Dziewczyny, to całkiem fajne pytanie - o te mocne i słabe strony
Ciekawa jestem, czy coś napiszecie, bo na razie, jakoś nie mam ochoty się wychylać
To dość chyba szeroki temat...
Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!
Forum Kobiet » SAMOTNOŚĆ » 15.02 dzień Singla - coś pozytywnego
Strony Poprzednia 1 … 11 12 13
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Dziewczyny, to całkiem fajne pytanie - o te mocne i słabe strony
Ciekawa jestem, czy coś napiszecie, bo na razie, jakoś nie mam ochoty się wychylać
To dość chyba szeroki temat...
Bardzo pozytywne w singielstwie jest dla mnie to, że mogę spokojnie poprzyglądać się sobie, pozałatwiać to i owo ze sobą, a bardzo tego potrzebuję. W związku, a jeszcze do tego trudnym często emocjonalna para idzie w drugiego człowieka.
Bardzo pozytywne w singielstwie jest dla mnie to, że mogę spokojnie poprzyglądać się sobie, pozałatwiać to i owo ze sobą, a bardzo tego potrzebuję. W związku, a jeszcze do tego trudnym często emocjonalna para idzie w drugiego człowieka.
A dla mnie, że mogę mieć gorszy dzień i nie być w formie i nikogo to nie zmartwi ani nie zirytuje.
Piegowata'76 napisał/a:Bardzo pozytywne w singielstwie jest dla mnie to, że mogę spokojnie poprzyglądać się sobie, pozałatwiać to i owo ze sobą, a bardzo tego potrzebuję. W związku, a jeszcze do tego trudnym często emocjonalna para idzie w drugiego człowieka.
A dla mnie, że mogę mieć gorszy dzień i nie być w formie i nikogo to nie zmartwi ani nie zirytuje.
Niestety, dla mnie to akurat negatyw. Chciałabym, aby ktoś się zmartwił moim złym samopoczuciem, jak choćby dziś, kiedy wróciłam wymięta od dentysty. Przespałam ponad 2 godziny. Nikt nie zapytał, co mi jest i co się dzieje ![]()
rossanka napisał/a:A dla mnie, że mogę mieć gorszy dzień i nie być w formie i nikogo to nie zmartwi ani nie zirytuje.
Niestety, dla mnie to akurat negatyw. Chciałabym, aby ktoś się zmartwił moim złym samopoczuciem, jak choćby dziś, kiedy wróciłam wymięta od dentysty. Przespałam ponad 2 godziny. Nikt nie zapytał, co mi jest i co się dzieje
Niestety, nie zawsze fakt bycia w związku jest równoznaczny z otrzymywaniem wsparcia. Nie zapomnę, jak leżałam niczym zmięta ścierka z potwornymi zawrotami głowy, aż do wymiotów (na skutek zażywania kropli do uszu i niepoinformowania przez laryngologa, że trzeba je ogrzać), a ten nawet nie zajrzał do pokoju, nie zapytał, czy czegoś mi nie trzeba. Nie miałam nawet siły zawołać, żeby mi przyniósł ciepłej herbaty. Albo jak mnie bolał kiedyś brzuch i poprosiłam go, żeby wyskoczył po tabletki, a on miał ważniejsze rzeczy do zrobienia.
Wrrr!!! To już wolę być sama.
Lou71.71 napisał/a:rossanka napisał/a:A dla mnie, że mogę mieć gorszy dzień i nie być w formie i nikogo to nie zmartwi ani nie zirytuje.
Niestety, dla mnie to akurat negatyw. Chciałabym, aby ktoś się zmartwił moim złym samopoczuciem, jak choćby dziś, kiedy wróciłam wymięta od dentysty. Przespałam ponad 2 godziny. Nikt nie zapytał, co mi jest i co się dzieje
Niestety, nie zawsze fakt bycia w związku jest równoznaczny z otrzymywaniem wsparcia. Nie zapomnę, jak leżałam niczym zmięta ścierka z potwornymi zawrotami głowy, aż do wymiotów (na skutek zażywania kropli do uszu i niepoinformowania przez laryngologa, że trzeba je ogrzać), a ten nawet nie zajrzał do pokoju, nie zapytał, czy czegoś mi nie trzeba. Nie miałam nawet siły zawołać, żeby mi przyniósł ciepłej herbaty. Albo jak mnie bolał kiedyś brzuch i poprosiłam go, żeby wyskoczył po tabletki, a on miał ważniejsze rzeczy do zrobienia.
Wrrr!!! To już wolę być sama.
Musisz wiedzieć, Piegowata, że zachowanie Twojego męża nie jest standardem. Żadna z nas nie chciałaby być w złej relacji. Także nie porównuj samotności do toksycznego związku.
Lou71.71 napisał/a:rossanka napisał/a:A dla mnie, że mogę mieć gorszy dzień i nie być w formie i nikogo to nie zmartwi ani nie zirytuje.
Niestety, dla mnie to akurat negatyw. Chciałabym, aby ktoś się zmartwił moim złym samopoczuciem, jak choćby dziś, kiedy wróciłam wymięta od dentysty. Przespałam ponad 2 godziny. Nikt nie zapytał, co mi jest i co się dzieje
Niestety, nie zawsze fakt bycia w związku jest równoznaczny z otrzymywaniem wsparcia. Nie zapomnę, jak leżałam niczym zmięta ścierka z potwornymi zawrotami głowy, aż do wymiotów (na skutek zażywania kropli do uszu i niepoinformowania przez laryngologa, że trzeba je ogrzać), a ten nawet nie zajrzał do pokoju, nie zapytał, czy czegoś mi nie trzeba. Nie miałam nawet siły zawołać, żeby mi przyniósł herbaty. Albo jak mnie bolał kiedyś brzuch i poprosiłam go, żeby wyskoczył po tabletki, a on miał ważniejsze rzeczy do zrobienia.
Wrrr!!! To już wolę być sama.
Pamiętam, jak kilka dni po porodzie w Sylwestra leżałam sama w pokoju (z dzieciątkiem). Przepłakałam całą noc.
Wolałabym tego nie pamiętać, ani innych równie smutnych sytuacji. Pewnie też dlatego jakoś je znoszę (przyzwyczajenie?). Jednak nie chcę tego i nie o takim związku myślę.
Piegowata'76 napisał/a:Lou71.71 napisał/a:Niestety, dla mnie to akurat negatyw. Chciałabym, aby ktoś się zmartwił moim złym samopoczuciem, jak choćby dziś, kiedy wróciłam wymięta od dentysty. Przespałam ponad 2 godziny. Nikt nie zapytał, co mi jest i co się dzieje
Niestety, nie zawsze fakt bycia w związku jest równoznaczny z otrzymywaniem wsparcia. Nie zapomnę, jak leżałam niczym zmięta ścierka z potwornymi zawrotami głowy, aż do wymiotów (na skutek zażywania kropli do uszu i niepoinformowania przez laryngologa, że trzeba je ogrzać), a ten nawet nie zajrzał do pokoju, nie zapytał, czy czegoś mi nie trzeba. Nie miałam nawet siły zawołać, żeby mi przyniósł ciepłej herbaty. Albo jak mnie bolał kiedyś brzuch i poprosiłam go, żeby wyskoczył po tabletki, a on miał ważniejsze rzeczy do zrobienia.
Wrrr!!! To już wolę być sama.Musisz wiedzieć, Piegowata, że zachowanie Twojego męża nie jest standardem. Żadna z nas nie chciałaby być w złej relacji. Także nie porównuj samotności do toksycznego związku.
Moim skromnym zdaniem tego typu porównania - samotność a beznadziejny związek - są kompletnie bez sensu. To takie przekonywanie samego siebie, kojarzy mi się z technikami sprzedaży
ps. Jakieś dziwne skojarzenia mam ostatnio ![]()
Piegowata'76 napisał/a:Lou71.71 napisał/a:Niestety, dla mnie to akurat negatyw. Chciałabym, aby ktoś się zmartwił moim złym samopoczuciem, jak choćby dziś, kiedy wróciłam wymięta od dentysty. Przespałam ponad 2 godziny. Nikt nie zapytał, co mi jest i co się dzieje
Niestety, nie zawsze fakt bycia w związku jest równoznaczny z otrzymywaniem wsparcia. Nie zapomnę, jak leżałam niczym zmięta ścierka z potwornymi zawrotami głowy, aż do wymiotów (na skutek zażywania kropli do uszu i niepoinformowania przez laryngologa, że trzeba je ogrzać), a ten nawet nie zajrzał do pokoju, nie zapytał, czy czegoś mi nie trzeba. Nie miałam nawet siły zawołać, żeby mi przyniósł herbaty. Albo jak mnie bolał kiedyś brzuch i poprosiłam go, żeby wyskoczył po tabletki, a on miał ważniejsze rzeczy do zrobienia.
Wrrr!!! To już wolę być sama.Pamiętam, jak kilka dni po porodzie w Sylwestra leżałam sama w pokoju (z dzieciątkiem). Przepłakałam całą noc.
Wolałabym tego nie pamiętać, ani innych równie smutnych sytuacji. Pewnie też dlatego jakoś je znoszę (przyzwyczajenie?). Jednak nie chcę tego i nie o takim związku myślę.
O, porodowe historie to ja też mam ciekawe ![]()
Ja drugi dzień po porodzie czekałam aż tatuś się zjawi w szpitalu (dziecko ryczało cały czas), a on odsypiał po piciu z kumplem - akurat przyjechał, więc trzeba było się spotkać. Z tego też powodu nie przygotował mieszkania na nasz powrót, bo musiał odespać. A ja urodziłam tydzień przed terminem i w domu nawet łóżeczko nie było przygotowane i jak wróciłyśmy z Małą, to nie było gdzie jej położyć, bo trzeba było najpierw posprzątać i poustawiać wszystko. Nie mówiąc już o prezencie na urodzenie dziecka - bo to przecież jest naturalna powinność kobiety
A poród musiał być naturalny, bo od wieków tak kobiety rodziły (poza tym za drogo
)
Lou71.71 napisał/a:Piegowata'76 napisał/a:Niestety, nie zawsze fakt bycia w związku jest równoznaczny z otrzymywaniem wsparcia. Nie zapomnę, jak leżałam niczym zmięta ścierka z potwornymi zawrotami głowy, aż do wymiotów (na skutek zażywania kropli do uszu i niepoinformowania przez laryngologa, że trzeba je ogrzać), a ten nawet nie zajrzał do pokoju, nie zapytał, czy czegoś mi nie trzeba. Nie miałam nawet siły zawołać, żeby mi przyniósł herbaty. Albo jak mnie bolał kiedyś brzuch i poprosiłam go, żeby wyskoczył po tabletki, a on miał ważniejsze rzeczy do zrobienia.
Wrrr!!! To już wolę być sama.Pamiętam, jak kilka dni po porodzie w Sylwestra leżałam sama w pokoju (z dzieciątkiem). Przepłakałam całą noc.
Wolałabym tego nie pamiętać, ani innych równie smutnych sytuacji. Pewnie też dlatego jakoś je znoszę (przyzwyczajenie?). Jednak nie chcę tego i nie o takim związku myślę.O, porodowe historie to ja też mam ciekawe
Ja drugi dzień po porodzie czekałam aż tatuś się zjawi w szpitalu (dziecko ryczało cały czas), a on odsypiał po piciu z kumplem - akurat przyjechał, więc trzeba było się spotkać. Z tego też powodu nie przygotował mieszkania na nasz powrót, bo musiał odespać. A ja urodziłam tydzień przed terminem i w domu nawet łóżeczko nie było przygotowane i jak wróciłyśmy z Małą, to nie było gdzie jej położyć, bo trzeba było najpierw posprzątać i poustawiać wszystko. Nie mówiąc już o prezencie na urodzenie dziecka - bo to przecież jest naturalna powinność kobietyA poród musiał być naturalny, bo od wieków tak kobiety rodziły (poza tym za drogo
)
U mnie - o dziwo! - w kwestii ciąży i porodu wszystko było ok, nie mogę narzekać. W ogóle przez pierwsze trzy lata życia dziecka całkiem zwyczajnie żyliśmy. Po czym chłopu się odwidziało... ![]()
No, Dziewczyny, to jest chyba oczywiste, że jeśli mam być w związku to tylko lepszym niż samotnośc. A tymczasem jestem sama i to jest milion razy lepsze niż tamto koszmarne małżeństwo. Dobrego związku nie zaznałam. Na szczęście obcowałam z takimi i wiem, jak ma normalne życie wyglądać.
Jak już była mowa, lęk przed powtórką jednak zostaje.
Posłużę się porównaniem, które już zresztą kiedyś padło w moich wymianach zdań: kiedyś chciałam pogłaskać moją koleżankę, a ta odruchowo się uchyliła jak przed ciosem ; miała ojca-świra...
Tak to działa, niestety...
Tak to działa, niestety...
Prawda... ![]()
Mój były warował pod drzwiami porodówki i bardzo interesował się synem. Za to ja byłam po tym wszystkim tak emocjonalnie rozstrojona, że byle co wytrącało mnie z równowagi. Pamiętam, jak poskarżyłam mu się na problemy z karmieniem, ten skwitował, że widocznie źle to robię, a ja rozbeczałam się jak małe dziecko. Nie miałam za wiele emocjonalnego wsparcia, ale muszę też uczciwie przyznać, że trudno było wtedy ze mną wytrzymać. Chociaż synek był upragniony i ukochany, początki jego życia to była trauma. Te wszystkie najazdy rodziny, te pouczania, to traktowanie mnie jak niedołęgi, która nie ma pojęcia o pielęgnowaniu dziecka (a miałam, bo wcześniej zajmowałam się maluchami z rodziny). Brrrr! Nie umiałam być asertywna, żyłam w nerwach i stresie, a mąż miał mi za złe, że jestem niemiła dla jego bliskich.
Dziś pewnie zapanowałabym nad sobą i sytuacją, ale wtedy nie miałam obecnej wiedzy i doświadczenia.
Brrrr!
Mój był zadaniowy. Kiedy po powrocie do domu, nie miałam pokarmu robił "wszystko", żebym zaczęła karmić (nie ukrywam, że mi też bardzo na tym zależało), tzn. kupował herbatki, kapustę, wypożyczył laktator ze szpitala (który nawiasem mówiąc okazał się porażką) przypominał o ciągłym ściąganiu pokarmu, o rozgrzewającym prysznicu kilka razy dziennie itp. Miałam wrażenie, że jeśli nie dam rady, uzna, że nie zrobiłam wszystkiego, co należy. Mobilizował jak umiał.
Aga, moje mieszkanie po powrocie ze szpitala też nie wyglądało dobrze
A ze szpitala wyjeżdżałam ostatnia z sali. Bywało, że musiałam opuścić salę i czekać na niego na korytarzu ![]()
Jednak nie zawsze było źle. W początkowych latach dużo się angażował w opiekę nad dziećmi.
Włos mi się aż zjeżył. To już sto razy być lepiej samemu, niż samemu w (bylejakim )związku. To jest coś najgorszego.
Poza tym miłego dnia wszystkim
![]()
Ross, znam takie 'przypadki',które uważają,że lepiej być w związku (jakimkolwiek) niż samemu.
Nie wspomnę już o desperackim szukaniu.
No cóż..co kto lubi ![]()
Ross, znam takie 'przypadki',które uważają,że lepiej być w związku (jakimkolwiek) niż samemu.
Nie wspomnę już o desperackim szukaniu.
No cóż..co kto lubi
Też znam takich. I też nie mogę tego pojąć.
Mój były warował pod drzwiami porodówki i bardzo interesował się synem.
Mój był przy wszystkich porodach, dwa razy przecinał pępowinę i co z tego ... czy to coś znaczy ... ![]()
Stwierdził, że nie zrobiło to na nim wrażenia i mógłby zawodowo odbierać porody ![]()
Niedawno miałam głupią zaczepkę na gg. Odprawiłam gościa z kwitkiem, a ten mi na to: "no, to bądź dalej sama".
Hehe, wielkie mi nieszczęście!
Lou, poród, choćby najdłuższy, trwa jednak krócej niż długie lata wspólnego życia.
Ja akurat nie urodziłam syna "własnoręcznie". Smacznie sobie spałam, a robotę za mnie odrobił personel medyczny
Miałam przeciwskazania do naturalnego porodu. Niby mogłam, ale lekarze bali się chyba odpowiedzialności za ewentualne komplikacje, więc dostałam "odgórny wyrok".
Do cesarek chyba tatusiów się nie dopuszcza, choć nie orientuję się zbytnio.
Niedawno miałam głupią zaczepkę na gg. Odprawiłam gościa z kwitkiem, a ten mi na to: "no, to bądź dalej sama".
Hehe, wielkie mi nieszczęście!
Może ciągle dostaje kosze , to się wkurzyl.
Piegowata'76 napisał/a:Niedawno miałam głupią zaczepkę na gg. Odprawiłam gościa z kwitkiem, a ten mi na to: "no, to bądź dalej sama".
Hehe, wielkie mi nieszczęście!Może ciągle dostaje kosze , to się wkurzyl.
Może ![]()
Lou, poród, choćby najdłuższy, trwa jednak krócej niż długie lata wspólnego życia.
To jest oczywiste. Jednak jest coś takiego jak więź emocjonalna dziecka z ojcem po takim porodzie. Wszędzie czytałam i słyszałam, że takie przeżycie łączy.
Piegowata'76 napisał/a:Lou, poród, choćby najdłuższy, trwa jednak krócej niż długie lata wspólnego życia.
To jest oczywiste. Jednak jest coś takiego jak więź emocjonalna dziecka z ojcem po takim porodzie. Wszędzie czytałam i słyszałam, że takie przeżycie łączy.
Na pewno nie jest bez znaczenia, ale i bez uczestnictwa w porodzie taka więź jest możliwa.
Jednak jest coś takiego jak więź emocjonalna dziecka z ojcem po takim porodzie. Wszędzie czytałam i słyszałam, że takie przeżycie łączy.
Ja tam się nie znam, ale mojego byłego jakoś nie połączyło ![]()
Piegusko,
Zgadzam się w zupełności. Ja po prostu tego potrzebowałam. A i on nie miał nic przeciwko.
Santa,
Właśnie też się o tym przekonałam
Lou71.71 napisał/a:Jednak jest coś takiego jak więź emocjonalna dziecka z ojcem po takim porodzie. Wszędzie czytałam i słyszałam, że takie przeżycie łączy.
Ja tam się nie znam, ale mojego byłego jakoś nie połączyło
Mojego też nie ![]()
Strony Poprzednia 1 … 11 12 13
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Forum Kobiet » SAMOTNOŚĆ » 15.02 dzień Singla - coś pozytywnego
Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności
© www.netkobiety.pl 2007-2024