Miałam nadzieję, że będzie dobrze... a znów jestem sama - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Miałam nadzieję, że będzie dobrze... a znów jestem sama

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 12 ]

Temat: Miałam nadzieję, że będzie dobrze... a znów jestem sama

Witajcie,
Dawno mnie tu nie było, ale pomyślałam, że może podzielenie się z Wami tym co czuję sprawi, że będzie choć odrobinę mniej bolało. Przez 7 lat byłam w burzliwym związku z częstymi kłótniami, które niekiedy przybierały wręcz patologiczny charakter. 4 lata temu rozstaliśmy się z tych samych powodów, czyli przez kłótnie i wyzywanie mnie. Jednak po 1,5 miesiąca i licznych jego namowach, wróciliśmy do siebie. Początkowo było dobrze, kłótnie jednak przyszły szybciej niż przypuszczałam. Ciągnęliśmy to jednak dalej. Nie umieliśmy odejść mimo, że sami chyba nie wierzyliśmy, że umiemy żyć razem nie kłócąc się. Nie mieszkaliśmy jeszcze razem, chcieliśmy już dawno jednak finanse nie pozwalały na wynajęcie mieszkania. Spotykaliśmy się głównie w weekendy i niestety zamiast dawać nam odpoczynek i ukojenie to przynosiły często nerwy, ze skrajności w skrajność. Było wszystko super aż tu nagle prach jakaś pierdoła i kłótnia gotowa. On bardzo nerwowy, w kłótniach niestety nie przebierał w słowach a i zdarzały się jakieś szturchnięcia, oplucia mnie nawet, ja kilka razy dałam mu w twarz słysząc jak wyzywa mnie od najgorszych. Najciekawsze, że jak był jakiś prawdziwy problem to potrafiliśmy go rozwiązać w całkowitym porozumieniu. Kłótnie wynikały już sama nie wiem z czego... Zarzucał mi, że się fochuje i był od razu nerw. Miałam inne zdanie to dla niego foch, coś mi nie pasowało czy zwróciłam uwagę to też, że foch. Mimo tych ciągłych kłotni, kochaliśmy się bardzo, nie chcieliśmy się rozstawać, nie szukaliśmy pocieszycieli (wiedziałam jakie jest jego podejście w tych sprawach, więc byłam pewna). Wreszcie rok temu zamieszkaliśmy razem, mieliśmy nadzieję, że właśnie brak stabilizacji powoduje w nas frustrację i nerwy. Nie pomogło nam to niestety. Kłótnie były nadal, wyrzucanie mnie z mieszkania, wyzywanie. Po ponad pół roku po raz pierwszy wróciłam do domu z walizką, przeprosił jednak i na następny dzień byłam z powrotem. Obiecałam sobie i jemu, że jeśli jeszcze raz będzie taka sytuacja, w której będę zmuszona wracać do rodziców to już nie wrócę. I niestety mija 1,5 miesiąca odkąd jestem w domu u rodziców. Załamana, zrozpaczona i choć już nie wierzę, że ciągnięcie tego miałoby jakiś sens to tęsknie... tęsknie bardzo aż mnie dusi w sercu. Tyle lat razem, tyle wspomnień, pięknych wspomnień bo jednak takich jest na szczęście więcej niż tych złych. Początkowo po rozstaniu złość była na tyle silna, że przyćmiewała inne uczucia. Teraz pozostał ból, tęsknota, chęć jakiegokolwiek kontaktu, panika, że już się pewnie jakąś pocieszył, że znajdzie inną. Że nie znajdę już nigdy kogoś komu będę mogła zwierzyć się ze wszystkiego, porozmawiać o wszystkim, kogo pokocham kogoś tak bardzo bezgranicznie, komu będę mogła ufać, że nie zdradzi. Czy ktoś z Was był w podobnie beznadziejnej sytuacji? Sytuacji, w której związek zamiast samego szczęścia przynosił tyle cierpienia a jak już się skończył jest znów tyle cierpienia?

Czasami wolałabym mieć serce z kamienia...
Zobacz podobne tematy :

2 Ostatnio edytowany przez srokowiec (2016-06-11 06:28:51)

Odp: Miałam nadzieję, że będzie dobrze... a znów jestem sama
MamTakSamoJakTy napisał/a:

(...)Przez 7 lat byłam w burzliwym związku z częstymi kłótniami, które niekiedy przybierały wręcz patologiczny charakter. 4 lata temu rozstaliśmy się z tych samych powodów, czyli przez kłótnie i wyzywanie mnie. (...) wróciliśmy do siebie. Początkowo było dobrze, kłótnie jednak przyszły szybciej niż przypuszczałam. Ciągnęliśmy to jednak dalej.  (...). Było wszystko super aż tu nagle prach jakaś pierdoła i kłótnia gotowa. On bardzo nerwowy, w kłótniach niestety nie przebierał w słowach a i zdarzały się jakieś szturchnięcia, oplucia mnie nawet, ja kilka razy dałam mu w twarz słysząc jak wyzywa mnie od najgorszych.  (...). Miałam inne zdanie to dla niego foch, coś mi nie pasowało czy zwróciłam uwagę to też, że foch. Mimo tych ciągłych kłotni, kochaliśmy się bardzo, nie chcieliśmy się rozstawać, nie szukaliśmy pocieszycieli (wiedziałam jakie jest jego podejście w tych sprawach, więc byłam pewna). Wreszcie rok temu zamieszkaliśmy razem, mieliśmy nadzieję, że właśnie brak stabilizacji powoduje w nas frustrację i nerwy. Nie pomogło nam to niestety. Kłótnie były nadal, wyrzucanie mnie z mieszkania, wyzywanie. Po ponad pół roku po raz pierwszy wróciłam do domu z walizką, przeprosił jednak i na następny dzień byłam z powrotem. Obiecałam sobie i jemu, że jeśli jeszcze raz będzie taka sytuacja, w której będę zmuszona wracać do rodziców to już nie wrócę. I niestety mija 1,5 miesiąca odkąd jestem w domu u rodziców. Załamana, zrozpaczona i choć już nie wierzę, że ciągnięcie tego miałoby jakiś sens to tęsknie... tęsknie bardzo aż mnie dusi w sercu. Tyle lat razem, tyle wspomnień, pięknych wspomnień bo jednak takich jest na szczęście więcej niż tych złych. Początkowo po rozstaniu złość była na tyle silna, że przyćmiewała inne uczucia. Teraz pozostał ból, tęsknota, chęć jakiegokolwiek kontaktu, panika, że już się pewnie jakąś pocieszył, że znajdzie inną. Że nie znajdę już nigdy kogoś komu będę mogła zwierzyć się ze wszystkiego, porozmawiać o wszystkim, kogo pokocham kogoś tak bardzo bezgranicznie, komu będę mogła ufać, że nie zdradzi. Czy ktoś z Was był w podobnie beznadziejnej sytuacji? Sytuacji, w której związek zamiast samego szczęścia przynosił tyle cierpienia a jak już się skończył jest znów tyle cierpienia?

A Ty tak ...na poważnie? No fakt - piękna tragedia - taki cudowny "związek", nic tylko teraz cierpieć, rwać włosy z głowy, szlochać i tęsknić...
Wiesz, myślę, że cierpiąc po takim "facecie" i tak pięknym związku nie powinnaś wpadać w czarną rozpacz i wątpić, że juz nikogo  - jemu podobnego - nie spotkasz. Jest ogromna masa "facetów" z poważnymi zaburzeniami emocjonalnymi, którzy na 100% gwarantują stoworzenie porównywalnego, pieknego związku. Związku, w którym niczym na roller coaster'ze będziesz mieć tak piękne ...uniesienia emocjonalne i ostre zjazdy na samo dno big_smile
Więc głowa do góry!
Moze kiedyś zrozumiesz na czym polega związek i jakie w nim powinny panować zasady by dawał: szczęście, poczucie jedności, serdeczność, szacunek i takie tam infantylizmy...
Póki co daleko Ci jeszcze do tego.
Współczuję...

P.S.
Ty się Dziewczyno CIESZ, ze skończyłas tą patologię i uwolniłaś się od ŚWIRA!

Odp: Miałam nadzieję, że będzie dobrze... a znów jestem sama
srokowiec napisał/a:

A Ty tak ...na poważnie? No fakt - piękna tragedia - taki cudowny "związek", nic tylko teraz cierpieć, rwać włosy z głowy, szlochać i tęsknić...
Wiesz, myślę, że cierpiąc po takim "facecie" i tak pięknym związku nie powinnaś wpadać w czarną rozpacz i wątpić, że juz nikogo  - jemu podobnego - nie spotkasz. Jest ogromna masa "facetów" z poważnymi zaburzeniami emocjonalnymi, którzy na 100% gwarantują stoworzenie porównywalnego, pieknego związku. Związku, w którym niczym na roller coaster'ze będziesz mieć tak piękne ...uniesienia emocjonalne i ostre zjazdy na samo dno big_smile
Więc głowa do góry!
Moze kiedyś zrozumiesz na czym polega związek i jakie w nim powinny panować zasady by dawał: szczęście, poczucie jedności, serdeczność, szacunek i takie tam infantylizmy...
Póki co daleko Ci jeszcze do tego.
Współczuję...

P.S.
Ty się Dziewczyno CIESZ, ze skończyłas tą patologię i uwolniłaś się od ŚWIRA!

Wiem wiem... brzmi jakbym żyła w koszmarze i wreszcie się z niego obudziła. I pewnie właśnie takich słów teraz potrzebuję żeby się otrząsnąć, żeby nie myśleć już, że może byłoby dobrze. Ale przyznam, że odchodzę od zmysłów z tęsknoty, 7 lat szmat czasu no i te kłótnie nie przeważały na szczęście nad normalnym, szczęśliwym życiem razem, dlatego tak ciężko mi się pozbierać. I choć chcę zapomnieć, nie chcę żeby pisał, o coś jeszcze prosił to zerkam co chwilę na telefon i szukam w głowie pretekstu do kontaktu.

Czasami wolałabym mieć serce z kamienia...

4

Odp: Miałam nadzieję, że będzie dobrze... a znów jestem sama
MamTakSamoJakTy napisał/a:

Wiem wiem... brzmi jakbym żyła w koszmarze i wreszcie się z niego obudziła.

Nie obudziłaś się. Gdybyś się obudziła, to myśl o powrocie w głowie by Ci nie postała.

MamTakSamoJakTy napisał/a:

I pewnie właśnie takich słów teraz potrzebuję żeby się otrząsnąć, żeby nie myśleć już, że może byłoby dobrze.

Morze jest głębokie i szerokie. Zastanów się sama: czy poza życzeniowym myśleniem, masz jakieś podstawy do tego, aby myśleć, że coś by się zmieniło?

MamTakSamoJakTy napisał/a:

Ale przyznam, że odchodzę od zmysłów z tęsknoty, 7 lat szmat czasu no i te kłótnie nie przeważały na szczęście nad normalnym, szczęśliwym życiem razem, dlatego tak ciężko mi się pozbierać. I choć chcę zapomnieć, nie chcę żeby pisał, o coś jeszcze prosił to zerkam co chwilę na telefon i szukam w głowie pretekstu do kontaktu.

Rzeczywiście. 7 lat to szmat czasu. Postaraj się, aby na siedmiu latach to się skończyło i nie marnuj już swojego życia na beznadziejną walkę. Związek nie powinien być walką, heroicznym wysiłkiem, poświęceniem.

Odp: Miałam nadzieję, że będzie dobrze... a znów jestem sama
Klio napisał/a:
MamTakSamoJakTy napisał/a:

Wiem wiem... brzmi jakbym żyła w koszmarze i wreszcie się z niego obudziła.

Nie obudziłaś się. Gdybyś się obudziła, to myśl o powrocie w głowie by Ci nie postała.

MamTakSamoJakTy napisał/a:

I pewnie właśnie takich słów teraz potrzebuję żeby się otrząsnąć, żeby nie myśleć już, że może byłoby dobrze.

Morze jest głębokie i szerokie. Zastanów się sama: czy poza życzeniowym myśleniem, masz jakieś podstawy do tego, aby myśleć, że coś by się zmieniło?

MamTakSamoJakTy napisał/a:

Ale przyznam, że odchodzę od zmysłów z tęsknoty, 7 lat szmat czasu no i te kłótnie nie przeważały na szczęście nad normalnym, szczęśliwym życiem razem, dlatego tak ciężko mi się pozbierać. I choć chcę zapomnieć, nie chcę żeby pisał, o coś jeszcze prosił to zerkam co chwilę na telefon i szukam w głowie pretekstu do kontaktu.

Rzeczywiście. 7 lat to szmat czasu. Postaraj się, aby na siedmiu latach to się skończyło i nie marnuj już swojego życia na beznadziejną walkę. Związek nie powinien być walką, heroicznym wysiłkiem, poświęceniem.

O powrocie już myślę tylko czysto teoretycznie i choć chciałabym go mieć przy sobie to wiem, że nie ma już takiej możliwości. Wypytywał kilka tygodni czy jestem pewna, że to koniec "bo nie wie, czy może iść o krok dalej", więc zapewne już znalazły się pocieszycielki co boli jeszcze bardziej i jednocześnie przekreśla ewentualną możliwość zejścia się. I gdyby nie fakt, że moja rodzina pała do niego już też tylko niechęcią po tym jak z płaczem wróciłam do domu, to może bym jeszcze się zastanawiała a tak to popsute już jest wszystko. Resztka poczucia dumy, która jeszcze została i to że każdy naokoło uznałby mnie za wariatkę trzyma mnie przed myśleniem o powrocie. A myśl, że dotykał inne jest nie do zniesienia... Gdyby nie to wszystko, poleciałabym pewnie do niego już wcześniej, bo za bardzo kocham.... sad

Czasami wolałabym mieć serce z kamienia...

6

Odp: Miałam nadzieję, że będzie dobrze... a znów jestem sama
MamTakSamoJakTy napisał/a:

O powrocie już myślę tylko czysto teoretycznie i choć chciałabym go mieć przy sobie to wiem, że nie ma już takiej możliwości. Wypytywał kilka tygodni czy jestem pewna, że to koniec "bo nie wie, czy może iść o krok dalej", więc zapewne już znalazły się pocieszycielki co boli jeszcze bardziej i jednocześnie przekreśla ewentualną możliwość zejścia się. I gdyby nie fakt, że moja rodzina pała do niego już też tylko niechęcią po tym jak z płaczem wróciłam do domu, to może bym jeszcze się zastanawiała a tak to popsute już jest wszystko. Resztka poczucia dumy, która jeszcze została i to że każdy naokoło uznałby mnie za wariatkę trzyma mnie przed myśleniem o powrocie. A myśl, że dotykał inne jest nie do zniesienia... Gdyby nie to wszystko, poleciałabym pewnie do niego już wcześniej, bo za bardzo kocham.... sad

Uparłaś się na to, żeby międlić temat pocieszycielek, ale one nigdy nie były i nadal nie są podstawowym problemem w waszym związku. To nie przez pocieszycielki byłaś rugana, opluwana (WTF?!). Podstawą kłótni nie były zdrady. Znalazłaś sobie temat zastępczy i ustanowiłaś go kryterium powrotu. Jeżeli on teraz przyjdzie i powie, że nie było pocieszycielki, to opinia bliskich pójdzie w odstawkę, a Ty wrócisz do niego. Bo w końcu pocieszycielki nie było, więc wszystko cacy. Tylko, że pocieszycielki nigdy nie były waszym problemem...

Odp: Miałam nadzieję, że będzie dobrze... a znów jestem sama
Klio napisał/a:

Uparłaś się na to, żeby międlić temat pocieszycielek, ale one nigdy nie były i nadal nie są podstawowym problemem w waszym związku. To nie przez pocieszycielki byłaś rugana, opluwana (WTF?!). Podstawą kłótni nie były zdrady. Znalazłaś sobie temat zastępczy i ustanowiłaś go kryterium powrotu. Jeżeli on teraz przyjdzie i powie, że nie było pocieszycielki, to opinia bliskich pójdzie w odstawkę, a Ty wrócisz do niego. Bo w końcu pocieszycielki nie było, więc wszystko cacy. Tylko, że pocieszycielki nigdy nie były waszym problemem...

Masz rację, że problem pocieszycielek nie dotyczył naszego związku. Teraz jednak wiedząc, że one są, pojawił się jeszcze większy ból. Jak to się mówi ciekawość to pierwszy stopień do piekła i w sumie na własne życzenie je sobie robię. I powiedział a raczej napisał, że wiele razy pytał czy nie chcę wrócić i że wtedy jeszcze nie dotykał żadnej i że potem postanowił żyć normalnie i poznał wiele kobiet i że może spał z każdą a może z żadną. Myślałam, że uda nam się czasem chociaż pogadać co słychać, ale ja nie jestem w stanie dowiadywać się o takich rzeczach i zdaję sobie sprawę, że aby całkiem nie zbzikować, będę musiała całkowicie urwać jakikolwiek kontakt.

Czasami wolałabym mieć serce z kamienia...

8

Odp: Miałam nadzieję, że będzie dobrze... a znów jestem sama
MamTakSamoJakTy napisał/a:

Masz rację, że problem pocieszycielek nie dotyczył naszego związku. Teraz jednak wiedząc, że one są, pojawił się jeszcze większy ból. Jak to się mówi ciekawość to pierwszy stopień do piekła i w sumie na własne życzenie je sobie robię. I powiedział a raczej napisał, że wiele razy pytał czy nie chcę wrócić i że wtedy jeszcze nie dotykał żadnej i że potem postanowił żyć normalnie i poznał wiele kobiet i że może spał z każdą a może z żadną. Myślałam, że uda nam się czasem chociaż pogadać co słychać, ale ja nie jestem w stanie dowiadywać się o takich rzeczach i zdaję sobie sprawę, że aby całkiem nie zbzikować, będę musiała całkowicie urwać jakikolwiek kontakt.

No i teraz skupiasz się na tym „większym bólu”. Na Twojej szali krzywdy fakt, że agresywny ex mógłby znaleźć sobie kogoś jest „większym bólem”, niż to, że Cię traktował jak śmiecia przez 7 lat związku.
Chyba, że wyprowadzisz mnie z błędu i wyjaśnisz, że wyzwiska, opluwanie Ciebie, wyrzucanie ze wspólnego mieszkania wcale nie oznaczają, że traktował Cię jak śmiecia... W końcu było tyle cudownych chwil...
Ex łaskawie poinformował, że dał Ci szansę: „napisał, że wiele razy pytał czy nie chcę wrócić i że wtedy jeszcze nie dotykał żadnej i że potem postanowił żyć normalnie i poznał wiele kobiet i że może spał z każdą a może z żadną”, a Ty nie skorzystałaś. Ale pozostawia dla Ciebie otwartą furtkę, „bo może spał z każdą a może z żadną”. Miszcz manipulacji... Zobaczyłaś dyndający haczyk i zastanawiasz się czy może by się na niego nie złapać. Pewności jednak mieć nie możesz, bo nie wiesz na pewno czy spał, czy nie spał z każdą. Międlisz więc ten temat i szukasz pretekstu, żeby się od niego dowiedzieć na pewno. Bo w końcu to był i jest „największy ból”: on z kimś innym, a nie on z Tobą drący się na Ciebie i wiązankę przekleństw kończący opluciem...
Siedzisz po uszy jeszcze w tym związku. Żadnego zakończenia dla Ciebie nie było. Czekasz tylko na okazję do kontaktu, uzyskania informacji i wreszcie powrotu. Jeżeli tego chcesz, to nikt nie zatrzymuje...

Odp: Miałam nadzieję, że będzie dobrze... a znów jestem sama
Klio napisał/a:

No i teraz skupiasz się na tym „większym bólu”. Na Twojej szali krzywdy fakt, że agresywny ex mógłby znaleźć sobie kogoś jest „większym bólem”, niż to, że Cię traktował jak śmiecia przez 7 lat związku.
Chyba, że wyprowadzisz mnie z błędu i wyjaśnisz, że wyzwiska, opluwanie Ciebie, wyrzucanie ze wspólnego mieszkania wcale nie oznaczają, że traktował Cię jak śmiecia... W końcu było tyle cudownych chwil...
Ex łaskawie poinformował, że dał Ci szansę: „napisał, że wiele razy pytał czy nie chcę wrócić i że wtedy jeszcze nie dotykał żadnej i że potem postanowił żyć normalnie i poznał wiele kobiet i że może spał z każdą a może z żadną”, a Ty nie skorzystałaś. Ale pozostawia dla Ciebie otwartą furtkę, „bo może spał z każdą a może z żadną”. Miszcz manipulacji... Zobaczyłaś dyndający haczyk i zastanawiasz się czy może by się na niego nie złapać. Pewności jednak mieć nie możesz, bo nie wiesz na pewno czy spał, czy nie spał z każdą. Międlisz więc ten temat i szukasz pretekstu, żeby się od niego dowiedzieć na pewno. Bo w końcu to był i jest „największy ból”: on z kimś innym, a nie on z Tobą drący się na Ciebie i wiązankę przekleństw kończący opluciem...
Siedzisz po uszy jeszcze w tym związku. Żadnego zakończenia dla Ciebie nie było. Czekasz tylko na okazję do kontaktu, uzyskania informacji i wreszcie powrotu. Jeżeli tego chcesz, to nikt nie zatrzymuje...

Po tylu latach spędzonych z jednym facetem faktycznie ciężko pogodzić mi się z tym, że może być z inną, mimo tego jaki był dla mnie. Nawet jeśli nie doszło do seksu to coś na rzeczy być musiało. Przyznał, że dużo imprezował żeby zapomnieć. Najwyraźniej czas postąpić podobnie... Choć przyznaję, że w ogóle nie ciągnie mnie do innych. Nie wykluczam też możliwości, że pisze tak specjalnie żeby mi jeszcze dogryźć, ale niepewność co się zdarzyło nie pozwoliła by mi z nim być już nigdy. Mam bardzo stanowcze zasady w tych kwestiach. Szkoda faktycznie, że wobec szacunku do siebie samej tych zasad nie miałam i pozwalałam na takie traktowanie. Zawsze wiedziałam, że nie chcę żeby tak wyglądało moje życie, stąd też rozstanie, lecz przyznaję, że liczyłam na jakiś gest choćby głupie kwiaty na przeproszenie żebym poczuła, że wie, że źle zrobił. Ale się nie doczekałam. W zasadzie to prawie każdej kłótni byłam prowoderem w jego oczach, bo przecież ja go wkurzyłam i doprowadziłam do takiego stanu. Czas iść do przodu i nie zastanawiać się już co on robi tylko skąd brać tyle siły....

Czasami wolałabym mieć serce z kamienia...

10

Odp: Miałam nadzieję, że będzie dobrze... a znów jestem sama

Jego podstawowy problem jest taki, że on nie wie, że źle zrobił. Tzn. zawsze widział konsekwencje zachowań w postaci Twojego obrażenia, odejścia itp. ale nie wywoływało to rzeczywistej refleksji na temat własnego zachowania, które do tego doprowadziło. Dlatego zmiany nie było nigdy. Były momenty załagodzenia sytuacji, zamiecenia pod dywan, zapomnienia, odwrócenia uwagi (kwiatkiem, komplementem, czy też słowem przepraszam, które w istocie było puste). Ale mechanizm był zawsze ten sam: wybuch agresji; przekonanie o tym, że to Ty do tego doprowadziłaś, więc jest przed sobą usprawiedliwiony; Ty się obrażasz, odchodzisz; widzi, że coś musi zrobić, więc dąży do załagodzenia; faktycznej refleksji i starań poprawy brak, bo co ma poprawiać? To była Twoja wina przecież; chwilowy spokój; i wracamy do punktu wyjścia: wybuch agresji. Obecnie ponownie nie ma żadnych przesłanek świadczących o chęci chociażby zmiany. Badyl byłby zaś kolejnym odwracaczem uwagi, więc jeśli tak bardzo brakuje Ci kwiatków, to zerwij/kup je sobie sama.
Jeśli znajdzie kogoś to krzyżyk im na drogę. Uwolniłaś się i tego się trzymaj. Imprezy „w odwecie” sobie daruj, chyba, że naprawdę chcesz się wyrwać, tak dla siebie, a nie żeby się odgrywać. Motywy są w tym przypadku ważne, bo ważne jest czy działania jakie podejmujesz wynikają z chęci poprawy swojej sytuacji i swojego stanu emocjonalnego, czy też wynikają z chęci wywołania jego reakcji. W tym drugim przypadku tkwisz nadal w związku, nadal on jest w centrum zainteresowania i Twoich myśli, a powinien stamtąd jak najszybciej zniknąć.
Potraktuj ten związek jako swoją szkołę. Przestudiuj mechanizmy swojego działania i myślenia w związku z agresywnym partnerem, tak abyś nie wracała do tego już nigdy: czy to ponownie schodząc się z exem, czy też angażując w związek z jego klonem.

11

Odp: Miałam nadzieję, że będzie dobrze... a znów jestem sama

Dzięki Klio za dobre rady. Oby jednak jego klon mi się już nie trafił. Bo choć bardzo go kocham to tylko jedną jego stronę, drugiej nienawidzę za te wszystkie przykrości, za morza wylanych łez, za brak szacunku. Już sobie obiecałam, że wystarczy, że komuś się "wymsknie" obraźliwe słowo to będę uciekać jak najdalej, bo już mam nauczkę, że tacy się nie zmieniają. Jeszcze kiedyś widziałam w nich chęć poprawy, chodził nawet na terapię, ale przestał, bo stwierdził, że mówią w kółko to samo. Widocznie potrzebnie, bo w kółko to samo robił. Żałuję tylko, że już wcześniej, po tych 3 latach związku kiedy doszło do rozstania, uwierzyłam, że może się zmienić. Zmarnowałam przez to najpiękniejsze lata młodości, teraz już nic nie będzie takie samo. Zostanie tylko nauczka i obawa przed każdym facetem, który będzie chciał się zbliżyć. Dobrze chociaż, że ślubu nie było bo teraz jeszcze większe problemy by mnie czekały...

Czasami wolałabym mieć serce z kamienia...

12

Odp: Miałam nadzieję, że będzie dobrze... a znów jestem sama
MamTakSamoJakTy napisał/a:

Oby jednak jego klon mi się już nie trafił.

Już Twoja głowa w tym, żeby się nie trafił. Jeżeli odrobisz lekcję z tego związku, to nie ma szans na powtórkę.

MamTakSamoJakTy napisał/a:

Jeszcze kiedyś widziałam w nich chęć poprawy, chodził nawet na terapię, ale przestał, bo stwierdził, że mówią w kółko to samo. Widocznie potrzebnie, bo w kółko to samo robił.

Sama widzisz jaka to chęć zmiany w nim zawsze była. Bardzo chciał chcieć, ale tak jakoś mu się nie chciało...

MamTakSamoJakTy napisał/a:

Zmarnowałam przez to najpiękniejsze lata młodości, teraz już nic nie będzie takie samo.

O ile nie masz 79 lat, to lata młodości jeszcze trwają. Bardzo dobrze, że nic nie będzie już takie samo, bo to co było do tej pory można o kant dooopy potłuc.

MamTakSamoJakTy napisał/a:

Zostanie tylko nauczka i obawa przed każdym facetem, który będzie chciał się zbliżyć.

Nauczka jak najbardziej się przyda, ale obawy będą tylko bagażem. Jeżeli będziesz świadomie budować kolejne znajomości, reagować odpowiednio do sytuacji i nie bać się kończyć znajomości, które prowadzą donikąd, to nie powinno być problemów. Tymczasem pozwól sobie na nauczkę, na refleksję na własnym zachowaniem w poprzednim związku. Jego zachowanie sobie odpuść, bo to już nie Twoja sprawa. Jego motywy, problemy, chęci, niechęci są jego i tylko jego.

Posty [ 12 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Miałam nadzieję, że będzie dobrze... a znów jestem sama

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018