Cześć wszystkim! Szkoda, że dopiero teraz dowiedziałam się o tej wspaniałej stronce, bo od kilku miesięcy czuję się samotnie i coraz gorzej to znoszę. Oczywiście jak to w życiu bywa miłość sprawiła, że ja - domatorka, kochająca swoje rodzinne strony pojawiła się w Olsztynie. Przepraszam z góry za to, że mogę obrazić to miasto, ale dla mnie jest ono jak środek samotni. Ale od początku... Mieszkałam w mieście pełnym studentów, imprez, pubów i... ZNAJOMYCH. I to właśnie w tym mieście poznałam swoją miłość, która przyjechała w odwiedziny do kolegi. Po kilku latach znajomości zaczęliśmy się spotykać (było trudno bo odległość 300km). Miałam okazję przenieść się do niego, do stolicy Warmii. Nie wiem co mnie pokusiło, bo po pół roku moja samotność doskwiera mi bardziej niż zwykle. W Moim Mieście mieszkałam z ludźmi których znałam od przedszkola. Tu jest tylko... on, jego rodzina i jego przyjaciele. Tak, tylko. Bo ile można ciągle spędzać czas z jedną i tą samą osobą? Pytacie: dlaczego doskwiera mi samotność, przecież są jego znajomi? No właśnie. Jego znajomi. Nie moi. Są starsi, znają się od x czasu i zwyczajnie źle czuję się w ich towarzystwie. Wszyscy albo zaręczeni, pracujący albo po ślubie i z dziećmi. Totalnie nie moja bajka, bo ja-studentka, bez pracy, dzieci i z kredytem studenckim na barkach. Zapytacie: studentka! Przecież na uczelni jest pełno młodych ludzi! Tak, jest. Mam fajną grupę, mimo tego, że jestem "obca" dogaduję się z nimi. Ale o tematach związanych ściśle z uczelnią. Oni także mają swoje grupki, znają się od lat i mają swoje tematy. Kontakty telefoniczne ze znajomymi urwały się po miesiącu, została jedna osoba, z którą prawie codziennie rozmawiam, a którą widziałam ostatni raz w kwietniu... A to nie to samo, dlatego poznam kogoś z kim mogłabym iść na kawę czy do kina, na koncert albo po prostu spotkać się na pogaduchy!
Całuski!