jestem ponad 2 miesiace po rozstaniu. 9 letni zwiazek, na wszystko sami pracowalismy w obcym miescie, przez studia zeby sie utrzymac, potem kazdy praca i wszystko bylo wspolne. wynajmowalismy kawalerke. 1,5 roku temu zareczyny w dodatku przy jego i moich rodzicach. plany na przyszlosc itd. az pewnego dnia oznajmil mi ze nie czuje juz tego co kiedys i z kims innym bede bardziej szczesliwa. i wyszedl z kolega na piwo.. jak sie poczulam to doskonale wiecie.
spakowalam najwazniejsze rzeczy i przenocowalam u przyjaciolki. nie zainteresowal sie nawet gdzie sie podzialam. na drugi dzien prosilam o rozmowe (bo uważalam jak tak można potraktowac druga osobe). prosilam, pytalam czemu dlaczego ale z jego strony osiębłość i tylko te same slowa " nie jestes taka jaką chciałbym żebyś była" i jeszcze inne wytykajace moje wady nawet z przeszlosci. oczywiscie zaproponowal przyjażń i pomoc w kazdej sprawie. i te gesty żebym juz opusciła nasze mieszkanie ze koniec rozmowy, i słowa "wiecej nie mam nic do dodania".
poczulam ze dosc, koniec ponizania sie i proszenie o szacunek i uczucie.
po kilku dniach zabralam co moje. wspolne rzeczy zostawilam. musialam zrezygnowac z pracy i wrocilam do rodzinnego domu.
po tych 2 miesiacach odezwal sie.. z pytaniem co u mnie, jak zyje, jak sie czuje. ze wczesniej nie mogl pisac bo czekal az emocje opadną. "nie olalem cie wczesniej a teraz napewno juz lepiej sie czujesz" napisal ze zawsze bede w jego sercu i jesli bede potrzebować pomocy to mam smialo dzwonic o kazdej porze. i jesli nie odpisze to nie odbierze tego jako - cytuje "foch bo wie ze jeszcze czuje do niego niechec i odraze"
co to za słownictwo foch, olałem...
swoja wiadomoscią wybił mnie z dochodzenia do siebie, nie było łatwo (nie jadlam, nie spalam, tylko placz) ale powoli wychodze z tego... a tu taka wiadomosc ![]()
jeszcze miesiac temu odpisalabym od razu a teraz poprostu nie wiem, nie wiem co mialabym mu napisac. Jak myslicie po co napisal, zeby pozbyc sie wyrzutów sumienia??? i czy sie odezwac?
prosze o rady