Witam serdecznie drogie Panie,
Na początek chciałbym napisać, że to mój pierwszy post na forum. Piszę tu ponieważ nie mogę sobie poradzić z ogromem mojego problemu i szukam pomocy u kogoś kto zna się na tych sprawach najlepiej ![]()
Więc tak, mamy po 21 lat, poznaliśmy się na studiach. Typem romantyka nigdy nie byłem, ale zawsze myślałem, że jak spotkam tą jedyną to będę to wiedział i tak się stało. Nigdy nie mówiłem kobietom, że je kocham, ona to usłyszała jako pierwsza, chciałem, żeby było to wyjątkowe (chyba nigdy mi w to nie uwierzyła). Mówiła, że tak mówię pewnie wszystkim. Cały czas zapewniałem ją, że jest najpiękniejszą kobietą świata. Nie miałem przed nią tajemnic, miałem bardzo dużo kobiet wcześniej i powiedziałem jej o tym i o każdej z osobna (ona też nie była taką świętoszką).Mówiła, że nigdy żadnemu swojemu byłemu nie wyznała miłości tyle razy co mi. Seks był dość szybko, jak się dotarliśmy to dochodziliśmy za każdym razem wspólnie, cholernie sensualna sprawa jak dla mnie.Mówiła, że ze swoimi byłymi dochodziła bardzo rzadko (mam nadzieję, że nie dla podbudowania mojego ego) Ona wprost drżała po kilku dniach rozłąki, kiedy wiedziała, że zaraz będę w niej. Zawsze powtarzała, że za każdym razem jak się spotykamy to jestem inny (albo ją wkurzam, albo jestem idealny, ale potrafię spieprzyć wszystko jednym tekstem). Przejdźmy teraz do opisu rozpadu. Lubiłem zaimprezować, ona też. Tylko Ona robiła to z umiarem, a ja przesadzałem (musiała mnie 2 razy ogarniać, nie byłem agresywny, ale raz zwymiotowałem). Ona jest bardzo poukładaną kobietą (choć zwariowaną) wiecie samochód, dobre oceny, modelka. Ponadto nie przykładałem się do studiów i zawaliłem przedmioty i mam poprawki, a kiedy mówiła, że się martwi zbywałem ją tekstem 'nie martw się o mnie'. Teraz wiem, że to był błąd. Mam hobby, jeździliśmy z zespołem po całej polsce, ale kiedy poznałem Ją zespół jakoś (to bez związku) się rozpadł i mogła uważać, że brak mi zainteresowań. Nie ukrywam miałem problem z mary jane, nie paliłem przy niej, ale wiedziała i uważała to za dużą przywrę (ponadto jej były palił). Kiedy raz przesadziłem, bo powiedziałem, że nie zapalę na imprezie,a zapaliłem umówiliśmy się, że jeśli to zrobię znowu to koniec z nami. Podkreślała, że pocierpi, ale woli to niż być okłamywana i z kimś takim, ponieważ wszystkie moje problemy na studiach brak motywacji, nieogarnianie wynikały z tego palenia. Początkowo nie paliłem dla niej, ale potem zobaczyłem, że to jest właściwa droga i zacząłem robić to dla siebie. Rzuciłem to w 3 du... Wtedy powoli też wróciłem do grania, nauki i dorosłego życia. Poznałem jej rodziców, dalej czasem wkurzała się o to że jestem roztrzepany i nie patrzę co robię. Wyjechaliśmy razem na wakacje, na 10 dni i ZAPALIŁEM.Nie paliłem od ponad miesiąca. Nie wiem co sobie wtedy myślałem, była jej rodzina, znajomi, joint poszedł w obieg i niedużo się zastanawiając po 3 piwach wziąłem macha. Ona akurat wróciła ze spaceru, a ja śmiałem się jak poroniony. Zamknęła się, byliśmy na wyjeździe, więc musieliśmy utrzymywać pozory. Błaganiom, skomleniu nie było końca, płakałem, chyba pierwszy raz od czasów przedszkolnych. Powiedziała, że mnie kocha, musi sobie wszystko poukładać, ale żebym nie wyobrażał sobie za wiele. 2 dni po feralnym zdarzeniu był seks, co prawda z mojej inicjatywy, ale Ona cała drżała, doszła. Ostatniego dnia wyjazdu był seks z jej inicjatywy, wykorzystała cały swój potencjał żeby mnie nakręcić i zrobiliśmy to ( Czy ona mnie przypadkiem nie wykorzystała ? ) Dalej mówiąc, że nic to nie zmienia. Po powrocie wyjechała na 2 tygodnie, codziennie mieliśmy kontakt i nawet sama czasem napisała. Pisałem litanie, skomlałem, tłumaczyłem się, popełniałem same błędy. W końcu dała mi do zrozumienia, że nie może ze mną być, kocha mnie, ale nie może funkcjonować ze mną w związku.Powiedziała , że chce to zobaczyć z boku (zapewniałem ją w litaniach, że zmieniłem się, pozdaję wszystko i już "ogarniam" życie) Kiedy zapytałem czy uważa, że możemy być kiedyś razem odpowiedziała, że pewnie tak będzie. Kontakt teraz jest całkowicie aseksualny, zachowujemy się rzeczywiście jak przyjaciele (na razie mowa tylko o wiadomościach tekstowych). Każda moja próba jakiegoś zbliżenia, sprośny żart czy podtekst, który normalnie by ją rozbawił kończy się ignorowaniem i nieodpisywaniem kilka godzin. Ale zawsze w końcu się odezwie. Wraca w niedzielę, mieszkam 100 km od niej, ale wracam na studia (chodzimy razem do grupy).
Teraz pytania :
Jak się zachowywać żeby nie zostać jej przyjacielem na stałe ? boję się, że kiedy będę dawał jej za dużo sygnałów, ona straci mną zainteresowanie, znajdzie sobie kogoś, a ja zostanę z dziurą w sercu i będę musiał na to patrzeć. Z drugiej strony boję się, że jak zrobię jej chłodnik emocjonalny to poczuje się urażona (cały czas podkreślała, że pocierpi i to przejdzie) , bo przecież miałem być jej przyjacielem...
Czy jak wróci w niedzielę to dzwonić do niej i się umawiać, czy poczekać na jej ruch ?
Jak mam się zachowywać jeśli się zobaczymy, a jeśli nie to czy czas do października to nie za długo ?
Czy ograniczyć z nią kontakt ?
pozdrawiam i z góry dziękuję za odpowiedzi ![]()