Terapia małżeńska, par... - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » SEKS, SEKSUALNOŚĆ, PSYCHOLOGIA » Terapia małżeńska, par...

Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 6 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 261 do 325 z 332 ]

261

Odp: Terapia małżeńska, par...
_v_ napisał/a:
wilczysko napisał/a:
Averyl napisał/a:

to jest właśnie ten obrazek, który jest tylko jakimiś wyobrażeniem, tego co potrzebujesz. Wcześniej pisałeś, że często nie rozmawialiście ze sobą, zwłaszcza po terapii, by uniknąć konfliktów, itp - przyznasz, że nie jest to metoda na ten fajny dom, z kochającymi się ludźmi. Trudno jest kochać człowieka, który tylko fizycznie jest, ale nie ma z nim porozumienia, kontaktu - w tym kontekście nawet ten ciężki weekend, nawet kłótnia pewnie jest lepsza od zupełnej ciszy, traktowania partnera jak powietrze.
Jest takie powiedzonko "nie rób drugiem, co tobie niemiłe", można iść dalej "rób drugiemu, co tobie miłe" tongue

Wiem, że mój obrazek jest pewnie mocno wyidealizowany i może naiwny.
Rozmowy na trudne tematy to niestety nasza ogromna bolączka. Zresztą nie jedyna jak pewnie zauważyłaś.
Niestety terapeutka, która prowadziła naszą terapię odmówiła mi dzisiaj podjęcia się terapii indywidualnej. Nie jestem psychologiem. To co wydawało mi się atutem, czyli już znajomość tematu z perspektywy mojej i żony okazuje się chyba jednak wadą. Zdaje się, że zakłóca obiektywizm terapeuty. Szkoda. Nie chce mi się zaczynać od nowa z kimś nowym. A wracać do poprzedniej też nie mam już ochoty, bo tamta formuła chyba już się chyba wyczerpała.

terapeuci nie prowadzą jednocześnie terapii małżeńskiej i indywidualnej malzonkow

Jednocześnie oczywiście, że nie. Ale małżeńska się skończyła.

Zobacz podobne tematy :

262 Ostatnio edytowany przez nimfa_błotna (2018-04-09 19:42:46)

Odp: Terapia małżeńska, par...
wilczysko napisał/a:

Nie wiem co dalej z tego wyniknie.
(...)
Nie mam pojęcia jak to się dalej ułoży.

Aha, "wyniknie" i "się ułoży"...  Dwa powyższe zdania są kwintesencją Twojej postawy.
Bierność, marazm, strach przed jakimikolwiek zmianami, strach przed podejmowaniem decyzji i wzięciem odpowiedzialności za własne życie.
Ty tylko płyniesz z prądem, nawet nie płyniesz, Ty dryfujesz bezwładnie tam, gdzie Cię zaniosą decyzje innych i "okoliczności zewnętrzne" oraz "przypadki".

I mówię to w szerszym kontekście, nie tylko Twojego małżeństwa. 20 lat w jednej pracy, "bo gdzie indziej może być gorzej".
Tkwienie w guanie tego "małżeństwa", gdzie jesteś nieszanowany, okłamywany i wykorzystywany, "bo boję się samotności".
Jesteś i pozostaniesz niewolnikiem swojego strachu. Szkoda klawiatury. Nic więcej już tu nie ma do napisania.

@Ela
Zazwyczaj ignoruję Twoje zaczepki i wycieczki ad personam pod moim adresem.
Ale dziś mam wyjątkowo wyśmienity nastrój, więc wyjątkowo odpowiem Ci jednym, krótkim zdaniem: psycholog z Ciebie jak z koziej d***py trąba big_smile

263

Odp: Terapia małżeńska, par...
nimfa_błotna napisał/a:
wilczysko napisał/a:

Nie wiem co dalej z tego wyniknie.
(...)
Nie mam pojęcia jak to się dalej ułoży.

Aha, "wyniknie" i "się ułoży"...  Dwa powyższe zdania są kwintesencją Twojej postawy.
Bierność, marazm, strach przed jakimikolwiek zmianami, strach przed podejmowaniem decyzji i wzięciem odpowiedzialności za własne życie.
Ty tylko płyniesz z prądem, nawet nie płyniesz, Ty dryfujesz bezwładnie tam, gdzie Cię zaniosą decyzje innych i "okoliczności zewnętrzne" oraz "przypadki".

ale jedziesz po chłopaku, a przecież miał już ciszę i spokój, a w weekend zafundował sobie burzliwe rozmowy ze ślubną i  z rodzicami.
Zaimponował mi, bo przyznaje się, że sam wiele ma na sumieniu. Mojego faceta stać co najwyżej na tekst "nikt nie jest doskonały ALE* ...(tu następuje długa lista moich grzechów popełnionych i niepopełnionych)"

ale w kwestii bierności zgadzam się z tobą. Myślenie, że życie toczy się bez naszego wpływu, jest przygnębiające.


* tego typu zdania się czyta tak, że to co przed ALE to gadka szmatka, by ładnie brzmiało, od ALE zaczyna się właściwa treść, jednoznacznie mówiąca, że pierwsza część zdania to shit, a prawda jest zupełnie inna.

264 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2018-04-09 21:34:57)

Odp: Terapia małżeńska, par...
nimfa_błotna napisał/a:
wilczysko napisał/a:

Nie wiem co dalej z tego wyniknie.
(...)
Nie mam pojęcia jak to się dalej ułoży.

Aha, "wyniknie" i "się ułoży"...  Dwa powyższe zdania są kwintesencją Twojej postawy.
Bierność, marazm, strach przed jakimikolwiek zmianami, strach przed podejmowaniem decyzji i wzięciem odpowiedzialności za własne życie.
Ty tylko płyniesz z prądem, nawet nie płyniesz, Ty dryfujesz bezwładnie tam, gdzie Cię zaniosą decyzje innych i "okoliczności zewnętrzne" oraz "przypadki".

I mówię to w szerszym kontekście, nie tylko Twojego małżeństwa. 20 lat w jednej pracy, "bo gdzie indziej może być gorzej".
Tkwienie w guanie tego "małżeństwa", gdzie jesteś nieszanowany, okłamywany i wykorzystywany, "bo boję się samotności".
Jesteś i pozostaniesz niewolnikiem swojego strachu. Szkoda klawiatury. Nic więcej już tu nie ma do napisania.

@Ela
Zazwyczaj ignoruję Twoje zaczepki i wycieczki ad personam pod moim adresem.
Ale dziś mam wyjątkowo wyśmienity nastrój, więc wyjątkowo odpowiem Ci jednym, krótkim zdaniem: psycholog z Ciebie jak z koziej d***py trąba big_smile

też mam dobry humor, piękna wiosna smile) pozdrawiam Cię serdecznie, zrelaksuj się smile

A że samo nic się nie "ułoży" zgadzam się jak najbardziej.

265 Ostatnio edytowany przez vilkolakis (2018-04-10 08:19:44)

Odp: Terapia małżeńska, par...
nimfa_błotna napisał/a:
wilczysko napisał/a:

Nie wiem co dalej z tego wyniknie.
(...)
Nie mam pojęcia jak to się dalej ułoży.

Aha, "wyniknie" i "się ułoży"...  Dwa powyższe zdania są kwintesencją Twojej postawy.
Bierność, marazm, strach przed jakimikolwiek zmianami, strach przed podejmowaniem decyzji i wzięciem odpowiedzialności za własne życie.
Ty tylko płyniesz z prądem, nawet nie płyniesz, Ty dryfujesz bezwładnie tam, gdzie Cię zaniosą decyzje innych i "okoliczności zewnętrzne" oraz "przypadki".

I mówię to w szerszym kontekście, nie tylko Twojego małżeństwa. 20 lat w jednej pracy, "bo gdzie indziej może być gorzej".
Tkwienie w guanie tego "małżeństwa", gdzie jesteś nieszanowany, okłamywany i wykorzystywany, "bo boję się samotności".
Jesteś i pozostaniesz niewolnikiem swojego strachu. Szkoda klawiatury. Nic więcej już tu nie ma do napisania.

Masz całkowitą rację i mówię to bez ironii.
Mam poczucie tego, że dryfuję trochę bezwładnie przez życie. Chciałbym mieć jakiś konkretny cel. Chciałbym czegoś tak pragnąć, że zmierzałbym ku temu nie zważając na przeszkody. Ale nie ma niczego takiego. Może nawet nigdy nie było. Nigdy się nie zakochałem tak na zabój. Nigdy nie miałem żadnej pasji, ani zainteresowania, które pochłaniałoby mnie bez reszty. A przynajmniej nic mi się takiego nie przypomina. Nie mam marzeń. Zwłaszcza takich determinujących w życiu. Mój problem polega na tym, że jeśli już w coś wchodzę to nie umiem się wycofać. Poszedłem na studia, które dość szybko okazały się kompletnie nietrafione, ale je ukończyłem. Poszedłem do roboty, która też jest pod wieloma względami nietrafiona, ale w niej tkwię. Teraz być może tak samo jest z małżeństwem.
Owszem, jestem najwyraźniej niewolnikiem swojego strachu. Ale chyba każdy jest czegoś niewolnikiem.

A z tym "wyniknie" i "się ułoży" to trochę mnie łapiesz za słowa. W równaniu pt."małżeństwo" nie jestem jedyną "zmienną". Dlatego nie zupełnie wszystko jest całkowicie zależne ode mnie. No chyba, że poszedłbym na destrukcję to faktycznie, rozwalić związek można w pojedynkę. Ale póki co jeszcze nie dojrzałem do takiej decyzji.

266

Odp: Terapia małżeńska, par...

... innymi słowy jesteś specjalistą od marnowania sobie życia i robisz to z wielką pasją!


Wiesz kiedy ludzie dokonują zmian w życiu?
Kiedy dojdą do ściany, kiedy coś ich tak mocno boli, że muszą zrobić jakikolwiek krok.
Np. często impulsem do zmiany jest choroba, gdy wiedza, że nie należy się nie zdrowo odżywiać, przestaje być tylko mądrą teorią, a staje się praktyką codzienną. Najłatwiej odkryć o co chodzi w życiu, dokąd się zmierza, wtedy gdy uda ci się zakorzenić w teraźniejszość - tu i teraz!

267

Odp: Terapia małżeńska, par...
Averyl napisał/a:

... innymi słowy jesteś specjalistą od marnowania sobie życia i robisz to z wielką pasją!


Wiesz kiedy ludzie dokonują zmian w życiu?
Kiedy dojdą do ściany, kiedy coś ich tak mocno boli, że muszą zrobić jakikolwiek krok.
Np. często impulsem do zmiany jest choroba, gdy wiedza, że nie należy się nie zdrowo odżywiać, przestaje być tylko mądrą teorią, a staje się praktyką codzienną. Najłatwiej odkryć o co chodzi w życiu, dokąd się zmierza, wtedy gdy uda ci się zakorzenić w teraźniejszość - tu i teraz!

Czyli jednak mam jakąś życiową pasję wink

268

Odp: Terapia małżeńska, par...

A byłeś chociaż raz pobiegać?

Czy czekasz aż droga przybiegnie do Ciebie?  ;P

269 Ostatnio edytowany przez Averyl (2018-04-10 10:52:47)

Odp: Terapia małżeńska, par...
Iceni napisał/a:

A byłeś chociaż raz pobiegać?

możesz nawet za żoną, albo przed żoną uciekać wink

270

Odp: Terapia małżeńska, par...
Iceni napisał/a:

A byłeś chociaż raz pobiegać?

Czy czekasz aż droga przybiegnie do Ciebie?  ;P

No nie byłem. Mea culpa. Ale na małe usprawiedliwienie napiszę, że chodzę do klubu na ćwiczenia pod kątem m.in. rozciągania i wzmacniania mięśni pleców. Więc coś tam robię tongue Zamiast biegania chyba pójdę w kierunku pływania. Tylko, że nawarstwiły się akurat teraz duże wydatki, a nauka pływania kosztuje jakieś 300 hmm

271

Odp: Terapia małżeńska, par...
Averyl napisał/a:
Iceni napisał/a:

A byłeś chociaż raz pobiegać?

możesz nawet za żoną, albo przed żoną uciekać wink

Żona biegać nie może, bo ma problem z kolanami. Preferuje marsz, ale tutaj też nie jesteśmy kompatybilni, bo ona ma dłuższe nogi ode mnie i moje tempo jest dla niej zazwyczaj za małe. Poza tym ona by chciała w trakcie marszu gadać, a ja choćby z czystej fizjologii kompletnie nie mam wtedy ochoty na gadanie big_smile

272 Ostatnio edytowany przez Averyl (2018-04-10 11:40:37)

Odp: Terapia małżeńska, par...
wilczysko napisał/a:
Averyl napisał/a:
Iceni napisał/a:

A byłeś chociaż raz pobiegać?

możesz nawet za żoną, albo przed żoną uciekać wink

Żona biegać nie może, bo ma problem z kolanami. Preferuje marsz, ale tutaj też nie jesteśmy kompatybilni, bo ona ma dłuższe nogi ode mnie i moje tempo jest dla niej zazwyczaj za małe. Poza tym ona by chciała w trakcie marszu gadać, a ja choćby z czystej fizjologii kompletnie nie mam wtedy ochoty na gadanie big_smile

z matematycznego pkt widzenia - nie widzę problemu
ona szybciej chodzi, za to nie może biegać,
ty szybciej biegasz, a wolniej chodzisz

innymi słowy ty biegniesz, a ona za tobą szybko idzie... i rozmawia "ty taki, owaki, znowu....", ty tylko czasem odpowiadasz "masz rację" ....no wiesz takie małżeńskie uprzejmości

273

Odp: Terapia małżeńska, par...

Czesc. Z gory przepraszam za brak polskich znakow.
Jestem po lekturze calego watku. Lektura to przygniatajaca i pouczajaca zarazem. Dolujace jest to, ze mimo duzej swiadomosci i roznych prob naprawienia swojego zwiazku, wilczysko nadal tkwisz w martwym punkcie. Pojawilo sie tu mnostwo swietnych wypowiedzi, sporo dobrych rad, za ktore osobiscie dziekuje autorkom/ autorom, bo poszerzaja moja wiedze o zakamarkach kobiecego umyslu smile Nie bede sie wymadrzal, bo widze ze sporo tu osob o bardzo rzeczowym podejsciu. Ja nie mam wiedzy z obszaru psychologii, moge jedynie na bazie swojego doswiadczenia, tudziez intuicji, dorzucic trzy grosze do rozmowy.
Pojawila sie podpowiedz, bys sprobowal separacji. Uwazam, ze nie jest to glupi pomysl. Jesli tylko jestes w stanie wyprowadzic sie na jakis czas, moze warto bys sprobowal oderwac sie fizycznie i psychicznie od swojej zony. Mogloby to pozwolic na zlapanie wiekszego dystansu do calego zwiazku i problemu. Sprobowac pozyc chwile bez codziennego kontaktu, pozwolic sobie sprawdzic, jak wygladaloby zycie bez niej. Dac jej szanse pozyc bez ciebie. Niewykluczone, ze pokazaloby to Wam, czy siebie potrzebujecie, czy choc troche zatesknicie.
Mam za soba nieudane malzenstwo. Ja bylem inicjatorem rozstania. Katalizatorem zmian byla inna kobieta, jednak nie byla to glowna przyczyna. Mniejsza o szczegoly, wazne jest to, ze kiedy zdecydowalem sie na ten krok, nie dalem sobie czasu, wszystko podzialo sie w ekspresowym tempie. Lacznie z rozwodem potrwalo to nieco ponad 3 miesiace. Bynajmniej dzis nie zaluje tamtej decyzji, jestem przekonany, ze dobrze zrobilem, bo tamten zwiazek byl postawiony na wadliwym fundamencie i mial marne szanse na przetrwanie, tym bardziej trwanie przy zadowoleniu obojga. Nie o to jednak chodzi. Uwazam, ze lepiej dzis czulbym sie (nie potarfie okreslic dlaczego), gdybym/gdybysmy zachowali zimna krew, dali sobie chwile na zastanowienie, zlapanie dystansu i dzialanie bardziej przemyslane. Pospiech jest zlym doradca. Owszem, czasami trzeba podjac radykalne kroki, by zmienic swoje zycie na lepsze. Jest takie powiedzenie, ktore uwielbiam: "poboisz sie, poboisz i umrzesz" - oddaje doskonale istote ludzkiego konformizmu, trwania w bezpiecznej strefie. Nie mniej, radykalne kroki dobrze jest choc z grubsza przeanalizowac, a analiza na goraco jest opatrzona bardzo duzym marginesem bledu.
Zycze Ci powodzenia. Jestes gosciem, ktorego po samej lekturze watku polubilem i az zal, ze masz tak zanizona samoocene, ktora krepuje Twoje zycie. Powodzenia.

274

Odp: Terapia małżeńska, par...
tenon napisał/a:

Czesc. Z gory przepraszam za brak polskich znakow.
Jestem po lekturze calego watku. Lektura to przygniatajaca i pouczajaca zarazem. Dolujace jest to, ze mimo duzej swiadomosci i roznych prob naprawienia swojego zwiazku, wilczysko nadal tkwisz w martwym punkcie. Pojawilo sie tu mnostwo swietnych wypowiedzi, sporo dobrych rad, za ktore osobiscie dziekuje autorkom/ autorom, bo poszerzaja moja wiedze o zakamarkach kobiecego umyslu smile Nie bede sie wymadrzal, bo widze ze sporo tu osob o bardzo rzeczowym podejsciu. Ja nie mam wiedzy z obszaru psychologii, moge jedynie na bazie swojego doswiadczenia, tudziez intuicji, dorzucic trzy grosze do rozmowy.
Pojawila sie podpowiedz, bys sprobowal separacji. Uwazam, ze nie jest to glupi pomysl. Jesli tylko jestes w stanie wyprowadzic sie na jakis czas, moze warto bys sprobowal oderwac sie fizycznie i psychicznie od swojej zony. Mogloby to pozwolic na zlapanie wiekszego dystansu do calego zwiazku i problemu. Sprobowac pozyc chwile bez codziennego kontaktu, pozwolic sobie sprawdzic, jak wygladaloby zycie bez niej. Dac jej szanse pozyc bez ciebie. Niewykluczone, ze pokazaloby to Wam, czy siebie potrzebujecie, czy choc troche zatesknicie.
Mam za soba nieudane malzenstwo. Ja bylem inicjatorem rozstania. Katalizatorem zmian byla inna kobieta, jednak nie byla to glowna przyczyna. Mniejsza o szczegoly, wazne jest to, ze kiedy zdecydowalem sie na ten krok, nie dalem sobie czasu, wszystko podzialo sie w ekspresowym tempie. Lacznie z rozwodem potrwalo to nieco ponad 3 miesiace. Bynajmniej dzis nie zaluje tamtej decyzji, jestem przekonany, ze dobrze zrobilem, bo tamten zwiazek byl postawiony na wadliwym fundamencie i mial marne szanse na przetrwanie, tym bardziej trwanie przy zadowoleniu obojga. Nie o to jednak chodzi. Uwazam, ze lepiej dzis czulbym sie (nie potarfie okreslic dlaczego), gdybym/gdybysmy zachowali zimna krew, dali sobie chwile na zastanowienie, zlapanie dystansu i dzialanie bardziej przemyslane. Pospiech jest zlym doradca. Owszem, czasami trzeba podjac radykalne kroki, by zmienic swoje zycie na lepsze. Jest takie powiedzenie, ktore uwielbiam: "poboisz sie, poboisz i umrzesz" - oddaje doskonale istote ludzkiego konformizmu, trwania w bezpiecznej strefie. Nie mniej, radykalne kroki dobrze jest choc z grubsza przeanalizowac, a analiza na goraco jest opatrzona bardzo duzym marginesem bledu.
Zycze Ci powodzenia. Jestes gosciem, ktorego po samej lekturze watku polubilem i az zal, ze masz tak zanizona samoocene, ktora krepuje Twoje zycie. Powodzenia.

Bardzo dziękuję, za Twoje słowa smile

Szkopuł jednak w tym, że nie bardzo rozumiem dlaczego miałbym się wyprowadzać ze swojego mieszkania. Myślę, że to byłby akt przesadnej desperacji. Jak już wcześniej pisałem mieszkanie jest moje kupione w czasach kawalerskich. A co do łapania dystansu do związku to wydaje mi się, że dystans jest właśnie problemem. My już żyjemy pod pewnymi względami jak w separacji big_smile Od ponad roku śpimy oddzielnie. Seksu, ani czułości żadnej nie ma. Są rachunki, problemy z synem i codzienna proza. Nic więcej. Nawet wolny czas spędzamy coraz częściej oddzielnie. Chociaż akurat wczoraj np. pierwszy raz od dawna byliśmy na rodzinnej wycieczce smile
Masz racje całkowitą, że pośpiech jest złym doradcą, więc nie zamierzam się śpieszyć z radykalnymi decyzjami. Potrzebuję jeszcze poobserwować jak będzie wyglądać dalej sytuacja.

275

Odp: Terapia małżeńska, par...

Wilku, czy ty kochasz swoją żonę?
Albo inaczej, CHCESZ z nią razem BYĆ, czy POTRZEBUJESZ ją MIEĆ?

276

Odp: Terapia małżeńska, par...
summerka88 napisał/a:

Wilku, czy ty kochasz swoją żonę?
Albo inaczej, CHCESZ z nią razem BYĆ, czy POTRZEBUJESZ ją MIEĆ?

Bardzo dobre pytanie.
Na pewno raczej nie POTRZEBUJĘ ją mieć. Z niczym specjalnym się to aktualnie nie wiąże.
Czy chcę z nią być ? Na dzień dzisiejszy nie wiem. Często mnie wkurza. Ale mimo to nie jest obojętna. Może źle to sobie wyobrażam, bo nigdy nie byłem w takiej sytuacji, ale tak sobie myślę, że jeśli nie jestem w swojej głowie na takim etapie, że mogę całkowicie się wyłączyć od odpowiedzialności za wpływ decyzji o rozstaniu na jej życie, to najwyraźniej nie jestem gotów na taki krok. Może go tak naprawdę nie chcę. Może potrzebuję czasu. Nie jestem pewien, czy rozumiesz co mam na myśli. Poza tym chyba w samym rozstaniu też jeszcze nie umiem widzieć korzyści. Taki przykład: kiedyś w czasach kawalerskich nie stanowiło dla mnie problemu wyjazd w pojedynkę na urlop. Pakowałem się w samochód i jechałem. Najczęściej nad polskie morze. Od paru lat z żoną jeździliśmy nad polskie morze zimą. Ma to swój urok. Puste plaże. Piasek czasem tak zamarznięty, że doskonale się nadaje na długie spacery. W tym roku ponieważ atmosfera nie była sprzyjająca nie pojechaliśmy. Zastanawiałem się długo, czy nie pojechać samemu. I ten pomysł jednak mnie nie zachęcił. Było w tym coś smutnego i dołującego, odpychającego.
Ja wiem, że dla wielu osób np. dla Nimfy Błotnej big_smile moje podejście będzie bez sensu i popieprzone. Obiektywnie może i tak jest. Ale ja już naprawdę nabyłem się w życiu sam i chyba jednak jeszcze do tego stanu nie tęsknię aż tak bardzo. Pomimo tego, że w tym związku w sumie też czuję się sam, to jednak jest to inny rodzaj samotności. Głupie, co ?


Dlatego na pierwsze pytanie też nie umiem odpowiedzieć z całkowitą pewnością.

277

Odp: Terapia małżeńska, par...

Czyli tak naprawdę jedyne co Cię blokuje to strach przed samotnością.

Pewnie gdybyś miał z kim nad to symboliczne morze pojechać, to dylematy by zniknęły  ;P

278

Odp: Terapia małżeńska, par...
Iceni napisał/a:

Czyli tak naprawdę jedyne co Cię blokuje to strach przed samotnością.

Pewnie gdybyś miał z kim nad to symboliczne morze pojechać, to dylematy by zniknęły  ;P

Możliwe, że tak to właśnie jest. Ja sam nie umiem dokładnie tego określić. Strach przed samotnością na pewno jest jednym z ważnych aspektów.

279

Odp: Terapia małżeńska, par...

bez katalizatora jakim będzie inna kobieta, to Wilku nigdy tak sam z siebie nie rozstanie się z żoną. Bo generalnie rzadko kiedy ludzie rozstaja sie bez tego impulsu jakim jest ktos trzeci. Bo w sumie co za roznica dla Wilka czy bedzie nieszczesliwy sam czy w związku?  Dalej bedzie mu brakowalo kobiety, milosci i seksu. A zona jaka jest, to jakiiejs wrogosci i nienawisci nie ma miedzy nimi, zyja sobie spokojnie, bez jakichś strasznych burz razem, ale obok, jak wiele małżeństw, którzy są razem z przyzwyczajenia i siłą rozpędu.  Ludzie są nieskorzy do robienia w życiu rewolucji bez jakiegokolwiek punktu zaczepienia. Latwiej im mporzucic swoje dotychczadowe  zycie i odejsc z wypalonego zwiazku gdy maja do kogo. W nicosc nie chcą.

280

Odp: Terapia małżeńska, par...
adiaphora napisał/a:

bez katalizatora jakim będzie inna kobieta, to Wilku nigdy tak sam z siebie nie rozstanie się z żoną. Bo generalnie rzadko kiedy ludzie rozstaja sie bez tego impulsu jakim jest ktos trzeci. Bo w sumie co za roznica dla Wilka czy bedzie nieszczesliwy sam czy w związku?  Dalej bedzie mu brakowalo kobiety, milosci i seksu. A zona jaka jest, to jakiiejs wrogosci i nienawisci nie ma miedzy nimi, zyja sobie spokojnie, bez jakichś strasznych burz razem, ale obok, jak wiele małżeństw, którzy są razem z przyzwyczajenia i siłą rozpędu.  Ludzie są nieskorzy do robienia w życiu rewolucji bez jakiegokolwiek punktu zaczepienia. Latwiej im mporzucic swoje dotychczadowe  zycie i odejsc z wypalonego zwiazku gdy maja do kogo. W nicosc nie chcą.

Coś w tym jest. Ciężko puszczać jedną gałąź jak nie widać tej drugiej. Są ludzie, którzy mają większą skłonność do ryzyka. Ja akurat nie. Poza tym póki co czuję się lojalny wobec żony, więc nie ma nawet mowy o szukaniu sobie kogoś innego. Zresztą ja w te klocki zawsze byłem bardzo kiepski.

281

Odp: Terapia małżeńska, par...
wilczysko napisał/a:
adiaphora napisał/a:

bez katalizatora jakim będzie inna kobieta, to Wilku nigdy tak sam z siebie nie rozstanie się z żoną. Bo generalnie rzadko kiedy ludzie rozstaja sie bez tego impulsu jakim jest ktos trzeci. Bo w sumie co za roznica dla Wilka czy bedzie nieszczesliwy sam czy w związku?  Dalej bedzie mu brakowalo kobiety, milosci i seksu. A zona jaka jest, to jakiiejs wrogosci i nienawisci nie ma miedzy nimi, zyja sobie spokojnie, bez jakichś strasznych burz razem, ale obok, jak wiele małżeństw, którzy są razem z przyzwyczajenia i siłą rozpędu.  Ludzie są nieskorzy do robienia w życiu rewolucji bez jakiegokolwiek punktu zaczepienia. Latwiej im mporzucic swoje dotychczadowe  zycie i odejsc z wypalonego zwiazku gdy maja do kogo. W nicosc nie chcą.

Coś w tym jest. Ciężko puszczać jedną gałąź jak nie widać tej drugiej. Są ludzie, którzy mają większą skłonność do ryzyka. Ja akurat nie. Poza tym póki co czuję się lojalny wobec żony, więc nie ma nawet mowy o szukaniu sobie kogoś innego. Zresztą ja w te klocki zawsze byłem bardzo kiepski.

wiesz, to nie chodzi nawet o szukanie. Ludzie nie szukają a życie, los, przeznaczenie (wpisz, co chcesz) stawia na ich drodze kogoś, dla kogo są gotowi przewrócić swoje życie do gory nogami, choć dotąd byli przekonani, ze  niczego im w nim nie brakowalo smile
Jak to mówią, serce nie sługa smile

282

Odp: Terapia małżeńska, par...
adiaphora napisał/a:
wilczysko napisał/a:
adiaphora napisał/a:

bez katalizatora jakim będzie inna kobieta, to Wilku nigdy tak sam z siebie nie rozstanie się z żoną. Bo generalnie rzadko kiedy ludzie rozstaja sie bez tego impulsu jakim jest ktos trzeci. Bo w sumie co za roznica dla Wilka czy bedzie nieszczesliwy sam czy w związku?  Dalej bedzie mu brakowalo kobiety, milosci i seksu. A zona jaka jest, to jakiiejs wrogosci i nienawisci nie ma miedzy nimi, zyja sobie spokojnie, bez jakichś strasznych burz razem, ale obok, jak wiele małżeństw, którzy są razem z przyzwyczajenia i siłą rozpędu.  Ludzie są nieskorzy do robienia w życiu rewolucji bez jakiegokolwiek punktu zaczepienia. Latwiej im mporzucic swoje dotychczadowe  zycie i odejsc z wypalonego zwiazku gdy maja do kogo. W nicosc nie chcą.

Coś w tym jest. Ciężko puszczać jedną gałąź jak nie widać tej drugiej. Są ludzie, którzy mają większą skłonność do ryzyka. Ja akurat nie. Poza tym póki co czuję się lojalny wobec żony, więc nie ma nawet mowy o szukaniu sobie kogoś innego. Zresztą ja w te klocki zawsze byłem bardzo kiepski.

wiesz, to nie chodzi nawet o szukanie. Ludzie nie szukają a życie, los, przeznaczenie (wpisz, co chcesz) stawia na ich drodze kogoś, dla kogo są gotowi przewrócić swoje życie do gory nogami, choć dotąd byli przekonani, ze  niczego im w nim nie brakowalo smile
Jak to mówią, serce nie sługa smile

To też prawda. Mnie los postawił na drodze raz. Po bardzo długim czasie. I mam poczucie, że ten limit szansy się wyczerpał. Ciężko mi sobie wyobrazić kolejną rewolucję w życiu.

283

Odp: Terapia małżeńska, par...

szczerze mowiac to  czesto nawet ta druga galaz nie powoduje przyplywu odwagi do podejmowania decyzji i brania odpowiedzialnosci za swoje zycie niestety

na szczescie tego sie mozna nauczyc jesli sie chce

gorzej jak sie nie chce

284 Ostatnio edytowany przez summerka88 (2018-04-16 13:32:59)

Odp: Terapia małżeńska, par...
wilczysko napisał/a:
summerka88 napisał/a:

Wilku, czy ty kochasz swoją żonę?
Albo inaczej, CHCESZ z nią razem BYĆ, czy POTRZEBUJESZ ją MIEĆ?

Bardzo dobre pytanie.
Na pewno raczej nie POTRZEBUJĘ ją mieć. Z niczym specjalnym się to aktualnie nie wiąże.
Czy chcę z nią być ? Na dzień dzisiejszy nie wiem. Często mnie wkurza. Ale mimo to nie jest obojętna. Może źle to sobie wyobrażam, bo nigdy nie byłem w takiej sytuacji, ale tak sobie myślę, że jeśli nie jestem w swojej głowie na takim etapie, że mogę całkowicie się wyłączyć od odpowiedzialności za wpływ decyzji o rozstaniu na jej życie, to najwyraźniej nie jestem gotów na taki krok. Może go tak naprawdę nie chcę. Może potrzebuję czasu. Nie jestem pewien, czy rozumiesz co mam na myśli. Poza tym chyba w samym rozstaniu też jeszcze nie umiem widzieć korzyści. Taki przykład: kiedyś w czasach kawalerskich nie stanowiło dla mnie problemu wyjazd w pojedynkę na urlop. Pakowałem się w samochód i jechałem. Najczęściej nad polskie morze. Od paru lat z żoną jeździliśmy nad polskie morze zimą. Ma to swój urok. Puste plaże. Piasek czasem tak zamarznięty, że doskonale się nadaje na długie spacery. W tym roku ponieważ atmosfera nie była sprzyjająca nie pojechaliśmy. Zastanawiałem się długo, czy nie pojechać samemu. I ten pomysł jednak mnie nie zachęcił. Było w tym coś smutnego i dołującego, odpychającego.
Ja wiem, że dla wielu osób np. dla Nimfy Błotnej big_smile moje podejście będzie bez sensu i popieprzone. Obiektywnie może i tak jest. Ale ja już naprawdę nabyłem się w życiu sam i chyba jednak jeszcze do tego stanu nie tęsknię aż tak bardzo. Pomimo tego, że w tym związku w sumie też czuję się sam, to jednak jest to inny rodzaj samotności. Głupie, co ?


Dlatego na pierwsze pytanie też nie umiem odpowiedzieć z całkowitą pewnością.


Wygląda na to, że z żoną źle, ale bez żony jeszcze gorzej smile To stan, który występuje okresowo chyba w każdym dłuższym związku big_smile , ale w twoim trwa zdecydowanie zbyt długo. Myślę, że twoje poczucie odpowiedzialności za wpływ rozstania na życie twojej żony to tylko racjonalizacje, a ty tak naprawdę tego rozstania nie chcesz. Nie wiem, czy z uwagi na wynik bilansu zysków i strat, który robisz gdzieś w swojej głowie. Czy dlatego, że w alternatywie jest przynajmniej okresowa samotność, która urasta do rangi niewyobrażalnie wielkiego problemu pustego domu po powrocie z pracy, urlopu w pojedynkę czy braku nawet kogoś do pokłócenie się wink Wtedy faktycznie osoba trzecia ułatwiłaby decyzję.

Wciąż nie za bardzo rozumiem, gdzie leży problem w twoim związku. Z jednej strony wydaje się, że można się z tobą przyjaźnić, pokonywać trudności, bawić i kochać. Wg mnie jesteś kimś PEŁNYM, tj. osobą, która potrafi dawać ciepło i poczucie bezpieczeństwa, otaczać opieką i troską, ale też kimś skorym do zabawy, spontanicznym i poufałym, przy tym odpowiedzialnym i refleksyjnym. Z drugiej strony ty jakbyś nie wierzył już nawet nie w to, że jesteś pełnym człowiekiem i partnerem, ale w to, że taki jaki jesteś, to jesteś wystarczająco dobry. To nawet widać przez forumową „szybę”. Nie sądzę, że „ten problem” rozpoczął się w twoim małżeństwie, raczej niesiesz go przez większość swojego życia, wyłapujesz sygnały, które cię o tym mają przekonać - pamiętam ten fragment, gdy pisałeś, że przestałeś szukać kontaktu z żoną w nocy we wspólnym łóżku, bo ona nie reagowała (w domyśle: tak jak ty byś to widział). Zatem widać, że sam dokładałeś cegiełki do muru między tobą a żoną. Kolejne cegiełki pewnie ustawiała ona, więc jakaś ściana stoi. Jeszcze się zza niej widzicie. Przynajmńiej ty widzisz ją wink

285

Odp: Terapia małżeńska, par...
_v_ napisał/a:

szczerze mowiac to  czesto nawet ta druga galaz nie powoduje przyplywu odwagi do podejmowania decyzji i brania odpowiedzialnosci za swoje zycie niestety

na szczescie tego sie mozna nauczyc jesli sie chce

gorzej jak sie nie chce

Tak też bywa.

286

Odp: Terapia małżeńska, par...
summerka88 napisał/a:

Z jednej strony wydaje się, że można się z tobą przyjaźnić, pokonywać trudności, bawić i kochać. Wg mnie jesteś kimś PEŁNYM, tj. osobą, która potrafi dawać ciepło i poczucie bezpieczeństwa, otaczać opieką i troską, ale też kimś skorym do zabawy, spontanicznym i poufałym, przy tym odpowiedzialnym i refleksyjnym. Z drugiej strony ty jakbyś nie wierzył już nawet nie w to, że jesteś pełnym człowiekiem i partnerem, ale w to, że taki jaki jesteś, to jesteś wystarczająco dobry.

... a to ciekawe, kim jest Wilczysko tongue

Robisz dobre wrażenie na forum, ale przecież żona zna cię z innej strony, bez "stylizacji", ty sam napisałeś, że sporo winy jest po twoje stronie, że nie jesteś obiektem pożądania wink, itp.

Może problem polega na tym, że większość ludzi pod hasłem "rodzina" wyobraża sobie ludzi, którzy się kochają nawzajem, wspierają się, są ważni dla siebie, natomiast "utylitarny" stosunek do żony jest trochę amoralny. Może cię wcale nie gryzie relacja z żoną, tylko ta rozbieżność miedzy rzeczywistością, a tym co byś chciał.

Bądź uprzejmy i nie pisz, że może mam rację big_smile
Podpisuję się pod słowami _v_ - "gorzej jak się nie chce"

287

Odp: Terapia małżeńska, par...
Averyl napisał/a:

... a to ciekawe, kim jest Wilczysko tongue

Robisz dobre wrażenie na forum, ale przecież żona zna cię z innej strony, bez "stylizacji", ty sam napisałeś, że sporo winy jest po twoje stronie, że nie jesteś obiektem pożądania wink, itp.

Może problem polega na tym, że większość ludzi pod hasłem "rodzina" wyobraża sobie ludzi, którzy się kochają nawzajem, wspierają się, są ważni dla siebie, natomiast "utylitarny" stosunek do żony jest trochę amoralny. Może cię wcale nie gryzie relacja z żoną, tylko ta rozbieżność miedzy rzeczywistością, a tym co byś chciał.

Bądź uprzejmy i nie pisz, że może mam rację big_smile
Podpisuję się pod słowami _v_ - "gorzej jak się nie chce"

Nie napiszę, że masz rację, bo nie bardzo rozumiem co masz na myśli tongue O co chodzi z tą rozbieżnością ?

288 Ostatnio edytowany przez adiafora (2018-04-16 14:33:28)

Odp: Terapia małżeńska, par...
wilczysko napisał/a:
adiaphora napisał/a:
wilczysko napisał/a:

Coś w tym jest. Ciężko puszczać jedną gałąź jak nie widać tej drugiej. Są ludzie, którzy mają większą skłonność do ryzyka. Ja akurat nie. Poza tym póki co czuję się lojalny wobec żony, więc nie ma nawet mowy o szukaniu sobie kogoś innego. Zresztą ja w te klocki zawsze byłem bardzo kiepski.

wiesz, to nie chodzi nawet o szukanie. Ludzie nie szukają a życie, los, przeznaczenie (wpisz, co chcesz) stawia na ich drodze kogoś, dla kogo są gotowi przewrócić swoje życie do gory nogami, choć dotąd byli przekonani, ze  niczego im w nim nie brakowalo smile
Jak to mówią, serce nie sługa smile

To też prawda. Mnie los postawił na drodze raz. Po bardzo długim czasie. I mam poczucie, że ten limit szansy się wyczerpał. Ciężko mi sobie wyobrazić kolejną rewolucję w życiu.

z wiekiem jest trudniej robić rewolucje i zaczynać wszystko od nowa, nie dziwne.  Człowiek po prostu robi się wygodny i bardziej ceni stabilizacje. Znajomy który romansuje sobie na boku, twierdzi, ze nigdy od zony nie odejdzie, choć sytuacje ma podobna do Ciebie.  Ale, jak twierdzi, jest już za stary na zmiany i najważniejsze - co by rodzina powiedziała, dzieci, wnuki, jego rodzice?  Spotyka sie bardziej powaznie juz 4 lata z jedna kobietą, ale i tak sie nie odwazy na wiecej, bo mowi, ze co, jak im nie wyjdzie? Bedzie w jeszcze wiekszej czarnej  dupie niz teraz z zoną.  Tylko, ze gwarancji to nie ma nikt i nigdy smile
Jak to mówią, kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana.

289

Odp: Terapia małżeńska, par...

Gdyby w twojej historii podstawić zamiast słowa "żona" "kolega z pracy" wyszłoby na to samo (no może trochę kontrowersyjnie brzmiałoby, że od roku nie śpicie w jednym łóżku). 90% twojego problemu z "żoną" jest w twojej głowie, w twoim nastawieniu do życia, w tym co robisz, a czego nie robisz, co chcesz, a czego nie chcesz, jak interpretujesz swoją rzeczywistość. Analogiczny konflikt mógłby zaistnieć z kolegą z pracy, z sąsiadem, z kimkolwiek ... i też czułbyś się źle i dalej trwał w tym stanie.

Już pisałam ci to kilka razy, zacznij akceptować siebie, zacznij żyć własnym życiem, tu i teraz, odważ się podejmować decyzje (nawet zła decyzja często jest lepsza niż brak, niż bierne istnienie we własnym życiu).

290

Odp: Terapia małżeńska, par...

wg mnie to jest zawsze ta sama piosenka- jak ludzie nie są zadowoleni sami z siebie, nie rozwijają się każde z osobna- związek też nie będzie dobry. Więc kompletnie bez sensu jest wałkowanie tzw.problemów związkowych- no chyba że nie umieją się komunikować. Jak nie zadbasz sam o Siebie- to żona Ci tego nie zapewni. To nie jej rola. Gdyby to był problem taki, że Tobie bardzo brakuje jej jako kobiety- to taki problem sam by się dawno rozwiązał w tą czy w tą stronę. Więc sorry- lubię Cię Wilku- ale Ty jej po prostu w tym sensie nie potrzebujesz- i Ona to czuje.

291

Odp: Terapia małżeńska, par...
summerka88 napisał/a:

Wygląda na to, że z żoną źle, ale bez żony jeszcze gorzej smile To stan, który występuje okresowo chyba w każdym dłuższym związku big_smile , ale w twoim trwa zdecydowanie zbyt długo. Myślę, że twoje poczucie odpowiedzialności za wpływ rozstania na życie twojej żony to tylko racjonalizacje, a ty tak naprawdę tego rozstania nie chcesz. Nie wiem, czy z uwagi na wynik bilansu zysków i strat, który robisz gdzieś w swojej głowie. Czy dlatego, że w alternatywie jest przynajmniej okresowa samotność, która urasta do rangi niewyobrażalnie wielkiego problemu pustego domu po powrocie z pracy, urlopu w pojedynkę czy braku nawet kogoś do pokłócenie się wink Wtedy faktycznie osoba trzecia ułatwiłaby decyzję.

Wciąż nie za bardzo rozumiem, gdzie leży problem w twoim związku. Z jednej strony wydaje się, że można się z tobą przyjaźnić, pokonywać trudności, bawić i kochać. Wg mnie jesteś kimś PEŁNYM, tj. osobą, która potrafi dawać ciepło i poczucie bezpieczeństwa, otaczać opieką i troską, ale też kimś skorym do zabawy, spontanicznym i poufałym, przy tym odpowiedzialnym i refleksyjnym. Z drugiej strony ty jakbyś nie wierzył już nawet nie w to, że jesteś pełnym człowiekiem i partnerem, ale w to, że taki jaki jesteś, to jesteś wystarczająco dobry. To nawet widać przez forumową „szybę”. Nie sądzę, że „ten problem” rozpoczął się w twoim małżeństwie, raczej niesiesz go przez większość swojego życia, wyłapujesz sygnały, które cię o tym mają przekonać - pamiętam ten fragment, gdy pisałeś, że przestałeś szukać kontaktu z żoną w nocy we wspólnym łóżku, bo ona nie reagowała (w domyśle: tak jak ty byś to widział). Zatem widać, że sam dokładałeś cegiełki do muru między tobą a żoną. Kolejne cegiełki pewnie ustawiała ona, więc jakaś ściana stoi. Jeszcze się zza niej widzicie. Przynajmńiej ty widzisz ją wink

Że się ze mną można przyjaźnić to ja wiem. A może raczej wiedziałem, bo kiedyś miałem grono bliższych znajomych. Umiałem wysłuchać, coś doradzić itd. Dziewczyny lubiły mi się zwierzać. Z zabawą też było kiedyś całkiem nieźle. Oczywiście był taki etap w życiu, kiedy sobota wieczór w domu to był jakaś herezja big_smile Ale to było lata świetlne temu. Znajomości się pokończyły. Imprezy i spotkania też.
Pokonywać trudności pewnie też ze mną można. Nie wiem czy wszystkie. O !! Na pewno nie jestem "złotą rączką" big_smile Ale meble z Ikei skręcę sam. No właśnie i dochodzimy do tego "kochania". I tu się coś zawiesza w systemie, zacina, spowalnia i generalnie jak w "Windows 95" big_smile  I to każdej sferze tematu.  Przez to faktycznie myślę, że to co jest nie jest wystarczająco dobre. Że ta cała reszta to są bzdety, a mnie jako takiego faceta to jakby nie było.

292

Odp: Terapia małżeńska, par...
Ela210 napisał/a:

wg mnie to jest zawsze ta sama piosenka- jak ludzie nie są zadowoleni sami z siebie, nie rozwijają się każde z osobna- związek też nie będzie dobry. Więc kompletnie bez sensu jest wałkowanie tzw.problemów związkowych- no chyba że nie umieją się komunikować. Jak nie zadbasz sam o Siebie- to żona Ci tego nie zapewni. To nie jej rola. Gdyby to był problem taki, że Tobie bardzo brakuje jej jako kobiety- to taki problem sam by się dawno rozwiązał w tą czy w tą stronę. Więc sorry- lubię Cię Wilku- ale Ty jej po prostu w tym sensie nie potrzebujesz- i Ona to czuje.

Owszem. Bardzo możliwe, że ona to czuje. Tylko, że ja też czuję, że ona mnie w tym sensie nie potrzebuje.

293

Odp: Terapia małżeńska, par...
Averyl napisał/a:

Gdyby w twojej historii podstawić zamiast słowa "żona" "kolega z pracy" wyszłoby na to samo (no może trochę kontrowersyjnie brzmiałoby, że od roku nie śpicie w jednym łóżku). 90% twojego problemu z "żoną" jest w twojej głowie, w twoim nastawieniu do życia, w tym co robisz, a czego nie robisz, co chcesz, a czego nie chcesz, jak interpretujesz swoją rzeczywistość. Analogiczny konflikt mógłby zaistnieć z kolegą z pracy, z sąsiadem, z kimkolwiek ... i też czułbyś się źle i dalej trwał w tym stanie.

Już pisałam ci to kilka razy, zacznij akceptować siebie, zacznij żyć własnym życiem, tu i teraz, odważ się podejmować decyzje (nawet zła decyzja często jest lepsza niż brak, niż bierne istnienie we własnym życiu).

A tu się nie bardzo mogę z Tobą zgodzić, bo jednak inne relacje z ludźmi (koleżeńskie) zdarzało mi się ucinać. Nie męczyłem się z kimś na siłę. No chyba, że nie całkiem zrozumiałem co masz na myśli.

Ale, że problem jest w znacznej mierze w mojej głowie to ja wiem od bardzo dawna.

294

Odp: Terapia małżeńska, par...
wilczysko napisał/a:
Ela210 napisał/a:

wg mnie to jest zawsze ta sama piosenka- jak ludzie nie są zadowoleni sami z siebie, nie rozwijają się każde z osobna- związek też nie będzie dobry. Więc kompletnie bez sensu jest wałkowanie tzw.problemów związkowych- no chyba że nie umieją się komunikować. Jak nie zadbasz sam o Siebie- to żona Ci tego nie zapewni. To nie jej rola. Gdyby to był problem taki, że Tobie bardzo brakuje jej jako kobiety- to taki problem sam by się dawno rozwiązał w tą czy w tą stronę. Więc sorry- lubię Cię Wilku- ale Ty jej po prostu w tym sensie nie potrzebujesz- i Ona to czuje.

Owszem. Bardzo możliwe, że ona to czuje. Tylko, że ja też czuję, że ona mnie w tym sensie nie potrzebuje.

Oj, w tym sensie, to z tego co pisałeś potrzebuje właśnie Ciebie. Inaczej by nie było tych terapii, tego co napisałeś na początku tematu..Tylko ze mam wrazenie, ze w pokoju gdzie stoją 2 puste krzesła, oboje chcecie usiąść na tym samym, jeśli rozumiesz...

295

Odp: Terapia małżeńska, par...
summerka88 napisał/a:

Nie sądzę, że „ten problem” rozpoczął się w twoim małżeństwie, raczej niesiesz go przez większość swojego życia, wyłapujesz sygnały, które cię o tym mają przekonać - pamiętam ten fragment, gdy pisałeś, że przestałeś szukać kontaktu z żoną w nocy we wspólnym łóżku, bo ona nie reagowała (w domyśle: tak jak ty byś to widział). Zatem widać, że sam dokładałeś cegiełki do muru między tobą a żoną. Kolejne cegiełki pewnie ustawiała ona, więc jakaś ściana stoi. Jeszcze się zza niej widzicie. Przynajmńiej ty widzisz ją wink

Kazde z malzonkow wnioslo bagaz doswiadczen i emocji do zwiazku, to oczywiste. Jednak duzym uproszczeniem jest wskazywac winnego omawianego problemu tylko na podstawie charakteru, bagazu wilczyska. Z jakimi problemami weszla w uklad zona wiemy tylko pobieznie, na pewno nie do konca dobre wzorce z domu rodzinnego - ojciec furiat. Sytuacja jest skladowa wielu czynnikow i trudno z naszej pozycji stwierdzic, ktory jest wazacy. Lecz akurat proby kontaktu dotykowego, jakie podjal wilczysko, byly bardziej checia burzenia tego muru. Nieodwzajemnione proby frustruja, czlowiek chyba jeszcze bardziej sie zamyka i nie mozna miec za zle, ze po pewnym czasie rezygnuje, uznajac ze to jest bezcelowe. Nie buduje muru, raczej nie udaje mu sie go zburzyc. Ja nie rozumiem postawy, w ktorej partner niby chce pracowac dla dobra zwiazku, lecz odrzuca najprostsze sposoby do zblizenia, zbudowania platformy porozumienia. Jest to skrajna niekonsekwencja lub gra pozorow.

296

Odp: Terapia małżeńska, par...

Nie przyszło ci do głowy, że ci wszyscy magicy od psyche, zdzierają z ciebie kasę?
Czytając tę dyskusję mam wrażenie, że jesteś coraz bardziej zagubiony np. podejmujesz się terapii małżeńskiej, chociaż tak w głębi duszy nie interesuje cię naprawianie związku (najlepiej by coś się samo wydarzyło, albo by żona się zmieniła, ale bez twojego zaangażowania, bez wysiłku z twojej strony), odpowiada ci dystans między tobą, a nią (bardziej niż np. bycie samemu).

Gdybyś zaakceptował ten stan, to po prostu lepiej byś się czuł, nie dokuczałaby ci rzeczywistość.
Osobne łóżko ? po prostu wiedziałbyś, że tak jest. Napisałeś trochę nie jest obojętna żona, ale czy to jest pożądanie? czy to jest ten stan, że chciałbyś kogoś takiego w łóżku?

297

Odp: Terapia małżeńska, par...
wilczysko napisał/a:

Że się ze mną można przyjaźnić to ja wiem. A może raczej wiedziałem, bo kiedyś miałem grono bliższych znajomych. Umiałem wysłuchać, coś doradzić itd. Dziewczyny lubiły mi się zwierzać. Z zabawą też było kiedyś całkiem nieźle. Oczywiście był taki etap w życiu, kiedy sobota wieczór w domu to był jakaś herezja big_smile Ale to było lata świetlne temu. Znajomości się pokończyły. Imprezy i spotkania też.
Pokonywać trudności pewnie też ze mną można. Nie wiem czy wszystkie. O !! Na pewno nie jestem "złotą rączką" big_smile Ale meble z Ikei skręcę sam. No właśnie i dochodzimy do tego "kochania". I tu się coś zawiesza w systemie, zacina, spowalnia i generalnie jak w "Windows 95" big_smile  I to każdej sferze tematu.  Przez to faktycznie myślę, że to co jest nie jest wystarczająco dobre. Że ta cała reszta to są bzdety, a mnie jako takiego faceta to jakby nie było.

A spójrz na to nieco inaczej. Wyobraź sobie, że niektóre stany, skrywane lęki i potrzeby oraz myśli na swój temat aktywują się w bliskich relacjach?
Jeśli czyimś dominującym, łatwo aktywującym się stanem w bliskiej relacji jest poczucie bycia niewystarczająco dobrym i cokolwiek się nie zrobi, to ta osoba będzie miała poczucie, że taka jak jest nie jest dość dobre żeby być tak po prostu kochaną i pożądaną, to taka osoba zawsze sobie znajdzie sygnały i preteksty, żeby czuć się nieadekwatną.  Nawet jeśli nie ma to nic wspólnego z obiektywną rzeczywistością i wcale nie jest to związane z obecnym partnerem.

298

Odp: Terapia małżeńska, par...
Averyl napisał/a:

Nie przyszło ci do głowy, że ci wszyscy magicy od psyche, zdzierają z ciebie kasę?
Czytając tę dyskusję mam wrażenie, że jesteś coraz bardziej zagubiony np. podejmujesz się terapii małżeńskiej, chociaż tak w głębi duszy nie interesuje cię naprawianie związku (najlepiej by coś się samo wydarzyło, albo by żona się zmieniła, ale bez twojego zaangażowania, bez wysiłku z twojej strony), odpowiada ci dystans między tobą, a nią (bardziej niż np. bycie samemu).

Gdybyś zaakceptował ten stan, to po prostu lepiej byś się czuł, nie dokuczałaby ci rzeczywistość.
Osobne łóżko ? po prostu wiedziałbyś, że tak jest. Napisałeś trochę nie jest obojętna żona, ale czy to jest pożądanie? czy to jest ten stan, że chciałbyś kogoś takiego w łóżku?


ale dlaczego z niego zdzieraja kase?
od chodzenia na terapie nic sie nie zmieni
to chodzacy wykonuje 100% pracy, a nie czeka na efekt i nic nie robi.

i bardzo mi przykro, ale u wilka nic sie nie zmieni dopoki on czegos nie zrobi sam

tak se mozemy gadac do usrane* smierci tutaj o tym, a wilku tylko bedzie nam przyznawal racje, albo odpowiadal na pytania

299

Odp: Terapia małżeńska, par...
_v_ napisał/a:
Averyl napisał/a:

Nie przyszło ci do głowy, że ci wszyscy magicy od psyche, zdzierają z ciebie kasę?
Czytając tę dyskusję mam wrażenie, że jesteś coraz bardziej zagubiony np. podejmujesz się terapii małżeńskiej, chociaż tak w głębi duszy nie interesuje cię naprawianie związku (najlepiej by coś się samo wydarzyło, albo by żona się zmieniła, ale bez twojego zaangażowania, bez wysiłku z twojej strony), odpowiada ci dystans między tobą, a nią (bardziej niż np. bycie samemu).

Gdybyś zaakceptował ten stan, to po prostu lepiej byś się czuł, nie dokuczałaby ci rzeczywistość.
Osobne łóżko ? po prostu wiedziałbyś, że tak jest. Napisałeś trochę nie jest obojętna żona, ale czy to jest pożądanie? czy to jest ten stan, że chciałbyś kogoś takiego w łóżku?


ale dlaczego z niego zdzieraja kase?
od chodzenia na terapie nic sie nie zmieni
to chodzacy wykonuje 100% pracy, a nie czeka na efekt i nic nie robi.

i bardzo mi przykro, ale u wilka nic sie nie zmieni dopoki on czegos nie zrobi sam

tak se mozemy gadac do usrane* smierci tutaj o tym, a wilku tylko bedzie nam przyznawal racje, albo odpowiadal na pytania

no właśnie dlatego, że facet dużo gada jak mu jest źle z żoną, ale gdy wchodzisz w szczegóły, to okazuje się, że jemu ten układ odpowiada, on nie jest na etapie działania.

Dlaczego zdzierają kasę? czyżby żadne psycholog, psychoterapeuta, pschycho.... nie powiedział mu, że to on musi podjąć działanie że akcja jest po jego stronie?

300

Odp: Terapia małżeńska, par...

A ja się trochę zgodzę z tym "zdzieraniem kasy.." Bo długa terapia powinna prowadzić do zmian, a jeśli terapeuta nie daje rady- powinien się wycofać.
A tak się składa, że terapeuci to często kobiety i w odnależieniu męskiej części duszy nie potrafią pomóc. Zmieniłam terapeutę na mężczyznę- starszego i doświadczonego.

301

Odp: Terapia małżeńska, par...

ale co znaczy dluga? pol roku? rok? dwa lata?
kiedy mozna ocenic ze nic sie nie zmieniło.
no i psychoterapeuta to nie wróżka - wie tylko to, co klient mówi

302 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2018-04-16 16:44:50)

Odp: Terapia małżeńska, par...
_v_ napisał/a:

ale co znaczy dluga? pol roku? rok? dwa lata?
kiedy mozna ocenic ze nic sie nie zmieniło.
no i psychoterapeuta to nie wróżka - wie tylko to, co klient mówi

mówimy o latach, 3 chyba? nie o miesiącach oczywiscie.

303

Odp: Terapia małżeńska, par...
wilczysko napisał/a:

Nie męczyłem się z kimś na siłę.

Dalej się męczysz?

304

Odp: Terapia małżeńska, par...
nimfa_błotna napisał/a:
wilczysko napisał/a:

Nie męczyłem się z kimś na siłę.

Dalej się męczysz?

Przecież wiesz smile

305 Ostatnio edytowany przez MotoMegi (2018-07-02 16:47:49)

Odp: Terapia małżeńska, par...

Brak decyzji to również decyzja. Dopóki profity przewyższają straty, dana sytuacja będzie trwać, a dobre rady nie zmienią kompletnie nic. W ramach rozrywki intelektualnej warto czasem przeanalizować jakie są te profity, które czerpię? Często nie są do końca uświadomione lub mamy problem aby sami przed sobą się do nich przyznać. Ale czasem warto, bo wychodzi jaką potrzebę zaspokaja relacja, która pozornie nie działa. A jednak...

306

Odp: Terapia małżeńska, par...
MotoMegi napisał/a:

Brak decyzji to również decyzja. Dopóki profity przewyższają straty, dana sytuacja będzie trwać, a dobre rady nie zmienią kompletnie nic. W ramach rozrywki intelektualnej warto czasem przeanalizować jakie są te profity, które czerpię? Często nie są do końca uświadomione lub mamy problem aby sami przed sobą się do nich przyznać. Ale czasem warto, bo wychodzi jaką potrzebę zaspokaja relacja, która pozornie nie działa. A jednak...

w punkt!

307

Odp: Terapia małżeńska, par...
MotoMegi napisał/a:

Brak decyzji to również decyzja. Dopóki profity przewyższają straty, dana sytuacja będzie trwać, a dobre rady nie zmienią kompletnie nic. W ramach rozrywki intelektualnej warto czasem przeanalizować jakie są te profity, które czerpię? Często nie są do końca uświadomione lub mamy problem aby sami przed sobą się do nich przyznać. Ale czasem warto, bo wychodzi jaką potrzebę zaspokaja relacja, która pozornie nie działa. A jednak...

Ty zawsze tak wszystko ważysz ?

308

Odp: Terapia małżeńska, par...
wilczysko napisał/a:
MotoMegi napisał/a:

Brak decyzji to również decyzja. Dopóki profity przewyższają straty, dana sytuacja będzie trwać, a dobre rady nie zmienią kompletnie nic. W ramach rozrywki intelektualnej warto czasem przeanalizować jakie są te profity, które czerpię? Często nie są do końca uświadomione lub mamy problem aby sami przed sobą się do nich przyznać. Ale czasem warto, bo wychodzi jaką potrzebę zaspokaja relacja, która pozornie nie działa. A jednak...

Ty zawsze tak wszystko ważysz ?

Tak, staram się szukać swoich ukrytych motywów działań, poniewaź fascynuje mnie prawda o sobie i o innych. Jeśli np. trwam usilnie w relacji, która pozornie nie działa i na którą się silnie skarżę w duchu czy na forum, to zaczynam się zastanawiać jakie moje ukryte potrzeby zaspokaja ten związek, że mimo wszystko w nim pozostaję. Nieraz jest to zupełnie inna potrzeba niż ta wyrażana na poziomie deklaratywnym. Cóż... nie kłam sobie, a nikt Ci nie skłamie... To bardzo ciekawe dostrzec co nas trzyma z drugą osobą tak naprawdę... mimo że to jest nieraz klincz, czy wręcz obróbka skrawaniem. Ty nie boisz się wejrzeć w siebie i odpowiedzieć sobie jakie potrzeby każą Ci jednak utrzymywać status quo?

309

Odp: Terapia małżeńska, par...
MotoMegi napisał/a:
wilczysko napisał/a:
MotoMegi napisał/a:

Brak decyzji to również decyzja. Dopóki profity przewyższają straty, dana sytuacja będzie trwać, a dobre rady nie zmienią kompletnie nic. W ramach rozrywki intelektualnej warto czasem przeanalizować jakie są te profity, które czerpię? Często nie są do końca uświadomione lub mamy problem aby sami przed sobą się do nich przyznać. Ale czasem warto, bo wychodzi jaką potrzebę zaspokaja relacja, która pozornie nie działa. A jednak...

Ty zawsze tak wszystko ważysz ?

Tak, staram się szukać swoich ukrytych motywów działań, poniewaź fascynuje mnie prawda o sobie i o innych. Jeśli np. trwam usilnie w relacji, która pozornie nie działa i na którą się silnie skarżę w duchu czy na forum, to zaczynam się zastanawiać jakie moje ukryte potrzeby zaspokaja ten związek, że mimo wszystko w nim pozostaję. Nieraz jest to zupełnie inna potrzeba niż ta wyrażana na poziomie deklaratywnym. Cóż... nie kłam sobie, a nikt Ci nie skłamie... To bardzo ciekawe dostrzec co nas trzyma z drugą osobą tak naprawdę... mimo że to jest nieraz klincz, czy wręcz obróbka skrawaniem. Ty nie boisz się wejrzeć w siebie i odpowiedzieć sobie jakie potrzeby każą Ci jednak utrzymywać status quo?

"Wejrzywam" w siebie cały czas i nawet trochę mam już tego dość.

310

Odp: Terapia małżeńska, par...

Być może dlatego, że babranie się w swoim jestestwie, niezależnie jak by było miłe lub niemiłe, nie jest Twoją realną potrzebą. Nie wiem w takim razie po co to robić, takie ruchy symulowane przed samym sobą. Strata czasu.

311

Odp: Terapia małżeńska, par...

bo mozna pokazac ze sie cos próbowało wink)
a to zona ta zla i nie chce nic zmienic wink)

312

Odp: Terapia małżeńska, par...

Wszystko fajnie, pięknie, nie mam pytań. Ale jest wyjątkowo nie fair oszukiwać samego siebie.

313

Odp: Terapia małżeńska, par...

a kto zaprotestuje?? wink)

314

Odp: Terapia małżeńska, par...

Jedna z osobowości Wilczyska za jakiś czas może poczuć lekki powiew wewnętrznego wkurwa. Ale to już będzie zupełnie inna opowieść... ;P
I nam nic do tego.

315 Ostatnio edytowany przez adiafora (2018-07-04 17:56:30)

Odp: Terapia małżeńska, par...

przecież Wilczysko nie ukrywa, że boi się zmian i niepewnej przyszłości, więc nie chce rozwalać tego, co ma, nawet, gdy tego niewiele, w imię niczego bo niepewne jutro jest własnie czymś takim. Ma niezbyt satysfakcjonujące, ale ustabilizowane życie rodzinne i nie chce tej stabilizacji burzyć. Lepsza dla niego taka rodzina, niż żadna. Bo wcale nie jest powiedziane, że po rozstaniu poznalby jakąś namiętną babeczkę, pokochał z wzajemnością i żyliby szczęśliwie. Może bylby dalej sam i niewiele by się zmieniło w jego sytuacji. Gdzie tu oszukiwanie siebie? Jemu raczej potrzebny jest impuls do zmian jakim byłaby nowa miłość, ktora by nim tąpnęła. Ale, jak twierdzi, nie wierzy, bo nigdy nic takiego nie czuł i pewnie nie jest zdolny... Więc siedzi w tym swoim niewygodnym, ale bezpiecznym bo znanym na wylot grajdole, nic nie robi i utyskuje od czasu do czasu, że mu źle. Żona odstawiła go od łożka, ale  seksu na boku też nie szuka, bo jak też często powtarza - nie ma śmiałości do kobiet, więc nawet jeśliby się potknął o jakąś chętną to by zaraz sobie wytlumaczył, że za wysokie progi dla niego i w ogole, niemożliwe, żeby z nim chciała mieć cokolwiek wspolnego, bo on się do niczego nie nadaje...
Wilk ma tak zjeb*ane poczucie wlasnej wartości, że będzie tkwił z tym malzenstwie do konca swoich dni. Jedyna nadzieja w jego żonie, że go zostawi. Ale na to też raczej się nie zanosi. I tak siłą rozpędu żyją razem, ale osobno. Życie.

316

Odp: Terapia małżeńska, par...

ja tam uwazam ze jak sie podjelo decyzje to sie nie marudzi

317 Ostatnio edytowany przez adiafora (2018-07-04 19:57:47)

Odp: Terapia małżeńska, par...

ja w ogóle uważam, że marudzenie jest niemęskie. A już, abstrahując od płci, nie powinno się marudzić w sytuacji, gdy ma się wybór a Wilczysko ma a mimo to co i raz sobie upuści, jaki mu źle i oczywiście zaraz zbiegają się chętne siostry pocieszycielki z dobrym slowem... I piszę to bez zlośliwości, bo w temacie Wilka tyle już tu padło rzeczowych porad, spostrzeżeń, sugestii, wniosków i komplementów, że chyba nie mial lepszej psychoterapii w realu wink I co? I jajco. Za chwilę w jakimś temacie, przy okazji, Wilkowi znowu się wymsknie, że on już rok bez seksu i jak zazdrości innym, że raz na miesiąc mają... albo i nie zazdrości bo już się pogodził ze swoim losem...  I znowu jakaś duszyczka się pochyli nad niedolą Wilka... I będą rozkminy oczywistych oczywistości... Taki dzień świstaka.

318

Odp: Terapia małżeńska, par...

Dlatego pisałam, że być może sam siebie oszukuje, bo niby go to wk...a i męczy, a jednak nie na tyle, żeby cokolwiek zmienić. Może to wygoda. Może umiłowanie świętego spokoju. Może strach. Może rezygnacja. I wcale nie uważam, że trzeba być niewolnikiem swoich decyzji. Tylko krowa nie zmienia poglądów, a i co do tego mam wątpliwości. Piszecie, że to niemęskie. Nieprawda, nie ma nic niemęskiego w życiowych rozkminach. Człowiek to dziwny i skomplikowany mechanizm. Grunt, to starać się zrozumieć tę układankę. Wyjść z impasu jeśli to pogarsza komfort życia. Albo zostać, jeśli zyski przewyższają straty.

319 Ostatnio edytowany przez adiafora (2018-07-04 20:33:03)

Odp: Terapia małżeńska, par...

sorry, ale jak Cię cisną buty to co robisz? Chodzisz w nich ciągle i rozkminiasz z jakiego powodu Cię się odciski robią? Czy może kupilaś za małe?Czy zbiegły Ci się w praniu A może urosła Ci stopa, lub też producent zawinił? Czy po prostu kupujesz wygodniejsze? 
To oczywście uproszczony przyklad, ale jest roznica pomiędzy marudzeniem a zastanawianiem się nad ważnymi problemami.
Narzekanie na swoj komfort życia a zarazem nie robienie nic, by go poprawić to nie sa żadne rozkminy a zwykłe marudzenie.

320

Odp: Terapia małżeńska, par...
adiaphora napisał/a:

ja w ogóle uważam, że marudzenie jest niemęskie. A już, abstrahując od płci, nie powinno się marudzić w sytuacji, gdy ma się wybór a Wilczysko ma a mimo to co i raz sobie upuści, jaki mu źle i oczywiście zaraz zbiegają się chętne siostry pocieszycielki z dobrym slowem... I piszę to bez zlośliwości, bo w temacie Wilka tyle już tu padło rzeczowych porad, spostrzeżeń, sugestii, wniosków i komplementów, że chyba nie mial lepszej psychoterapii w realu wink I co? I jajco. Za chwilę w jakimś temacie, przy okazji, Wilkowi znowu się wymsknie, że on już rok bez seksu i jak zazdrości innym, że raz na miesiąc mają... albo i nie zazdrości bo już się pogodził ze swoim losem...  I znowu jakaś duszyczka się pochyli nad niedolą Wilka... I będą rozkminy oczywistych oczywistości... Taki dzień świstaka.

przy jakiejś tam mojej sympatii do wilka musze to napisać: to są bardzo toksyczne zachowania
- wywalanie tego z siebie na innych
ale skoro sa matki pocieszycielki i to lubia, to co mi do tego wink
one sie ciesza ze cos robia, on ze wyplul z siebie żółć - w sumie wszyscy zadowoleni wink)

a na serio zgodze ze całkowicie z tym, ze nie jesteśmy niewolnikami swoich decyzji i mozemy je w kazdej chwili zmienic
dlatego marudzenie to porażka

321

Odp: Terapia małżeńska, par...

Ja mam taki problem z tym wątkiem, że bym chciała, żeby im się ułożyło. Że wierzę w to, że obopólna chęć jest w stanie wszystko przezwyciężyć. Ale czasem, albo jej brak, albo ludzie są jak ten żuraw i czapla, nie zgrywają się ze sobą w czasie. I tak to się międli i międli. Albo ktoś wycofa się w pół drogi, jak w tej piosence http://www.kaczmarski.art.pl/tworczosc/wiersze/o-krok/

322 Ostatnio edytowany przez vilkolakis (2018-07-04 22:17:17)

Odp: Terapia małżeńska, par...
adiaphora napisał/a:

ja w ogóle uważam, że marudzenie jest niemęskie. A już, abstrahując od płci, nie powinno się marudzić w sytuacji, gdy ma się wybór a Wilczysko ma a mimo to co i raz sobie upuści, jaki mu źle i oczywiście zaraz zbiegają się chętne siostry pocieszycielki z dobrym slowem... I piszę to bez zlośliwości, bo w temacie Wilka tyle już tu padło rzeczowych porad, spostrzeżeń, sugestii, wniosków i komplementów, że chyba nie mial lepszej psychoterapii w realu wink I co? I jajco. Za chwilę w jakimś temacie, przy okazji, Wilkowi znowu się wymsknie, że on już rok bez seksu i jak zazdrości innym, że raz na miesiąc mają... albo i nie zazdrości bo już się pogodził ze swoim losem...  I znowu jakaś duszyczka się pochyli nad niedolą Wilka... I będą rozkminy oczywistych oczywistości... Taki dzień świstaka.

Specjalnie dla Ciebie obiecuję, że w tym temacie już nic mi się nie wymsknie.
Zostało już wszystko napisane w tej kwestii i nic więcej nie będzie. Nie chce mi się już o tym gadać.

Proszę moderację o zamknięcie tego tematu.

323

Odp: Terapia małżeńska, par...

nie tu to gdzie indziej... wink A zresztą gdzie wyczytałeś, że ja tego oczekuję? Nie spodobał Ci się moj komentarz? Piszę, co zauważam. Możesz sobie strzelać focha.

324

Odp: Terapia małżeńska, par...
adiaphora napisał/a:

nie tu to gdzie indziej... wink A zresztą gdzie wyczytałeś, że ja tego oczekuję? Nie spodobał Ci się moj komentarz? Piszę, co zauważam. Możesz sobie strzelać focha.

W tym temacie, czyli w tej kwestii i wszędzie.

Ja też piszę co uważam.

325

Odp: Terapia małżeńska, par...

no to się zdecyduj, czy dalej piszesz, co uważasz czy jednak uważasz, co piszesz wink

Posty [ 261 do 325 z 332 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 6 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » SEKS, SEKSUALNOŚĆ, PSYCHOLOGIA » Terapia małżeńska, par...

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024