Witam.
Bylem z dziewczyna prawie dwa lata. Jestem jej pierwszym partnerem, ja mialem juz za soba jeden dlugi zwiazek. Miedzy nami bylo wszystko ok, wspolne wakacje, hobby, usmiechy itp. Swietna dziewczyna, byla dosc niedostepna w sprawach intymnych, ale podobalo mi sie to mialem co zdobywac i wiedzialem ze nie jest to byle jaka dziewczyna. Tak wiec pierwszy nasz skes byl po roku znajomosci. Ogolnie wszystko bylo ok.
Pomagalem jej skonczyc studia, jako ze ona nie ma prawa jazdy byla "uwieziona w swojej miejscowosci" to bardzo czesto jezdzilem i jej pokazac troche swiata. Nastepnie zaczela sie zamykac w sobie, ciagle niezadowolenia, zmeczenie. Nawet nie wiem czemu. Tlumila w sobie cale emocje, probowalem z nia porozmawiac to dostawalem odpowiedzi " nic mi nie jest, jestem zmeczona, przejdzie mi " itp. Niestety kilka miesiescy byla w takim stanie. Bardzo meczyl mnie taki stan i czulem ze umieram z nia. Wkoncu postanowilem zerwac bo juz nie wiedzialem co robic... No podczas rozmowy w cztery oczy powiedzialem jej ze albo cos z tym zrobimy albo ja koncze ten zwiazek bo dluzej nie bede w takim czyms. Oczywiscie placz z jej strony i teksty " dlaczego, zostan ze mna przejdzie mi obiecuje, to tylko chwilowe, poczekaj jeszcze chwile". No dobra czekalem, spotykalem sie z nia i niestety zadnej poprawy. Po dwoch tygodniach napisala mi smsa ze nam nie wyszlo i mam sobie znalezc kogos innego.... Pojechalem do niej chcialem porozmawiac i dupa. Ona zapatrzona w laptopa kompletnie odleciala, wogole nie obchodzilem juz. Zaczela plakac, mowic jaka to jest nieszczesliwa, ze chce umrzec, nie ma prawdziwcyh przyjaciol, w pracy nie jest lubiana, rodzina ja nie rozumie. Ja ja nie wspieram, nie bylo mnie kiedy ja potrzebowalem, no troche mi pojechala chociaz nie wiem po co i czemu. No bylo mi smutno jak cholera bo nic jej nie zrobilem. Po prostu wybuchla, pierwszy raz chyba w naszym zwiazku taka bomba. Wiec jakos trzymalem nerwy chociaz naprawde mialem juz dosc takiego zachowania, pojechalem do domu, Teraz mija miesiac czasu, nie dostalem od niej zadnej wiadomosci. Liczylem na to ze jej przejdzie... Nie wiem co sie z nia stalo. Kochalem ją a ona nie wiem co zrobila. ;/ moze pojawila sie inna osoba na horyzoncie i tyle.... no chyba ze to jakis obiaw niedojzalosci. No w sumie tak mysle, dziewczyna ma 23 lata i nie miala swoich kolezanek, dziwne bo ja mam bardzo duzo znajomych...