Witajcie, postanowilam napisac ten watek, bo mialam taka potrzebe podzielienia sie z wami myslami.
Urodzilam sie w malej miescinie na zachodzie Polski, rodzicow mam nieudacznikow, mame co ciagle narzeka na swoj los, tate wiecznie krzyczacego choleryka.
Rodzenstwo pasozyty trzymajace sie rodzicow klamki, rozwiedzionych i dzieciatych .
Ja najmlodsza dawno usamodzielniona, najbardziej znienawidzona bo ambitna. Dobra, pokrotce napisalam ze zycie nie poemat.
Meza mam niepelnosprawnego, od paru lat, poswiecam sie mu i powoli sie mecze bo sama siebie nie poznaje czasami.
Daze do tego ze mam depresje zdiagnozowana od dobrych kilku lat, bylam leczona u roznych psychiatrow, psychologow,mase testow, cudow i wogole....tylko jedno brac leki antydepresyjne i nieprzejmowac sie.
Natrafilam przez przypadek na fajnego lekarza z przymusu.....skonczyla mi sie recepta a ze moj lekarz mial urlop trzeba bylo isc po recepte do najblizszego lekarza.
A wiec...byl to neurochirurg i neurolog....kurcze mysle sobie ze on przepisze leki bo moze, a ze ma taka specjalizacje nie bedzie sie zbytnio pytal o szczegoly.
A coz to bylo za zdziwienie jak zaczal ze mna rozmawiac o mojej depresji.....cholera mysle sobie co go to interesuje...place chce tylko recepte ale...
Zapytal....
Dlaczego choruje??? Ja zmieszana...odpowiadam: rodzina, geny, depresja poporodowa, samobojstwa w rodzinie i takie tam, problemyze soba, ciezkie dziecinstwo i inne bzdury jakie nawbijali mi psychiatrzy i psychologowie....a on dalej: Pani Hanno dlaczego Pani choruje???....zmieszalam sie, niewiedzialam o co mu chodzi...chcialam mu dac tylko za wypisanie recepty bo organizm sie domagal dawki i uciec......
Lekarz zauwazyl moja reakcje i zmieszanie, zapytaj jeszcze raz: A moze inaczej: Gdzie jest przyczyna depresji i dlaczego lekarze wypisuja latami leki i truja mnie skoro mozna samemu sobie poprawic los, bez pomocy kogokolwiek.
.
Wlasnie kochane o to mi chodzi...gdzie jest przyczyna???....czy dziecinstwo??
- nie...bo niewybieramy sobie rodziny....poprostu urodzilismy sie w takiej a nie innej rodzinie...trudno trzeba zyc dalej....bomby nam na glowe nie leca, mamy co jesc, gdzie spac....a to ze sa problemy?? ludzie maja gorsze, choroby, kalectwo itd....na co narzekamy wiec??
stan terazniejszy??
- a czy my same do tego niedopuscilismy???....czy niegodzimy sie na chore zwiazki, bezradnosc wobec siebie??? a kto powiedzial ze jestesmy slabe, a kto powiedzial ze nieznaczymy nic w tym swiecie??....kobiety sa silne, piekne, potrafia wiele...jestesmy 60% bardziej odporne na bol....potrafimy 11% wiecej uczyc sie od mezczyzn....ktoz nam moze powiedziec ze jestesmy same siebie warte...jakis zapyzialy pijak typu ( ojciec, brat, maz ) ktory sam siebie ocenia miara innych....a potem siedza kobietki i placza jakie to maja bezsensu zycie bo tatus ( lub ktos inny ) byl pijakiem i zrobil mi pieklo......i coz z tego....??? to taka osoba ma nam kreowac przyszlosc??
kobity.....w nas jest sila....wlaczmy o siebie ....O siebie!!!
caluski