Jestem z Nim ponad 3 lata. Znamy sie o wiele dłużej (mieszkany w tej samej miejscowości). Ja 27 lat, On 30. Ja pracuje na pół etatu, on na wysokim stanowisku. Znamy sie na wylot. Bardzo chciałabym założyć już rodzine, mieć dziecko. Chciałabym być chociaż Jego narzeczoną, aby w końcu nasza znajomość przeszła na wyższy level. Po ślubie mielibyśmy gdzie mieszkać. Jego rodzice zaczynają nalegać na ślub, moi to samo.
A Jemu chyba sie do tego nie śpieszy. Wiele razy z nim o tym rozmawiałam. Mówiła, że chciałabym być kimś wiecej. Wszyscy moi znajomi mają już własne rodziny i dzieci. Niektóre nawet chodzą już do szkoły. On cały czas powtarza, że chciałby już ze mną mieszkać itd, ale tylko na takim gadaniu sie kończy. Jak mówie byśmy w takim razie coś postanowili skoro jest pewny, że chce ze mną spedzić reszte życia to zmienia temat. I tak trwa to już z pół roku.
Ostatnio odnosze nawet wrażenie, że chyba to mi bardziej zależy na tym wszystkim. Jemu chyba jest tak wygodniej. Dzisiaj powiedział, że "faceci już tacy są, że im sie do tego nie śpieszy" co strasznie mnie zabolało. Nie wiem co o tym myśleć. Nie chce nalegać, ale z drugiej strony lata lecą, a ja chciałabym już mieszkać z nim, być Jego żoną.
On też jest pewny, że z Nim bede. Niby jestem niezależną kobietą, ale wszystkie sprawy konsultuje z Nim, zna wszystkie moje problemy, wie co robie o każdej porze dnia i nocy. Nawet to, że to ja pierwsza zawsze podejmuje temat o ślubie czy zareczynach daje mu pewność, że nie chce innego faceta. Może po prostu stałam sie dla Niego nudna?