Powiedzcie prosze, co to jes milosc..???
Bo skoro ja nie moge jej odnalezc to może nawet nie wiem czego szukam...
Chorobą psychiczną, uzależnieniem
3 2016-09-05 00:27:26 Ostatnio edytowany przez eustoma00 (2016-09-05 00:30:18)
Myślę, że jednoznacznej odpowiedzi nie odnajdziesz podobnie jak receptury na nią. Czym? - na początku zacznę od faktu, że to siebie musisz pokochać i zaakceptować (jednak szczerze, prawdziwie), nie będę oszukiwać, że to wystarczy bo każdy pragnie i marzy o czymś więcej czymś prawdziwym lecz filarem do poznania miłości ( nie koniecznie tej "na zawsze") jest zaakceptowanie siebie, swojej "samotności". Choć każdy z nas definicje miłości inaczej może przedstawić,bo zmienna jest ona i inaczej dostrzegalna przez każdego z nas to i również etap w życiu jaki przechodzisz definiuje jej znaczenie. Dlatego obecnie według mnie to wiele emocji i uczuć, czasami trudnych do opisania, to jednocześnie umiejętność odpuszczenia, zapomnienia ( bo pamiętać musimy, że czasami jest ona przekazana niewłaściwym osobą ), to również nauka drugiego człowieka, szczęście i radości razem przepełnione, to wiele, wiele pozytywnych emocji - wielkich emocji, lecz i w codziennej rzeczywistości zmaganie się z trudami, umiejętność rozmowy, słuchania, wybaczania... Miłość to kłębek emocji, które odczuwasz do ukochanej osoby. Nie możesz jej znaleźć? - może postaraj się przestać jej poszukiwać, może po przez całkowite pochłonięcie się w głąb swoich celów,marzeń, planów czy obowiązków - poznasz ja szybciej?
Dla każdego jest czymś innym, ale najprościej i najogólniej 
5 2016-09-05 11:44:13 Ostatnio edytowany przez SweetPepper (2016-09-05 11:47:56)
milosc hmmm.... postawa ?
Treserem dzikiego zwierzecia , zwanym sercem ? ( treser to rozum ) , choc sa dwie strony medalu - serce tresuje rozum - by nie byc chciwym a prawym, z wiara bez naiwnosci, z szaczunkiem .... bez tych fee i okradajacych cech zachowania innych ludzi , czy samego siebie ... Jest wsparciem, sloncem jak i woda dla kwiatow , jest zyznym gruntem by mogle swe korzenie puscic i dawac zyciu swe piekno...
Sadze ze poki nie poznasz siebie, swoich preferencji co do partnera, nie znajdziesz nigdy tzw milosci.
A milosc jest w kazdym z nas - w to wierze. Tylko pewne przekonania, doswiadczenia, sposob myslenia nie pozwala nam na nia... skrzywiaja. Zresetowanie ego mysle ze moglo by pomoc w okresleniu, czym jest DLA CIEBIE MILOSC, wszak, dla kazdego z nas jest troszeczke czyms innym.
Wazne by napedzala w nas te dobre rzeczy.. a nie te zle...
Milosc to Sztuka - oh oh.
Zacznij od siebie
od milosci do samej siebie
Potocznie to synergia pierwiastka "rozumu" i "serca". Na tej podstawie można wyszczególnić to czym jest owe "serce" i "rozum".
Dla mnie serce to pożądanie drugiej osoby połączone z chęcią bliskości, czułości, delikatności oraz wewnętrznej potrzeby zamiany ja+ty na my. Ludzie nazywają to motylami w brzuchu.
Drugi pierwiastek to "rozum". Jest on dla mnie swoistą zgodnością charakterów. Umiejętnością dogadania się. Permanentną chęcią wymiany swoich myśli z drugą osobą. W wyższym stadium to dzielenie się sobą w nieskrępowany sposób.
I o ile na początku pierwiastek serca wygrywa, to z czasem rozum dochodzi do głosu i w moim mniemaniu dojrzała miłość oparta jest w głównej mierze właśnie na nim.
Czytajac Wazse odpowiedzi musze stwierdzic ze tej milosci nikt nie zrozumie i nie ogarnie... Serce nigdy nie posłucha rozumu(A POWINNO), a rozum nigdy nie zrozumie serca... Dlaczego nie mozna zakochac sie rozumem, przeciez to on wie lepiej niz serce co dla nas dobre... Jak to pogodzic??
Nie szukaj milosci ona sama cie znajdzie... Ja chyba za bardzo sie jej schowałam, tak zeby mnie nie znalazła. OJ wiele razy mnie dopadła i nie dziekuje kolejnej utraconej nadziei nie chce... Co z tego jak ja wnosze do zwiazku wiele od siebie a nie dostaje nic w zamian a jesli dostaje to łzy i czas na "wyleczenie sie z milosci"?
To po co mi taka milosc...?
8 2016-09-05 22:12:58 Ostatnio edytowany przez RavenKnight (2016-09-05 22:15:02)
Nie kocha się sercem, tylko rozumem, bo wszystkie procesy myślowe zachodzą w mózgu, a że miłość odurza umysł, to ludzie zachowują się umysłowo upośledzenie, więc miłość nie ma większej logiki.
Miłość to może być dla jednych akceptacja drugiej osoby i poczucie ciepła, a dla drugiej dobre bzykanko i fajne cycki, albo pieniążki i wygląd.
Miłość to życie nieustanną nadzieją. Miłość zachodzi najczęściej wtedy, gdy obiekt westchnień jest niedostępny, wtedy żyjemy nadzieją, że może jednak zmieni zdanie i nakręcamy się. Gdy drugi człowiek jest dostępny i nawet się stara, wtedy stwierdzamy, że to jednak nie miłość, nie ma tych emocji, motylków w brzuchu, chemii i czego tam jeszcze, oddalamy się i wzdychamy w samotności na balkonie przy kieliszku wina lub kuflu piwa (w zależności od płci) za kimś niedostęnym. Samotne wzdychanie na balkonie to właśnie miłość ![]()
Ale tak jest całe życie ze wszystkim.
Ciągle myślisz jak to fajnie by było mieć pieniądze, fajny samochód, być niezależnym, a jak to masz, to meeeh, to wszystko? Chcę więcej!
I tak w koło macieju.
Miłość to życie nieustanną nadzieją. Miłość zachodzi najczęściej wtedy, gdy obiekt westchnień jest niedostępny, wtedy żyjemy nadzieją, że może jednak zmieni zdanie i nakręcamy się. Gdy drugi człowiek jest dostępny i nawet się stara, wtedy stwierdzamy, że to jednak nie miłość, nie ma tych emocji, motylków w brzuchu, chemii i czego tam jeszcze, oddalamy się i wzdychamy w samotności na balkonie przy kieliszku wina lub kuflu piwa (w zależności od płci) za kimś niedostęnym. Samotne wzdychanie na balkonie to właśnie miłość
Najdurniejsza definicja miłości jaka wyszła z ust dorosłego (wydawałoby się ) faceta.
To co opisałeś to sztandarowy przykład "fatalnego" albo po prostu nieodwzajemnionego zauroczenia/zakochanie, ale nie Miłość.. bosz, jak tak myślą faceci po 30-ce, to czeka nas zagłada.![]()
Myślałam, że jesteś bardziej rozwinięty emocjonalnie. Przeceniłam cię Ortodonsie.
Miłość to życie nieustanną nadzieją. Miłość zachodzi najczęściej wtedy, gdy obiekt westchnień jest niedostępny, wtedy żyjemy nadzieją, że może jednak zmieni zdanie i nakręcamy się. Gdy drugi człowiek jest dostępny i nawet się stara, wtedy stwierdzamy, że to jednak nie miłość, nie ma tych emocji, motylków w brzuchu, chemii i czego tam jeszcze, oddalamy się i wzdychamy w samotności na balkonie przy kieliszku wina lub kuflu piwa (w zależności od płci) za kimś niedostęnym. Samotne wzdychanie na balkonie to właśnie miłość
To chyba wlasnie spotkałam milosc... Bo wzdycham, na tym balkonie juz kilka wieczorów patrzac w gwiazdy....
A z miloscią jest jak z gwiazdami...Widzisz je ale wiesz że nie możesz ich miec...
Jprd co za emfaza. Zaraz odlecę..
Już myślałem, że jestem dupkiem i tylko mnie to śmieszy.
Co do dylematu serce - rozum. Bardzo ciekawy wniosek z tym posłuchaniem serca i rozumu. Myślę, że jak zaczynamy za bardzo analizować, to mniej w tym wszystkim spontaniczności i chwil uniesień. A jak "posłuchamy" tylko serca, to potem rozkręca się 500 nowych wątków na forum: "ja go kocham, a on mnie bije".
Cóż...
Ciężko znaleźć złoty środek.
Jprd co za emfaza. Zaraz odlecę..
Łatwo kogoś oceniać przez pryzmat wieku, a nie jego doświadczeń.
Być może ma ona infantylne rozmycie swoich wewnętrznych przeżyć. Być może nie przeszła dobrze procesu socjalizacji. Być może za dużą wagę kierowała na jednego z rodziców w trakcie wychowania... być może...
To jednak nie powinno stanowić głównego elementu odniesienia do kwestii miłości. Zgodziliśmy się, że terminu "miłość" nie da się zobiektywizować.
Martwi mnie trochę fakt, że ludzie tak łatwo oswajają się ze swoją perspektywą.
Żyd Ortodoksyjny napisał/a:Miłość to życie nieustanną nadzieją. Miłość zachodzi najczęściej wtedy, gdy obiekt westchnień jest niedostępny, wtedy żyjemy nadzieją, że może jednak zmieni zdanie i nakręcamy się. Gdy drugi człowiek jest dostępny i nawet się stara, wtedy stwierdzamy, że to jednak nie miłość, nie ma tych emocji, motylków w brzuchu, chemii i czego tam jeszcze, oddalamy się i wzdychamy w samotności na balkonie przy kieliszku wina lub kuflu piwa (w zależności od płci) za kimś niedostęnym. Samotne wzdychanie na balkonie to właśnie miłość
Najdurniejsza definicja miłości jaka wyszła z ust dorosłego (wydawałoby się ) faceta.
To co opisałeś to sztandarowy przykład "fatalnego" albo po prostu nieodwzajemnionego zauroczenia/zakochanie, ale nie Miłość.. bosz, jak tak myślą faceci po 30-ce, to czeka nas zagłada.Myślałam, że jesteś bardziej rozwinięty emocjonalnie. Przeceniłam cię Ortodonsie.
Definicja została dostosowana do potrzeb autorki wątku - sądząc po reakcji, trafnie ![]()
18 2016-09-06 00:09:07 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2016-09-06 00:11:53)
Ach Ortodonsie Pączusiu.. nabrałeś mnie :>
@rinho91, jednej sztywnej definicji Miłości nie ma, jest dość elastyczna. Ale pewne ramy i stany emocjonalne jednak ma.
Nie są nimi oszołomskie szlochanie w poduszkę za platonicznym kochankiem, ani wytrzeszcz oczu i spuszczanie się do plakatu Pam Anderson czy Dżordża Kluneja, jak u autorki.
Wystarczy przeczytać jej temat.
Tożto stara baba już jest miejcie litość.. ileż można być dzidzią piernik?
Jak się wpadnie na osobę o podobnej osobowości to wtedy tworzy się ogromne przywiązanie. Można spacerować godzinami i cały czas rozmawia się. Sprawia to olbrzymią przyjemność. Tworzy się głęboka więź i satysfakcja że można coś zrobić dla drugiej osoby.
Jeszcze raz powtórzę tylko w innej formie www.youtube.com/watch?v=5puYW8ic9ew