadzieję, że to się zdarza.
Tzw samorozwój tudzież samogwałt osobisty?;-)
Mnie w singlowaniu podoba się inna rzecz.Sw.Anielski spokój w kwestii męczenia buły przez tfu partnerkę jej interpretacjami i domysłami oraz spokój ducha w kwestii mojego zaufania do kogoś.Taki emocjonalny cyborg. Zaczynam umawiać się na spotkania,przed urodzinami pójdę w kwestiach fizycznych a potem się zobaczy ;-)
A teraz będziesz się umawiać się i jeśli coś wyjdzie to już nie będzie tfu partnerka ...
rossanka napisał/a:Lou71.71 napisał/a:Mówisz z pozycji faceta ... nie wychowującego dzieci na codzień.
Niestety kobiety singielki (z dziećmi) muszą być jednocześnie - kucharkami, sprzątaczkami, praczkami, oczywiście pracując zawodowo i jeszcze pełnić w miarę możliwości rolę ojcaLiczy się każda opinia. Inny jest singiel 20 letni a inny 40 letni. Jeszcze inny taki, który ma sam dzieci albo jest sam bez dzieci. Co innego też singiel, który jest świeżo po rozstaniu i taki jakiś czas po rozstaniu itd
Ale to przez tak myślących jak Lucyfer zostałyśmy same
Nienie, ja nie. Ja przez coś innego.
74 2018-02-15 23:03:04 Ostatnio edytowany przez Lucyfer666 (2018-02-15 23:06:21)
Oczywiście, że tak. Mówię czysto subiektywne zdanie. Co nie zmienia faktu, że przez poświęcenie tego czasu różnym lokalnym stowarzyszeniom i organizacjom między innymi samotnym matkom czynnie pomagam.
A sam skoro nie jestem za bardzo obciążony (poza terapią i podwójną pracą) to staram się inwestować we własny rozwój tak bardzo jak to możliwe.
EDIT : Pirx : Akurat dobrze trafione
Akurat obecnie mocno w NO PMO jestem, więc odpada
Lout : Wypraszam sobie - kręgosłup swój mam, jakby była kiedykolwiek jakaś wpadka to przyjmę na klatę i trudno zaakceptuję swój los. Obecnie bardziej jestem stereotypowym dziwakiem, który idzie czysto w zapewnienie stabilnego bytu nie tylko sobie.
Lou71.71 napisał/a:rossanka napisał/a:Liczy się każda opinia. Inny jest singiel 20 letni a inny 40 letni. Jeszcze inny taki, który ma sam dzieci albo jest sam bez dzieci. Co innego też singiel, który jest świeżo po rozstaniu i taki jakiś czas po rozstaniu itd
Ale to przez tak myślących jak Lucyfer zostałyśmy same
Nienie, ja nie. Ja przez coś innego.
Mi lucyfer zabrzmiał bardzo egoistycznie.
rossanka napisał/a:Lou71.71 napisał/a:Ale to przez tak myślących jak Lucyfer zostałyśmy same
Nienie, ja nie. Ja przez coś innego.
Mi lucyfer zabrzmiał bardzo egoistycznie.
24 lata to jest jeszcze inne spojrzenie na różne sprawy.
Pirx napisał/a:Tzw samorozwój tudzież samogwałt osobisty?;-)
Mnie w singlowaniu podoba się inna rzecz.Sw.Anielski spokój w kwestii męczenia buły przez tfu partnerkę jej interpretacjami i domysłami oraz spokój ducha w kwestii mojego zaufania do kogoś.Taki emocjonalny cyborg. Zaczynam umawiać się na spotkania,przed urodzinami pójdę w kwestiach fizycznych a potem się zobaczy ;-)A teraz będziesz się umawiać się i jeśli coś wyjdzie to już nie będzie tfu partnerka ...
Tak brutalnie mówiąc to wolę się spotykać ,spedzac czas i sypiać z kobietą bez wielkich planów i big love . Przynajmniej teraz.
A jak okaże się że to jest to - wtedy nie będzie tfu partnerka.Dla mnie partnerka to kobieta która wie czego i kogo chce i sprawdzona osoba na której mogę polegać.
Wyjdzie w praniu.Zaleta ostatniej porażki.
78 2018-02-15 23:13:26 Ostatnio edytowany przez Krejzolka82 (2018-02-15 23:17:02)
Lou71.71 napisał/a:Pirx napisał/a:Tzw samorozwój tudzież samogwałt osobisty?;-)
Mnie w singlowaniu podoba się inna rzecz.Sw.Anielski spokój w kwestii męczenia buły przez tfu partnerkę jej interpretacjami i domysłami oraz spokój ducha w kwestii mojego zaufania do kogoś.Taki emocjonalny cyborg. Zaczynam umawiać się na spotkania,przed urodzinami pójdę w kwestiach fizycznych a potem się zobaczy ;-)A teraz będziesz się umawiać się i jeśli coś wyjdzie to już nie będzie tfu partnerka ...
Tak brutalnie mówiąc to wolę się spotykać ,spedzac czas i sypiać z kobietą bez wielkich planów i big love . Przynajmniej teraz.
A jak okaże się że to jest to - wtedy nie będzie tfu partnerka.Dla mnie partnerka to kobieta która wie czego i kogo chce i sprawdzona osoba na której mogę polegać.
Wyjdzie w praniu.Zaleta ostatniej porażki.
Czyli chcesz żyć jak V. ![]()
Chociaż V przeżywa teraz big love. ![]()
_v_ napisał/a:ale brak partnera życiowego nie oznacza braku milosci romantycznej
ja kocham romantycznie i dosc szalenie jednego z moich kochanków
jesteśmy ze soba bliżej niż niejeden zwiazek czy małżeństwoa jednak zyjemy i będziemy zyc osobno
nie zamierzamy sie parowaćznam tez przynajmniej jedna taką "parę" gdzie oboje prowadzą odrebne gospodarstwa, nie zamierzaja byc razem a jednak darzą się miłością od lat. wspierają sie i przyjaznia.
V, właściwie to powinnyśmy zacząć od wyjaśnienia sobie definicji: "związku", "kochanka".
Masz partnera czy tam partnerów, nieistotne czy jesteś z Nimi w związkach, istotne jest, że kochasz i prawdopodobnie jesteś kochana.
Nieistotne jest nazewnictwo istotne, że kogoś bliskiego masz!Czyli nie jesteś singielką!
Masz z kim uprawiać seks, masz z kim wyjść do kina, masz kogo kochać, pogadać- choćby to trwało tylko chwilkę to to masz, czyli nie możesz siebie nazywać singielką.To,że Ty wybrałaś takie życie to Twój wybór, świadomy wybór.
Ale na pewno to nie jest sinigielstwo.Założę się, że Piegowatej nie chodziło o taką miłość o jakie Ty piszesz.
Piegowata celebruje każdy dzień, Piegowata odczuwa miłość/radość do wszystkiego no może prawie wszystkiego, co Ją otacza i to jest piękne bo mam tak samo.Jak dla mnie singlem jest ten człowiek, który nie jest kochany*, a Ty z tego co piszesz jesteś kochana jak i kochasz.
*chodzi o miłość romantyczną.
oczywiście, że mogę
to ze kogos kocham i z nim wychodzę do kina albo gdzieś wcale nie oznacza ze jestem z tą osobą w związku ![]()
Pirx : Oby tylko na zdrowie wyszło ![]()
Lou71.71 : Przykro mi, że tak zabrzmiało, ale nie rozumiem gdzie w jakikolwiek sposób z mojego posta wynika, że należy być totalnie nieodpowiedzialnym imbecylem i porzucać kobiety (zwłaszcza z dziećmi)...
Lou71.71 napisał/a:rossanka napisał/a:Nienie, ja nie. Ja przez coś innego.
Mi lucyfer zabrzmiał bardzo egoistycznie.
24 lata to jest jeszcze inne spojrzenie na różne sprawy.
Tak, zgadza się. Dopiero później spojrzałam na wiek. Mógłby być moim synem ![]()
Pirx : Oby tylko na zdrowie wyszło
Lou71.71 : Przykro mi, że tak zabrzmiało, ale nie rozumiem gdzie w jakikolwiek sposób z mojego posta wynika, że należy być totalnie nieodpowiedzialnym imbecylem i porzucać kobiety (zwłaszcza z dziećmi)...
Nic takiego nie powiedziałam. Odniosłam wrażenie egoizmu z wypowiedzi.
83 2018-02-15 23:28:24 Ostatnio edytowany przez Pirx (2018-02-15 23:36:41)
W V podoba mi się szczerość. Takich cenię i lubię. Nie mam problemu kiedy ktoś mi wyłoży kawę na ławę i otwarcie powie " Hej, potrzebuje tylko seksu i towarzystwa" itp.
Tak samo jak powie " Jestem bi i mam kochankę" .
Swoich wartości nie porzucam,po prostu nie toleruje już teatrzyku.;-)
Stary już jestem,dzieciaty i nie lubię się przeprowadzać ;-)
Ostatnio mnie poturbowalo, a plusem singlowania jest to że od podstaw ćwiczę umiejętności w które zwątpiłem.Bez malowania komuś fakowych obrazków big love ;-)
84 2018-02-15 23:30:46 Ostatnio edytowany przez Lucyfer666 (2018-02-15 23:31:30)
Lucyfer666 napisał/a:Pirx : Oby tylko na zdrowie wyszło
Lou71.71 : Przykro mi, że tak zabrzmiało, ale nie rozumiem gdzie w jakikolwiek sposób z mojego posta wynika, że należy być totalnie nieodpowiedzialnym imbecylem i porzucać kobiety (zwłaszcza z dziećmi)...
Nic takiego nie powiedziałam. Odniosłam wrażenie egoizmu z wypowiedzi.
No właśnie ![]()
Dopóki poza pewnymi narzuconymi obowiązkami mogę pozwolić sobie na więcej to dlaczego nie. Zwłaszcza, że działalność typu wolontariat raczej należy do tego zdrowego egoizmu ![]()
Nie zawsze taki diabeł straszny, jak go malują
Lou71.71 napisał/a:Lucyfer666 napisał/a:Pirx : Oby tylko na zdrowie wyszło
Lou71.71 : Przykro mi, że tak zabrzmiało, ale nie rozumiem gdzie w jakikolwiek sposób z mojego posta wynika, że należy być totalnie nieodpowiedzialnym imbecylem i porzucać kobiety (zwłaszcza z dziećmi)...
Nic takiego nie powiedziałam. Odniosłam wrażenie egoizmu z wypowiedzi.
No właśnie
Dopóki poza pewnymi narzuconymi obowiązkami mogę pozwolić sobie na więcej to dlaczego nie. Zwłaszcza, że działalność typu wolontariat raczej należy do tego zdrowego egoizmu
Nie zawsze taki diabeł straszny, jak go malują
Rozumiem, że dzieci wychowuje ich matka ...
Czyje dzieci ?
Czyje dzieci ?
twoje
Skąd wnioski, że mam dzieci i je porzuciłem ... na bogów użytkowniczko nie posądzaj mnie o coś takiego.
Jestem raczej ostatnim człowiekiem, który może mieć cokolwiek wspólnego z jakąkolwiek kobietą, a Ty mi takie salwy wyprowadzasz, że może lepiej, żeby już te działa ucichły
Skąd wnioski, że mam dzieci i je porzuciłem ... na bogów użytkowniczko nie posądzaj mnie o coś takiego.
Jestem raczej ostatnim człowiekiem, który może mieć cokolwiek wspólnego z jakąkolwiek kobietą, a Ty mi takie salwy wyprowadzasz, że może lepiej, żeby już te działa ucichły
Ja jestem prosta kobieta, a ty do mnie poezją ... albo filozofią.
W wątku było o singlach i poprzednie posty były o porzuconych, ew.po rozstaniu i twój tam się również wpisał. Jestem tu od niedawna, nie czytam biografii, przykro mi. Pisałam jak zrozumiałam. A czy posądzenie o dzieci przed trzydziestką, to obelga?
Oczywiście, że nie. To sprawa indywidualna kiedy osoba czuje się gotowa na dziecko.
Mnie uderzyło posądzanie o porzucenie kobiety i dziecka, bo to by świadczyło, że jestem śmieciem ludzkim.
91 2018-02-16 12:01:52 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2018-02-16 12:04:50)
Cześć, czołem.
Dyskutujecie tu na temat samotnej starości. Przychylę się do zdania Fał, że nie ma potrzeby trzymać się niewolniczo jedynie słusznych rozwiązań, lecz szukać takich, które nam służą (i nikomu nie szkodzą). Z rodziną bywa różnie. Niektórzy wychodzą ze swoimi dobrze jedynie na zdjęciu.
Ja na przykład z moją Mamą nie zawsze miałam dobrą relację, niektórych moich ważnych potrzeb nie zaspokoiła i uzupełnili tę lukę zupełnie obcy (w sensie biologicznego pokrewieństwa) ludzie. Dostałam morze ciepła, akceptacji i uznania od pewnej dziś ponadosiemdziesięcioletniej pani X., która mówiła o mnie, że jestem jej duchową córką i którą do dziś kocham jak drugą matkę. Bardzo też wierzyła we mnie moja licealna wychowawczyni.
No, ale to już wątki poboczne...
92 2018-02-16 12:08:05 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2018-02-16 12:15:09)
...oraz spokój ducha w kwestii mojego zaufania do kogoś
Moim zdaniem spokój ducha nie jest zależny od innych, ale od nas samych (choć inni mogą bardzo pomóc). Wciąż pracuję nad osiąganiem tego stanu. W spokoju ducha ma się zaufanie do siebie i nie szuka się rozpaczliwie oparcia w innych ludziach. Są oni cenną wartością, ale bez nich nie giniemy z rozpaczy i samotności. W spokoju ducha inaczej też wychodzi się na spotkanie drugiego cżłowieka, z innej pozycji.
I to jest dla mnie potężny plus singielstwa: możliwość i czas, by nad swoim spokojem popracować. W relacji spokój ducha ogromnie się przydaje.
Cześć, czołem.
Dyskutujecie tu na temat samotnej starości. Przychylę się do zdania Fał, że nie ma potrzeby trzymać się niewolniczo jedynie słusznych rozwiązań, lecz szukać takich, które nam służą (i nikomu nie szkodzą). Z rodziną bywa różnie. Niektórzy wychodzą ze swoimi dobrze jedynie na zdjęciu.
Ja na przykład z moją Mamą nie zawsze miałam dobrą relację, niektórych moich ważnych potrzeb nie zaspokoiła i uzupełnili tę lukę zupełnie obcy (w sensie biologicznego pokrewieństwa) ludzie. Dostałam morze ciepła, akceptacji i uznania od pewnej dziś ponad osiemdziesięcioletniej pani X., która mówiła o mnie, że jestem jej duchową córką i którą do dziś kocham jak drugą matkę. Bardzo też wierzyła we mnie moja licealna wychowawczyni.
No, ale to już wątki poboczne...
Tak, zgadza się, czasem dostaje się wsparcie od obcych ludzi albo ze strony, z której się człowiek nie spodziewa. I w takich sytuacjach można też zweryfikować przyjaźnie,m czasem jest to dosyć bolesne.
Tak, zgadza się, czasem dostaje się wsparcie od obcych ludzi albo ze strony, z której się człowiek nie spodziewa. I w takich sytuacjach można też zweryfikować przyjaźnie,m czasem jest to dosyć bolesne.
A czasem cudownie zaskakujące ![]()
Jakoś nie przeżywałam zawodów w przyjaźni. Jestem w stanie łatwo i szybko wejść w kontakt z nowo poznanym człowiekiem (nie każdym, nie zawsze, ale zdarzało się nieraz), lecz zanim zadeklaruję przyjaźń, musi upłynąć sporo wody.
Na studiach miałam moment takiego psychicznego doła, że w końcu rzuciłam edukację, bo nie byłam w stanie skupić się na nauce. Zanim jednak to się stało, dziewczyny z roku zauważyły, że dzieje się coś złego, dzwoniły do mnie (to były studia zaoczne), przesyłały notatki, motywowały, zachęcały, załatwiały mi przystąpienie do zaległych egzaminów, choć ich wcale o to nie prosiłam.
No, kurczę... zależało na mnie osobom, które wcześniej wcale nie utrzymywały ze mną pozastudenckich kontaktów, którymi jako koleżankami nie byłam bliżej zainteresowana!
Ostatecznie nie ukończyłam tych studiów, ale postawę koleżanek będę wspominać do końca życia i przytaczać jako przykład, że ludzie bywają wspaniali.
Pirx napisał/a:...oraz spokój ducha w kwestii mojego zaufania do kogoś
Moim zdaniem spokój ducha nie jest zależny od innych, ale od nas samych (choć inni mogą bardzo pomóc). Wciąż pracuję nad osiąganiem tego stanu. W spokoju ducha ma się zaufanie do siebie i nie szuka się rozpaczliwie oparcia w innych ludziach. Są oni cenną wartością, ale bez nich nie giniemy z rozpaczy i samotności. W spokoju ducha inaczej też wychodzi się na spotkanie drugiego cżłowieka, z innej pozycji.
I to jest dla mnie potężny plus singielstwa: możliwość i czas, by nad swoim spokojem popracować. W relacji spokój ducha ogromnie się przydaje.
W mojej definicji spokój ducha związany z zaufaniem do kogoś polega na tym że jeśli okażę slabość, gorszy okres to ta osoba nie wykorzysta tego przeciwko mnie.
Nie szukam oparcia w ludziach - dla mnie jeśli ktoś mówi A to ma być A. A jeśli stoi za moimi plecami to nie wbije mi noża ;-)
Pirx napisał/a:...oraz spokój ducha w kwestii mojego zaufania do kogoś
Moim zdaniem spokój ducha nie jest zależny od innych, ale od nas samych (choć inni mogą bardzo pomóc). Wciąż pracuję nad osiąganiem tego stanu. W spokoju ducha ma się zaufanie do siebie i nie szuka się rozpaczliwie oparcia w innych ludziach. Są oni cenną wartością, ale bez nich nie giniemy z rozpaczy i samotności. W spokoju ducha inaczej też wychodzi się na spotkanie drugiego cżłowieka, z innej pozycji.
I to jest dla mnie potężny plus singielstwa: możliwość i czas, by nad swoim spokojem popracować. W relacji spokój ducha ogromnie się przydaje.
podpisuje sie wszystkim, czym moge pod tym ![]()
97 2018-02-16 12:28:05 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2018-02-16 12:28:35)
W mojej definicji spokój ducha związany z zaufaniem do kogoś polega na tym że jeśli okażę slabość, gorszy okres to ta osoba nie wykorzysta tego przeciwko mnie.
Nie szukam oparcia w ludziach - dla mnie jeśli ktoś mówi A to ma być A. A jeśli stoi za moimi plecami to nie wbije mi noża ;-)
No, tak, z takim postawieniem sprawy zgadzam się całkowicie. Też chcę czuć w relacji spokój ducha.
Pirx napisał/a:W mojej definicji spokój ducha związany z zaufaniem do kogoś polega na tym że jeśli okażę slabość, gorszy okres to ta osoba nie wykorzysta tego przeciwko mnie.
Nie szukam oparcia w ludziach - dla mnie jeśli ktoś mówi A to ma być A. A jeśli stoi za moimi plecami to nie wbije mi noża ;-)No, tak, z takim postawieniem sprawy zgadzam się całkowicie. Też chcę czuć w relacji spokój ducha.
Też tak chce ![]()
Nie mam szczęścia do spotykania na swojej drodze ludzi takich jak Pieguska ...
Pewnie to ode mnie zależy lub od tego czego oczekuję od ludzi, ale cóż ... tak jest
Lou, ja wtedy zapytałam koleżanek, dlaczego mi pomagają. Nie chcę być zarozumiała, ale odpowiedzały, że jestem "tak sympatyczna".
To fakt, że na zjazdach tryskałam na ogół dobrym nastrojem i radością. Lubiłam wyrwać się z domu i pracy na tych kilka dni w miesiącu i cieszyły mnie spotkania z innymi studiującymi.
Mam bratową, która przyciąga ludzi jak magnes swoim pogodnym sposobem bycia, serdecznością i ciepłem. Kiedyś jechałyśmy razem taksówką i ona nie znając zupełnie kierowcy entuzjastycznie wykrzyknęła: "Ależ ma pan wspaniałe wąsy!". Jak tu się do takiej nie uśmiechnąć? Znam dobrze bratowej wady, jesteśmy rodziną już 20 lat, ale ciepło i zyczliwość, jakimi emanuje, te wady przyćmiewają.
Jasne, że nie każdy jest tak bezpośredni, by komplementować obcych taksówkarzy (niektórzy nawet nie lubią być tak traktowani), ale ludzie nie gryzą, nie wszyscy i warto trochę się na nich otworzyć, trochę ich polubić. Zwyczajnie się do nich uśmiechnąć.
Lou, a czasami nie robiłam nic, byłam sobą, a ktoś zauważał we mnie coś, czego sama nie ceniłam zbyt wysoko, na co w ogóle nie zwracałam uwagi.
My czasami naprawdę nie wierzymy w siebie i nie zauważamy pozytywnych sygnałów od innych.
102 2018-02-16 16:42:54 Ostatnio edytowany przez Bland44 (2018-02-16 16:43:53)
Lou, a czasami nie robiłam nic, byłam sobą, a ktoś zauważał we mnie coś, czego sama nie ceniłam zbyt wysoko, na co w ogóle nie zwracałam uwagi.
My czasami naprawdę nie wierzymy w siebie i nie zauważamy pozytywnych sygnałów od innych.
Bardzo bałabym się negatywnej reakcji. Czasem palnę komuś lub po prostu w towarzystwie coś głupiego. Kolega mi wtedy radzi - nie analizuj, wyluzuj ... nawet syn (a ma dopiero 11lat) ma takie motto - było ... minęło.
Ja nie umiem, mimo, że się staram, to myśli same przychodzą (co ty zrobiłaś..., po co..., mogłaś się nie odzywać ...itp). A już nie wspomnę o analizach typu - co by było gdyby ...
103 2018-02-16 16:48:46 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2018-02-16 16:51:23)
Lou, uwielbiam czytać i to mi naprawdę dużo daje.
Danuta Wawiłow napisała kiedyś (udzielała w "Filipince" wsparcia nastolatkom), że przestała się przejmować, co ktoś o niej pomyśli. Dalej pisała mniej, więcej tak: "A jeżeli powiem coś głupiego? No, to najwyżej! Jak ktoś jest mądry, to zrozumie, a jak głupi - to nie zależy mi na jego opinii".
Ogromnie mi te słowa pomogły.
Lou, uwielbiam czytać i to mi naprawdę dużo daje.
Danuta Wawiłow napisała kiedyś (udzielała w "Filipince" wsparcia nastolatkom), że przestała się przejmować, co ktoś o niej pomyśli. Dalej pisała mniej, więcej tak: "A jeżeli powiem coś głupiego? No, to najwyżej! Jak ktoś jest mądry, to zrozumie, a jak głupi - to nie zależy mi na jego opinii".
Ogromnie mi te słowa pomogły.
Jej wiersze czytałam dawno temu dzieciom i pamiętam taki:
Szybko, zbudź się, szybko wstawaj, szybko, szybko stygnie kawa, szybko nogi myj i ręce, szybko światło gaś w łazience, szybko szybko bez hałasu, szybko szybko nie ma czasu ....
Krejzolka82 napisał/a:_v_ napisał/a:ale brak partnera życiowego nie oznacza braku milosci romantycznej
ja kocham romantycznie i dosc szalenie jednego z moich kochanków
jesteśmy ze soba bliżej niż niejeden zwiazek czy małżeństwoa jednak zyjemy i będziemy zyc osobno
nie zamierzamy sie parowaćznam tez przynajmniej jedna taką "parę" gdzie oboje prowadzą odrebne gospodarstwa, nie zamierzaja byc razem a jednak darzą się miłością od lat. wspierają sie i przyjaznia.
V, właściwie to powinnyśmy zacząć od wyjaśnienia sobie definicji: "związku", "kochanka".
Masz partnera czy tam partnerów, nieistotne czy jesteś z Nimi w związkach, istotne jest, że kochasz i prawdopodobnie jesteś kochana.
Nieistotne jest nazewnictwo istotne, że kogoś bliskiego masz!Czyli nie jesteś singielką!
Masz z kim uprawiać seks, masz z kim wyjść do kina, masz kogo kochać, pogadać- choćby to trwało tylko chwilkę to to masz, czyli nie możesz siebie nazywać singielką.To,że Ty wybrałaś takie życie to Twój wybór, świadomy wybór.
Ale na pewno to nie jest sinigielstwo.Założę się, że Piegowatej nie chodziło o taką miłość o jakie Ty piszesz.
Piegowata celebruje każdy dzień, Piegowata odczuwa miłość/radość do wszystkiego no może prawie wszystkiego, co Ją otacza i to jest piękne bo mam tak samo.Jak dla mnie singlem jest ten człowiek, który nie jest kochany*, a Ty z tego co piszesz jesteś kochana jak i kochasz.
*chodzi o miłość romantyczną.
oczywiście, że mogę
![]()
to ze kogos kocham i z nim wychodzę do kina albo gdzieś wcale nie oznacza ze jestem z tą osobą w związku
Sorki, że tak ciągle wypytuję, ale to dla mnie nowość i chciałabym się o tym co nieco dowiedzieć. ![]()
Czyli jesteś singielką spotykającą się z Facetem, którego darzysz romantyczną miłością, ale nie tworzycie związku?
To za przeproszeniem co tworzycie?
Piegowata'76 napisał/a:Lou, uwielbiam czytać i to mi naprawdę dużo daje.
Danuta Wawiłow napisała kiedyś (udzielała w "Filipince" wsparcia nastolatkom), że przestała się przejmować, co ktoś o niej pomyśli. Dalej pisała mniej, więcej tak: "A jeżeli powiem coś głupiego? No, to najwyżej! Jak ktoś jest mądry, to zrozumie, a jak głupi - to nie zależy mi na jego opinii".
Ogromnie mi te słowa pomogły.Jej wiersze czytałam dawno temu dzieciom i pamiętam taki:
Szybko, zbudź się, szybko wstawaj, szybko, szybko stygnie kawa, szybko nogi myj i ręce, szybko światło gaś w łazience, szybko szybko bez hałasu, szybko szybko nie ma czasu ....
Lou, można nerwicy dostać od tego szybko szybko.
Kiedyś byłam taka szybko szybko, ale staram się w miare możliwości zwalniać, bo inaczej z zakrętu wypadnę i dopiero będzie ![]()
_v_ napisał/a:Krejzolka82 napisał/a:V, właściwie to powinnyśmy zacząć od wyjaśnienia sobie definicji: "związku", "kochanka".
Masz partnera czy tam partnerów, nieistotne czy jesteś z Nimi w związkach, istotne jest, że kochasz i prawdopodobnie jesteś kochana.
Nieistotne jest nazewnictwo istotne, że kogoś bliskiego masz!Czyli nie jesteś singielką!
Masz z kim uprawiać seks, masz z kim wyjść do kina, masz kogo kochać, pogadać- choćby to trwało tylko chwilkę to to masz, czyli nie możesz siebie nazywać singielką.To,że Ty wybrałaś takie życie to Twój wybór, świadomy wybór.
Ale na pewno to nie jest sinigielstwo.Założę się, że Piegowatej nie chodziło o taką miłość o jakie Ty piszesz.
Piegowata celebruje każdy dzień, Piegowata odczuwa miłość/radość do wszystkiego no może prawie wszystkiego, co Ją otacza i to jest piękne bo mam tak samo.Jak dla mnie singlem jest ten człowiek, który nie jest kochany*, a Ty z tego co piszesz jesteś kochana jak i kochasz.
*chodzi o miłość romantyczną.
oczywiście, że mogę
![]()
to ze kogos kocham i z nim wychodzę do kina albo gdzieś wcale nie oznacza ze jestem z tą osobą w związku
Sorki, że tak ciągle wypytuję, ale to dla mnie nowość i chciałabym się o tym co nieco dowiedzieć.
Czyli jesteś singielką spotykającą się z Facetem, którego darzysz romantyczną miłością, ale nie tworzycie związku?
To za przeproszeniem co tworzycie?
nic nie tworzymy
nie wiedziałam, ze jest obowiązek tworzenia czegokolwiek z drugim człowiekiem ![]()
Krejzolka82 napisał/a:_v_ napisał/a:oczywiście, że mogę
![]()
to ze kogos kocham i z nim wychodzę do kina albo gdzieś wcale nie oznacza ze jestem z tą osobą w związku
Sorki, że tak ciągle wypytuję, ale to dla mnie nowość i chciałabym się o tym co nieco dowiedzieć.
Czyli jesteś singielką spotykającą się z Facetem, którego darzysz romantyczną miłością, ale nie tworzycie związku?
To za przeproszeniem co tworzycie?nic nie tworzymy
![]()
nie wiedziałam, ze jest obowiązek tworzenia czegokolwiek z drugim człowiekiem
A jesteś singielką?
Krejzolka82 napisał/a:_v_ napisał/a:oczywiście, że mogę
![]()
to ze kogos kocham i z nim wychodzę do kina albo gdzieś wcale nie oznacza ze jestem z tą osobą w związku
Sorki, że tak ciągle wypytuję, ale to dla mnie nowość i chciałabym się o tym co nieco dowiedzieć.
Czyli jesteś singielką spotykającą się z Facetem, którego darzysz romantyczną miłością, ale nie tworzycie związku?
To za przeproszeniem co tworzycie?nic nie tworzymy
![]()
nie wiedziałam, ze jest obowiązek tworzenia czegokolwiek z drugim człowiekiem
Cześć, dołączę się do rozmowy.
V - a czy chciałabyś stworzyć związek (może nawet małżeński), czy teraz nie, a może w przyszłości nie wykluczasz, czy ogólnie jesteś na nie?
Pytam, bo trochę Cię podczytuję czasem w różnych wątkach i domyślam się jak to na razie wygląda, ale czy jest tak po prostu, bo teraz Ci tak dobrze,
czy po prostu ogólnie nie chcesz takiego związku "na wyłącznośc"?
_v_ napisał/a:Krejzolka82 napisał/a:Sorki, że tak ciągle wypytuję, ale to dla mnie nowość i chciałabym się o tym co nieco dowiedzieć.
Czyli jesteś singielką spotykającą się z Facetem, którego darzysz romantyczną miłością, ale nie tworzycie związku?
To za przeproszeniem co tworzycie?nic nie tworzymy
![]()
nie wiedziałam, ze jest obowiązek tworzenia czegokolwiek z drugim człowiekiemCześć, dołączę się do rozmowy.
V - a czy chciałabyś stworzyć związek (może nawet małżeński), czy teraz nie, a może w przyszłości nie wykluczasz, czy ogólnie jesteś na nie?
Pytam, bo trochę Cię podczytuję czasem w różnych wątkach i domyślam się jak to na razie wygląda, ale czy jest tak po prostu, bo teraz Ci tak dobrze,
czy po prostu ogólnie nie chcesz takiego związku "na wyłącznośc"?
związek małżeński - nigdy w zyciu ![]()
jeszcze na glowe nie upadlam ![]()
jest mi dobrze jako singielce
nie chce juz sie musiec dostosowywac do kogos
zwiazek jesli juz to otwarty i raczej chyba z mieszkaniem osobno
Właściwie to nie rozumiem tego, ale nie wszystko muszę rozumieć.
Ważne, że Tobie V z tym dobrze. ![]()
rossanka napisał/a:_v_ napisał/a:nic nie tworzymy
![]()
nie wiedziałam, ze jest obowiązek tworzenia czegokolwiek z drugim człowiekiemCześć, dołączę się do rozmowy.
V - a czy chciałabyś stworzyć związek (może nawet małżeński), czy teraz nie, a może w przyszłości nie wykluczasz, czy ogólnie jesteś na nie?
Pytam, bo trochę Cię podczytuję czasem w różnych wątkach i domyślam się jak to na razie wygląda, ale czy jest tak po prostu, bo teraz Ci tak dobrze,
czy po prostu ogólnie nie chcesz takiego związku "na wyłącznośc"?związek małżeński - nigdy w zyciu
jeszcze na glowe nie upadlamjest mi dobrze jako singielce
nie chce juz sie musiec dostosowywac do kogos
zwiazek jesli juz to otwarty i raczej chyba z mieszkaniem osobno
Aha, rozumiem. Ale małżeński nie, bo się sparzyłaś, czy po prostu siebie w tym nie widzisz?
Ja chyba na głowę upadłam, bo w małżeński może bym i weszła, wiadomo, zawsze to stres, jak będzie, al nie mówię nie.
Z mieszkaniem osobno już przerabiałam i nie chcę więcej. To nie dla mnie.
_v_ napisał/a:Krejzolka82 napisał/a:Sorki, że tak ciągle wypytuję, ale to dla mnie nowość i chciałabym się o tym co nieco dowiedzieć.
Czyli jesteś singielką spotykającą się z Facetem, którego darzysz romantyczną miłością, ale nie tworzycie związku?
To za przeproszeniem co tworzycie?nic nie tworzymy
![]()
nie wiedziałam, ze jest obowiązek tworzenia czegokolwiek z drugim człowiekiemA jesteś singielką?
jestem
114 2018-02-16 23:26:51 Ostatnio edytowany przez Bland44 (2018-02-16 23:27:32)
Wydaje mi się, że ludzie, którzy nie chcą tworzyć związku mają sami ze sobą problem. Ale dobrze, że niektórzy uczciwie o tym mówią. I jeżeli obie strony wyrażają zgodę, na związki - "niezwiązki"... to czemu nie ...
_v_ napisał/a:rossanka napisał/a:Cześć, dołączę się do rozmowy.
V - a czy chciałabyś stworzyć związek (może nawet małżeński), czy teraz nie, a może w przyszłości nie wykluczasz, czy ogólnie jesteś na nie?
Pytam, bo trochę Cię podczytuję czasem w różnych wątkach i domyślam się jak to na razie wygląda, ale czy jest tak po prostu, bo teraz Ci tak dobrze,
czy po prostu ogólnie nie chcesz takiego związku "na wyłącznośc"?związek małżeński - nigdy w zyciu
jeszcze na glowe nie upadlamjest mi dobrze jako singielce
nie chce juz sie musiec dostosowywac do kogos
zwiazek jesli juz to otwarty i raczej chyba z mieszkaniem osobnoAha, rozumiem. Ale małżeński nie, bo się sparzyłaś, czy po prostu siebie w tym nie widzisz?
Ja chyba na głowę upadłam, bo w małżeński może bym i weszła, wiadomo, zawsze to stres, jak będzie, al nie mówię nie.
Z mieszkaniem osobno już przerabiałam i nie chcę więcej. To nie dla mnie.
nie,nigdy nie bylam zamezna
po prostu to do mnie nie przemawia
no i zwyke jest problem z rozwodem ![]()
rossanka napisał/a:_v_ napisał/a:związek małżeński - nigdy w zyciu
jeszcze na glowe nie upadlamjest mi dobrze jako singielce
nie chce juz sie musiec dostosowywac do kogos
zwiazek jesli juz to otwarty i raczej chyba z mieszkaniem osobnoAha, rozumiem. Ale małżeński nie, bo się sparzyłaś, czy po prostu siebie w tym nie widzisz?
Ja chyba na głowę upadłam, bo w małżeński może bym i weszła, wiadomo, zawsze to stres, jak będzie, al nie mówię nie.
Z mieszkaniem osobno już przerabiałam i nie chcę więcej. To nie dla mnie.nie,nigdy nie bylam zamezna
po prostu to do mnie nie przemawiano i zwykle jest problem z rozwodem
Bardzo pozytywne podejście do życia ![]()
117 2018-02-17 12:54:24 Ostatnio edytowany przez rossanka (2018-02-17 12:55:10)
Ile ludzi tyle poglądów na życie. A singlem każdy był albo kiedyś będzie.
Niektórzy byli nimi do końca życia. Znacie takie przypadki? U mnie w otoczeniu był jeden i pamiętam, że zawsze wspolczulam tej pani. Ale po jakimś czasie się dowiedziałam że ona nigdy nie chciała mieć męża ,co nie przeszkodziło jej nie mieć partnerów na różnych etapach życia . Nie wiem na ile to jest prawdą, czy faktycznie nie chciała czy tylko robiła dobrą minę do tej całej gry.
Aha, jeszcze znam jednego 50 letniego starego kawalera ale on się nie nadaje do żadnej relacji.
Ja pisałam, że niektórzy nie nadają się do żadnych relacji i wtedy najlepiej jest gdy zostają sami.
Ale gorzej, gdy niby ktoś jest sam, a z drugiej strony z kimś i jedna strona liczy na coś więcej, a tamten nie
Ja pisałam, że niektórzy nie nadają się do żadnych relacji i wtedy najlepiej jest gdy zostają sami.
Ale gorzej, gdy niby ktoś jest sam, a z drugiej strony z kimś i jedna strona liczy na coś więcej, a tamten nie
Muszą sieobydwoje zgadzać inaczej to nie ma daleszego sesnu.
Mnie zastanawia dlaczego jest taka presja, że ludzie powinni żyć w parach.
Jak wcześniej zostało wspomniane nie każdy się nadaje, a to właśnie presja często sprawia, że ludzie zaczynają wchodzić w coraz to bardziej nieprzyjemne relacje.
Mnie zastanawia dlaczego jest taka presja, że ludzie powinni żyć w parach.
Jak wcześniej zostało wspomniane nie każdy się nadaje, a to właśnie presja często sprawia, że ludzie zaczynają wchodzić w coraz to bardziej nieprzyjemne relacje.
Coś w tym jest a jeszcze w niektórych domach jest ta stara zasada że musisz mieć żonę dzieci a nie każdy nadaje się na rodzica.
Szczerze to nawet nie wiedziałem, że jest coś takiego jak Dzień Singla i to jeszcze dzień po Walentykach.
Mnie zastanawia dlaczego jest taka presja, że ludzie powinni żyć w parach.
Jak wcześniej zostało wspomniane nie każdy się nadaje, a to właśnie presja często sprawia, że ludzie zaczynają wchodzić w coraz to bardziej nieprzyjemne relacje.
Wydaje mi się, że kiedyś była presja otoczenia, rodziny. Teraz już nie. I sądzę, że sami zainteresowani wchodzą w związki, bo inni też są w związkach, nie chcą być "gorsi" ? "inni"?
Jest presja na zwiazki bo ludzie lubia ludzi szufladkowac. Wiekszosc ludzi jest w zwiazkach totez jak w nim nie jestes jestes "gorszy". Jestes bezrobotny jestes "gorszy" itp.
Lucyfer666 napisał/a:Mnie zastanawia dlaczego jest taka presja, że ludzie powinni żyć w parach.
Jak wcześniej zostało wspomniane nie każdy się nadaje, a to właśnie presja często sprawia, że ludzie zaczynają wchodzić w coraz to bardziej nieprzyjemne relacje.Wydaje mi się, że kiedyś była presja otoczenia, rodziny. Teraz już nie. I sądzę, że sami zainteresowani wchodzą w związki, bo inni też są w związkach, nie chcą być "gorsi" ? "inni"?
Wydaje mi sie, że na wsiach, albo w pokoleniu 60 czy 70 plus jest jeszcze taka presja.
Pamiętam jak miałam kiedyś koleżankę ze wsi. Koleżanka studiowała w pobliskim mieście. Dobrze jej szły studia, a po ich ukonczeniu zaczęła robic studia doktoranckie. Przyjechala kiedyś do rodziców na wieś i akurat wpadła do nich jakaś stara ciotka. Zaczęło się standardowe wypytywanie, kolezanka opowiadała, ze zrobila studia takie i takie, teraz jest w trakcie doktoratu, robi to i to, specjalizuje sie w tym i w tym. Ciotka siedziała tylko z ponurą miną i kiwala głową, z jakąs taką odrazą na twarzy. Po czym wypalila: studia studia, a masz ty jakiego chłopaka? Koleżanka (na szczescie)akurat od pol roku była w zwiazku, więc odpowiedziała, tak ciociu, mam. Ciotka aż rozpromieniala na obliczu, po czym skwitowala wszystko krótkim "no!".
Co tam studia , grunt, że chłop był. ![]()
Lou71.71 napisał/a:Lucyfer666 napisał/a:Mnie zastanawia dlaczego jest taka presja, że ludzie powinni żyć w parach.
Jak wcześniej zostało wspomniane nie każdy się nadaje, a to właśnie presja często sprawia, że ludzie zaczynają wchodzić w coraz to bardziej nieprzyjemne relacje.Wydaje mi się, że kiedyś była presja otoczenia, rodziny. Teraz już nie. I sądzę, że sami zainteresowani wchodzą w związki, bo inni też są w związkach, nie chcą być "gorsi" ? "inni"?
Wydaje mi sie, że na wsiach, albo w pokoleniu 60 czy 70 plus jest jeszcze taka presja.
Pamiętam jak miałam kiedyś koleżankę ze wsi. Koleżanka studiowała w pobliskim mieście. Dobrze jej szły studia, a po ich ukonczeniu zaczęła robic studia doktoranckie. Przyjechala kiedyś do rodziców na wieś i akurat wpadła do nich jakaś stara ciotka. Zaczęło się standardowe wypytywanie, kolezanka opowiadała, ze zrobila studia takie i takie, teraz jest w trakcie doktoratu, robi to i to, specjalizuje sie w tym i w tym. Ciotka siedziała tylko z ponurą miną i kiwala głową, z jakąs taką odrazą na twarzy. Po czym wypalila: studia studia, a masz ty jakiego chłopaka? Koleżanka (na szczescie)akurat od pol roku była w zwiazku, więc odpowiedziała, tak ciociu, mam. Ciotka aż rozpromieniala na obliczu, po czym skwitowala wszystko krótkim "no!".
Co tam studia , grunt, że chłop był.
Ok, ale ile lat temu to było?
rossanka napisał/a:Lou71.71 napisał/a:Wydaje mi się, że kiedyś była presja otoczenia, rodziny. Teraz już nie. I sądzę, że sami zainteresowani wchodzą w związki, bo inni też są w związkach, nie chcą być "gorsi" ? "inni"?
Wydaje mi sie, że na wsiach, albo w pokoleniu 60 czy 70 plus jest jeszcze taka presja.
Pamiętam jak miałam kiedyś koleżankę ze wsi. Koleżanka studiowała w pobliskim mieście. Dobrze jej szły studia, a po ich ukonczeniu zaczęła robic studia doktoranckie. Przyjechala kiedyś do rodziców na wieś i akurat wpadła do nich jakaś stara ciotka. Zaczęło się standardowe wypytywanie, kolezanka opowiadała, ze zrobila studia takie i takie, teraz jest w trakcie doktoratu, robi to i to, specjalizuje sie w tym i w tym. Ciotka siedziała tylko z ponurą miną i kiwala głową, z jakąs taką odrazą na twarzy. Po czym wypalila: studia studia, a masz ty jakiego chłopaka? Koleżanka (na szczescie)akurat od pol roku była w zwiazku, więc odpowiedziała, tak ciociu, mam. Ciotka aż rozpromieniala na obliczu, po czym skwitowala wszystko krótkim "no!".
Co tam studia , grunt, że chłop był.Ok, ale ile lat temu to było?
Za mojej młodości, bo to moja rówieśnica. To był gdzieś 2003, 2004 rok.
128 2018-02-17 22:55:14 Ostatnio edytowany przez Bland44 (2018-02-17 22:55:28)
Lou71.71 napisał/a:rossanka napisał/a:Wydaje mi sie, że na wsiach, albo w pokoleniu 60 czy 70 plus jest jeszcze taka presja.
Pamiętam jak miałam kiedyś koleżankę ze wsi. Koleżanka studiowała w pobliskim mieście. Dobrze jej szły studia, a po ich ukonczeniu zaczęła robic studia doktoranckie. Przyjechala kiedyś do rodziców na wieś i akurat wpadła do nich jakaś stara ciotka. Zaczęło się standardowe wypytywanie, kolezanka opowiadała, ze zrobila studia takie i takie, teraz jest w trakcie doktoratu, robi to i to, specjalizuje sie w tym i w tym. Ciotka siedziała tylko z ponurą miną i kiwala głową, z jakąs taką odrazą na twarzy. Po czym wypalila: studia studia, a masz ty jakiego chłopaka? Koleżanka (na szczescie)akurat od pol roku była w zwiazku, więc odpowiedziała, tak ciociu, mam. Ciotka aż rozpromieniala na obliczu, po czym skwitowala wszystko krótkim "no!".
Co tam studia , grunt, że chłop był.Ok, ale ile lat temu to było?
Za mojej młodości, bo to moja rówieśnica. To był gdzieś 2003, 2004 rok.
Ja starsza ![]()
Ale nawet 2003 rok to 15 lat. A ja mówiłam o dzisiejszych czasach i dzisiejszej młodzieży
rossanka napisał/a:Lou71.71 napisał/a:Ok, ale ile lat temu to było?
Za mojej młodości, bo to moja rówieśnica. To był gdzieś 2003, 2004 rok.
Ja starsza
Ale nawet 2003 rok to 15 lat. A ja mówiłam o dzisiejszych czasach i dzisiejszej młodzieży
Jeśli chodzi o dzisiejsze czasy, to mam znajomą, ile ona ma lat, może 43, wyszla za mąż jak miała gdzieś 37. I jak juz byla po slubie, to powiedziała coś w tym stylu, że w końcu nie jest starą panną, tylko mężatką, a mężatka stoi wyżej niż stara panna. A jakby była rozwodką, to też by było dobrze, bo zawsze to lepiej jak stara panna, znaczy, że ktoś ją zechciał, ale im nie wyszło.
Młoda kobieta i takie zdanie.
Lou71.71 napisał/a:rossanka napisał/a:Za mojej młodości, bo to moja rówieśnica. To był gdzieś 2003, 2004 rok.
Ja starsza
Ale nawet 2003 rok to 15 lat. A ja mówiłam o dzisiejszych czasach i dzisiejszej młodzieżyJeśli chodzi o dzisiejsze czasy, to mam znajomą, ile ona ma lat, może 43, wyszla za mąż jak miała gdzieś 37. I jak juz byla po slubie, to powiedziała coś w tym stylu, że w końcu nie jest starą panną, tylko mężatką, a mężatka stoi wyżej niż stara panna. A jakby była rozwodką, to też by było dobrze, bo zawsze to lepiej jak stara panna, znaczy, że ktoś ją zechciał, ale im nie wyszło.
Młoda kobieta i takie zdanie.
Miałam na myśli ludzi tak ok.20 r.ż.-to dla mnie młodzież, osoba pod czterdziestkę to już wg.mnie nie młodzież