rampampam napisał/a:rossanka napisał/a:rampampam napisał/a:Ja mieszkam na wsi i chyba niczego to nie zmienia. Też jestem kompletnie zniechęcona do tej metody poznawania mężczyzn. Inna rzecz, że jeśli nie tam, to gdzie?
Nie wiem. Ale mam koleżanę na wsi, która wyszła za mąż jak miała chyba 37 lat. A mam drugą koleżankę, która mieszka w Warszawie i do dziś jest sama.
Ano właśnie. Chyba nie ma na to reguły. Choć pewnie w większym mieście jest po prostu więcej możliwości.
Jest ale tu nie chodzi o możliwości jak widzisz.
Coraz bardziej dochodze do wniosku, ze tu chodzi o to, ze ta cała miłość , drugi człowiek, przychodz dopiero wtedy, jak się jest gotowym na przyjęcie. Nie pytaj mnie dlaczego się tak dzieje, bo sama nie wiem.
Mam kolejną koleżankę - 41 lat też sama, pracuje cały czas wśród ludzi, codziennie klienci i nikogo nie poznaje.
Druga pracowała w małym biurze, z samymi kobietami, małe miasteczko. Wystarczyło, że parę razy przyszedł pewien petent, a teraz co? Mieszka z nim od paru lat, nawet dziecka się dorobili.
Nie przewidzisz.
Kolejna koleżanka wyszła za mąż, urodziła dziecko i za parę lat owdowiała. Potem była sama z tym dzieckiem może z 5 lat, a potem poznała kawalera, pobrali się, żyją razem i mają się dobrze.
Kolejna , straciła pracę, wróciła na parę miesięcy do rodziców, bo nie miała się jak utrzymać, potem znalazła pracę ale w sklepie za najniżsżą stawke, pojechała na jakąś imprezę rodzinną i tam poznała faceta a za pół roku już razem mieszkali a ona była w ciązy. Potem dorobili się kolejnego dziecka. I tak sobie do dzis żyja we czwórkę.
Jak widzisz wszystkie historie całkiem inne. One też myślały, ze już nikogo nie znajdą