Zacząłem z żoną terapię małżeńską. Jesteśmy już po 3 sesjach. Zaskoczyła mnie jej otwartość w terapii i to, że nabrała do niej przekonania mimo, że wcześniej nie była jakąś entuzjastką tego pomysłu. Ja z kolei mam duże wątpliwości, czy ta terapia coś pomoże.
Chciałbym zapytać o Wasze ewentualne doświadczenia związane z terapią dla par. Komu pomogła, a komu nie i dlaczego ? Z jakimi sprawami szliście na taką terapię ?
Jak jest otwartość, to już jest dobrze, pierwszy krok do przodu. ![]()
Jak jest otwartość, to już jest dobrze, pierwszy krok do przodu.
Otwartość jest w takiej sytuacji niezbędna.
To ja byłem orędownikiem zaczęcia wspólnej terapii, a mimo tego mam duże wątpliwości co do tego, że coś ona pomoże. Obawiam się, że jesteśmy z żoną już zbyt oddaleni od siebie.
Pomoze albo i nie, ale co masz do stracenia? Czas?
Skoro sie otworzyla to moze swiadczy to o tym ze jej zalezy?
Pomoze albo i nie, ale co masz do stracenia? Czas?
Skoro sie otworzyla to moze swiadczy to o tym ze jej zalezy?
Przecież nie twierdzę, że chcę z niej zrezygnować.
Hahaha ja na terapii dla par byłam raz. Wlasnie wtedy w poczekalni (co jest az smieszne) znalazłam nie mojego wlosa na bluzie eks. I to byl pierwszy krok do odkrycia prawdy. Później poszlo lawinowo a terapie kończyłam sama ![]()
Wilk, gratuluję. Wiem, że zależało Ci na terapii. Nie poddawaj się zwątpieniu, spróbuj. Nawet jeśli nie pomoże, to poukładacie sobie coś w głowach (choćby to miało oznaczać spojrzenie w oczy brutalnym prawdom).
Życzę porozumienia się z żoną.
Ciekawa jestem, czego dowiadujecie się o sobie na sesjach, ale oczywiście to Twoja sprawa, czy się tym podzielisz.
9 2017-12-06 12:44:47 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2017-12-06 12:45:23)
Najlepiej niczego nie oczekuj, tylko nastaw się na poznanie istoty problemu. Bo od tego trzeba zacząć. Jak wychodzą emocje to dobrze. Nie gryź ludzi na forum
No chyba że u Ajsi, tam jesteśmy odporni na wyżymanie i skręcanie
Powodzenia z serca.
Powodzenia Wilku
Bardzo mnie ciekawi, jak taka terapia wygląda. Macie jednego terapeutę na sesji czy dwóch?
Powodzenia Wilku
Bardzo mnie ciekawi, jak taka terapia wygląda. Macie jednego terapeutę na sesji czy dwóch?
Teraputka jest jedna. Kobieta.
Terapia to oczywiście rozmowa w trójkę, ale tematy, pytania rzuca terapeutka. Te pierwsze spotkania to tak naprawdę rekonesans, spojrzenie w tył, rozpoznanie. Terapeutka musi przecież nas poznać, dowiedzieć się jakie mamy problemy.
Najlepiej niczego nie oczekuj, tylko nastaw się na poznanie istoty problemu. Bo od tego trzeba zacząć. Jak wychodzą emocje to dobrze. Nie gryź ludzi na forum
No chyba że u Ajsi, tam jesteśmy odporni na wyżymanie i skręcanie
Powodzenia z serca.
Ja mało gryzę
Muszę być już mocno sprowokowany
Wcześniej mówiono mi, że taka terapia to spotkania co 2-3 tygodnie. Na szczęście tutaj mamy spotkania co tydzień. Dla mnie to dobrze, bo "ryje" się w problemach na świeżo.
Wilk....! tak sie ciesze. Gratuluje ze wam sie pojsc udalo. Super, ze jest otwarta. Bede trzymac kciuki.
i nie marudz tam za bardzo;p ![]()
Zacząłem z żoną terapię małżeńską. Jesteśmy już po 3 sesjach.
I jak efekty? Są jakieś? Coś się zmieniło? Jest seks?
wilczysko napisał/a:Zacząłem z żoną terapię małżeńską. Jesteśmy już po 3 sesjach.
I jak efekty? Są jakieś? Coś się zmieniło? Jest seks?
Trudno mówić o efektach po 3 sesjach. Efektem może można nazwać to, że pomimo pewnej niechęci na wstępie żona jednak przekonała się i na terapii jest otwarta, nie blokuje się. To co dotychczas usłyszałem na tej terapii mnie nie zszokowało jakoś, ale potwierdziło to co już przypuszczałem. Niestety nie potrafię się na razie pozbyć myśli, że bardzo ciężko będzie to skleić. Tu nie chodzi tylko o problem z seksem. A seksu nie ma.
Wilczysko , trzymam za Was kciuki.
Dobrze mieć świadomość dla samego siebie, że robi się wszystko, absolutnie wszystko co możliwe, aby naprawić relację. Wszystko wymaga czasu i przemyśleń. Trochę to potrwa.
Wilczysko , trzymam za Was kciuki.
Dobrze mieć świadomość dla samego siebie, że robi się wszystko, absolutnie wszystko co możliwe, aby naprawić relację. Wszystko wymaga czasu i przemyśleń. Trochę to potrwa.
Dzięki wielkie ![]()
Terapia par nie jest prosta. Jesteś po pierwszych spotkaniach, otwieracie się, ale za chwilę dojedziecie do punktów, w którym coś z tą wiedzą będzie trzeba zrobić, będzie trzeba zacząć ciężko pracować nad związkiem, z czegoś zrezygnować na rzecz drugiej strony, coś dać od siebie, odkryć na nowo partnera i wyzbyć się swoich wyobrażeń o nim, a temu wszystkiemu na ogół towarzyszą silne emocje. Powodzenia.
Terapia par nie jest prosta. Jesteś po pierwszych spotkaniach, otwieracie się, ale za chwilę dojedziecie do punktów, w którym coś z tą wiedzą będzie trzeba zrobić, będzie trzeba zacząć ciężko pracować nad związkiem, z czegoś zrezygnować na rzecz drugiej strony, coś dać od siebie, odkryć na nowo partnera i wyzbyć się swoich wyobrażeń o nim, a temu wszystkiemu na ogół towarzyszą silne emocje. Powodzenia.
Nie mam co do tego wątpliwości.
Jak nie ma sexu.To nie małżeństwa.....Czy żona robiła badania z zakresu hormonów?...Może ta kwestia zdrowotna jest nadszarpnięta.....Wilku, jeśli terapia nie będzie ok..To będziesz miał przynajmniej spokojną głowę...że dokonałeś wszystkiego...
Jak nie ma sexu.To nie małżeństwa.....Czy żona robiła badania z zakresu hormonów?...Może ta kwestia zdrowotna jest nadszarpnięta.....Wilku, jeśli terapia nie będzie ok..To będziesz miał przynajmniej spokojną głowę...że dokonałeś wszystkiego...
Z tego co pamiętam to kiedyś robiła jakieś badania hormonalne, ale nie znam dokładnego zakresu, czy to chodziło o te hormony, które mają tutaj znaczenie. Sprawa jest naprawdę ciężka wg mnie, bo wychodzi na to, że pod kątem seksualnym jesteśmy fatalnie dobrani. Choć tak jak pisałem tu nie chodzi tylko o seks.
A kocha się z Tobą w ogóle? Czy sama czasem inicjuje zbliżenia?...Ja też byłam mężatką mam za sobą wszystkie sytuacje jakie mogą narodzić się w związku.Sex całkowicie przestał u mnie istnieć na dwa miesiące...ale wtedy, to przyszło rozstanie. Bez sexu nie ma życia.Na dłuższą metę, to nie da rady...:)Nie po, to człowiek się wiąże, by cierpiał.Czy to się podoba czy nie je, ale jesteśmy sexualni.Potrzebujemy tego, a ja Ciebie rozumiem.
A kocha się z Tobą w ogóle? Czy sama czasem inicjuje zbliżenia?...Ja też byłam mężatką mam za sobą wszystkie sytuacje jakie mogą narodzić się w związku.Sex całkowicie przestał u mnie istnieć na dwa miesiące...ale wtedy, to przyszło rozstanie. Bez sexu nie ma życia.Na dłuższą metę, to nie da rady...:)Nie po, to człowiek się wiąże, by cierpiał.Czy to się podoba czy nie je, ale jesteśmy sexualni.Potrzebujemy tego, a ja Ciebie rozumiem.
Eeeeee...a czym się różni "kocha się z Tobą" od seksu ?
Nasza norma "kochania się" od jakiś 3-4 lat to jest.....chwila napięcia.... Ta dam !!! Jeden raz na rok !!! Szał !!! Owacje !! W tym roku też norma wyrobiona
Za dwa tygodnie nowy kalendarz, więc wiadomo... szczęście w oczach ![]()
Nie, od bardzo dawna nie inicjuje sama zbliżeń. Wiem już, że jest to spowodowane m.in. właśnie naszymi innymi preferencjami w seksie.
24 2017-12-15 15:54:00 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2017-12-15 15:59:26)
Nie tylko o seks? A o co jeszcze, jeśli wolno spytać?
Ciekawi mnie ta sprawa, bo w moim małżeństwie też nie było kolorowo. Mąż lubił "ten sport", a ja nienawidziłam go... z nim. No, niestety... A że byłam mało doświadczona (on zresztą też) i miałam niezbyt wysokie poczucie wartości, wmawiałam sobie, że coś ze mną nie tak, obwiniałam się. Paskudny scenariusz.
Wiem, jak złożone bywają takie historie.
I mam smutną, niestety refleksję: czasami tak bardzo czegoś pragniemy, że potrafimy samych siebie oszukiwać, wmawiać sobie coś, czego nie ma. A to wyjdzie prędzej czy później.
Ja wyniosłam jedną lekcję ze swojej małżeńskiej porażki: nigdy nie robić niczego wbrew sobie. Nigdy, nigdy, nigdy!
Nawet jeśli terapia wykaże, że nie jesteście dla siebie, że nie uda się już być razem, lepiej rozejść się we wzajemnym zrozumieniu i względnej przyjaźni.
Nie tylko o seks? A o co jeszcze, jeśli wolno spytać?
Ciekawi mnie ta sprawa, bo w moim małżeństwie też nie było kolorowo. Mąż lubił "ten sport", a ja nienawidziłam go... z nim. No, niestety... A że byłam mało doświadczona (on zresztą też) i miałam niezbyt wysokie poczucie wartości, wmawiałam sobie, że coś ze mną nie tak, obwiniałam się. Paskudny scenariusz.
Wiem, jak złożone bywają takie historie.
I mam smutną, niestety refleksję: czasami tak bardzo czegoś pragniemy, że potrafimy samych siebie oszukiwać, wmawiać sobie coś, czego nie ma. A to wyjdzie prędzej czy później.
Ja wyniosłam jedną lekcję ze swojej małżeńskiej porażki: nigdy nie robić niczego wbrew sobie. Nigdy, nigdy, nigdy!
Jeśli chodzi o mnie to dla mnie problemem jest brak u żony empatii, zrozumienia, ciepła i czułości. Jeśli chodzi o czułość to nie mam na myśli samego seksu, bo żona nawet całować się nie lubi. Dla żony problemem jest to, że ja jestem małomówny, że w seksie nie potrafię jej zdominować, że w jej trudnych relacjach z synem najczęściej staję po stronie syna.
27 2017-12-16 11:15:28 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2017-12-16 11:21:57)
Rozumiem.
Cóż, każdy z nas jest inny.
Ja nie pojmuję kompletnie, jak można nie lubić czułości, ale wiem, że są takie osoby.
Bardzo chciałam, żeby mnie mąż czasem przytulił ot tak, bezinteresownie i nie po to, żeby mnie ciągnąć do łóżka. Bez tego miałam wrażenie, że tylko mój tyłek jest potrzebny, a ja jako osoba, jako człowiek się nie liczę - taki przedmiot... On potrafił warknąć: "Odejdź!", gdy siedział przed komputerem, a ja przechodząc przez pokój, podchodziłam się przytulić. Miałam chęć rzucać czymś ciężkim z żalu i wściekłości.
Małomówny też był, gdy ja uwielbiam rozmawiać, ale miewał chwile, że się rozkręcał, nie było tak źle. Bolało mnie za to przeokropnie, że np. wchodziłam rano do kuchni, spotykałam jego, a on traktował mnie jakbym była powietrzem: nawet się nie odwrócił od swoich zajęć, ani nawet "cześć" nie powiedział - zupełnie jakbym była powietrzem. Gdy coś opowiadałam, potrafił zignorować mnie zupełnie, w przypadkowym momencie wyjść sobie na papierosa.
Zupełnie sobie nie wyobrażam, że po takim dniu można godzić się w łóżku. Nie i jeszcze raz nie. Po takim dniu jest mi przykro i nie mam nastroju na żadne tego typu atrakcje.
Szlag mnie trafiał. Byłam wściekła, krzyczałam, a on jeszcze bardziej zamykał się w sobie.
Nie pasowaliśmy do siebie kompletnie. A gdy się zrobił mściwy i złośliwy, uznałam, że czas z tym skończyć.
Kilka lat już jestem sama, a na samo wspomnienie gotuje się we mnie.
Ale chyba niepotrzebnie to piszę ![]()
28 2017-12-16 12:05:34 Ostatnio edytowany przez Gary (2017-12-16 12:05:56)
@Piegowata -- ja przeczytałem... i jak czytam takie rzeczy to się uczę. Dzięki że pisałaś!
@Piegowata -- ja przeczytałem... i jak czytam takie rzeczy to się uczę. Dzięki że pisałaś!
Dzięki, Gary. Fajnie takie słowa przeczytać ![]()
30 2017-12-16 18:54:39 Ostatnio edytowany przez Averyl (2017-12-16 18:55:31)
Rozumiem.
Cóż, każdy z nas jest inny.
Ja nie pojmuję kompletnie, jak można nie lubić czułości, ale wiem, że są takie osoby.
Bardzo chciałam, żeby mnie mąż czasem przytulił ot tak, bezinteresownie i nie po to, żeby mnie ciągnąć do łóżka. Bez tego miałam wrażenie, że tylko mój tyłek jest potrzebny, a ja jako osoba, jako człowiek się nie liczę - taki przedmiot... On potrafił warknąć: "Odejdź!", gdy siedział przed komputerem, a ja przechodząc przez pokój, podchodziłam się przytulić. Miałam chęć rzucać czymś ciężkim z żalu i wściekłości.
Małomówny też był, gdy ja uwielbiam rozmawiać, ale miewał chwile, że się rozkręcał, nie było tak źle. Bolało mnie za to przeokropnie, że np. wchodziłam rano do kuchni, spotykałam jego, a on traktował mnie jakbym była powietrzem: nawet się nie odwrócił od swoich zajęć, ani nawet "cześć" nie powiedział - zupełnie jakbym była powietrzem. Gdy coś opowiadałam, potrafił zignorować mnie zupełnie, w przypadkowym momencie wyjść sobie na papierosa.
Zupełnie sobie nie wyobrażam, że po takim dniu można godzić się w łóżku. Nie i jeszcze raz nie. Po takim dniu jest mi przykro i nie mam nastroju na żadne tego typu atrakcje.
Szlag mnie trafiał. Byłam wściekła, krzyczałam, a on jeszcze bardziej zamykał się w sobie.
Nie pasowaliśmy do siebie kompletnie. A gdy się zrobił mściwy i złośliwy, uznałam, że czas z tym skończyć.
Kilka lat już jestem sama, a na samo wspomnienie gotuje się we mnie.
Ale chyba niepotrzebnie to piszę
To chyba jest częsty schemat, przez cały dzień nie istniejesz, a wieczorem wielkie zdziwienie, że nie masz ochoty na seks.
Nie można zwalać winy na małomówność - to chodzi o brak kontaktu, tak jak napisałaś wchodził do kuchni jakby było tam tylko powietrze.
Dobrze zrobiłaś zostawiając go.
31 2017-12-16 19:08:26 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2017-12-16 19:11:29)
Averyl, sprawa jest złożona. Nie chcę kategoryzować, kto z nas był tym "złym", winnym rozpadowi związku. Miałam i ja swoje zagrania, i on. Nie pasowaliśmy do siebie. W pewnym momencie jednak ja się zreflektowałam, starałam się nad sobą pracować, natomiast on pozostał w tym samym miejscu. Coraz bardziej wycofywał się z komunikacji. W ogóle był toksyczny, nawet niedawno, tyle czasu po rozstaniu, dowiedziałam się, co wyprawiał w związku z moją poprzedniczką. A ja cóż... niedokochana dziewczynka, chociaż nie DDA, to w wyraźnymi deficytami miłości i akceptacji...
Na koniec usłyszałam: "Wypier...j z tego domu" i wtedy uznałam, że trzeba być niczym posłuszna, przedwojenna żoneczka
Zrobiłam, jak mi kazał.
Dobrze, że pomógł mi podjąć decyzję. ![]()
Mam szacunek do Wilczyska, że robi, co może, a nie poddaje się po pierwszym potknięciu.
Najgorsze jest w każdym związku milczenie lub niedomówienie .Uważam jako osoba z doświadczeniem życiowym ,że niedomówienia i brak rozmów w związku jest powodem ,ze ludzie rozstają się i później tego żałują, że nie zrobili i nie powiedzieli a to mogło uratować ich związek .Czasem przez głupotę podejrzliwość ,zazdrość niepewność siebie rozstajemy się z dobrym mężem czy żoną .Kochająca żona nie każe męża ,brakiem sksu i odwrotnie .
34 2017-12-16 23:18:04 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2017-12-16 23:21:05)
Najgorsze jest w każdym związku milczenie lub niedomówienie .Uważam jako osoba z doświadczeniem życiowym ,że niedomówienia i brak rozmów w związku jest powodem ,ze ludzie rozstają się i później tego żałują, że nie zrobili i nie powiedzieli a to mogło uratować ich związek .Czasem przez głupotę podejrzliwość ,zazdrość niepewność siebie rozstajemy się z dobrym mężem czy żoną .Kochająca żona nie każe męża ,brakiem sksu i odwrotnie .
Owszem, czasem tak jest. Czasem, nie zawsze.
Ale to, co mówisz o karaniu to duże uproszczenie. Nie o karę chodzi. Po prostu gdy czuję żal, złość, smutek, to seks mi nie w głowie. Nie wiem, jak inni uczestnicy tej dyskusji odniosą się do tej kwestii, ale ja właśnie tak. Nie ma dobrych, pięknych uczuć - nie ma ochoty na seks. To nie kara, tylko stan duszy.
damą być napisał/a:Najgorsze jest w każdym związku milczenie lub niedomówienie .Uważam jako osoba z doświadczeniem życiowym ,że niedomówienia i brak rozmów w związku jest powodem ,ze ludzie rozstają się i później tego żałują, że nie zrobili i nie powiedzieli a to mogło uratować ich związek .Czasem przez głupotę podejrzliwość ,zazdrość niepewność siebie rozstajemy się z dobrym mężem czy żoną .Kochająca żona nie każe męża ,brakiem sksu i odwrotnie .
Owszem, czasem tak jest. Czasem, nie zawsze.
Ale to, co mówisz o karaniu to duże uproszczenie. Nie o karę chodzi. Po prostu gdy czuję żal, złość, smutek, to seks mi nie w głowie. Nie wiem, jak inni uczestnicy tej dyskusji odniosą się do tej kwestii, ale ja właśnie tak. Nie ma dobrych, pięknych uczuć - nie ma ochoty na seks. To nie kara, tylko stan duszy.
Myślę, że ogólnie brakowało Ci w małżeństwie miłości. No bo jeżeli ktoś Cię kocha to nawet jeśli nie jest osobą często przytulającą się, bardzo czułą, to wiesz, że kocha. No i czasem jednak Cię przytuli, nie traktuje bliskości jako problemu i widzisz w gestach, że jesteś dla niego ważna, zawsze możesz na niego liczyć. Zrobi coś czasem też za Ciebie, byś dłużej pospała i inne przykłady, gdzie widzisz, że chce byś była szczęśliwa. Wiadomo jak atmosfera jest nieciekawa, nie czuć tego to nie chce się seksu. Mój facet np może przytulałby się mniej niż ja, ale jednak to robi. Czasem po kłótni też zdarzył się seks, ale ogólnie związek dobry i złość przechodziła. Jednak i kłótnie są rzadko, więc seks to tym bardziej sama przyjemność.
36 2017-12-17 02:51:43 Ostatnio edytowany przez vilkolakis (2017-12-17 02:52:53)
Myślę, że ogólnie brakowało Ci w małżeństwie miłości. No bo jeżeli ktoś Cię kocha to nawet jeśli nie jest osobą często przytulającą się, bardzo czułą, to wiesz, że kocha. No i czasem jednak Cię przytuli, nie traktuje bliskości jako problemu i widzisz w gestach, że jesteś dla niego ważna, zawsze możesz na niego liczyć. Zrobi coś czasem też za Ciebie, byś dłużej pospała i inne przykłady, gdzie widzisz, że chce byś była szczęśliwa. Wiadomo jak atmosfera jest nieciekawa, nie czuć tego to nie chce się seksu. Mój facet np może przytulałby się mniej niż ja, ale jednak to robi. Czasem po kłótni też zdarzył się seks, ale ogólnie związek dobry i złość przechodziła. Jednak i kłótnie są rzadko, więc seks to tym bardziej sama przyjemność.
Dla mnie seks po kłótni to jakaś abstrakcja. Ale nie którzy sobie chwalą
Z tym, że ja się bardzo nie lubię kłócić. To chyba taki uraz z domu rodzinnego, gdzie kłótnie były na porządku dziennym. Np. tak a propos nadchodzących świąt to pamiętam, że nawet w wigilię rodzice często się kłócili.
37 2017-12-17 04:02:26 Ostatnio edytowany przez truskaweczka19 (2017-12-17 04:03:25)
Rozumiem, u nas się zdarzyło, ale po prostu i tak mieliśmy na siebie ochotę. Emocje może też to napędziły. No ale potem i tak wyjaśniliśmy sobie wszystko, bo wiadomo, że seks tego nie załatwi. Wychodzi na to, że potrafię mieć ochotę na swojego faceta nawet będąc na niego trochę zła
Jednak nic na siłę. No i jak pisałam to i tak nie były częste kłótnie, a gdybym ogólnie była przez faceta niekochana i nieszanowana, to inna sprawa, wtedy związek nie miałby sensu. Życzę Wam powodzenia na terapii, grunt że oboje się staracie. Coś w relacji musi być nie tak, relacje napięte, rzadki seks. Coś trzeba z tym zrobić i próbujecie.
Wyczytałam kiedyś taki żart, że facet musi uprawiać seks, żeby czuć się dobrze, a kobieta odwrotnie.
Ja zdecydowanie i kategorycznie muszę czuć się kochana i w dobrym nastroju, wtedy naturalną konsekwencją jest, że chce się być blisko kochanej osoby. A co ma wspólnego z miłością i dobrym samopoczuciem żal, złość i pretensje? No co?
I jak można np. nawrzucać żonie, a za chwilę ciągnąć ją do łóżka? Cholernie przedmiotowe.
39 2017-12-17 12:17:11 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2017-12-17 12:18:30)
Jestem w stanie pogodzić się zaraz po kłótni, ale na pewno nie w łóżku. Za duży przeskok z jednego bieguna na drugi. Do łóżka mam iść w dobrym nastroju, z ochotą.
Masz rację Piegowata, pisząc żart, bo to stereotyp,
To o czym piszesz nie jest powiązane z płcią, tylko z podejściem do seksu, jaką rolę pełni w życiu kogoś.
W ogóle to dziękuję, że się dzielisz swoją perspektywą, bo miłe to dla Ciebie nie jest, sprawy z byłym za Tobą, i pewnie byś to przysypała..
Zadałam to pytanie o pozostawienie o te 3 czy 6 miesięcy nie bez powodu.
mam takie podejrzenie, że jeżeli 2 osoby w związku nie traktują tej sfery podobnie, będzie to wieczny tor przeszkód..
Bo dla jednego będzie to jak deser- mozna jeść, ale sie obejść
A dla drugiego jak woda- długo się nie wytrzyma i nie zrozumie dlaczego chcesz kogoś od tego odciąć..
I nie myśl, że nie jestem w stanie wczuć się w Twoje emocje, które są żywe nawet po latach..
41 2017-12-17 12:54:03 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2017-12-17 12:55:51)
Wiesz, Elu, mam tu okazję wyrzucić z siebie to i owo bez skrępowania, więc korzystam. Sporo się dowiaduję, poszerzam perspektywę, doznaję wsparcia lub ciekawej kofrontacji. W końcu temu forum służy.
Tak, masz rację z tymi różnicami podejścia.
Dla mnie seks zdecydowanie jest deserem. Zjem z największą przyjemnością, ale co mi po deserze, jeśli od wielu dni nie widziałam obiadu?
hihihi, to pomyśl.. zawsze niezdrowo, ale jakieś składniki odżywcze są. A bez wody się usycha..
Życzę Ci kogoś, kto ma podobne podejście.. Do deserów.. ![]()
43 2017-12-17 14:32:09 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2017-12-17 14:39:19)
Wiesz, Ela, skoro można na forum bez skrępowania, to powtórzę to, co nie raz powtarzałam: nie trzeba faceta ani w ogóle drugiej osoby, żeby mieć przyjemność w łóżku, choć to oczywiście wyjście awaryjne. Czasem lepiej tak niż z byle kim.
Z drugim człowiekiem MUSZĘ mieć więź, inaczej nie jestem zainteresowana. Koniec, kropka, tę sprawę stawiam kategorycznie.
Tak, wolałabym sama do końca życia niż z człowiekiem, który jest tylko przedmiotem do zaspokajania.
Zdaję sobie sprawę, że mój poglad jest niezbyt popularny i na niektórych twarzach wywoła uśmiech politowania, ale odrobinę "przetestowałam" to swoje podejście i wiem już, że jest... moje.
Albo będzie mi z kimś po drodze, albo będę sobie żyła w pojedynkę ![]()
44 2017-12-17 15:34:18 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2017-12-17 15:35:49)
Ale ja Cię doskonale rozumiem.
To że ludzie mają do tych spraw różne podejście nie znaczy, ze chcą to zrobić z kimkolwiek. Tak n ie można rozgraniczać. O sam seks łatwo, nie o to przecież chodzi.Warto o tym rozmawiać, a na początku znajomosci nie robi się tego..
45 2017-12-17 16:58:01 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2017-12-17 17:24:21)
To "z byle kim", to pewien skrót myślowy. Mam na myśli, że ma być z ważną i zaufaną osobą. Taką, która "wie o mnie wszystko i nie przestaje mnie kochać".
Podoba mi się historia moich rodziców, którzy byli parą przyjaciół, szkolnych kumpli i sami nie wiedzieli, kiedy stali się parą. I tę przyjaźń było bardzo między nimi widać. Takiego "pasa startowego" bardzo mi potrzeba.
No, tak... wzorce wynosimy z domu ![]()
Jestem w stanie pogodzić się zaraz po kłótni, ale na pewno nie w łóżku. Za duży przeskok z jednego bieguna na drugi. Do łóżka mam iść w dobrym nastroju, z ochotą.
Rozumiem. To nic złego
To obie osoby muszą chcieć, jak chce jedna to bez sensu. U mnie oboje chcieliśmy tę parę razy po kłótni, do niczego bym nie była zmuszana. A ktoś inny by tak nie umiał. Grunt to nie robić nic wbrew sobie.
Rozumiem. To nic złego
To obie osoby muszą chcieć, jak chce jedna to bez sensu. U mnie oboje chcieliśmy tę parę razy po kłótni, do niczego bym nie była zmuszana. A ktoś inny by tak nie umiał. Grunt to nie robić nic wbrew sobie.
No, jasne ![]()
Wyczytałam kiedyś taki żart, że facet musi uprawiać seks, żeby czuć się dobrze, a kobieta odwrotnie.
Ja zdecydowanie i kategorycznie muszę czuć się kochana i w dobrym nastroju, wtedy naturalną konsekwencją jest, że chce się być blisko kochanej osoby. A co ma wspólnego z miłością i dobrym samopoczuciem żal, złość i pretensje? No co?
I jak można np. nawrzucać żonie, a za chwilę ciągnąć ją do łóżka? Cholernie przedmiotowe.
Ja nie wiem czy to musi być seks. Wiem natomiast, że nie jest dobrze być z kimś kto nie odczuwa do ciebie pociągu fizycznego, kto odwraca głowę jak chcesz go pocałować.
49 2017-12-18 14:00:45 Ostatnio edytowany przez Averyl (2017-12-18 14:01:27)
Ja nie wiem czy to musi być seks. Wiem natomiast, że nie jest dobrze być z kimś kto nie odczuwa do ciebie pociągu fizycznego, kto odwraca głowę jak chcesz go pocałować.
Tak ogólnie - nie bierz tego do siebie, ale jeżeli kobieta czuje się jak przedmiot, facet sobie przypomina o niej, gdy go zaczyna "mrowić" między nogami, to tak może zareagować - myślami jest zupełnie gdzie indziej, może czuje jakiś żal, smutek... wszystko tylko nie podniecenie partnerem. U kobiety seks zaczyna się w głowie. Nie musi być to kategoria "karania", tylko emocji. Natomiast gdy kobieta świadomie nie chce, to znaczy, że związek się zakończył, albo jest bardzo nierozwiniętą emocjonalnie, społecznie osoba.
Różne problemy pojawiają się, ale ważne jest by oboje małżonkowie chcieli coś zrobić z tymi problemami. Czasem może to być jakaś blokada, że osoba nie mówi, bo nie umie wyrazić tego co czuje, co myśli, bo druga strona nie umie słuchać, dlatego taka trzecia osoba - psychoterapeuta, która nie jest zaangażowana w omawiane problemy potrafił czasem pokierować na właściwe ścieżki.
50 2017-12-20 01:33:03 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2017-12-20 01:35:27)
Ja nie wiem czy to musi być seks. Wiem natomiast, że nie jest dobrze być z kimś kto nie odczuwa do ciebie pociągu fizycznego, kto odwraca głowę jak chcesz go pocałować.
Ja długo na sprawę patrzyłam tylko ze swojego punktu widzenia: rozgoryczonej żony, która czuje się potrzebna wyłącznie do "jednego". Rozmawiałam jednak ze znajomym, który opowiadał mi, jak bardzo czuł się odtrącony, gdy małżonka odmawiała mu seksu. Może go głupie, ale nie przyszło mi do głowy, że można odczuwać to w ten sposób.
Ech, niełatwo się zrozumieć
wilczysko napisał/a:Ja nie wiem czy to musi być seks. Wiem natomiast, że nie jest dobrze być z kimś kto nie odczuwa do ciebie pociągu fizycznego, kto odwraca głowę jak chcesz go pocałować.
Ja długo na sprawę patrzyłam tylko ze swojego punktu widzenia: rozgoryczonej żony, która czuje się potrzebna wyłącznie do "jednego". Rozmawiałam jednak ze znajomym, który opowiadał mi, jak bardzo czuł się odtrącony, gdy małżonka odmawiała mu seksu. Może go głupie, ale nie przyszło mi do głowy, że można odczuwać to w ten sposób.
Ech, niełatwo się zrozumieć
Oczywiście.
Z mojego punktu widzenia dochodzi jeszcze ten aspekt, że ja w temacie seksu nigdy nie czułem się mocny. Późno zacząłem. Z problemami. A i dotąd są problemy. Biorę leki na ciśnienie i antydepresant co też wpływa negatywnie. Gdy dochodzi do tego jeszcze niechęć żony to można się jako facet czuć całkowicie bezwartościowy. Naprawdę wiele razy zadawałem sobie pytanie po co kobiecie taki mąż.
52 2017-12-20 13:41:35 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2017-12-20 13:55:32)
Och, jak słyszę takie gadanie, to mi lekarstw na ciśnienie nie trzeba, bo i tak się podnosi (na ogół mam niskie
)
Czy tylko seks decyduje o wartości człowieka? Czy tylko seks łączy ludzi? Czy w ogóle seks to jakieś zawody? Zawsze mi się wydawało, że jeżeli ludzi łączy szczera więź, jeżeli są dla siebie ważni i na siebie uważni, to dadzą sobie w łóżku radę.
To jest brutalne, ale czy w tym Twoim małżeństwie to nie było tak, że aby mieć wreszcie jakiś związek, poszliście na zbyt duże ustępstwa? Zrezygnowaliście ze swoich potrzeb?
Dużo sobie można wmówić, jeśli bardzo się czegoś pragnie. A potem spadają łuski z oczu, niestety...
Mój mąż od początku nie był "tym" człowiekiem. Ale i on, i ja tak bardzo pragnęliśmy wreszcie doznać miłości, że staliśmy się związkiem na siłę. I długo, przynajmniej ja, oszukiwałam się, że to coś ze mną jest nie tak. Zresztą nawet nie oszukiwałam, po prostu sama już nie wiedziałam... Zresztą nawet próbowałam się z tego wyplątać, ale bezskutecznie, bo uległam emocjonalnemu szantażowi.
Dzisiaj z całą mocą powtarzam: lepiej samej niż z niewłaściwych powodów i z niewłaściwą osobą.
P.S.
Przeczytałam i stwierdziłam że chyba nie napisałam przejrzyście, więc jeszcze parę słów.
No, po prostu mąż nie był tym facetem (zrobiłam mu krzywdę, że dałam mu się zatrzymać), i nie był nim również w łóżku. Nie wspominam miło tej sfery życia. A że nam się w ogóle kiepsko układało, to i tu znalazło przełożenie.
Wpadłam w "schizę", że to coś ze mną nie tak. A potem spotkałam Meczowego, który wystarczyło, że mnie pogłaskał po plecach, a już mi ciarki chodziły.
Czyli wnioski dość proste.
Och, jak słyszę takie gadanie, to mi lekarstw na ciśnienie nie trzeba, bo i tak się podnosi (na ogół mam niskie
)
Czy tylko seks decyduje o wartości człowieka? Czy tylko seks łączy ludzi? Czy w ogóle seks to jakieś zawody? Zawsze mi się wydawało, że jeżeli ludzi łączy szczera więź, jeżeli są dla siebie ważni i na siebie uważni, to dadzą sobie w łóżku radę.
To jest brutalne, ale czy w tym Twoim małżeństwie to nie było tak, że aby mieć wreszcie jakiś związek, poszliście na zbyt duże ustępstwa? Zrezygnowaliście ze swoich potrzeb?
Dużo sobie można wmówić, jeśli bardzo się czegoś pragnie. A potem spadają łuski z oczu, niestety...
Mój mąż od początku nie był "tym" człowiekiem. Ale i on, i ja tak bardzo pragnęliśmy wreszcie doznać miłości, że staliśmy się związkiem na siłę. I długo, przynajmniej ja, oszukiwałam się, że to coś ze mną jest nie tak. Zresztą nawet nie oszukiwałam, po prostu sama już nie wiedziałam... Zresztą nawet próbowałam się z tego wyplątać, ale bezskutecznie, bo uległam emocjonalnemu szantażowi.
Dzisiaj z całą mocą powtarzam: lepiej samej niż z niewłaściwych powodów i z niewłaściwą osobą.P.S.
Przeczytałam i stwierdziłam że chyba nie napisałam przejrzyście, więc jeszcze parę słów.
No, po prostu mąż nie był tym facetem (zrobiłam mu krzywdę, że dałam mu się zatrzymać), i nie był nim również w łóżku. Nie wspominam miło tej sfery życia. A że nam się w ogóle kiepsko układało, to tu znalazło przełożenie.
Wpadłam w "schizę", że to coś ze mną nie tak. A potem spotkałam Meczowego, który wystarczyło, że mnie pogłaskał po plecach, a już mi ciarki chodziły.
Czyli wnioski dość proste.
Nie powiem, że ostatnio nie mam takich przemyśleń, czy kiedyś na początku związku oceniłem całą sytuację właściwie. Możliwe, że jednak nie. Brakowało mi punktu odniesienia.
Ja nie mówię, że seks decyduje o wartości człowieka. Ale z niechęcią muszę jednak przyznać, że w związku jest ważny. Przynajmniej przez jakiś czas. Z czasem pewnie coraz mniej. Chociaż to też jest kwestia mocno indywidualna.
Seks jest ważny, ale jest do wypracowania. Mówicie otwarcie o wszystkim na terapii? To ważne, otwierajcie się, rozmawiajcie ze sobą.
Seks jest ważny, ale jest do wypracowania. Mówicie otwarcie o wszystkim na terapii? To ważne, otwierajcie się, rozmawiajcie ze sobą.
Mnie się właśnie wydaje, że nie wszystko jest do wypracowania.
serio seks jest do wypracowania?
z kimś, kto na przykład Cię nie pociaga? do kogo nie czujesz chemii?
jak można wtedy wypracować seks?
w sumie ciekawa jestem ![]()
serio seks jest do wypracowania?
z kimś, kto na przykład Cię nie pociaga? do kogo nie czujesz chemii?
jak można wtedy wypracować seks?w sumie ciekawa jestem
No właśnie. Są kwestie, których się nie da wypracować, przeskoczyć.
Na sali wielkiej i błyszczącej
Tak jak nocne Buenos Aires
Które nie chce spać
Orkiestra stroi instrumenty
Daje znak i zaraz zacznie
Nowe tango grać
Siedzimy obok obojętni
Wobec siebie jak turyści
Wystukując rytm
Nie będzie tanga między nami
Choćby nawet cud się ziścił
Nie pomoże nic
Można się szanować i żyć po partnersku. Ale seksu, pożądania się nie zbuduje.
_v_ napisał/a:serio seks jest do wypracowania?
z kimś, kto na przykład Cię nie pociaga? do kogo nie czujesz chemii?
jak można wtedy wypracować seks?w sumie ciekawa jestem
No właśnie. Są kwestie, których się nie da wypracować, przeskoczyć.
Nie wiem, czy seks z kimś kto jest nieatrakcyjny dla nas, jest do przepracowania, czy nie, ale gdzieś jest sprzeczność w rozumowaniu
skąd wiadomo, że osoba nie pociąga? że nie ma chemii? Pewnik?
no to po co brnąć w kierunku łóżka??? jeżeli miałabym uczulenie na coś (np. na orzechy) a mimo to brnęłabym do tego, by nażreć się orzechami... to jakie będę miała konsekwencję? Nie pociąga mnie sąsiad i nie nagabuje go na seks, proste? A z żoną/mężem to bardziej skomplikowane? czemu?
może jednak jest coś, może trochę zostało chemii, tylko inne czynniki neutralizują/wpływają niekorzystanie na działanie?
Jeżeli nie dogadujesz się z drugim człowiekiem, zwłaszcza kobiety mają z tym problem, bo seks zaczyna się w głowie, to pewnie w łóżku szału nie będzie, być może poczucie obowiązku, albo inne względy, ale nie z namiętności, tylko przez rozum, że tak trzeba.
Myślę, że można mieć szalony seks, bez całej tej chemii - przecież tak robią panie za pieniądze, większość facetów wychodzi zadowolona, prawda? Ale chyba nie oto chodzi w terapii małżeńskiej, poza seksem są równolegle inne sfery relacji (problemów
)
serio seks jest do wypracowania?
z kimś, kto na przykład Cię nie pociaga? do kogo nie czujesz chemii?
jak można wtedy wypracować seks?w sumie ciekawa jestem
Wtedy nie, ale może tutaj są inne względy psychologiczne. Może tu nie chodzi o brak pociągu. Wtedy terapia może pomóc. Jeżeli jednak nigdy żony nie pociągał i go okłamywała, to inna sprawa.
Wilczysko super, że zacząłeś działać!!!
Trzymam za Was kciuki!!!
Jako, że pamiętam, co kiedyś pisałeś na temat swojego małżeństwa, nie wiem czy Wam się uda(oczywiście super byłoby, aby się udało), ale ważne jest, że:
- poszliście na terapie;
- Twoja Żona się otworzyła na terapii.
Taka prośba, nie wmawiaj sobie, że terapia nic nie da.
Spróbuj zacząć się uzewnętrzniać, pomału, ale próbuj.
Pamiętam jak tutaj zacząłeś się uzewnętrzniać, więc może i tam pomału będziesz.
Wiem, że pisanie obcym ludziom a rozmowa face to face z bliską osobą to co innego, ale dla samego siebie spróbuj.
Możliwe, że z tego małżeństwa nic nie będzie, ale możliwe, że dzięki terapii zrozumiecie siebie bardziej.
Jeszcze raz powtarzam, trzymam za Was kciuki, żebyście z tej terapii wyciągnęli potrzebne wnioski.
Wilczysko super, że zacząłeś działać!!!
Trzymam za Was kciuki!!!Jako, że pamiętam, co kiedyś pisałeś na temat swojego małżeństwa, nie wiem czy Wam się uda(oczywiście super byłoby, aby się udało), ale ważne jest, że:
- poszliście na terapie;
- Twoja Żona się otworzyła na terapii.Taka prośba, nie wmawiaj sobie, że terapia nic nie da.
Spróbuj zacząć się uzewnętrzniać, pomału, ale próbuj.
Pamiętam jak tutaj zacząłeś się uzewnętrzniać, więc może i tam pomału będziesz.
Wiem, że pisanie obcym ludziom a rozmowa face to face z bliską osobą to co innego, ale dla samego siebie spróbuj.Możliwe, że z tego małżeństwa nic nie będzie, ale możliwe, że dzięki terapii zrozumiecie siebie bardziej.
Jeszcze raz powtarzam, trzymam za Was kciuki, żebyście z tej terapii wyciągnęli potrzebne wnioski.
Dzięki.
Akurat z uzewnętrznianiem na terapii nie mam problemu. To nie jest moja pierwsza terapia
Zdążyłem się przyzwyczaić. Problem bywa z ubieraniem myśli, emocji w słowa.
Akurat z uzewnętrznianiem na terapii nie mam problemu. To nie jest moja pierwsza terapia
Zdążyłem się przyzwyczaić. Problem bywa z ubieraniem myśli, emocji w słowa.
na forum raczej nie masz problemu by się wypowiedzieć.
Może spróbuj napisać (dla siebie), to o czym chciałbyś rozmawiać - będziesz mógł zebrać myśli, przemyśleć o czym i jak rozmawiać, a potem będzie łatwiej. Jeśli wiesz, że są jakieś tematy, czy słowa, które doprowadzają do białej gorączki, czy do focha żonę, a jednak są problematyczne i trzeba omówić je, to może uda ci się dobrać właściwe słowa, może tym razem spróbujesz podejść do problemu z innej strony.
Kiedyś słyszałam taką radę (którą nie zawsze umiem zastosować, ale generalnie wydaje mi się fajna i słuszna) - w konfliktowych dyskusjach dobrze jest przyznać drugiej stronie rację w jakieś sprawie, jak również przyznać się do własnego błędu, czy wycofać się z własnego argumentu, bo to stwarza przestrzeń do działania. Najgorzej jest gdy każdy obstaje przy swoim i nawet jeśli 95% się zgadzają, to te 5% przesądza o niezgodzie.
wilczysko napisał/a:Akurat z uzewnętrznianiem na terapii nie mam problemu. To nie jest moja pierwsza terapia
Zdążyłem się przyzwyczaić. Problem bywa z ubieraniem myśli, emocji w słowa.
na forum raczej nie masz problemu by się wypowiedzieć.
Może spróbuj napisać (dla siebie), to o czym chciałbyś rozmawiać - będziesz mógł zebrać myśli, przemyśleć o czym i jak rozmawiać, a potem będzie łatwiej. Jeśli wiesz, że są jakieś tematy, czy słowa, które doprowadzają do białej gorączki, czy do focha żonę, a jednak są problematyczne i trzeba omówić je, to może uda ci się dobrać właściwe słowa, może tym razem spróbujesz podejść do problemu z innej strony.
Kiedyś słyszałam taką radę (którą nie zawsze umiem zastosować, ale generalnie wydaje mi się fajna i słuszna) - w konfliktowych dyskusjach dobrze jest przyznać drugiej stronie rację w jakieś sprawie, jak również przyznać się do własnego błędu, czy wycofać się z własnego argumentu, bo to stwarza przestrzeń do działania. Najgorzej jest gdy każdy obstaje przy swoim i nawet jeśli 95% się zgadzają, to te 5% przesądza o niezgodzie.
Zawsze ilekroć chodziłem na terapie to myślałem o każdej sesji co chciałbym powiedzieć. Zdarzało się oczywiście tak, że kompletnie nic mi nie przychodziło do głowy i było to dla mnie frustrujące. Ale nawet w takich przypadkach na sesjach sam wykluwał się jakiś temat. My z żoną jesteśmy na początkowym etapie i póki co to brak tematu nam raczej nie grozi. Zobaczymy jak będzie dalej.
Co do rady, którą usłyszałaś to na pewno nie jest ona zła. W wielu przypadkach może pomóc, ale w czy w każdym tego nie wiem.
Akurat z uzewnętrznianiem na terapii nie mam problemu. To nie jest moja pierwsza terapia
Zdążyłem się przyzwyczaić. Problem bywa z ubieraniem myśli, emocji w słowa.
Wilczysko, i jak terapia idzie? Jakiś postęp jest, efekty czujesz?
Podziel się jakimiś szczegółami ![]()
Ciekawa jestem, bo się kiedyś sama nad czymś takim zastanawiałam. Ale nie zdążyłam (bo się na szczęście moje małżeństwo zakończyło).