Ma Cię za kogoś, z kim będzie walczył w sądzie o swoje "dobre imię", dlaczego miałby się do czegokolwiek przyznawać i dostarczać Ci dowodów przeciwko sobie?
Wasze rozmowy nie mają sensu, ze względu na powyższe. Daj sobie z nim już spokój. Nie rozdrapuje. Od niego nic dobrego Cię już nie czeka...
Ja także uważam, że niepotrzebnie kontaktujesz się z nim. Wasza wymiana argumentów, zarzutów, niczego nie wnosi, tylko niepotrzebnie dodatkowo denerwujesz się.
Z tego wynika, że on będzie bronił się do ostatniej kropli krwi, więc nie zdradzaj kolejnych dowodów, jakie znalazłaś.
Aż strach pomyśleć, do czego on może posunąć się, żeby okłamać wszystkich dookoła, z sądem włącznie. Zastanawiam się, czy można w jakiś sposób namierzyć osoby, z którymi on "mial przyjemność"? Mozna byłoby w ostateczności powołać tych panów na świadka.
Powrócę jeszcze do jego rzekomej wizyty na policji. Jak już wspomniałam, nie wierzę, że faktycznie tam był, jadnak jest możliwość, że petent przychodzący z ustną skargą zostaje odprawiony z kwitkiem. W takich sytuacjach należy wysłać poleconym, lub złożyć osobiście pisemne zgłoszenie o możliwości popełnienia przestępstwa, wtedy policja musi zająć się sprawą. Dlatego on tego nie zrobi, bo chyba nie jest aż tak naiwny, żeby wierzyć, że policja nie dokopie się do jego współtowarzyszy. To w sumie też argument dla Ciebie na wypadek rozprawy w sądzie.
Postaraj się odpocząć od niego, zajmj sobą, nie pozwól się dręczyć, wystarczająco zbawił się Tobą.