Kłótnie średnio raz na tydzień - czy ma to szanse przetrwać? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Kłótnie średnio raz na tydzień - czy ma to szanse przetrwać?

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 65 z 89 ]

1

Temat: Kłótnie średnio raz na tydzień - czy ma to szanse przetrwać?

Witam,

Z racji, że często kłócę się ze swoją dziewczyną postanowiłem założyć temat i opisać kilka naszych sytuacji z życia wziętych, abyście stwierdzili czy słusznie uważam, że moja dziewczyna nie jest wobec mnie do końca w porządku. Ogólnie jestem spokojnym człowiekiem, z nikim wcześniej nie kłóciłem się tak jak z nią... uważam, że momentami przesadza, a że moje argumenty wcale do Niej nie trafiają, postanowiłem napisać i zasięgnąć zdania innych osób. Dodam, że jestem w związku 14 miesięcy, nie współżyjemy (o tym oddzielny temat), jestem bardzo za Nią i naprawdę wiele jestem w stanie zrobić dla jej szczęścia. Przedstawiam kilka sytuacji, od razu uprzedzam, że jest trochę do poczytania:

1) Jesteśmy z dwóch różnych miast. Obecnie mieszkamy razem jednak w chwili tej kłótni mieszkaliśmy osobno - ok. 60 km od siebie. Zdarzało się, że robiłem jej niespodzianki tego typu, że zwalniałem się wcześniej z pracy i ją odwiedzałem - oczywiście ona nie wiedziała wcześniej o tym. Pewnego dnia wpadłem na pomysł, że pojadę po pracy do galerii handlowej kupić jej pewien upominek na prezent. Nadmieniłem o tym jej w smsach (tak żeby trochę ją podkręcić) oczywiście nie mówiąc co zamierzam... jestem w trakcie zakupów, a przychodzi od Niej sms "to za ile będziesz?" (myślała, że tą niespodzianką jest mój przyjazd)... na co ja odpisuje, że to nie na tym polegała niespodzianka tym razem. No i rozpętało się piekło wyrzutów... ona na mnie, że to jest niepoważne, że ona się naszykowała, że mama jej obiad przygotowała, że specjalnie dla mnie myła włosy, że tak się nie robi i potem dyskusja na cały wieczór...  praktycznie oberwało mi się bez powodu. 

2) Pieniądze na ślub. Oboje nie pochodzimy z jakiś zamożnych rodzin. Słucham, że moich rodziców na inne rzeczy to stać (auto), a żeby dołożyć się to nie... "powinno być mi przykro, a nie powinienem ich bronić". Nie ukrywam, że obruszyły bardzo te słowa i naprawdę wywiązała się wtedy spora kłótnia, bo uważam, że nie powinna się w ten sposób zachowywać i mówić takich rzeczy. Tym bardziej, że rodzice zapewnili mi naprawdę dobre dzieciństwo, wychowali na porządnego człowieka, a teraz kiedy jestem pełnoletni i mam już 26 lat to SAM chce zadbać o swoje życie, nawet nie chciałbym brać od nich żadnych pieniędzy.

3) Przez ostatni rok, moja dziewczyna nie zarabiała za wiele, przez pewien okres była w ogóle bez pracy. Zależało mi na tym żeby trochę z Nią pojeździć po Polsce, więc jak była okazja to jeździliśmy, a to w góry, to nad morze etc. Było z 6 wyjazdów. Większość kosztów ja pokrywałem. Praktycznie przez miniony rok "inwestowałem" w związek. Przyszło Boże Narodzenie i postanowiłem kupić z tatą na pół konsolę PS4. No i stała się ona kolejnym powodem kłótni. Na samym początku, bo grając nie odpisałem przez 3 godziny (do tej pory pisaliśmy często) - powstała afera, że ona nie wie co się ze mną dzieje, że teraz konsola jest ważniejsza od Niej itd... idąc dalej. Niedawno podjęła pracę, w styczniu dostanie pierwszą pensje.. mimo to usłyszałem już słowa, że skoro ja sobie kupiłem konsolę (co ona uważa za całkowicie bezsensowny wydatek) to "żebym ja nie robił jej pretensji jak teraz zarabia i sobie kupi buty za 500 zł"... no i to mnie zabolało. Przyznam szczerze, że spodziewałem się, że w inny sposób postanowi przeznaczyć pieniądze ze swojej pierwszej pensji. Kiedy nie miała pracy, jak już wspomniałem, większą część wyjazdów, wyjść ja opłacałem. Były prezenty, upominki (od Niej też dostawałem). A ona zamiast zaproponować np. że odłoży na wyjazd mówi mi o tym, że kupi tak drogie buty...

4) Porządek. Problem, który wyszedł w chwili kiedy zamieszkaliśmy. Jestem facetem, który zawsze wie gdzie co leży, zawsze wszystko po sobie sprzątam, chowam (czy to naprawdę jest cecha, którą można uznać za wadę?). Moja dziewczyna trochę się różni pod tym względem. Np. zostawia na noc niedopitą herbatę w kubku, kosmetyki na biurku, parapecie, torbę rozrzuconą na kanapie itd. Trochę wyłamuje się to z mojego "ładu", ale związek polega na kompromisach, więc staram się na to już przymykać oko. Mieszkamy u moich rodziców, więc przeważnie zawsze sprzątam (zmywam) po każdej kolacji czy obiedzie. Któregoś dnia po przyjściu z pracy zostawiła w kuchni w niedomyty pojemnik po sałatce, ja po kolacji sprzątając swoje rzeczy widziałem ten pojemnik jednak nie umyłem go (nawet nie w celu pokazania "złości" tylko tak po prostu zostawiłem nie zastanawiając się nad tym). Po czym siedzę przy komputerze i pada pytanie "nie umyłeś mojego pojemnika?" - w tym momencie moje ciśnienie się podnosi, myślę sobie - "przecież mogłaś od razu go sama umyć, a nie zostawiać na kilka godzin" - ja bym tak zrobił, umył od razu, jednak nie chcąc prowokować kolejnej kłótni odpowiadam ze stoickim spokojem "aha, może nie umyłem"... no i zamiast zakończyć temat, mogła iść, umyć i po temacie, ale nie... padają dalej słowa "jak zmywałeś swoje to mogłeś i to umyć, ja bym tak zrobiła" i już skrzywiona mina... no i wybuchłem.

5) Święta Bożego Narodzenia. Na święta moja dziewczyna wróciła do swojej mamy. Ja zostałem u siebie ze swoimi rodzicami, nie udało się zorganizować wspólnej Wigilii. Pomyślałem sobie, że będzie jej przykro spędzić święta sam na sam z mamą (nikt ich nie odwiedza), więc postanowiłem "zaliczyć" dwie Wigilie. Posiedziałem do godziny 18 ze swoją rodziną i wieczorem, wsiadłem w samochód i pojechałem te 60 km żeby odwiedzić ją i jej mamę. Ustalone było wcześniej, że zostanę u Niej na noc (żeby nie wracać w ten sam dzień) i pojadę rano do siebie - w pierwszy dzień świąt przychodzili dziadkowie do moich rodziców i chciałem być. No i tak też się stało, jednak nie obyło się bez kłótni, bo... następnego dnia pojechałem "za szybko". Pomijam tutaj fakt, że było ustalone, że jadę zaraz po śniadaniu, a pojechałem po godzinie 13. I tak powstał problem. Pojawiły się wyrzuty, że "kiedyś to bym został tak długo jakbym tylko mógł", że powinienem zostać jeszcze dłużej skoro dziadkowie przychodzą dopiero na 16 i tak cały pierwszy dzień świąt spędzony przy kłótni. Pech chciał, że akurat przed przyjazdem do domu umówiłem się odebrać jedną grę (ona słyszała rozmowę telefoniczną) ... doszły do tego zarzuty, że śpieszy mi się do konsoli, a przecież wcale tak nie było.

6) Sytuacja jaka zdarzyła się zanim razem zamieszkaliśmy. Wracała do swojego miasta busem. Ja akurat poszedłem się wykąpać. W tym czasie ona napisała do mnie smsa "dojechałam". Byłem w łazience, telefon został w pokoju, więc po wyjściu odpisałem jej "w porządku, ciesze się, że wszystko ok" czy coś w tym stylu. I powstał mega problem. Dlaczego? Dlatego, że odpisałem chyba po 8 minutach od jej smsa... od razu było, że ja się nie interesuje tym czy ona wróciła, że ona to jak ja wracam to siedzi przy telefonie, na nic było moje tłumaczenie, że akurat byłem w łazience. Po prostu wyszedłem na zimnego drania, który się nią nie interesuje.. a przecież zawsze otaczam ją opieką, wszędzie jak tylko mogę zawożę ją autem, interesuje się czy wróciła do domu.. nieważne. Wystarczy JEDNA sytuacja i to wszystko idzie w niepamięć, pojawiają się wyrzuty i kłótnia gotowa.

Zdaje sobie sprawę, że to wszystko są tak naprawdę błahe problemy. Tym bardziej mnie to martwi, bo w przyszłości jak przyjdą dzieci, większa liczba obowiązków, może być naprawdę ciężko. Jednak i te sytuacje potrafią tak spokojnego człowieka jak ja wyprowadzić z równowagi. Czy uważacie zachowanie i postawę mojej dziewczyny za odpowiednią? To zaledwie część sytuacji jaką sobie przypomniałem. Kłótnia średnio odbywa się raz w tygodniu. Dominującym tematem jest seks, o którym zresztą rozpisałem się w oddzielnym wątku. Dziękuję wszystkim, którzy wytrwali do końca tego posta. Czekam na jakieś sugestie.

Zobacz podobne tematy :

2 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2016-01-12 19:07:25)

Odp: Kłótnie średnio raz na tydzień - czy ma to szanse przetrwać?

Autorze, polecam Ci zapoznanie się z moim wątkiem: http://www.netkobiety.pl/t92456.html  Jeśli jesteś inteligentnym facetem, który nie ma problemu z czytaniem ze zrozumieniem, odnajdziesz tam odpowiedź na oba Twoje pytania (z obydwu wątków).

3

Odp: Kłótnie średnio raz na tydzień - czy ma to szanse przetrwać?

Dziewczyna wygląda z tego co mówisz na totalną egocentryczkę. Może za mało uwagi jej poświęcasz i się buntuje? Albo po prostu zwyczajnie jest tak księżniczkowato-dziecinna.
3) To jej sprawa jak wyda SWOJE pieniądze. Ty zainwestowałeś w Was, ale nie umawialiście się chyba na rewanż? Skoro liczyłeś, ze ona Ci się odpłaci trzeba było powiedzieć zanim zacząłeś wszystko stawiać, a nie teraz masz jakieś wielkie roszczenia do jej forsy. Ona może się odpłacić ale nie musi.
No ale ta afera o konsolę (że nie odp. przez 3h) to jakaś dziecinada.

4

Odp: Kłótnie średnio raz na tydzień - czy ma to szanse przetrwać?

Doczytałem do połowy trzeciego punktu bo tego się po prostu nie da we łbie zmieścić. W czym Ty się zakochałeś? Masz aż tak niską samoocenę?

5

Odp: Kłótnie średnio raz na tydzień - czy ma to szanse przetrwać?

Współczucia.  Z TAKIMI egocentryczkami jest z roku na rok gorzej. Dziewczyna wygląda na mega roszczeniową  i pustą,  będziesz miał chłopie przesrane. ...
Normalnych dziewczyn nie było,  czy cie uwiodla ta panna?

6

Odp: Kłótnie średnio raz na tydzień - czy ma to szanse przetrwać?

O Booooże masakra, faktycznie chłopie, gdzieś Ty taką kobietę znalazł.

Ciebie z pieniędzy rozlicza a sama swoich pierwszo zarobionych nie poszanuje tylko wyda na pierdoły? To niech sobie wydaje,przecież to ona będzie biedniejsza o 500 zł. A Ty masz prawo swoją kasę wydawać jak Ci się tylko podoba i nic jej do tego bo małżeństwem ze wspólnym kontem nie jesteście.

Wyrzuty ma do Ciebie, że jej 2 minuty za późno smsa wysłałeś i  przez to się o nią nie martwisz? Albo, że specjalnie do niej na Święta jedziesz 60 km a ta ma pretens, że trzeba było dłużej posiedzieć. Faktycznie widać, że zupełnie Cie ona nie obchodzi i to co się z nią dzieje (mam nadzieje, że wyczujesz tu moja ironię).

A jeżeli mieszkacie razem to chyba obowiązkiem obojga jest sprzątanie po sobie i dbanie o dom. Sorry sama mieszkam z bałaganiarą więc wiem jak to jest. A Twoja wielce urażona księżniczka ma foszka bo jej kubeczka nie umyłeś. Szczerze? Na Twoim miejscu bym w ogóle PO NIEJ nie sprzątała. Korona by jej z głowy nie spadła gdyby jak normalna kobieta dbała o porządek.

Jak dla mnie będziecie się kłócić często i gęsto bo panienka ewidentnie wygląda na rozpieszczoną jedynaczkę. A Ty będziesz to w sobie kumulował aż w końcu pewnego dnia nie wytrzymasz i puścisz ją z torbami. Trzymaj się chłopaku bo będą emocje i to nie jedne smile

7

Odp: Kłótnie średnio raz na tydzień - czy ma to szanse przetrwać?

Wygląda na roszczeniową księżniczkę. Masz być na każde jej zawołanie, rodzice mają jej dawać pieniądze, ty sponsorować wycieczki i jeszcze zmywać po niej. Czy ona w ogóle dokłada się do jedzenia, opłat i czy sprząta w domu? Robi ci jakieś niespodzianki? Coś miłego?

8

Odp: Kłótnie średnio raz na tydzień - czy ma to szanse przetrwać?

Jedna rada dla Ciebie - pokochaj siebie.
Jak już Ci się uda, to sam zauważysz, że marnujesz czas na kobietę, która się nie nadaje do życia w żadnym związku.

9 Ostatnio edytowany przez werez (2016-01-12 21:58:50)

Odp: Kłótnie średnio raz na tydzień - czy ma to szanse przetrwać?
mmmsss napisał/a:

O Booooże masakra, faktycznie chłopie, gdzieś Ty taką kobietę znalazł.

Ciebie z pieniędzy rozlicza a sama swoich pierwszo zarobionych nie poszanuje tylko wyda na pierdoły? To niech sobie wydaje,przecież to ona będzie biedniejsza o 500 zł. A Ty masz prawo swoją kasę wydawać jak Ci się tylko podoba i nic jej do tego bo małżeństwem ze wspólnym kontem nie jesteście.

Wyrzuty ma do Ciebie, że jej 2 minuty za późno smsa wysłałeś i  przez to się o nią nie martwisz? Albo, że specjalnie do niej na Święta jedziesz 60 km a ta ma pretens, że trzeba było dłużej posiedzieć. Faktycznie widać, że zupełnie Cie ona nie obchodzi i to co się z nią dzieje (mam nadzieje, że wyczujesz tu moja ironię).

A jeżeli mieszkacie razem to chyba obowiązkiem obojga jest sprzątanie po sobie i dbanie o dom. Sorry sama mieszkam z bałaganiarą więc wiem jak to jest. A Twoja wielce urażona księżniczka ma foszka bo jej kubeczka nie umyłeś. Szczerze? Na Twoim miejscu bym w ogóle PO NIEJ nie sprzątała. Korona by jej z głowy nie spadła gdyby jak normalna kobieta dbała o porządek.

Jak dla mnie będziecie się kłócić często i gęsto bo panienka ewidentnie wygląda na rozpieszczoną jedynaczkę. A Ty będziesz to w sobie kumulował aż w końcu pewnego dnia nie wytrzymasz i puścisz ją z torbami. Trzymaj się chłopaku bo będą emocje i to nie jedne smile

Śmiać mi się chciało, bo akurat zgadłaś, że to jedynaczka wink Aczkolwiek to nie reguła, bo ja też jestem jedynakiem, a jednak trochę inaczej myślę. Egocentryk - bardzo dobre określenie takiej osoby. Zgodnie z definicją egocentryzm "polega na centralnym umiejscowieniu własnej osoby w świecie. Niezdolność do akceptowania innych poglądów i postaw niż własne." - żadne zdanie lepiej nie określa właśnie jej zachowania.

Nie chodzi o to, że chciałem żeby mi się odpłaciła... po prostu ja na jej miejscu przy okazji pierwszej pensji nie wyskakiwałbym z kupnem butów jeśli wiedziałbym, że za jej pieniądze przez ubiegły rok byłem na 6 wyjazdach.... o to się rozchodzi.
Miło, że obcy ludzie to widzą... tzn. np. fakt, że jechałem na Święta te 60 km... i że przez to widać jak mnie ona interesuje.

Czy osoba mając 27 lat ma szanse się zmienić? Chyba nie bardzo... zwłaszcza, że po tylu kłótniach nie ma efektu. A ja zawsze pisze, rozmawiam, wyjaśniam, a sytuacje co trochę się powtarzają tylko w innej formie. Zatem chyba marna szansa na to, że coś poprawi się na lepsze.

10

Odp: Kłótnie średnio raz na tydzień - czy ma to szanse przetrwać?

Przeczytałem obydwa wątki założone przez wereza.

Elle88 napisał/a:

Autorze, polecam Ci zapoznanie się z moim wątkiem: http://www.netkobiety.pl/t92456.html  Jeśli jesteś inteligentnym facetem, który nie ma problemu z czytaniem ze zrozumieniem, odnajdziesz tam odpowiedź na oba Twoje pytania (z obydwu wątków).

Przeczytałem i Twój, Elle88, jak i cytowany w nim artykuł. Cały. Ze zrozumieniem.

I od kilku godzin próbuję to jakoś sam ze sobą ogarnąć, nie wiedząc, czy dobrze zrobiłem czytając, czy też nigdy nie powinienem go przeczytać...

Werezowi nie zazdroszczę jego sytuacji i po prawdzie nic nowego nie mógłbym mu zaproponować, jak BARDZO GŁĘBOKO się zastanowić i chyba... wiać, kiedy jeszcze ma szansę. Sam nie jestem i nie byłem w takiej sytuacji jak on, bo przynajmniej to, czego jemu brakuje, ja miałem i mam (może nie tyle, ile bym chciał, ale jednak)... Ale po wspomnianych lekturach zbyt wiele rzeczy zaczęło mi nagle pasować i świadomość, że być może jest się takim beta-providerem, który jest "procesowany" właśnie według takich "procedur" boli w ch...

Może jestem niesprawiedliwy i nie mam racji. Może opisane we wspomnianych artykułach działania realizowane są niekoniecznie świadomie i nie przez wszystkie kobiety. Może nawet nie przez połowę. Ale zbyt wiele puzzli zaczęło nagle pasować, aby to nie bolało.

11

Odp: Kłótnie średnio raz na tydzień - czy ma to szanse przetrwać?

Posłuchaj rady Cynicznej, bez tego ani rusz. Ona się być moze zmeni na chwilę jak bys postanowił odejść.  Będziesz miał prawdopodobnie NAWET sex.
A co ona sądzi o dzieciach? Chce mieć?

12

Odp: Kłótnie średnio raz na tydzień - czy ma to szanse przetrwać?

Po tym co piszesz widać, że jesteś facetem, który potrafi zrobić dla swojej dziewczyny wiele, ale niestety chyba jesteś z kobieta, która jest egocentryczką i wykorzystuje Twoją dobroć. Po prostu bądź bardziej stanowczy i zastanów się nad tym związkiem. Twoja dziewczyna z tego co piszesz niewiele zwraca chyba uwagi na to jak Ty się czujesz, a wymaga, byś Ty dla niej robił jak najwięcej. Ona wraca do domu i oburza się, że odpisałeś po chwili, a ciekawe jak ona postępuje wobec Ciebie w takiej sytuacji. Obraża się o błahe rzeczy, moim zdaniem powinieneś jej otwarcie powiedzieć co o tym myślisz.

13

Odp: Kłótnie średnio raz na tydzień - czy ma to szanse przetrwać?
werez napisał/a:

Śmiać mi się chciało, bo akurat zgadłaś, że to jedynaczka wink Aczkolwiek to nie reguła, bo ja też jestem jedynakiem, a jednak trochę inaczej myślę. Egocentryk - bardzo dobre określenie takiej osoby. Zgodnie z definicją egocentryzm "polega na centralnym umiejscowieniu własnej osoby w świecie. Niezdolność do akceptowania innych poglądów i postaw niż własne." - żadne zdanie lepiej nie określa właśnie jej zachowania.

Nie chodzi o to, że chciałem żeby mi się odpłaciła... po prostu ja na jej miejscu przy okazji pierwszej pensji nie wyskakiwałbym z kupnem butów jeśli wiedziałbym, że za jej pieniądze przez ubiegły rok byłem na 6 wyjazdach.... o to się rozchodzi.
Miło, że obcy ludzie to widzą... tzn. np. fakt, że jechałem na Święta te 60 km... i że przez to widać jak mnie ona interesuje.

Czy osoba mając 27 lat ma szanse się zmienić? Chyba nie bardzo... zwłaszcza, że po tylu kłótniach nie ma efektu. A ja zawsze pisze, rozmawiam, wyjaśniam, a sytuacje co trochę się powtarzają tylko w innej formie. Zatem chyba marna szansa na to, że coś poprawi się na lepsze.

To, że jedynaczka to ewidentnie widać po Twoim opisie jej zachowań ale oczywiście co do jedynaków też reguły nie ma. Do tego tak jak piszesz cechuje ją egocentryzm i zdecydowana hipokryzja nawet biorąc pod uwagę to, że Tobie zarzuca przykładowo wydawanie pieniędzy na pierdoły a sama po pierwszej wypłacie zrobi to samo. Zdecydowanie lepiej odłożyć kasę na wspólny wyjazd niż wydać na drogą rzecz i jeszcze się z tym obnosić.
Wiesz co ja np doceniam takie fakty jak pokonywanie dla kogoś sporych dystansów, poświęcanie się itp. Sama byłam w związku, gdzie facet czepiał się mnie podobnie jak Twoja dziewczyna dosłownie o każdą pierdołę typu za późno mi odpisałaś, nie interesujesz się mną, wolisz spędzać czas z kimś innym niż ze mną, nie zrobisz tego czy tamtego dla mnie (więcej przykładów mogę Ci prywatnie na mailu opisać). Dlatego wiem jak to potrafi męczyć i szczerze zastanów się dobrze czy chcesz z taką osoba być skoro ona zamiast doceniać najmniejsze gesty zauważa jedynie Twoje błędy.
27 a z opisu trochę jak 16 latka, sorry.

14

Odp: Kłótnie średnio raz na tydzień - czy ma to szanse przetrwać?
pannapanna napisał/a:

Posłuchaj rady Cynicznej, bez tego ani rusz. Ona się być moze zmeni na chwilę jak bys postanowił odejść.  Będziesz miał prawdopodobnie NAWET sex.
A co ona sądzi o dzieciach? Chce mieć?

Wielokrotnie słyszałem, że w obecnej chwili ona nie wyobraża sobie dzieci.

Wiecie co jest najgorsze? To, że nawet jeśli pokaże jej ten temat (albo ten drugi o współżyciu), to i tak znajdzie wytłumaczenie... zapewne w stylu "wiesz jacy ludzie są na forach, nie wyznają wartości takich jak ja" czy coś w tym stylu. NIC jej nie przekona. Nawet obiektywne opinie obcych ludzi, którzy czytając to wyrażają swoje zdanie. To jest właśnie ten egocentryzm. Ona nie ma świadomości co robi źle, nie ma świadomości, że sprawia przykrość najbliższej jej osobie swoim zachowaniem. Faktycznie zmiana jest możliwa tylko na chwilę, bo wystarczą 2/3 dni i znowu zachowuje się w taki sposób, znowu są nerwy, kłótnia, moje wyjaśnianie, którego ona nie przyjmuje. Zawsze ja wychodzę na tego, który robi problem z niczego. Byłem w ponad 2-letnim związku, nie kłóciłem się. Związek nie wypalił, ale to była całkowicie inna przyczyna. Chodzi o to, że tam nie miałem czegoś takiego, zatem nie wydaje mi się żebym to ja był konfliktową stroną w tej sytuacji. Zresztą przytoczone przeze mnie sytuacje mówią same za siebie, widać nie tylko ja je w ten sposób odbieram tylko wszyscy tutaj obecni.

mmmsss napisał/a:

To, że jedynaczka to ewidentnie widać po Twoim opisie jej zachowań ale oczywiście co do jedynaków też reguły nie ma. Do tego tak jak piszesz cechuje ją egocentryzm i zdecydowana hipokryzja nawet biorąc pod uwagę to, że Tobie zarzuca przykładowo wydawanie pieniędzy na pierdoły a sama po pierwszej wypłacie zrobi to samo. Zdecydowanie lepiej odłożyć kasę na wspólny wyjazd niż wydać na drogą rzecz i jeszcze się z tym obnosić.
Wiesz co ja np doceniam takie fakty jak pokonywanie dla kogoś sporych dystansów, poświęcanie się itp. Sama byłam w związku, gdzie facet czepiał się mnie podobnie jak Twoja dziewczyna dosłownie o każdą pierdołę typu za późno mi odpisałaś, nie interesujesz się mną, wolisz spędzać czas z kimś innym niż ze mną, nie zrobisz tego czy tamtego dla mnie (więcej przykładów mogę Ci prywatnie na mailu opisać). Dlatego wiem jak to potrafi męczyć i szczerze zastanów się dobrze czy chcesz z taką osoba być skoro ona zamiast doceniać najmniejsze gesty zauważa jedynie Twoje błędy.
27 a z opisu trochę jak 16 latka, sorry.

Ona nie była w żadnym związku wcześniej, może to z tego wynika? Bo faktycznie wygląda to tak jak piszesz.  Ma lat 27, a wyrzuty, jej zachowanie, podejście do seksu itd. przypomina wiek lat 16. Może po prostu teraz zaczęło się to wszystko rozwijać.. jednak wydaje mi się, że tracę młodość na te kłótnie. Tracę swoje najlepsze lata zamiast wykorzystać je najlepiej jak potrafię... a one nie wrócą.

15

Odp: Kłótnie średnio raz na tydzień - czy ma to szanse przetrwać?
werez napisał/a:

Wielokrotnie słyszałem, że w obecnej chwili ona nie wyobraża sobie dzieci.

Ona nie ma świadomości co robi źle, nie ma świadomości, że sprawia przykrość najbliższej jej osobie swoim zachowaniem.

Ona nie była w żadnym związku wcześniej.

1. Ma 27 lat. Normalny czas na rozmanażanie. Czego jeszce jej trzeba żeby mieć dzieci? A może ona w ogóle nie chce? Wg mnie raczej nie chce. A TY? Czy Ty chcesz mieć dzieci?

2. Może i ma świadomość, ale, kolokwialnie to ujmując, ma to w D****. Robi Ci przykrość i co? Coś z tego wynika? Czy dalej ją rozpieszczasz, hołubisz itd?

3. Nie była w związku... dziwne, prawda? Nie miała potrzeby bliskości? 25 lat nie spotkała nikogo wartościowego? A może nie chciała a tu latka stukają, samej ciężko żyć, łatwiej w dwójkę...

Autorze - i tak będziesz uciekał. Nie chcę stawiać ostatecznych sądów, ale wg mnie to jest psychopatka, której wygodnie i fajnie się z Tobą mieszka, utrzymujesz ją i jeszcze, założę się, robisz wszystko w domu. Gdybyś nie był zaślepiony, albo gdyby to Twój kumpel z nią był, to byś sam powiedział: Wdepnąłes w g***, uciekaj.

ona jest IDENTYCZNA jak ta moja znajoma, co Ci pisałam w 2 temacie, identyczna....

Co Cię w niej tak zaślepiło??

16

Odp: Kłótnie średnio raz na tydzień - czy ma to szanse przetrwać?
werez napisał/a:

Ma lat 27, a wyrzuty, jej zachowanie, podejście do seksu itd. przypomina wiek lat 16. Może po prostu teraz zaczęło się to wszystko rozwijać.. jednak wydaje mi się, że tracę młodość na te kłótnie. Tracę swoje najlepsze lata zamiast wykorzystać je najlepiej jak potrafię... a one nie wrócą.

Problem w tym, że nie bardzo widać jakikolwiek jej rozwój w tej kwestii. Osoby które tak późno wchodzą w swoje pierwsze związki, najczęściej nie radzą sobie w nich, stwarzając problemy nie tylko sobie, ale też partnerowi.
Jesteś dla niej królikiem doświadczalnym, ofiarą jej wydumanych wyobrażeń, których nie mogła, lub nie chciała (z jakiś przyczyn) "przetestować" wcześniej w realu.
Masz rację pisząc, że masz poczucie straty czasu.
To prawda, że  marnujesz młodość na pogoń za księżniczką i próby skruszenia betonu.
Choć i tak jesteś w lepszej od niej sytuacji, masz dopiero 26 lat i jeszcze sporo czasu na spotkanie tej jedynej i założenie rodziny, ona ma go zdecydowania mniej.
Jak większość osób udzielających się w Twoim wątku, nie wierzę, że ewentualny Wasz ślub, zmieni cokolwiek w jej stosunku do Ciebie, że nagle obrączka na palcu spowoduje, że stanie się ciepłą, wyrozumiałą i namiętną żoną.

17

Odp: Kłótnie średnio raz na tydzień - czy ma to szanse przetrwać?

werez Przeczytałes artykuł, na który się powołałam w pierwszym poście? Tam masz wszystko wyjaśnione: co, jak , dlaczego to u was wygląda jak wygląda.

Gdybyś naprawdę chciał dociec prawy, przeczytałbyś, ale Ty podświadomie wcale nie chcesz tego kończyć.
Nie będę Ci sprawy ułatwiać i robić 'wyciągu' z całego arta, powiem tylko: w dupju jesteś - robisz za samca beta i 'providera', jak słusznie i trzeźwo zauważył kolega gruba świnia (widać, że kumaty facet, bo w lot pojął w czym rzecz i w czym - na własna odpowiedzialność tkwi).

18

Odp: Kłótnie średnio raz na tydzień - czy ma to szanse przetrwać?

Werez no niestety ona sie nie zmieni bo ..jej tak jak jest teraz jest wygodnie. Dlaczego miałaby rezygnować z układu, w którym Ty masz robić jej dobrze a ona łaskawie to akceptuje lub postawi Ci jeszcze wyżej poprzeczkę. Albo zaczniesz szanować siebie i podziękujesz jej za ten związek albo pogódź się z rolą pieska i chłopca do bicia i módl się żeby nie zawieść oczekiwań "pani".

19 Ostatnio edytowany przez werez (2016-01-14 09:34:30)

Odp: Kłótnie średnio raz na tydzień - czy ma to szanse przetrwać?
pannapanna napisał/a:

1. Ma 27 lat. Normalny czas na rozmanażanie. Czego jeszce jej trzeba żeby mieć dzieci? A może ona w ogóle nie chce? Wg mnie raczej nie chce. A TY? Czy Ty chcesz mieć dzieci?

2. Może i ma świadomość, ale, kolokwialnie to ujmując, ma to w D****. Robi Ci przykrość i co? Coś z tego wynika? Czy dalej ją rozpieszczasz, hołubisz itd?

3. Nie była w związku... dziwne, prawda? Nie miała potrzeby bliskości? 25 lat nie spotkała nikogo wartościowego? A może nie chciała a tu latka stukają, samej ciężko żyć, łatwiej w dwójkę...

Autorze - i tak będziesz uciekał. Nie chcę stawiać ostatecznych sądów, ale wg mnie to jest psychopatka, której wygodnie i fajnie się z Tobą mieszka, utrzymujesz ją i jeszcze, założę się, robisz wszystko w domu. Gdybyś nie był zaślepiony, albo gdyby to Twój kumpel z nią był, to byś sam powiedział: Wdepnąłes w g***, uciekaj.

ona jest IDENTYCZNA jak ta moja znajoma, co Ci pisałam w 2 temacie, identyczna....

Co Cię w niej tak zaślepiło??

Też uważam, że jest to najlepszy wiek na to, aby mieć dzieci. W końcu po 30-tce istnieje bardzo duża szansa, że mogą pojawić się problemy, ale niestety ona tego nie rozumie. Zresztą jak tu mówić o dzieciach, jak jeszcze nawet nie było kontaktu seksualnego. Moje argumenty są niczym, ona twierdzi, że "zna osoby, które po 30tce zaczęły współżycie, wszystko się ułożyło pięknie, mają dzieci, itd." Czy ja chcę mieć? Tak, przyznam całkiem szczerze, że jeśli by się pojawiło nawet w tym momencie, byłbym w stanie je wychować. Mówiłem jej o tym wielokrotnie. Oczywiście, chciałbym jeszcze trochę "poszaleć, pojeździć po świecie", jednak jeśli by się pojawiło to podjąłbym ten trud. Nie myślę jak ona, w sposób "nie wyobrażam sobie tego teraz".

To prawda, że nic się nie zmienia, dlatego ja już powoli tracę nadzieję. Kocham ją, więc dalej ją "rozpieszczam", póki jeszcze mam siłę na to...

Rozmawialiśmy kiedyś o tym dlaczego nie była w związku przez tyle lat... usłyszałem wtedy, że po prostu "nie czuła wtedy takiej potrzeby".

Elle88 napisał/a:

werez Przeczytałes artykuł, na który się powołałam w pierwszym poście? Tam masz wszystko wyjaśnione: co, jak , dlaczego to u was wygląda jak wygląda.

Tak, czytałem. Bardzo dokładnie, ze zrozumieniem. Uczyniłem to już przy okazji mojego drugiego wątku w sytuacji kiedy ktoś zaproponował mi przeczytanie tego artykułu. Może coś w tym jest...

josz napisał/a:

Jak większość osób udzielających się w Twoim wątku, nie wierzę, że ewentualny Wasz ślub, zmieni cokolwiek w jej stosunku do Ciebie, że nagle obrączka na palcu spowoduje, że stanie się ciepłą, wyrozumiałą i namiętną żoną.

Niestety to bardzo smutne, ale raczej prawdziwe. Człowiek, który przez tyle lat życia ukształtował swój charakter, nie zmieni go "od tak". Po prostu pewne cechy ma w sobie. Może się delikatnie nagiąć, ale nie ZMIENIĆ. Już nawet ten seks nie jest tak dużym problemem (aczkolwiek po ślubie i ten problem by wrócił), problemem jest właśnie to dogadanie, porozumienie. Moje argumenty nie potrafią do Niej trafić. Przy jakiejkolwiek rozmowie słyszę "tak, zawsze wszystko to moja wina"... i jak tu rozmawiać?

GabrielaKlym napisał/a:

Wygląda na roszczeniową księżniczkę. Masz być na każde jej zawołanie, rodzice mają jej dawać pieniądze, ty sponsorować wycieczki i jeszcze zmywać po niej. Czy ona w ogóle dokłada się do jedzenia, opłat i czy sprząta w domu? Robi ci jakieś niespodzianki? Coś miłego?

Tak, oczywiście, zdarzają się z jej strony niespodzianki. Do jedzenia się nie dokłada, mieszkamy obecnie z rodzicami, więc to oni wszystko kupują. Jedyne co to oddaje im za wodę, SAM Z SIEBIE. O to też był kiedyś problem, bo stwierdziła, że to parę groszy i nie powinni oni ode mnie brać tych pieniędzy, bo jestem ich jedynym synem... problem w tym, że ja SAM chce im dać, bo niby dlaczego mają więcej płacić? Już wystarczy, że przyjęli ją do domu, robią zakupy, mama gotuje obiady, więc to dla mnie logiczne, że chociaż tą różnice w wodzie chce im zrekompensować. Przeważnie ja sprzątam, bo to mój pokój, ciężko mi stwierdzić jak byłoby jakbyśmy byli w 100% na swoim, myślę, że też by sprzątała.

20

Odp: Kłótnie średnio raz na tydzień - czy ma to szanse przetrwać?
werez napisał/a:

Jedyne co to oddaje im za wodę, SAM Z SIEBIE. O to też był kiedyś problem, bo stwierdziła, że to parę groszy i nie powinni oni ode mnie brać tych pieniędzy, bo jestem ich jedynym synem... problem w tym, że ja SAM chce im dać, bo niby dlaczego mają więcej płacić?

Już wystarczy, że przyjęli ją do domu, robią zakupy, mama gotuje obiady, więc to dla mnie logiczne, że chociaż tą różnice w wodzie chce im zrekompensować. Przeważnie ja sprzątam, bo to mój pokój, ciężko mi stwierdzić jak byłoby jakbyśmy byli w 100% na swoim, myślę, że też by sprzątała.

1. Werez, nie wstyd Ci chłopie? Masz prawie 30 lat, mieszkasz z rodzicami i nawet nie płacisz swojej części?
Masz się w ogóle zamiar usamodzielnić?

2. "Już wystarczy, że przyjęli ją do domu, robią zakupy, mama gotuje obiady" No oczom nie wierzę!!!! i ty na to pozwalasz, żeby Twoja mama obsługiwała księżniczkę??
Na Boga - jakby mój syn przyprowadził pannę, która palcem nie kiwnie a ja jej jeszcze miałabym dać wikt i opierunek, tobym się załamała (ja bym ich wyrzuciła, ale są mięccy ludzie, którzy cierpią sobie po cichu)!
Nie żal Ci Twojej matki? Ile ona ma lat? Nie wystarczy że Ciebie obsługiwała jak byłes bobasem? To ta Twoja z koziej d*** księzna powinna gotować, sprzątać i jeszcze prasować za to, że ma gdzie mieszkać ZA FREE!

3. "myślę, że też by sprzątała" na swoim toby robila jeszcze większy syf, teraz się hamuje przed Twoimi rodzicami.

Nie no Werez, coś Ty chłopie zrobił.

Wygnać pasożyta z życia, kupić rodzicom wielkie kwiaty w przeprosinach za sprowadzenie onego i się usamodzielnić. A potem myśl o normalnym związku (Szacunek, podział obowiązków, przyjaźń, sex itd wink)

21

Odp: Kłótnie średnio raz na tydzień - czy ma to szanse przetrwać?

Jakoś tak czuję przez skórę, ze werez to facet, który "załatwia sprawy" tylko gadaniem...

22

Odp: Kłótnie średnio raz na tydzień - czy ma to szanse przetrwać?
JuliaKaa napisał/a:

Jakoś tak czuję przez skórę, ze werez to facet, który "załatwia sprawy" tylko gadaniem...

Dajmy mu czas.
i tak jest nieźle, bo większość takich facetów budzi się 10 lat później, a on już coś zaczyna kumać.
oby tylko księzniczka nie była za sprytna, bo mu da to czego on chce żeby go zaciągnąć przed ołtarz, i będzie dla niego pozamiatane do kóńca....

23

Odp: Kłótnie średnio raz na tydzień - czy ma to szanse przetrwać?

Popracuj nad asertywnością , swoją własna, chyba ze te sytuacje cie bawią w sensie rozrywki.

24

Odp: Kłótnie średnio raz na tydzień - czy ma to szanse przetrwać?

Powiem Ci, że wiele kobiet by chciało mieć takiego faceta smile . A dziewczyna troszkę rozpieszczona królewna i nie docenia chyba tego co ma i nic nie wkłada za bardzo w ten związek. Słuchaj może nawet i na próbe przestrasz jąze odchodzisz zobaczysz co ona na to, bo może jej wtedy zacnie zależeć. Na moje oko to jej wygodnie że tak jej usługujesz na każdym kroku a z tym seksem to nie mówie, że o boże jaka ona zła i w ogóle każda kobieta jest inna smile Ale żeby kochać kogoś mieszkać z nim i nic? ... Co ona mówi jak zaczynasz temat współżycia?

25

Odp: Kłótnie średnio raz na tydzień - czy ma to szanse przetrwać?

wszystko zalezy od przemiotu kłótni. Jeśli o pierdoły, to tak jeśli o rzeczy wazne  to watpie…

26

Odp: Kłótnie średnio raz na tydzień - czy ma to szanse przetrwać?

Trafiłeś Kolego na roszczeniową,rozpieszczoną księżniczkę.Współczuję.
Radzę,abyś poukładał sobie to w głowie, zanim dojdzie do ślubu,bo będziesz na przegranej pozycji.I na nic zda się Twój stoicki spokój.

27

Odp: Kłótnie średnio raz na tydzień - czy ma to szanse przetrwać?

Chciałbym poruszyć jeszcze jedna kwestię o jaka powstają nieustanne kłótnie. Jak wspominalem na początku, dzieli nas 60 km, ona obecnie mieszka u mnie z moimi rodzicami, w jej rodzinnej miejscowości mieszka obecnie sama mama. Przyszłość łączymy z moim miastem, gdyz tutaj oboje mamy prace, jest wieksza szansa na rozwój. Niestety mama "nie wyobraża" sobie przeprowadzki do większego miasta. No i powstaje problem - powroty mojej dziewczyny do mamy. Tu nie chodzi o to, ze ja jej zabraniam, jednak częstotliwość z jaka sie to odbywa sprawia, ze moje mieszkanie przypomina hotel robotniczy. Raz na tydzień MUSOWO jest powrót (jeśli by nie wrocila, mama stosuje szantaż emocjonalny), co więcej zdazaja sie sytuacje, ze jest to częściej, jak np. ostatnio. Poniedzialek, wtorek u mamy, sroda, czwartek praca (u mnie) i na weekend do mamy, bo wolne. Teraz znowu poniedziałek, wtorek praca i powrót na srode, czwartek, piątek... niestety nie widze tutaj checi przebywania ze mną, kazda rozmowa kończy sie klotnia, bo ja jej nie rozumiem, ze ja "ciągnie do swojego domu, do swojego psa, do swojego krzesła". Tylko, ze w zyciu chodzi o to zeby ciągnęło ja DO MNIE. Jeszcze obecnie, to pol biedy, bo mieszkamy na kupie z moimi rodzicami, jednak mówię jej otwarcie, ze jak będziemy na swoim to nie wyobrażam sobie takiej nawet tygodniowej częstotliwości powrotów na przykładowo dwa dni, bo sa obowiązki, sprzątanie, obiady, nie mówiąc juz w przyszłości o dziecku. Praktycznie nie mam jej dla siebie, bo przebywa tutaj jak oboje pracujemy, a wiadomo, ze po pracy malo czasu, poza tym po pracy człowiek jest zmęczony... po 3 miesiącach mieszkania udało mi się wywalczyć jeden weekend, ze bedziemy razem.. to cały czas słyszę ten argument, ze przeciez "bede w weekend", w tonie takim jakby to bylo zrobione dla mnie. A to właśnie nie o to w tym chodzi... ona sama powinna chciec i robić wszystko żeby tego czasu jak najwięcej ze mna spędzac, myle sie? Juz nie mam sily o to wszystko walczyć. Nie rozumiemy sie. Ona sama powinna miec świadomość z czym wiąże sie wspólne mieszkanie na własną rękę. Powinna wiedzieć, ze majac na głowie codzienne obowiązki, taka częstotliwość powrotow nie wchodzi w gre, czy zle myślę? Jak nie wie co powiedzieć to słucham, ze nie jesteśmy jezczst małżeństwem, to pytam "co w takim razie tutaj ze mna robisz? " to słyszę, ze mieszka tutaj dla pracy... mówię, a dlaczego nie jestesmy małżeństwem? A bo pieniędzy nie mamy... odpowiadam, ze na małżeństwo to MAMY pieniądze, na ślub nie (a takiego bez imprezy jak wiadomo nie chce). No i kończą sie w tym momencie jej argumenty... co o tym myślicie? Tak właśnie wygląda moje życie. Nieustanna walka, o tak oczywiste rzeczy... ja rozumiem, ze jej mama jest sama jednak powinna zrozumieć, ze córka ma 27 lat i ma prawo zacząć swoje życie, czyz nie? A sama na propozycje przeniesienia sie do nas, do większego miasta gdzie miala byc nas, pozniej wnuki, moich rodziców (a u siebie nie ma NIKOGO) reaguje słowami, ze "nie ma najmniejszego zamiaru sie przenosić"... a jest na emeryturze...

28

Odp: Kłótnie średnio raz na tydzień - czy ma to szanse przetrwać?

Facet jaki ty jesteś aseksualny w tej swojej desperacji i proszeniu się o każdy ochłap jej zainteresowania..

29 Ostatnio edytowany przez werez (2016-01-18 00:16:03)

Odp: Kłótnie średnio raz na tydzień - czy ma to szanse przetrwać?

Az tak to źle wygląda? Moze i tak. W nadchodzącym tygodniu widzimy się 2 godziny w poniedziałek, pol godziny we wtorek, środa, czwartek wcale, bo jedzie i dopiero piątek na wieczór i jest mój "wywalczony weekend"... zatem w tygodniu nie mam jej wcale. Tak można to ująć ale i tak zawsze jestem ta strona, która tylko robi problem. W czym to przypomina wspólne mieszkanie i ciągnięcie do siebie? Może zbytnio się czepiam?

30

Odp: Kłótnie średnio raz na tydzień - czy ma to szanse przetrwać?

Ona robi wszystko żebyś to Ty zerwał.
Na jej miejscu prawdopodobnie robiłabym to samo.

Zachowujesz się jak ci.. sorry

31

Odp: Kłótnie średnio raz na tydzień - czy ma to szanse przetrwać?

Co znaczy, że bys robiła to samo?

32

Odp: Kłótnie średnio raz na tydzień - czy ma to szanse przetrwać?

Tzn., że nie liczyłabym się z Tobą, bo sam nie masz do siebie szacunku.
Robiłabym co bym chciała, a na twoje stękanie i dopraszanie się o spotkania reagowałabym poirytowaniem i znudzeniem.

33

Odp: Kłótnie średnio raz na tydzień - czy ma to szanse przetrwać?

Werez, radzimy ci i radzimy, ale ty nadal nic ni kumasz....
ona nie ma do ciebie szacunku, ty też do siebie nie masz szacunku i nawet nie widzisz w tym problemu.
płaszczysz się, prosisz, poniżasz... po co to robisz??
ona ci powiedziała po co z tobą mieszka - dla pracy, nie chce jej się codziennie dojeżdżać.
żenuła...

34

Odp: Kłótnie średnio raz na tydzień - czy ma to szanse przetrwać?

werez, trzymasz się jej niczym tonący brzytwy. Na prawdę tak nisko się cenisz?
Może masz jakieś kompleksy i wmawiasz sobie, że nie stać Cię na związek z normalną dziewczyna, której zależałoby na Tobie, która odwzajemniłaby Twoje uczucia i zaangażowanie?
Co z Tobą nie tak?
Przecież zachowanie Tej Twojej ukochanej dobitnie świadczy, że ona ma Cię gdzieś, jest z Tobą prawdopodobnie z rozsądku, nie liczy się z Tobą i z Twoimi uczuciami, a Ty walczysz...z wiatrakami.
pytam "co w takim razie tutaj ze mna robisz? " to słyszę, ze mieszka tutaj dla pracy... big_smile szczera do bólu.
Masz 26 lat i wszystko przed sobą, co Cię powstrzymuje przed podziękowaniem księżniczce za wspólne niezbyt szczęśliwe chwile i odesłaniem jej do mamusi, psa i krzesła?

35

Odp: Kłótnie średnio raz na tydzień - czy ma to szanse przetrwać?

"Najlepsze" jest to, że autor ma drugi wątek, w którym "dziwuje się", że ta laska nie chce z nim uprawiać seksu. Doprawdy zadziwiające, przecież wszystko między nimi gra, tylko ten seks.. wink


tragifarsa

36

Odp: Kłótnie średnio raz na tydzień - czy ma to szanse przetrwać?

Spójrzcie na nią przez pryzmat wiary. Dla każdego katolika seks przed ślubem jak i samo mieszkanie jest niedopuszczalne. Zatem ok, brak współżycia - można zrozumieć. Mieszkanie też jest złe, więc tłumaczone jest to tym, że "nie ma innego wyjścia" - tracić pieniądze na dojazdy codzienne nie ma sensu, więc to takie "zło konieczne", którego nie chcielibyśmy się dopuścić. Jednak tego o czym wczoraj piszę nie potrafię zrozumieć. To może być DUŻY problem w przyszłości. Ona mówi, że potrzebuje czasu żeby przystosować się.. jednak i tego nie rozumiem. Ma 27 lat, jest ze mną 14 miesięcy, staram się jej wszystko zapewnić żeby dobrze się u mnie czuła, a mimo to słyszę takie rzeczy, że ona też potrzebuje wrócić do siebie, do domu, do psa, do krzesła swojego... a gdzie ta chęć bycia ze mną? To jest nie do pogodzenia w przyszłości biorąc pod uwagę jej cotygodniowe powroty do domu... co za przyjemność jest wracać do pustego domu? Samemu sprzątać, gotować podczas gdy ona będzie sobie u mamy, która jej wszystko przyrządzi, ugotuje? To takie mało dojrzałe moim zdaniem. Nie mówię żeby tam wcale nie jeździła, ale czy taka częstotliwość podczas gdy chce się zacząć już SWOJE życie nie jest przesadna? Faktycznie czuje, że nie zależy jej na spędzaniu tego czasu ze mną, ale gdy o tym wspominam tradycyjnie wychodzi kłótnia... jeszcze trochę i się poddam, bo naprawdę już nie mam na to siły i energii.

37

Odp: Kłótnie średnio raz na tydzień - czy ma to szanse przetrwać?

Powiem Ci z punktu widzenia katolika z ultrakatolickiej rodziny.
1. Jeżeli istotnie zależałoby jej na prawym życiu, zgodziłaby się na ślub "w zakrystii"
2. jeżeli byłaby prawą osobą, nie nadużywałaby gościnności Twojej mamy, tylko zakasała rękawy i brała się do roboty i do pomocy
3. Nie wszczynałaby kłótni i nie siałaby fermentu z byle powodu..... (a tak to przedstawiasz)
4. I jeszcze jedno .... niedochowaniem czystości są różne pieszczoty (tj. nie musi dojść do stosunku), którymi się oddajecie (tak wynika z Twojego innego wątku)

mam wrażenie, że Twoja kobieta bierze od każdego - od swojej matki, od Ciebie, to co jej wygodne i "dorabia" do tego teorię ....

38

Odp: Kłótnie średnio raz na tydzień - czy ma to szanse przetrwać?

Werez to naprawdę słabo wygląda.. Dziewczyna jest roszczeniową księżniczką, która bierze garściami nie dając wiele w zamian to po pierwsze. Po drugie: sorry taka z niej katoliczka jak ze mnie baletnica - skoro ze względów religijnych nie chce współżyć (o zgrozo) to dlaczego na pieszczoty sobie pozwala? Mieszkanie przed ślubem jest ciężkim grzechem.. więc jak tego nie kupuję, bo dla mnie to obłuda. Poza tym ona nie odcięła pępowiny. I raczej nie odetnie jeśli w wieku 27 lat tego nie zrobiła - dodatkowo jest jedynaczką i jej mama jest samotna co będzie pewnie potęgowało to uzależnienie. Nie jest gotowa na założenie rodziny, na posiadanie męża, na bycie żoną.. Jest niedojrzała. Dla mnie to wygląda tak jakby miała Ciebie, no bo w tym wieku trzeba mieć faceta.. trochę zabawy w dom, zwodzenie Ciebie.. a jaką masz pewność że chociażby pod względem seksu, po ślubie ona "rozkwitnie"?? A może jest aseksualna i co wtedy? Zastanów się dobrze, bo ślub to decyzja poważna..

39 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2016-01-18 11:48:42)

Odp: Kłótnie średnio raz na tydzień - czy ma to szanse przetrwać?

Jak grochem o ścianę.. Facet choćby ją w łóżku ze stadem murzynów przyłapał, dyskretnie przeprosi , zapyta czy nie zaparzyć wszystkim herbatki i wygłosi swoją przemowę wariata: "A teraz spójrzmy wszyscy na zachowanie mej Ukochanej przez pryzmat wiary.."

Na koniec wszyscy, włącznie z ukochana, strzelają sobie w łeb, a autor dalej analizuje..i wybiera pierścionek zaręczynowy.
Kurtyna. A za nią personel medyczny zakładu psychiatrycznego podaje autorowi porcję jego leków..

40

Odp: Kłótnie średnio raz na tydzień - czy ma to szanse przetrwać?

Werez, Ty serio nie widzisz, że jesteś dla niej tylko współlokatorem?

41 Ostatnio edytowany przez cslady (2016-01-19 13:06:43)

Odp: Kłótnie średnio raz na tydzień - czy ma to szanse przetrwać?

Post poniżej poziomu forum.

42 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2016-01-18 12:40:00)

Odp: Kłótnie średnio raz na tydzień - czy ma to szanse przetrwać?

Post poniżej poziomu forum.

O to to, bardzo prawdopodobne.
Mój znajomy miał identyczna sytuację, gdzie laska mu kit pociskała, że jedzie do Mamy i Papy raz na 2 tyg. na weekendy (nie mieszkali razem, ale byli z innych miast), a okazało się, że regularnie jeździła do lovera - i to żonatego! ha ha
Oczywiście znajomego kopnęła w zad, jak już tamten postanowił, że chce mieć ją 'tylko dla siebie' (pomimo, że miał żonę big_smile), ona -posłuszna suczka, bez problemu zgodziła się.
Wiesz dlaczego, autorze?

Nie, nie dlatego, że bardziej ciorał twarzą przy ziemi od ciebie..Ale dam ci szansę, no? Pomyśl..<myśli><czaszka się przegrzewa>

...no?

wink

43

Odp: Kłótnie średnio raz na tydzień - czy ma to szanse przetrwać?

Post poniżej poziomu forum.

44

Odp: Kłótnie średnio raz na tydzień - czy ma to szanse przetrwać?
Hh999 napisał/a:

Powiem Ci z punktu widzenia katolika z ultrakatolickiej rodziny.
1. Jeżeli istotnie zależałoby jej na prawym życiu, zgodziłaby się na ślub "w zakrystii"
2. jeżeli byłaby prawą osobą, nie nadużywałaby gościnności Twojej mamy, tylko zakasała rękawy i brała się do roboty i do pomocy
3. Nie wszczynałaby kłótni i nie siałaby fermentu z byle powodu..... (a tak to przedstawiasz)
4. I jeszcze jedno .... niedochowaniem czystości są różne pieszczoty (tj. nie musi dojść do stosunku), którymi się oddajecie (tak wynika z Twojego innego wątku)

mam wrażenie, że Twoja kobieta bierze od każdego - od swojej matki, od Ciebie, to co jej wygodne i "dorabia" do tego teorię ....

Prawda. A jak znajdzie się w jej mniemaniu samiec alfa to wszystko "da radę"....i wspolzyc przed slubem i do mamusi wpadac rzadziej. Mysle ze Autor o tym wie doskonale ale wmawia sobie i reszcie ze jest inaczej bo ciezko przyznac przed samym sobą ze jest się dla kogos opcją z braku laku a nie tym jedynym slusznym wyborem. Dlatego bedzie na sile dorabial teorie ze to przez wiarę, wychowanie i bo taki mamy klimat. Finalnie to nie on zdecyduje o koncu tej farsy tylko luba gdy kopnie go w zad po tym jak znajdzie juz ten wlasciwy model.

45

Odp: Kłótnie średnio raz na tydzień - czy ma to szanse przetrwać?

Ty serio, Werez?
Może tylko sobie robisz z nas jaja??

46

Odp: Kłótnie średnio raz na tydzień - czy ma to szanse przetrwać?
Elle88 napisał/a:

O to to, bardzo prawdopodobne.
Mój znajomy miał identyczna sytuację, gdzie laska mu kit pociskała, że jedzie do Mamy i Papy raz na 2 tyg. na weekendy (nie mieszkali razem, ale byli z innych miast), a okazało się, że regularnie jeździła do lovera - i to żonatego! ha ha
Oczywiście znajomego kopnęła w zad, jak już tamten postanowił, że chce mieć ją 'tylko dla siebie' (pomimo, że miał żonę big_smile), ona -posłuszna suczka, bez problemu zgodziła się.
Wiesz dlaczego, autorze?

Nie, nie dlatego, że bardziej ciorał twarzą przy ziemi od ciebie..Ale dam ci szansę, no? Pomyśl..<myśli><czaszka się przegrzewa>

...no?

wink

Elle...

Autor sobie może myśleć do usranej śmierci....i tak nie wymyśli.Albo wymyśli,że to przez wpływ księżyca,czy inne pierdy.

Im dłużej czytam jego wypowiedzi,tym bardziej jestem przekonana,że to trollolo...przecież taka naiwność(to łagodne określenie) jest niemożliwa?

47

Odp: Kłótnie średnio raz na tydzień - czy ma to szanse przetrwać?

Majkaszpilka - obawiam się ze masz rację.
Swoją drogą niezłego sobie ta laska frajera znalazła smile
Przeważnie takie uwiazuja faceta na sex a ta nawet sexu nie daje. Hmmm, to znaczy nie jemu.

48

Odp: Kłótnie średnio raz na tydzień - czy ma to szanse przetrwać?

No tak Panna...
Bo ona tylko,po ślubie da.Teraz nabiera zapewne praktycznych umiejętności u kogoś innego.Proste.

No ale potem to już będzie seks stulecia...tak,że klękajcie narody.
Niekoniecznie ze ślubnym big_smile

49

Odp: Kłótnie średnio raz na tydzień - czy ma to szanse przetrwać?
majkaszpilka napisał/a:
Elle88 napisał/a:

O to to, bardzo prawdopodobne.
Mój znajomy miał identyczna sytuację, gdzie laska mu kit pociskała, że jedzie do Mamy i Papy raz na 2 tyg. na weekendy (nie mieszkali razem, ale byli z innych miast), a okazało się, że regularnie jeździła do lovera - i to żonatego! ha ha
Oczywiście znajomego kopnęła w zad, jak już tamten postanowił, że chce mieć ją 'tylko dla siebie' (pomimo, że miał żonę big_smile), ona -posłuszna suczka, bez problemu zgodziła się.
Wiesz dlaczego, autorze?

Nie, nie dlatego, że bardziej ciorał twarzą przy ziemi od ciebie..Ale dam ci szansę, no? Pomyśl..<myśli><czaszka się przegrzewa>

...no?

wink

Elle...

Autor sobie może myśleć do usranej śmierci....i tak nie wymyśli.Albo wymyśli,że to przez wpływ księżyca,czy inne pierdy.

Im dłużej czytam jego wypowiedzi,tym bardziej jestem przekonana,że to trollolo...przecież taka naiwność(to łagodne określenie) jest niemożliwa?

Oj Majkaszpilka taka naiwność jest możliwa, ale pobudka nastąpi kiedy panna (niekonieczne tylko jedna) faktycznie kopnie kilka razy w tyłek.

50 Ostatnio edytowany przez kitkaoskara (2016-01-18 15:10:34)

Odp: Kłótnie średnio raz na tydzień - czy ma to szanse przetrwać?
Lucyfer666 napisał/a:
majkaszpilka napisał/a:

Elle...

Autor sobie może myśleć do usranej śmierci....i tak nie wymyśli.Albo wymyśli,że to przez wpływ księżyca,czy inne pierdy.

Im dłużej czytam jego wypowiedzi,tym bardziej jestem przekonana,że to trollolo...przecież taka naiwność(to łagodne określenie) jest niemożliwa?

Oj Majkaszpilka taka naiwność jest możliwa, ale pobudka nastąpi kiedy panna (niekonieczne tylko jedna) faktycznie kopnie kilka razy w tyłek.

No nie wiem wink
Autor albo jest tak naiwny i bezjajeczny, że i wielokrotne skopanie go przez różnorodne panny może nie przynieść żadnego rezultatu w postaci szanowania siebie, swoich uczuć, swojego czasu, itd.
Albo to lolo trollo, które dobrze się bawi, sądząc po tym, jak mimo uszu puszcza wszelkie rady.

51

Odp: Kłótnie średnio raz na tydzień - czy ma to szanse przetrwać?

Ja znam taki przypadek.
Gość na dwie kobiety stracił już 8 lat, bo właśnie był takim pozwolę sobie określić "pieskiem" co wszystko zrobi, da i przyleci na zawołanie.
A kończyło się jak zwykle ... czyli odejście do innego.

52

Odp: Kłótnie średnio raz na tydzień - czy ma to szanse przetrwać?

Gdy czytam takie historie, gdzie rzeczywistość aż bije po oczach, a ślepo zakochany/a nie przyjmuje oczywistych faktów, przypomina mi się jedna z końcowych scen filmu "Pół żartem, pół serio":

"Daphne (Jerry): Nie możemy się pobrać.
Osgood: Dlaczego nie?
Daphne (Jerry): Cóż, w pierwszej kolejności, nie jestem naturalną blondynką.
Osgood: Nieważne.
Daphne (Jerry): Palę! Palę cały czas!
Osgood: Nie dbam o to.
Daphne (Jerry): Cóż, mam straszną przeszłość. Od trzech lat, żyję z saksofonistą.
Osgood: Wybaczam ci.
Daphne (Jerry): Nie mogę mieć dzieci.
Osgood: Możemy adoptować.
Daphne (Jerry): Ale nie rozumiesz, Osgood! (zdejmuje perukę) Ja jestem mężczyzną!
Osgood: Cóż, nikt nie jest doskonały!

Różnica polega na tym, że "ukochana" autora, przekazuje mu te komunikaty niewerbalnie, a my tłumaczymy wprost, jak sprawy się mają.
Tymczasem Werez vel Osgood i tak skwituje j.w. (patrz - ostatni wers).

53 Ostatnio edytowany przez kitkaoskara (2016-01-18 16:22:35)

Odp: Kłótnie średnio raz na tydzień - czy ma to szanse przetrwać?
josz napisał/a:

Różnica polega na tym, że "ukochana" autora, przekazuje mu te komunikaty niewerbalnie, a my tłumaczymy wprost, jak sprawy się mają

Wiesz, josz, prawda jest taka, że to nie w "ukochanej" autora tkwi problem, ale w nim samym.
Ona jest taka, jaka chce być i robi tyle, na ile jej autor wątku pozwala.
A on potrzebuje jak kania dżdżu emocji, które w nim ona wywołuje, czyli zabieganie o jej uwagę, ciągłego uzasadniania i udowadniania jej i sobie, że zasługuje na jej miłość. On tutaj skupia się na niej, żeby nie zastanawiać się, co go ciągnie do babki, która ma go i jego uczucia głęboko w ... Jego poczucie własnej wartości jest zaniżone i pełza po podłodze, a on POTRZEBUJE, aby utwierdzać go w przekonaniu, że nie zasługuje na uwzględnianie jego potrzeb i akceptowania go takiego, jaki jest.

54

Odp: Kłótnie średnio raz na tydzień - czy ma to szanse przetrwać?
kitkaoskara napisał/a:
josz napisał/a:

Różnica polega na tym, że "ukochana" autora, przekazuje mu te komunikaty niewerbalnie, a my tłumaczymy wprost, jak sprawy się mają

Wiesz, josz, prawda jest taka, że to nie w "ukochanej" autora tkwi problem, ale w nim samym.

Toż ja właśnie o tym smile

55 Ostatnio edytowany przez kitkaoskara (2016-01-18 16:28:33)

Odp: Kłótnie średnio raz na tydzień - czy ma to szanse przetrwać?
josz napisał/a:
kitkaoskara napisał/a:
josz napisał/a:

Różnica polega na tym, że "ukochana" autora, przekazuje mu te komunikaty niewerbalnie, a my tłumaczymy wprost, jak sprawy się mają

Wiesz, josz, prawda jest taka, że to nie w "ukochanej" autora tkwi problem, ale w nim samym.

Toż ja właśnie o tym smile

Być to może smile
Ale nie chodzi tylko o to, aby on się zorientował WRESZCIE, że "ukochana" ma na niego wylane, ale żeby się zastanowił DLACZEGO go do takiej ciągnie i skąd u niego zaniżone poczucie wartości
smile

56

Odp: Kłótnie średnio raz na tydzień - czy ma to szanse przetrwać?
kitkaoskara napisał/a:
josz napisał/a:
kitkaoskara napisał/a:

Wiesz, josz, prawda jest taka, że to nie w "ukochanej" autora tkwi problem, ale w nim samym.

Toż ja właśnie o tym smile

Być to może smile
Ale nie chodzi tylko o to, aby on się zorientował WRESZCIE, że "ukochana" ma na niego wylane, ale żeby się zastanowił DLACZEGO go do takiej ciągnie i skąd u niego zaniżone poczucie wartości
smile

"Osgood: Cóż, nikt nie jest doskonały!" smile

57 Ostatnio edytowany przez werez (2016-01-19 09:58:36)

Odp: Kłótnie średnio raz na tydzień - czy ma to szanse przetrwać?
werez napisał/a:

Chciałbym poruszyć jeszcze jedna kwestię o jaka powstają nieustanne kłótnie. Jak wspominalem na początku, dzieli nas 60 km, ona obecnie mieszka u mnie z moimi rodzicami, w jej rodzinnej miejscowości mieszka obecnie sama mama. Przyszłość łączymy z moim miastem, gdyz tutaj oboje mamy prace, jest wieksza szansa na rozwój. Niestety mama "nie wyobraża" sobie przeprowadzki do większego miasta. No i powstaje problem - powroty mojej dziewczyny do mamy. Tu nie chodzi o to, ze ja jej zabraniam, jednak częstotliwość z jaka sie to odbywa sprawia, ze moje mieszkanie przypomina hotel robotniczy. Raz na tydzień MUSOWO jest powrót (jeśli by nie wrocila, mama stosuje szantaż emocjonalny), co więcej zdazaja sie sytuacje, ze jest to częściej, jak np. ostatnio. Poniedzialek, wtorek u mamy, sroda, czwartek praca (u mnie) i na weekend do mamy, bo wolne. Teraz znowu poniedziałek, wtorek praca i powrót na srode, czwartek, piątek... niestety nie widze tutaj checi przebywania ze mną, kazda rozmowa kończy sie klotnia, bo ja jej nie rozumiem, ze ja "ciągnie do swojego domu, do swojego psa, do swojego krzesła". Tylko, ze w zyciu chodzi o to zeby ciągnęło ja DO MNIE. Jeszcze obecnie, to pol biedy, bo mieszkamy na kupie z moimi rodzicami, jednak mówię jej otwarcie, ze jak będziemy na swoim to nie wyobrażam sobie takiej nawet tygodniowej częstotliwości powrotów na przykładowo dwa dni, bo sa obowiązki, sprzątanie, obiady, nie mówiąc juz w przyszłości o dziecku. Praktycznie nie mam jej dla siebie, bo przebywa tutaj jak oboje pracujemy, a wiadomo, ze po pracy malo czasu, poza tym po pracy człowiek jest zmęczony... po 3 miesiącach mieszkania udało mi się wywalczyć jeden weekend, ze bedziemy razem.. to cały czas słyszę ten argument, ze przeciez "bede w weekend", w tonie takim jakby to bylo zrobione dla mnie. A to właśnie nie o to w tym chodzi... ona sama powinna chciec i robić wszystko żeby tego czasu jak najwięcej ze mna spędzac, myle sie? Juz nie mam sily o to wszystko walczyć. Nie rozumiemy sie. Ona sama powinna miec świadomość z czym wiąże sie wspólne mieszkanie na własną rękę. Powinna wiedzieć, ze majac na głowie codzienne obowiązki, taka częstotliwość powrotow nie wchodzi w gre, czy zle myślę? Jak nie wie co powiedzieć to słucham, ze nie jesteśmy jezczst małżeństwem, to pytam "co w takim razie tutaj ze mna robisz? " to słyszę, ze mieszka tutaj dla pracy... mówię, a dlaczego nie jestesmy małżeństwem? A bo pieniędzy nie mamy... odpowiadam, ze na małżeństwo to MAMY pieniądze, na ślub nie (a takiego bez imprezy jak wiadomo nie chce). No i kończą sie w tym momencie jej argumenty... co o tym myślicie? Tak właśnie wygląda moje życie. Nieustanna walka, o tak oczywiste rzeczy... ja rozumiem, ze jej mama jest sama jednak powinna zrozumieć, ze córka ma 27 lat i ma prawo zacząć swoje życie, czyz nie? A sama na propozycje przeniesienia sie do nas, do większego miasta gdzie miala byc nas, pozniej wnuki, moich rodziców (a u siebie nie ma NIKOGO) reaguje słowami, ze "nie ma najmniejszego zamiaru sie przenosić"... a jest na emeryturze...

Niestety tylko kilka osób odniosło się do mojego posta, za co bardzo dziękuję. Dalej temat poszedł w stronę "zjedźmy tego faceta, jaki z niego frajer"... a ja po prostu pytałem o Wasze zdanie na temat następujących kwestii:

- Jej częste powroty do domu
- Podejście jej mamy w tej sytuacji (szantaż emocjonalny)
- Szansa na zmianę w przyszłości kiedy zamieszkamy na własną rękę

Wiem, że sytuacja w jakiej znajduję się jest absurdalna, jednak kocham ją i jeszcze próbuje ratować ten związek, chce to wszystko jakoś ułożyć.

58

Odp: Kłótnie średnio raz na tydzień - czy ma to szanse przetrwać?

Ależ my ci cały czas odpowiadamy na TO pytanie. Jej wyjazdy do mamy Noe są związane z jej wiarą.  Są związane z tym ze twoja wybranka ma cię w głębokim poważaniu.  Jak jej wygodnie to śpi u ciebie bo dzieki temu nie musi jechac do pracy 60 km. Ale nie lubi cie zbytnio I nie szanuje,  może cię nawet nie cierpi to w każdej wolnej chwili ucieka do matki. A może ma tam kogoś,  kto się wobec niej zachowuje jak MĘŻCZYZNA? 
JA PODEJRZEWAM ze ona nie jest dziewicą, nie chce z tobą sexu żebyś się o tym nie dowiedział.
Ślubu też nie chce, bo cię nie kocha.
Po prostu śpi u ciebie jak jej wygodnie, ma bliżej do pracy, nakarmisz , posprzątasz. ..

59

Odp: Kłótnie średnio raz na tydzień - czy ma to szanse przetrwać?

Werez ale tu już Ci wiele osób napisało, że niewiele się zmieni. dziewczyna ma 27 lat i jeśli do tej pory jest w zależności emocjonalnej od mamusi to się to nie zmieni. Jak kto ma buntownicza naturę i nie lubi mieć lejców na barkach to je zrzuca w wieku 17-18 lat. Mamusię można kochać ale nie robić wszystko pod jej dyktando.

Poza tym nie na darmo mówi się, spójrz na mamusie to będziesz wiedział jaką będziesz miał żonę. Więc spójrz.

A w temacie religia do seksu to ma się to poniekąd jak piernik do wiatraka. Można być wierzącym i chcieć zachować czystość a natura jest natura i jak kto ma popęd to choćby chciał go okiełznać to on się jednak przejawia. Widzisz u niej jakieś przejawy?, ja nie, inni też.

Przemyj oczka i wyciągnij wnioski.

60

Odp: Kłótnie średnio raz na tydzień - czy ma to szanse przetrwać?

Werez dla swojego dobra skoncz ten pseudo związek z księżniczką. Za co ty ja tak kochasz? Za to ona ciebie traktuje tragicznie.

61 Ostatnio edytowany przez cslady (2016-01-19 13:11:25)

Odp: Kłótnie średnio raz na tydzień - czy ma to szanse przetrwać?
werez napisał/a:
werez napisał/a:

Chciałbym poruszyć jeszcze jedna kwestię o jaka powstają nieustanne kłótnie. Jak wspominalem na początku, dzieli nas 60 km, ona obecnie mieszka u mnie z moimi rodzicami, w jej rodzinnej miejscowości mieszka obecnie sama mama. Przyszłość łączymy z moim miastem, gdyz tutaj oboje mamy prace, jest wieksza szansa na rozwój. Niestety mama "nie wyobraża" sobie przeprowadzki do większego miasta. No i powstaje problem - powroty mojej dziewczyny do mamy. Tu nie chodzi o to, ze ja jej zabraniam, jednak częstotliwość z jaka sie to odbywa sprawia, ze moje mieszkanie przypomina hotel robotniczy. Raz na tydzień MUSOWO jest powrót (jeśli by nie wrocila, mama stosuje szantaż emocjonalny), co więcej zdazaja sie sytuacje, ze jest to częściej, jak np. ostatnio. Poniedzialek, wtorek u mamy, sroda, czwartek praca (u mnie) i na weekend do mamy, bo wolne. Teraz znowu poniedziałek, wtorek praca i powrót na srode, czwartek, piątek... niestety nie widze tutaj checi przebywania ze mną, kazda rozmowa kończy sie klotnia, bo ja jej nie rozumiem, ze ja "ciągnie do swojego domu, do swojego psa, do swojego krzesła". Tylko, ze w zyciu chodzi o to zeby ciągnęło ja DO MNIE. Jeszcze obecnie, to pol biedy, bo mieszkamy na kupie z moimi rodzicami, jednak mówię jej otwarcie, ze jak będziemy na swoim to nie wyobrażam sobie takiej nawet tygodniowej częstotliwości powrotów na przykładowo dwa dni, bo sa obowiązki, sprzątanie, obiady, nie mówiąc juz w przyszłości o dziecku. Praktycznie nie mam jej dla siebie, bo przebywa tutaj jak oboje pracujemy, a wiadomo, ze po pracy malo czasu, poza tym po pracy człowiek jest zmęczony... po 3 miesiącach mieszkania udało mi się wywalczyć jeden weekend, ze bedziemy razem.. to cały czas słyszę ten argument, ze przeciez "bede w weekend", w tonie takim jakby to bylo zrobione dla mnie. A to właśnie nie o to w tym chodzi... ona sama powinna chciec i robić wszystko żeby tego czasu jak najwięcej ze mna spędzac, myle sie? Juz nie mam sily o to wszystko walczyć. Nie rozumiemy sie. Ona sama powinna miec świadomość z czym wiąże sie wspólne mieszkanie na własną rękę. Powinna wiedzieć, ze majac na głowie codzienne obowiązki, taka częstotliwość powrotow nie wchodzi w gre, czy zle myślę? Jak nie wie co powiedzieć to słucham, ze nie jesteśmy jezczst małżeństwem, to pytam "co w takim razie tutaj ze mna robisz? " to słyszę, ze mieszka tutaj dla pracy... mówię, a dlaczego nie jestesmy małżeństwem? A bo pieniędzy nie mamy... odpowiadam, ze na małżeństwo to MAMY pieniądze, na ślub nie (a takiego bez imprezy jak wiadomo nie chce). No i kończą sie w tym momencie jej argumenty... co o tym myślicie? Tak właśnie wygląda moje życie. Nieustanna walka, o tak oczywiste rzeczy... ja rozumiem, ze jej mama jest sama jednak powinna zrozumieć, ze córka ma 27 lat i ma prawo zacząć swoje życie, czyz nie? A sama na propozycje przeniesienia sie do nas, do większego miasta gdzie miala byc nas, pozniej wnuki, moich rodziców (a u siebie nie ma NIKOGO) reaguje słowami, ze "nie ma najmniejszego zamiaru sie przenosić"... a jest na emeryturze...

Niestety tylko kilka osób odniosło się do mojego posta, za co bardzo dziękuję. Dalej temat poszedł w stronę "zjedźmy tego faceta, jaki z niego frajer"... a ja po prostu pytałem o Wasze zdanie na temat następujących kwestii:

- Jej częste powroty do domu
- Podejście jej mamy w tej sytuacji (szantaż emocjonalny)
- Szansa na zmianę w przyszłości kiedy zamieszkamy na własną rękę

Wiem, że sytuacja w jakiej znajduję się jest absurdalna, jednak kocham ją i jeszcze próbuje ratować ten związek, chce to wszystko jakoś ułożyć.

Ty naprawdę nie widzisz tego że ona ma kompletnie wulgaryzm na ciebie?
W ogóle cię nie szanuje i nie widzi w tobie faceta a do tego najprawdopodobniej przyprawia ci rogi.........stary weź się w garść, pogoń w cholerę tę księżniczkę i zacznij szukać normalnej kobiety, tego kwiatu jest pół światu, bądź w końcu prawdziwym facetem a nie jego marną kopią.

62 Ostatnio edytowany przez werez (2016-01-19 10:16:24)

Odp: Kłótnie średnio raz na tydzień - czy ma to szanse przetrwać?

Po pierwsze, mam pewnosc, ze jest dziewicą. Po drugie na pewno nie ma tam nikogo. Może to co pisze być dla Was naiwne, ale ja po prostu o tym WIEM. Nie łącze jej wyjazdów z wiarą... po prostu ona uważa, że jej jest "szkoda jak ona (jej mama) tam sama siedzi"... ale taka częstotliwość? jak ma się to udać wszystko w przyszłości z tak częstymi wyjazdami? Gdzie w tym wszystkim jestem ja, gdzie ta chęć bycia ze mną? Jej jest brak... to akurat widzę.

"Można być wierzącym i chcieć zachować czystość a natura jest natura i jak kto ma popęd to choćby chciał go okiełznać to on się jednak przejawia. Widzisz u niej jakieś przejawy?, ja nie, inni też." Z tym się zgodzę, to jej kilka razy naświetliłem, jednak niestety ona tego nie pojmuje. Ona twierdzi, że przejawy są, dowodem na to są te "pieszczoty", jednak chociażbym chciał to zaakceptować i jej przyznać rację, to jednak ich częstotliwość daje wiele do życzenia. Przykład z życia wzięty. Od ostatniej bliskości, mija dokładnie 10 dni. Mimo to, ona nie czuje w sobie tej potrzeby. Objawia się to zarówno tym, ze z taka częstotliwością jeździ do domu (zostawiając mnie np. na weekend) jak i tym, ze po prostu będąc ze mną potrafi tak po prostu odwrócić się na drugi bok i usnąć. Nie ma tej chemii. To jest naprawdę zauważalne... tu nie chodzi o to by działo się coś CODZIENNIE. Jednak to jak to obecnie wygląda, to wszystko mówi samo za siebie. Przychodzi załóżmy teraz czas kiedy w Niej "cudownie" budzi się ta potrzeba, po tych 10 dniach abstynencji i co? Mam skakać z radości? Nie. Po prostu z samego tego faktu nie mam na to ochoty. Przyzwyczajam się do tego, ze po prostu tego nie mam, z każdym dniem, zwłaszcza po takiej przerwie jest mi łatwiej. Tylko czy to będzie spełniony zwiazek? Chyba nie bardzo. Mogą być rożne dysproporcje, chociaż u większości na początku nie ma tego problemu, w zasadzie u nikogo, zawsze na początku relacji te potrzeby sa zrównane (kiedyś szukałem w internecie informacji, nie znalazłem żeby ktoś pisał, ze ma problem z częstotliwością na początku związku)... tutaj potrzeby sa zróżnicowane już na początku. Mało tego, trzeba zwrócić uwagę na to JAK sa zróżnicowane... ja powiedzmy miałbym chęć codziennie, dla Niej 10 dni to pestka... zobaczę gdzie nas to zaprowadzi. Przygnębiające i smutne jest to wszystko, bo ta chęć naprawdę we mnie wygasa. To wszystko staje mi sie obojętne.

63

Odp: Kłótnie średnio raz na tydzień - czy ma to szanse przetrwać?
werez napisał/a:

Po pierwsze, mam pewnosc, ze jest dziewicą.

Skąd wiesz? Bo tak ci powiedziała?

werez napisał/a:

Po drugie na pewno nie ma tam nikogo.

Zapytam ponownie, skąd wiesz? Masz na to jakiś dowód? Czy znów wierzysz jej tylko na słowo?

werez napisał/a:

po prostu ona uważa, że jej jest "szkoda jak ona (jej mama) tam sama siedzi"... ale taka częstotliwość? jak ma się to udać wszystko w przyszłości z tak częstymi wyjazdami? Gdzie w tym wszystkim jestem ja, gdzie ta chęć bycia ze mną? Jej jest brak... to akurat widzę..

No to skoro widzisz brak tej chęci bycia z tobą to czemu do jasnej ciasnej jej nie pogonisz w cholerę?
Jak sam siebie nie szanujesz to i ona nie będzie, proste.

64

Odp: Kłótnie średnio raz na tydzień - czy ma to szanse przetrwać?
Tom94 napisał/a:
werez napisał/a:

Po pierwsze, mam pewnosc, ze jest dziewicą.

Skąd wiesz? Bo tak ci powiedziała?

werez napisał/a:

Po drugie na pewno nie ma tam nikogo.

Zapytam ponownie, skąd wiesz? Masz na to jakiś dowód? Czy znów wierzysz jej tylko na słowo?

werez napisał/a:

po prostu ona uważa, że jej jest "szkoda jak ona (jej mama) tam sama siedzi"... ale taka częstotliwość? jak ma się to udać wszystko w przyszłości z tak częstymi wyjazdami? Gdzie w tym wszystkim jestem ja, gdzie ta chęć bycia ze mną? Jej jest brak... to akurat widzę..

No to skoro widzisz brak tej chęci bycia z tobą to czemu do jasnej ciasnej jej nie pogonisz w cholerę?
Jak sam siebie nie szanujesz to i ona nie będzie, proste.

Znam ją na tyle i wiem z obserwacji, że dwie powyższe kwestie są prawdą.

65 Ostatnio edytowany przez feniks35 (2016-01-19 10:42:12)

Odp: Kłótnie średnio raz na tydzień - czy ma to szanse przetrwać?
werez napisał/a:

Po pierwsze, mam pewnosc, ze jest dziewicą. Po drugie na pewno nie ma tam nikogo. Może to co pisze być dla Was naiwne, ale ja po prostu o tym WIEM. Nie łącze jej wyjazdów z wiarą... po prostu ona uważa, że jej jest "szkoda jak ona (jej mama) tam sama siedzi"... ale taka częstotliwość? jak ma się to udać wszystko w przyszłości z tak częstymi wyjazdami? Gdzie w tym wszystkim jestem ja, gdzie ta chęć bycia ze mną? Jej jest brak... to akurat widzę.

"Można być wierzącym i chcieć zachować czystość a natura jest natura i jak kto ma popęd to choćby chciał go okiełznać to on się jednak przejawia. Widzisz u niej jakieś przejawy?, ja nie, inni też." Z tym się zgodzę, to jej kilka razy naświetliłem, jednak niestety ona tego nie pojmuje. Ona twierdzi, że przejawy są, dowodem na to są te "pieszczoty", jednak chociażbym chciał to zaakceptować i jej przyznać rację, to jednak ich częstotliwość daje wiele do życzenia. Przykład z życia wzięty. Od ostatniej bliskości, mija dokładnie 10 dni. Mimo to, ona nie czuje w sobie tej potrzeby. Objawia się to zarówno tym, ze z taka częstotliwością jeździ do domu (zostawiając mnie np. na weekend) jak i tym, ze po prostu będąc ze mną potrafi tak po prostu odwrócić się na drugi bok i usnąć. Nie ma tej chemii. To jest naprawdę zauważalne... tu nie chodzi o to by działo się coś CODZIENNIE. Jednak to jak to obecnie wygląda, to wszystko mówi samo za siebie. Przychodzi załóżmy teraz czas kiedy w Niej "cudownie" budzi się ta potrzeba, po tych 10 dniach abstynencji i co? Mam skakać z radości? Nie. Po prostu z samego tego faktu nie mam na to ochoty. Przyzwyczajam się do tego, ze po prostu tego nie mam, z każdym dniem, zwłaszcza po takiej przerwie jest mi łatwiej. Tylko czy to będzie spełniony zwiazek? Chyba nie bardzo. Mogą być rożne dysproporcje, chociaż u większości na początku nie ma tego problemu, w zasadzie u nikogo, zawsze na początku relacji te potrzeby sa zrównane (kiedyś szukałem w internecie informacji, nie znalazłem żeby ktoś pisał, ze ma problem z częstotliwością na początku związku)... tutaj potrzeby sa zróżnicowane już na początku. Mało tego, trzeba zwrócić uwagę na to JAK sa zróżnicowane... ja powiedzmy miałbym chęć codziennie, dla Niej 10 dni to pestka... zobaczę gdzie nas to zaprowadzi. Przygnębiające i smutne jest to wszystko, bo ta chęć naprawdę we mnie wygasa. To wszystko staje mi sie obojętne.

Werez sam widzisz ze juz na tym etapie to jest bez sensu...myslisz ze bedzie lepiej ? Nie bedzie. Jesli nie ma chemii teraz na poczatku znajomosci to nie bedzie jej juz nigdy, nie z Tobą przynajmniej. Mozna wypracowac metody komunikacji, kompromisy itd ale nie pozadanie. A nawet bedac w niej mega zakochany i wpatrzony w nia to jesli jestes zdrowym facetem bez seksualnych zaburzen to nie wyrobisz w " bialym  malzenstwie" na dluzszą mete. Chcesz wiedziec gdzie Was to zaprowadzi? Ja Ci powiem juz teraz bez krysztalowej kuli. Do totalnej katastrofy, bycia dwojgiem obcych sobie ludzi w jednym domu a z czasem byc moze i zdrady gdy Ty czy ona spotkacie kogos z kim ta chemia sie pojawi. Masz pretensje ze nikt nie daje Ci rad jak ratowac. Tylko by ratowac trzeba miec co ratowac. Piszesz ze ja kochasz ...i co myslisz ze to wystarczy? Czasem nawet wzajemna milosc bez spelnienia innych przeslanek to za malo a gdy jest jednostronna tak jak w Twoim przypadku to juz  gwarantowana katastrofa. Wiem ze zainwestowales bardzo duzo w ten zwiazek i teraz zal Ci to zostawic. Ale rozumujesz jak hazardzista ktory przetraca majatek ale wciaz gra liczac ze moze te ostatnie grosze przyniosa wkoncu wygrana ...na koniec odchodzi z pustymi kieszeniami i mysla co ja k.. zrobilem.Chcesz tak skonczycz? Bo Ty nadal masz jeszcze wiele do stracenia i chcesz dobrowolnie to stracic jak widzę.

Posty [ 1 do 65 z 89 ]

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Kłótnie średnio raz na tydzień - czy ma to szanse przetrwać?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024