Cześć wszystkim,
nie wiem jak to okreslić ale czasem wydaje mi się, że zbyt ufam ludziom i jestem zbyt uczciwa. Gubi mnie to w życiu. Widzę, że ludzie zmieniają szybko zdanie, dużo ich nie obchodzi, orbią swoje, szybko zapominają. A ja jestem osobą pamiętliwą, czasem widzę tylko w systemie zero jedynkowym.
Ludzie traktują siebie powierzchownie, wielkie są tylko słowa a nie czyny. Ja zawsze wysłucham, doradze, a nikogo tak za bardzo ja nie obchodzę. Nikt się nie spyta co u mnie, jedna dwie osoby maximum. Dopiero jak jest coś do załatwienia to jestem potrzebna
WIecie o co chodzi. Nie wiem czemu załzużyłam sobie na takie traktowanie.
Zawsze wydawało mi się, że należy być dobrym, pomocnym, uczynnym. Tego mnie rodzice nauczyli, wyniosłam to z domu. Kiedy ktoś robil coś nie tak to od razu miałam jakieś dziwnie uczucie. Nie chodzi mi o bycie zbyt prawym , ale po prostu czuję w takich sytuacjach niesmak.
Widze, że ludzie nie zachowują się w 100% uczciwie. Ok ja też nie ale nie wiedziałam, że aż tak. Im jestem starsza tym bardziej widze, że świat jest niesprawiedliwy i obłudny. Nie wiem jak mam zmienić postrzeganie swiata bo czasem wydaje mi się, że przegrywam coś w życiu będąc uczciwą i taką pomocną. Nigdy nie zapominam, czasem myślę o sobie na 2-3 miejscu. Jak mam coś do roboty dla siebie- robię to w ostatniej kolejności, a wcześniej rozmawiam ze znajomymi, doradzam im, analizuję ich problemy. Z drugie strony taka pomoc mi wystarcza bo czuję, że mnie lubią, czuję się akceptowana. I w tym jest problem, że czasem takie małe spotkania czy rozmowy mi wystarczą i myślę, że ten ktoś naprawdę mnie lubi. A ja mogę tego kogoś w ogole nie obchodzić. Nie wiem co mam ze sobą zrobić, jak się zmienić. żeby na 1 miejscu postawić siebie i swoje sprawy.
Pozdrawiam
P