Mnie się coś dziwnie wydaje, że autorka jest z tych, co to sobie pogadają i nic nie zrobią i że wątek zmieni się w 5 stron bicia piany i kręcenia się w kółko.
Dla niego nie liczą się moje uczucia lub to ze sprawia mi przykrośc.
To raczej wystarczający powód, żeby nie męczyć się dalej w tym związku.
On mnie nigdy nie przeprosil za nic.
Mija rok, czy sądzisz, że on się zmieni?
Obydwoje czekacie, aż któreś się zmieni i żadne z Was nie ustąpi, bo macie inne oczekiwania i priorytety.
Chyba jednak obydwoje jesteście zdesperowani, bo on ciągnie związek mimo wszystko, z dziewczyną jego zdaniem "niewychowaną", "skapą", o charakterze nie do przyjęcia, a Ty po przyjęciu na klatę tych wszystkich oskarżeń i epitetów, nadal chcesz z nim być.
Nie pasujecie do siebie, chyba, że obydwoje lubicie taką adrenalinkę i dowalanie sobie nawzajem.
Mnie się coś dziwnie wydaje, że autorka jest z tych, co to sobie pogadają i nic nie zrobią i że wątek zmieni się w 5 stron bicia piany i kręcenia się w kółko.
Jestem tak zmanipulowana ze czuje się winna ale dzięki Wam wiem ze to olbrzymi błąd i muszę zakończyć ta relacje! Muszę się tutaj po prostu „wygadać”, jest mi lepiej oczywiście.
69 2017-10-05 13:50:09 Ostatnio edytowany przez nataliabukwas (2017-10-05 15:15:15)
Martuś-Ty nie gadaj tylko działaj. Spotkaj sie z nim i powiedz mu co lezy ci na sercu i powiedz ze chcesz sie rozstac. Niech on zostanie z ta informacją i ja przetrawi. Najlepiej zostaw go definitywnie. Nie reaguj na jego odzywki tylko mu zakomunikuj swoja decyzję. Bedzie ci przykro i smutno ale im szybciej tym lepiej dla ciebie bo to karygodne jak mozna byc takim chamem.
Ps. Pisz jak się sytuacja rozwija ![]()
On przede mną nie miał nikogo. Strasznie boi się zostać pantoflarzem, mimo ze ja nie oczekuje tego od niego. Boi się zrobić coś dobrego dla kobiety, boi się samoistnie pokazać uczucie (o ile umie) bo wyjdzie na mięczaka. Ten strach przed byciem „pantoflem” jest tak wielki ze on nie wie kiedy można zrobić coś z miłości i dla drugiej osoby a kiedy jest to już podporzadkowanie. On ma trochę takie poglądy ze kobieta to trochę jest „niżej”niż facet. Dla niego nie liczą się moje uczucia lub to ze sprawia mi przykrośc. Kiedy ja tłumacze mu ze mnie to boli on uważa ze „kobiety to maja za duże wymagania”. Ciężko jest to rozwiązać. Ja nie chce nikogo urobić n swoją stronę.
Jeżeli oczekujesz empatii i szacunku ze strony mizogina to zmień płeć. Jeżeli jednak się na to nie zdecydujesz to pozostaje albo pozbycie się mizogina, albo szacunku do siebie...
Wciągnij ten makaron nosem. Rozum wróci na miejsce.
Masz wyraźne sygnały, że koleś ma coś z psychiką nie tak, a Ty... powoli ładujesz się w bagno. I, co gorsza, widzisz te bagno...
Ciekawi mnie co zrobisz. Czy tylko bedziesz wylewac tu na forum swoje zale i nadal z nim bedziesz? Czy przemyslisz to wszystko i z nim zerwiesz? Moj drugi facet mial podobny charakter do twojego osobnika. Nie było az takiego ekstremum, zeby robil mi awantury i o glupoty sie wyklocal i obrazal non stop, bo bym wczesniej zakonczyla ta relacje. Ale pod koniec zwiazku zaczal sie rozkrecac. Juz byl niemal pewny, ze "mnie ma" bo bylismy zareczeni. Kilka razy mowilam mu przez ostatnie miesiace, ze jezeli nie przestanie takiej nagonki emocjonalnej na mnie, to ja odchodze. Dalam mu czas chyba 3 miesiace, powiedzialam ze bede sobie zapisywac kazda niemila sytuację i nie bede tego na bierzaco komentowac. Tylko powiem mu po tym czasie co mysle. Wysmial mnie, obrocil w zart, znajomym pisal, ze mam prmanentny okres chyba bo fochy strzelam i probuje mu wejsc na glowe. I coraz częściej krytykowal to co robie, moje pomysly byly glupie. Jak mialam na cos ochotę, to mnie zniechecal, podcinal skrzydla, minimalizowal moje osiagniecia, to co mi sie udalo. A wyolbrzymial cos, z czym mialam problem. Generalnie wszystko bylo moja wina. A kropla ktora przelala czarę bylo, jak zrobil mi niespodzianke i przyjechal po mnie na stacje, wracalam pociągiem, bylo cholernie zimno. Jak go zobaczylam na peronie niemal skrzydel dostalam, taka radosna usmiechnieta do niego podeszlam, taka wdzięczna ze nie musze na tym mrozie isc na autobus, marznac na przystanku i potem jeszcze isc pieszo. Chcialam sie przytulic, a on mnie odsunal i wyglosil " Co sie tak cieszysz, nie doceniasz nigdy jak robie cos dla ciebie. A ja przyjechalam, bo napewno sie nieodpowiednio ubralas. Jak glupia jakas baba co marznie, a potem chora. Nie dopuszcze zebysmy przez twoja glupote nie pojechali w weekend do...." Do dzisiaj pamietam te slowa. Doznalam wtedy objawienia na tym peronie. Pierwszy raz uzyl slow, ze jestem glupia. I to byl koniec. Cala droge w aucie sie prawie nie odzywalam. Przez kolejne pare dni zdawkowo odpisywalam na smsy. A po kilku dniach zebralam sie w sobie, spotkama z nim, powiedziałam co mysle i oddalam pieracionek zareczynowy. I tobie rowniez objawienia zycze i dobrych decyzji ![]()
Ciekawi mnie co zrobisz. Czy tylko bedziesz wylewac tu na forum swoje zale i nadal z nim bedziesz? Czy przemyslisz to wszystko i z nim zerwiesz? Moj drugi facet mial podobny charakter do twojego osobnika. Nie było az takiego ekstremum, zeby robil mi awantury i o glupoty sie wyklocal i obrazal non stop, bo bym wczesniej zakonczyla ta relacje. Ale pod koniec zwiazku zaczal sie rozkrecac. Juz byl niemal pewny, ze "mnie ma" bo bylismy zareczeni. Kilka razy mowilam mu przez ostatnie miesiace, ze jezeli nie przestanie takiej nagonki emocjonalnej na mnie, to ja odchodze. Dalam mu czas chyba 3 miesiace, powiedzialam ze bede sobie zapisywac kazda niemila sytuację i nie bede tego na bierzaco komentowac. Tylko powiem mu po tym czasie co mysle. Wysmial mnie, obrocil w zart, znajomym pisal, ze mam prmanentny okres chyba bo fochy strzelam i probuje mu wejsc na glowe. I coraz częściej krytykowal to co robie, moje pomysly byly glupie. Jak mialam na cos ochotę, to mnie zniechecal, podcinal skrzydla, minimalizowal moje osiagniecia, to co mi sie udalo. A wyolbrzymial cos, z czym mialam problem. Generalnie wszystko bylo moja wina. A kropla ktora przelala czarę bylo, jak zrobil mi niespodzianke i przyjechal po mnie na stacje, wracalam pociągiem, bylo cholernie zimno. Jak go zobaczylam na peronie niemal skrzydel dostalam, taka radosna usmiechnieta do niego podeszlam, taka wdzięczna ze nie musze na tym mrozie isc na autobus, marznac na przystanku i potem jeszcze isc pieszo. Chcialam sie przytulic, a on mnie odsunal i wyglosil " Co sie tak cieszysz, nie doceniasz nigdy jak robie cos dla ciebie. A ja przyjechalam, bo napewno sie nieodpowiednio ubralas. Jak glupia jakas baba co marznie, a potem chora. Nie dopuszcze zebysmy przez twoja glupote nie pojechali w weekend do...." Do dzisiaj pamietam te slowa. Doznalam wtedy objawienia na tym peronie. Pierwszy raz uzyl slow, ze jestem glupia. I to byl koniec. Cala droge w aucie sie prawie nie odzywalam. Przez kolejne pare dni zdawkowo odpisywalam na smsy. A po kilku dniach zebralam sie w sobie, spotkama z nim, powiedziałam co mysle i oddalam pieracionek zareczynowy. I tobie rowniez objawienia zycze i dobrych decyzji
cudowne zakończenie ![]()
Ciekawi mnie co zrobisz. Czy tylko bedziesz wylewac tu na forum swoje zale i nadal z nim bedziesz? Czy przemyslisz to wszystko i z nim zerwiesz? Moj drugi facet mial podobny charakter do twojego osobnika. Nie było az takiego ekstremum, zeby robil mi awantury i o glupoty sie wyklocal i obrazal non stop, bo bym wczesniej zakonczyla ta relacje. Ale pod koniec zwiazku zaczal sie rozkrecac. Juz byl niemal pewny, ze "mnie ma" bo bylismy zareczeni. Kilka razy mowilam mu przez ostatnie miesiace, ze jezeli nie przestanie takiej nagonki emocjonalnej na mnie, to ja odchodze. Dalam mu czas chyba 3 miesiace, powiedzialam ze bede sobie zapisywac kazda niemila sytuację i nie bede tego na bierzaco komentowac. Tylko powiem mu po tym czasie co mysle. Wysmial mnie, obrocil w zart, znajomym pisal, ze mam prmanentny okres chyba bo fochy strzelam i probuje mu wejsc na glowe. I coraz częściej krytykowal to co robie, moje pomysly byly glupie. Jak mialam na cos ochotę, to mnie zniechecal, podcinal skrzydla, minimalizowal moje osiagniecia, to co mi sie udalo. A wyolbrzymial cos, z czym mialam problem. Generalnie wszystko bylo moja wina. A kropla ktora przelala czarę bylo, jak zrobil mi niespodzianke i przyjechal po mnie na stacje, wracalam pociągiem, bylo cholernie zimno. Jak go zobaczylam na peronie niemal skrzydel dostalam, taka radosna usmiechnieta do niego podeszlam, taka wdzięczna ze nie musze na tym mrozie isc na autobus, marznac na przystanku i potem jeszcze isc pieszo. Chcialam sie przytulic, a on mnie odsunal i wyglosil " Co sie tak cieszysz, nie doceniasz nigdy jak robie cos dla ciebie. A ja przyjechalam, bo napewno sie nieodpowiednio ubralas. Jak glupia jakas baba co marznie, a potem chora. Nie dopuszcze zebysmy przez twoja glupote nie pojechali w weekend do...." Do dzisiaj pamietam te slowa. Doznalam wtedy objawienia na tym peronie. Pierwszy raz uzyl slow, ze jestem glupia. I to byl koniec. Cala droge w aucie sie prawie nie odzywalam. Przez kolejne pare dni zdawkowo odpisywalam na smsy. A po kilku dniach zebralam sie w sobie, spotkama z nim, powiedziałam co mysle i oddalam pieracionek zareczynowy. I tobie rowniez objawienia zycze i dobrych decyzji
Miałem cudowniejsze objawienie... i co dziwne, też zimą.
Urodziny. Wróciłem w niedzielę, akurat w ten dzień był mój dzień. Na dworcu.. szok. Zimna, obca baba. Ludzie mi bliscy, z roku na uczelni, grupy, rodzina pamiętali. A ona? Zła, wściekła.. i ta jej złość wyładowywana na mnie. Tak, było mi źle, byłem mega wcurw... . I co? Zima, śnieg, a ja wracałem do domu w dołku. Coś wtedy zginęło... zniknęło. W jednej chwili przestało mi na niej zależeć. Tylko ona ważna, wartościowa, jej rodzina lepsza, ważniejsza, bez skazy... I co? Jakaś dziwna lekkość. Odejść nie jest łatwo. Bo zainwestowałaś masę czasu w kogoś, uczuć, życia. Nie jest łatwo. Ale chyba to lepsze, niż być z kimś, kto Ciebie poniża, nie szanuje, manipuluje, wykorzystuje... W końcu jej powiedziałem, że nic z tego nie będzie, że to prowadzi donikąd. A ona? Nie miała pojęcia o co chodzi. I tylko jej złość, że tego pożałuję. Tak, żałowałem, czasu, który na nią zmarnowałem.
75 2017-10-06 09:20:21 Ostatnio edytowany przez Summertime (2017-10-06 09:39:55)
Takie zachowanie faceta, źle o nim świadczy.Powinien podziękować Ci za poczęstunek dla rodziny.Przecież starałaś się.Zależało Ci, aby rodzinie sprawić przyjemność.I wcale tego nie musiałaś gotować.To był Twój jedynie dobry kulturalny gest.Chłopak zachował się okropnie.Jak prostak.Nie przejmuj się jego słowami.Przecież miarki w oczach nie masz.
Edycja, gdyż chciałabym ustosunkować się do owej wypowiedzi.
Juz byl niemal pewny, ze "mnie ma" bo bylismy zareczeni. Kilka razy mowilam mu przez ostatnie miesiace, ze jezeli nie przestanie takiej nagonki emocjonalnej na mnie, to ja odchodze. Dalam mu czas chyba 3 miesiace, powiedzialam ze bede sobie zapisywac kazda niemila sytuację i nie bede tego na bierzaco komentowac. Tylko powiem mu po tym czasie co mysle. Wysmial mnie, obrocil w zart, znajomym pisal, ze mam prmanentny okres chyba bo fochy strzelam i probuje mu wejsc na glowe. I coraz częściej krytykowal to co robie, moje pomysly byly glupie. Jak mialam na cos ochotę, to mnie zniechecal, podcinal skrzydla, minimalizowal moje osiagniecia, to co mi sie udalo. A wyolbrzymial cos, z czym mialam problem. Generalnie wszystko bylo moja wina. A kropla ktora przelala czarę bylo, jak zrobil mi niespodzianke i przyjechal po mnie na stacje, wracalam pociągiem, bylo cholernie zimno. Jak go zobaczylam na peronie niemal skrzydel dostalam, taka radosna usmiechnieta do niego podeszlam, taka wdzięczna ze nie musze na tym mrozie isc na autobus, marznac na przystanku i potem jeszcze isc pieszo. Chcialam sie przytulic, a on mnie odsunal i wyglosil " Co sie tak cieszysz, nie doceniasz nigdy jak robie cos dla ciebie. A ja przyjechalam, bo napewno sie nieodpowiednio ubralas. Jak glupia jakas baba co marznie, a potem chora. Nie dopuszcze zebysmy przez twoja glupote nie pojechali w weekend do...." Do dzisiaj pamietam te slowa. Doznalam wtedy objawienia na tym peronie. Pierwszy raz uzyl slow, ze jestem glupia. I to byl koniec. Cala droge w aucie sie prawie nie odzywalam. Przez kolejne pare dni zdawkowo odpisywalam na smsy. A po kilku dniach zebralam sie w sobie, spotkama z nim, powiedziałam co mysle i oddalam pieracionek zareczynowy. I tobie rowniez objawienia zycze i dobrych decyzji smile.
*******
Takiego podejścia do sytuacji, powinny uczyś się inne kobiety.Takie coś, co opisałaś jest wypisz, wymaluj i moim doświadczeniem zdecydowanie należy opuszczać ignoranta emocjonalnego.Ktoś kto nie szanuje naszych kobiecych wrażliwości, emocji i nie liczy się z naszym dobrym samopoczuciem, robiąc krzywdę emocjonalną jest nic nie wartym człowiekiem
...do wspólnego życia.Facet musi szanować i wspierać kobietę.A miłość, to również troska i chęci by partner był w dobrym stanie emocjonalnym dbanie i sprawianie przyjemności....
76 2017-10-06 10:27:44 Ostatnio edytowany przez Juli2 (2017-10-06 10:35:31)
Nie chodzi o to, że Twój partner wyraził swoje zdanie, chodzi o sposób w jaki to zrobił. Nie wiem, czy masz świadomość, ale to jest agresja słowna.
Tam ktoś pisała wcześniej o wylewaniu rosołu na łeb. Ale nie musisz się zniżać do takiego poziomu, no chyba, że masz problem ze złością - wtedy bardzo się uzupełnialibyście w toksycznym tego słowa znaczeniu.
Jeżeli zdecydujesz się pozostać w tym związku to warto nauczyć się jak stawiać granice w związku.
Ciekawi mnie co zrobisz. Czy tylko bedziesz wylewac tu na forum swoje zale i nadal z nim bedziesz? Czy przemyslisz to wszystko i z nim zerwiesz? Moj drugi facet mial podobny charakter do twojego osobnika. Nie było az takiego ekstremum, zeby robil mi awantury i o glupoty sie wyklocal i obrazal non stop, bo bym wczesniej zakonczyla ta relacje. Ale pod koniec zwiazku zaczal sie rozkrecac. Juz byl niemal pewny, ze "mnie ma" bo bylismy zareczeni. Kilka razy mowilam mu przez ostatnie miesiace, ze jezeli nie przestanie takiej nagonki emocjonalnej na mnie, to ja odchodze. Dalam mu czas chyba 3 miesiace, powiedzialam ze bede sobie zapisywac kazda niemila sytuację i nie bede tego na bierzaco komentowac. Tylko powiem mu po tym czasie co mysle. Wysmial mnie, obrocil w zart, znajomym pisal, ze mam prmanentny okres chyba bo fochy strzelam i probuje mu wejsc na glowe. I coraz częściej krytykowal to co robie, moje pomysly byly glupie. Jak mialam na cos ochotę, to mnie zniechecal, podcinal skrzydla, minimalizowal moje osiagniecia, to co mi sie udalo. A wyolbrzymial cos, z czym mialam problem. Generalnie wszystko bylo moja wina. A kropla ktora przelala czarę bylo, jak zrobil mi niespodzianke i przyjechal po mnie na stacje, wracalam pociągiem, bylo cholernie zimno. Jak go zobaczylam na peronie niemal skrzydel dostalam, taka radosna usmiechnieta do niego podeszlam, taka wdzięczna ze nie musze na tym mrozie isc na autobus, marznac na przystanku i potem jeszcze isc pieszo. Chcialam sie przytulic, a on mnie odsunal i wyglosil " Co sie tak cieszysz, nie doceniasz nigdy jak robie cos dla ciebie. A ja przyjechalam, bo napewno sie nieodpowiednio ubralas. Jak glupia jakas baba co marznie, a potem chora. Nie dopuszcze zebysmy przez twoja glupote nie pojechali w weekend do...." Do dzisiaj pamietam te slowa. Doznalam wtedy objawienia na tym peronie. Pierwszy raz uzyl slow, ze jestem glupia. I to byl koniec. Cala droge w aucie sie prawie nie odzywalam. Przez kolejne pare dni zdawkowo odpisywalam na smsy. A po kilku dniach zebralam sie w sobie, spotkama z nim, powiedziałam co mysle i oddalam pieracionek zareczynowy. I tobie rowniez objawienia zycze i dobrych decyzji
Mądra dziewczynka:)))
78 2017-10-06 10:42:39 Ostatnio edytowany przez matkaznerwica (2017-10-06 10:43:12)
Myślę że masz obok siebie tyrana i toksyne a i rodzinkę ma nie za ciekawą .Pogoń go czym prędzej bo będzie tylko gorzej.wiem co mówią zmarnowalam na takiego dziada 5lat!!!
Wylałabym mu ten garnek z rosołem na łeb, oczywiście po wyjęciu z niego udek.
Powiedz królewiczowi, że jak mu nie pasuje - niech następnym razem sam siostrę ugości 3-daniowym obiadkiem.
Brawo!!! ![]()
80 2017-10-06 13:30:22 Ostatnio edytowany przez madoja (2017-10-06 13:32:23)
Twój facet zachował się jak cham.
Ale z drugiej strony - ja sobie nie wyobrażam by przyjechała do mnie trójka ludzi na 2 dni (bo spędzili noc, z tego co zrozumiałam), a ja miałabym dla nich tylko rosół. To oczywiście zależy też od tego jakie są kontakty. Jeśli bardzo dobre, to wszyscy coś przywożą ze sobą, jeśli dość słabe, to tylko ja przygotowuję coś dla gości.
Możecie pisać co chcecie - że gość powinien być zadowolony z tego co jest na stole, itd, ale chyba logiczne że jak ktoś przyjeżdża to powinno się zadbać o to, żeby nie był głodny. Ja akurat nie jestem z tych "gotujących", ja kupiłabym jakieś rzeczy do postawienia czy odgrzania, ale sam rosół z mała ilością makaronu... byłoby mi wstyd na Twoim miejscu.
madoja, autorka tematu nie zapraszala nikogo na wystawna biesiadę. oprocz rosołu miała tez ciasto, nie zjedli go. To chlopak autorki im nałożył, nie autorka tematu. Ja bym sie przyjrzała, co to za rodzinka....
facet cham, rodzinka nie lepsza.
82 2017-10-06 13:42:04 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2017-10-06 13:42:24)
ale sam rosół z mała ilością makaronu... byłoby mi wstyd na Twoim miejscu.
Bez przesady, ja w tym nic złego nie widzę, a przecież jeszcze ciasto było. Ale choćby podano suchy chleb, goście powinni zjeść, podziękować i nie komentować.
To chlopak autorki im nałożył, nie autorka tematu.
Sprawdziłam. Rzeczywiście.
To jakiś chory człowiek.
To chlopak autorki im nałożył, nie autorka tematu.
Tak wiem, ale jemu chodziło o to, że ona w ogóle tego makaronu mało ugotowała.
Słuchajcie, miałam chłopaka, którego mama zaproponowała mi na obiad... uwaga, to nie żart... PÓŁ ZUPKI CHIŃSKIEJ. Na kolację dostawałam u nich 1,5 kromki chleba. Ciasto czasami tam stało, ale jakoś nie ruszałam, bo nikt mi nie proponował. Większość czasu chodziłam u nich z burczącym brzuchem. W końcu zaczęłam przywozić sobie jedzenie i jadłam w ukryciu.
Potem, w odosobnieniu, gdy się o coś sprzeczaliśmy, wypomniałam mu to.
I czy naprawdę uważacie że to mi i mojej rodzinie on powinien był mi sie przyjrzeć? Załóżcie przez chwilę, że ten chłopak i jego siostra mogli mieć rację mówiąc że autorka jest skąpa. Może historia się powtarzała. Przecież nie powiedziałby tego bez powodu.
85 2017-10-06 14:07:12 Ostatnio edytowany przez santapietruszka (2017-10-06 14:16:00)
cataga napisał/a:To chlopak autorki im nałożył, nie autorka tematu.
Tak wiem, ale jemu chodziło o to, że ona w ogóle tego makaronu mało ugotowała.
Słuchajcie, miałam chłopaka, którego mama zaproponowała mi na obiad... uwaga, to nie żart... PÓŁ ZUPKI CHIŃSKIEJ. Na kolację dostawałam u nich 1,5 kromki chleba. Ciasto czasami tam stało, ale jakoś nie ruszałam, bo nikt mi nie proponował. Większość czasu chodziłam u nich z burczącym brzuchem. W końcu zaczęłam przywozić sobie jedzenie i jadłam w ukryciu.
Potem, w odosobnieniu, gdy się o coś sprzeczaliśmy, wypomniałam mu to.
I czy naprawdę uważacie że to mi i mojej rodzinie on powinien był mi sie przyjrzeć? Załóżcie przez chwilę, że ten chłopak i jego siostra mogli mieć rację mówiąc że autorka jest skąpa. Może historia się powtarzała. Przecież nie powiedziałby tego bez powodu.
Przecież pytała, czy ma coś przygotować i dowiedziała się, że nie trzeba, bo idą na imprezę... No więc ugotowała makaron dla siebie, a nie dla całej wsi na wszelki wypadek, chyba logiczne...
Jego siostra powiedziała przez telefon abym absolutnie się nie szykowała, kawa lub herbata wystarczy. Mieliśmy i tak jechać na imprezę i to był główny cel spotkania.
Jak się umawiasz ze znajomymi na wyjście na imprezę, to szykujesz w domu gar bigosu na wypadek, gdyby ktoś po tej imprezie był głodny i chciał do Ciebie wpaść zamiast jechać prosto do siebie? Chyba nie. Co innego, gdyby umawiali się, że przyjeżdżają i siedzą u niej. Wtedy wiadomo, że trzeba coś konkretnego do jedzenia przygotować i nie sądzę, żeby Autorka się w takiej sytuacji nie przygotowała.
Też jestem tego pewna.
Facet typowy psychofag a dziewczyna typowa laska psychofaga.
Mnie się coś dziwnie wydaje, że autorka jest z tych, co to sobie pogadają i nic nie zrobią i że wątek zmieni się w 5 stron bicia piany i kręcenia się w kółko.
Zaczęłam czytać temat, ale już mi się cisną moje uwagi
- problemem nie jest rosół, czy makaron, problemem jest relacja z toksycznym człowiekiem (o tym inni rozpisali się)
- problemem jest również twoje podejście - pozwalasz sobą manipulować, jeszcze jest w tobie odrobina woli walki - zawalcz o siebie!
Skoro ustalasz z facetem jakiś wariant - imprez niedaleko twojego domu, to się tego trzymaj!
W niedziele przyjechał do mnie mój partner, jego siostra i jej chłopak. Niedaleko mnie była mała impreza ma która mieliśmy iść. Akurat moi rodzice wyjechali z domu. Ugotowałam rosół, miałam tez jakieś ciasto na poczęstunek. Kiedy wszyscy przyjechali, zaproponowałam coś do jedzenia. Chcieli tylko herbatę.
Jak umawiam się ze znajomymi, że pójdziemy do kina, to nie robię obiadu dla towarzystwa w domu! i w drugą stronę analogicznie - skoro umawiam się na mieście, to nie wpraszam się do znajomych, nie objadam ich, a przede wszystkim jeśli mnie poczęstują, to nie kręcę nosem, że za mało!
W tym momencie powinnaś zakończyć temat, nawet jeśli facet miał jakieś komentarze, to powinnaś go sprowadzić na ziemię.
Nie ucięłaś tematu, dalej rozkmniesz, kto miał, a kto nie miał racji, czy można było przewiedzieć, coś zrobić,... przejmujesz się nie swoją winą! Dlaczego masz poczucie winy? Umawialiście się na obiad w domu, czy imprezę?
To poczucie winy (nie wiem, na ile świadomie twój facet stara się wywołać je w tobie) sprawia, że idzie dalej w manipulacji. Gdy próbujesz się bronić:
On chyba uważa ze mi można powiedzieć wszystko i nie powinnam się z tego powodu obrazić, bo z jego strony to krytyka bądź rada. Jeżeli ja stanowczo mówię ze to i to ni nie psuje, on znowu twierdzi ze przy mnie człowiek nie może czuć się swobodnie.
Możecie porozmawiać, jak każde z was widzi tę sytuację, co można zrobić, by uniknąć nieporozumień w przyszłości, ale... STOP! on manipuluje tobą, niby doradza, a jeśli nie słuchasz go, tylko obstajesz przy swoim zdaniu, to on SZANTAŻUJE CIĘ emocjonalnie - próbuje wywołać w tobie poczucie, że jesteś złym człowiekiem, że nie dajesz się do związku... i foch - zamiast cię przeprosić, to jeszcze odwraca sytuację o 180st, aby wyszło na to, że to on jest ofiarą złej baby (abyś może padła do nóg i go przepraszała?)
brrr Dziewczyno ustal granicę i się ich trzymaj, tak jak ktoś wyżej napisał, po łapkach linijką jeśli sięgnie za daleko.
Zadbaj o siebie! Działaj zanim rozwinie się sytuacja, bo z czasem nie będziesz w stanie sobie poradzić z jego dominacją, z jego toksycznością.
Zgadzam się z tymi wszystkim, którzy piszą, abyś go zostawiła. Wyciągnij wnioski i bądź mądrzejsza życiowo w kolejnym związku.
88 2017-10-06 19:59:03 Ostatnio edytowany przez M@ximus (2017-10-06 20:01:42)
Ten, przepraszam to dziecko (które Cię nie szanuje jest do odstrzału, brak szacunku między dwojgiem ludzi to koniec),
dlaczego pozwalasz się traktować jak jakiś śmieć?
Nie pasujecie totalnie do siebie, a Ty próbujesz jeszcze sprawdzać czy on nie ma racji.
On jest toksyczny, dziewczyno kiedy to dotrze do Ciebie?
89 2017-10-06 20:39:02 Ostatnio edytowany przez Aga30 (2017-10-06 20:40:59)
Na początku związku raczej nie było takich sytuacji, jesteśmy około roku ze sobą i niestety widzę ze mój partner nie jest „za mną”. Uważam, ze nawet gdybym zdobiła coś zle, mój partner powinien nawet specjalnie stanąć po mojej stronie. Nawet celowo powiedzieć ze „to ja nałożyłem tak mało makaronu”.
Tak, ta cała sytuacja to taka niby pierdoła, ale pokazuje właśnie to "bycie za kimś" lub tego brak. Pominę robienie afery z niczego, czepianie się itd. Ale widzę, że Ty sama doskonale orientujesz się w Waszej relacji.
Ciekawi mnie co zrobisz. Czy tylko bedziesz wylewac tu na forum swoje zale i nadal z nim bedziesz? Czy przemyslisz to wszystko i z nim zerwiesz? Moj drugi facet mial podobny charakter do twojego osobnika. Nie było az takiego ekstremum, zeby robil mi awantury i o glupoty sie wyklocal i obrazal non stop, bo bym wczesniej zakonczyla ta relacje. Ale pod koniec zwiazku zaczal sie rozkrecac. Juz byl niemal pewny, ze "mnie ma" bo bylismy zareczeni. Kilka razy mowilam mu przez ostatnie miesiace, ze jezeli nie przestanie takiej nagonki emocjonalnej na mnie, to ja odchodze. Dalam mu czas chyba 3 miesiace, powiedzialam ze bede sobie zapisywac kazda niemila sytuację i nie bede tego na bierzaco komentowac. Tylko powiem mu po tym czasie co mysle. Wysmial mnie, obrocil w zart, znajomym pisal, ze mam prmanentny okres chyba bo fochy strzelam i probuje mu wejsc na glowe. I coraz częściej krytykowal to co robie, moje pomysly byly glupie. Jak mialam na cos ochotę, to mnie zniechecal, podcinal skrzydla, minimalizowal moje osiagniecia, to co mi sie udalo. A wyolbrzymial cos, z czym mialam problem. Generalnie wszystko bylo moja wina. A kropla ktora przelala czarę bylo, jak zrobil mi niespodzianke i przyjechal po mnie na stacje, wracalam pociągiem, bylo cholernie zimno. Jak go zobaczylam na peronie niemal skrzydel dostalam, taka radosna usmiechnieta do niego podeszlam, taka wdzięczna ze nie musze na tym mrozie isc na autobus, marznac na przystanku i potem jeszcze isc pieszo. Chcialam sie przytulic, a on mnie odsunal i wyglosil " Co sie tak cieszysz, nie doceniasz nigdy jak robie cos dla ciebie. A ja przyjechalam, bo napewno sie nieodpowiednio ubralas. Jak glupia jakas baba co marznie, a potem chora. Nie dopuszcze zebysmy przez twoja glupote nie pojechali w weekend do...." Do dzisiaj pamietam te slowa. Doznalam wtedy objawienia na tym peronie. Pierwszy raz uzyl slow, ze jestem glupia. I to byl koniec. Cala droge w aucie sie prawie nie odzywalam. Przez kolejne pare dni zdawkowo odpisywalam na smsy. A po kilku dniach zebralam sie w sobie, spotkama z nim, powiedziałam co mysle i oddalam pieracionek zareczynowy. I tobie rowniez objawienia zycze i dobrych decyzji
Aż się zalogowałem żeby to skomentować. Kawał buca i sku*wysyna. Brawo za postawę i SZYBKĄ decyzję. Od razu widać, że konkretna dziewczyna wyczuwająca toksyczny związek na odległość. Mam nadzieję, że masz teraz normalnego, kochającego faceta.
Specjalnie się zarejstrowałam by napisać uciekaj od niego na 100 mil taki był mój pierwszy mąż
92 2017-10-07 23:15:46 Ostatnio edytowany przez Ku (2017-10-07 23:21:58)
Wszystko najważniejsze dziewczyny wyżej napisały. Ja tylko jeszcze dodam, że na twoim miejscu sama bym zrobiła tej siostrze niezapowiedzianą wizytę, ciekawe, czy rzeczywiście jest taka mądra i jest mistrzynią ugoszczenia rodziny czy tylko ma roszczenia do innych osób.