Jestem ofiarą romantycznej miłości - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Jestem ofiarą romantycznej miłości

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 12 ]

Temat: Jestem ofiarą romantycznej miłości

Witajcie,

Mam na imię Ewa i, jak większość z nas tu obecnych, wychowana zostałam na bajkach o księżniczkach, księciach i prawdziwej miłości, co uderza jak grom z jasnego nieba. Jako nastolatka nieustannie wierzyłam w to, że pewnego dnia spotkam tego wyśnionego mężczyznę i zrozumiem, że to on, gdy tylko go ujrzę. W tym okresie raczej unikałam chłopców, choć może inaczej - unikałam bezpośredniego kontaktu z nimi, lecz podkochiwałam się z ukrycia w kilku, jak każda dziewczynka w wieku lat nastu. Kreowałam w głowie historie o tym, jak oni nagle odnajdują moje tęskne spojrzenie na ulicy, biorą mnie w ramiona i spacerujemy o pełni księżyca po parkach, pływamy łódką po jeziorach... 

Kiedy miałam 18 lat przeżywałam okres fascynacji internetem. To było niesamowite, odkryć, że wystarczy tylko kilka korków, lekkie ubarwienie kilku faktów, odpowiednie zdjęcie z głębokim spojrzeniem i każdego dnia skrzynka wręcz pęka w szwach od wiadomości. Na jednym z portali poznałam M. - wysoki, odrobinę niezdarny z burzą długich, jasnych włosów. Spotkaliśmy się raz czy dwa, po tygodniu byliśmy parą, po dwóch miesiącach zamieszkaliśmy razem, po pół roku mi się oświadczył. Wydaje mi się, że kochałam go wtedy swoim dziecięcym serduszkiem - tym bardziej, że był o dziesięć lat starszy, często i na długo wyjeżdżał do Niemiec doglądać tam jakichś interesów rodzinnych, a mnie oburzały historie o rozpadach związków na odległość i obiecywałam sobie, że będę tym chwalebnym wyjątkiem. Trochę jak w tych wszystkich historiach, w których kobieta wiernie czeka na powrót swojego ukochanego. No i przecież, ledwo napisałam maturę, a już miałam swój dom i "prawie-męża". Taki status już na starcie ma mało która panna.

Zaczęły się studia.

Po roku mieszkania razem zdałam sobie sprawę, że w codziennej rutynie nie ma nic, co choć trochę idzie w parze z moim wyobrażeniem romantyzmu - gdzież te głębokie spojrzenia, gdzie westchnienia i gorące szepty nocą i zapewnienia o wiecznej miłości. Przecież nawet Kopciuszek nie prał gaci i skarpetek, nie biegał na targ po warzywa, gdy już został odnaleziony przez Księcia. Zaczęłam nabierać pewności, że to nie jest moja bajka. 
Nadal mieszkaliśmy razem, ale rozpoczęłam nieśmiało rozglądać się dookoła siebie. W głowie znów zaczęły powstawać romantyczne historie.
Kolega z mojej grupy ćwiczeniowej zwierzył mi się podczas jednej z domówek, że rzuciła go dziewczyna, którą kochał jak nikogo. Opowiadał mi o depresji, próbie samobójczej, tabletkach. Zakochałam się. Spotykaliśmy się potajemnie w letnie wieczory - ubiegając komentarze: nigdy nie spaliśmy ze sobą. Spacerowaliśmy nocą wokół małego jeziora niedaleko mojego domu, trzymaliśmy się za ręce, wkładałam całą energię w "przywrócenie go do żywych". To była moja romantyczna misja. Nagle zaczął mi opowiadać, że się zakochał, że chce byśmy zostali parą. Wtedy poczułam, że to znów sprowadzi się do prania gaci i odkurzania. Wraz z październikiem pojawiła się możliwość wyjazdu na półroczne stypendium do Anglii. Zgłosiłam się w tajemnicy. Swojemu narzeczonemu powiedziałam o tym na dwa tygodnie przed, gdzieś po nowym roku, z życia tego drugiego po prostu zniknęłam - czyż nie romantycznie? Po prostu rozpływasz się pod osłoną nocy, wciąż czując smak tego ostatniego pocałunku... Płakałam całą noc i to było bardzo przyjemne.

W Anglii szybko odnalazłam sposób na to, jak bezbłednie manipulować gestem, głosem, jak dobierać słowa, by mężczyźni okazali mi zainteresowanie. Spotykałam się z kilkoma, ale zwykle te historie kończyły się po kilku dniach, wraz z ich pierwszym "kocham cię". Wtedy znałam te słowa w trzydziestu chyba językach. Zostawiałam ich bez słowa, bo w ich oczach nie było nic, co mnie pociągało, gdy to mówili.
Tam poznałam H. Był bardzo wysoki i bardzo szeroki w barach, co napawało mnie poczuciem bezpieczeństwa. Był Turkiem, więc oznaczał wszystko, co egzotyczne i nieznane. Nie jakiś tam Norweg, Amerykanin, Czech, Niemiec czy inny nudziarz. Rzuciłam się w wir mojej baśni rodem z tysiąca i jednej nocy. Spijałam z jego ust wszystkie historie o nieznanym kraju. Całował delikatnie, dotykał delikatnie, chciał czekać z seksem do ślubu. Pomieszkiwaliśmy raz u niego raz u mnie w akademiku. Przemycanie go na noc do pokoju było niezwykle podniecające. Zaczęliśmy spać ze sobą, obiecywał, że przyjedzie do Polski i odnajdziemy się w Warszawie. Pamiętam, jak stykały się nasze ręce przez szybę autobusu, który miał mnie zawieźć na lotnisko. Płakałam za nim, bo chyba go kochałam w ten mój romantyczny sposób. Romantyzm wymaga łez.

Dzwoniliśmy i pisaliśmy kilka tygodni po moim powrocie do Warszawy. Znów zaczęłam szukać swojej miłości życia, kiedy nagle H. przyjechał do Warszawy. Miał odbyć staż, czy coś w tym rodzaju... Był tak szczęśliwy, jego oczy błyszczały, a ja zdałam sobie sprawę, że tu w Polsce moja egzotyczna miłość nie ma racji bytu. Dlaczego? Bo to w idei byłam zakochana. Bo muzułmanin był czymś egzotycznym, czymś zakazanym, jak mąż w wieku 18 lat, jak facet z depresją, jak idea tęsknoty i niespełnienia.
Oto stał przede mną na dworcu głównym, obładowany walizkami i widziałam w jego oczach pragnienie zostania przy mnie. Wiedziałam, że znów wpadlibyśmy w rutynę. Zniknęłam więc z Warszawy i z jego życia...

Dziś mam 26 lat, wpadam w obce ramiona od czasu do czasu, ale boję się czegoś stałego, a za to wszystko winię bajki o romantycznej miłości...

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Jestem ofiarą romantycznej miłości

Bardzo ładna bajka.

3

Odp: Jestem ofiarą romantycznej miłości

No cóż,prawdziwe życie...które zaczyna sie dopiero,po tym,jak skończy sie bajka smile

4

Odp: Jestem ofiarą romantycznej miłości

Tytuł się nie zgadza. To nie Ty jesteś ofiarą.

5

Odp: Jestem ofiarą romantycznej miłości
evee.bar napisał/a:

(...) za to wszystko winię bajki o romantycznej miłości...

Jak prosto i łatwo. Nie Ty dokonujesz wyborów takich, nie innych, nie Ty podejmujesz decyzje, nie jest to też żadna Twoja odpowiedzialność, tylko przeczytanych bajek.

A może tak, wreszcie, zobaczysz rzeczywistość?
A może tak, wreszcie, zaczniesz używać rozumu zgodnie z przeznaczeniem?

6

Odp: Jestem ofiarą romantycznej miłości
Wielokropek napisał/a:

Jak prosto i łatwo. Nie Ty dokonujesz wyborów takich, nie innych, nie Ty podejmujesz decyzje, nie jest to też żadna Twoja odpowiedzialność, tylko przeczytanych bajek.

Gdyby tak iść tym tokiem myślenia i uznać, że lektury mają tak przemożny wpływ to strach pomyśleć co ze mną! Wychowałam się na mitologiach. Jedną z ciekawszych była egipska. Czy ktoś mógłby mi wytłumaczyć np. jak mit o konflikcie Horusa z Setem wpłynął na moje wybory w życiu. Zaznaczę, że nie mam wstrętu do sałaty... Czy ze mną jest coś nie tak?

7 Ostatnio edytowany przez Kareena (2016-06-01 14:54:15)

Odp: Jestem ofiarą romantycznej miłości

Jeśli ty winisz bajki, seryjni mordercy powinni winić obejrzane filmy akcji.
Jesteś niedojrzała emocjonalnie, mimo wieku. Zdarza się. Jednak marne są szanse na to, że dojrzejesz, skoro szukasz przyczyny własnego zachowania wszędzie wokół, a nie w sobie.

8

Odp: Jestem ofiarą romantycznej miłości

Nie karmmy dalej trolla. smile

9

Odp: Jestem ofiarą romantycznej miłości

Ktoś tą egzaltowaną, wystylizowaną na tragiczne romansidło powiastkę bierze na poważnie?

10

Odp: Jestem ofiarą romantycznej miłości

cd...
Później niczym beztroski pasikonik przeglądałam się w tafli jeziora. ..i zobaczyłam jego..
Dostojnego ropucha...postanowiłam go ucałować..przecież to mógł być właśnie on...ten wymarzony zaklęty książę.
Ucałowałam go tak jak nigdy nikogo. .a on tylko skumał, że jestem trolololo

11

Odp: Jestem ofiarą romantycznej miłości
Kareena napisał/a:

Jeśli ty winisz bajki, seryjni mordercy powinni winić obejrzane filmy akcji.
Jesteś niedojrzała emocjonalnie, mimo wieku. Zdarza się. Jednak marne są szanse na to, że dojrzejesz, skoro szukasz przyczyny własnego zachowania wszędzie wokół, a nie w sobie.

Nie Ty dokonujesz wyborów takich, nie innych, nie Ty podejmujesz decyzje, nie jest to też żadna Twoja odpowiedzialność, tylko przeczytanych bajek.

Tak, zdaję sobie sobie sprawę z tego, że nie ma żab zmieniających się w księcia za sprawą pocałunku. Miałam raczej na myśli to, że gdzieś tam we mnie jest głęboko zakorzeniony schemat szczęśliwego happy-endu, romantycznych uniesień. Filmy i bajki nie mówią o tym, co się dzieje po słowach "i żyli długo i szczęśliwie", niestety.

Wiem, że na tym polu jestem bardzo niedojrzała, sądzę jednak, że każdy ma swoje wady, a moją jest poszukiwanie tego, o czym tyle się naczytałam. I nie robię tego z jasną intencją, w żadnym stopniu. Gdy angażuję się w jakąś historię, nie myślę na samym wstępie o tym, jak ją efektownie zakończyć. To się dzieje samo. Nagle coś, co podszeptuje mi, żeby brać nogi za pas, gdy robi się zbyt poważnie, gdy dochodzi do tegoż właśnie nieznanego punktu po "i żyli długo...".

Mnóstwo ludzi zraniłam, sama również się z tym męczę. Tyle związków mogło się udać, tyle naprawdę równych gości się przewinęło, w tylu miejscach już mieszkałam... bo wciąż mam w sobie tą potrzebę zmiany, ucieczki, bo gdzieś będzie lepiej, bo to nie to, bo może inaczej...

Naprawdę, zazdroszczę dziewczynom, które się ustatkowały. Przeglądam na facebooku zdjęcia ze ślubu koleżanek ze szkoły, z podwórka i nie mogę uwierzyć, że znalazły w sobie odwagę takiej decyzji do końca i przyjęcia tego schematu bez fajerwerków, codziennej pobudki, pracy, sprzątania, gotowania, prania i miliona innych nudnych rzeczy,

12

Odp: Jestem ofiarą romantycznej miłości

Autorko - w złym miejscu szukasz źródła swoich związkowych niepowodzeń. Wiara w idealny, baśniowy happy-ending to wygodne usprawiedliwienie i póki tego nie przyjmiesz do wiadomości i nie zaakceptujesz w pełni, nic się nie zmieni.

Bo źródłem twoich problemów jest twój własny lęk. Przed zobowiązaniami? Nudą? Szarą codziennością? Prozą życia? Przed wszystkim naraz.

Gdyby to była kwestia wyidealizowanej wizji szczęścia - pisałabyś, że żaden facet ci nie wystarczał. Że miałaś za każdym razem poczucie, że to nie ten, a wymarzony książę czeka na ciebie za kolejnym zakrętem. Tymczasem ty nie piszesz o czyichkolwiek niedoborach i o jakichkolwiek rysach na twojej wyidealizowanej wizji związku, które by wywoływały u ciebie potrzebę ucieczki. Piszesz wyłącznie o własnym lęku.

Myślę, że dwa poważne kroki przed tobą. Po pierwsze, przestać czukać żródła problemów na zewnątrz i dostrzec je w sobie. Po drugie, zastanowić się, na ile ustabilizowany związek, którego się tak boisz i do którego jednocześnie tak cię ciągnie, to twoja potrzeba. Jasne, większość ludzi prędzej czy później się ustatkowuje, zakłada rodzinę. Ale nie wszyscy - to nie jest żaden obowiązek. Może tobie po prostu taki styl życia nie odpowiada, nie tego oczekujesz i potrzebujesz - więc po co się zmuszać?

Posty [ 12 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Jestem ofiarą romantycznej miłości

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024