Hej,
pomozcie mi prosze spojrzec obiektywnie na sprawe. Trzy lata temu wzielam slub, rok temu urodzilo nam sie dziecko. Po roku po slubie mezowi sypnela sie firma. Od dwoch lat ma ciagle problem z dochodami, czasem ich wcale nie ma , czasem sie gdzies zaczepi na pare miesiecy do pracy.
Ja mam stala pensje ok 4 tys teraz jestem na macierzynskim wracam do pracy niedlugo. Maz albo zarobi miesiecznie srednio ok 1,5 tys.
Wyjechalam na czas macierzynskiego z nim nawet do innego miasta aby mogl sie zrealizowac - myslalam, ze moze snajdzie dobra prace w marketingu a ja sobie juz cos tam znajde. Ale po kilku miesiacach nie przedluzyli jemu umowy. Pozniej znalaz cos marnego na szybko. Nie oplacalo sie tam zostawac bo ja musze wracac do swojej pracy w ktorej wiecej zarabiam i tu mamy swoje mieszkanie - nie chcielismy mieszkac na wynajmnie. Wrocilismy znalazl prace za 1,5 tys fizyczna zeby cokolwiek zarobic i zachorowal po 3 dniach poszedl na zwolnienie lekarskie i go wywalili. Teraz znow szuka pracy, znow nie ma dochodu od miesiaca.
Mam juz tego dosc....juz nie mam sil. Klocimy sie przez to. Mysle o rozdzielnosci majatkowej (kazdy ma swoje konto na ktore splywa wyplata i wspolne na ktore sie skladamy po ok 1500 na wspolne wydatki) z dwoch przyczyn - aby sie nauczyl odpowiedzialnosci ze musi lozyc na rodzine i aby nas wszystkich nie doprowadzil pod most. Poradzcie prosze co o tym wszystkim myslicie..nie potrafie na to wszystko spojrzec obiektywnie. Dzieki za wszelkie szczere komentarze.