Proszę niech ktoś mi pomoże choć ciepłym słowem.
Byłam w związku 1,5roku, z czego pierwszy rok przed związkiem miał wymiar przyjacielski, ale były to podchody. Jak już mu zaufałam - Dla niego rzuciłam wszystko i kochałam jak szalona. Szaleństwo było też powodem naszych kłótni bo kochałam za bardzo a on nie aż tak, co czułam i było przyczyną kłotni w ostatnich paru miesiącach. Nie wiem po co te kłótnie, to była moja pierwsza miłość, nie sądziłam że tak nie wolno, dopominać się ciągle o swoje. pochodzę z katolickiej rodziny. Ważne były dla mnie uczciwość, prawdomówność, cnota. Mimo to długo czekając dałam mu pocałunek, przyjaźń i cnotę - dwa miesiące przed rozstaniem, na parę dni przed burzą kłótni. Chciałam dać mu gwiazde z nieba gdy miał jakiś problem, on podobno tez patrzyl we mnie jak w obrazek, ludzie myśleli że sobie żartuje. A pomimo to zerwał. Napisał to w smsie. Błagałam, by do mnie wrócił. Wrócił. Dlaczego zerwał: bo nam się nie układało, bo ja mam ważniejszą naukę. Bo się coś wypaliło. Nigdy wcześniej nie powiedział że jest między nami źle, to ja wręcz szukałam pzyczyny problemu dlaczego się nie układa na siłe. Potem znów zerwał. Bo znów się pokłóciliśmy- wyszedł na wierzch bród z życia towarzyskiego. Tym razem zerwał ... smsem. Że nie chce mnie, że ma dosyć, nie kocha mnie, chyba ostatnio nie kochał, nie pociągam go, i tak będzie lepiej. Wiem że piszę o nim teraz same złe rzeczy ale on niebył taki. był dobry. Brronił mnie. Nigdy wcześniej nie płakałam z jego powodu. I choć obiecywał mi, że będzie ze mną, że zawalczy zostawił mnie, zabawił się mną, a mi nie zostało już nic: ani godność ani sens życia.
Od zerwania minęły 4 miesiące. Nie mamy kontaktu, a ja mimo to nie daję rady żyć. Czuję się nie tylko łatwa, naiwna, głupia, ale też że nie potrafię bez niego żyć. Że chcę z nim być. Nie chcę żyć bez niego: czuję się szmatą, która powinna by zachować godność żyć, od nowa, nie pełzać, a mimo to robię. On obecnie żyje swoim życiem, nie jest mu szczególnie źle, ale też nie super. Jest sam. Potrafi spędzać czas sam, mimo że niemal mieszkaliśmy już razem. Prosze o wskazówkę, jak mam żyć.