Witam. Taki właśnie spadek oddziedziczyłam po rodzicach. Całe życie próbuję coś z tym zrobić.
Ale - do rzeczy: kiedyś pani Wioletta Willas oznajmiła,że zdrowe i bujne włosy zawdzięcza nafcie. Próbowałam też sobie zrobić maseczkę na włosy z nafty i nie mogłam tego później zmyć.
Znalazłam jednak świetne rozwiązanie:
- żółtko mieszam z 1 łyżeczką nafty kosmetycznej i po chwili dodaję troszkę soku z cytryny - do konsystencji półpłynnej.
- na spodeczek od herbaty wlewam 2 łyżeczki nafty. 3 środkowe palce obu rąk maczam w tym spodeczku i przenoszę naftę na skórę głowy. Następnie mieszankę żółtkową nanoszę na włosy i głowę,
zakładam folię i ręcznik i tak sobie czekam do 1 godziny.
Potem wystarczy pod bieżącą wodą spłukać odżywkę, masując włosy i skórę. Włosy są ładne po takim myciu, nie pachną żółtkiem i są silniejsze po kilku zabiegach.
Takie wzmocnienie dla włosów robię sobie co jakiś czas. W międzyczasie myję włosy zwykłym szarym mydłem a do ostatniego płukania dodaję soku z cytryny.
Dziwne, ale teraz myję włosy co 2 - 3 dni. Nie wiem tylko , czy to dzięki tej odżywce? Ale jest dużo lepiej!
Coś na minus - jeśli nafta uczula, piecze, zmyć odżywkę trzeba szybciej. Z czasem udaje się wydłużyć ten czas.