Założyłam nowy temat, bo ten który opisałam tu: http://www.netkobiety.pl/viewtopic.php?id=86214 uważam za zamknięty, choć jeszcze się miotam bo jednak to wszystko odcisnęło na mnie wielkie piętno z którym wciąż się zmagam.
Łatwo nie jest. Nadal nie ma dnia żebym nie myślała o swoim byłym "kochanku", ale w międzyczasie wydarzyło się coś co mi dało jeszcze więcej do myślenia. Dowiedziałam się że mój ex małż wyjeżdża za granicę na stałe. Zapytałam go o to, oczywiście mnie najpierw zbeształ że jak ja w ogóle śmiem go pytać, że co mnie to obchodzi, ale wyjaśniłam mu że pytam bo po pierwsze mamy dzieci a po drugie pytam bo jestem ciekawa a nie że mnie jakoś to obchodzi. Po raz pierwszy od rozwodu rozmawialiśmy "po ludzku". A jednak mnie obeszło. Ta informacja okazała się dla mnie nie do przetrawienia na początku, długo się z tym szarpałam, ale w końcu przyszła do mnie taka myśl, że przecież on Cię skrzywdził idiotko, tyle zła Ci wyrządził, tyle przez niego płakałaś, a Ty się teraz martwisz gdzie będzie spał i co będzie jadł... Pomogło.
No ale do rzeczy.
Zaczęłam się spotykać z kolegą, który jest singlem, nic wielkiego, wspólne wyjścia do kina tylko, albo spotkania w gronie znajomych, ale on ostatnio zaczął się dziwnie zachowywać i nawet znajomi zaczęli pytać co jest z nim nie tak. Cieszy się jak dziecko kiedy tylko przy nim usiądę, stara się mnie obejmować, niby po przyjacielsku ale jakoś tak inaczej. Kiedy wygraliśmy w jakimś quizie, obcałował mnie śmiesznie po plecach, niby w żartach ale niektórzy mieli oczy jak spodki. Potem złapałam się na tym że myślę o nim chociaż nie chcę. Ja się po prostu boję że źle zinterpretuję jego zachowanie, boję się że każdy miły gest w stosunku do mnie będę teraz odczytywać jako chęć nawiązania bliższego kontaktu. Owszem, brak bliskości damsko-męskiej męczy, ale ja się boję że taka bliskość spowoduje że się znowu zakocham i że znowu okaże się niewypałem. Z drugiej strony znowu boję się że jak źle zinterpretuję jego intencje, bo on na przykład nie chce a ja pomyślę inaczej, że jak ja coś zainicjuję to się zbłaźnię. Rozmów bardziej osobistych nie było.
Ja po prostu czuję się wciąż jak dziecko we mgle, nie wiem czy powinnam czekać na jego sygnał czy sama coś zagaić, a jak czekać to jak długo, czy sobie w ogóle odpuścić wszystko na razie. To dotyczy wszystkich mężczyzn, nie tylko tego jednego. Jestem jeszcze emocjonalnie poobijana po moim ostatnim romansie, nie chcę się angażować a jednocześnie nie chcę tracić szansy.
Jest jakiś sposób żeby to wszystko pogodzić? Jak nauczyć się interpretować mężczyzn żeby nie wyjść na durną czy puszczalską? Ostatnio nawet zaczęłam myśleć że może pasowałby mi układ tylko do seksu, ale chyba nie mogłabym bo z pewnością zaczęłabym coś czuć do tego człowieka.
Ja jestem otwarta na ludzi, nie siedzę w domu, nie rozpaczam, ale po ostatnim romansie coś się we mnie zamknęło, boję się zaufać, boję się nowego związku, ja po prostu nie wiem jak. Co radzicie?