Film mi się podobał, bo traktuję takie produkcje z przymrużeniem oka, no to po prostu film. Natomiast gdyby podchodzić do niego poważniej to sypie się właśnie od momentu walki z Tygrysem. Dlaczego? Zaczynając od tego, że samotny Tygrys, to coś trudno wyobrażalnego, szczególnie w kwietniu 1945 r. Bo np. samotny Tygrys jak każdy samotny czołg, to martwy Tygrys. Tych czołgów zawsze było niewiele i Niemcy bardzo praktyczni dbali o nie, o ich osłonę, bo traktowali jako broń "strategiczną". Jedyne co daje jakieś prawdopodobieństwo tej sytuacji, to ucieczka ocalałego Tygrysa z jakiegoś pola bitwy ale w kwietniu 1945 gdyby załoga takiego Tygrysa napotkała amerykańskie Shermany, to zapewne zrobiłaby jedną z dwóch rzeczy:
- czym prędzej opuściłaby czołg i z buta próbowała uciec przed Amerykanami,
- czym prędzej opuściłaby czołg żeby się poddać Amerykanom.
W ogóle ucieczka samotnym Tygrysem była dość głupim pomysłem, bo alianci mieli wtedy całkowite panowanie w powietrzu. Tam cały czas szwendały się patrole alianckich myśliwców bombardujących, których jedynym zadaniem i atrakcją było właśnie wyłapywanie takich głupich Tygrysów jadących sobie przez pole. No ale twórcy filmu chcieli aby pojawił się taki samotny Tygrys i na dodatek przejawiał wolę walki. Bo jeszcze trzeba jasno powiedzieć, że z tym twardym niemieckim oporem, to też niezła bujda. Niemcy faktycznie bronili się fanatycznie ale przeciw Sowietom. Wojska zachodnich aliantów tereny niemieckie zajmowały z dużo mniejszym, niemieckim oporem. Po prostu Niemcy umieli myśleć i wiedzieli, że lepiej poddać się Amerykanom niż ryzykować, że pierwsi dojdą Sowieci. Wiele niemieckich oddziałów potrafiło wykazać wielką wolę walki i fanatyzmu przebijając się w okrążeniu przez wojska sowieckie tylko po to żeby dotrzeć do wojsk zachodnich i poddać się właśnie im. To był zwykły instynkt samozachowawczy, bo dobrze wiedzieli co ich czeka kiedy złapią ich Sowieci.
A wracając do filmowego Tygrysa. W prawdziwej walce za śmierć czołgistów z trzech czołgów towarzyszących Furii odpowiadałby nie kto inny jak "Wardaddy". Otóż widząc tego Tygrysa zrobił on w filmie wszystko żeby zmniejszyć swoją przewagę i szanse zwycięstwa
Tygrys miał dwie mocne strony: dobry pancerz z przodu i działo 8,8 cm, które pokonywało każdego z napotkanych Shermanów bez problemu. O ile pamiętam film, to z czterech owych Shermanów dwa (w tym Furia) były uzbrojone w długolufowe działo 76 mm, które na tym dystansie również nie powinno mieć problemu z pokonaniem nawet przedniego pancerza Tygrysa (Furia więc nie musiała więc Tygrysa zachodzić od tyłu). Problemem były te 2 Shermany z krótkimi działami 75 mm, bo te faktycznie niewiele mogły Tygrysowi zaszkodzić. Optymalną taktyką w takim spotkaniu byłoby podzielić Shermany na dwa zespoły zachodzące Tygrysa z dwóch różnych kierunków. Tygrys bowiem oprócz wspomnianych zalet miał też wady. Nie był za szybki, a poza tym jego wieża kręciła się wręcz powoli. Przy rozdzieleniu sił nie miałby większych szans na skuteczne rażenie ogniem w obu kierunkach, za to nawet te słabsze Shermany mogły mu wyjść na tył, a od tyłu mogły mu już zrobić kuku. Tymczasem nasz Brad Pitt wybrał najgorsze możliwe rozwiązanie czyli ruszyć ławą na Tygrysa dzięki czemu niewielkimi ruchami wieży mógł on szybko przenosić ogień z jednego Shermana na drugi.
No ale oczywiście dla potrzeb filmu potrzebna była scena jak wielkim poświęceniem musieli się wykazać dzielni amerykańscy czołgiści żeby takiego Tygrysa pokonać 
Finałowa scena z Furią - Alamo, to już czysta filmowa fikcja. Oddział 200 w miarę ostrzelanych żołnierzy, a to byli weterani Waffen SS taką samotną Furię załatwiłby w 3 minuty i nawet się nie spocił
Ale znów potrzeby filmu...