Witam ![]()
Wiem że na stronie są setki takich tematów ale mój przypadek jest specyficzny.
Więc zacznę od początku. Jestem z moim chłopakiem prawie rok choć czas nie gra takiej roli przy takim uczuciu. Co prawda jest on moją pierwsza miłością i do tej pory wierzyłam że także i ostatnia.
Ostatnio bardzo dużo się kłócimy pierdoly jak wszystkie pary. Ale niestety te kłótnie rozrosly się do tego stopnia że potrafimy po kilka razy dziennie się kłócić. Były rozmowy. Milion poważnych rozmów i każda kończyła się tak jak tego chcieliśmy zgodą i oczywiście postawionym warunkiem że postaramy się więcej nie popełniać tego błedu. Mój facet interesuje się wojskiem, od małego wręcz to kocha więc ostatnio zgłosił się na służbę przygotowawczą która trwa cztery miesiące. Na początku nie odczuwalismy tak wielkiego smutku z powodu jego wyjazdu. Dopiero praktycznie tydzień przed wyjazdem oboje sobie uswiadomilismy że to ostatnie dni. Człowiek z którym widzisz się dzień w dzień nagle wyjeżdża na tyle to serce się łamie. Ale obiecalismy sobie że damy radę a przy okazji taka przerwa da nam chwilę wytchnienia i czas na różne przemyślenia. Byłam pewną że to nam pomoże w związku. Ale on odkąd wyjechał zrobił się dziwny, nie aż taki czuły jak był do tej pory. Zdarzyło mi się raz rozplakac do słuchawki podczas naszej rozmowy bo tęsknię i wiem że to nie ostatni jego wyjazd taki. Tym bardziej że bardzo chce wyjechać na misje chociaż wie że będę się zamartwiac i tęsknić jak cholera. Od paru dni dziwnie pisał właśnie tak jakby chciał zakończyć nasz związek. Kiedy pytałam wprost czy chce to zakończyć to odpowiadał że nie a za chwilę znowu pisał tak jakby jednak chciał ale się bał. W końcu nie wytrzymałam i zapytałam wprost czy on mi tak delikatnie sugeruje żebym to ja zerwała. Niestety trafiłam w sedno. Powiedział mi że kocha mnie i nie chce żebym cierpiała z powodu jego marzeń. Że on ciągle będzie wyjeżdżał na szkolenia itd. I nie chce patrzyć jak się mecze. Kiedy go zapewniałam że chce z nim być bo go kocham to odpowiadał że kiedyś znajdę lepszego, kogoś na kogo zasługuje i kto będzie mógł mi dać więcej niż on.
Jest dla mnie całym światem. Kocham go a on mnie ale jak mam mu przemówić że ja chcę z nim być mimo wszystko i czy jest sens mówienia czy sam zrozumie i zateskni?
Jego najwieksza miloscia jest wojsko.Ty znajdujesz sie na dalszym planie.
Dobrze on zrobil, ze sie rozstaliscie.On jezdzilby z misji na misja, Ty bylabys wiecznie nieszczesliwa, w koncu poszukalabys sobie kogos, dla kogo jestes najwazniejsza.Ten zwiazek nie mial szans.Lepiej, ze zrobiliscie to teraz, a nie za pare lat.nie nieszczesliwa, bo go nie ma.
Po drugie - takie jezdzenie na misje wypacza psychike.On sie zmieni.
Wiem, ze nie to chcialas uslyszec, ale uwiez mi, tak bedzie najlepiej.Ty dasz sobie szanse spotkac prawdziwa milosc, a on bedzie mogl sie realizowac, wiedzac, ze nie krzywdzi Cie.
Tak jak z bolacym zebem.Co lepiej ?Wyrwac i wstawic nowy, czy utrzymywac stary, zeby bol powracal ?
Dlatego pamietej, ze koniec jednego jest poczatkiem drugiego.
Nie wiem co jest gorsze to że najprawdopodobniej to jest już koniec Nas czy fakt że kiedyś jak założylibyśmy rodzinę to nie tylko ja bym tesknila ale i dzieci. Jest wielu mężczyzn w wojsku którzy mają żony i dzieci. Ja chce spróbować sobie ułożyć z nim życie ale on nie daje nam szansy to dopiero początki jego 'kariery' a on już mnie przekreśla. Przed wyjazdem zapewniał mnie że chce żebyśmy zostali rodziną w przyszłości. Owszem po misji siada wszystko na psychikę ale mojej znajomej kuzyn który założył rodzinę wyjechał na misję mimo że na świat miał nie długo przyjść jego syn. Po powrocie stwierdził definitywnie że więcej tam nie wróci za dużo widział i woli zostać z żoną i synem. Może to głupie ale mam cichą nadzieję że mój facet miałby podobną sytuację że nie chciałby tam wrócić..
Powiedział mi że kocha mnie i nie chce żebym cierpiała z powodu jego marzeń. Że on ciągle będzie wyjeżdżał na szkolenia itd. I nie chce patrzyć jak się mecze. Kiedy go zapewniałam że chce z nim być bo go kocham to odpowiadał że kiedyś znajdę lepszego, kogoś na kogo zasługuje i kto będzie mógł mi dać więcej niż on.
Standardowy argument - kocham Cię, ale z nami koniec, bo nie chcę, żebyś cierpiała.
Przykro mi to pisać, ale... to oznacza, że on Cię nie kocha, a tylko szuka usprawiedliwienia, by zerwać ''kulturalnie''.
Marnujesz czas. Lepiej będzie powoli budować swoje życie, ale już bez niego.
Problem w tym że nie da się tak z dnia na dzień przestać kochać. A on ciągle mnie kocha. Chce rozstania dla mojego dobra ale ja jestem szczęśliwa z nim a nie bez niego próbuje mu to ciągle wytłumaczyć ale on ślepo widzi swoją teorię "beze mnie będziesz szczęśliwa". Jeżeli chciałby naprawdę ze mną zerwać to pisał by mi ciągle "kocham Cię!"? Kocha mnie a ja jego. Tylko nie wiem jak już do niego przemówić żeby zrozumiał że pragnę być z nim do końca życia. Tyle planów mieliśmy.
Problem w tym że nie da się tak z dnia na dzień przestać kochać. A on ciągle mnie kocha. Chce rozstania dla mojego dobra ale ja jestem szczęśliwa z nim a nie bez niego próbuje mu to ciągle wytłumaczyć ale on ślepo widzi swoją teorię "beze mnie będziesz szczęśliwa". Jeżeli chciałby naprawdę ze mną zerwać to pisał by mi ciągle "kocham Cię!"? Kocha mnie a ja jego. Tylko nie wiem jak już do niego przemówić żeby zrozumiał że pragnę być z nim do końca życia. Tyle planów mieliśmy.
Mówi, że Cię kocha. To tylko słowa.
Jego czyny pokazują zupełnie coś innego.
Byliście razem niecały rok - mógł po prostu pomylić miłość z zauroczeniem.
Po miesiącu szkolenia mają przysięgę i jeszcze dziś mi napisał że chce żebym przyjechała na tą przysięgę. A to jak mam odebrać?
Po miesiącu szkolenia mają przysięgę i jeszcze dziś mi napisał że chce żebym przyjechała na tą przysięgę. A to jak mam odebrać?
Ja bym nie pojechała.
Szanuj się.
9 2016-01-15 16:47:32 Ostatnio edytowany przez Sagi (2016-01-15 16:47:45)
On ma rację, zabezpieczył sobie tyłek. Bo w końcu byś znalazła kogoś innego, kto jest zawsze obok.
Na samym początku naszego związku wyznaczylismy sobie granicę. Jedną z nich było że jak któreś z nas pozna kogoś w kim się zauroczy to natychmiast mamy sobie o tym powiedzieć żeby później osoba oszukana nie cierpiała z powodu zdrady. Pytałam go czy chodzi o osobę trzecią, zaprzeczył i powiedział że jakby tak było to byłby szczery. Więc to wyjście mogę wykluczyć. A może jakby mnie zobaczył to by sobie uświadomił co może stracić?
Na samym początku naszego związku wyznaczylismy sobie granicę. Jedną z nich było że jak któreś z nas pozna kogoś w kim się zauroczy to natychmiast mamy sobie o tym powiedzieć żeby później osoba oszukana nie cierpiała z powodu zdrady. Pytałam go czy chodzi o osobę trzecią, zaprzeczył i powiedział że jakby tak było to byłby szczery. Więc to wyjście mogę wykluczyć. A może jakby mnie zobaczył to by sobie uświadomił co może stracić?
Wyznaczyliście sobie granicę, jakie to urocze. To pewnie dlatego ludzie po ślubie kościelnym nigdy się nie zdradzają, bo przecież przed Bogiem sobie obiecali..
Czyli uważasz że każdy zdradza? Nie wrzucaj wszystkich do jednego wora. Są małżeństwa z kilkudziesięcim stażem i nigdy nie zdradzili bo wystarczy im jedna osoba na całe życie. Znam swojego faceta na tyle by stwierdzić że tak mnie kocha że nie zrobiłby mi takiego świństwa.
JJesteś facetem? Jeżeli tak to wolę nie wiedzieć jaki masz stosunek do kobiet. Bo z Twojej wypowiedzi wnioskuje że każdy związek/ małżeństwo spisujesz na straty.
Sama ocenisz na ile prawdziwe wydadzą Ci się odpowiedzi, jakie otrzymasz na forum. Jednocześnie każdy kto jej udzielił, zrobił to na podstawie tego co sama przekazałaś. Z tego co piszesz rysuje się niewesoły obraz. Tak, jak napisała Cyngli powinnaś zwrócić większą uwagę na to co robi Twój chłopak, niż to co mówi.
oboje sobie uswiadomilismy że to ostatnie dni. Człowiek z którym widzisz się dzień w dzień nagle wyjeżdża na tyle to serce się łamie. Ale obiecalismy sobie że damy radę a przy okazji taka przerwa da nam chwilę wytchnienia i czas na różne przemyślenia. Byłam pewną że to nam pomoże w związku.
Pierwsza sprawa. Z czyjej strony wyszła inicjatywa tej obietnicy oraz stwierdzenie, że być może to pomoże? Z drugiej części Twojej wypowiedzi wygląda na to, że z Twojej. Twój chłopak zapewne się z Tobą zgodził, a co naprawdę myślał, to już inna sprawa.
Ale on odkąd wyjechał zrobił się dziwny, nie aż taki czuły jak był do tej pory. Zdarzyło mi się raz rozplakac do słuchawki podczas naszej rozmowy bo tęsknię i wiem że to nie ostatni jego wyjazd taki.
O tym co sądził o obietnicy i dokąd zmierza związek z Tobą świadczy najwyraźniej jego reakcja, gdy nie musiał Cię już widzieć, gdy nie byłaś blisko. W przypadku gdyby jego zaangażowanie nie było udawane, nastawienie do Ciebie nie zmieniłoby się tak szybko. Uznał widać, że na odległość nie musi już tak liczyć się z Twoimi uczuciami.
Wielu ludziom trudno jest powiedzieć osobie z którą byli w związku, że pomylili miłość z zauroczeniem, że chcą odejść. Trudno powiedzieć to wprost, stojąc twarzą w twarz komuś, kto jest bardzo zaangażowany, kto ewidentnie kocha.
Czasem też sami sobie tego nie uświadamiają i dopiero zmiana otoczenia, oddalenie się pozwala im nabrać perspektywy, zastanowić się czy to jest to. Zdarza się, że nagle dochodzą do wniosku, że właściwie lepiej im gdy są sami, że do szczęścia nie jest im potrzebna tamta osoba.
Od paru dni dziwnie pisał właśnie tak jakby chciał zakończyć nasz związek. Kiedy pytałam wprost czy chce to zakończyć to odpowiadał że nie a za chwilę znowu pisał tak jakby jednak chciał ale się bał. W końcu nie wytrzymałam i zapytałam wprost czy on mi tak delikatnie sugeruje żebym to ja zerwała. Niestety trafiłam w sedno. Powiedział mi że kocha mnie i nie chce żebym cierpiała z powodu jego marzeń.
Asertywność z pewnością nie jest jego drugim imieniem.
Z opisu, jak doszło do zerwania wygląda, że ciepłe kluchy z niego i czuje się winny. Dlatego postarał się, żeby podzielić się winą i skłonić Cię do tego, żebyś sama z nim zerwała. Tym samym Piłat obmył dłonie i wszystko jest w jak najlepszym porządku, bo przecież powiedział Ci, że nadal Cię kocha...
Po miesiącu szkolenia mają przysięgę i jeszcze dziś mi napisał że chce żebym przyjechała na tą przysięgę. A to jak mam odebrać?
Ano tak, że ludzie potrafią kochać nie tylko innych, ale przede wszystkim siebie. Czyż nie poprawia to samopoczucia, gdy mamy kogoś na zawołanie? Czy nie łechta to naszego ego, że bez względu na to jak postępujemy, ktoś i tak jest zakochany i zdolny do poświęceń dla nas?
Klio, dziękuje za moralnego kopniaka. Trochę oprzytomniałam. Ogólnie dziękuje za te wszystkie porady wszystkim. Pewnie myślicie że ciężko mi przemówić ale to dlatego że go kocham a miłość jest też czasem ślepa. Ciągle staram się go usprawiedliwiać bo oddalam facetowi całe moje serce...
Ostatnio była taka sytuacja że trochę się poklocilismy o jakąś pierdole i dopiero kiedy go zlalam i nie rozmawialam z nim zaczął rozmawiać z naszymi wspólnymi przyjaciółmi bo to wtedy była jakaś impreza. Później każdy przychodził i mi opowiadał że pierwszy raz widzieli go w takim stanie. Opowiadał im jak bardzo mnie kocha ile dla mnie poświęcił że jestem dla niego wszystkim i że nie chce mnie stracić. Sądzę więc że to była miłość. Może trochę toksyczna ale miłość a nie jakieś zauroczenue. Daliśmy sobie parę dni na przemyślenie tego wszystkiego. Tzn właściwie to ja już miałam dość czasu na przemyślenie tego więc ten czas to czas dla niego że tak powiem. Za parę dni ma dać mi znać czy jest sens czy nie. Wszyscy nasi znajomi ciągle mi powtarzają że jeszcze się opamięta i będzie żałował że zaczął wgl ten temat. Może nie wiem. Wiem jedno że jeśli mi za te parę dni powie że to definitywny koniec to za te 3 tygodnie pojadę do niego na tą przysięgę nie po to żeby mu się miło zrobiło tylko po to żeby mi powiedział to prosto w oczy. Bo przez smsy czy internet każdy może być twardy a skoro chce iść do wojska to powinien być na tyle twardy żeby jeszcze zakończyć to osobiście a nie jak dzieci z gimnazjum przez telefon!
Niby taki żołnierz, ale troszkę tchórz z niego. Szczerze? To dość głupio z Tobą postępował i grał Ci na uczuciach, zamiast po prostu szczerze porozmawiać. Moim zdaniem dalszy związek z nim nie będzie miał sensu, nawet jeśli teraz nie da Ci odpowiedzi pt.: "to koniec", dlaczego? Bo nadal kariera wojskowa będzie na pierwszym miejscu. Moim zdaniem musiałby zmienić podejście i na pierwszym postawić oczywiście związek z Tobą. Nie wiem jak to tam wygląda w tym wojsku, ale powinien starać się abyście się widywali jak najczęściej, chociażby miało to być i tak bardzo rzadko, ale powinien dążyć aby to było tak często jak to możliwe. Rozmowa przez tel. czy skypa nigdy nie zastąpi spotkania na żywo. Ja jestem zdania, że macie szansę, przecież niektórzy np. zostawiają tutaj dziewczynę i wyjeżdżają za granicę, też im lekko nie jest, ale dają radę, znam takie pary. Powodzenia!
Niestety moja historia zakończyła się nie ciekawie. Rozstaliśmy się. Stwierdził że ma dość ciągłych kłótni, tego że nie doceniam jego starań i mojego ciągłego niezadowolenia. Stwierdził to raptem po paru sytuacjach kiedy się poklocilismy i już się poddaje. Nie twierdzę że jestem święta ale poniekąd macie też rację że stara się zrzucić winę na mnie. Nasz związek był podzielony na dwa etapy. W pierwszych paru miesiącach to on za mną biegał przepraszał za wszystko co mi nie pasowało starał się za nas dwoje potem zdarzyła się sytuacja że zawiódł moje zaufanie 'flirtujac' przez smsy z inną kobietą którą poznał w pracy ale dałam mu szansę i on od tamtej pory zmienił się. Od tamtej pory to ja ciągle się za nim uganialam. Po każdej kłótni to ja byłam tą która dzwoniła i starała się nas pogodzić. Wiem popelnilam wielki błąd bo go przyzwyczaiłam że będę wiecznie jego cokolwiek by się nie działo. Teraz nie mogę sobie poradzić z tym wszystkim. Jestem zalamana. Jestem bardzo uczuciowa kobietą którą bardzo łatwo zranić i także szybko wybaczyć. Zbyt ufam ludziom. Do spotkania z nim dojdzie mimo wszystko bo muszę zwrócić mu oczywiście parę jego rzeczy poza tym chyba jest to oczywiste że chcę żeby powiedział mi to prosto w oczy że z nami koniec. Ale to spotkanie dopiero za trzy tygodnie a do tego czasu co mi radzicie? Jak sobie poradzić z tym wszystkim? Jak wy sobie radzilyscie w takich sytuacjach podczas rozstania? ![]()