Ja sobie zdaję sprawę z tych cech. Szkopuł w tym, że ja myślę, że one wystarczają do tego, żeby być dobrze odbieranym na forum. One wystarczają do bycia kolegą, do bycia przyjacielem. Ale do bycia w związku to jakby było za mało. Ta sfera mi całkowicie kuleje. Kuleje mi po prostu bycie takim typowym facetem. A myślę, że tego najbardziej szukają kobiety i chyba to jest też deficyt, którego doświadcza żona.
Tu znów można napisać - popracuj nad sobą, zrób coś dla siebie, zacznij siebie samego lubić. Odnoszę wrażenie, że całe swoje poczucie własnej wartości na tę chwilę uzależniłeś od opinii na Twój temat jednej osoby - żony, a że ta nie jest specjalnie budująca, bo nawet jeśli pewne rzeczy nie zostają wprost powiedziane, to przecież to czujesz, to i z Tobą jest coraz gorzej. Jeśli TY sam zaczniesz myśleć o sobie dobrze (padło tu kilka cennych rad, w jaki sposób możesz to osiągnąć), przede wszystkim w oderwaniu od tej jednej relacji, to i inni będą Cię tak widzieć, i sam na siebie w perspektywie czasu zaczniesz patrzeć jak na "typowego faceta". Dziś czujesz się kiepsko, bo posypało Ci się małżeństwo i przez jego pryzmat oceniasz całą swoją wartość. To błąd i dlatego powinieneś wyjść na zewnątrz.
Jeśli panicznie boisz się rozstania, to warto ułożyć sobie w głowie jakieś awaryjne scenariusze - co zrobisz i jak się zachowasz, kiedy to już się naprawdę stanie. Ja miałam kiedyś taki moment, że zaczęłam obawiać się, że już się z mężem nie dogadamy, wtedy ułożyłam sobie w głowie bardzo mocny plan B i równie mocny plan C, poczułam się wtedy o niebo pewniej, bo przestałam się bać, że zostanę sama i tę pewność chyba było po mnie widać. Do dziś tak zresztą jest.